Dołącz do nas

Siatkówka

10 miejsce na koniec sezonu dla GKS-u Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W porównaniu do wczorajszego meczu w drużynie Politechniki nie zaszła żadna zmiana, natomiast w GKS-ie na rozegraniu Macieja Fijałka zastąpił Marco Falaschi, natomiast na środku zamiast Tomasza Kalembki zagrał Paweł Pietraszko.

Mecz zaczął się bardzo dobrze dla GieKSy. Pierwszy punkt zdobyliśmy po zepsutej zagrywce Kowalczyka, a wyrównał Filip atakiem po skosie. Potem Sobański świetnie uderzył po prostej, Samica trafił w ataku piłką w aut, pomylił się również Filip nie trafiając w boisko i Butryn wykorzystał kontrę atakując po bloku (5:1). Tak szybkie prowadzenie GKS-u zmusiło trenera Jakuba Bednaruka do wzięcia czasu. Po przerwie sędziowie odgwizdali błąd podwójnego odbicia przez naszego libero, Stańczaka, następnie efektowną kiwką popisał się Falaschi, środkowy gości Wrona trafił z krótkiej i tę samą akcję powielił Krulicki (7:3). Początek spotkania spokojny z naszą lekką przewagą, choć warszawianie starali się odrabiać straty. Po ataku Sobańskiego w taśmę zrobiło się tylko 11:9, ale kilka chwil później Rafał znakomicie wykorzystał kontrę uderzając po bloku i znów doprowadził do bezpiecznej przewagi (16:12), czym zmusił trenera przyjezdnych do wykorzystania już drugiej przerwy na żądanie. Po dobrym ataku Samiki oraz asie Kowalczyka, goście znów odrobili dwa oczka (16:14), ale szybko Butryn dwoma skutecznymi atakami z rzędu (w pierwszym uderzył po skosie za drugim razem oraz skończył kontrę) przywrócił poprzedni stan (18:14). W następnej akcji pomylił się Filip atakując w aut, atakujący Politechniki poprawił się po chwili przedzierając się przez potrójny blok GKS-u (19:15). Mało kto mógł wtedy przewidzieć, że ten atak gości był ostatnim skutecznym w tym secie! Kolejne oczko dla GieKSy wywalczył Sobański atakiem ze skrzydła po skosie, potem Butryn zaserwował w aut (20:16). Następnie Krulicki skutecznie ze środka, po czym Sobański posłał asa serwisowego (22:16). Potem Rafał w zagrywce trafił piłką w siatkę, a Kapelus trafił po przekątnej ze skrzydła, by znów Krulicki zaserwował w aut (23:18). Przypadkowe przebicie piłki dołem w środek parkietu przez Falaschiego dało pierwszą piłkę setową, którą wykorzystał Pietraszko kończąc długą wymianę atakiem ze środka (25:18).

Drugą partię zaczęliśmy od błędu dotknięcia siatki przez Butryna, następnie Kowalczyk zaserwował w aut, a Wrona trafił ze środka (1:2). Remis dał Butryn trafiając po bloku w boisko, by następnie wykorzystać dłuższą wymianę spokojnym atakiem po skosie (3:2). Pietraszko posłał asa, po czym zaserwował w siatkę, następnie Sobański uderzył po bloku w aut i Filip skutecznie lekkim atakiem trafił w środek parkietu (5:4). Wrona też zepsuł zagrywkę, za to asa posłał Sobański, po czym sam zaserwował w siatkę i to samo zrobił Filip (8:5). Potem mieliśmy challenge gdy piłka trafiła w antenkę po odbiciu jej przez gracza gości (sędziowie decyzji nie zmienili), następnie Kowalczyk zablokował atak Butryna i Sobański skutecznie z drugiej linii (10:6) co dało nam już sporą przewagę. Niestety szybko ją tracimy za sprawą bardzo skutecznego w tym okresie gry Francuza Samiki, który skutecznie zakończył aż 4 ataki, do tego Filip dorzucił blok na Sobańskim i goście wyszli na prowadzenie (11:12). Pozazdrościł mu Butryn, który miał potem trzy skuteczne ataki plus blok Krulickiego na Halabie i znów wyszliśmy na prowadzenie (15:14). Wyrównana gra wciąż trwała w najlepsze, a w naszym zespole kolejny blok, tym razem Falaschiego na Filipie (17:16). Potem serię trzech ataków z rzędu miał Kowalczyk, na którą odpowiedzieli Kapelus i Pietraszko (20:19). Wyrównał Wrona atakiem ze środka, a chwilę potem nasi siatkarze nie przebili piłki na drug a stronę siatki po dłuższej wymianie i Samica zablokował atak Butryna (20:22). Czas dla Piotra Gruszki, a po nim Pietraszko trafił mocno ze środka, by chwilkę potem zaserwować w aut (21:23). Halaba nie przebił się przez nasz potrójny blok i został zatrzymany przez Sobańskiego, a następnie Krulicki zablokował atak Wrony i zrobił się remis po 23 oraz czas dla Politechniki. Po przerwie Butryn zaserwował w aut i pierwszą piłkę setową dla gości musiał bronić Krulicki atakiem ze środka (24:24). Halaba mocno zaatakował po naszym bloku w aut, a Mikołajczak nie skończył kontry warszawian posyłając piłkę w aut (25:25). Następnie znów Halaba przedarł się przez blok GieKSy, choć to katowiczanie tym razem nie wykorzystali kontry, na szczęście potem przyjmujący gości zaserwował w aut (26:26). Filip po bloku GKS-u w aut, a czwartą piłkę setową dla warszawian obronił Butryn tym samym atakiem (27:27). Na nic zdała się efektowna obrona piłki przez Falaschiego za… krzesełkami (za którą otrzymał brawa nawet od trenera Bednaruka), bo akcję gości skończył jednak Samica, a kolejną piłkę setową wybronił Butryn blokując na kontrze francuskiego przyjmującego (28:28). Potem były dwie zepsute zagrywki, wpierw w wykonaniu Pietraszki, a potem za sprawą Samiki (29:29). Szalę na korzyść Inżynierów przechylił Filip mocnym atakiem ze skrzydła i przy siódmej piłce setowej miał troszkę szczęścia gdy piłka przetoczyła się po taśmie i spadła na naszą stronę boiska (29:31).

 

Trzeci set zaczął się dla nas najgorzej jak tylko mógł. Wpierw Butryn trafił po skosie w aut, potem as Kowalczyka i jego szczęśliwa obrona ataku Sobańskiego, która wpadła pod naszą linię końcową boiska oraz kolejny as Kowalczyka (0:4). Tak szybki time out Piotra Gruszki niewiele dał, choć wpierw Butryn zdobył wreszcie pierwszy punkt dla GieKSy atakiem po prostej. Wrona skutecznie z krótkiej, a potem wykorzystał nieporozumienie w szeregach katowiczan (1:6). Sobański zablokował atak Filipa, następnie Halaba zaatakował z drugiej linii i znów Rafał trafił po skosie (3:7). Ponownie Halaba przedarł się przez nasz blok, potem były dwa z rzędu bloki Filipa na Kapelusie, na które trener naszego zespołu zareagował zmianą Ukraińca na Stelmacha (3:10). Przy tym wyniku mało kto z obecnych w Spodku kibiców wierzył jeszcze w możliwość odwrócenia losów tej partii, ale zaczęło się mozolne odrabianie strat. Atak Krulickiego ze środka oraz jego as serwisowy plus dwa błędy własne gości i na koniec tego fragmentu atak Butryna podbity przez Zagumnego od niewłaściwej strony siatki (8:11), zniwelowały już znaczną część strat i trener Bednaruk musiał wziąć czas. Dwa bloki punktowe w wykonaniu Pietraszki, wpierw na Filipie, a potem na Samice (10:12) i już wynik prawie nadrobiony. Wrona blokując Sobańskiego znów powiększył przewagę dla gości (11:15). Atak Krulickiego ze środka, as Sobańskiego oraz blok Pietraszki na Halabie ponownie zmniejszyły straty (16:18). Potem poprawił się Halaba atakując po bloku w aut, Sobański był skuteczny z drugiej linii, a Butryn wykorzystał kontrę uderzając po rękach rywali (18:19) i wynik był już na styku. Po zepsutej zagrywce Fijałka, Pietraszko był skuteczny ze środka (19:20). Samica mocnym atakiem ze skrzydła oraz Kowalczyk asem doprowadzili do stanu (19:22) i koniec rywalizacji o 9 lokatę wydawał się bliski. Po czasie dla GKS-u, Kapelus zaatakował z drugiej linii, a Krulicki zablokował atak Samiki (21:22) i tym razem czas dla gości. Po przerwie Samica mocno uderzył po naszym bloku, a Krulicki udanie ze środka, po czym Butryn zaserwował w siatkę (22:24) i sytuacja była bardzo trudna. Sprawy wziął w swoje ręce Butryn, wpierw atakując mocno po bloku w aut, a chwilę potem skończył kontrę uderzeniem po skosie (24:24). Euforię na trybunach przerwała dziwna decyzja arbitra, który za protesty ukarał Kapelusa… czerwoną kartką, która w siatkówce skutkuje stratą punktu! i tak oto goście mieli trzecią piłkę setową. Tę wybronił mocnym atakiem Butryn, po czym Kowalczyk zdobył kolejne oczko dla Politechniki (25:26). Zdenerwowany Kapelus wyrównał atakiem po prostej przez ręce rywali, a Halaba trafił ze skrzydła (26:27). Piątą piłkę setową dla gości wybronił Butryn mocnym atakiem po skosie, a kolejną podarował Sobański atakując w aut na kontrze (27:28). Rafał poprawił się uderzając po bloku w aut, ale znów Pietraszko zaserwował w aut (28:29). Ostatnie trzy akcje to popis Butryna! Siódmą piłkę setową wybronił wciskając piłkę za siatkę a blok gości, potem skończył długą wymianę atakiem po prostej, by wreszcie zakończyć seta asem serwisowym (31:29). Uff… co za emocje, wróciliśmy do meczu mając go już prawie przegranego w kontekście walki o 9 lokatę.

Czwartą partię rozpoczął Butryn udaną kontrą – mocny atak po skosie. Krulicki zaserwował w siatkę, Karol zaatakował w aut, a Samica wykorzystał kontrę ze skrzydła (1:3). Sobański pokazał się atakiem z drugiej linii, a Halaba trafił w ataku piłką w siatkę, po czym Pietraszko skończył kontrę ze środka I już mieliśmy prowadzenie (4:3). Serwis Falaschiego w siatkę, po nim Pietraszko zakończył długą wymianę atakiem ze środka, a Kapelus znów zepsuł zagrywkę (5:5). Ponownie w roli głównej Sobański wpierw trafiając ze skrzydła w aut, a chwilę potem trafił po prostej w ostatnie centymetry boiska (6:6). Wciąż trwała zacięta rywalizacja i prowadzenie zmieniało się co kilka akcji, jak np. po bloku Kapelusa na Filipie (9:8). Cztery skuteczne akcje z rzędu w wykonaniu Sobańskiego, Kapelusa (dwa razy) oraz Butryna doprowadziły do stanu 14:11 i czasu dla Bednaruka. Po przerwie Filip mocno zaatakował po bloku w aut, Kapelus również w aut, ale bez bloku i efektowna kiwka Butryna tuż przy linii bocznej (15:13). Po bloku Krulickiego na Filipie zrobiło się już 19:15 i kibice mieli coraz większą nadzieję na wygranie tego spotkania i grę tzw. Złotego Seta. Fragment gry błędów, dotknięcie siatki przez któregoś z naszych siatkarzy, potem Filip zaserwował w aut i Halaba zrobił to samo, a Krulicki trafił w siatkę i mieliśmy wynik 21:18 oraz time out dla naszego zespołu. Po przerwie Butryn mocno po bloku w aut, następnie Świrydowicz skutecznie ze środka (22:19). Potem Samica zatrzymany na potrójnym bloku przez Butryna i znów Świrydowicz dobrze na siatce (23:20). Wreszcie Butryn kiwa tuż za siatkę i pierwszą piłkę meczową dla GieKSy obronił atak Halaby po bloku w aut, a drugą wykorzystał Sobański lekkim atakiem w środek parkietu (25:21). I tym sposobem wyrównaliśmy stan rywalizacji z Politechniką i do rozstrzygnięcia, kto zajmie 9 miejsce w PlusLidze musiał zadecydować tzw, Złoty Set, czyli po prostu tie-break.

 

„ZŁOTY SET”

Zaczął Sobański od autowego ataku, potem Butryn mocno po prostej, następnie sprytnie Zagumny wypchnął piłkę po rękach Sobańskiego i Butryn mocno ze skrzydła (2:2). Karol zaserwował w siatkę, po czym Filip zablokował atak Sobańskiego i Krulicki skutecznie ze środka (3:4). Halaba skończył atak po przypadkowym przejściu piłki na ich stronę, a Kapelus uderzył po rękach rywali i ponownie Ukrainiec skończył kontrę trafiając w narożnik boiska (5:5). Znów Halaba mocno ze skrzydła, potem tym razem Kapelus trafił piłką w aut, a Pietraszko zdrapką na środku trafił w siatkę (5:8). Po zmianie stron Butryn mocno po rękach gości i ponownie mocno Halaba ze skrzydła (6:9). Tym razem Halaba zaserwował w aut, po czym Kowalczyk trafił ze środka (7:10). Butryn mocno po bloku w aut, a Pietraszko zaserwował też w aut (8:11), jeszcze challenge, ale bez zmian, no to trener Piotr Gruszka wziął przerwę na żądanie. A po niej Samica wykorzystał kontrę uderzając mocno w nasz blok i znów challenge i ponownie bez zmian (8:12). Nieporozumienie przy siatce wśród katowiczan i po przypadkowej akcji punkt kolejny dla Politechniki, by wreszcie Krulicki skutecznie ze środka (9:13). Samica sprytnie wciska nam piłkę w blok i mieliśmy pierwszą piłkę… kończącą rywalizację o 9 lokatę (9:14). Pierwszą obronił Butryn atakiem po skosie w narożnik boiska i challenge dla gości, ale bez zmian (10:14). Drugą wybronił… błąd gości, bo po ostrej zagrywce Sobańskiego, piłka wróciła na naszą stronę po nieuprawnionym przebiciu jej (11:14) i czas dla warszawian. Trzecią obronił znów błąd rywali, bo sędziowie odgwizdali dotknięcie siatki, choć i tak piłkę w górze miał Butryn na kontrze (12:14). Czwartą zakończył jednak mocnym atakiem po skosie Filip, choć goście mieli spore problemy z przyjęciem zagrywki Sobańskiego (12:15). Dzięki temu rozstrzygnięciu to Politechnika zajęła 9 miejsce w lidze na koniec sezonu, szkoda… bo ta 10 lokata nie oddaje tak do końca tego co pokazała nasza drużyna w tym debiutanckim sezonie.

MVP tego meczu został wybrany… Paweł Zagumny. Z całym szacunkiem, ale to absurd kompletny, bo to przecież GKS wygrał ten mecz w regulaminowym czasie i to ktoś z naszych siatkarzy powinien dostać tę nagrodę. Ktoś powie, no tak, ale to ostatecznie Politechnika okazała się zwycięzcą tego spotkania. Inżynierowie wygrali dodatkowego seta, a nie mecz. Dziwna interpretacja regulaminu i tyle na koniec.
Aha i jeszcze informacja, że próba pobicia rekordu Polski w największej ilości podbić piłki siatkowej oburącz sposobem dolnym w systemie jedna osoba po drugiej udała się! Co prawda z drobną pomocą naszych siatkarzy, ale próba została oficjalnie zaliczona i wynosi w tej chwili liczbę 171 odbić!

 

GKS Katowice – ONICO AZS Politechnika Warszawska  3:1 (25:18, 29:31, 31:29, 25:21)  –  „Złoty set”  12:15

GKS: Falaschi (2), Butryn (36), Krulicki (16), Pietraszko (8), Kapelus (10), Sobański (18), Stańczak (libero) oraz Fijałek (1), Van Walle, Kalembka, Stelmach (1). Trener: Piotr Gruszka.
Politechnika: Zagumny (1), Filip (20), Kowalczyk (12), Wrona (6), Samica (14), Łapszyński (2), Olenderek (libero) oraz Firlej (1), Mikołajczak, Świrydowicz (3), Halaba (17). Trener: Jakub Bednaruk.  MVP: Paweł Zagumny.

 

Przebieg meczu:
I:  5:1, 10:6, 15:12, 20:15, 25:18.
II:  5:4, 10:6, 15:14, 20:19, 24:25, 29:31.
III:  1:5, 3:10, 11:15, 18:20, 24;25, 31:29.
IV:  5:4, 10:9, 15:13, 20;16, 25:21.

ZS:  2:3, 5:6, 6:9, 8:12, 12:15.

 

GKS-Politechnika 2

 

GKS-Politechnika 3

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga