Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci?
Oprócz komentarzy po zwycięstwie GKS-u w Spodku, potwierdziły się również medialne spekulacje o możliwości zatrudnienia naszego trenera Piotra Gruszki, jako asystenta nowego selekcjonera reprezentacji Polski, Ferdinando De Giorgiego. Czy aby nie za wcześnie na taki awans? Co na to władze naszego klubu, z prezesem Wojciechem Cyganem na czele?
katowickisport.pl – „Spodek” pełen emocji. GKS Katowice wygrywa po tie-breaku
Siatkarze z Katowic mają patent na gdański Lotos Trefl. Na wyjeździe wygrali 3:0, w rewanżu okazali się też lepsi, ale dopiero w tie-breaku. Liczy się wygrana, bo w końcowym rozrachunku te punkty mogą okazać się ważne i wywindować drużynę na wyższe miejsce. Siatkarze „GieKSy” mieli złe wspomnienia po inauguracyjnym meczu z Effectorem Kielce w „Spodku”. Wówczas przed spotkaniem trenowali zaledwie raz, teraz – przed spotkaniem z Lotosem Treflem – aż… dwa razy. Zresztą, obie drużyny miały kłopoty z przyzwyczajeniem do specyfiki hali, bo zagrywki dość często lądowały poza boiskiem. (…)
Tymczasem katowiczanie grali jak natchnieni. Przewaga rosła, a przy stanie 19:10 Anastasi zrezygnowany usiadł na ławie. W trzecim secie gdańszczanie już nie popełniali prostych błędów i dość szybko uzyskali przewagę czterech punktów. Co prawda po kilku minutach było 11:11, jednak od tego momentu przyjezdni wyraźnie dominowali. Podobnie było w czwartym secie. Damian Schulz, niemal niewidoczny w pierwszej części meczu, tym razem sprawiał najwięcej kłopotów katowiczanom. Gdański atakujący nie mylił się w ofensywie oraz w serwisie. Niemoc ogarnęła gospodarzy i tie-break był nie do uniknięcia. W nim jedną z głównych ról odegrał Serhij Kapelus, który wyprowadził drużynę na prowadzenie 13:12, a potem zdobył decydujący punkt.
– Spodziewaliśmy się tak długiego meczu, byliśmy na taki scenariusz przygotowani – powiedział po meczu trener GKS, Piotr Gruszka. I dodał: – Po bardzo dwóch dobrych setach nie potrafiliśmy zatrzymać Damiana Schulza. Zbudowaliśmy pozytywne emocje, wygraliśmy, a o to właśnie chodzi… (…)
siatka.org – PlusLiga: Podział punktów w Katowicach, GKS górą
W rozgrywanym awansem meczu 26. kolejki PlusLigi niespodziankę sprawili siatkarze GKS-u Katowice. Podopieczni Piotra Gruszki w starciu z Lotosem Treflem Gdańsk prowadzili już 2:0, w drugiej odsłonie rozbijając rywali aż do 13. Gdańszczanie nie złożyli jednak broni – wygrali dwie kolejne partie i doprowadzili do tie-breaka. W nim jednak górą ponownie byli gospodarze i to oni ostatecznie zainkasowali dwa oczka. (…)
Tie-breaka od dwóch zdobytych punktów, najpierw w ataku, później blokiem, rozpoczął Szymon Jakubiszak. Chwilę później podopieczni Piotra Gruszki po skutecznym zbiciu piłki, a następnie punktowej zagrywce Sergieja Kapelusa zdołali wyrównać (5:5). Skuteczny kontratak w wykonaniu Karola Butryna dał im prowadzenie 7:6. Piąty set, podobnie jak pierwszy, był bardzo zacięty. Po skończonym przez Jakubiszaka ataku Lotos Trefl wyszedł na prowadzenie 10:8, chwilę później po dobrej grze Butryna i błędzie młodego przyjmującego gdańszczan było już 10:10. Drużyny grały punkt za punkt, ale przy wyniku 13:12 Bartłomiej Krulicki zatrzymał blokiem Damiana Schulza, dając swojemu zespołowi piłkę meczową. Rywali rozproszył jeszcze, prosząc o przerwę, Andrea Anastasi i po niej daleko w aut zaserwował Butryn. W kolejnej akcji spotkanie zakończył jednak Sergiej Kapelus. (…)
polsatsport.pl –Wielkie emocje w katowickim Spodku. GKS pokonał LOTOS
GKS Katowice w meczu 26. kolejki wygrał 3:2 z LOTOS-em Treflem Gdańsk. Gospodarze prowadzili już 2:0, ale goście zdołali doprowadzić do tie-breaku. W drugim secie gospodarze od stanu 5:5 zdobyli kolejno sześć punktów. Wprowadziło to spore zdenerwowanie wśród rywali. Schodzący na zmianę Miłosz Hebda rzucił ze złością tabliczkę z numerem. Trener Lotosu Andrea Anastasi kazał swojemu zawodnikowi wrócić i podnieść „zgubę”. Był to drugi w tym sezonie „domowy” mecz katowiczan rozegrany w Spodku. Wcześniej w październiku przegrali tam z Effectorem Kielce 0:3 w obecności ok. 2700 widzów. We wtorek na widowni zasiadło 2500 kibiców. Podopieczni trenera Gruszki na co dzień grają u siebie w dużo mniejszym obiekcie w dzielnicy Szopienice, mogącym pomieścić 1500 widzów. Trybuny wypełniły się tam zupełnie podczas spotkania z broniącą tytułu mistrzowskiego Zaksą Kędzierzyn-Koźle (0:3). (…)
sportowefakty.wp.pl – GKS – Lotos Trefl: Spodek szczęśliwy dla beniaminka
Rozegrane awansem spotkanie 26 kolejki PlusLigi okazało się bardzo udane dla siatkarzy GKS-u Katowice. Beniaminek pokonał w Spodku Lotos Trefl Gdańsk po pięciosetowym boju. Napięty terminarz oraz problemy z dostępnością hali spowodowały, że katowicko-gdański pojedynek przełożono z 8 marca już na 17 stycznia do Spodka. Kibice jednak nie zrazili się tym zbyt mocno, bo zapełnili kilka tysięcy krzesełek, a do tego wychodzili z hali szczęśliwi, bo po raz drugi w sezonie siatkarze GKS-u pokonali Lotos Trefl, choć tym razem 3:2. Gospodarze rozpoczęli to spotkanie ze zdecydowanie większą werwą niż przed tygodniem, kiedy to dostali lanie od Indykpolu AZS-u Olsztyn. Tym razem nie dali wytrącić się z uderzenia nawet mimo tego, że musieli odrabiać dwa punkty straty (10:12). W ataku bardzo pewnie czuł się Serhiy Kapelus, co gdańszczanie boleśnie odczuli w końcówce. Beniaminek zwyciężył 25:22, choć mógł wyżej, bo aż siedem oczek w tej partii oddał poprzez zepsute zagrywki. W drugim secie kompletnie posypała się gra po stronie Lotosu Trefla. W akcjach gości brakowało tempa i przede wszystkim pomysłu na atak. Gdy zrobiło się 11:5 dla GKS-u, trener Andrea Anastasi zmienił Miłosza Hebdę, a ten ze złości rzucił tabliczką, którą otrzymał od Szymona Jakubiszaka. Włoski szkoleniowiec natychmiast przywołał swojego przyjmującego do porządku i kazał mu ją podnieść. Tymczasem miejscowi dopełniali dzieła zniszczenia, choć tak naprawdę to ekipa z Trójmiasta niszczyła się sama. Stworzyło to pole do popisu m.in. dla Pawła Pietraszki, który dorzucił kilka punktów blokiem, zagrywką i atakiem. Seta bez historii wygrali podopieczni Piotra Gruszki do 14 i na dziesięciominutową przerwę schodzili z prowadzeniem 2:0. (…)
sportowefakty.wp.pl – Piotr Gruszka blisko reprezentacji? „Chciałbym przekazać kadrowiczom swoją wiedzę”
Trener GKS-u Katowice potwierdził, że jest po pierwszych rozmowach dotyczących objęcia funkcji asystenta trenera męskiej reprezentacji Polski. – To wielka odpowiedzialność i zaszczyt – mówił Piotr Gruszka. (…)
– Tak, rozmowy już się odbyły. Spotkałem się z trenerem de Giorgim, porozmawialiśmy o tym, jak taka współpraca miałaby wyglądać. Cały czas jest wiele rzeczy do ustalenia, choćby szczegóły mojej ewentualnej roli w reprezentacji, i to trzeba ustalić nie tyle z trenerem, co ze związkiem. Na razie z PZPS-em nie rozmawiał nawet mój menedżer. Podziękowałem trenerowi de Giorgiemu i wyraziłem chęć współpracy, ale to nie jest tak, że powiem jedno słowo i już mam pracę. Jeszcze wiele rzeczy trzeba w tej kwestii doprecyzować – wyjaśnił były siatkarz. Propozycja z kadry dla Gruszki pojawiła się już dwa lata po rozpoczęciu przez niego trenerskiej kariery, czyli niezwykle szybko. To duże wyróżnienie dla znakomitego byłego zawodnika, który w swoim CV jako szkoleniowiec ma zaledwie dwa kluby. – Niektórzy podają tę informację z pytajnikiem, inni z wykrzyknikiem… Dla mnie najważniejsze jest to, że ktoś mnie docenił i chce wykorzystać moją wiedzę. Kadra Polski to mój drugi dom, tam spędziłem większość swojego czasu i znam chłopaków, którzy w niej grali i będą grać. Oferta przyszła dość szybko w mojej trenerskiej karierze, ale pozostaje mi się cieszyć, że ktoś docenił moją osobę i pozytywnie ocenia mój wkład w reprezentację kraju – uznał sam zainteresowany. – To wielka odpowiedzialność i wyzwanie: jeśli już trafię na zgrupowanie, to nie po to, by nabijać piłkę na treningu. Na pewno mam sporo do przekazania kadrowiczom jako pomocnik trenera. Jak skończy się ta cała sytuacja? Mam nadzieję, że pomyślnie, bo zależy mi także na spokojnej pracy w klubie i na tym, by mieć czystą głowę, myśląc o przyszłości – oznajmił trener katowiczan. Asystenci selekcjonera kadry Polski nie będą mieli zakazu łączenia pracy w reprezentacji i klubie, dlatego włodarzom katowickiej drużyny zależy na tym, by utrzymać ciągłość myśli trenerskiej. – Rozmawiałem już z prezesem GKS-u o tym, co mogłoby kolidować w łączeniu obu funkcji i nie słyszałem sprzeciwów. Ale chciałbym przypomnieć wszystkim tym, którzy już teraz kreują przyszłość, że za trzy miesiące kończy mi się kontrakt z GKS-em! Sytuacja jest bardzo dynamiczna, zarówno dla mnie i jak klubu, bo propozycja z reprezentacji pojawiła się dość nagle. Na razie trudno mi mówić o konkretnych deklaracjach z obu stron, oby wszystko doszło do szczęśliwego finału – powiedział Gruszka.
sport.trefl.com – Tie-break w Katowicach
Po dwóch kiepskich setach w grze LOTOSU Trefla nastąpiła ogromna metamorfoza, która pozwoliła gdańszczanom uratować jeden punkt. W piątej partii lepsi okazali się jednak gospodarze, a po raz drugi w tym sezonie MVP meczu z żółto-czarnymi został Serhiy Kapelus. (…)
Liczby meczu:
2 – od dwóch punktowych serwisów rozpoczął swój występ w meczu Patryk Niemiec. Młody środkowy znów udanie wcielił się w rolę „zagrywającego”.
5 – tyle punktowych bloków zaliczył Szymon Jakubiszak. Niespełna 19-letni przyjmujący zaczął mecz wśród rezerwowych, ale później zmienił Miłosza Hebdę i zdobywając 14 punktów oraz notując 47 proc. pozytywnego przyjęcia, ponownie zgłosił akces do walki o pierwszy skład LOTOSU Trefla.
19 – tyle punktów zdobył MVP meczu, Serhiy Kapelus. Ukrainiec po raz drugi w tym sezonie został najlepszym graczem spotkania drużyn z Katowic i Gdańska.
23 – tyle punktów zdobył Damian Schulz, który skończył 56 proc. swoich ataków, dokładając blok i trzy punktowe serwisy. Seria jego zagrywek i skuteczne ataki z różnych pozycji pozwoliły gdańszczanom odskoczyć na kilka punktów w trzecim i czwartym secie.
32 – tyle punktów żółto-czarni oddali rywalom po własnych błędach. Była to jedyna z podstawowych statystyk, w której gdańszczanie ustąpili gospodarzom. LOTOS Trefl skuteczniej przyjmował i atakował, zaliczył też więcej punktowych bloków i zagrywek.
79 – z taką średnią skutecznością atakowali podstawowi środkowi LOTOSU Trefla. Dmytro Pashytskyy skończył osiem z dziesięciu, a Bartosz Gawyszewski siedem z dziewięciu ataków.
82 – taki procent dokładnego przyjęcia w pierwszym secie zanotowali gdańszczanie, perfekcyjnie odbierając w tym czasie aż 65 proc. zagrywek rywali. Przełożyło się to na 55 proc. skuteczność w ataku, ale niestety nie dało zwycięstwa w tej partii.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze