Piłka nożna
Remis z Chojniczanką
W trzeciej kolejce pierwszej ligi drużyna GKS Katowice podejmowała na Bukowej Chojniczankę Chojnice. Przed tym spotkaniem rywale mieli na swoim koncie remis oraz wygraną. Katowiczanie przystępowali do spotkania z trzema punktami, które zdobyli tydzień wcześniej w Głogowie. Dla GieKSy była to okazja do rehabilitacji za porażkę w pierwszej kolejce z Wigrami Suwałki.
Trener Jerzy Brzęczek zdecydował się dokonać jednej zmiany w porównaniu do spotkania z Chrobrym. Na ławkę powędrował Andreja Prokić, a jego miejsce zajął strzelec drugiej bramki w Głogowie – Łukasz Zejdler. Maciej Bartoszek, trener zespołu z Chojnic, w porównaniu do ostatniego spotkania Chojniczanki w lidze (szalone 5:4 ze Stomilem Olsztyn) dokonał czterech zmian. Na ławce znaleźli się bramkarz Kamil Miazek oraz zawodnicy z pola – Marcin Biernat, Jakub Mrozik i Arkadiusz Widelski.
Mecz rozpoczął się kapitalnie dla naszej drużyny – już w drugiej minucie bramkę zdobył Tomasz Foszmańczyk, który po podaniu Grzegorza Goncerza uderzył zza pola karnego. Błąd popełnił bramkarz gości Michał Dumieński – piłka przeszła po jego rękach i zatrzepotała w siatce. W ósmej minucie, po rzucie wolnym dla Chojniczanki, z okolicy 25 metrów piłka uderzyła w słupek, a Bartłomiej Niedziela tylko dołożył nogę na pustą bramkę i wyrównał stan meczu na 1:1. Pięć minut później ładnie wrzucał z autu Dawid Abramowicz i główką piłkę przedłużył Łukasz Pielorz, ale bramkarz Chojniczanki był na posterunku. Futbolówka w tej akcji trafiła jeszcze do Pawła Mandrysza, który kapitalnie wyłożył ją Mateusz Kamińskiemu na siódmym metrze, ale ten niestety nieczysto trafił w piłkę i przestrzelił kilka metrów nad poprzeczką. Następnie tempo gry siadło, a na boisko nie działo się zbyt wiele. W 35 minucie bliźniacza akcja GieKSy – Dawid Abramowicz wyrzucał piłkę z autu, przedłużał Łukasz Pielorz, a bramkarz gości wypiąstkował prosto pod nogi Pawła Mandrysza. Niestety strzał tego ostatniego został zablokowany przez obrońców. Chwilę później z tego samego miejscu znowu aut wykonywał Dawid Abramowicz, ale tym razem bramkarz wybił piłkę na rzut rożny. Stały fragment gry GieKSa rozegrała krótko i zakończyła ładnym, ale niestety niecelnym uderzeniem Alana Czerwińskiego z kilkunastu metrów. W końcówce pierwszej połowy spotkanie się ożywiło, ale obu drużynom brakowało ostatniego, a czasem i przedostatniego podania.
Do drugiej połowy nasza drużyna przystąpiła z jedną zmianą – zszedł słabo grający Paweł Mandrysz, a w jego miejsce wszedł Eryk Sobków, który bardzo szybko (56 min.) zarobił żółtą kartkę. W 58 minucie Łukasz Pielorz ładnie znalazł Alana Czerwińskiego na prawej stronie, ale wrzutka tego ostatniego została zablokowana. Po rzucie rożnym doszło do dużego zamieszania w polu karnym Chojniczanki – najbliżej szczęścia był Mateusz Kamiński, ale dobrze interweniowali obrońcy z Chojnic. W 64 minucie na boisko wszedł Andreja Prokić za Sławomira Dudę. Trzy minuty później Tomasz Foszmańczyk znalazł w polu karnym Grzegorza Goncerza, ale ten miał problem z opanowaniem piłki i nie stworzyliśmy zagrożenia. W 70 minucie Alan Czerwiński dograł dobrą piłkę w pole karne Grzegorzowi Goncerzowi, ale ten źle uderzył i mieliśmy tylko rzut rożny. W drugiej części gry GieKSa uzyskała przewagę, ale niestety dalej brakowało wykończenia. Fatalnie kilka razy zachował się Andreja Prokić, a w polu karnym złych wyborów dokonywał Grzegorz Goncerz. W 81 minucie z dwudziestu kilku metrów z rzutu wolnego ładnie przymierzył Alan Czerwiński, ale niestety minimalnie niecelnie. Trzy minuty później boisko opuścił Łukasz Zejdler, a w jego miejsce wszedł Bartłomiej Kalinkowski. W końcówce spotkania nasza drużyna nacisnęła rywali, ale niestety nic z tego nie wynikło dobrego. Jedyny celny strzał w drugiej połowie to przypadkowe i za lekkie uderzenie Tomasza Foszmańczyka. W ostatniej akcji meczu Andreja Prokić strzelił za wysoko po dużym zamieszaniu w polu karnym zespołu z Chojnic.
Piłkarze GKS Katowice byli lepsi od rywali, ale niestety to było zbyt mało do odniesienia zwycięstwa. Chojniczanka mądrze się broniła, a nasi zawodnicy w ostatnich fazach akcji grali bardzo niedokładnie.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

PaderewaTerrorizen
13 sierpnia 2016 at 19:53
Poprostu powiedzmy se szczerze nie mamy kim grać a trener niech wypierdala !
nie ma co się dziwić że tyle kibiców chodzi na szpil jak chuja grają i tak już bedzie
fanclub dortmund
13 sierpnia 2016 at 19:54
bravo awans pewny….zremisowalismy z kandydatem do ligi mistrzow..jest sukces panowie…
cierpliwy
13 sierpnia 2016 at 20:05
ciekawe co pan trener powie na konferencji ?
Boss
13 sierpnia 2016 at 20:29
Pieklorz duda dramat bez środka pola nigdy nic nie osiągniemy, jedyny gracz na awans i na ekstraklasę to Foszmanczyk. Ale w jednego na 11 nie wygramy
fanclub dortmund
13 sierpnia 2016 at 20:58
nie narzekajcie pesymisci…to byl swietny mecz ,swietne widowisko stadion pekal w szwach 15000 biletow wyprzedanych w 4 godz ,w koncu graly dwie absolutnie topowe druzyny w lidze na bukowa przyszlo 3300 zamowien na bilety z chojnic ,…dostali tylko 1500…tv silesia podala ze bilety w centrum handlowym silesia byly sprzedawane przez konikow po 600 zl…mecz pelen emocji zwroty akcji walka no i remis…coz chojnice 2 miesiace temu w karnych odpadly z barcelona z lm….wiec przeciwnik arcytrudny z tradycjami i wielkimi aspiracjami nasza druzyna tradycyjnie juz w piatek zebrala sie w osrodku na ceglanej azeby w skupieniu przeanalizowac gre przeciwnika i skoncentrowac sie na meczu ,trener brzeczek zaprzeczyl ze bedzie od lutego prowadzil real madryt…oficjalnie zagwarantowal ze zostaje do konca sezonu i doprowadzi Giekse do tytulu…lub dubletu,a wlodarze naszego klubu zapowiedzieli ze nie sprzedadza teraz zadnego z naszych wychowankow ktorzy tak swietnie sie spisuja na boisku oraz ze kwoty odstepnego zostaly zatwierdzone na poziomie 15mln euro…o kur..aa to mial byc artykul z roku 2033 a ja juz sie wygadalem….
hajna
13 sierpnia 2016 at 21:18
Trener to głąb w swoim fachu i to widać nie ma co się czepiać Dudy i Pielorza oni tak grają od lat i nie są w stanie zagrać lepiej tragedia to G.Goncerz któremu już drugi rok brak formy.Najbardziej zapracowani na boisku Foszmanczyk i Mandrysz ten drugi znowu zdjęty przed czasem to cała gieksa.A co robił trener z sztabem w trakcie przerwy sezonowej skoro kondycja i zgranie leżą i kwicza.
Boss
13 sierpnia 2016 at 21:54
No właśnie w tym problem ze duda i pieklorz lepiej nie zagrają a nie ma alternatywy, potrzeba wzmocnień na pozycji nr 6, czyli defensywnego pomocnika, to jest kręgosłup drużyny.. A u nas pieklorz sie bierze za rozgrywanie kiedy przyjąć piłki nie potrafi porządnie, nie mówiąc o celnym dograniu…
Cris
13 sierpnia 2016 at 22:42
Tu chyba nigdy nie będzie dobrze. Bez realnych niewzmocnień możemy sobie co najwyżej pomarzyć o awansie.
ula
14 sierpnia 2016 at 17:04
Do boss i hajny,odnosnie Dudy,to ze tak gra na takim poziomie,to jest wina Pielorza,sprowadza Dude na samo dno,ze sam nie jest w stanie nic zdzialac,potrzebny jest mu naprawde dobry partner,w postaci wlasnie Foszmanczyka i gra w srodku pola moze wygladac o niebo lepiej,tak wiec trenerze,jezeli chcemy dobrze grac w srodku pola to stawiajmy na Dude z Foszmanczykiem
roberto
15 sierpnia 2016 at 11:15
ula@ Nie wypowiadaj sie prosze cie!!!
Boss
15 sierpnia 2016 at 14:04
@ula idąc Twym tokiem myślenia to jak damy obok niego Busquetsa czy Mascherano to duda bedzie grał jak Iniesta ?? Środek tabeli w 1 lidze jest to maximum możliwości dla pielorza i dla dudy, o nic więcej z nimi walczyć nie bedziemy
ula
16 sierpnia 2016 at 08:48
Do roberto:Bede sie wypowiadac,zabronisz mi?
Do boss:To sie jeszcze okaze