Piłka nożna SK 1964
Skrobacz: klub powinien walczyć o awans a nie o utrzymanie
Kolejną osobą, która podzieliła się swoimi typami w Plebiscycie Złote Buki jest trener Jarosław Skrobacz. Przy okazji przeprowadziliśmy wywiad z trenerem podsumowujący jego pobyt w GieKSie.
Po przygodzie w Odrze Wodzisław podpisał Pan umowę z GieKSą. Wiedząc teraz jak potoczyły się losy klubu jakie były problemy organizacyjne podjął by Pan tą samą decyzje?
Jak najbardziej. Te problemy, które były w GieKSie to tak szczerze mówiąc były niczym w porównaniu do tego co przeżyłem wcześniej w Wodzisławiu Śląskim. Jedynie w ostatnim okresie były problemy z wypłatami, wcześniej było wszystko dograne między innymi faktem tego jest świetnie zorganizowany obóz na Węgrzech, transfery oraz terminowe płatności. W Wodzisławiu w pewnym okresie brakowało nawet na wodę mineralną , a chłopcy nie dostawali wypłat przez rok czasu pomimo tego, że zarabiali po 2 tys. zł.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że w Katowicach poznałem wspaniałych ludzi, bezgranicznie oddanych temu klubowi, którego miejsce jest w Ekstraklasie.
Wróciłby Pan do Odry, gdyby była taka propozycja?
Tak naprawdę to nawet nie znam tych ludzi, którzy teraz tam pracują, którzy zarządzają klubem . Z nikim nie rozmawiałem, na dzień dzisiejszy takiego tematu nie ma.
A do GieKSy w roli I szkoleniowca?
Jeśli będzie taki temat to będziemy się nad tym zastanawiać. Ja ten klub wspominam bardzo dobrze i bardzo dobrze go poznałem, życzę mu jak najlepiej. Na pewno miejsce GieKsy nie jest zadowalające, ciągnie się to już od kilku lat, ten klub powinien walczyć o awans a nie o utrzymanie.
Która runda Pana zdaniem była lepsza w wykonaniu GieKSy wiosenna czy jesienna?
Wiosenna runda nie byłaby zła gdyby nie nieszczęśliwa końcówka. Porażka z Wartą Poznań po której opadła pewność siebie wśród zawodników, zainicjowała nerwowość pod koniec rundy, ale po za tymi ostatnimi spotkaniami runda była przyzwoita, przede wszystkim była stabilna. Stać nas było na rozegranie bardzo dobrych meczy. W tej rundzie były bardzo duże wahania formy . Takiemu zespołowi jak GKS nie przystoi przegrywać z osłabionym ŁKS-em, Okocimskim Brzesko czy nawet nie potrafić nawiązać walki z Niecieczą czy Miedzią Legnica. Ta liczba przegranych meczy u siebie rzutuje negatywnie na tą rundę.
W porównaniu, w którym przeprowadziliśmy na naszej stronie widać że mimo bardzo wyrównanej zdobyczy punktowej w tych rundach, były one odmienne. To znaczy wiosną nasza siła tkwiła w defensywie a jesienią w ofensywie. Skąd taka różnica?
Nie zapominajmy że w rundzie jesiennej rozegraliśmy 11 spotkań u siebie, a tylko 6 na wyjeździe. Już ten fakt wskazuje że w większości spotkań to my mieliśmy prowadzić grę i atakować. O ile udało nam się strzelić sporo bramek, to równie dużo traciliśmy.
Gra defensywna to nie tylko postawa obrońców i bramkarza, a my jako zespół nie wyglądaliśmy w tym elemencie za dobrze, cała gra defensywna na pewno nie wyglądała tak jak sobie tego życzyliśmy. Być może wpływ na taką postawę miała duża rotacja w składzie, momenty lekceważenia przeciwnika czy też dekoncentracji. W całej rundzie było mnóstwo wzlotów i upadków, dobre mecze przeplataliśmy złymi. Myślę że nad tym trzeba pracować. Zespół musi nauczyć się wygrywać nawet wtedy kiedy „nie idzie”. Odwracając sytuację – co nam po dobrych meczach, kiedy kończymy je porażką.
Czego brakuje zespołowi do ustabilizowania formy?
Po przyjściu do Katowic została ściągnięta spora liczba zawodników którzy nie spełnili oczekiwań, na tej grupie zawodników pierwotnie zamierzaliśmy budować zespół co niestety nie przyniosło efektów. Z tej grupy pozostał tylko kontuzjowany Belliancin i Farkas więc znowu przyszedł czas na budowę drużyny z nowych zawodników. Byli oczywiście również zawodnicy, którzy spisywali się bardzo dobrze czyli Zachara czy Chmiel lecz Ci musieli odejść do macierzystych klubów. Więc pozostaliśmy praktycznie w tym samym miejscu.
Czyli główny problem GieKSy tkwił w polityce transferowej?
Czas pokazał, że polityka transferowa klubu nie była najlepsza. W ostatnim okresie strzałem w „10” okazało się przyjście Grzegorza Fonfary, który rozegrał bardzo dobrą rundę, a dodatkowo jest bardzo pozytywną postacią poza boiskiem. Również częstsze stawianie na młodych zawodników jak Arek Kowalczyk, Bartek Sobotka, Alan Czerwiński czy Krzysiek Wołkowicz przynosi bardzo dobre efekty. Odbudował się Mateusz Kamiński, dobrze wyglądał Denis Rakels, a rewelacyjnie wręcz Przemek Pitry. Są jeszcze doświadczeni Kowalczyk, Chwalibogowski i Napierała. Jeśli do tej grupy zawodników uda się sprowadzić dwóch, trzech piłkarzy którzy na konkretnych pozycjach ewidentnie wzmocnią zespół to będziemy mogli myśleć o grze o coś więcej niż byt w środku I-ligowej tabeli.
Pierwsza kategoria w plebiscycie złote buki: Piłkarz roku.
Jestem przekonany, że głosy w 100% będą oddane na Przemka Pitrego, ta ostatnia runda o tym zadecydowała. Pitry był w wyśmienitej formie, strzelił bardzo dużo bramek i na pewno bez Przemka GieKSa tych punktów uzbierałaby mniej.
Skąd taka zwyżka formy u tego zawodnika?
Przemek to piłkarz o bardzo dużym potencjale oraz doświadczeniu. Jeśli złapie dobrą formę potrafi w pierwszej lidze indywidualnym akcjami zdziałać wiele. Myślę że w jego przypadku nie bez znaczenia jest też fakt, że gra w klubie blisko swojego miejsca zamieszkania, że na co dzień przebywa z rodziną bo te wartości są dla niego bardzo ważne.
Następna kategoria to: Odkrycie roku.
Z tego grona na nagrodę zasługuje najbardziej Arek Kowalczyk. Mimo, że on nie jest odkryciem, tylko potwierdził to, że stać go na dobrą grę. Otrzymał szansę którą w pełni wykorzystał. Życzę mu by swoje umiejętności pokazywał w każdym meczu.
Co Pan sądzi o katowickiej młodzieży, jest jakaś perełka?
Osobiście wielki talent widzę w osobie Mateusza Mazurka, który mimo swojego młodego wieku, wykazuje się niebywałą mądrością i inteligencją boiskową na pozycji środkowego, defensywnego pomocnika . Jeśli będzie miał możliwość grania przy np. Grzesiu Fonfarze, który będzie mu na boisku pomagał i podpowiadał – ma szansę na spory rozwój umiejętności.
Czerwiński i Wołkowicz są za to bardzo wydolni, wybiegani jeśli do tego dojdzie właśnie ta mądrość i poprawa gry taktycznej to dzięki ciężkiej pracy i wierze w to co robią mogą stać się dobrymi zawodnikami.
Bramka roku.
Zdecydowanie bramka Grzegorza Fonfary w meczu z Niecieczą . Przegrywaliśmy mecz, nic nie wskazywało na to że odwrócimy przebieg spotkania. Grzesiu podjął decyzje, ryzyko i z bardzo trudnej pozycji strzelił gola dzięki czemu dał nadzieje zespołowi. Szacunek za decyzje i jakość.
Mecz roku.
Każdy z wytypowanych meczów był ważny. Ciężko wybrać, który z nich zasługuje na miano meczu roku. Jednak ze względu na walkę i wiarę to pojedynek z Cracovią można uznać za najlepsze spotkanie. Goniliśmy wyniki, wszystko wskazywało na to, że jesteśmy skazani na pożarcie, a jednak odnieśliśmy korzystny rezultat.
Ostatnia kategoria: wydarzenie roku.
Postawiłbym na hokej. Nie tylko awans jest wielkim wydarzeniem, ale również to co się dzieje teraz po wejściu do ekstraklasy hokejowej. Gratulacje dla trenera, zawodników i wszystkich działaczy sekcji hokeja ponieważ nikt się nie spodziewał, że tak dobrze będą się prezentować w lidze.
Więcej typów znajdziecie na stronie oficjalnej www.gkskatowice.eu, a z imprezą Złotych Buków będziecie mogli się zapoznać na witrynie zlotebuki.pl.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze