Hokej Kibice Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Prezydent Nawrocki dostał szal od kibiców GKS-u Katowice
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W trakcie obchodów 44. rocznicy pacyfikacji KWK Wujek kibice GieKSy przekazali okazjonalny szal Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu.
Piłkarki i piłkarze zakończyły rozgrywki ligowej rundy jesiennej. Do treningów drużyny wrócą w styczniu. Klub otrzyma ponad 43 tys. euro ramach programu świadczeń klubowych UEFA Women’s EURO 2025.
Siatkarze w sobotę przegrali 1:3 z zespołem Stali Nysa. Kolejne spotkanie rozegramy we wtorek 23 grudnia o 18:00 w Radomiu z Pierrot Czarnymi. Po 15 kolejkach siatkarze przewodzą w tabeli I ligi z 37 punktami i punktem przewagi nad Stalą Nysa i CUK Aniołami Toruń.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa zwycięskie mecze: z Polonią 5:3 oraz 4:1 z GKS-em Tychy. Następny mecz rozegramy 28 grudnia w ramach Pucharu Polski z Zagłębiem w Krynicy. W niedzielę hokeiści odbyli trening na Rynku w Katowicach.
KIBICE
dziennikzachodni.pl – Prezydent Nawrocki dostał szal od kibiców GKS-u Katowice. Fani GieKSy oddali hołd górnikom kopalni „Wujek”
We wtorek 16 grudnia 2025 roku minęła 44. rocznica pacyfikacji kopalni „Wujek”. Jak co roku o zabitych w czasie tych wydarzeń górnikach pamiętali kibice GKS-u Katowice, którzy przyszli im oddać hołd. Wcześniej fani GieKSy wręczyli okazjonalny szal prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu.
We wtorkowych uroczystościach z okazji 44. rocznicy pacyfikacji kopalni „Wujek” wziął udział prezydent Karol Nawrocki. Górnicy, którzy strajkowali przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, zostali brutalnie spacyfikowani 16 grudnia 1981 roku. Dziewięciu z nich zginęło: Józef Czekalski, Józef Krzysztof Giza, Joachim Gnida, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Jan Stawisiński, Zbigniew Wilk i Zenon Zając. 23 zostało rannych od kul, a wielu odniosło lżejsze obrażenia.
O górnikach pamiętał GKS Katowice. Wieniec pod pomnikiem „Dziewięciu z Wujka” złożył prezes klubu Sławomir Witek. Kibice GieKSy wręczyli prezydentowi okazjonalny szal z napisem „Lata mijają – GieKSiarze pamiętają”. Zaprosili też prezydenta na marcowy mecz z Lechią Gdańsk.
Wieczorem kibice GKS-u Katowice stawili się przed kopalnią „Wujek”, aby oddać hołd górnikom, którzy zginęli od kul w 1981 roku.
„Trzeba świece palić, aby o „Wujku” pamięć ocalić” – brzmiało hasło na transparencie fanów GKS-u Katowice.
Cytat ten jest fragmentem wiersza Mirosława Kańtora „Lekcja historii”, który autor napisał w obozie dla internowanych w Zabrzu-Zaborzu w 1982 roku – wyjaśnili kibice na swojej stronie internetowej.
Piękny hołd kibiców GieKSy dla dzielnych górników z „Wujka” – czytamy na Facebooku klubu z Bukowej.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – UEFA rozdała 9 mln euro klubom za Euro 2025. Wśród beneficjentów także polskie zespoły
UEFA rozdzieliła rekordowe 9 milionów euro dla 103 klubów w ramach programu świadczeń klubowych UEFA Women’s EURO 2025. Wśród klubów, które otrzymają środki finansowe, znalazł się Górnik Łęczna, GKS Katowice oraz Pogoń Szczecin.
UEFA względem poprzednich mistrzostw Starego Kontynentu, które odbyły się w 2022 roku, zwiększyła pulę nagród o 4,5 miliona euro!
Klubu za każdy dzień przebywania zawodniczka na zgrupowaniu reprezentacji otrzymywały 1095 euro. Nagroda naliczana była od liczby dni, które zawodniczka spędziła podczas zgrupowania i turnieju finałowego, a wliczane do tego był – 10 dni okresu przygotowań, czas trwania turnieju oraz jeden dzień podróży.
Najwięcej funduszy popłynęło do zespołów występujących w lidze angielskiej (2 366 295 mln euro), niemieckiej (1 396 125 mln €) oraz włoskiej (1 326 045 mln €).
Najlepiej na wyjeździe zawodniczek na mistrzostwa Europy zarobiła FC Barcelona (567 210 tys. €), Bayern Monachium otrzymał 465 375 tys. €, a na trzecim miejscu znalazła się Chelsea (462 090 tys. €).
Polski kluby otrzymały w subie 87 600 tysięcy euro, a największym beneficjentem okazał się mistrz Polski GKS Katowice, który wzbogaciły się o 43 800 tys. €, na konto Górnika Łęczna i Pogoni Szczecin wpłynęło 21 900 tys. €.
SIATKÓWKA
siatka.org – Sobotnia seria niespodzianek
Ostatnia seria pierwszej części fazy zasadniczej zaplecza PlusLigi sypnęła niespodziankami. Po długiej serii pogromcę znalazły CUK Anioły Toruń. Po raz pierwszy w sezonie po komplet punktów sięgnął SMS PZPS Spała. Kibice w Arenie Katowice pierwszy raz zobaczyli porażkę swojego zespołu. Niespodziewane wyniki przetasowały tabelę PLS 1. Ligi mężczyzn.
[…] W starciu spadkowiczów lepsza Stal
Od początku spotkania pewniej punktowali goście. Po asie Musiała Stal wyszła na prowadzenie 13:10. Przyjezdni nie ustrzegli się prostych błędów i wynik szybko się wyrównał. Do końca trwała walka na styku. Blok na Włodarczyku i błąd Suprelaka zakończyły inauguracyjną partię. Po kolejnym bloku Stal prowadziła 10:7 w drugim secie. Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek, szczególnie w polu zagrywki. Raz za razem punktował Musiał. Poderwać do walki gospodarzy starał się Gibek. W końcówce celnymi zagrywkami popisał się Putkowski. Błąd Domagały dał ostatni punkt Stali.
Po asie Mordyla Stal prowadziła już 5:0 w trzeciej odsłonie. Seria błędów gości zmniejszyła dystans. Dobra postawa na siatce Schmidta pozwoliła GKS-owi wyrównać wynik (12:12). Po wyrównanym fragmencie do głosu doszli gospodarze. Celnie atakował Quiroga. Punkt na wagę przedłużenia meczu zdobył Schmidt. W czwartej odsłonie trwała walka punkt za punkt. Na zagrania Superlaka odpowiadał Schulz. Emocje były do końca. Choć po zagraniu Putkowskiego Stal miała piłkę setową, Superlak przedłużył grę. W walce na przewagi lepsi okazali się goście. Decydujący punkt zdobył Schulz.
GKS Katowice – Stal Nysa 1:3 (23:25, 19:25, 25:22, 27:29)
HOKEJ
hokej.net – Wicemistrz Polski wywozi komplet punktów Bytomia!
W ramach 28. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą Polonia Bytom oraz GKS Katowice. Od pierwszego gwizdka gra była bardzo intensywna i czysta. Szalę zwycięstwa na swoją korzyść przeciągnęli goście odpowiednio reagując na stratę drugiego gola, chociaż emocji nie brakowało do końca spotkania.
Od początku obie drużyny walczyły o przejęcie kontroli nad tempem spotkania, dzięki czemu oglądaliśmy bardzo intensywną i co najważniejsze płynną grę obu ekip. Wraz z upływem czasu na lodzie zaczęła się malować delikatna przewaga niebiesko-czerwonych. Bardzo aktywny był Andriej Bujalski, równie czujny w bramce był Eliasson. Akcje z obu stron były szybkie i składne, jednak brakowało skutecznego wykończenia. Dopiero w 15. minucie spotkania wynik spotkania otworzył Zack Hoffman pokonując ukraińskiego bramkarza.
Stracona bramka zadziałała na zawodników Polonii jak płachta na byka.Gracze beniaminka od razu próbowali odpowiedzieć i udała im się ta sztuka nieco ponad minutę po stracie gola. Ošenieks wypuścił na lewym skrzydle Bujalskiego, który idealnie w tempo nagrał do gnającego na bramkę Lehtimäkiego, fin zwieńczył akcję celnym strzałem i na sali zapanowała radość. Pomimo upływającego czasu Polonii udało się ponownie zapisać w protokole meczowym, tym razem za sprawą kary nałożonej na Aleksandra Bodorę. W ostatniej minucie pierwszej części gry GieKSa szukała swojej szansy po strzale spod niebieskiej, ale skutecznie bronił Djaczenko.
Drugą tercję goście rozpoczęli od gry w przewadze, której nie byli w stanie zamienić na gola. W momencie kiedy obie drużyny znowu grały w równowadze kontrolę powoli przejmowali gospodarze. Najbardziej aktywny na początku drugiej odsłony był Padakin, który najpierw próbował strzelać spod niebieskiej, a niecałą minutę później rozprowadził akcję, która dała bytomianom upragnione prowadzenie. Ukrainiec rozegrał krążek do Kociszewskiego, który precyzyjnym strzałem pokonał szwedzkiego bramkarza.
Jakby problemów GieKSy było mało karę za rzucenie przeciwnika na bandę otrzymał Błażej Chodor. Na lodowisku im. Braci Nikodemowiczów panowała świetna atmosfera za sprawą korzystnego wyniku beniaminka. Polonia stwarzała zagrożenie, ale brakowało jej precyzji przy wykończeniu lub ostatnim podaniu.
W połowie drugiej odsłony gra się wyrównała, a w takiej wyrównanej grze indywidualna jakość zawodników potrafi zrobić ogromną różnicę, o czym boleśnie przekonali się gracze Bytomia. Najpierw po niedokładnym rozegraniu bytomskiej ekipy krążek przejął trzeci atak gości, Bepierszcz otrzymał podanie od Monto i w akcji indywidualnej zdecydował się na mocny strzał, goście wyrównali.
Bramka wyrównująca wpłynęła motywująco na graczy gospodarzy, jednak swoich szans nie wykorzystali, a jak mówi porzekadło „nie dasz, dostaniesz”. Dwa szybkie ciosy wyprowadziła GieKSa. Pierwszy była dziełem Mateusza Michalskiego, który strzałem po lodzie umieścił krążek w siatce Bohdana Djaczenki. Drugi cios padł po akcji dobrze znanego duetu Wronka-Pasiut. Kapitan GieKSy nie zwykł marnować takich sytuacji, trybuny ucichły.
W trzeciej tercji nastąpiła zmiana w bramce gospodarzy, którzy zdecydowanie aktywniejsi wrócili do gry. GieKSiarze szybko wpadli w tarapaty, gdy na ławkę kar został odesłany Anderson. Gra w liczebnym osłabieniu zdawała się nie robić wrażenia na dobrze dysponowanych katowiczanach, bezproblemowo neutralizowali zagrożenie w tercji środkowej lub na niebieskiej. Bytomianie atakowali, jednak często brakowało pomysłu na rozegranie tych ataków. W 52. minucie Polonia rozpoczęła kolejną grę w liczebnej przewadze, którą sfinalizował niezawodny Andriej Bujalski.
GieKSiarze wiedzieli, że należy mądrze i cierpliwie się bronić, a szansa prędzej czy później się pojawi. Na nieco ponad minutę przed końcem spotkania z bramki zjechał Jaworski. Polonie planowała przypuścić szturm na bramkę gości. Nie minęło nawet 30 sekund, gumę przejął Dupuy. Skutecznie blokowali go bytomscy defensorzy, na nic się to zdało. Pomóc Kanadyjczykowi przyjechali Monto i Pasiut, którzy rozgrywając krążek wyłożyli gumę Dupuy. Nie pozostało nic innego jak umieścić krążek w siatce. Kibice zaczęli opuszczać lodowisko.
Pozycja lidera obroniona w starciu z mistrzem Polski! GKS Katowice odegrał się za porażkę w 3. rundzie!
W ramach 29. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice oraz GKS Tychy. Od początku tempo rozgrywania akcji narzucali gospodarze mając w pamięci bolesna porażkę z ostatniego starcia w Tychach. W starciu nie brakowało bezpośrednich starć i bramek, jednak w tej ważniejszej statystyce zdecydowanie przeważali zawodnicy GieKSy.
Gospodarze rozpoczęli spotkanie na wysokiej intensywności, co rusz próbując swoich sił w tercji tyszan. Pierwsze groźniejsze ataki katowickiej ekipy pojawiły się za sprawą dwóch pierwszych formacji. Swoje szanse mieli Fraszko oraz Verveda, jednak wynik spotkania otworzył Patryk Wronka. Polak dość niespodziewanie znalazł się w sytuacji oko w oko z Fučíkiem, ale pewnie wykorzystał szansę wprawiając w euforię zgromadzonych kibiców. Chwilę po stracie bramki kary obejrzeli Walli i Kerkkänen oraz Dupuy. Pierwsza w tym meczu przewaga nie przebiegała po myśli katowiczan, aż sprawy w swoje ręce wziął Grzegorz Pasiut. Fraszko dograł do swojego kapitana, a ten uderzeniem z prawego skrzydła przymierzył pokonując tyskiego bramkarza.
Gospodarze nie myśleli zwalniać tempa dalej forsując wysokie tempo, które ewidentnie nie sprzyjało przyjezdnym. Szanse na lodzie postanowił wyrównać Jean Dupuy traktując ostro na bandzie Kakkonena, za co obejrzał karę dwóch minut. Tyszanie przewagi nie wykorzystali, a pod koniec tercji otrzymali kolejny prezent od Koivusaariego, który faulował Alana Łyszczarczyka. Oznaczało to, że goście rozpoczną kolejną odsłonę w liczebnej przewadze.
Wraz z rozpoczęciem drugiej tercji tyska ofensywa przypuszczała atak za atakiem, jednak katowiccy defensorzy byli czujni lub świetnie interweniował Eliasson. W 29. minucie kapitalną szansę na zdobycie bramki kontaktowej miał Kerkkänen, jednak krążek po jego próbie nie znalazł drogi do bramki. Gra zdawała się wyrównywać po pierwotnej przewadze na początku odsłony ze strony gości, znowu pomocną dłoń do byłego zespołu wyciągnął Dupuy otrzymując karę za natarcie. Podczas gry w przewadze tyszanie mieli sytuacje na złapanie kontaktu, ale kapitalnie spisywał się Eliasson. GieKSa obroniła osłabienie, ale nie minęła minuta, a przyszło im ponownie grać jednego mniej za sprawą kary dla Zacka Hoffmana.
Wydawało się, że w końcu musi paść gol kontaktowy, niemniej na lodzie obejrzeliśmy kolejne starcie, za które podwójną karą mniejszą został ukarany Pociecha oraz pojedynczą karą mniejszą Verveda. Przez minutę graliśmy 4 na 4 i przyszła kolej na minutową przewagę gospodarzy. Przewagę, którą koronkowo rozegrali Monto, Anderson i sfinalizował McNulty strzałem z pomiędzy bulików. Gra nieco zwolniła, a kolejne okazje pojawiały się przed graczami katowickiego GKS-u. Jedną z takich okazji na lewym skrzydle miał Błażej Chodor, który nie omieszkał jej nie wykorzystać. Na przerwę tyszanie zjeżdżali z czterobramkową stratą.
W trzeciej tercji tempo gry zdawało się nie spadać, a dobrą okazję do podwyższenia prowadzenia mieli Anderson i Fraszko, dwukrotnie klasę w bramce pokazał Fučík. Pierwsza kara w ostatniej odsłonie pojawiła się dopiero w 46. minucie. Przewagę próbowali wykorzystać katowiczanie sprawnie rozgrywając krążek, lecz znowu na posterunku był reprezentant polski. Upłynęły dwie minuty gry i na ławki kar powędrowali Koivusaari oraz Komorski, obaj za ostrość. Tyszanie ledwo zdążyli stworzyć składną akcję, a na gospodarzy została nałożona kolejna kara za spowodowanie upadku przeciwnika. W osłabieniu dobrze bronili się katowiczanie, próbując również uruchomić w kontrze Andersona. Kiedy zestawienia personalne się wyrównały kapitalną akcję dwójkową popisali się gospodarze. Lewym skrzydłem pognał Wronka i nagrał wzdłuż bramki do niepilnowanego Pasiuta, który oddał strzał. Jeszcze lepiej w bramce zachował sięFučík przewidując intencje katowickich napastników odbił krążek lecący do bramki.
Kolejne ataki gospodarzy kończyły się na blokowaniu strzałów przez obronę lub były zatrzymywane przez Fučíka. W 56. minucie dwie kary obejrzeli gospodarze, znowu na ławkę powędrował Dupuy, do którego dołączył Michalski. Momentalnie podwójną przewagę wykorzystali tyszanie za sprawą Henriego Knuutinena. W odpowiedzi na tego gola karę złapał Verveda, co oznaczała ponownie podwójne osłabienie. W ostatnich minutach paradami popisał się dobrze dysponowany dzisiaj Eliasson blokując drogę do katowickiej bramki.
wkatowicach.eu – Hokejowa GieKSa na rynku w Katowicach. Trening pokazowy na lodowisku
To już tradycja. Hokeiści GKS-u Katowice pojawili się w okresie przedświątecznym na rynku, gdzie trenowali na lodowisku. To była okazja, by zobaczyć profesjonalistów w akcji i zdobyć wymarzony autograf.
Kibice GieKSy mieli kolejną okazję, by spotkać swoich ulubionych hokeistów. W niedzielę, 21 grudnia, o godz. 15:30 podopieczni trenera Jacka Płachty pojawili się na lodowisku na katowickim rynku i przeprowadzili na nim pokazowy trening. To była świetna okazja, by zobaczyć na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Katowicach w akcji zawodników GieKSy, zdobyć ich autografy, zrobić pamiątkowe zdjęcia oraz porozmawiać z wicemistrzami Polski.
Kibice mogli zobaczyć pokazową rozgrzewkę, efektowne najazdy oraz krótki mecz. GKS Katowice przygotował także konkursy z nagrodami. Po zakończonym treningu i spotkaniu z kibicami, lodowisko zostało ponownie uruchomione do zabawy dla każdego chętnego.
W sobotę i w niedzielę (20-21 grudnia) na Jarmarku Bożonarodzeniowym na rynku otwarte było specjalne stoisko GIEKSA FANSTORE z oficjalnymi gadżetami GKS-u Katowice. Była to świetna okazja, do zakupu świątecznych upominków. W sprzedaży były m.in.: koszulki meczowe, bluzy i akcesoria z kolekcji bożonarodzeniowej.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze