Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: pucharowa dogrywka

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Pucharowy pojedynek miał być naszym drugim starciem z Jagiellonią, jednak, jak dobrze pamiętamy, z ligowej potyczki wyszło lepienie bałwana. Przed tamtym niedoszłym meczem rozmawialiśmy z red. Jakubem Sewerynem (wywiad możecie przeczytać tutaj), a tym razem zapytaliśmy go o wrażenia ze śnieżnej białostockiej niedzieli i pucharowe przygody Jagi.

W moim pierwotnym założeniu mieliśmy dziś analizować nasz ligowy mecz, tymczasem pozostaje porozmawiać o pogodzie;) Oceniając nomen omen na zimno sytuację sprzed niespełna dwóch tygodni, nasuwa się pytanie: czy w Białymstoku były chęci, by w ogóle rozegrać tamten mecz?
Jakub Seweryn: Trudno to ocenić. Moim zdaniem tuż po rozgrzewce piłkarzy należało na poważnie ruszyć z łopatami, co świadczyłoby o tym, że chce się ten mecz rozegrać. A tak pozostają nam jedynie domysły. Jak wielokrotnie podkreślano, w kontekście napiętego terminarza Jagi odwołanie tego meczu wcale nie jest dobre, natomiast być może gospodarze mogli się obawiać, że w takich warunkach na boisku będzie rządził przypadek, a bardziej fizyczna gra będzie działać na korzyść GieKSy. Nie byłem na tej murawie, więc nie jestem w stanie ocenić, czy po odśnieżeniu nadawałaby się do gry.

W „pomeczowych” komentarzach pojawiły się zarzuty, że Jagiellonia wolała szanować boisko przed meczem Ligi Konferencji, zamiast grać z GKS-em. Na ile są one słuszne?
Oficjalnie każdy powie, że chciano ten mecz rozegrać, jednak można mieć różne zdanie na ten temat. Pod kątem organizacji i zaangażowania proces przygotowania boiska wyglądał wręcz absurdalnie, czego dowodzi wideo opublikowane przez Rafała Kędziora. Koniec końców murawy nawet nie spróbowano odśnieżyć. Mówimy tylko o Jagiellonii, ale ja zwróciłbym uwagę na rolę sędziego, który na stadionie jest kilka godzin przed meczem, a także delegata – obaj powinni wyjść z inicjatywą skutecznego odśnieżenia placu gry, a być może nawet zagrozić walkowerem. Tymczasem nic takiego się nie stało, a decyzja o odwołaniu meczu zapadła zaledwie 10 minut po planowanym czasie jego rozpoczęcia.

Nie próbowano odłożyć tej decyzji i spróbować zagrać choćby kilka godzin później?
Nic takiego nie słyszałem. Z pewnością Canal+ ma swoje życzenia związane z transmisją, ale do kolejnego meczu były blisko 3 godziny, więc pole manewru było. Można było poczekać i spróbować coś zdziałać. Być może ta murawa nadal nie byłaby zdatna do gry, ale nie było nam dane się o tym przekonać. Nowy termin meczu to 4 lutego i wtedy też może być różnie, jeśli chodzi o warunki pogodowe.

Zostawmy pogodę i wróćmy do piłki. Jagiellonia z powodzeniem walczy na trzech frontach. Gdzie w hierarchii ważności jest Puchar Polski?
W Białymstoku nikt nie roztrząsa, czy gramy ligę, puchar czy mecz w Europie. Do każdego przygotowujemy się tak samo, zawsze szukając najlepszego pomysłu na zwycięstwo. Być może dojdzie do kilku zmian w składzie i odpoczną ci, którzy są najbardziej eksploatowani, ale nie spodziewałbym się zbyt wielu rotacji, tak jak nie było ich w poprzedniej rundzie w Legnicy, gdzie Jagiellonia zagrała w bardzo mocnym zestawieniu.

Nie miałem możliwości śledzić waszego ostatniego ligowego meczu w Lubinie, jednak rzucając okiem na statystyki, można zakładać, że nie było to wielkie widowisko.
Rzeczywiście, niewiele straciłeś. Mało było piłkarskiej jakości w tym pojedynku. Szkoda, że mgła nie była większa, to może byśmy tego nie zauważyli. Mecz był zamknięty, a ilekroć Jaga atakowała, to Zagłębie stawiało podwójne zasieki przed własnym polem karnym, natomiast ich kontry były duszone w zarodku. Z kolei Jagiellonia nie wypracowała zbyt wiele w ataku pozycyjnym, a w najlepszej sytuacji Jesusa Imaza zatrzymał Jasmin Buric. Mierzyły się drużyny, które statystycznie zdobywają najwięcej goli na mecz, natomiast w niedzielę zupełnie nie było tego widać. Trochę się obawiam, że mecz w Katowicach może wyglądać podobnie, patrząc na to, jak GKS wypunktował w sobotę Pogoń Szczecin. Nie było wymiany ciosów, dlatego uważam, że w czwartek ten, kto strzeli pierwszego gola, będzie zdecydowanie bliżej zwycięstwa.

W gablocie w Białymstoku stoi tylko jeden Puchar Polski, zdobyty w 2010 roku, Patrząc, że gdzieś obok jest trofeum za Mistrzostwo Polski sprzed dwóch sezonów, krajowy puchar jest dla białostockich kibiców wartościową zdobyczą? Nie tak dawno, bo w 2019 roku przegraliście przecież na Narodowym finał z Lechią Gdańsk.
Puchar zawsze był u nas traktowany prestiżowo. Perspektywa gry na Narodowym zawsze budzi emocje i nie zmienił tego przegrany finał sprzed sześciu lat. O triumfie Lechii zadecydował wtedy gol Sobiecha zdobyty w 90. minucie. Dla trenera Siemieńca jest to jedyne krajowe trofeum, którego nie zdobył z Jagiellonią, a w tamtym czasie był asystentem Ireneusza Mamrota. Ma więc ten srebrny medal, który być może motywuje go, by wkrótce zamienić go na złoty. O naszym podejściu do tych rozgrywek najlepiej świadczą poprzednie sezony, kiedy zawsze graliśmy podstawowym składem. Rok temu przegraliśmy w ćwierćfinale z Legią, ale okoliczności tego meczu były szczególne, głównie za sprawą sędziów. Jeszcze wcześniej odpadliśmy w półfinale, po dogrywce z Pogonią. Być może do trzech razy sztuka i tym razem uda się osiągnąć finał, jednak do tego jeszcze długa droga.

W sezonie 2018/19 po wyeliminowaniu Pogoni w drugiej rundzie Pucharu Polski GKS trafił na Jagiellonię. Pamiętasz to spotkanie?
Tak. O triumfie Jagi zadecydował rzut karny podyktowany w ostatniej minucie dogrywki, po analizie VAR faulu na Karolu Świderskim. Jagiellonia miała więcej z gry, ale długo się męczyła, zanim trafiła do siatki. To był właśnie ten sezon, kiedy doszliśmy do finału. Kto wie, może tym razem historia się powtórzy.

Spośród zawodników GieKSy ten mecz mogą pamiętać Adrian Błąd i Lukas Klemenz, jednak ten drugi wystąpił wtedy na Bukowej w koszulce Jagiellonii. Jak wspominasz tego zawodnika?
Lukas trafił do nas niewiele wcześniej, właśnie z GKS-u i miał podnieść rywalizację na środku obrony. Na początku miał problemy i choć z czasem wyglądał lepiej, to zbyt wielu szans nie dostał i zaledwie po pół roku przeniósł się do Krakowa. Mimo że nie zawojował Białegostoku, to wspominam go bardzo dobrze.

Jaki wynik przewidujesz na czwartek?
Mam nadzieję, że tym razem uda się uniknąć dogrywki, bo już w niedzielę o 12.15 Jagiellonia gra w Niecieczy. Stawiam 1:0 dla gości.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga