Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci?
To był już jedenasty tie-break w sezonie GKS-u Katowice i szósty zwycięski. Jastrzębski ma ten sam bilans i tylko Skra wygrała siedem pięciosetówek, ale przy ośmiu tie-breakach.
katowickisport.pl – Cenne punkty powędrowały do Katowic
To był niezwykle trudny mecz nie tylko dla GKS-u, ale również jego trenera. Ale się udało! To był trudny tydzień dla siatkarzy i trenera GKS-u Katowice, bo ciągle wokół nich coś się dzieje. Piotr Gruszka, opiekun zespołu, negocjował umowę z klubem i… na dodatek dowiedział się, że został najbliższym współpracownikiem selekcjonera, Włocha Ferdinando De Giorigiego. Natychmiast zareagował w mediach społecznościowych, działacze związkowi mętnie się tłumaczyli, zaś w klubie podpisał nowy, 2-letni kontrakt. W dolnych rejonach niby wszystko zostało poukładane, ale nie dla trenera GKS-u, bo on zawsze walczy o pełną pulę. W Radomiu skończyło się zaledwie po tie-braku i niezwykle emocjonującym meczu. Punkt są niezwykle cenne. Trener Gruszka zaskoczył wszystkich ustawieniem w podstawowej „6”, bowiem rozgrywającym nr 1 został Maciej Fijałek. Spełnił oczekiwania, ale pozostaje tajemnica… Czy Marco Falaschi zamierza zmienić klub? O tym przekonamy się po zakończeniu sezonu. Niemniej zobaczyliśmy katowicki zespół walczący, a pierwsze dwa sety nie wskazywały, że będzie tyle emocji. Siatkarze z Katowic grali wręcz koncertowo i prowadzili 2:0. Po 10-miutowej przewie stracili jednak rezon. Kolejne odsłony padły jednak łupem gospodarzy i o zwycięstwie musiał zadecydować tie-break. Ten był niezwykle emocjonujący i stał na wysokim poziomie. Prowadzenie zmieniało się jak kalejdoskopie, a skończyło się grą na przewagi. Czy Piotr Gruszka i jego siatkarze zasłużyli na punkty? Nikt nie ma wątpliwości, bo katowiczanie byli bardziej agresywni i zmotywowani. Trener Gruszka odetchnął z ulgą, bo osiągnął sukces. (…)
siatka.org – PlusLiga: Nierówny mecz w Radomiu
Chociaż siatkarze Cerradu Czarnych Radom z wysokiego C rozpoczęli piątkowy pojedynek przeciwko GKS-owi Katowice, przegrali zarówno pierwszą, jak i drugą partię. Odmiana przyszła po dziesięciominutowej przerwie i o ostatecznym wyniku decydował tie-break. W nim dłuższy czas minimalną przewagę utrzymywali gospodarze, jednak ostatecznie po zwycięstwo sięgnęli katowiczanie, dla których był to kolejny mecz skończony dopiero po pięciu setach. Pojedynek udanymi zagrywkami otworzył Wojciech Żaliński, który nie tylko bezpośrednio punktował, ale również zmusił do błędu Adriana Stańczaka (4:1). Po tym, jak Karol Butryn zaatakował bez bloku w aut, co dodatkowo potwierdził challenge, Piotr Gruszka musiał szybko poprosić o czas (6:2). Jego podopieczni potrzebowali chwili na wejście w mecz, straty udało się zniwelować dzięki skutecznym serwisom Pawła Pietraszki, a także powstrzymaniu na siatce Jakuba Ziobrowskiego (12:9). Przyjezdni sprawiali ogromne problemy swoją zagrywką, dlatego co chwilę Michał Kędzierski posyłał swoich kolegów na blok, a w tym elemencie królował Bartłomiej Krulicki. Nie mogli się przedrzeć ani Jakub Ziobrowski, ani Wojciech Żaliński i ze stanu 10:3 zrobiło się 13:13. Od tego momentu gra się wyrównała, choć głównie z powodu oddawania sobie punktów po błędach w zagrywce. Po stronie Cerrad Czarnych zawodnikiem, który utrzymywał poziom, był praktycznie tylko Emanuel Kohut, w ekipie rywali Maciej Fijałek mógł liczyć na Karola Butryna. Kolejny raz sprawdziło się powiedzenie „kto zagrywa, ten wygrywa” – po floacie Michała Kędzierskiego, z którym nie poradził sobie Rafał Sobański, kolejny czas wykorzystał Piotr Gruszka (21:19). Wydawało się, że wojskowi złapali właściwy rytm, ale wynik był na styku. Wystarczył moment nieuwagi, gdy Paweł Pietraszko wykorzystał przechodzącą, to Robert Prygiel musiał poprosić o czas (23:23). Końcówki nie wytrzymał Jakub Ziobrowski, najpierw został zablokowany, później posłał piłkę w aut (24:26). (…)
polsatsport.pl – PlusLiga: 22:24 w tie-breaku! Siatkarski dreszczowiec w Radomiu
(…) Czwarty set długo toczył się przy przewadze gospodarzy (8:6, 16:14). Katowiczanie zdołali wyrównać (18:18), a później wyjść na prowadzenie po błędzie Bartłomieja Bołądzia (20:21). Końcówka miała zacięty i bardzo emocjonujący przebieg, a niektóre decyzje arbitrów spotykały się z reakcją trenerów obu ekip. Gospodarze mieli piłkę setową przy stanie 24:22 po ataku Bołądzia, w kolejnej akcji Serhiy Kapelus przedłużył nadzieje gości, ale po chwili Pietraszko zaserwował w siatkę, kończąc seta. W tie-breaku nadal oglądaliśmy zaciętą walkę obu ekip. Przy zmianie stron punkt zaliczki mieli gospodarze, po niej obie ekipy walczyły punkt za punkt. Siatkarze GKS pierwsi mieli piłkę meczową (13:14), ale Czarni doprowadzili do rywalizacji na przewagi. W niej obie kipy zafundowały kibicom rzadko spotykane emocje. Zarówno siatkarze z Radomia, jak i GKS mieli piłki meczowe w górze. Dopiero skuteczny atak Karola Butryna ustalił wynik seta na 22:24 i zakończył to ekscytujące starcie! (…)
sportowefakty.wp.pl – Czarni Radom – GKS Katowice: emocje, kontrowersje i wygrana Ślązaków na trudnym terenie
(…) Poirytowani porażką Ślązacy zaczęli kolejną odsłonę od kilku błędów własnych. To tylko dodało pewności graczom z Radomia. Czarni utrzymywali dwupunktową przewagę, głównie dzięki dobrej postawie Jakuba Urbanowicza i środkowych (16:14). Na pochwały zasłużył też Bartłomiej Bołądź, który co chwila forsował katowicki blok. Przyjezdnym udało się jednak doprowadzić do remisu, więc w końcówce emocje sięgnęły zenitu. Walka toczyła się punkt za punkt. Trenerzy brali wideoweryfikację za wideoweryfikacją. Nic dziwnego, bo sędziowie podejmowali kontrowersyjne decyzje. W końcu zagrywkę zepsuł Pietraszko i było po odsłonie (25:23). Tie-breaka otworzyły długie wymiany, w których skuteczniejsi byli gospodarze. Goście nie potrafili uporządkować swojej gry, ale na zagrywce wciąż byli mocni. Po zagraniach Kalembki doprowadzili do remisu (6:6). Od tego czasu gra toczyła się punkt za punkt. Na kontrach lepiej radzili sobie jednak Czarni. Ślązacy za to wciąż byli groźni na bloku. To właśnie punkt zdobyty tym elementem przez Kacpra Stelmacha dał katowiczanom piłkę meczową. Przyjezdni jej jednak nie wykorzystali. Ostatecznie o wygranej decydowała gra na przewagi, każdy z zespołów miał szanse na zakończenie spotkania, ale ostatecznie to Butryn skończył mecz piekielnie mocnym atakiem (22:24). (…)
siatkowka24.com – PlusLiga: Zacięty mecz w Radomiu dla GKS-u!
(…) Drugi set to ponownie prowadzenie gospodarzy, jednak już nie tak spektakularne i szybko odrobione przez gości (3:3), którzy po chwili prowadzili dwoma punktami po tym jak Krulicki atakował z przechodzącej piłki po zagrywce Pietraszki. W szeregi gospodarzy wkradła się pewna nerwowość i po chwili przewaga drużyny Piotra Gruszki wynosiła już 5 punktów (4:9). Świetne bloki gości pozwalały im w pełni kontrolować przebieg tej partii. Po kolejnym bloku Krulickiego tym razem na Bołądziu przyjezdni prowadzili 9:17. W końcówce nie było emocji – drużyna ze Śląska miała 10 piłek setowych – wykorzystali pierwszą za sprawą asa serwisowego Macieja Fijałka. Po 10 minutach przerwy wydawało się, że w trzeciej odsłonie nic się nie zmieni i Katowiczanie wygrają mecz za 3 punkty, bo początkowo prowadzili 2:5. Dwa punktowe bloki i błędy własne gości pozwoliły odrobić im straty (6:6). Seria bloków gospodarzy trwała i pozwoliła im prowadzić 8:6. Miejscowi uciekli ostatecznie na trzypunktowe prowadzenie 10:7 i choć przez pewien czas je utrzymywali to rywalom udało się zniwelować je do jednego punktu. W tym momencie załamała się jednak gra śląskiej drużyny, za to gospodarze jak poczuli że mogą zdobyć kontaktowego seta w tym starciu przycisnęli jeszcze bardziej. W końcówce goście zdobyli co prawda cztery punkty z rzędu jednak przewaga miejscowych była już za duża. Autowy atak Butryna zakończył tego seta. (…)
wksczarni.pl – Po emocjonującym meczu tie break dla gości
(…) Drugą partię otworzył remis (2:2). W szeregi Cerrad Czarnych Radom wkradła się niepewność i gospodarze zaczęli popełniać błąd za błędem (3:7). Gdy na tablicy świetlnej widniał wynik 7:14, trener Robert Prygiel zmuszony był poprosić o czas dla swoich zawodników. Siatkarze z Katowic prezentowali lepszą skuteczność (11:21) i nie oddali prowadzenia już do końca tej odsłony (14:25).
Na początku trzeciego seta prowadzenie objęli goście (1:3). Podrażnionych radomian ciężko było jednak ograć (10:7). Po doskonałym ataku Emanuela Kohuta, Wojskowi wyszli na czteropunktowe prowadzenie (16:12). Radomianie nie dali sobie już odebrać tego zwycięstwa (25:18). (…)
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze