Dołącz do nas

Kibice SK 1964

Kibicowsko? Ekstraklasa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Spotkanie w Tychach to był mecz z serii tych, na które jest więcej chętnych niż dostępnych wejściówek. My sprawę podziału rozwiązaliśmy identycznie, jak podczas innych takich wpadów – jeździsz na inne wyjazdy, to zwiększasz swoje szanse na bilet. Wyjazdem, który najbardziej promował spotkanie w Tychach był mecz w Legnicy z Miedzią. Ponad 600 biletów z 800 puli trafiło do osób, które były w tym dolnośląskim mieście. Pozostałe wejściówki trafiły do zgód i układowiczów oraz osób, które dużo jeżdżą na GieKSę, ale z różnych przyczyn nie mogły pojawić się w Legnicy.

Klub GKS Tychy przyznał nam zaledwie 800 biletów, choć może i tak się powinniśmy cieszyć z takiej liczby, bo początkowe zapowiedzi mówiły o zaledwie 500 sztukach. Nie zmienia to jednak faktu, że dostaliśmy jedynie 2/3 całej pojemności sektora gości. To tak jakbyśmy na Bukowej przekazywali gościom 270 biletów zamiast 409. Jaki w tym sens? Żaden. Typowe zagranie przeciw kibicom. Nie była to niestety jedyna taka zagrywka ze strony tyskiego klubu. Na pięć dni przed wyjazdem dostaliśmy pismo, żeby nanieść na listę wyjazdową numer biletu. Jest to działanie bardzo głupie, które niestety występuje w coraz większej ilości klubów. Utrudnia tylko działanie kibicom, bo każdy sympatyk musi dostać dokładnie swoją wejściówkę. Mało tego – GKS Tychy poszedł jeszcze dalej – numer biletu nadrukował na kod kreskowy w taki sposób, że był on nieczytelny. Na szczęście dla nas – klub z Tychów popełnił błąd i wysłał takie pismo za późno (powinno się znaleźć w klubie gościa na minimum 7 dni przed meczem). W rewanżu na wiosnę moglibyśmy zrobić tak samo, ale… po co? Przecież nie o to w tym wszystkim chodzi…

Początkowo chcieliśmy udać się na wyjazd pociągiem specjalnym, ale PKP Intercity odmówiło nam z powodu rzekomego braku taboru. Od razu zdecydowaliśmy się, więc na przegubowe autobusy z PKM Katowice. Niestety tutaj również wystąpił podobny problem jak na kolejach (brak taboru i kierowców), ale ostatecznie autobusy się znalazły. Potwierdzenie tej informacji dostaliśmy dopiero na kilka dni przed sobotnim spotkaniem. Oczywiście mieliśmy kilka alternatyw, ale byłyby one dużo bardziej uciążliwe.

Zbiórkę mieliśmy wyznaczoną na godzinę 12:00 i po kilkudziesięciu minutach wyjechaliśmy sześcioma autobusami przegubowymi na mecz z GKS-em Tychy. Licznie eskortująca nas policja prowadziła kolumnę bardzo wolno i niestety nie najszybszą trasą, co spowodowało, że pod sektorem gości znaleźliśmy się dopiero o 13:30, a planowaliśmy być tam o trzydzieści minut wcześniej.Całą grupą udaliśmy się w strefę przeznaczoną dla kibiców gości, a wraz z nami… dwóch kibiców GKS Tychy. Ojciec z nastoletnim synem tak bardzo się zakręcili, że znaleźli się w naszej grupie i zostali razem z nami zamknięci w buforze. Oczywiście włos z głowy im nie spadł. Ba, doszło do kuriozalnej sytuacji, że dopiero po naszej interwencji ochrona wpuściła wspomnianą dwójkę na sektory gospodarzy. Wcześniej przez czterdzieści minut była głucha na ich błagalne prośby. Ot, profesjonalna organizacja GKS Tychy…

Wchodzenie na obiekt odbywało się dość sprawnie, ale niestety wnoszenie flag i innych akcesoriów kibicowskich nie było już tak proste. Swoje „trzy grosze” dorzucić musiał szef ochrony Scorpion, którego upierdliwość, ślamazarność i nieznajomość obowiązującego w Polsce prawa mieliśmy już wcześniej okazję poznać. Mało tego – obecni z nami kibice Górnika także świetnie znają tego „gagatka”, bo odpowiada on tam za służby ochrony na zabrzańskim obiekcie. Najpierw ślamazarnie wyglądało sprawdzanie każdej flagi, potem sektorówki pociętej na pasy materiału (dostaliśmy wcześniej pismo, że cała nie ma szans na wejście) i największym problemem było wniesienie nagłośnienia. Ów szef ochrony stwierdził, że możemy nim… rzucać na murawę. Zawalił też kierownik ds. bezpieczeństwa, który był tego dnia… nieobecny na stadionie z powodu wesela. Rozumiemy różne nadzwyczajne okoliczności, ale nie wiemy, dlaczego na dwa dni przed wyjazdem nie poinformowano naszego klubu o tym fakcie. Na szczęście z pomocą przyszedł delegat, który po naszym telefonie szybko znalazł się pod sektorem gości i wpłynął na wniesienie nagłośnienia. Niestety w tym samym momencie na skutek złapania jednej osoby na próbie wniesienia racy cofnięto nam sektorówkę, którą zgodnie z przepisami mieliśmy pociętą na pasy materiału. Trafiła ona do depozytu i tym samym oprawa będzie musiała poczekać na inne spotkanie. Po meczu podziękowaliśmy piłkarzom za zangażowanie – razem wygrywamy i razem przegrywamy. Głowy do góry!

Już przed wyjazdem podjęliśmy decyzję, że na sektor gości wejdziemy dopiero, jak wszyscy zostaną wpuszczeni na bramkach. Każdy musiał mieć na sobie także żółtą koszulkę. Na mniej więcej trzydzieści minut przed spotkaniem cała nasza grupa weszła na obiekt wzbudzając przy tym falę gwizdów miejscowej publiczności. W sektorze gości znalazło się nas tego dnia dokładnie 816. W tej liczbie liczymy już 63 fanów Górnika Zabrze, 25 Banika Ostrava, 25 JKS Jarosław oraz 15 sympatyków z naszego Klubu Kibica Niepełnosprawnych. Mimo ogromnego skwaru prowadziliśmy doping przez całe spotkanie, który szczególnie w pierwszej połowie stał na fantastycznym poziomie. Z wcześniej wymienionych powodów musieliśmy zrezygnować z zaprezentowania oprawy. Na płocie znalazło się wiele flag, ale warto wyróżnić debiut płótna „GzG”. W dopingu nie zabrakło bluzgów skierowanych do miejscowych sympatyków, a bez odpowiedzi pozostało nasze pytanie kiedy wreszcie będziemy mieli okazję spotkać się w innym miejscu niż na stadionie.

Kibice GKS Tychy dość licznie pojawili się na stadionie, ale nie ma się czemu dziwić – wszak jesteśmy dla nich największą kosą. W młynie wszyscy byli ubrani na czarno i zaprezentowali oprawę składającą się z dużej sektorówki, a potem odpalili race. Z racji akustyki takich stadionów nie byli u nas słyszalni. Bardzo rzadko angażowały się w doping dwie pozostałe trybuny, ale jak już doszły do głosu, to wtedy ich doping docierał na nasz sektor. Tylko taka sytuacja miała miejsce jedynie… trzykrotnie (w tym po bramce) podczas całego spotkania. Widać dużą ilość piknikowych fanów, co nie jest żadnym zarzutem, a jedynie stwierdzeniem faktu. Wszak bez takich osób klub ma ciężko funkcjonować. Z relacji w internecie możemy się dowiedzieć, że próbowali się do nas dostać pod stadionem, ale nikt z nas ich nawet nie widział, więc raczej była to zwykła bieganina. W drugiej połowie spalili także trochę barw GieKSy i naszych zgód, które musieli kilkukrotnie podpalać, bo na bieżąco ogień gasiła straż pożarna. Z relacji osób, które oglądały mecz w telewizji słyszalni byliśmy głównie my, ale możliwe, że wynikało to z ustawienia mikrofonów Polsatu.

Droga powrotna znowu odbyła się okrężną drogą, ale tym razem na szczęście mieliśmy szybsze tempo. Kibice z Giszowca wyszli na swojej dzielnicy, a pozostali fani udali się na Bukową. Kolejnym spotkaniem wyjazdowym będzie mecz z Sandecją Nowy Sącz (15 października), na który mamy zaledwie 200 biletów. O szczegóły dotyczące wyjazdu pytajcie swoich przedstawicieli na dzielnicach i FC. Radzimy się spieszyć, bo kolejny nadkomplet w wykonaniu żółtej armii jest formalnością. Wszystkim kibicom GieKSy – zarówno obecnym na wyjeździe, jak i tym, którzy zostali w domach – dziękujemy za zastosowanie się do naszych zasad. Udowodniliśmy tym wyjazdem, że to, co dla nas jest podłogą dla innych jest sufitem. GieKSa!

 

7 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

7 komentarzy

  1. Avatar photo

    Jooo

    2 października 2016 at 16:44

    W przerwie zimowej jeszcze parę transferów wartościowych piłkarzy i będzie bajka

  2. Avatar photo

    Tyski71

    2 października 2016 at 18:32

    Zdecydowanie najlepsza ekipa jaka u nas była. I ciężko mi to napisać, ale kilka razy lepsza od nas.

  3. Avatar photo

    1964

    2 października 2016 at 18:41

    psiski 71-aleś błysnął!

  4. Avatar photo

    KruchY

    2 października 2016 at 23:05

    Ja tam słyszałem w TV tylko : jeb@ć tyskie kur×y jazda !

  5. Avatar photo

    Zenek71

    3 października 2016 at 23:11

    Tyski piszesz dobrze ze najleprza ekipa jaka była bo ich było najwiecej co u nas grali , ale trzemu piszesz ze kilka razy leprza pod jakim wzgledem tzn paru miesniaków pokazanych jest a skad wiesz jaka ekipa była tyska na stadionie było nas 11000 co same dzieci i starcy i kobiety , szkoda ze reszta kibiców nie siedzi w młynie tylko jest rozsiana po całym stadionie tylko jak w młynach siedza osoby odpowiedzialne za doping , jak ogladasz mecze np na canal plus zobacz sobie jaka ekipa siedzi w młynie np ruchu chorzów a jaka jest ogólnie

  6. Avatar photo

    Do Kosy

    5 października 2016 at 08:42

    Trochę suchych faktów dla Ciebie.
    Stadion GKS Katowice ma pojemność 9511 miejsc a więc 5% z tej sumy to jest 475 miejsc dla kibiców gości.
    Stadion GKS Tychy ma pojemność 15150 miejsc a więc 5% z tej sumy to jest 757 miejsc dla kibiców gości.
    Żródło : http://www.90minut.pl/skarb.php?id_klub=81&id_sezon=89
    http://www.90minut.pl/skarb.php?id_klub=82&id_sezon=89

  7. Avatar photo

    kosa

    5 października 2016 at 12:01

    @Do Kosy

    Stadion GKS Katowice ma obecnie pojemność 6500. To jedno.

    Drugie to 5 proc. to jest minimum. Jeśli sektor gości jest większy, to dobrą praktyką jest udostępnienie go w całości. Była nawet taka intencyjna uchwała PZPN w tej sprawie.

    Po trzecie – nie martw się. Wy dostaniecie u nas pełną klatkę, czyli 409 miejsc. U nas kibice mają wpływ na klub, u Was już niestety żaden. No chyba, że zrobiliście to po złości, co w sumie, by do Was pasowało 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga