Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: trzeba dowieźć cel
Okupujący ostatnie miejsce w tabeli Piast Gliwice przyjechał w listopadzie do Katowic i dość niespodziewanie przerwał serię zwycięstw GieKSy. Od tego momentu złapał wiatr w żagle i dziś brakuje mu niewiele, by ze spokojem czekać na finał sezonu. Gdzie dokonała się najważniejsza zmiana dla postawy zespołu z Gliwic? W jakiej formie są dzisiaj piłkarze Piasta i z jakim nastawieniem podejdą do niedzielnego pojedynku z GKS-em? Rozmawialiśmy o tym z Kacprem Wójtowiczem z redakcji serwisu PiastInfo, który po raz drugi opowiedział nam o sytuacji w Gliwicach (poprzednią rozmowę można znaleźć tutaj).
Myśląc o zakończeniu tego szalonego sezonu, śpicie już w Gliwicach spokojnie?
Ja jeszcze nie. Formalnie utrzymania nie ma, a dopiero gdy będziemy mieć na swoim koncie 42-43 punkty, to będzie można odetchnąć. Terminarz na końcówkę sezonu mamy ciężki, bo GKS Katowice jest w formie, Raków wprawdzie nieco pod formą, ale w każdej chwili może się odbić, natomiast Widzew najprawdopodobniej będzie grał z nami z nożem na gardle, więc niestety nie można wykluczyć, że do końca sezonu nie zdobędziemy już żadnego punktu. Cały czas jesteśmy zagrożeni spadkiem, jestem jednak dobrej myśli i wierzę w utrzymanie, oby już po meczu z GieKSą. Runda wiosenna jest w naszym wykonaniu bardzo dobra, ale trzeba dowieźć cel, bo tabela wciąż jest na tyle płaska, że dopóki nie będzie matematycznej pewności, to nie można tracić koncentracji.
Przed jesiennym meczem z GieKSą Piast zajmował ostatnie miejsce w tabeli i przyjeżdżał do Katowic z nowym trenerem. Przemek z Gliwic powiedział mi wtedy, że do utrzymania będziecie potrzebować małego cudu. Ten cud staje się powoli faktem czy Przemek był nadmiernym pesymistą?
Osobiście nie rozpatrywałem utrzymania w kategoriach cudu, ale zdawałem sobie sprawę, że poziom punktowania potrzebny do utrzymania będzie w tym sezonie bardzo wysoki. Jesteśmy już blisko celu, a największa w tym zasługa trenera Daniela Myśliwca, który obejmując Piasta podkreślał wiarę w utrzymanie. Od początku miał pomysł, jak odpowiednio wykorzystać potencjał ludzki w Gliwicach. Cały sztab wykonał bardzo dobrą robotę i gołym okiem widać, jak zmienił się ten zespół od jesiennego meczu w Katowicach. W przerwie zimowej wdrożono pewne zmiany w taktyce, poza tym korzystne okazało się dla nas przełożenie meczów z Legią i Lechem, które ostatecznie wygraliśmy. W zasadzie zmienił się tylko trener, bo zimą nie przeprowadziliśmy większych transferów, natomiast Daniel Myśliwiec potrafił odpowiednio wykorzystać kadrę, jaką zastał w Gliwicach. Swoją drogą podziwiam go, że jesienią zdecydował się wziąć na siebie ten projekt, bo niewielu trenerów byłoby gotowych na takie ryzyko. Nie byliśmy więc świadkami cudu, tylko dobrze wykonanej pracy całego zespołu. Sam przez pewien czas nie wierzyłem, że będziemy w stanie się utrzymać, nawet przed niedawnym meczem z Arką miałem poważne obawy, że w przypadku porażki znów będziemy się świecić na czerwono. Poważnie analizowałem scenariusz naszego spadku, który mam nadzieję ostatecznie się jednak nie wydarzy.
Można znaleźć kilka kluczowych momentów sezonu, które miały największy wpływ na losy Piasta w tej rundzie. Jako pierwszy wskazałbym właśnie nasz jesienny mecz. Co by było gdyby Piast wtedy nie wygrał?
W Katowicach zagraliśmy trzeci mecz pod wodzą Daniela Myśliwca. Wcześniej jechaliśmy do Gdyni, gdzie pierwsza połowa w naszym wykonaniu była słaba, a druga lepsza, choć nie udało się odwrócić wyniku. Potem był jeszcze bezbramkowy, bezbarwny remis z Koroną, więc nie miałem pojęcia, z jakiej strony zaprezentujemy się w Katowicach. Tym bardziej, gdy zobaczyłem skład: Czerwiński posadzony na ławce, Dalmau w ogóle nie było w kadrze, a w rezerwie dwóch bramkarzy. Dziwiłem się tym decyzjom, okazało się jednak, że kadra została dobrze dobrana pod względem planu trenera na tamten mecz. Było widać, że został od dobrany typowo pod rywala: np. Jirka został przestawiony na wahadło, a Twumasi grał bliżej środka. Poza tym czasem potrzebny jest łut szczęścia, bo nasi piłkarze wykazali się nieprzeciętną skutecznością. Dzięki wygranej z GKS-em nabraliśmy rozpędu przed kolejnymi meczami.
Mimo wszystko nie było już tylko „z górki”, bo w trakcie rundy wiosennej przyszły słabsze momenty, jak choćby porażki z Bruk-betem i Pogonią, czyli rywalami do utrzymania. Entuzjazm opadł mocno?
Tak, szczególnie po meczu z Termalicą, który miał być istotnym krokiem w kierunku utrzymania. Tymczasem wyglądaliśmy wtedy strasznie – nie funkcjonowało dosłownie nic i miałem bardzo złe odczucia po tym spotkaniu. Kolejny był mecz z Pogonią, która też nie prezentowała wtedy wysokiej formy. Byłem bardzo ciekawy naszej postawy, tymczasem wyglądaliśmy równie źle jak w Niecieczy. Obawy o utrzymanie wróciły, na szczęście znów dał o sobie znać warsztat trenera, który potrafił podnieść zespół w takiej sytuacji. Mimo że w Gdańsku od 24 minuty graliśmy w dziesięciu po czerwonej kartce Twumasiego, to udało się przywieźć punkt do Gliwic, a kluczowy dla naszych losów był mecz z Arką. Zaczęło się od pudła Dziczka z rzutu karnego, co zwiastowało kolejną katastrofę. Co ciekawe, zabrałem na ten mecz koleżankę, dla której była to pierwsza wizyta na Okrzei. Chciała ona nakręcić wideo z pierwszej bramki dla Piasta, tymczasem będzie miała pamiątkę tak spektakularnego pudła. Nie zniechęciła się jednak i na mecz z GieKSą wybiera się znowu, być może dlatego, że mimo wszystko zespół się podniósł i przekonująco wygrał z Arką.
Kolejny kluczowy moment miał miejsce po 24. kolejce, kiedy gruchnęła wiadomość o poważnej kontuzji Františka Placha, który nie raz, nie dwa, ratował punkty dla Piasta. Były obawy o jego godne zastępstwo?
Kontuzja Placha była kontynuacją serii niefortunnych zdarzeń w tamtym okresie. Najpierw przegraliśmy u siebie z Zagłębiem mecz, który był spokojnie do wygrania. Jak się potem okazało, był to ostatni mecz Placha, który był jednym z naszych najsilniejszych punktów. Najpierw zastąpił go Karol Szymański, który z Jagiellonią zagrał przyzwoicie, jednak potem co najwyżej przeciętnie, najgorzej natomiast z Pogonią. Swoją szansę dostał więc sprowadzony w marcu z Ostrawy Dominik Holec. Miałem obawy o jego formę, bo wcześniej trenował tylko z rezerwami Baníka, jednak jak dotąd prezentuje się całkiem dobrze i na dzisiaj wygrywa rywalizację o miejsce w bramce.
O ile sprawa utrzymania nie jest jeszcze przesądzona, to Piast wielokrotnie napsuł krwi faworytom: dwukrotnie Legii, Lechowi w przełożonym meczu, Rakowowi w Częstochowie, Jagiellonii w Białymstoku, a także GieKSie w Katowicach. Jak więc całościowo oceniasz postawę Piasta w tym sezonie?
Trudno to dzisiaj określić, bo odbiór tego sezonu w stu procentach zależy od utrzymania – jeśli uda się osiągnąć ten cel, to moja ocena będzie pozytywna. W klubie zaszło wiele zmian, czy to personalnych, czy w samym sposobie gry. Również finansowo nieco się odkuliśmy po gorszym okresie, widać też pozytywne zmiany w obszarze marketingu. Przede wszystkim jednak pod względem sportowym widać, że obrany kierunek ma sens i ta drużyna może grać lepiej. Trzeba jednak dowieźć wynik w tym sezonie i kontynuować dobrą pracę w kolejnym.
Jedną z bramek dla Piasta przy Nowej Bukowej zdobył Erik Jirka, który dziś broni barw Trójkolorowych. Jak oceniasz ten transfer i postawę Erika w zespole z Gliwic?
Byłem zaskoczony tym ruchem, aczkolwiek dla nas był to ostatni moment, aby cokolwiek na nim zarobić. Moim zdaniem Erik nie do końca pasował do koncepcji Daniela Myśliwca, bo jest to piłkarz o charakterystyce typowego skrzydłowego, trzymającego się linii, tymczasem trener wymaga więcej zejść do środka, obiegając środkowych pomocników, a nawet napastnika. U nas takimi zawodnikami są Lokilo, Vallejo czy Sanca. Poza tym zapadła mi w pamięci nieskuteczność Jirki, szczególnie w pucharowym meczu z Arką. Jest to jednak zawodnik wykonujący na boisku dużą pracę, gra intensywnie, robi dużo sprintów i dośrodkowań, jednak nie zawsze coś z tego wynikało. Myślę, że lepiej pasuje do modelu, jaki proponuje trener Rafał Górak, w którym może bardziej wyeksponować swoje atuty. Jestem ciekawy, jak rozwinie się jego kariera w Katowicach.
W jakiej formie przed meczem z GieKSą jest Piast? Ostatnie zwycięstwo przy Okrzei, 4:1 z Arką było pokazem waszej siły czy też efektem typowej Arki, która na wyjazdach przegrywa na potęgę?
Piast jest jedną z najgorzej grających u siebie drużyn – niżej jest tylko Bruk-bet Termalica. Stąd też obawiałem się tego meczu. Zagraliśmy jednak dobrze, z odpowiednim zaangażowaniem i wykorzystaliśmy błędy Arki w obronie. Nie wiem, z jakiej strony pokażemy się w niedzielę – obstawiam mecz na remis, bo o ile u siebie gramy średnio, to wy zdecydowanie gorzej prezentujecie się na wyjazdach niż w Katowicach. Jeśli my zagramy podobnie jak z Arką, to jakieś punkty zostaną w Gliwicach. Jeśli jednak będzie gorzej, to w obecnej formie jesteście w stanie wykorzystać nasze słabości.
W Gliwicach pokazaliście formę strzelecką, ale my nie pozostaliśmy dłużni, pakując ostatnio pięć goli Termalice. Możemy się więc nastawiać na strzelaninę przy Okrzei?
Chciałbym, żeby tak było. Po to chodzi się na mecze, aby czuć te emocje po golach. Remis 4:4 biorę w ciemno. Solidna gra w obronie nie jest dzisiaj naszą wizytówką, pokazujemy za to więcej walorów ofensywnych. Liczę więc na dobre widowisko z obu stron i sporo bramek. Obie drużyny są dziś w odpowiedniej dyspozycji, aby nam takie widowisko zapewnić.
Jaki więc wynik obstawiasz?
Niech będzie 3:3.
Jesienią Przemek dość celnie, jak się wydaje, wytypował ekipy, kosztem których Piast może się utrzymać w Ekstraklasie, mianowicie Bruk-bet i Arkę. Kto jako trzeci dołączy do tego grona i jak się ułoży tabela na górze?
Termalica i Arka to moim zdaniem pewniaki do spadku, mimo że po cichu kibicuję Arce, bo polubiłem Marka prowadzącego ich podkast, którego byłem gościem. Obiektywnie jednak wątpię, że żółto-niebiescy zdołają uniknąć spadku. Co do ostatniego typu mam zagwozdkę, bo Lechia ostatnio strasznie dołuje i bez tych pięciu punktów mogą jeszcze spaść. Najbardziej życzę jednak spadku Widzewowi, bo piłkarsko wyglądają fatalnie, poza tym przyda im się oczyścić struktury w klubie. Wokół spadku mogą się też zakręcić Cracovia i Korona, która właśnie przegrywa z Rakowem. Kluczem do wyłonienia ostatniego spadkowicza może być to, jak kluby poradzą sobie z problemami wewnętrznymi, bo każdy z wymienionych ma ich ostatnio sporo. Z kolei na górze pewny mistrzostwa może być Lech, tuż za nim Górnik, a na dalszych miejscach Raków i GKS. Uważam natomiast, że z pierwszej piątki wypadnie Jagiellonia, bo od wielu tygodni zaliczają wyraźny overperformance i w końcu muszą pójść w dół. Ich słabszą formę wykorzysta z kolei Zagłębie, ewentualnie Wisła Płock. Multiliga w tym sezonie będzie wyjątkowo ciekawa.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze