Dołącz do nas

Siatkówka

GieKSa wygrywa po tie-breaku w Szczecinie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zgodnie z naszymi prognozami Espadon rozpoczął mecz bez zmian w wyjściowej szóstce, a w GKS-ie na pozycji atakującego Karol Butryn zastąpił Dominika Witczaka.

Mecz zaczął się od wyrównanej gry z obu stron. W pierwszej akcji Butryn przełamał ręce rywali, potem Duff udanie kiwnął w środek boiska, następnie tym samym odpowiedział Pietraszko, a Quiroga zaserwował w aut (2:2). W kolejnej sytuacji Pietraszko wygrał przepychankę na siatce, potem Gawryszewski skutecznie ze środka, następnie Kluth serwuje w siatkę, a Wika uderzył mocno po naszym bloku (4:4). Pierwszą dwupunktową przewagę mieliśmy za sprawą Kohuta, który wpierw trafił ze środka, a potem po jego bloku gospodarze wyrzucili piłkę w aut (4:6). Następna akcja to mocny atak Klutha po prostej, potem Quiroga trafił po skosie, następnie Kohut przekroczył linię boiska przy zagrywce, a Butryn uderzył po prostej (6:8). Ten początkowy dobry okres gry zakończył asem Komenda (6:9) i trener Gogol wziął przerwę na żądanie. Po bloku Klutha na Kapelusie (9:10) Espadon szybko odrobił straty, a gdy po bardzo mocnym serwisie Malinowskiego, Duff wykończył kontrę, na tablicy już był remis po 13. Kolejny fragment seta to prócz dobrych ataków ze skrzydła Butryna oraz Kapelusa przez potrójny blok, obie ekipy zepsuły po dwa serwisy i na dodatek Quiroga nie wykorzystał na kontrze prostej piłki na siatce, trafiając w aut (16:17). Po bloku Gawryszewskiego na Kapelusie, Wika wykorzystał nasze złe przyjęcie na drugą stronę siatki i uderzył mocno na kontrze (18:17) dając pierwsze prowadzenie w meczu szczecinianom. Na szczęście szybko odzyskujemy przewagę za sprawą błędu w zagrywce Klutha, potem po ostrym serwisie Butryna, Wika wpadł w siatkę wrzucony przez swojego rozgrywającego (18:19). Następnie mieliśmy Butryn show, wpierw jego as, potem po świetnej obronie piłki przez katowiczan Witczak rozegrał do Karola, który był skuteczny na kontrze, w kolejnej akcji ponownie udana kontra w wykonaniu Butryna, mimo złego dogrania na siatkę, aż wreszcie serię swą Karol skończył serwisem w aut (19:22). Następnie sędziowie odgwizdują gospodarzom błąd czterech odbić po trafieniu piłką w taśmę, ale wywołany challenge pokazał jednak że piłka uderzyła w nasz blok i arbitrzy zmienili swą decyzję (20:22). Potem Wika zaserwował w siatkę, a po świetnym serwisie Kapelusa, Kohut skończył z przechodzącej piłki (20:24) i mieliśmy pierwszą piłkę setową. Na zagrywkę poszedł Kapelus i asem kończy tego seta na naszą korzyść (20:25).

 

W drugi set lepiej weszli gospodarze, bo na dwa ataki Klutha (po prostej i z wykorzystaniem bloku), Wiki też po naszych rękach oraz bloku Gawryszewskiego na Pietraszce, odpowiedzieliśmy tylko pewnym atakiem ze środka Kohuta plus błąd w zagrywce Klutha (4:2). Szybko katowiczanie opanowują sytuację na parkiecie. Quiroga mocno uderzył po dłoniach rywali, następnie Kapelus skończył kontrę, po bardzo dobrej obronie piłki przez Mariańskiego, potem mieliśmy „innego” Butryna, który wpierw lekko uderzył za blok rywali oraz kapitalnie na kontrze trafił lekko po skosie tuż za siatkę (5:6). Po zepsutej zagrywce Pietraszki, gospodarze rewanżują się tym samym błędem (Tervaportti trafia w aut), a potem dłuższą wymianę kończy na kontrze Kapelus trafiając po rękach rywali i na dodatek Komenda przebił „drugą” piłkę, po złym dograniu kolegi z drużyny, co dało wynik 6:9 i czas na żądanie dla Espadonu. Szczecinianie nie poddają się tak szybko i za sprawą Klutha, który uderzył po bloku w aut oraz Wiki na kontrze było już tylko 8:9. Po dwóch zepsutych serwisach z obu stron, mieliśmy po dwa udane ataki obu ekip. Kohut i Gawryszewski ze środka, a Quiroga i Wika za skrzydeł (11:12). Autowy atak gracza gospodarzy miał dać nam prowadzenie 13:16, ale znów challenge pokazał coś innego, trafienie piłką w nasz blok i sytuacja się od razu odwróciła, bo Amerykanin Menzel zaserwował asa i już był remis po 15. Dobry fragment gry w ataku katowiczan, gdy Kohut trafia ze środka, Quiroga mocno ze skrzydła, Butryn na kontrze mimo nieporozumienia przy rozegraniu naszych siatkarzy i jeszcze raz Karol mocno przez ręce rywali, na co Espadon odpowiedział tylko akcją Duffa ze środka i Klutha po ostrym skosie (17:19). Po ataku Quirogi przez potrójny blok, autowym uderzeniu Menzela oraz kolejnym Butryna sprytnym oparciu piłki o blok, jeszcze Amerykanin po ponowieniu ataku szczecinian zdobył… ostatnie oczko dla Espadonu po własnej akcji w tym secie (19:22). W końcówce Kapelus zablokował na kontrze Klutha, Quiroga mocno uderzył po naszej kontrze (19:24) i set był już praktycznie nasz. Jeszcze Pietraszko zaserwował w siatkę, Butryn ze skrzydła trafił po taśmie w aut i dopiero przy trzeciej piłce setowej Kohut zablokował atak Menzela (21:25), co dało nam już w tym momencie jeden „duży” punkt do tabeli.

W trzecią partię lepiej weszli gospodarze. Zaczęło się od dłuższej wymiany zakończonej atakiem Menzela po bloku, potem Gałązka skutecznie ze środka po naszym przyjęciu na stronę rywala, następnie Wika posłał asa i już było 3:0. Szybko odrabiamy straty za sprawą ataku Quirogi po skosie, Pietraszki ze środka i dwóch asów serwisowych Argentyńczyka plus autowy atak Menzela i prowadzimy już 4:5. Następny fragment gry, to dobre akcje w ataku przeplatamy zepsutymi zagrywkami, a było ich wtedy aż cztery. Quiroga uderzył kapitalnie z drugiej linii na czystej siatce, potem Kohut udanie ze środka, następnie Butryn po bloku w aut oraz dwa razy Kapelus też z drugiej linii, na co Espadon odpowiedział atakami Klutha i Wiki (10:11). Następnie trafił nam się spory przestój w grze, gdzie mieliśmy spore problemy ze skończeniem własnych akcji. Zaczęło się od asa Klutha gdy piłka przetoczyła się po taśmie, potem Menzel trafił ze skrzydła, na co odpowiedzieliśmy tylko blokiem Komendy na Wice (13:14). Wyrównał Kluth, następnie Wika zablokował atak Butryna, potem Wika wykorzystał kontrę uderzeniem po skosie i jeszcze błąd przebicia naszego rozgrywającego, po nieskończeniu ataku przez Butryna (17:14). To spowodowało wzięcie czasu i ostrą reprymendę zdenerwowanego tak słabą grą trenera Gruszki. Po przerwie Komenda znów popełnił błąd w rozegraniu po złym przyjęciu katowiczan. Udane ataki Klutha mocno po prostej, Quirogi lekko po prostej, Wiki ze skrzydła po skosie oraz Witczaka mocno po bloku w aut, nie dały zmiany przewagi gospodarzy (20:17). Po serwisie naszego kapitana w aut, Sobański dotknął siatki w następnej akcji, po czym skończył atak kiwką,a Tervaportti popełnił błąd przełożenia ręki na naszą stronę przy rozegraniu (22:19) i czas dla Espadonu. Po przerwie Butryn nie wykorzystał kontry trafiając w aut i tym razem czas dla GKS-u (23:19). Po nim Kluth zaserwował w aut, a Pietraszko posłał asa (23:21) i partii szachów ciąg dalszy, bo tym razem time out dla gospodarzy. Amerykanin Menzel uderzył mocno po bloku w aut, po czym zaserwował w siatkę, a Komenda zablokował akcję Wiki (24:23). I jeszcze tliła się nadzieja na wygranie tej partii, ale ta szybko zgasła za sprawą dalekiego autu z zagrywki Butryna i przegrywamy 25:23.

 

Czwarty set lepiej zaczęli gospodarze, a my znów mamy kłopoty ze skończeniem własnych ataków. Punkty dla Espadonu zdobywali Menzel ze skrzydła, Kluth również mocno ze skrzydła, znów Menzel na kontrze po naszym bloku, ponownie Kluth mocno po skosie i Gawryszewski ze środka. I ratują nas tylko błędy w zagrywce szczecinian, bo wynik mógł być o wiele wyższy niż 6:4. Po asie Butryna, Quiroga skończył kontrę po bloku, a Komenda zablokował atak Wiki (6:7) i wszystko wracało do normy. Na krótko niestety. Jeszcze na dwa ataki Menzela z drugiej linii, Gałązki ze środka oraz jego bloku na Pietraszce i skończenie dłuższej wymiany przez Klutha mocnym atakiem po bloku, odpowiadamy zbiciem Quirogi po bloku, Butryna po prostej oraz odgwizdanym podwójnym odbiciem u szczecinian po serwisie Komendy (11:10). Potem mieliśmy trzy zepsute zagrywki, następnie po nieskończeniu akcji przez Kapelusa, to Wika wykorzystał kontrę, a Menzel posłał asa, gdy piłka przeszła po taśmie (15;12). Przypomniał o sobie Krulicki dwoma blokami z rzędu, wpierw na Wice, a potem przy potrójnym bloku na Kluthcie, a Butryn był skuteczny uderzając po prostej po kierunku i był remis po 16. Od tego momentu dopadł nas kolejny kryzys w grze i nie zdobywamy już do końca tej partii, ani jednego punktu po własnej akcji! Punktują nas po kolei, Tervaportti asem po złym przyjęciu Quirogi, Gałązka blokiem na Butrynie, Wika na kontrze po bloku, Kluth blokiem na Sobańskim, Gałązka na kontrze ze środka, Kluth mocnym zbiciem w boisko, Wika asem i na koniec Gałązka blokiem znów na Sobańskim (25:17). Końcówkę tego seta GieKSa zagrała bardzo słabo.

Tie-breaka zaczął Butryn atakiem… w aut po siatce, my wywołujemy challenge i pokazał on piłkę po bloku, co dało nam zmianę decyzji arbitrów, potem Krulicki zaserwował daleko w aut (1:1). Na atak Kohuta ze środka, odpowiedział Gałązka blokiem na Butrynie, gdy wcześniej gospodarze obronili niesamowitą piłkę po ataku Karola (2:2). Znów udanie Kohut ze środka, po czym Kapelus zaserwował w siatkę (3:3). Tym razem na serwisie myli się Kluth trafiając w aut, ale potem się rehabilituje mocnym zbiciem po bloku (4:4). Atak Quirogi z drugiej piłki i mocny atak Butryna po bloku z bardzo trudnej piłki po dłuższej wymianie, dały nam prowadzenie (4:6). Po serwisie Komendy w siatkę, Kapelus udanie zaatakował z drugiej linii (5:7). Następnie Wika przebił się przez nasz blok, a Tervaportti posłał po zagrywce piłkę w aut (6:8). Ciąg dalszy zagrywkowych błędów, tym razem Krulicki i Wika w aut, a Butryn w siatkę i mamy 8:9. Potem Kapelus uderzył po bloku Espadonu, a Menzel mocno ze skrzydła (9:10). Kowalski zaserwował w aut, a Kohut powielił ten błąd (10:11). Teraz nadszedł czas na Quirogę, wpierw udanie kiwnął, a potem zablokował Klutha (10:13). Butryn wykorzystując kontrę mocnym zbiciem po bloku (10:14) dał pierwszą piłkę meczową GKS-owi. Po time oucie dla gospodarzy, sędziowie odgwizdują podwójne odbicie Komendzie, następnie Menzel wykorzystał kontrę atakiem z drugiej linii (12;14) i niepotrzebnie zrobiło się troszkę nerwowo. Po czasie na żądanie dla trenera Gruszki, wreszcie trzecią piłkę meczową skończył Kapelus udanym atakiem z drugiej linii (12:15) i wygrywamy po raz trzeci z Espadonem!

 

22 października (niedziela) – Arena Szczecin – Widzów 940

Espadon Szczecin – GKS Katowice 2:3 (20:25, 21:25, 25;23, 25;17, 12:15)

Espadon: Tervaportti (1), Kluth (20), Duff (4), Gawryszewski (6), Ruciak, Wika (16), Mihułka (libero) oraz Jaskuła (libero), Kowalski, Malinowski, Gałązka (8), Menzel (14). Trener: Michal Gogol.
GKS: Komenda (6), Butryn (20), Pietraszko (5), Kohut (10), Kapelus (11), Quiroga (17), Mariański (libero) oraz Fijałek, Witczak (1), Krulicki (2), Stelmach, Sobański (1), Stańczak (libero). Trener: Piotr Gruszka. MVP: Karol Butryn.

 

Przebieg meczu:
I: 4:5, 7:10, 14:15, 18:20, 20:25.
II: 5:4, 8:10, 13:15, 18:20, 21:25.
III: 4:5, 9:10, 15:14, 20:16, 25:23.
IV: 5:2, 10:8, 15;12, 20:16, 25;17.
V: 2:3, 4:6, 7:9, 10:12, 12:15.

 

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    psz

    23 października 2017 at 00:44

    Chuj z tym, liczy się fusbal!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga