Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie było dużego zainteresowania w internecie meczem w Warszawie, nie ma co się dziwić, grano praktycznie o przysłowiową „czapkę śliwek”.

 

katowickisport.pl – Klęska GieKSy w Warszawie

(…)  W pierwszym secie podopieczni Jakuba Bednaruka zaprezentowali się o wiele lepiej, od początku budując sobie kilkupunktową przewagę (3:0, 6:2). Skuteczna gra i błędy gości pozwoliły na wygraną w partii otwierającej 25:19. Kolejną odsłonę gospodarze rozpoczęli równie dobrze, a przy zagrywce Andrzeja Wrony zdobyli pięć punktów z rzędu (10:3), co znów zagwarantowało im komfort gry. Choć w pewnym momencie przewaga Inżynierów stopniała (16:14), Michał Filip i Łukasz Łapszyński nie pozwolili na stratę seta. Dodatkowo swoją ekipę na środku wspierał Jakub Kowalczyk, prezentujący dziś dobrą grę. Choć katowiczanie próbowali odrobić stratę, ulegli gospodarzom 20:25. W trzecim secie Piotr Gruszka zdecydował się na zmiany. W miejsce Michała Fijałka na rozegraniu pojawił się Marko Falaschi, zastosował także rotacyjny system gry Libero – na obronie w polu pojawiał się Adrian Stańczak, a na przyjęcie zagrywki Bartosz Mariański. Przy wyniku 13:13 goście po raz pierwszy doprowadzili do remisu, a chwilę potem objęli pierwsze prowadzenie (14:13). Ten stan nie trwał jednak długo bo chwilę potem to gospodarze prowadzili dwoma punktami i to katowiczanie musieli gonić wynik. Po nerwowej końcówce lepsi okazali się gospodarze i to oni zapisali trzy punkty do tabeli.  (…)

siatka.org – PL: Stołeczny AZS za silny dla GKS-u

Nadspodziewanie łatwo poradzili sobie z katowiczanami siatkarze Onico AZS Politechniki Warszawskiej. W meczu rozgrywanym w stolicy GKS nie zaprezentował pełni swoich możliwości i musiał uznać wyższość rywali w trzysetowym starciu.  (…) Porażka w pierwszym secie niczego nie nauczyła zawodników z Katowic i tę odsłonę od pomyłki w polu zagrywki rozpoczął Błoński. Od samego początku nieźle radził sobie Andrzej Wrona – jego dwa skuteczne ataki „z krótkiej” i efektowny blok wyprowadziły stołecznych na prowadzenie (4:1). Zawodnicy Gruszki kontynuowali swój festiwal błędów i niezwykle hojnie oddawali punkty przeciwnikom. Warszawiacy skrzętnie to wykorzystywali i powiększali dystans (10:3). Jednak sami niekiedy mylili się i nieco podreperowali konto przeciwników (9:13). Mimo pojedynczych pomyłek dalej nie do zatrzymania był Filip i wspólnie z Łapszyńskim obnażali słabe strony GKS-u. Swoje oczka dołożył też środkowy Kowalczyk, co zaniepokoiło katowickiego szkoleniowca (19:15). Czas na żądanie zmotywował katowickich zawodników i tylko dwóch oczek brakowało do równowagi. Wybawcą okazał się Samica – atakując ze skrzydła, poderwał kolegów do walki i set zakończył się wynikiem 25:20.  (…)

 

sportowefakty.wp.pl – ONICO AZS PW – GKS Katowice: warszawiacy wygrywają i kończą fazę zasadniczą na 9 miejscu

(…)  Ostatnie spotkanie fazy zasadniczej PlusLiga nie miało już specjalnego znaczenia dla GKS Katowice, bowiem i tak niezależnie od wyniku będą walczyć w play-off o dziewiąte miejsce. Miało natomiast spore znaczenie dla warszawiaków, bowiem oni wciąż nie mogli mieć pewności, czy nie spadną na jedenaste. Dlatego nie było specjalnie dziwne, kiedy trener Piotr Gruszka desygnował do walki w tym spotkaniu mocno rezerwowy skład. Dość szybko okazało się, że nie jest to wymagający przeciwnik dla Inżynierów, którzy grali oczywiście w najmocniejszym zestawieniu. Już na początku zagrywki i blok stołecznej drużyny sprawiły ogromne kłopoty gościom (6:2). Wszystkie ich błędy były bezlitośnie wykorzystywane przez gospodarzy (12:7). W połowie seta w grę Inżynierów wkradła się nonszalancja i brak koncentracji, co pozwoliło katowiczanom zmniejszyć straty do dwóch punktów, ale wystarczył jeden czas wzięty przez trenera Jakub Bednaruk, żeby sytuacja się poprawiła (18:11). Bohaterami ostatniej części tego seta byli Guillaume Samica, który doskonale i bardzo zmiennie zagrywał oraz Michał Filip, który kończył wszystkie kontry.  (…)

azspw.com – Świetny finisz ONICO AZS Politechniki. Inżynierowie na dziewiątym miejscu po fazie zasadniczej PlusLigi

ONICO AZS Politechnika Warszawska fazę zasadniczą PlusLigi w sezonie 2016/2017 zakończyła na dziewiątym miejscu. Siatkarze Jakuba Bednaruka w ostatnim meczu bez straty seta pokonali w hali COS Torwar GKS Katowice. Już 8 i 9 kwietnia ONICO AZS Politechnika Warszawska bronić będzie dziewiątej pozycji. Jej rywalem w play-offach będzie… GKS Katowice. Ekipa Piotra Gruszki fazę zasadniczą zakończyła bowiem na dziesiątej pozycji – ze stratą jednego punktu do Inżynierów. Pierwszy mecz rozegrany zostanie w stolicy, drugi zaś – w katowickim Spodku.  (…)

Ostatnią partię Inżynierowie rozpoczęli bardzo pewnie − oczka na rzecz gospodarzy zdobył Łukasz Łapszyński, a as serwisowy zaliczył Michał Filip. Biało-niebiescy wypracowali czteropunktową przewagę (11:7), jednak katowiczanie nie zamierzali odpuścić. Podopieczni Piotra Gruszki doprowadzili do remisu 13:13 i do końca seta nie pozwolili Wilkom Bednaruka na uzyskanie znaczącej przewagi. Po stronie gości znakomicie spisywali się Karol Butryn oraz Bartłomiej Krulicki, natomiast wśród warszawian najwięcej punktowych akcji przeprowadzali Michał Filip i Guillaume Samica. Inżynierowie wykorzystali dopiero piątą piłkę meczową i zakończyli trzeci set stanem 28:26.  (…)

 

Na koniec wrócimy jeszcze na chwilę do meczu z Jastrzębskim.

czassiatkowki.pl – Serhiy Kapelus: „Wszystko rozstrzygnie się w tych ostatnich spotkaniach”

(…)  Czas Siatkówki: Po nieudanym początku meczu wygraliście dwa sety i doprowadziliście do tie-breaka. Ten jeden punkt was cieszy czy jednak pozostaje niedosyt?

Serhiy KapelusPozostaje trochę niedosytu. Mimo, że zaczęliśmy źle, to później w drugim secie mieliśmy nawet szansę, żeby go wygrać. Pod koniec w serii uciekło nam kilka punktów i jednak to jastrzębianie wygrali tą drugą partię. Po tej dziesięciominutowej przerwie zagraliśmy dobrze, ale szkoda, że w tym piątym już czegoś nam zabrakło.

Czyli to nie Jastrzębski Węgiel wrócił na dobre tory?

Może i trochę tak, ale to jednak nasza słabsza postawa w tym secie spowodowała, że mamy tylko, albo aż, jeden punkt, a nie dwa.

Co twoim zdaniem zadecydowało w tym piątym secie?

Moim zdaniem troszkę w tym secie staliśmy. Powiedziałbym, że nie graliśmy z taką energią, jak w tej trzeciej i czwartej partii. Wydaje mi się, że to zadecydowało, że zagraliśmy trochę słabiej w tym decydującym secie.   (…)

Macie za sobą kilkanaście tie-breaków. Nie zaczyna wam powoli doskwierać zmęczenie?

Powoli już zaczyna być czuć to zmęczenie, ale zobaczymy jak będzie dalej. Wszyscy trenują i grają tak samo ciężko, jak my. Teraz sezon już się kończy, każdy ma takie same warunki. Myślę, że po prostu teraz trzeba zebrać wszystkie swoje siły i zagrać ten ostatni mecz jak najlepiej potrafimy.

Dzisiaj byliśmy świadkami wspaniałego widowiska stworzonego przez waszych kibiców oraz fanów Jastrzębskiego Węgla. To chyba cieszy?

Taki obiekt pozwala na to, by na mecz przyszło dużo ludzi, wielu kibiców, a na pewno więcej niż do hali w Szopienicach, gdzie trenujemy na co dzień. Wiadomo, że im więcej fanów, tym jest lepsza atmosfera, bo wszyscy się bawią i to się przekłada na naszą grę, bo czujemy wsparcie i gramy od siebie, dla kibiców. Chcemy, żeby dobrze się czuli i następnym razem znowu przyszli. Moim zdaniem takie obiekty są bardzo fajne do takich imprez jak mecz siatkówki.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga