Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: kadrowa kołdra może być za krótka
Już jutro rozegramy w Katowicach derbowe spotkanie z Piastem Gliwice. Nasi rywale zanotowali równie obiecujące wejście w sezon co GKS, notując dwa zwycięstwa. O ocenę potencjału sportowego Piasta, sytuację sportową i organizacyjną oraz przewidywania przed najbliższym meczem zapytaliśmy Kacpra Wójtowicza z redakcji serwisu PiastInfo.
Sporo krytyki spada ostatnio pod adresem klubów zarządzanych przez miejskie samorządy, głównie za sprawą Śląska Wrocław. Tymczasem Piast udowodnił, że można zbudować zespół na miarę Mistrzostwa Polski głównie z kasy miasta. Jaka jest recepta na sukces klubu miejskiego?
Zaletą klubów miejskich jest niewątpliwie stabilizacja. Natknąłem się gdzieś na statystykę, że Piast ma jedną z najstabilniejszych kadr w Europie. Większość piłkarzy gra u nas od trzech lat, a niektórzy nawet znacznie dłużej. Za czasów Bogdania Wilka (były dyrektor sportowy Piasta – przyp. red) transferów nie było aż tak wiele, przez co drużyna była zgrana. To pomaga szczególnie w defensywie. Ponadto, trzeba sobie powiedzieć, że w Gliwicach nie ma dużej presji. Kibiców jest mniej w porównaniu do innych śląskich klubów. Niektórzy z tego drwią, ale taka sytuacja pomaga piłkarzom, szczególnie gdy przychodzą tu, aby odbudować formę. Nikt nie wymaga złotych gór i nawet gdy przychodzi słabszy sezon, to nie ma gwałtownych ruchów. Wystarczy przypomnieć, że Waldemar Fornalik swój pierwszy sezon w Gliwicach zakończył tuż nad kreską, z jednym punktem przewagi nad strefą spadkową. Tymczasem rok później zdobył mistrzostwo.
Model zarządzania klubem miejskim ma jednak swoje wady. Największą z nich jest nierozsądne wydawanie pieniędzy, a jeśli ich zabraknie, to dosypie się z miejskiej skarbonki. Niedawno okazało się, że jest to też problem Piasta.
Do pewnego momentu wydawało się, że pod względem wysokości kontraktów piłkarzy i terminowości w ich wypłacaniu wszystko było jak trzeba. Przyczyn kłopotów finansowych Piasta można się doszukiwać m.in. w małych przychodach z dnia meczowego. Klub pracuje nad poprawą frekwencji i kieruje marketing w stronę dzieci, które są zapraszane na mecze i organizowane są dla nich różne atrakcje. Jest to inwestycja w przyszłość, tymczasem już dziś trzeba szukać sposobów na pokrycie wynagrodzeń. Były lata, gdy budżet na pensje sięgał 80-90% ogółu wydatków. Więcej w lidze wydawał tylko Śląsk. Paradoksalnie, przyczyną tego stanu rzeczy było mistrzostwo i medale Mistrzostw Polski, bo po takich sukcesach trudno utrzymać zawodników na takich samych kontraktach, skoro swoją postawą zapracowali na podwyżki. W pewnym momencie przelicytowano niektóre kontrakty i pojawiła się dziura w budżecie. Próbowano ją łatać podwyżką cen karnetów i biletów, co nie spotkało się z pozytywnym odbiorem kibiców i na trybunach były pustki. Wtedy myślano, że skoro gramy o mistrzostwo, to ludzie sami przyjdą. Dopiero kolejne zmiany w zarządzie przełożyły się na zmianę podejścia do kibiców: ceny biletów są przystępne, pojawiły się akcje promocyjne na mieście i klub przestał się izolować od kibiców.
Jaki styl gry prezentuje Piast?
Model gry jest niezmienny od lat i pod ten system sprowadzani są piłkarze. Piast bazuje na solidnej pracy całej drużyny w defensywie. Drużyna traci mało bramek i gra dobrze pressingiem. Ponadto nasi piłkarze dobrze czują się w grze z piłką przy nodze. Warto zwrócić uwagę, że w drużynie jest wielu Polaków, mimo że w przeszłości ta równowaga między Polakami a obcokrajowcami w drużynie nie zawsze była zachowana. Trener Vukovic też dostał dużo czasu i zaufania i to procentuje. Z resztą u was jest podobnie – trener Górak, mimo różnych zawirowań po drodze, nie stracił zaufania zarządu i dzisiaj jesteście w Ekstraklasie. Moim zdaniem kluczowa jest długofalowa wizja rozwoju klubu, wdrażana przez dyrektora sportowego i trenera, których nie zwalnia się przy pierwszym kryzysie. Poza tym, z tego co wiem, atmosfera w szatni jest bardzo dobra. Piłkarze się zwyczajnie lubią, dobrze się ze sobą czują, często też spędzają razem czas poza pracą. W naszej szatni widnieje hasło: „ciężka praca zawsze się obroni” i moim zdaniem nie jest to pusty slogan. Można dostrzec ten kult pracy w drużynie, trener Vukovic mocno stawia na tych piłkarzy, których ma, przez co transferów nie jest aż tak wiele. Każdy dostaje czas, aby zapracować na swoją pozycję w drużynie.
Jakie są największe atuty drużyny?
Na pewno wskazałbym na przygotowanie fizyczne. Zazwyczaj wiosną gramy dobrze, co pokazuje, że okres przygotowawczy został właściwie przepracowany. Ponadto naszą silną bronią są stałe fragmenty gry. Mamy też rękę do bramkarzy, bo zarówno František Plach, jak i jego poprzednicy, byli zawsze naszym mocnym punktem. Piłkarze wiedzą, że w sztabie są specjaliści w swoich dziedzinach.
Sposobem na podreperowanie klubowego budżetu jest sprzedaż piłkarzy. Tymczasem Piast ma z tym sporo problemów.
Ówczesny dyrektor sportowy Bogdan Wilk udzielił kiedyś wywiadu, w którym stwierdził, że Piast powinien więcej zarabiać na transferach. To nie zawsze się udawało, bo moim zdaniem decydowano się na nie za późno. Przykładem jest Ariel Mosór – gdyby sprzedano go pół roku wcześniej, zarobilibyśmy znacznie więcej. Inni, jak Felix, odchodzili zupełnie za darmo. Ciekawy jest też przypadek Arkadiusza Pyrki.
O tym zawodniku sporo się ostatnio mówi. Jaka jest obecnie jego sytuacja?
Z tego co słyszałem, Pyrka nie zagra już w Piaście. Mówi się, że jest rozczarowany, bo nie dostał podwyżki kontraktu, jaką mu obiecywano, a z tego, co słyszałem, jego kontrakt przedłużył się automatycznie po wypełnieniu klauzuli dotyczącej liczby rozegranych minut. Sytuacja jest patowa, bo z jednej strony nie ma kim zastąpić Pyrki, a z drugiej klub ma problemy finansowe i sprzedaż zawodnika mogłaby tu pomóc. Dziś cierpi zarówno piłkarz, jak i klub. W kwestii transferów jest dużo do poprawy, bo Piast nie potrafi się rozstawać z piłkarzami. Kolejnym przykładem może być Alberto Toril, którego swego czasu przesunięto do rezerw, za co piłkarz wytoczył klubowi proces przed organami FIFA i wygrał duże pieniądze. Na takich ruchach cierpią zarówno finanse, jak i wizerunek klubu.
Jest jeszcze szansa na transfer Pyrki w tym okienku?
Czytałem jego wypowiedź, że nie zdecydował się na transfer do Legii, bo chciałby mieć pewniejsze szanse na grę w podstawowym składzie, a w Warszawie na jego pozycji gra Paweł Wszołek. Równie mocno pozycje prawego obrońcy i wahadłowego są obsadzone w Lechu i Rakowie, a za granicą okno transferowe jest już zamknięte. Sytuacja jest patowa, bo żaden z tych większych klubów nie musi go kupować już teraz. Pozycja negocjacyjna Piasta nie jest więc zbyt mocna, dlatego być może Pyrka zostanie w Gliwicach, co dla Piasta będzie problemem, bo nie do końca wiadomo, co z nim zrobić. Na jego pozycji może grać pozyskany zimą z Lille Akim Zedadka. Szanse, że Pyrka zagra w Katowicach, są raczej nikłe.
O co gra Piast w tym sezonie?
Trudno powiedzieć, jakie cele zostały postawione przed zarządem. Miasto na pewno chce mieć sport na najwyższym poziomie, bo oprócz Piasta inwestuje też w koszykówkę w najwyższej lidze. Dlatego uważam, że będą chcieli uniknąć sytuacji, że Piast utonie w przeciętności. Natomiast na dzień dzisiejszy brakuje zaplecza w postaci infrastruktury. W pewnym momencie po prostu zabrakło pomysłu na rozwój – po zdobyciu medali Mistrzostw Polski nie wykonano kolejnego kroku w przód. Można było lepiej spożytkować te sukcesy. Dziś sami nie wiemy, o co gra Piast. Trener i niektórzy zawodnicy grają o przedłużenie kontraktów, ale trudno wskazać konkretne cele sportowe klubu. Ważny jest na pewno Puchar Polski, bo droga na Narodowy jest już dość krótka. Brakuje jednak jasnych deklaracji zarządu, który dziś bardziej koncentruje się na kwestiach finansowych i organizacyjnych.
Pewną wskazówką jeśli chodzi o cele Piasta mogą być zimowe transfery, które mogą robić wrażenie. Mało kto wzmacnia się piłkarzami, którzy jeszcze jesienią grali w europejskich pucharach.
Transfery, takie jak Jirka, Gale i Zedadka, na papierze wyglądają solidnie, ale prawdę mówiąc ci piłkarze nie grali jesienią zbyt wiele. Gale wraca do formy po kontuzji więzadeł, więc jego postawa jest na razie zagadką. Nowi zawodnicy mają wzmocnić nasze skrzydła, gdzie moim zdaniem brakowało szybkości. Potrzeba więcej opcji w ataku, pewnego powiewu świeżości. Tak jak mówiłem, stabilność składu jest dużym atutem, ale trzeba czasem dołożyć coś nowego. W pewnym momencie w Gliwicach tego zabrakło.
Na ocenę wzmocnień trzeba jeszcze poczekać, natomiast już dziś można powiedzieć, że zawodnicy, którzy odeszli z Piasta jesienią, to dla was duże osłabienie.
Dość powiedzieć, że pod względem liczby kluczowych podań Michael Ameyaw do dziś jest w czołowej trójce Piasta, mimo że nie gra tu od sierpnia. To pokazuje, jak wielkim osłabieniem ofensywy było jego odejście. Próbowano łatać tą dziurę ściągnięciem Katsantonisa, ale mnie osobiście ten piłkarz rozczarował. Odejście Mosóra również się przeciągało i można było lepiej przeprowadzić te transfery, zarówno pod względem zarobku dla klubu, jak i pozyskania ich zastępców. Moim zdaniem dlatego nie mamy dziś narzędzi, aby stosować różne warianty gry: gdy nie wychodzi plan A, trudno nam cokolwiek zmienić, aby odwrócić losy meczu. To też kamyczek do ogródka trenera, bo moim zdaniem powinien lepiej zarządzać drużyną w takich sytuacjach.
Na domiar złego w tym tygodniu poważnej kontuzji doznał Katsantonis, na którym opierała się ofensywa Piasta. Jakie macie alternatywy?
Katsantonis jako napastnik zwykle grał dość głęboko, cofając się do rozegrania. Zaliczył na przykład asystę przy bramce Jirki, zagrywając mu piłkę sprzed pola karnego. Z kolei Maciej Rosołek gra zupełnie inaczej – nie rozgrywa piłki i jest słabszy fizycznie. Jest jeszcze Piasecki, ale na dzień dzisiejszy to cień piłkarza. Dlatego być może w niedzielę w ataku zagra Felix, a na skrzydle zagra ktoś inny, na przykład Thierry Gale. Na pewno będziemy grać inaczej niż z Katsantonisem w składzie.
Częścią zespołu, który zdobywał w Gliwicach Mistrzostwo Polski, był Mateusz Mak. Rok później do drużyny dołączył Sebastian Milewski. Jak wspominasz tych zawodników?
Nie mam zbyt dobrej pamięci do piłkarzy, ale wydaje mi się, że Mak pełnił bardziej rolę zmiennika. Nie miał łatwego zadania w walce o pierwszy skład, bo rywalizował z Felixem i Badią, mimo to zagrał sporo meczów (20 – przyp. red.), ale nie był wiodącą postacią drużyny w tamtym okresie. Z kolei Sebastian Milewski trafił do nas w 2019 r. po spadku z Zagłębiem Sosnowiec. Co ciekawe, u nas grał na skrzydle, co wynikało z ówczesnych przepisów o konieczności gry młodzieżowca. Milewski był naszym najlepszym młodzieżowcem, ale nie było dla niego miejsca w środku pola, więc grał na skrzydle. Po dwóch sezonach odszedł do Arki i szczerze mówiąc spodziewałem się, że przepadnie w I lidze. Tymczasem prezentował się bardzo dobrze i jestem pozytywnie zaskoczony, że wrócił do Ekstraklasy w waszych barwach.
Trzecim piłkarzem, który łączy nasze kluby jest Tomasz Mokwa, wypożyczony z Piasta do Katowic w sezonie 2017/2018.
Jest to ciekawy przykład zawodnika, który w Gliwicach gra od dziesięciu sezonów, pełniąc rolę solidnego zmiennika. Nie zapewni żadnych fajerwerków, ale też niczego nie zawali. W każdej drużynie potrzebny jest zawodnik, który wejdzie z ławki, kiedy trzeba, a przy tym nie narzeka na swoją rolę. Może być swego rodzaju wzorem dla innych, szczególnie młodszych zawodników, że może nie trzeba mieć wielkiego talentu, ale sumiennie pracując można zaznaczyć swoją obecność w Ekstraklasie, choćby tylko dwa razy w ciągu sezonu.
Piast doskonale rozpoczął tegoroczne rozgrywki, od zwycięstw ze Śląskiem i Legią. Jesteście w stanie utrzymać takie tempo?
Początek rundy jest obiecujący, ale obawiam się, że z upływem czasu nasza kadrowa kołdra może okazać się za krótka. Będą pauzy za kartki – w Katowicach nie zagra Kostadinov, są kontuzje jak u Katsantonisa i robi się problem. Czy w takiej sytuacji uda się utrzymać poziom sportowy? Mam poważne wątpliwości. Mimo to uważam, że uda się obronić miejsce w górnej połowie tabeli.
O ile mecz we Wrocławiu wygraliście w dużej mierze słabością rywala, to nad zwycięstwem z Legią nie można ot tak przejść do porządku dziennego. Jak wyglądał ten mecz?
W mojej ocenie kontrolowaliśmy to spotkanie, a gdy tej kontroli brakowało, to ratował nas Plach, który obronił w trzech trudnych sytuacjach. Poza tym udało się zneutralizować atuty Legii. Duża w tym zasługa trenera Vukovica, który za każdym razem świetnie rozpracowuje tego rywala. Piast bardzo dobrze bronił i wyprowadzał groźne kontry. Bramka padła po stałym fragmencie, co powoli staje się naszym znakiem firmowym. Moim zdaniem nasze zwycięstwo, choć niespodziewane, było zasłużone. Zadziałały schematy ćwiczone na treningach, co na pewno doda drużynie pewności siebie.
Nasze zespoły spotkały się jesienią już w czwartej kolejce. W Gliwicach padł remis 2:2. Taki wynik z beniaminkiem był dla was rozczarowaniem?
Na początku obecnego sezonu graliśmy dobrze, natomiast traciliśmy punkty z Cracovią i Legią. Tymczasem z GKS-em zagraliśmy chyba najsłabiej, ale wystarczyło to na remis. Wy natomiast zaprezentowaliście się bardzo dobrze i zastanawiałem się wtedy, dlaczego z taką grą macie tak mało punktów. Była to jednak wczesna faza sezonu i w miarę upływu czasu wasza dobra postawa przełożyła się na miejsce w tabeli. Sprawiliście nam dużo problemów, dlatego byliśmy raczej zadowoleni z tego remisu. Obie drużyny stworzyły dobre widowisko, padło dużo goli, poza tym atmosfera była dobra, z pełnym sektorem kibiców gości.
Jak twoim zdaniem będzie wyglądał nasz niedzielny mecz?
Bez Katsantonisa w ataku nasza gra będzie wyglądać inaczej niż dotychczas, a z wami każdemu gra się ciężko. Mimo to liczę, że nasz mecz będzie podobny do tego z jesieni. Doceniam pod względem taktycznym zamknięte mecze, ale wolę oglądać drużyny ofensywne, nastawione na wymianę ciosów. Liczę, że z dobrej strony pokaże się nasza nowa ofensywa. Staną naprzeciw siebie dwa zespoły pewne swoich umiejętności, o określonym stylu gry. Stawiam na remis bramkowy – niech będzie 1:1.
Na koniec zapytam o gliwickich kibiców. Na ostatnim meczu z Legią na trybunach przy Okrzei zasiadło ponad 8 tysięcy widzów. Jak oceniasz potencjał Piasta na regularne zapełnianie waszego stadionu?
Moim zdaniem realny potencjał frekwencyjny Piasta to na dziś ok. 6 tysięcy kibiców na każdym, nawet słabszym meczu. Zdarzały się mecze, gdy było nas znacznie mniej, a to nie przystaje do standardów Ekstraklasy. Klub podejmuje działania profrekwencyjne i to pomaga. W dłuższej perspektywie taka inwestycja na pewno się zwróci.
W Katowicach sektor gości wypełni się waszymi kibicami, którzy – co ciekawe – przyjadą do Katowic za darmo. Kim jest „tajemniczy” sponsor?
Maciek Rosołek zadeklarował pokrycie kosztów transportu kibiców na mecz do Katowic. Pozytywnie oceniam tą akcję, bo Rosołek zbierał ostatnio sporo krytyki pod swoim adresem. Myślę, że pomoże mu to poprawić relacje z kibicami. Kibice dobrze pokazali się na ostatnim meczu z Legią i można potraktować taki gest jako swego rodzaju podziękowanie za wsparcie z trybun.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Najnowsze komentarze