Dołącz do nas

Kibice SK 1964

Kibicowsko? Ekstraklasa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Spotkanie w Tychach to był mecz z serii tych, na które jest więcej chętnych niż dostępnych wejściówek. My sprawę podziału rozwiązaliśmy identycznie, jak podczas innych takich wpadów – jeździsz na inne wyjazdy, to zwiększasz swoje szanse na bilet. Wyjazdem, który najbardziej promował spotkanie w Tychach był mecz w Legnicy z Miedzią. Ponad 600 biletów z 800 puli trafiło do osób, które były w tym dolnośląskim mieście. Pozostałe wejściówki trafiły do zgód i układowiczów oraz osób, które dużo jeżdżą na GieKSę, ale z różnych przyczyn nie mogły pojawić się w Legnicy.

Klub GKS Tychy przyznał nam zaledwie 800 biletów, choć może i tak się powinniśmy cieszyć z takiej liczby, bo początkowe zapowiedzi mówiły o zaledwie 500 sztukach. Nie zmienia to jednak faktu, że dostaliśmy jedynie 2/3 całej pojemności sektora gości. To tak jakbyśmy na Bukowej przekazywali gościom 270 biletów zamiast 409. Jaki w tym sens? Żaden. Typowe zagranie przeciw kibicom. Nie była to niestety jedyna taka zagrywka ze strony tyskiego klubu. Na pięć dni przed wyjazdem dostaliśmy pismo, żeby nanieść na listę wyjazdową numer biletu. Jest to działanie bardzo głupie, które niestety występuje w coraz większej ilości klubów. Utrudnia tylko działanie kibicom, bo każdy sympatyk musi dostać dokładnie swoją wejściówkę. Mało tego – GKS Tychy poszedł jeszcze dalej – numer biletu nadrukował na kod kreskowy w taki sposób, że był on nieczytelny. Na szczęście dla nas – klub z Tychów popełnił błąd i wysłał takie pismo za późno (powinno się znaleźć w klubie gościa na minimum 7 dni przed meczem). W rewanżu na wiosnę moglibyśmy zrobić tak samo, ale… po co? Przecież nie o to w tym wszystkim chodzi…

Początkowo chcieliśmy udać się na wyjazd pociągiem specjalnym, ale PKP Intercity odmówiło nam z powodu rzekomego braku taboru. Od razu zdecydowaliśmy się, więc na przegubowe autobusy z PKM Katowice. Niestety tutaj również wystąpił podobny problem jak na kolejach (brak taboru i kierowców), ale ostatecznie autobusy się znalazły. Potwierdzenie tej informacji dostaliśmy dopiero na kilka dni przed sobotnim spotkaniem. Oczywiście mieliśmy kilka alternatyw, ale byłyby one dużo bardziej uciążliwe.

Zbiórkę mieliśmy wyznaczoną na godzinę 12:00 i po kilkudziesięciu minutach wyjechaliśmy sześcioma autobusami przegubowymi na mecz z GKS-em Tychy. Licznie eskortująca nas policja prowadziła kolumnę bardzo wolno i niestety nie najszybszą trasą, co spowodowało, że pod sektorem gości znaleźliśmy się dopiero o 13:30, a planowaliśmy być tam o trzydzieści minut wcześniej.Całą grupą udaliśmy się w strefę przeznaczoną dla kibiców gości, a wraz z nami… dwóch kibiców GKS Tychy. Ojciec z nastoletnim synem tak bardzo się zakręcili, że znaleźli się w naszej grupie i zostali razem z nami zamknięci w buforze. Oczywiście włos z głowy im nie spadł. Ba, doszło do kuriozalnej sytuacji, że dopiero po naszej interwencji ochrona wpuściła wspomnianą dwójkę na sektory gospodarzy. Wcześniej przez czterdzieści minut była głucha na ich błagalne prośby. Ot, profesjonalna organizacja GKS Tychy…

Wchodzenie na obiekt odbywało się dość sprawnie, ale niestety wnoszenie flag i innych akcesoriów kibicowskich nie było już tak proste. Swoje „trzy grosze” dorzucić musiał szef ochrony Scorpion, którego upierdliwość, ślamazarność i nieznajomość obowiązującego w Polsce prawa mieliśmy już wcześniej okazję poznać. Mało tego – obecni z nami kibice Górnika także świetnie znają tego „gagatka”, bo odpowiada on tam za służby ochrony na zabrzańskim obiekcie. Najpierw ślamazarnie wyglądało sprawdzanie każdej flagi, potem sektorówki pociętej na pasy materiału (dostaliśmy wcześniej pismo, że cała nie ma szans na wejście) i największym problemem było wniesienie nagłośnienia. Ów szef ochrony stwierdził, że możemy nim… rzucać na murawę. Zawalił też kierownik ds. bezpieczeństwa, który był tego dnia… nieobecny na stadionie z powodu wesela. Rozumiemy różne nadzwyczajne okoliczności, ale nie wiemy, dlaczego na dwa dni przed wyjazdem nie poinformowano naszego klubu o tym fakcie. Na szczęście z pomocą przyszedł delegat, który po naszym telefonie szybko znalazł się pod sektorem gości i wpłynął na wniesienie nagłośnienia. Niestety w tym samym momencie na skutek złapania jednej osoby na próbie wniesienia racy cofnięto nam sektorówkę, którą zgodnie z przepisami mieliśmy pociętą na pasy materiału. Trafiła ona do depozytu i tym samym oprawa będzie musiała poczekać na inne spotkanie. Po meczu podziękowaliśmy piłkarzom za zangażowanie – razem wygrywamy i razem przegrywamy. Głowy do góry!

Już przed wyjazdem podjęliśmy decyzję, że na sektor gości wejdziemy dopiero, jak wszyscy zostaną wpuszczeni na bramkach. Każdy musiał mieć na sobie także żółtą koszulkę. Na mniej więcej trzydzieści minut przed spotkaniem cała nasza grupa weszła na obiekt wzbudzając przy tym falę gwizdów miejscowej publiczności. W sektorze gości znalazło się nas tego dnia dokładnie 816. W tej liczbie liczymy już 63 fanów Górnika Zabrze, 25 Banika Ostrava, 25 JKS Jarosław oraz 15 sympatyków z naszego Klubu Kibica Niepełnosprawnych. Mimo ogromnego skwaru prowadziliśmy doping przez całe spotkanie, który szczególnie w pierwszej połowie stał na fantastycznym poziomie. Z wcześniej wymienionych powodów musieliśmy zrezygnować z zaprezentowania oprawy. Na płocie znalazło się wiele flag, ale warto wyróżnić debiut płótna „GzG”. W dopingu nie zabrakło bluzgów skierowanych do miejscowych sympatyków, a bez odpowiedzi pozostało nasze pytanie kiedy wreszcie będziemy mieli okazję spotkać się w innym miejscu niż na stadionie.

Kibice GKS Tychy dość licznie pojawili się na stadionie, ale nie ma się czemu dziwić – wszak jesteśmy dla nich największą kosą. W młynie wszyscy byli ubrani na czarno i zaprezentowali oprawę składającą się z dużej sektorówki, a potem odpalili race. Z racji akustyki takich stadionów nie byli u nas słyszalni. Bardzo rzadko angażowały się w doping dwie pozostałe trybuny, ale jak już doszły do głosu, to wtedy ich doping docierał na nasz sektor. Tylko taka sytuacja miała miejsce jedynie… trzykrotnie (w tym po bramce) podczas całego spotkania. Widać dużą ilość piknikowych fanów, co nie jest żadnym zarzutem, a jedynie stwierdzeniem faktu. Wszak bez takich osób klub ma ciężko funkcjonować. Z relacji w internecie możemy się dowiedzieć, że próbowali się do nas dostać pod stadionem, ale nikt z nas ich nawet nie widział, więc raczej była to zwykła bieganina. W drugiej połowie spalili także trochę barw GieKSy i naszych zgód, które musieli kilkukrotnie podpalać, bo na bieżąco ogień gasiła straż pożarna. Z relacji osób, które oglądały mecz w telewizji słyszalni byliśmy głównie my, ale możliwe, że wynikało to z ustawienia mikrofonów Polsatu.

Droga powrotna znowu odbyła się okrężną drogą, ale tym razem na szczęście mieliśmy szybsze tempo. Kibice z Giszowca wyszli na swojej dzielnicy, a pozostali fani udali się na Bukową. Kolejnym spotkaniem wyjazdowym będzie mecz z Sandecją Nowy Sącz (15 października), na który mamy zaledwie 200 biletów. O szczegóły dotyczące wyjazdu pytajcie swoich przedstawicieli na dzielnicach i FC. Radzimy się spieszyć, bo kolejny nadkomplet w wykonaniu żółtej armii jest formalnością. Wszystkim kibicom GieKSy – zarówno obecnym na wyjeździe, jak i tym, którzy zostali w domach – dziękujemy za zastosowanie się do naszych zasad. Udowodniliśmy tym wyjazdem, że to, co dla nas jest podłogą dla innych jest sufitem. GieKSa!

 

7 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

7 komentarzy

  1. Avatar photo

    Jooo

    2 października 2016 at 16:44

    W przerwie zimowej jeszcze parę transferów wartościowych piłkarzy i będzie bajka

  2. Avatar photo

    Tyski71

    2 października 2016 at 18:32

    Zdecydowanie najlepsza ekipa jaka u nas była. I ciężko mi to napisać, ale kilka razy lepsza od nas.

  3. Avatar photo

    1964

    2 października 2016 at 18:41

    psiski 71-aleś błysnął!

  4. Avatar photo

    KruchY

    2 października 2016 at 23:05

    Ja tam słyszałem w TV tylko : jeb@ć tyskie kur×y jazda !

  5. Avatar photo

    Zenek71

    3 października 2016 at 23:11

    Tyski piszesz dobrze ze najleprza ekipa jaka była bo ich było najwiecej co u nas grali , ale trzemu piszesz ze kilka razy leprza pod jakim wzgledem tzn paru miesniaków pokazanych jest a skad wiesz jaka ekipa była tyska na stadionie było nas 11000 co same dzieci i starcy i kobiety , szkoda ze reszta kibiców nie siedzi w młynie tylko jest rozsiana po całym stadionie tylko jak w młynach siedza osoby odpowiedzialne za doping , jak ogladasz mecze np na canal plus zobacz sobie jaka ekipa siedzi w młynie np ruchu chorzów a jaka jest ogólnie

  6. Avatar photo

    Do Kosy

    5 października 2016 at 08:42

    Trochę suchych faktów dla Ciebie.
    Stadion GKS Katowice ma pojemność 9511 miejsc a więc 5% z tej sumy to jest 475 miejsc dla kibiców gości.
    Stadion GKS Tychy ma pojemność 15150 miejsc a więc 5% z tej sumy to jest 757 miejsc dla kibiców gości.
    Żródło : http://www.90minut.pl/skarb.php?id_klub=81&id_sezon=89
    http://www.90minut.pl/skarb.php?id_klub=82&id_sezon=89

  7. Avatar photo

    kosa

    5 października 2016 at 12:01

    @Do Kosy

    Stadion GKS Katowice ma obecnie pojemność 6500. To jedno.

    Drugie to 5 proc. to jest minimum. Jeśli sektor gości jest większy, to dobrą praktyką jest udostępnienie go w całości. Była nawet taka intencyjna uchwała PZPN w tej sprawie.

    Po trzecie – nie martw się. Wy dostaniecie u nas pełną klatkę, czyli 409 miejsc. U nas kibice mają wpływ na klub, u Was już niestety żaden. No chyba, że zrobiliście to po złości, co w sumie, by do Was pasowało 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga