Hokej Kibice Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Prezydent Nawrocki dostał szal od kibiców GKS-u Katowice
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W trakcie obchodów 44. rocznicy pacyfikacji KWK Wujek kibice GieKSy przekazali okazjonalny szal Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu.
Piłkarki i piłkarze zakończyły rozgrywki ligowej rundy jesiennej. Do treningów drużyny wrócą w styczniu. Klub otrzyma ponad 43 tys. euro ramach programu świadczeń klubowych UEFA Women’s EURO 2025.
Siatkarze w sobotę przegrali 1:3 z zespołem Stali Nysa. Kolejne spotkanie rozegramy we wtorek 23 grudnia o 18:00 w Radomiu z Pierrot Czarnymi. Po 15 kolejkach siatkarze przewodzą w tabeli I ligi z 37 punktami i punktem przewagi nad Stalą Nysa i CUK Aniołami Toruń.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa zwycięskie mecze: z Polonią 5:3 oraz 4:1 z GKS-em Tychy. Następny mecz rozegramy 28 grudnia w ramach Pucharu Polski z Zagłębiem w Krynicy. W niedzielę hokeiści odbyli trening na Rynku w Katowicach.
KIBICE
dziennikzachodni.pl – Prezydent Nawrocki dostał szal od kibiców GKS-u Katowice. Fani GieKSy oddali hołd górnikom kopalni „Wujek”
We wtorek 16 grudnia 2025 roku minęła 44. rocznica pacyfikacji kopalni „Wujek”. Jak co roku o zabitych w czasie tych wydarzeń górnikach pamiętali kibice GKS-u Katowice, którzy przyszli im oddać hołd. Wcześniej fani GieKSy wręczyli okazjonalny szal prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu.
We wtorkowych uroczystościach z okazji 44. rocznicy pacyfikacji kopalni „Wujek” wziął udział prezydent Karol Nawrocki. Górnicy, którzy strajkowali przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, zostali brutalnie spacyfikowani 16 grudnia 1981 roku. Dziewięciu z nich zginęło: Józef Czekalski, Józef Krzysztof Giza, Joachim Gnida, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Jan Stawisiński, Zbigniew Wilk i Zenon Zając. 23 zostało rannych od kul, a wielu odniosło lżejsze obrażenia.
O górnikach pamiętał GKS Katowice. Wieniec pod pomnikiem „Dziewięciu z Wujka” złożył prezes klubu Sławomir Witek. Kibice GieKSy wręczyli prezydentowi okazjonalny szal z napisem „Lata mijają – GieKSiarze pamiętają”. Zaprosili też prezydenta na marcowy mecz z Lechią Gdańsk.
Wieczorem kibice GKS-u Katowice stawili się przed kopalnią „Wujek”, aby oddać hołd górnikom, którzy zginęli od kul w 1981 roku.
„Trzeba świece palić, aby o „Wujku” pamięć ocalić” – brzmiało hasło na transparencie fanów GKS-u Katowice.
Cytat ten jest fragmentem wiersza Mirosława Kańtora „Lekcja historii”, który autor napisał w obozie dla internowanych w Zabrzu-Zaborzu w 1982 roku – wyjaśnili kibice na swojej stronie internetowej.
Piękny hołd kibiców GieKSy dla dzielnych górników z „Wujka” – czytamy na Facebooku klubu z Bukowej.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – UEFA rozdała 9 mln euro klubom za Euro 2025. Wśród beneficjentów także polskie zespoły
UEFA rozdzieliła rekordowe 9 milionów euro dla 103 klubów w ramach programu świadczeń klubowych UEFA Women’s EURO 2025. Wśród klubów, które otrzymają środki finansowe, znalazł się Górnik Łęczna, GKS Katowice oraz Pogoń Szczecin.
UEFA względem poprzednich mistrzostw Starego Kontynentu, które odbyły się w 2022 roku, zwiększyła pulę nagród o 4,5 miliona euro!
Klubu za każdy dzień przebywania zawodniczka na zgrupowaniu reprezentacji otrzymywały 1095 euro. Nagroda naliczana była od liczby dni, które zawodniczka spędziła podczas zgrupowania i turnieju finałowego, a wliczane do tego był – 10 dni okresu przygotowań, czas trwania turnieju oraz jeden dzień podróży.
Najwięcej funduszy popłynęło do zespołów występujących w lidze angielskiej (2 366 295 mln euro), niemieckiej (1 396 125 mln €) oraz włoskiej (1 326 045 mln €).
Najlepiej na wyjeździe zawodniczek na mistrzostwa Europy zarobiła FC Barcelona (567 210 tys. €), Bayern Monachium otrzymał 465 375 tys. €, a na trzecim miejscu znalazła się Chelsea (462 090 tys. €).
Polski kluby otrzymały w subie 87 600 tysięcy euro, a największym beneficjentem okazał się mistrz Polski GKS Katowice, który wzbogaciły się o 43 800 tys. €, na konto Górnika Łęczna i Pogoni Szczecin wpłynęło 21 900 tys. €.
SIATKÓWKA
siatka.org – Sobotnia seria niespodzianek
Ostatnia seria pierwszej części fazy zasadniczej zaplecza PlusLigi sypnęła niespodziankami. Po długiej serii pogromcę znalazły CUK Anioły Toruń. Po raz pierwszy w sezonie po komplet punktów sięgnął SMS PZPS Spała. Kibice w Arenie Katowice pierwszy raz zobaczyli porażkę swojego zespołu. Niespodziewane wyniki przetasowały tabelę PLS 1. Ligi mężczyzn.
[…] W starciu spadkowiczów lepsza Stal
Od początku spotkania pewniej punktowali goście. Po asie Musiała Stal wyszła na prowadzenie 13:10. Przyjezdni nie ustrzegli się prostych błędów i wynik szybko się wyrównał. Do końca trwała walka na styku. Blok na Włodarczyku i błąd Suprelaka zakończyły inauguracyjną partię. Po kolejnym bloku Stal prowadziła 10:7 w drugim secie. Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek, szczególnie w polu zagrywki. Raz za razem punktował Musiał. Poderwać do walki gospodarzy starał się Gibek. W końcówce celnymi zagrywkami popisał się Putkowski. Błąd Domagały dał ostatni punkt Stali.
Po asie Mordyla Stal prowadziła już 5:0 w trzeciej odsłonie. Seria błędów gości zmniejszyła dystans. Dobra postawa na siatce Schmidta pozwoliła GKS-owi wyrównać wynik (12:12). Po wyrównanym fragmencie do głosu doszli gospodarze. Celnie atakował Quiroga. Punkt na wagę przedłużenia meczu zdobył Schmidt. W czwartej odsłonie trwała walka punkt za punkt. Na zagrania Superlaka odpowiadał Schulz. Emocje były do końca. Choć po zagraniu Putkowskiego Stal miała piłkę setową, Superlak przedłużył grę. W walce na przewagi lepsi okazali się goście. Decydujący punkt zdobył Schulz.
GKS Katowice – Stal Nysa 1:3 (23:25, 19:25, 25:22, 27:29)
HOKEJ
hokej.net – Wicemistrz Polski wywozi komplet punktów Bytomia!
W ramach 28. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą Polonia Bytom oraz GKS Katowice. Od pierwszego gwizdka gra była bardzo intensywna i czysta. Szalę zwycięstwa na swoją korzyść przeciągnęli goście odpowiednio reagując na stratę drugiego gola, chociaż emocji nie brakowało do końca spotkania.
Od początku obie drużyny walczyły o przejęcie kontroli nad tempem spotkania, dzięki czemu oglądaliśmy bardzo intensywną i co najważniejsze płynną grę obu ekip. Wraz z upływem czasu na lodzie zaczęła się malować delikatna przewaga niebiesko-czerwonych. Bardzo aktywny był Andriej Bujalski, równie czujny w bramce był Eliasson. Akcje z obu stron były szybkie i składne, jednak brakowało skutecznego wykończenia. Dopiero w 15. minucie spotkania wynik spotkania otworzył Zack Hoffman pokonując ukraińskiego bramkarza.
Stracona bramka zadziałała na zawodników Polonii jak płachta na byka.Gracze beniaminka od razu próbowali odpowiedzieć i udała im się ta sztuka nieco ponad minutę po stracie gola. Ošenieks wypuścił na lewym skrzydle Bujalskiego, który idealnie w tempo nagrał do gnającego na bramkę Lehtimäkiego, fin zwieńczył akcję celnym strzałem i na sali zapanowała radość. Pomimo upływającego czasu Polonii udało się ponownie zapisać w protokole meczowym, tym razem za sprawą kary nałożonej na Aleksandra Bodorę. W ostatniej minucie pierwszej części gry GieKSa szukała swojej szansy po strzale spod niebieskiej, ale skutecznie bronił Djaczenko.
Drugą tercję goście rozpoczęli od gry w przewadze, której nie byli w stanie zamienić na gola. W momencie kiedy obie drużyny znowu grały w równowadze kontrolę powoli przejmowali gospodarze. Najbardziej aktywny na początku drugiej odsłony był Padakin, który najpierw próbował strzelać spod niebieskiej, a niecałą minutę później rozprowadził akcję, która dała bytomianom upragnione prowadzenie. Ukrainiec rozegrał krążek do Kociszewskiego, który precyzyjnym strzałem pokonał szwedzkiego bramkarza.
Jakby problemów GieKSy było mało karę za rzucenie przeciwnika na bandę otrzymał Błażej Chodor. Na lodowisku im. Braci Nikodemowiczów panowała świetna atmosfera za sprawą korzystnego wyniku beniaminka. Polonia stwarzała zagrożenie, ale brakowało jej precyzji przy wykończeniu lub ostatnim podaniu.
W połowie drugiej odsłony gra się wyrównała, a w takiej wyrównanej grze indywidualna jakość zawodników potrafi zrobić ogromną różnicę, o czym boleśnie przekonali się gracze Bytomia. Najpierw po niedokładnym rozegraniu bytomskiej ekipy krążek przejął trzeci atak gości, Bepierszcz otrzymał podanie od Monto i w akcji indywidualnej zdecydował się na mocny strzał, goście wyrównali.
Bramka wyrównująca wpłynęła motywująco na graczy gospodarzy, jednak swoich szans nie wykorzystali, a jak mówi porzekadło „nie dasz, dostaniesz”. Dwa szybkie ciosy wyprowadziła GieKSa. Pierwszy była dziełem Mateusza Michalskiego, który strzałem po lodzie umieścił krążek w siatce Bohdana Djaczenki. Drugi cios padł po akcji dobrze znanego duetu Wronka-Pasiut. Kapitan GieKSy nie zwykł marnować takich sytuacji, trybuny ucichły.
W trzeciej tercji nastąpiła zmiana w bramce gospodarzy, którzy zdecydowanie aktywniejsi wrócili do gry. GieKSiarze szybko wpadli w tarapaty, gdy na ławkę kar został odesłany Anderson. Gra w liczebnym osłabieniu zdawała się nie robić wrażenia na dobrze dysponowanych katowiczanach, bezproblemowo neutralizowali zagrożenie w tercji środkowej lub na niebieskiej. Bytomianie atakowali, jednak często brakowało pomysłu na rozegranie tych ataków. W 52. minucie Polonia rozpoczęła kolejną grę w liczebnej przewadze, którą sfinalizował niezawodny Andriej Bujalski.
GieKSiarze wiedzieli, że należy mądrze i cierpliwie się bronić, a szansa prędzej czy później się pojawi. Na nieco ponad minutę przed końcem spotkania z bramki zjechał Jaworski. Polonie planowała przypuścić szturm na bramkę gości. Nie minęło nawet 30 sekund, gumę przejął Dupuy. Skutecznie blokowali go bytomscy defensorzy, na nic się to zdało. Pomóc Kanadyjczykowi przyjechali Monto i Pasiut, którzy rozgrywając krążek wyłożyli gumę Dupuy. Nie pozostało nic innego jak umieścić krążek w siatce. Kibice zaczęli opuszczać lodowisko.
Pozycja lidera obroniona w starciu z mistrzem Polski! GKS Katowice odegrał się za porażkę w 3. rundzie!
W ramach 29. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice oraz GKS Tychy. Od początku tempo rozgrywania akcji narzucali gospodarze mając w pamięci bolesna porażkę z ostatniego starcia w Tychach. W starciu nie brakowało bezpośrednich starć i bramek, jednak w tej ważniejszej statystyce zdecydowanie przeważali zawodnicy GieKSy.
Gospodarze rozpoczęli spotkanie na wysokiej intensywności, co rusz próbując swoich sił w tercji tyszan. Pierwsze groźniejsze ataki katowickiej ekipy pojawiły się za sprawą dwóch pierwszych formacji. Swoje szanse mieli Fraszko oraz Verveda, jednak wynik spotkania otworzył Patryk Wronka. Polak dość niespodziewanie znalazł się w sytuacji oko w oko z Fučíkiem, ale pewnie wykorzystał szansę wprawiając w euforię zgromadzonych kibiców. Chwilę po stracie bramki kary obejrzeli Walli i Kerkkänen oraz Dupuy. Pierwsza w tym meczu przewaga nie przebiegała po myśli katowiczan, aż sprawy w swoje ręce wziął Grzegorz Pasiut. Fraszko dograł do swojego kapitana, a ten uderzeniem z prawego skrzydła przymierzył pokonując tyskiego bramkarza.
Gospodarze nie myśleli zwalniać tempa dalej forsując wysokie tempo, które ewidentnie nie sprzyjało przyjezdnym. Szanse na lodzie postanowił wyrównać Jean Dupuy traktując ostro na bandzie Kakkonena, za co obejrzał karę dwóch minut. Tyszanie przewagi nie wykorzystali, a pod koniec tercji otrzymali kolejny prezent od Koivusaariego, który faulował Alana Łyszczarczyka. Oznaczało to, że goście rozpoczną kolejną odsłonę w liczebnej przewadze.
Wraz z rozpoczęciem drugiej tercji tyska ofensywa przypuszczała atak za atakiem, jednak katowiccy defensorzy byli czujni lub świetnie interweniował Eliasson. W 29. minucie kapitalną szansę na zdobycie bramki kontaktowej miał Kerkkänen, jednak krążek po jego próbie nie znalazł drogi do bramki. Gra zdawała się wyrównywać po pierwotnej przewadze na początku odsłony ze strony gości, znowu pomocną dłoń do byłego zespołu wyciągnął Dupuy otrzymując karę za natarcie. Podczas gry w przewadze tyszanie mieli sytuacje na złapanie kontaktu, ale kapitalnie spisywał się Eliasson. GieKSa obroniła osłabienie, ale nie minęła minuta, a przyszło im ponownie grać jednego mniej za sprawą kary dla Zacka Hoffmana.
Wydawało się, że w końcu musi paść gol kontaktowy, niemniej na lodzie obejrzeliśmy kolejne starcie, za które podwójną karą mniejszą został ukarany Pociecha oraz pojedynczą karą mniejszą Verveda. Przez minutę graliśmy 4 na 4 i przyszła kolej na minutową przewagę gospodarzy. Przewagę, którą koronkowo rozegrali Monto, Anderson i sfinalizował McNulty strzałem z pomiędzy bulików. Gra nieco zwolniła, a kolejne okazje pojawiały się przed graczami katowickiego GKS-u. Jedną z takich okazji na lewym skrzydle miał Błażej Chodor, który nie omieszkał jej nie wykorzystać. Na przerwę tyszanie zjeżdżali z czterobramkową stratą.
W trzeciej tercji tempo gry zdawało się nie spadać, a dobrą okazję do podwyższenia prowadzenia mieli Anderson i Fraszko, dwukrotnie klasę w bramce pokazał Fučík. Pierwsza kara w ostatniej odsłonie pojawiła się dopiero w 46. minucie. Przewagę próbowali wykorzystać katowiczanie sprawnie rozgrywając krążek, lecz znowu na posterunku był reprezentant polski. Upłynęły dwie minuty gry i na ławki kar powędrowali Koivusaari oraz Komorski, obaj za ostrość. Tyszanie ledwo zdążyli stworzyć składną akcję, a na gospodarzy została nałożona kolejna kara za spowodowanie upadku przeciwnika. W osłabieniu dobrze bronili się katowiczanie, próbując również uruchomić w kontrze Andersona. Kiedy zestawienia personalne się wyrównały kapitalną akcję dwójkową popisali się gospodarze. Lewym skrzydłem pognał Wronka i nagrał wzdłuż bramki do niepilnowanego Pasiuta, który oddał strzał. Jeszcze lepiej w bramce zachował sięFučík przewidując intencje katowickich napastników odbił krążek lecący do bramki.
Kolejne ataki gospodarzy kończyły się na blokowaniu strzałów przez obronę lub były zatrzymywane przez Fučíka. W 56. minucie dwie kary obejrzeli gospodarze, znowu na ławkę powędrował Dupuy, do którego dołączył Michalski. Momentalnie podwójną przewagę wykorzystali tyszanie za sprawą Henriego Knuutinena. W odpowiedzi na tego gola karę złapał Verveda, co oznaczała ponownie podwójne osłabienie. W ostatnich minutach paradami popisał się dobrze dysponowany dzisiaj Eliasson blokując drogę do katowickiej bramki.
wkatowicach.eu – Hokejowa GieKSa na rynku w Katowicach. Trening pokazowy na lodowisku
To już tradycja. Hokeiści GKS-u Katowice pojawili się w okresie przedświątecznym na rynku, gdzie trenowali na lodowisku. To była okazja, by zobaczyć profesjonalistów w akcji i zdobyć wymarzony autograf.
Kibice GieKSy mieli kolejną okazję, by spotkać swoich ulubionych hokeistów. W niedzielę, 21 grudnia, o godz. 15:30 podopieczni trenera Jacka Płachty pojawili się na lodowisku na katowickim rynku i przeprowadzili na nim pokazowy trening. To była świetna okazja, by zobaczyć na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Katowicach w akcji zawodników GieKSy, zdobyć ich autografy, zrobić pamiątkowe zdjęcia oraz porozmawiać z wicemistrzami Polski.
Kibice mogli zobaczyć pokazową rozgrzewkę, efektowne najazdy oraz krótki mecz. GKS Katowice przygotował także konkursy z nagrodami. Po zakończonym treningu i spotkaniu z kibicami, lodowisko zostało ponownie uruchomione do zabawy dla każdego chętnego.
W sobotę i w niedzielę (20-21 grudnia) na Jarmarku Bożonarodzeniowym na rynku otwarte było specjalne stoisko GIEKSA FANSTORE z oficjalnymi gadżetami GKS-u Katowice. Była to świetna okazja, do zakupu świątecznych upominków. W sprzedaży były m.in.: koszulki meczowe, bluzy i akcesoria z kolekcji bożonarodzeniowej.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze