Dołącz do nas

Piłka nożna

Bramki i asysty – bogactwo w środku pola

Avatar photo

Opublikowany

dnia

dsc_6484Dzisiaj w naszym podsumowaniu zajmiemy się pomocnikami, czyli formacją najbardziej rotowaną w GKS Katowice od dłuższego czasu. Zarówno trener Rafał Górak, jak i Kazimierz Moskal dokonywali zmian praktycznie z meczu na mecz – choć trzeba przyznać, że środek był dużo bardziej stabilny niż skrzydła, a także, że obecny szkoleniowiec GKS zdecydował się na kilka pokerowych zagrywek, które w większości okazały się skuteczne. W niniejszym artykule niektóre przyporządkowania zawodników do pozycji mogą być bardzo umowne, ze względu na to, że nawet w trakcie jednego meczu, połowy albo nawet krótkiego okresu następowały w tym temacie zmiany.

Defensywny pomocnicy
Jako piłkarze w zasadzie od „czarnej roboty”, występowali głównie Sławomir Duda, Grzegorz Fonfara i Kamil Cholerzyński. Ta trójka grała dość wymiennie, choć w dalszej części sezonu dzięki pewnemu manewrowi trenera Moskala, mogli w komplecie występować na boisku. Początkowo – podobnie jak w poprzednim sezonie – dwójkę defensywnych mieli stanowić Duda i Fonfara i tego chciał się trzymać trener Rafał Górak. Jednak już w pojedynku Pucharu Polski z Wigrami Suwałki kontuzji nabawił się Fonfara i musiał przez kilka meczów pauzować. Na domiar złego przed meczem I kolejki z Flotą zatruł się Duda i katowiczanie pozostali bez dwóch podstawowych zawodników.

Za Fonfarę w Suwałkach na boisko wszedł Kamil Cholerzyński i on również od początku wystąpił z Flotą. Z braku zawodników defensywnych Przemysław Pitry pomagał w tym meczu Kuflowi. Niestety o ile Cholerzyński dał dobrą zmianę z Wigrami, to z Flotą spisał się dość słabo.

Fonfara pauzował aż do meczu z Podbeskidziem, Duda wykurował się na szczęście już na drugą kolejkę. Sam jednak zarówno w okresie przygotowawczym, jak i na początku ligi nie był w najlepszej formie, notował dość dużo prostych niecelnych podań. W składzie jednak pozostał, a w Krakowie nieoczekiwanie pomagał mu Rafał Figiel. To była nagroda za bardzo dobrą zmianę Figiela w meczu z Sandecją. I z Okocimskim młody zawodnik rozegrał świetne zawody. Był bardzo waleczny, rozgrywał akcje, podawał i strzelał. Startował z głębi pola, ale z dużymi inklinacjami ofensywnymi. Wkrótce to właśnie do przodu został przesunięty, aby mieć więcej okazji do wykazania się w ofensywie.

Na mecz z Podbeskidziem wrócił Fonfara i z Dudą stworzyli niezły duet na bardzo ważny mecz Pucharu Polski. Przede wszystkim z przeciętności wyszedł Duda, który zwłaszcza w drugiej połowie spisał się bardzo dobrze i nie dość, że solidnie czyścił akcje rywali, to sam strzelił gola z rzutu karnego (wcześniej „dostał” od Franka Adu Kwame, za co została podyktowana „jedenastka”). Fonfara zagrał w tym spotkaniu… zróżnicowanie – raz lepiej – raz gorzej.

Obaj wystąpili w meczu z Bełchatowem, który był najsłabszy w tym sezonie. Obaj nie zachwycili, choć akurat w przypadku Dudy można było powiedzieć, że zagrał „najmniej źle”.

W meczu z Miedzią nieoczekiwanie zamiast Dudy wyszedł Cholerzyński. Zmiana była o tyle dziwna, że Kufel we wcześniejszych meczach, w których grał, prezentował się źle i tak też było z legniczanami. Jeżeli po Bełchatowie miało dojść do zmian, to na pewno nie Dudy. Faktem jest jednak, że tu już nie decydował trener Górak, który rozstał się z klubem, a Tomasz Owczarek i Piotr Piekarczyk. Duda za to wszedł w drugiej połowie i podniósł jakość zespołu, a do tego wykorzystał znów rzut karny.

Od meczu w Łęcznej – czyli debiutu trenera Moskala – nastał czas Dudy i Fonfary jako występujących w duecie. Cholerzyński wchodził zaledwie na końcówki. O ile jeszcze spotkanie na Lubelszczyznie było dość przeciętne, to potem było już coraz lepiej – choć z ROW jeszcze nie jakoś spektakularnie, to z Arką było dobrze, a z Dolcanem już bardzo dobrze. Forma obu zawodników zwyżkowała, ale znów opadła w spotkaniach z Kolejarzem i Puszczą. Nie były to jednak bardzo złe występy, tylko po prostu średnie lub przeciętne.

Cholerzyński wrócił – ale na stopera w meczu z Chojniczanką – natomiast szokiem była absencja Fonfary w bardzo ważnym meczu z Zawiszą. To właśnie na Kufla oraz Dudę zdecydował się w tym meczu trener Moskal. Było to przeciętne spotkanie w wykonaniu tego duetu.

Wkrótce trener znalazł na boisku miejsce dla wszystkich trzech. Manewr z przesunięciem Grzegorza Fonfary na pozycję ofensywnego pomocnika okazał się świetny, ale tym zajmiemy się w dalszej części artykułu. Na dłużej parę defensywnych pomocników utworzyli Duda z Cholerzyńskim. Wszystko zaczęło się od meczu z Olimpią Grudziądz. Obaj wypadli bardzo dobrze, oprócz gry w destrukcji próbowali rozgrywać akcje, a Duda strzelił nawet gola, który na wtorkowej gali Złotych Buków zyskał miano Bramki Roku. Jako strzelec w kolejnym meczu błysnął Kufel, który po kapitalnym rajdzie w Niecieczy otworzył wynik spotkania i śmiało można powiedzieć, że Duda sprzątnął Kamilowi tytuł autora Bramki Roku sprzed nosa, bo trafienie było iście klasowe. Troszkę słabiej obaj zawodnicy zagrali w kolejnym spotkaniu ze Stomilem. Wobec tego Duda trafił na ławkę na derby z Tychami, a „wycofał się” na wyjściową pozycję Fonfara. Obaj zawodnicy grali bardzo dobrze przed przerwą i słabo po niej. Cholerzyński znów strzelił bramkę, a Fonfara miał dobre sytuacje. Po zmianie stron już nie radzili sobie z rywalami. Na Wisłę Płock szkoleniowiec ustawił zawodników tak jak z Olimpią i Niecieczą, czyli znów Fonfara poszedł do przodu. Duda z Cholerzyńskim zaliczyli niezłe spotkanie, podobnie jak w ostatnim meczu z Flotą, jednak w obu fajerwerków nie było.

Jeśli chodzi o duet defensywnych pomocników to można powiedzieć, że były dwa okresy – przed przesunięciem Fonfary na dziesiątkę i po tej roszadzie. Wcześniej wymiennie grali Duda, Fonfara i Cholerzyński, potem na boisku występowali wszyscy trzej. Duda miał przez całą rundę wahania formy, raz było lepiej, raz gorzej, Kamil rozkręcał się, a Fonfara też ze słabszymi momentami, ale jednak więcej miał dobrych i kilka błysków, które dawały GieKSie punkty – choć głównie właśnie na pozycji ofensywnego pomocnika.

Ofensywna pomoc
Ta pozycja wyjściowo była zarezerwowana dla Przemysława Pitrego. Ten zawodnik w GieKSie jako ofensywny pomocnik, ustawiony za napastnikiem, notował swoje najlepsze występy i najwięcej dawał drużynie. Jednak na dziesiątce było sporo rotacji. Pitry zapewne by tam grał cały czas, jednak słaba forma napastników spowodowała, że zawodnik w większości meczów grał właśnie na szpicy – mocno z konieczności, ale według trenerów to było rozsądne rozwiązanie, a na miejsce Pitrego w środku próbowali oni kilku kolejnych zawodników. Sam Pitry gdy grał jako „podwieszony” już w pierwszym meczu z Wigrami strzelił bramkę, choć było to po stałym fragmencie. Ogólnie początek sezonu miał stosunkowo udany, nawet w słabym meczu z Flotą był wyróżniającym się zawodnikiem, choć wtedy mieliśmy sporo zastrzeżeń o nadmierne spowalnianie gry. Potem przeszedł do ataku, a kolejny raz na podstawowej pozycji zobaczyliśmy go w Łęcznej, choć jest to bardzo umowne, bo pojawiał się często jako zawodnik najbardziej wysunięty. Również i w Łęcznej na tle słabszych kolegów wyróżniał się, zaliczył m.in. kapitalny strzał w poprzeczkę. W meczu z ROW mieliśmy „Pitry show”, kiedy to zaliczył dwa gole spoza pola karnego, w tym jednego z rzutu wolnego. Gola dołożył w meczu z Arką, wówczas jednak był już w ataku, choć w pierwszej połowie grał w pomocy. W słabym meczu z Zawiszą Pitry robił różnicę. Ten mecz miał dwie „połowy” – z Pitrym i bez niego. Po zejściu zawodnika dobra gra siadła i GKS był bezradny. Piłkarz odniósł kontuzje i baliśmy się jak będzie wyglądać gra bez niego. Tymczasem z Olimpią Grudziądz katowiczanie rozegrali najlepsze zawody w sezonie. Potem zawodnik wrócił znów do ataku, ale w Niecieczy grając na tej pozycji świetnie spisał się właśnie jako… asystujący (szerzej o tym w „napastnikach”). Ze Stomilem zaczął jako napastnik, ale po wejściu na boisku Grzegorza Goncerza, cofnął się na pozycję rozgrywającego i w doliczonym czasie gry zagrał kapitalną i niekonwencjonalną piłkę do Pietrzaka, a w efekcie padła zwycięska bramka. W spotkaniu z Tychami nie zaimponował.

Gdy w początkowej fazie sezonu na pozycję napastnika został przesunięty Pitry, trzeba było szukać jego zastępcy. Trener Rafał Górak zapewne miał kilka pomysłów, ale z formą w poprzednich meczach – z Sandecją i Okocimskim – błysnął Rafał Figiel. W meczu z Podbeskidziem to właśnie ten młody zawodnik dostał szansę kreowania gry. I z bielszczanami spisał się kapitalnie, rozgrywał, wygrywał pojedynki jeden na jeden, był aktywny i skuteczny w podaniach. Oprócz środka, pokazywał się także na skrzydłach, szedł na obiegi. Wydawało się, że ten zawodnik będzie miał pewne miejsce w podstawowej jedenastce. Niestety nie udało mu się tej formy utrzymać. W meczach z Bełchatowem i Miedzią zagrał słabo i jego pozycja zaczęła słabnąć. W meczu z Łęczną po czerwonej kartce Łukasza Budziłka to właśnie Figiel został zmieniony, choć akurat wtedy grał na skrzydle.

Wkrótce do środka powrócił Pitry, ale w meczu z Dolcanem szkoleniowiec zdecydował się na przesunięcie ze skrzydła Tomasza Wróbla. To właśnie na tej pozycji po raz pierwszy zawodnik zabłysnął. Wcześniej bowiem grając na skrzydle notował bardzo przeciętne występy. Z Dolcanem zagrał wspaniale, strzelając dwa gole i notując asystę prostopadłym podaniem. Zawodnik jeszcze jako dziesiątka zagrał z Kolejarzem czy Chojniczanką, ale to były słabsze mecze całego zespołu i jego samego. Znakomite zawody zagrał jeszcze z Olimpią Grudziądz, wtedy wyjściowo był napastnikiem, ale najlepsze zagrania zaliczał ze środka boiska.

Ze względu na kontuzję Pitrego w meczu z Zawiszą oraz słabą dyspozycją napastników – do ataku z Olimpią powędrował Wróbel, a na pozycji ofensywnego pomocnika pojawił się Grzegorz Fonfara. To był strzał w dziesiątkę trenera Moskala. Fonfara bardzo dobrze zagrał z zespołem z Grudziądza (choć błyszczeli inni), ale wielkie zawody zaliczył w Niecieczy. Paradoks polegał na tym, że strzelił tam… dwa gole wychodząc sam na sam i przez chwilę będąc w roli napastnika. To był klasyczny przykład wymienności pozycji, o której napiszemy w osobnym artykule. W meczu ze Stomilem był zamieszany w akcje, po której padły bramki, a przy pierwszym golu zaliczył asystę. Także i z Wisłą Płock zawodnik był efektywny, bo strzelił gola. Trzeba powiedzieć, że więcej zadań ofensywnych dla zawodnika ogranego w ekstraklasie okazało się bardzo dobrym pomysłem trenera i były z tego wymierne efekty.

Na chwilę obecną ciężko powiedzieć, kto będzie grał na dziesiątce. Teoretycznie – gdy GKS pozyska klasowego napastnika – wróci tutaj Pitry. Trzeba powiedzieć, że zarówno on, jak i Wróbel potrafią zagrywać kapitalne prostopadłe piłki, a i Fonfara nie ustępuje w rozegraniu akcji. Tak naprawdę wychodzi bogactwo wyboru – Wróbel jednak może grać na skrzydle, a Fonfara na pozycji defensywnego pomocnika – na boisku więc spokojnie jest miejsce dla wszystkich trzech.

Skrzydłowi pomocnicy
Tutaj to był już prawdziwy galimatias. Grało tutaj wielu zawodników i tak naprawdę to żaden – poza Tomaszem Wróblem – nie wywalczył sobie podstawowego miejsca w składzie, mimo że grali więcej lub mniej. Drugim głównym zawodnikiem skrzydeł był Krzysztof Wołkowicz, ale on już miał większe perypetie z grą w podstawowym składzie.

To właśnie Tomasz Wróbel na chwilę obecną jest podstawowym prawym pomocnikiem. Początek w GKS jednak nie był łatwy, bo zawodnik zawodził. Owszem zaliczył asystę już w debiucie z Wigrami, miał też udział w akcjach bramkowych z Sandecją, ale brakowało jakiegoś błysku. Z czasem zawodnik grał na tyle przeciętnie, że wręcz stracił miejsce w składzie. Wrócił na Łęczną i spisał się słabo, ale trylogia meczów przy Bukowej należała do niego. Najpierw – jeszcze jako rezerwowy – wniósł sporo ożywienia w meczu z ROW, z Arką zaliczył niekonwencjonalną asystę przy bramce Pitrego, a z Dolcanem dał koncert, ale to już jako ofensywny pomocnik, o czym pisaliśmy wcześniej. Faktem jest jednak, że z Arką mimo gry na skrzydle asystę zaliczył ze środka pola, a dla odmiany z Dolcanem – ze skrzydła, mimo że grał w środku. Tak samo zaliczył asystę przy bramce Janusza Gancarczyka w meczu z Puszczą, kiedy to po akcji wszerz boiska – tym razem z lewej strony – wypuścił partnera na drugim skrzydle na dobrą pozycję. Potem przez chwilę grał słabiej, ale zaliczył bardzo dobry mecz z Olimpią – tym razem w napadzie, o czym pisaliśmy wcześniej (poprzez zmienność pozycji naszych zawodników, nie sposób się nie powtarzać w tym artykule). Niestety potem zawodnik odniósł kontuzję i pauzował przez dwa mecze. Wrócił dopiero jako zmiennik w meczu z Tychami, ale wiele do gry nie wniósł. Za to z Wisłą zaliczył piękną asystę przy golu Fonfary. Rozegrał także dobry mecz z Flotą.

Drugim zawodnikiem, który grał najczęściej na skrzydle był Krzysztof Wołkowicz. Dla tego zawodnika zarezerwowana była lewa strona. Piłkarz jest młody i w trakcie rundy prezentuje znaczne wahania formy. Na początku w zasadzie był rezerwowym, który wchodził na końcówki, szansę od początku dostał z Podbeskidziem i zagrał dobrze. Jak i inni zawodnicy zaliczył bardzo dobre występy w trójmeczu na Bukowej. Z ROW-em jako zmiennik, a potem z Arką spisywał się dobrze, a już bardzo dobrze było w meczu z Dolcanem, w którym strzelił bramkę i zaliczył asystę przy golu Wróbla. To był okres w którym zawodnik nieoczekiwanie dochodził do sytuacji bramkowych i tak było też w meczu z Kolejarzem, ale tam niestety nie wykorzystał szansy. Wydawało się, że w swojej przygodzie z piłką Wołkowicz wchodzi na szczebel wyżej. Kapitalne zawody zaliczył z Olimpią Grudziądz, strzelił bramkę, ale też… nie wykorzystał dobrych sytuacji. Potem było już jednak coraz słabiej, zawodnik miał jeden błysk, czyli dobry strzał z dystansu w meczu z Wisłą Płock, kiedy w efekcie padła bramka, jednak jego forma była niska. I wspomnijmy też o dwóch meczach, w których został wystawiony na prawej pomocy – ten pomysł wśród wielu dobrych trenera Moskala okazał się niefortunny, bo piłkarz był cieniem samego siebie i notorycznie szukał lewej nogi. W Niecieczy udało mu się w ten sposób oddać dwa mocne – ale w środek bramki – strzały z dystansu, ale z gry wynikało bardzo niewiele. Wołkowicz musi grać na lewej stronie, a na prawą – owszem, chwilowo może zbiegać na kilkuminutową zamianę z prawym pomocnikiem.

Zawodnikiem, z którym wiązaliśmy przed sezonem nadzieje, a który ciągle nie pokazał się z najlepszej strony był Janusz Gancarczyk. Zawodnik ten ciągle balansuje między podstawowym składem, a ławką rezerwowych. Piłkarz jest na tyle specyficzny, że raz na jakiś czas pokazuje swój spory potencjał, ale brakuje udokumentowania tego w kolejnych meczach. Nawet na przestrzeni jednego meczu potrafi rozbudzić apetyty, by potem grać słabo lub odwrotnie. Z Sandecją wywalczył rzut karny i strzelił gola z jedenastki. Analogiczna sytuacja miała miejsce z Podbeskidziem, kiedy jednak karnego nie strzelił. Wcześniej z Okocimski trafił w słupek, a skuteczną dobitkę zaliczył Michał Zieliński. Zawodnik z Podbeskidziem spisał się dobrze, ale całe wrażenie zatarł już w pierwszej połowie meczu w Bełchatowie, kiedy za faul bez piłki dostał czerwoną kartkę. Zespół w osłabieniu przegrał 0:5. Z tego też powodu zawodnik pauzował przez dwa mecze, a wrócił na ROW Rybnik i był efektywny – zaliczył asystę, a po faulu na nim Pitry strzelił gola z rzutu wolnego. Potem w meczu z Arka wypadł słabo, dlatego w spotkaniu z Dolcanem usiadł na ławce. Wszedł w końcówce meczu i miał udział przy dwóch golach. Jako zmiennik wszedł także z Puszczą i zdobył wyrównującego gola. Potem zawodnik raz grał, raz nie (wchodził z ławki) – z reguły spisywał się nieźle, ale bez błysku. Zaliczył asystę przy zwycięskim golu Goncerza ze Stomilem. Cały czas czekamy na błysk geniuszu tego zawodnika, jest szybki, potrafi wygrywać pojedynki 1 na 1, ale już od roku ma tylko przebłyski, a nie ma stałej tendencji. Piłkarz ten ma predyspozycje, żeby rywali na skrzydle zjadać na śniadanie. Ciągle jednak czegoś brakuje, choć chyba jednak są to kwestie bardziej mentalne niż piłkarskie.

Pozostali zawodnicy grali raczej incydentalnie na skrzydłach. Z Kolejarzem zainaugurował sezon Grzegorz Goncerz, który wszedł na kwadrans przed końcem i rozruszał niesamowicie grę GKS. W następnym meczu dostał szansę w ataku. Na prawej pomocy zagrał znów w Chojnicach, ale słabo. To były jednak incydenty, bo wkrótce Grzegorz był wystawiany w ataku z dobrym skutkiem, choć ten skutek był tylko, gdy grał jako zmiennik. Tak naprawdę na skrzydle w tej rundzie nie zaistniał.

W początkowej fazie sezonu były też takie mecze, w których na skrzydle grał Rafał Figiel. Tak było w meczu z Łęczną, ale zanim zdołał coś pokazać, musiał zejść z boiska w wyniku czerwonej kartki Budziłka i konieczności zmiany.

Epizod na prawej pomocy zaliczył Alan Czerwiński w meczu z Miedzią, ale to był słaby mecz całego zespołu i Alana również. Bardzo się starał, ale nie był w tym meczu efektywny.

Na lewą pomoc w trakcie meczu z Olimpią z ławki wszedł Rafał Pietrzak i spisał się świetnie. Zawodnik ma dryg do gry ofensywnej i asysta przy bramce Tomasza Wróbla była klasowa. Potem zagrał na tej pozycji w Niecieczy i również spisał się nieźle, po jego wyrzucie z autu Kamil Cholerzyński przeprowadził akcję bramkową. Potem jednak wrócił na obronę i to jest jego wyjściowa pozycja, z której również może udzielać się często z przodu, jak ze Stomilem, kiedy dośrodkował w pole karne i po zgraniu Gancarczyka do Goncerza padła zwycięska bramka.

Bartłomiej Chwalibogowski również zaliczył kilka momentów w pomocy. Najpierw w spotkaniu z Podbeskidziem, gdzie miał całą dogrywkę z hakiem i zagrał nieźle. Dość spektakularne było jego pojawienie się w pomocy w meczu z Łęczną, kiedy to momentami nawet był na pozycji… środkowego napastnika. Nie można mu było odmówić chęci. Natomiast po wejściu na boisko w meczu z Arką zagrał znakomite zawody okraszone bramką. Zupełną klapą okazał się natomiast występ w Jaworznie przeciwko Tychom i po tym spotkaniu piłkarz już w tej rundzie nie zagrał.

Dodajmy, że na początku sezonu w trzech meczach ligowych wystąpił w GKS również Arkadiusz Kowalczyk, ale jako napastnik. Natomiast nieoczekiwanie w spotkaniu z Wisłą Płock dostał szansę przez ponad pół godziny na… lewej pomocy. Po Wołkowiczu to drugi nietrafiony pomysł trenera, bo na lewej flance ten prawonożny zawodnik kompletnie sobie nie prowadził i zepsuł niemal wszystkie akcje.

Nadal nie ma pewnych i stałych skrzydłowych w GKS. Na tę chwilę wydaje się, że Wróbel na prawej, a Wołkowicz/Gancarczyk na lewej stronie będą walczyć. Czekamy na ugruntowanie pozycji tych zawodników.

Podsumowanie
Formacja pomocy nie jest na tyle odrębna i autonomiczna, co np. formacja obrony. Wiele w niej zależy nie tylko od dyspozycji zawodników, ale też od potrzeb w ataku, a i wewnątrz niej zachodzi czasem konieczność przesunięcia zawodnika z tyłu do przodu, z przodu do tyłu lub na linii skrzydło-środek. W zasadzie ciężko jest wytypować w stu procentach podstawowy skład linii pomocy. Wydaje się jednak, że wyjściowo defensywnymi pomocnikami są Duda lub Cholerzyński z Fonfarą, na skrzydłach Wróbel (prawe) i Wołkowicz lub Gancarczyk (lewe) i na pozycji ofensywnego Pitry. Wiemy jednak, że na pozycji Pitrego grali i Wróbel i Fonfara, co skutkowało odpowiednimi roszadami na ich wyjściowych pozycjach. Pamiętajmy też, że zazwyczaj jeden z defensywnych pomocników bardziej ubezpiecza obrońców (stoperów), a drugi także bierze udział w konstruowaniu akcji.

GKS ma bogactwo wyboru jeśli chodzi o środek pomocy. Jeśli jeden zawodnik wypada, to często z jeszcze większym powodzeniem zastępuje go drugi. Szwankują natomiast skrzydła, mimo że grają poprawnie, to od wielu miesięcy nie są wykorzystywane tak, jakby mogły, a zawodnicy nie potrafią na nich błyszczeć. Można wręcz powiedzieć, że większą robotę na skrzydłach robią boczni obrońcy. Natomiast Tomasz Wróbel większość swoich kapitalnych zagrań w GKS zaliczył nie ze skrzydła, a ze środka. Podobnie Wołkowicz, bramki czy asysty notuje głównie ze środkowej strefy. To dobrze oczywiście świadczy o zawodnikach, że schodzą do środka, natomiast brakuje jednak typowej efektywności z bocznych sektorów boiska i to jest ta rezerwa, nad którą spokojnie można popracować. Bo jeśli potencjalnie skrzydła są dobre, ale jeszcze niewykorzystywane, a GKS ma tak dobre wyniki, to można pomyśleć, co będzie się działo, gdy rzeczywiście po dośrodkowaniach GKS będzie strzelał bramki.

Linia pomocy GKS Katowice jest bardzo mocna, to nie ulega wątpliwości. W rundzie jesiennej to pomocnicy strzelili najwięcej bramek i zanotowali najwięcej asyst. Nie bierze się to z niczego, indywidualne umiejętności, doświadczenie, a także coraz lepsza gra zespołowa przynosi coraz lepszy skutek. I gdyby tylko w naszym zespole był jeszcze jakiś klasowy napastnik…

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Jjj

    15 grudnia 2013 at 20:51

    Po co nam wrzutki jak nie mamy napastnika który by to wykorzystywał ? Nasza gra sie zmieniła i dlatego przynosi efekt ! Co z tego ze rok czy dwa lata temu wrzucalismy jak sie broniliśmy przed spadkiem ?? Gramy tak jak teraz środkiem i wygrywajmy ! Pitry za mało bramek strzela !

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga