Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: może być jeszcze lepiej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przed nami pierwszy akt rywalizacji GieKSy z Jagiellonią, a kolejny już za niespełna dwa tygodnie w Pucharze Polski. Nasz niedzielny rywal swoją uwagę dzieli pomiędzy rozgrywki krajowe i międzynarodowe, całkiem nieźle spisując się zarówno w Ekstraklasie, jak i w Lidze Konferencji. O nastrojach w Białymstoku, letnich transferach i oczekiwaniach przed ligowym starciem z GieKSą rozmawialiśmy z red. Jakubem Sewerynem, byłym pracownikiem biura prasowego Jagi oraz m.in. takich redakcji jak Sport.pl i Ekstraklasa.net.

Niedawno po raz kolejny obejrzałem film „Kilerów dwóch” i przed naszą rozmową nasunęło mi się pewne skojarzenie. Kiedy Kiler przyjeżdża na tenisa do Prezydenta, natychmiast zostaje otoczony wianuszkiem dziennikarzy. Z pewnym zażenowaniem prosi, aby jednak zapytać o coś gospodarza, na co jeden z dziennikarzy rzuca niedbale: to co tam u Pana w państwie Panie Prezydencie? W naszej futbolowej rzeczywistości takimi „kilerami” na celowniku mediów są targana kolejnymi kryzysami Legia, Lech po „aferze gibraltarskiej”, co rusz zmieniający trenerów Widzew czy całkiem świeże zamieszanie w Częstochowie z transferem Marka Papszuna do Warszawy. Tymczasem Jagiellonia, nieco z boku, po cichu robi swoje. Zapytam więc analogicznie: to co tam u was w klubie?
My też mieliśmy swoją małą aferę ze zwolnieniem Rafała Grzyba – legendy Jagiellonii, a ostatnio asystenta trenera Siemieńca. Wiele było spekulacji, ale temat zniknął i niewiele osób do tego wraca, szczególnie po ostatnim zwycięstwie z Pogonią.

Niezależnie od tego Jagiellonia nie zbacza z obranego kursu i na stałe zadomowiła się w czołówce ligi. Nie udało się wprawdzie obronić mistrzowskiego tytułu, ale czy pozycja za plecami Lecha i Rakowa była dla was rozczarowaniem?
Absolutnie nie. W Białymstoku twardo stąpamy po ziemi i wiedzieliśmy, że po sukcesach może przyjść trudniejszy moment. Wiosną toczyliśmy zacięte boje pucharowe m.in. z Brugią czy Betisem, które w końcówce sezonu odbiły się na postawie zespołu. Do ostatniej kolejki trzeba było walczyć o miejsce na ligowym podium – ten cel udało się osiągnąć, dlatego nie mamy prawa narzekać na końcowe rozstrzygnięcia. Zobaczymy, jak będzie wyglądała rywalizacja w obecnych rozgrywkach, bo już nie tylko Jagiellonia i Legia, ale też Lech i Raków grają w Lidze Konferencji. Nikomu nie będzie łatwo w Ekstraklasie, co zresztą już widać po wynikach. Cztery zespoły mają te same warunki, ponadto być może do rywalizacji włączą się kolejne kluby, ale do rozstrzygnięć jeszcze daleka droga.

Spośród wymienionych drużyn Jagiellonia najskuteczniej łączy grę w lidze i Europie, i to drugi sezon z rzędu. To doświadczenie może być przewagą, która ostatecznie przechyli ekstraklasową szalę na waszą korzyść?
Nasz sztab dobrze sobie radzi w tej rzeczywistości i wyciąga właściwe wnioski, gdy nie wszystko idzie po ich myśli. Zdobyli już cenne doświadczenie i nawet w obliczu wielu zmian personalnych w drużynie udaje się utrzymywać wysoki poziom i przede wszystkim punktować. Zarówno poziom rotacji zawodnikami wyjściowej jedenastki, jak i cała logistyka związana z grą w Europie, właściwa regeneracja i niezbędne udogodnienia są odpowiednio poukładane, dlatego w końcówkce rundy jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji, a może być jeszcze lepiej.

Inauguracja ligowych rozgrywek mogła jednak zaburzyć pracę tej dobrze wyregulowanej maszyny. Zadrżały serca po łomocie od beniaminka z Niecieczy?
Na pewno wkradła się jakaś niepewność, bo po takim meczu to oczywiste. Wiadomo jak reagują kibice, gdy na własnym stadionie tracisz cztery gole, a mogło być ich nawet więcej. Z drugiej strony można było zakładać, że mecz z Bruk-Betem będzie jeszcze elementem okresu przygotowawczego, który rozpoczęliśmy później niż reszta ligi. Ponadto kadra nie była jeszcze kompletna, a dopasowanie nowych zawodników do systemu gry Jagiellonii wymagało czasu. W drugiej kolejce pokonaliśmy Widzew i choć zwycięstwo nie przyszło łatwo, a do samej gry można było mieć wiele uwag, to decydujący gol Pululu w ostatniej minucie był impulsem mentalnym i drużyna zaczęła się rozkręcać. W pewnym momencie byliśmy nawet liderem Ekstraklasy, a dobrą formę potwierdziliśmy w kwalifikacjach Ligi Konferencji. Dlatego dziś mecz z Termalicą można traktować jako małe zawahanie formy.

Czy ostatnie kolejki można traktować podobnie? Przeciwnicy byli bardziej renomowani, ale mimo wszystko porażki z Górnikiem i Rakowem, a nawet zwycięstwo z Pogonią, na które długo się nie zanosiło, mogą o czymś świadczyć?
Mecz z Rakowem nie świadczy o żadnym kryzysie, podobnie zresztą jak porażka w Zabrzu, gdzie graliśmy tuż po ciężkim meczu w Strasburgu. Pojedynek na stadionie lidera, napędzonego dobrymi wynikami, a także kontrowersyjne decyzje sędziów – można w ten sposób próbować logicznie uzasadnić ten wynik. Z kolei Raków jest klasową drużyną i udowodnił to w Białymstoku, wypracowując sobie dwubramkową przewagę, która mogła być jeszcze większa. Mimo to Jagiellonia zdobyła gola i do ostatniej minuty walczyła o wyrównanie – tym razem się nie udało, ale taką sytuację jestem w stanie zaakceptować. W Szczecinie natomiast rzeczywiście wyglądaliśmy nieciekawie, bo Pogoń nas zdominowała. Graliśmy wtedy co trzy dni i pomiędzy czwartkowym meczem w Skopje a niedzielnym w Szczecinie nie było nawet 72 godzin na powrót i regenerację. Pogoń to wykorzystała, ale to Jaga siłą woli była w stanie przechylić szalę na swoją korzyść. Sztab na pewno wziął pod lupę postawę zespołu w tych spotkaniach, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy jeszcze drużyną, która wróci z Europy i z marszu na tak trudnym terenie jak Szczecin sięgnie po pewne zwycięstwo. Ekstraklasa jest coraz silniejsza, natomiast siłą Jagiellonii jest umiejętność wygrywania meczów, w których nie wszystko układa się po naszej myśli.

W letnim okienku transferowym Jaga została mocno przebudowana. O sile kadry świadczą dziś pozyskani zawodnicy, czy raczej ci, których udało sie w Białymstoku zatrzymać?
Trudno powiedzieć, bo mimo wszystko kilka ważnych ogniw odeszło. Zostali Taras Romanczuk i Jesús Imaz, ale oni już się raczej nigdzie nie wybierają. Został też Sławek Abramowicz, choć ma już godnego następcę między słupkami w postaci Miłosza Piekutowskiego. Z kolei Afimico Pululu nie zawsze jest w topowej formie, ale z dobrej strony pokazują się pozyskani latem Dimítris Rállis i Youssuf Sylla, którzy łącznie mają już na koncie sześć goli. Ważne, że liderzy zostali, ale moim zdaniem ważniejszy jest sposób, w jaki Jagiellonia uzupełniła braki kadrowe i wzmocniła zespół. Dużo pewności w linii obrony dał Andy Pelmard, ponadto sporo obiecuję sobie po Kamilu Jóźwiaku, który jeszcze nie jest w formie, z której pamiętamy go z Lecha czy reprezentacji Polski, ale wnosi coraz więcej do ofensywy. Z kolei w Szczecinie popisał się kluczową interwencją, która uchroniła nas od straty bramki. We wrześniu do zespołu dołączył Sergio Lozano, który jako zawodnik środka pola ma już na swoim koncie sześć goli, w tym wyrównujący z FK Škendija, zdobyty w 90. minucie. Warto również wspomnieć transfery obrońców – Bernardo Vitala i Bartka Wdowika, który dziś jest pewniakiem na swojej pozycji. Alejandro Pozo regularnie grał w La Liga i La Liga 2 i wygrywał Ligę Europy z Sevillą, a w Jagiellonii zaliczył już kilka goli i asyst. Jest też Dawid Drachal, którego bardzo dobrze znacie.

Wydaje mi się, że nie zdążyliśmy go poznać wystarczająco dobrze, zanim zamienił Katowice na Białystok. Jakie wrażenie zrobił na was do tej pory?
W GieKSie Dawid miał problem z regularną grą na swojej naturalnej pozycji, bo duet Kowalczyk-Repka był nie do ruszenia. Z tego powodu był rzucany po innych pozycjach, natomiast w Białymstoku dobrze radzi sobie na „ósemce” i jestem zaskoczony, że aż tak szybko odnalazł się w tej roli. W meczu z FK Novi Pazar wszedł z ławki i rozruszał nasze działania w ofensywie. W kolejnym meczu z Widzewem strzelił gola już w 3. minucie i szybko stał się ważną postacią w kadrze Jagiellonii. Już dał się poznać z bardzo dobrej strony, a spodziewam się, że może dać drużynie jeszcze więcej. Nie tylko w klubie, ale i w reprezentacji U-21, gdzie miał swój udział w ostatnich zwycięstwach z Włochami i Macedonią Północną.

W kontekście reprezentacji młodzieżowej nie sposób nie wspomnieć o innym talencie z Białegostoku, który przyciąga uwagę zarówno mediów, jak i zachodnich agentów. Niespełna 18-letni Oskar Pietuszewski był nawet awizowany jako kandydat do gry w kadrze Jana Urbana. Twoim zdaniem selekcjoner powinien już dziś znaleźć miejsce w reprezentacji dla tego zawodnika?
Nie będę podważał kadrowych decyzji selekcjonera, który na ten moment osiąga maksimum pod względem wyników, a przy odrobinie szczęścia mógł nawet wygrać z Holandią w Warszawie. Trener Siemieniec zwrócił z kolei uwagę, że zarówno decyzja o niepowołaniu, jak i o powołaniu Oskara do kadry A mogłaby się obronić, bo ten zawodnik ma ogromny potencjał. Musi jedynie ustabilizować swoją formę na wysokim poziomie, bo dobre mecze przeplata słabszymi. Tak było w Skopje, gdzie w meczu z FK Škendija nie pokazał nic. Z kolei trzy dni później popisał się kluczową akcją w Szczecinie, zdobywając zwycięskiego gola. Dlatego nie wykluczam, że w przyszłości może być gwiazdą Reprezentacji.

Łatwiej mu będzie zostać gwiazdą Jagiellonii? Można już dziś opierać na nim grę zespołu?
Dzieje się to niejako naturalnie, bo Oskar jest typem zawodnika, który lubi mieć piłkę, nie boi się dryblować i napędza ataki zespołu. To wszystko sprawia, że ofensywa Jagiellonii coraz bardziej zależy od niego i nikt nie musi dodatkowo napędzać tego procesu. Pietuszewski rozwija się jako naturalny lider tej drużyny, który nie będzie miał problemu z udźwignięciem tej roli w przyszłości, kiedy jego forma się ustabilizuje.

Wspomniana akcja bramkowa ze Szczecina powinna była zakończyć się trafieniem Imaza, jednak ten trafił w poprzeczkę i Pietuszewski musiał dobijać. Mimo to Jesús Imaz to chyba dziś największa gwiazda i niekwestionowany lider. Można sobie wyobrazić Jagiellonię bez niego?
Na pewno jest to trudne, aczkolwiek będziemy musieli, bo już za tydzień zagramy kluczowy mecz LKE z Kuopion Palloseura, a Imaz będzie pauzował za czerwoną kartkę. Jestem przekonany, że sztab znajdzie sposób na jego zastąpienie – ja widzę na dziesiątce Sergio Lozano. Jesús nie zawsze błyszczy przez cały mecz, ale w każdej chwili może dać konkret, który zadecyduje o wyniku. Najlepiej świadczą o tym liczby, bo nazbierał już 12 bramek i całkiem sporo asyst. W ostatnich meczach szło mu troszkę gorzej, ale jeśli w niedzielę wyjdzie od pierwszej minuty – a wszystko na to wskazuje – to będzie poważnym zagrożeniem dla waszej defensywy. Jeśli raz spuścicie go z oka, to bramkarz będzie musiał wyjmować piłkę z siatki.

W zeszłym sezonie podzieliliśmy się punktami, bo w obu meczach solidarnie wygrywali gospodarze. Jak wspominasz te pojedynki?
Nie byłem na meczu w Katowicach, ale podejrzewam, że zwycięstwo z Mistrzem Polski było dla was świętem. Jagiellonia umierała wtedy na boisku, bo kilka dni wcześniej grała z Ajaxem, a w Katowicach było wtedy bardzo gorąco. Mimo że można było przełożyć ten mecz, sztab ostatecznie się na to nie zdecydował, czego później żałowano. O wyniku zadecydowały indywidualne błędy i trochę szczęścia przy strzale Galana, gdy piłka odbiła się od Kowalczyka i znalazła drogę do bramki. Jednak nie można powiedzieć, że zwycięstwo GieKSy nie było zasłużone. Być może taki mecz był nam potrzebny, bo następne pojedynki wyglądały już znacznie lepiej. Z kolei w rewanżu pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Jagiellonii, a bramkę po stałym fragmencie gry zdobył Romanczuk. W drugiej połowie GKS coraz bardziej dochodził do głosu i mógł się pokusić o wyrównanie. Pokazaliście, że jesteście niewygodnym przeciwnikiem dla Jagiellonii i jestem ciekawy, jak będzie wyglądał nasz niedzielny mecz.

Wiele dobrego nasłuchaliśmy się o postawie GieKSy w poprzednim sezonie, natomiast obecnie wielu wskazuje nas jako kandydata do spadku. Jak ty oceniasz poziom trudności niedzielnego pojedynku dla Jagi?
Jagiellonia nie jest na tyle mocna, by lekceważyć kogokolwiek w Ekstraklasie, dlatego do meczu z GKS-em na pewno podejdzie poważnie. W Białymstoku nauczono się tej uwagi i koncentracji i jestem spokojny o odpowiednie nastawienie. Z kolei GKS przespał moim zdaniem początek okienka transferowego – mam wrażenie, że podobnie jak w Motorze, było u was za dużo zadowolenia dobrymi wynikami w poprzednim sezonie. Każdy zespół musi się jednak rozwijać, bo liga idzie do góry. Ostatnio widać, że GieKSa odżyła i wyglądała naprawdę dobrze. Zaskoczyła mnie jednak porażka, a przede wszystkim przebieg meczu z Piastem. Zastanawiam się, jak GKS zareaguje na taką wpadkę. Jedziecie na trudny teren, skąd tylko Raków i ten pamiętny Bruk-Bet wywiózł punkty. Nie jest łatwo tutaj grać i przekonały się o tym choćby Cracovia, Arka i Korona, które wyjechały z Białegostoku z bagażem goli. Nie wiem, co wydarzy się w niedzielę, bo o ile postawa Jagiellonii jest dość przewidywalna, to forma GKS-u jest dla mnie niewiadomą. Ponadto GieKSa lepiej gra u siebie, a wyjazdy do zespołów z czołówki nie wychodzą wam najlepiej.

Mimo wszystko proszę cię o wytypowanie wyniku niedzielnego starcia.
2:1 dla Jagiellonii po trudnym, wybieganym meczu.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Przemo

    22 listopada 2025 at 07:57

    Ciekawy wywiad, dziękuję. Jako kibic Jagi typuję wysoką wygraną gości, bo tylko wtedy mamy szansę przeskoczyć w tabeli Górnika.

    • Avatar photo

      Przemo

      22 listopada 2025 at 11:37

      Gospodarzy chciałem napisać a wyszło jak wyszło i oby się ten mój byk nie sprawdził. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga