Siatkówka
GieKSa idzie jak burza inkasując kolejne trzy punkty!
Katowiczanie zgodnie z przewidywaniami przystąpili do tego spotkania bez zmian w wyjściowej szóstce. Natomiast bielszczanie znów mocno zamieszali w składzie. Na rozegraniu zamiast Peacocka zaczął Macionczyk, na ataku Bucki zastąpił Krikuna, na środku zamiast Sieka zagrał Cedzyński, a na przyjęciu miejsce Piotrowskiego zajął Łukasik.
Mecz otwiera dobry atak ze środka Pietraszko, na co odpowiada mocnym zbiciem ze skrzydła Rosjanin Tarasow. Kolejne udane ataki Buckiego oraz Kapelusa po skosie plus błędy na zagrywce dały na początku wynik 3:4. Po kiwce Macionczyka oraz bloku na Butrynie, bielszczanie pierwszy raz wychodzą na prowadzenie 5:4. Z kolei po dobrym ataku Quirogi w środek parkietu oraz jego skutecznej kontrze, gdzie uderzył mocno po bloku w aut, to znów GKS wyszedł na prowadzenie 6:7. Kolejny błąd serwisowy, piłka na siatce dla rywali oraz blok na Pietraszce, doprowadziły do pierwszej tak dużej przewagi w meczu 10:8 dla gospodarzy. Na szczęście szybko niwelujemy straty po… dwóch błędach własnych BBTS-u (10:10). Pierwsze przełamanie przeciwnika przez GieKSę mieliśmy po wygraniu piłki na siatce, udanej kontrze Butryna oraz skutecznym bloku Komendy na Tarasowie (13:15). Błędy z obu stron plus dobry atak, ale na raty Quirogi utrzymywały naszą przewagę (16:18). Słabszy okres katowiczan w postaci błędu na zagrywce Quirogi, dobra kontra bielszczan zakończona atakiem Łukasika, przekroczenie linii ataku przy pipe’ie oraz nieudany atak Pietraszki, dały największą przewagę gospodarzom (20:18). Szybko odrabiamy straty po dobrej akcji ze środka Krulickiego oraz asie serwisowym Butryna, mamy remis po 21. Autowy atak Łukasika dał nam ponowne prowadzenie (21:22), potem autowa zagrywka Butryna oraz dobry atak Kapelusa z trudnej piłki (22:23). Wyrównał atakiem ze środka Cedzyński, a potem Kohut odpowiedział tym samym i mieliśmy pierwszą piłkę setową (23:24). Tę podarował bielszczanom nasz Słowak, psując serwis, następnie Butryn zaatakował mocno po rękach rywali (24:25) i drugą piłkę setową wykorzystał nam… Gaca atakiem w aut (24:26).
Druga partia zaczęła się od skutecznego bloku na Buckim, po czym Komenda zepsuł zagrywkę, następnie był dobry atak Butryna i skuteczny atak Tarasowa po prostej (2:2). Dwie skuteczne akcje sytuacyjne na siatce w wykonaniu naszych siatkarzy dały pierwsze dwupunktowe prowadzenie (2:4). Kohut mocnym atakiem ze środka i bardzo dobra zagrywka Butryna dały jeszcze jedno oczko więcej przewagi (3:6). Potężny atak Butryna po skosie, sprytny atak Quirogi w środek boiska oraz skuteczny blok Argentyńczyka (6:10) zmusiły trenera BBTS-u na wzięcie czasu. Nic to bielszczanom nie pomogło, ponieważ wciąż mieliśmy dobry fragment gry w wykonaniu naszych siatkarzy. Długa wymiana zakończona autowym atakiem gospodarzy, Butryn świetnie po bloku rywali, nieporozumienie w szeregach BBTS-u i piłka wpada im w boisko oraz skuteczny blok katowiczan (8:14) spowodowały wykorzystanie już drugiej przerwy na żądanie przez trenera Chudika. Blok na Kapelusie, as serwisowy gospodarzy oraz skutecznie Krikun na kontrze (11:15) dały jeszcze nadzieję gospodarzom na nawiązanie walki w tym secie. Szybko opanowujemy sytuację i za sprawą mocnego ataku ze skrzydła Butryna, udanej kontry Kapelusa, który uderzył po skosie oraz autowego ataku Łukasika, mieliśmy już wyraźną przewagę 12:19. Rosjanin Krikun przedarł się przez nasz blok, a potem zaserwował asa (14:19) i profilaktycznie trener Gruszka wykorzystuje przerwę na żądanie. Po niej odpowiadamy świetnym takiem Kapelusa z lewego skrzydła, choć potem Ukrainiec zepsuł serwis (15:20). Następnie Cedzyński skończył z przechodzącej piłki, potem Butryn bardzo mocno uderzył po skosie, a Stelmach dołożył asa (16:22) i nasz przewaga była już bardzo wyraźna. Kolejne dwa skuteczne ataki Krikuna i wreszcie blok Krulickiego na nim (19:24) dały nam komfort na finiszu tego seta. Niestety w najważniejszym momencie zaliczamy przestój. Dwa dobre ataki Krikuna, as Tarasowa i blok Łukasika na Butrynie oraz jego skuteczny atak po bloku, niespodziewanie doprowadziły do remisu po 24! Naszą niemoc w ataku wreszcie przełamał dobrym atakiem Kapelus, ale wyrównał Łukasik uderzeniem po prostej. Kohut skutecznie ze środka, na co gospodarze odpowiedzieli atakiem Łukasika po naszym bloku. Ponownie Kapelus atakiem z lewego skrzydła dał nam prowadzenie, by Cedzyński odpowiedział atakiem ze środka. Następnie Krikun zaatakował w aut, ale za to Kohut zepsuł zagrywkę i wciąż mieliśmy remis (28:28). Wreszcie Quiroga był skuteczny w ataku po prostej i w końcu to Argentyńczyk zamknął tego seta, wykorzystując kontrę atakiem po bloku rywali, (28:30). Uff… niepotrzebny horror na własne życzenie, na szczęście zakończony happy endem!
Trzecią partię udanie rozpoczął, a jakże Quiroga, a wyrównał sprytem na siatce Tarasow. Po ataku Krikuna gospodarze wychodzą na prowadzenie 3:2. Dobry okres gry bielszczan za sprawą skutecznej akcji Cedzyńskiego na środku, Tarasowa ze skrzydła oraz skutecznego bloku Sieka, dał przewagę BBTS-u 8:5. Gospodarze nie zwalniają tempa, dobre akcje Łukasika ze skrzydła, Tarasowa na kontrze, Krikuna po prostej oraz skuteczny blok, to dało im już sporą przewagę (13:9). Po dobrym ataku Butryna po prostej, znów mieliśmy przestój w grze i zepsuty serwis Karola, as Krikuna oraz autowy atak Witczaka (16:10) i wynik wymyka się nam spod kontroli. Dwa skuteczne bloki na Kapelusie i Quirodze (18:11) dały gospodarzom jeszcze większą przewagę. Nie poddajemy się jednak i walczymy aby odrobić straty. Witczak po bloku rywali, autowy atak bielszczan, jeszcze jeden atak naszego kapitana oraz efektowne zbicie z drugiej linii Sobańskiego, pozwoliły na odrobienie części strat (19:15). Dwa dobre ataki Krikuna i jeden Łukasika po bloku, a u nas dwa punkty Krulickiego oraz skuteczna kontra w wykonaniu Sobańskiego plus dwa błędy własne bielszczan (22:20) doprowadziły do ciekawej końcówki. A w niej Łukasik popisał się udanym atakiem po naszym bloku, po czym gospodarze nie wykorzystali kontry atakując w aut (23:21). Następnie Cedzyński trafił ze środka, a sędziowie odgwizdali bielszczanom podwójne odbicie (24:22). Niestety Tarasow przebił się przez nasz blok (25:22) i tym sposobem BBTS wygrywa pierwszego seta w całej historii gry w PlusLidze między tymi ekipami.
Czwarty set zaczynamy z odpowiednim animuszem, aby zdobyć w tym meczu trzy punkty do tabeli rozgrywek. Dobry atak Quirogi, potem pomyłka w ataku Tarasowa, skutecznie po skosie Krikun i Quiroga przez blok bielszczan (1:3). Dwie skończone trudne piłki przez Kapelusa oraz Butryna dały nam oczko więcej przewagi (2:5). Butryn mocnym atakiem po bloku rywali oraz skuteczny blok na Krikunie (3:7) dały nam jeszcze większą przewagę. Niestety bardzo szybko tracimy tę przewagę, za sprawą dobrych akcji Łukasika oraz Krikuna i naszych błędów własnych (8:8). Po świetnym ataku Butryna oraz asie serwisowym Kohuta wracamy na prowadzenie (10:12). Gdy gospodarze zepsuli serwis, a my zatrzymaliśmy atak Łukasika (11:14) trener Chudik musiał wykorzystać przerwę na żądanie. Atak Krikuna po prostej, as Gacy i blok Łukasika na Quirodze, znów doprowadziły do remisu po 14. Dla odmiany kolejne trzy punkty wpadły na konto GieKSy! Skuteczny atak Kapelusa z drugiej linii, ponownie dobrze Ukrainiec po bloku rywali i as Quirogi dały wynik 14:17. Niestety wciąż gramy falami i następna przewaga należała do bielszczan. Dwa asy serwisowe Krikuna oraz blok Cedzyńskiego na Kapelusie, doprowadziły do prowadzenia gospodarzy 18:17! Na szczęście szybko odzyskujemy równowagę za sprawą dobrego ataku ze środka Pietraszki, potem jego asa i w końcu bloku Kapelusa na Krikunie, a dłuższą wymianę kończy błąd w ataku Łukasika i mamy już 18:21! Potem Paweł Pietraszko pomylił się na zagrywce, a Butryn przedarł się przez podwójny blok przeciwników (19:22). Następnie mieliśmy skuteczny atak Cedzyńskiego ze środka, a po nim atak Butryna po prostej (20:23) i finał wydaje się bliski. Dobry atak Tarasowa i as serwisowy Peacocka doprowadziły do niepotrzebnej nerwowej końcówki (22:23). Po pewnym ataku ze środka Kohuta mieliśmy pierwszą piłkę meczową, którą wybronił Krikun (23:24). Potem trener Piotr Gruszka wziął czas, aby ustawić decydującą akcję, a tu… wybawił nas Tarasow serwując w aut i w końcu zgarniamy kolejne 3 punkty do tabeli, co dało nam to pozycję wicelidera! To zwycięstwo jest piątą wygraną z rzędu, co jest naszym nowym rekordem z PlusLidze!
4 listopada (sobota) – hala Pod Dębowcem – Widzów 700
BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:3 (24:26, 28:30, 25:22, 23:25)
BBTS: Macionczyk (1), Bucki (4), Gaca (3), Cedzyński (10), Tarasow (17), Łukasik (18), Czauderna (libero) oraz Peacock (2), Krikun (20), Siek (1), Janeczek, Piotrowski, Marek (libero). Trener: Rastislav Chudik.
GKS: Komenda (4), Butryn (18), Pietraszko (4), Kohut (9), Kapelus (13), Quiroga (17), Mariański (libero) oraz Fijałek, Witczak (2), Krulicki (4), Kalembka, Stelmach (1), Sobański (2). Trener: Piotr Gruszka. MVP: Gonzalo Quiroga.
Przebieg meczu:
I: 5:4, 10:8, 13:15, 20:18, 24:26.
II: 3:5, 6:10, 8:15, 14:20, 24:25, 28:30.
III: 5:3, 10:7, 15:10, 20:15, 25:22.
IV: 2:5, 9:10, 14:15, 18:20, 23:25.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.



Maks
4 listopada 2017 at 22:50
Brawo GieKSa !!!