Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: kadrowa kołdra może być za krótka
Już jutro rozegramy w Katowicach derbowe spotkanie z Piastem Gliwice. Nasi rywale zanotowali równie obiecujące wejście w sezon co GKS, notując dwa zwycięstwa. O ocenę potencjału sportowego Piasta, sytuację sportową i organizacyjną oraz przewidywania przed najbliższym meczem zapytaliśmy Kacpra Wójtowicza z redakcji serwisu PiastInfo.
Sporo krytyki spada ostatnio pod adresem klubów zarządzanych przez miejskie samorządy, głównie za sprawą Śląska Wrocław. Tymczasem Piast udowodnił, że można zbudować zespół na miarę Mistrzostwa Polski głównie z kasy miasta. Jaka jest recepta na sukces klubu miejskiego?
Zaletą klubów miejskich jest niewątpliwie stabilizacja. Natknąłem się gdzieś na statystykę, że Piast ma jedną z najstabilniejszych kadr w Europie. Większość piłkarzy gra u nas od trzech lat, a niektórzy nawet znacznie dłużej. Za czasów Bogdania Wilka (były dyrektor sportowy Piasta – przyp. red) transferów nie było aż tak wiele, przez co drużyna była zgrana. To pomaga szczególnie w defensywie. Ponadto, trzeba sobie powiedzieć, że w Gliwicach nie ma dużej presji. Kibiców jest mniej w porównaniu do innych śląskich klubów. Niektórzy z tego drwią, ale taka sytuacja pomaga piłkarzom, szczególnie gdy przychodzą tu, aby odbudować formę. Nikt nie wymaga złotych gór i nawet gdy przychodzi słabszy sezon, to nie ma gwałtownych ruchów. Wystarczy przypomnieć, że Waldemar Fornalik swój pierwszy sezon w Gliwicach zakończył tuż nad kreską, z jednym punktem przewagi nad strefą spadkową. Tymczasem rok później zdobył mistrzostwo.
Model zarządzania klubem miejskim ma jednak swoje wady. Największą z nich jest nierozsądne wydawanie pieniędzy, a jeśli ich zabraknie, to dosypie się z miejskiej skarbonki. Niedawno okazało się, że jest to też problem Piasta.
Do pewnego momentu wydawało się, że pod względem wysokości kontraktów piłkarzy i terminowości w ich wypłacaniu wszystko było jak trzeba. Przyczyn kłopotów finansowych Piasta można się doszukiwać m.in. w małych przychodach z dnia meczowego. Klub pracuje nad poprawą frekwencji i kieruje marketing w stronę dzieci, które są zapraszane na mecze i organizowane są dla nich różne atrakcje. Jest to inwestycja w przyszłość, tymczasem już dziś trzeba szukać sposobów na pokrycie wynagrodzeń. Były lata, gdy budżet na pensje sięgał 80-90% ogółu wydatków. Więcej w lidze wydawał tylko Śląsk. Paradoksalnie, przyczyną tego stanu rzeczy było mistrzostwo i medale Mistrzostw Polski, bo po takich sukcesach trudno utrzymać zawodników na takich samych kontraktach, skoro swoją postawą zapracowali na podwyżki. W pewnym momencie przelicytowano niektóre kontrakty i pojawiła się dziura w budżecie. Próbowano ją łatać podwyżką cen karnetów i biletów, co nie spotkało się z pozytywnym odbiorem kibiców i na trybunach były pustki. Wtedy myślano, że skoro gramy o mistrzostwo, to ludzie sami przyjdą. Dopiero kolejne zmiany w zarządzie przełożyły się na zmianę podejścia do kibiców: ceny biletów są przystępne, pojawiły się akcje promocyjne na mieście i klub przestał się izolować od kibiców.
Jaki styl gry prezentuje Piast?
Model gry jest niezmienny od lat i pod ten system sprowadzani są piłkarze. Piast bazuje na solidnej pracy całej drużyny w defensywie. Drużyna traci mało bramek i gra dobrze pressingiem. Ponadto nasi piłkarze dobrze czują się w grze z piłką przy nodze. Warto zwrócić uwagę, że w drużynie jest wielu Polaków, mimo że w przeszłości ta równowaga między Polakami a obcokrajowcami w drużynie nie zawsze była zachowana. Trener Vukovic też dostał dużo czasu i zaufania i to procentuje. Z resztą u was jest podobnie – trener Górak, mimo różnych zawirowań po drodze, nie stracił zaufania zarządu i dzisiaj jesteście w Ekstraklasie. Moim zdaniem kluczowa jest długofalowa wizja rozwoju klubu, wdrażana przez dyrektora sportowego i trenera, których nie zwalnia się przy pierwszym kryzysie. Poza tym, z tego co wiem, atmosfera w szatni jest bardzo dobra. Piłkarze się zwyczajnie lubią, dobrze się ze sobą czują, często też spędzają razem czas poza pracą. W naszej szatni widnieje hasło: „ciężka praca zawsze się obroni” i moim zdaniem nie jest to pusty slogan. Można dostrzec ten kult pracy w drużynie, trener Vukovic mocno stawia na tych piłkarzy, których ma, przez co transferów nie jest aż tak wiele. Każdy dostaje czas, aby zapracować na swoją pozycję w drużynie.
Jakie są największe atuty drużyny?
Na pewno wskazałbym na przygotowanie fizyczne. Zazwyczaj wiosną gramy dobrze, co pokazuje, że okres przygotowawczy został właściwie przepracowany. Ponadto naszą silną bronią są stałe fragmenty gry. Mamy też rękę do bramkarzy, bo zarówno František Plach, jak i jego poprzednicy, byli zawsze naszym mocnym punktem. Piłkarze wiedzą, że w sztabie są specjaliści w swoich dziedzinach.
Sposobem na podreperowanie klubowego budżetu jest sprzedaż piłkarzy. Tymczasem Piast ma z tym sporo problemów.
Ówczesny dyrektor sportowy Bogdan Wilk udzielił kiedyś wywiadu, w którym stwierdził, że Piast powinien więcej zarabiać na transferach. To nie zawsze się udawało, bo moim zdaniem decydowano się na nie za późno. Przykładem jest Ariel Mosór – gdyby sprzedano go pół roku wcześniej, zarobilibyśmy znacznie więcej. Inni, jak Felix, odchodzili zupełnie za darmo. Ciekawy jest też przypadek Arkadiusza Pyrki.
O tym zawodniku sporo się ostatnio mówi. Jaka jest obecnie jego sytuacja?
Z tego co słyszałem, Pyrka nie zagra już w Piaście. Mówi się, że jest rozczarowany, bo nie dostał podwyżki kontraktu, jaką mu obiecywano, a z tego, co słyszałem, jego kontrakt przedłużył się automatycznie po wypełnieniu klauzuli dotyczącej liczby rozegranych minut. Sytuacja jest patowa, bo z jednej strony nie ma kim zastąpić Pyrki, a z drugiej klub ma problemy finansowe i sprzedaż zawodnika mogłaby tu pomóc. Dziś cierpi zarówno piłkarz, jak i klub. W kwestii transferów jest dużo do poprawy, bo Piast nie potrafi się rozstawać z piłkarzami. Kolejnym przykładem może być Alberto Toril, którego swego czasu przesunięto do rezerw, za co piłkarz wytoczył klubowi proces przed organami FIFA i wygrał duże pieniądze. Na takich ruchach cierpią zarówno finanse, jak i wizerunek klubu.
Jest jeszcze szansa na transfer Pyrki w tym okienku?
Czytałem jego wypowiedź, że nie zdecydował się na transfer do Legii, bo chciałby mieć pewniejsze szanse na grę w podstawowym składzie, a w Warszawie na jego pozycji gra Paweł Wszołek. Równie mocno pozycje prawego obrońcy i wahadłowego są obsadzone w Lechu i Rakowie, a za granicą okno transferowe jest już zamknięte. Sytuacja jest patowa, bo żaden z tych większych klubów nie musi go kupować już teraz. Pozycja negocjacyjna Piasta nie jest więc zbyt mocna, dlatego być może Pyrka zostanie w Gliwicach, co dla Piasta będzie problemem, bo nie do końca wiadomo, co z nim zrobić. Na jego pozycji może grać pozyskany zimą z Lille Akim Zedadka. Szanse, że Pyrka zagra w Katowicach, są raczej nikłe.
O co gra Piast w tym sezonie?
Trudno powiedzieć, jakie cele zostały postawione przed zarządem. Miasto na pewno chce mieć sport na najwyższym poziomie, bo oprócz Piasta inwestuje też w koszykówkę w najwyższej lidze. Dlatego uważam, że będą chcieli uniknąć sytuacji, że Piast utonie w przeciętności. Natomiast na dzień dzisiejszy brakuje zaplecza w postaci infrastruktury. W pewnym momencie po prostu zabrakło pomysłu na rozwój – po zdobyciu medali Mistrzostw Polski nie wykonano kolejnego kroku w przód. Można było lepiej spożytkować te sukcesy. Dziś sami nie wiemy, o co gra Piast. Trener i niektórzy zawodnicy grają o przedłużenie kontraktów, ale trudno wskazać konkretne cele sportowe klubu. Ważny jest na pewno Puchar Polski, bo droga na Narodowy jest już dość krótka. Brakuje jednak jasnych deklaracji zarządu, który dziś bardziej koncentruje się na kwestiach finansowych i organizacyjnych.
Pewną wskazówką jeśli chodzi o cele Piasta mogą być zimowe transfery, które mogą robić wrażenie. Mało kto wzmacnia się piłkarzami, którzy jeszcze jesienią grali w europejskich pucharach.
Transfery, takie jak Jirka, Gale i Zedadka, na papierze wyglądają solidnie, ale prawdę mówiąc ci piłkarze nie grali jesienią zbyt wiele. Gale wraca do formy po kontuzji więzadeł, więc jego postawa jest na razie zagadką. Nowi zawodnicy mają wzmocnić nasze skrzydła, gdzie moim zdaniem brakowało szybkości. Potrzeba więcej opcji w ataku, pewnego powiewu świeżości. Tak jak mówiłem, stabilność składu jest dużym atutem, ale trzeba czasem dołożyć coś nowego. W pewnym momencie w Gliwicach tego zabrakło.
Na ocenę wzmocnień trzeba jeszcze poczekać, natomiast już dziś można powiedzieć, że zawodnicy, którzy odeszli z Piasta jesienią, to dla was duże osłabienie.
Dość powiedzieć, że pod względem liczby kluczowych podań Michael Ameyaw do dziś jest w czołowej trójce Piasta, mimo że nie gra tu od sierpnia. To pokazuje, jak wielkim osłabieniem ofensywy było jego odejście. Próbowano łatać tą dziurę ściągnięciem Katsantonisa, ale mnie osobiście ten piłkarz rozczarował. Odejście Mosóra również się przeciągało i można było lepiej przeprowadzić te transfery, zarówno pod względem zarobku dla klubu, jak i pozyskania ich zastępców. Moim zdaniem dlatego nie mamy dziś narzędzi, aby stosować różne warianty gry: gdy nie wychodzi plan A, trudno nam cokolwiek zmienić, aby odwrócić losy meczu. To też kamyczek do ogródka trenera, bo moim zdaniem powinien lepiej zarządzać drużyną w takich sytuacjach.
Na domiar złego w tym tygodniu poważnej kontuzji doznał Katsantonis, na którym opierała się ofensywa Piasta. Jakie macie alternatywy?
Katsantonis jako napastnik zwykle grał dość głęboko, cofając się do rozegrania. Zaliczył na przykład asystę przy bramce Jirki, zagrywając mu piłkę sprzed pola karnego. Z kolei Maciej Rosołek gra zupełnie inaczej – nie rozgrywa piłki i jest słabszy fizycznie. Jest jeszcze Piasecki, ale na dzień dzisiejszy to cień piłkarza. Dlatego być może w niedzielę w ataku zagra Felix, a na skrzydle zagra ktoś inny, na przykład Thierry Gale. Na pewno będziemy grać inaczej niż z Katsantonisem w składzie.
Częścią zespołu, który zdobywał w Gliwicach Mistrzostwo Polski, był Mateusz Mak. Rok później do drużyny dołączył Sebastian Milewski. Jak wspominasz tych zawodników?
Nie mam zbyt dobrej pamięci do piłkarzy, ale wydaje mi się, że Mak pełnił bardziej rolę zmiennika. Nie miał łatwego zadania w walce o pierwszy skład, bo rywalizował z Felixem i Badią, mimo to zagrał sporo meczów (20 – przyp. red.), ale nie był wiodącą postacią drużyny w tamtym okresie. Z kolei Sebastian Milewski trafił do nas w 2019 r. po spadku z Zagłębiem Sosnowiec. Co ciekawe, u nas grał na skrzydle, co wynikało z ówczesnych przepisów o konieczności gry młodzieżowca. Milewski był naszym najlepszym młodzieżowcem, ale nie było dla niego miejsca w środku pola, więc grał na skrzydle. Po dwóch sezonach odszedł do Arki i szczerze mówiąc spodziewałem się, że przepadnie w I lidze. Tymczasem prezentował się bardzo dobrze i jestem pozytywnie zaskoczony, że wrócił do Ekstraklasy w waszych barwach.
Trzecim piłkarzem, który łączy nasze kluby jest Tomasz Mokwa, wypożyczony z Piasta do Katowic w sezonie 2017/2018.
Jest to ciekawy przykład zawodnika, który w Gliwicach gra od dziesięciu sezonów, pełniąc rolę solidnego zmiennika. Nie zapewni żadnych fajerwerków, ale też niczego nie zawali. W każdej drużynie potrzebny jest zawodnik, który wejdzie z ławki, kiedy trzeba, a przy tym nie narzeka na swoją rolę. Może być swego rodzaju wzorem dla innych, szczególnie młodszych zawodników, że może nie trzeba mieć wielkiego talentu, ale sumiennie pracując można zaznaczyć swoją obecność w Ekstraklasie, choćby tylko dwa razy w ciągu sezonu.
Piast doskonale rozpoczął tegoroczne rozgrywki, od zwycięstw ze Śląskiem i Legią. Jesteście w stanie utrzymać takie tempo?
Początek rundy jest obiecujący, ale obawiam się, że z upływem czasu nasza kadrowa kołdra może okazać się za krótka. Będą pauzy za kartki – w Katowicach nie zagra Kostadinov, są kontuzje jak u Katsantonisa i robi się problem. Czy w takiej sytuacji uda się utrzymać poziom sportowy? Mam poważne wątpliwości. Mimo to uważam, że uda się obronić miejsce w górnej połowie tabeli.
O ile mecz we Wrocławiu wygraliście w dużej mierze słabością rywala, to nad zwycięstwem z Legią nie można ot tak przejść do porządku dziennego. Jak wyglądał ten mecz?
W mojej ocenie kontrolowaliśmy to spotkanie, a gdy tej kontroli brakowało, to ratował nas Plach, który obronił w trzech trudnych sytuacjach. Poza tym udało się zneutralizować atuty Legii. Duża w tym zasługa trenera Vukovica, który za każdym razem świetnie rozpracowuje tego rywala. Piast bardzo dobrze bronił i wyprowadzał groźne kontry. Bramka padła po stałym fragmencie, co powoli staje się naszym znakiem firmowym. Moim zdaniem nasze zwycięstwo, choć niespodziewane, było zasłużone. Zadziałały schematy ćwiczone na treningach, co na pewno doda drużynie pewności siebie.
Nasze zespoły spotkały się jesienią już w czwartej kolejce. W Gliwicach padł remis 2:2. Taki wynik z beniaminkiem był dla was rozczarowaniem?
Na początku obecnego sezonu graliśmy dobrze, natomiast traciliśmy punkty z Cracovią i Legią. Tymczasem z GKS-em zagraliśmy chyba najsłabiej, ale wystarczyło to na remis. Wy natomiast zaprezentowaliście się bardzo dobrze i zastanawiałem się wtedy, dlaczego z taką grą macie tak mało punktów. Była to jednak wczesna faza sezonu i w miarę upływu czasu wasza dobra postawa przełożyła się na miejsce w tabeli. Sprawiliście nam dużo problemów, dlatego byliśmy raczej zadowoleni z tego remisu. Obie drużyny stworzyły dobre widowisko, padło dużo goli, poza tym atmosfera była dobra, z pełnym sektorem kibiców gości.
Jak twoim zdaniem będzie wyglądał nasz niedzielny mecz?
Bez Katsantonisa w ataku nasza gra będzie wyglądać inaczej niż dotychczas, a z wami każdemu gra się ciężko. Mimo to liczę, że nasz mecz będzie podobny do tego z jesieni. Doceniam pod względem taktycznym zamknięte mecze, ale wolę oglądać drużyny ofensywne, nastawione na wymianę ciosów. Liczę, że z dobrej strony pokaże się nasza nowa ofensywa. Staną naprzeciw siebie dwa zespoły pewne swoich umiejętności, o określonym stylu gry. Stawiam na remis bramkowy – niech będzie 1:1.
Na koniec zapytam o gliwickich kibiców. Na ostatnim meczu z Legią na trybunach przy Okrzei zasiadło ponad 8 tysięcy widzów. Jak oceniasz potencjał Piasta na regularne zapełnianie waszego stadionu?
Moim zdaniem realny potencjał frekwencyjny Piasta to na dziś ok. 6 tysięcy kibiców na każdym, nawet słabszym meczu. Zdarzały się mecze, gdy było nas znacznie mniej, a to nie przystaje do standardów Ekstraklasy. Klub podejmuje działania profrekwencyjne i to pomaga. W dłuższej perspektywie taka inwestycja na pewno się zwróci.
W Katowicach sektor gości wypełni się waszymi kibicami, którzy – co ciekawe – przyjadą do Katowic za darmo. Kim jest „tajemniczy” sponsor?
Maciek Rosołek zadeklarował pokrycie kosztów transportu kibiców na mecz do Katowic. Pozytywnie oceniam tą akcję, bo Rosołek zbierał ostatnio sporo krytyki pod swoim adresem. Myślę, że pomoże mu to poprawić relacje z kibicami. Kibice dobrze pokazali się na ostatnim meczu z Legią i można potraktować taki gest jako swego rodzaju podziękowanie za wsparcie z trybun.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Najnowsze komentarze