Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Wreszcie wygrana z Inżynierami, tylko ten „złoty set”…
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Politechniką trwał 119 minut, z czego I set 24 min. – II set 35 min. – III set 34 min. – IV set 26 min. + „Złoty set”
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 30
Ilość zdobytych punktów – GKS 92: Butryn 36, Sobański 18, Krulicki 16, Kapelus 10, Pietraszko 8, Falaschi 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 32: Butryn 11, Krulicki 7, Kapelus 4, Pietraszko 4, Sobański 4, Falaschi 1, Fijałek 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 48: Butryn 25, Krulicki 13, Sobański 6, Kapelus 3, Falaschi 1, Pietraszko 1, Stańczak -1.
Ilość zagrywek – GKS 121: Butryn 24, Pietraszko 21, Sobański 21, Falaschi 20, Krulicki 18, Kapelus 11, Stelmach 4, Fijałek 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 21: Pietraszko 7, Butryn 5, Krulicki 3, Sobański 3, Falaschi 1, Kapelus 1, Fijałek 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Sobański 3, Krulicki 2, Butryn 1, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 95: Sobański 39, Kapelus 32, Stańczak 12, Krulicki 5, Pietraszko 3, Stelmach 2, Butryn 1, Falaschi 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 5: Kapelus 2, Sobański 2, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 57%: Butryn 100%, Pietraszko 67%, Sobański 64%, Krulicki 60%, Stańczak 58%, Kapelus 50%, Falaschi 0%, Stelmach 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 38%: Butryn 100%, Stańczak 42%, Sobański 41%, Kapelus 38%, Pietraszko 33%, Krulicki 20%, Falaschi 0%, Stelmach 0%.
Ilość ataków – GKS 138: Butryn 59, Sobański 27, Kapelus 23, Pietraszko 15, Krulicki 13, Falaschi 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Sobański 5, Butryn 2, Kapelus 2, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 8: Butryn 4, Kapelus 2, Sobański 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 72: Butryn 33, Sobański 14, Krulicki 9, Kapelus 9, Pietraszko 6, Falaschi 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 52%: Falaschi 100%, Krulicki 69%, Butryn 56%, Sobański 52%, Pietraszko 40%, Kapelus 39%.
Ilość bloków punktowych – GKS 13: Krulicki 5, Butryn 2, Pietraszko 1, Falaschi 1, Kapelus 1, Fijałek 1, Sobański 1, Stelmach 1.
Bardzo dobrze nasi siatkarze weszli w to rewanżowe spotkanie i szybko osiągnęliśmy przewagę. Zaczęło się od prowadzenia 5:1 i potem praktycznie utrzymywaliśmy ją już tylko, powiększając w samej końcówce do 20:15 i 25:18. Widać było jak na dłoni, że mieliśmy „przewagę” hali, czyli ogrania tego obiektu plus dobra nasza gra i to wystarczyło. Skuteczność w ataku u nas na bardzo dobrym poziomie, chciałoby się taką oglądać częściej – GKS miał 64%, a Politechnika 41% – w punktach zliczono 16:9 i to była przepaść na naszą korzyść! Obie drużyny miały tylko po 1 asie serwisowym, ale przy takiej skuteczności w ataku, nie miało to żadnego znaczenia. Błędy własne na remis po 8, co jak na jeden set, to troszkę za dużo. Przyjęcie też na naszą korzyść i na dość dobrym poziomie – dokładne na poziomie 53% do 44%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 28%. Punktowanie wziął na swe barki Butryn, który na 11 ataków skończył 7, czyli 64%.
Początek drugiej partii wskazywał na kolejne łatwe zwycięstwo GieKSy, goście wciąż nie mogli przyzwyczaić się do Spodka, dawno nie widziałem tak wiele i tak mocno przestrzelonych zagrywek, ze dwie lub trzy piłki chyba jeszcze do teraz krążą wokół Ronda 🙂 GKS prowadził 9:5 i od tego momentu Politechnika zaczęła grać coraz lepiej i spotkanie się wyrównało. Od stanu 10:10 prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie, ale nikt nie miał większej przewagi niż dwa oczka. Nerwowo zrobiło się przy prowadzeniu gości 21:23, ale szybko udało się wyrównać, choć już potem w tej długiej końcówce musieliśmy już tylko bronić piłek setowych, aż w końcu polegliśmy przy… siódmej! Skuteczność w ataku spadła i to mocno – GKS miał 39%, przy 56% Politechniki – w punktach wyszło 12:18, czyli straty mieliśmy tu spore. Większość nadrobiliśmy w asach i blokach – łącznie było 8:3. Błędy własne – GKS miał 10, a Inżynierowie 9 – sporo i wciąż za dużo na zagrywce. Przyjęcie bardzo się wyrównało – dokładne na poziomie 50% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 21%. Ponownie najwięcej punktów zdobył Butryn, bo też 7, ale mocno spadła jego skuteczność, którą miał na poziomie 43%.
W trzeci set, który decydował o naszym „być albo nie być” w walce o 9 lokatę, zaczął się dla naszej drużyny bardzo źle, bo od prowadzenia gości już 3:10. Podejrzewam, że sporo kibiców biło się wtedy z myślami i powątpiewało czy jest jeszcze szansa na wygranie tego seta, a porażka w nim rozstrzygała rywalizację o te 9 miejsce. Na szczęście dość szybko drużyna się pozbierała i już przy wyniku 10:12 wróciła wiara w zwycięstwo. Co prawda znów goście nam odskoczyli z wynikiem na 12:17 i trzeba było znów powoli, mozolnie odrabiać straty. Przy rezultacie 18:19 wyglądało, że już ich mamy na wyciągnięcie ręki, ale w przeciągu całego seta aż do stanu 22:24 nie udało się ani razu doprowadzić choćby do remisu! Politechnika nie wykorzystała tych dwóch piłek na skończenie tej rywalizacji, a uratował nas Karol Butryn dwoma świetnymi atakami. Potem to był już tylko horror, bo Inżynierowie znów mieli aż 7 piłek setowych i w końcu znów pokazał klasę Butryn zdobywając 3 ostatnie punkty w tym secie i przywracając nas tak naprawdę do życia z beznadziejnej sytuacji. GieKSa pierwszy raz wyszła na prowadzenie w tym secie przy wyniku 30:29! i to „wystarczyło” do wygranej. Skuteczność w ataku procentowo się wyrównała – GKS miał 54%, a Politechnika 55% – ale w punktach mieliśmy małą przewagę bo 20:16. W asach i blokach znów byliśmy lepsi, tym razem 8:6, a łącznie po własnych akcjach wygraliśmy tę statystykę aż 28:22! Jak łatwo się domyślić to przewagę tę straciliśmy po błędach własnych – GKS miał 7 przy tylko 3 Politechniki. Przyjęcie znów lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 57% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 43% do 31%. Tym razem Butryna w punktowaniu wsparł mocno Sobański. Karol na 16 ataków skończył 9 (czyli 56%) plus dołożył asa, a Rafał na 9 ataków skończył 5 (czyli też 56%) plus dołożył blok i asa.
Czwarta partia była na początku dość wyrównana i od stanu 11:11 zaczęliśmy systematycznie powiększać przewagę – od 14:11, poprzez 19:15 i aż do wygrania tego seta 25:21. Była to spokojniejsza partia pod kontrolą naszego zespołu w jej drugiej części. Wygranie meczu 3:1 dało nam szansę na powalczenie w dodatkowym secie o 9 miejsce. Skuteczność w ataku utrzymała się na wysokim poziomie – GKS miał 61%, przy 44% Politechniki – ale w punktach tej przewagi nie było widać, bo wyliczono tylko 14:12. Tym razem mieliśmy tylko 3 bloki punktowe, a goście tylko 1 asa serwisowego. Błędy własne remis po 8, czyli wciąż zbyt dużo jak na jedną partię. Przyjęcie? no wprost rewelacja była – dokładne na poziomie 69% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 50% do 33% – chciałoby się takiego o wiele częściej. W ataku ponownie najlepszy Butryn, na 9 ataków skończył 6 (czyli 67%) i dołożył jeszcze blok.
ZŁOTY SET: Decydujące starcie zaczęło się od wyrównanej gry (5:5), ale potem coś się zacięło w naszej grze i z każdą nieudaną akcją zaczęło się robić bardziej nerwowo po naszej stronie. Wiadomo set jest krótki, ale tak ciężko myśleć o odrabianiu strat. Przy zmianie stron boiska przegrywaliśmy już 5:8, potem 8:12 i sytuacja była już bardzo zła. 9:14 to już był praktycznie koniec tego dodatkowego seta, ale na zagrywkę poszedł Sobański i ryzykując mocno udało się obronić aż trzy piłki… o 9 lokatę (12:14). I nawet przy ostatniej akcji goście mieli spore problemy z przyjęciem serwisu Rafała, ale ich atakujący poradził sobie w ataku i… sezon 2016/17 dobiegł końca… przynajmniej na tę chwilę, dla tych dwóch drużyn. Skuteczność w ataku procentowo lepsza dla gości – GKS miał tylko 45% przy 67% Politechniki – ale w punktach o dziwo wyszło lepiej dla nas, bo 10:8. Niestety prócz ataku zabrakło u nas pozostałych elementów, bo było bez bloku i asa, przy i tak tylko 2 blokach gości, czyli łącznie po własnych akcjach był remis 10:10! Znów więc zaważyły błędy własne – GKS miał ich 5 przy tylko 2 Inżynierów. Przyjęcie wciąż lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 57% do 30%, a perfekcyjne na poziomie 29% do 20%. Punkty zdobywali w tym secie tylko Butryn (5), Krulicki (3) i Kapelus (2), to zbyt mało aby myśleć o wygranej.
Ogólnie dobry mecz w wykonaniu naszych siatkarzy, choć trafiło się kilka słabszych fragmentów, z którymi trudniej przychodzi wygrywanie poszczególnych partii. Najsłabiej wypadł ten decydujący set, a prawdziwa katastrofa była na początku trzeciej partii. No i za dużo, zdecydowanie za dużo było błędów własnych. Skuteczność w ataku procentowo wyszła na remis, bo obie drużyny miały po 52% skuteczności, ale w punktach byliśmy lepsi wygrywając 72:63. W asach serwisowych 7:5 dla GKS-u, a w blokach punktowych 13:8 dla GieKSy. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 92:76, czyli spora przewaga na korzyść naszego zespołu. Niestety sporo zostało zmarnowane zbyt dużą ilością błędów własnych, zresztą i goście nie mieli się czym pochwalić, bo zaliczyli ich też sporo bo 30. GKS miał aż 38, z tego aż 21 w zagrywce oraz 10 w ataku, to pokaźna liczba jak na pięć setów. Przyjęcie mieliśmy jedno z lepszych, jeśli nie najlepsze z całego sezonu – dokładne na poziomie 57% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 38% do 27% – szkoda, że tak rzadkie w naszym wykonaniu, co znacznie ułatwiłoby grę naszym rozgrywającym. Aasem meczu wybrali kibice Bartłomieja Krulickiego, i owszem Bartek zagrał jedno z najlepszych spotkań w naszych barwach. 16 punktów środkowego to bardzo dobry rezultat i tylko szkoda, że Bartek jest tak mało wykorzystywany przez rozgrywających w czasie meczu. Teraz miał tylko 13 ataków z których skończył 9 (czyli 69%) i dołożył 2 asy serwisowe oraz aż 5 bloków punktowych. Bohaterem na pewno był Karol Butryn zdobywca aż 36 punktów, to jego rekord sezonu! Na 59 ataków skończył 33 (czyli 56%), miał 2 błędy w ataku i 4 razy został zablokowany. Miał 2 bloki punktowe oraz 1 asa serwisowego. Zagrywał 24 razy, popełniając 5 błędów serwisowych. Trzeba również wyróżnić Rafała Sobańskiego, który miał 52% skuteczności w ataku oraz świetnie zagrywał mając 3 asy.
Tak zakończył się ostatni mecz GKS-u w sezonie 2016/17, a na szersze podsumowanie całej kampanii w PlusLidze naszego zespołu przyjdzie jeszcze pora.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 32 meczach (127 setów + „Złoty set”)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 3296 minut, z czego I set 840 min. – II set 847 min. – III set 867 min. – IV set 518 min. – V set 224 min. + „Złoty set”
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 826: zagrywka 507, atak 208, siatka + inne 111.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 856: zagrywka 522, atak 241, siatka 30, inne 63.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1992: Butryn 502, Kapelus 385, Sobański 284, Krulicki 207, Kalembka 201, Van Walle 170, Błoński 91, Pietraszko 77, Falaschi 49, Fijałek 14, Stelmach 12.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 671: Butryn 166, Kapelus 100, Sobański 89, Kalembka 85, Krulicki 79, Van Walle 45, Błoński 36, Pietraszko 31, Falaschi 23, Fijałek 10, Stelmach 7.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1321: Butryn 336, Kapelus 285, Sobański 195, Krulicki 128, Van Walle 125, Kalembka 116, Błoński 55, Pietraszko 47, Falaschi 26, Fijałek 4, Stelmach 4.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 803: Butryn 265, Kapelus 192, Krulicki 122, Van Walle 86, Kalembka 71, Sobański 67, Pietraszko 18, Falaschi 17, Błoński 9, Stelmach 3, Fijałek -4, Mariański -16, Stańczak -27.
Ilość zagrywek – GKS 2824: Kalembka 399, Kapelus 379, Krulicki 378, Sobański 373, Butryn 370, Falaschi 335, Pietraszko 179, Van Walle 169, Błoński 136, Fijałek 78, Stelmach 28.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 522: Kalembka 93, Butryn 79, Sobański 78, Krulicki 57, Pietraszko 52, Kapelus 45, Błoński 38, Van Walle 32, Falaschi 28, Fijałek 16, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 171: Butryn 36, Sobański 29, Kalembka 28, Kapelus 22, Pietraszko 13, Krulicki 13, Van Walle 11, Błoński 9, Falaschi 7, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość przyjęć – GKS 2368: Sobański 779, Kapelus 648, Stańczak 336, Mariański 257, Błoński 244, Stelmach 34, Krulicki 21, Kalembka 19, Falaschi 11, Pietraszko 11, Butryn 6, Fijałek 2.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 150: Sobański 49, Kapelus 38, Stańczak 27, Mariański 16, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Stelmach 2, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 587: Sobański 214, Kapelus 153, Stańczak 79, Błoński 62, Mariański 54, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 5, Kalembka 3, Butryn 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 498: Sobański 178, Kapelus 117, Mariański 75, Stańczak 75, Błoński 39, Krulicki 5, Kalembka 4, Stelmach 3, Butryn 1, Pietraszko 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 21%: Mariański 29%, Krulicki 24%, Sobański 23%, Stańczak 22%, Kalembka 21%, Kapelus 18%, Butryn 17%, Błoński 16%, Stelmach 9%, Pietraszko 9%, Falaschi 0%, Fijałek 0%.
Ilość ataków – GKS 3321: Butryn 865, Kapelus 784, Sobański 560, Van Walle 331, Kalembka 229, Krulicki 227, Błoński 185, Pietraszko 80, Falaschi 41, Stelmach 14, Fijałek 5.
Ilość błędów w ataku – GKS 241: Butryn 72, Kapelus 48, Sobański 42, Kalembka 22, Van Walle 22, Błoński 16, Krulicki 12, Pietraszko 6, Fijałek 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 276: Butryn 85, Kapelus 62, Sobański 48, Van Walle 30, Błoński 17, Kalembka 14, Krulicki 14, Stelmach 2, Pietraszko 2, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1512: Butryn 416, Kapelus 331, Sobański 225, Van Walle 146, Krulicki 127, Kalembka 115, Błoński 75, Pietraszko 50, Falaschi 20, Stelmach 5, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Pietraszko 63%, Krulicki 56%, Kalembka 50%, Falaschi 49%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Kapelus 42%, Błoński 41%, Sobański 40%, Fijałek 40%, Stelmach 36%.
Ilość bloków punktowych – GKS 309: Krulicki 67, Kalembka 58, Butryn 50, Kapelus 32, Sobański 30, Falaschi 22, Pietraszko 14, Van Walle 13, Fijałek 10, Błoński 7, Stelmach 6.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 30: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 4, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
MVP – GKS 13: Butryn 4, Kapelus 4, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze