Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: może być jeszcze lepiej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przed nami pierwszy akt rywalizacji GieKSy z Jagiellonią, a kolejny już za niespełna dwa tygodnie w Pucharze Polski. Nasz niedzielny rywal swoją uwagę dzieli pomiędzy rozgrywki krajowe i międzynarodowe, całkiem nieźle spisując się zarówno w Ekstraklasie, jak i w Lidze Konferencji. O nastrojach w Białymstoku, letnich transferach i oczekiwaniach przed ligowym starciem z GieKSą rozmawialiśmy z red. Jakubem Sewerynem, byłym pracownikiem biura prasowego Jagi oraz m.in. takich redakcji jak Sport.pl i Ekstraklasa.net.

Niedawno po raz kolejny obejrzałem film „Kilerów dwóch” i przed naszą rozmową nasunęło mi się pewne skojarzenie. Kiedy Kiler przyjeżdża na tenisa do Prezydenta, natychmiast zostaje otoczony wianuszkiem dziennikarzy. Z pewnym zażenowaniem prosi, aby jednak zapytać o coś gospodarza, na co jeden z dziennikarzy rzuca niedbale: to co tam u Pana w państwie Panie Prezydencie? W naszej futbolowej rzeczywistości takimi „kilerami” na celowniku mediów są targana kolejnymi kryzysami Legia, Lech po „aferze gibraltarskiej”, co rusz zmieniający trenerów Widzew czy całkiem świeże zamieszanie w Częstochowie z transferem Marka Papszuna do Warszawy. Tymczasem Jagiellonia, nieco z boku, po cichu robi swoje. Zapytam więc analogicznie: to co tam u was w klubie?
My też mieliśmy swoją małą aferę ze zwolnieniem Rafała Grzyba – legendy Jagiellonii, a ostatnio asystenta trenera Siemieńca. Wiele było spekulacji, ale temat zniknął i niewiele osób do tego wraca, szczególnie po ostatnim zwycięstwie z Pogonią.

Niezależnie od tego Jagiellonia nie zbacza z obranego kursu i na stałe zadomowiła się w czołówce ligi. Nie udało się wprawdzie obronić mistrzowskiego tytułu, ale czy pozycja za plecami Lecha i Rakowa była dla was rozczarowaniem?
Absolutnie nie. W Białymstoku twardo stąpamy po ziemi i wiedzieliśmy, że po sukcesach może przyjść trudniejszy moment. Wiosną toczyliśmy zacięte boje pucharowe m.in. z Brugią czy Betisem, które w końcówce sezonu odbiły się na postawie zespołu. Do ostatniej kolejki trzeba było walczyć o miejsce na ligowym podium – ten cel udało się osiągnąć, dlatego nie mamy prawa narzekać na końcowe rozstrzygnięcia. Zobaczymy, jak będzie wyglądała rywalizacja w obecnych rozgrywkach, bo już nie tylko Jagiellonia i Legia, ale też Lech i Raków grają w Lidze Konferencji. Nikomu nie będzie łatwo w Ekstraklasie, co zresztą już widać po wynikach. Cztery zespoły mają te same warunki, ponadto być może do rywalizacji włączą się kolejne kluby, ale do rozstrzygnięć jeszcze daleka droga.

Spośród wymienionych drużyn Jagiellonia najskuteczniej łączy grę w lidze i Europie, i to drugi sezon z rzędu. To doświadczenie może być przewagą, która ostatecznie przechyli ekstraklasową szalę na waszą korzyść?
Nasz sztab dobrze sobie radzi w tej rzeczywistości i wyciąga właściwe wnioski, gdy nie wszystko idzie po ich myśli. Zdobyli już cenne doświadczenie i nawet w obliczu wielu zmian personalnych w drużynie udaje się utrzymywać wysoki poziom i przede wszystkim punktować. Zarówno poziom rotacji zawodnikami wyjściowej jedenastki, jak i cała logistyka związana z grą w Europie, właściwa regeneracja i niezbędne udogodnienia są odpowiednio poukładane, dlatego w końcówkce rundy jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji, a może być jeszcze lepiej.

Inauguracja ligowych rozgrywek mogła jednak zaburzyć pracę tej dobrze wyregulowanej maszyny. Zadrżały serca po łomocie od beniaminka z Niecieczy?
Na pewno wkradła się jakaś niepewność, bo po takim meczu to oczywiste. Wiadomo jak reagują kibice, gdy na własnym stadionie tracisz cztery gole, a mogło być ich nawet więcej. Z drugiej strony można było zakładać, że mecz z Bruk-Betem będzie jeszcze elementem okresu przygotowawczego, który rozpoczęliśmy później niż reszta ligi. Ponadto kadra nie była jeszcze kompletna, a dopasowanie nowych zawodników do systemu gry Jagiellonii wymagało czasu. W drugiej kolejce pokonaliśmy Widzew i choć zwycięstwo nie przyszło łatwo, a do samej gry można było mieć wiele uwag, to decydujący gol Pululu w ostatniej minucie był impulsem mentalnym i drużyna zaczęła się rozkręcać. W pewnym momencie byliśmy nawet liderem Ekstraklasy, a dobrą formę potwierdziliśmy w kwalifikacjach Ligi Konferencji. Dlatego dziś mecz z Termalicą można traktować jako małe zawahanie formy.

Czy ostatnie kolejki można traktować podobnie? Przeciwnicy byli bardziej renomowani, ale mimo wszystko porażki z Górnikiem i Rakowem, a nawet zwycięstwo z Pogonią, na które długo się nie zanosiło, mogą o czymś świadczyć?
Mecz z Rakowem nie świadczy o żadnym kryzysie, podobnie zresztą jak porażka w Zabrzu, gdzie graliśmy tuż po ciężkim meczu w Strasburgu. Pojedynek na stadionie lidera, napędzonego dobrymi wynikami, a także kontrowersyjne decyzje sędziów – można w ten sposób próbować logicznie uzasadnić ten wynik. Z kolei Raków jest klasową drużyną i udowodnił to w Białymstoku, wypracowując sobie dwubramkową przewagę, która mogła być jeszcze większa. Mimo to Jagiellonia zdobyła gola i do ostatniej minuty walczyła o wyrównanie – tym razem się nie udało, ale taką sytuację jestem w stanie zaakceptować. W Szczecinie natomiast rzeczywiście wyglądaliśmy nieciekawie, bo Pogoń nas zdominowała. Graliśmy wtedy co trzy dni i pomiędzy czwartkowym meczem w Skopje a niedzielnym w Szczecinie nie było nawet 72 godzin na powrót i regenerację. Pogoń to wykorzystała, ale to Jaga siłą woli była w stanie przechylić szalę na swoją korzyść. Sztab na pewno wziął pod lupę postawę zespołu w tych spotkaniach, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy jeszcze drużyną, która wróci z Europy i z marszu na tak trudnym terenie jak Szczecin sięgnie po pewne zwycięstwo. Ekstraklasa jest coraz silniejsza, natomiast siłą Jagiellonii jest umiejętność wygrywania meczów, w których nie wszystko układa się po naszej myśli.

W letnim okienku transferowym Jaga została mocno przebudowana. O sile kadry świadczą dziś pozyskani zawodnicy, czy raczej ci, których udało sie w Białymstoku zatrzymać?
Trudno powiedzieć, bo mimo wszystko kilka ważnych ogniw odeszło. Zostali Taras Romanczuk i Jesús Imaz, ale oni już się raczej nigdzie nie wybierają. Został też Sławek Abramowicz, choć ma już godnego następcę między słupkami w postaci Miłosza Piekutowskiego. Z kolei Afimico Pululu nie zawsze jest w topowej formie, ale z dobrej strony pokazują się pozyskani latem Dimítris Rállis i Youssuf Sylla, którzy łącznie mają już na koncie sześć goli. Ważne, że liderzy zostali, ale moim zdaniem ważniejszy jest sposób, w jaki Jagiellonia uzupełniła braki kadrowe i wzmocniła zespół. Dużo pewności w linii obrony dał Andy Pelmard, ponadto sporo obiecuję sobie po Kamilu Jóźwiaku, który jeszcze nie jest w formie, z której pamiętamy go z Lecha czy reprezentacji Polski, ale wnosi coraz więcej do ofensywy. Z kolei w Szczecinie popisał się kluczową interwencją, która uchroniła nas od straty bramki. We wrześniu do zespołu dołączył Sergio Lozano, który jako zawodnik środka pola ma już na swoim koncie sześć goli, w tym wyrównujący z FK Škendija, zdobyty w 90. minucie. Warto również wspomnieć transfery obrońców – Bernardo Vitala i Bartka Wdowika, który dziś jest pewniakiem na swojej pozycji. Alejandro Pozo regularnie grał w La Liga i La Liga 2 i wygrywał Ligę Europy z Sevillą, a w Jagiellonii zaliczył już kilka goli i asyst. Jest też Dawid Drachal, którego bardzo dobrze znacie.

Wydaje mi się, że nie zdążyliśmy go poznać wystarczająco dobrze, zanim zamienił Katowice na Białystok. Jakie wrażenie zrobił na was do tej pory?
W GieKSie Dawid miał problem z regularną grą na swojej naturalnej pozycji, bo duet Kowalczyk-Repka był nie do ruszenia. Z tego powodu był rzucany po innych pozycjach, natomiast w Białymstoku dobrze radzi sobie na „ósemce” i jestem zaskoczony, że aż tak szybko odnalazł się w tej roli. W meczu z FK Novi Pazar wszedł z ławki i rozruszał nasze działania w ofensywie. W kolejnym meczu z Widzewem strzelił gola już w 3. minucie i szybko stał się ważną postacią w kadrze Jagiellonii. Już dał się poznać z bardzo dobrej strony, a spodziewam się, że może dać drużynie jeszcze więcej. Nie tylko w klubie, ale i w reprezentacji U-21, gdzie miał swój udział w ostatnich zwycięstwach z Włochami i Macedonią Północną.

W kontekście reprezentacji młodzieżowej nie sposób nie wspomnieć o innym talencie z Białegostoku, który przyciąga uwagę zarówno mediów, jak i zachodnich agentów. Niespełna 18-letni Oskar Pietuszewski był nawet awizowany jako kandydat do gry w kadrze Jana Urbana. Twoim zdaniem selekcjoner powinien już dziś znaleźć miejsce w reprezentacji dla tego zawodnika?
Nie będę podważał kadrowych decyzji selekcjonera, który na ten moment osiąga maksimum pod względem wyników, a przy odrobinie szczęścia mógł nawet wygrać z Holandią w Warszawie. Trener Siemieniec zwrócił z kolei uwagę, że zarówno decyzja o niepowołaniu, jak i o powołaniu Oskara do kadry A mogłaby się obronić, bo ten zawodnik ma ogromny potencjał. Musi jedynie ustabilizować swoją formę na wysokim poziomie, bo dobre mecze przeplata słabszymi. Tak było w Skopje, gdzie w meczu z FK Škendija nie pokazał nic. Z kolei trzy dni później popisał się kluczową akcją w Szczecinie, zdobywając zwycięskiego gola. Dlatego nie wykluczam, że w przyszłości może być gwiazdą Reprezentacji.

Łatwiej mu będzie zostać gwiazdą Jagiellonii? Można już dziś opierać na nim grę zespołu?
Dzieje się to niejako naturalnie, bo Oskar jest typem zawodnika, który lubi mieć piłkę, nie boi się dryblować i napędza ataki zespołu. To wszystko sprawia, że ofensywa Jagiellonii coraz bardziej zależy od niego i nikt nie musi dodatkowo napędzać tego procesu. Pietuszewski rozwija się jako naturalny lider tej drużyny, który nie będzie miał problemu z udźwignięciem tej roli w przyszłości, kiedy jego forma się ustabilizuje.

Wspomniana akcja bramkowa ze Szczecina powinna była zakończyć się trafieniem Imaza, jednak ten trafił w poprzeczkę i Pietuszewski musiał dobijać. Mimo to Jesús Imaz to chyba dziś największa gwiazda i niekwestionowany lider. Można sobie wyobrazić Jagiellonię bez niego?
Na pewno jest to trudne, aczkolwiek będziemy musieli, bo już za tydzień zagramy kluczowy mecz LKE z Kuopion Palloseura, a Imaz będzie pauzował za czerwoną kartkę. Jestem przekonany, że sztab znajdzie sposób na jego zastąpienie – ja widzę na dziesiątce Sergio Lozano. Jesús nie zawsze błyszczy przez cały mecz, ale w każdej chwili może dać konkret, który zadecyduje o wyniku. Najlepiej świadczą o tym liczby, bo nazbierał już 12 bramek i całkiem sporo asyst. W ostatnich meczach szło mu troszkę gorzej, ale jeśli w niedzielę wyjdzie od pierwszej minuty – a wszystko na to wskazuje – to będzie poważnym zagrożeniem dla waszej defensywy. Jeśli raz spuścicie go z oka, to bramkarz będzie musiał wyjmować piłkę z siatki.

W zeszłym sezonie podzieliliśmy się punktami, bo w obu meczach solidarnie wygrywali gospodarze. Jak wspominasz te pojedynki?
Nie byłem na meczu w Katowicach, ale podejrzewam, że zwycięstwo z Mistrzem Polski było dla was świętem. Jagiellonia umierała wtedy na boisku, bo kilka dni wcześniej grała z Ajaxem, a w Katowicach było wtedy bardzo gorąco. Mimo że można było przełożyć ten mecz, sztab ostatecznie się na to nie zdecydował, czego później żałowano. O wyniku zadecydowały indywidualne błędy i trochę szczęścia przy strzale Galana, gdy piłka odbiła się od Kowalczyka i znalazła drogę do bramki. Jednak nie można powiedzieć, że zwycięstwo GieKSy nie było zasłużone. Być może taki mecz był nam potrzebny, bo następne pojedynki wyglądały już znacznie lepiej. Z kolei w rewanżu pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Jagiellonii, a bramkę po stałym fragmencie gry zdobył Romanczuk. W drugiej połowie GKS coraz bardziej dochodził do głosu i mógł się pokusić o wyrównanie. Pokazaliście, że jesteście niewygodnym przeciwnikiem dla Jagiellonii i jestem ciekawy, jak będzie wyglądał nasz niedzielny mecz.

Wiele dobrego nasłuchaliśmy się o postawie GieKSy w poprzednim sezonie, natomiast obecnie wielu wskazuje nas jako kandydata do spadku. Jak ty oceniasz poziom trudności niedzielnego pojedynku dla Jagi?
Jagiellonia nie jest na tyle mocna, by lekceważyć kogokolwiek w Ekstraklasie, dlatego do meczu z GKS-em na pewno podejdzie poważnie. W Białymstoku nauczono się tej uwagi i koncentracji i jestem spokojny o odpowiednie nastawienie. Z kolei GKS przespał moim zdaniem początek okienka transferowego – mam wrażenie, że podobnie jak w Motorze, było u was za dużo zadowolenia dobrymi wynikami w poprzednim sezonie. Każdy zespół musi się jednak rozwijać, bo liga idzie do góry. Ostatnio widać, że GieKSa odżyła i wyglądała naprawdę dobrze. Zaskoczyła mnie jednak porażka, a przede wszystkim przebieg meczu z Piastem. Zastanawiam się, jak GKS zareaguje na taką wpadkę. Jedziecie na trudny teren, skąd tylko Raków i ten pamiętny Bruk-Bet wywiózł punkty. Nie jest łatwo tutaj grać i przekonały się o tym choćby Cracovia, Arka i Korona, które wyjechały z Białegostoku z bagażem goli. Nie wiem, co wydarzy się w niedzielę, bo o ile postawa Jagiellonii jest dość przewidywalna, to forma GKS-u jest dla mnie niewiadomą. Ponadto GieKSa lepiej gra u siebie, a wyjazdy do zespołów z czołówki nie wychodzą wam najlepiej.

Mimo wszystko proszę cię o wytypowanie wyniku niedzielnego starcia.
2:1 dla Jagiellonii po trudnym, wybieganym meczu.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Przemo

    22 listopada 2025 at 07:57

    Ciekawy wywiad, dziękuję. Jako kibic Jagi typuję wysoką wygraną gości, bo tylko wtedy mamy szansę przeskoczyć w tabeli Górnika.

    • Avatar photo

      Przemo

      22 listopada 2025 at 11:37

      Gospodarzy chciałem napisać a wyszło jak wyszło i oby się ten mój byk nie sprawdził. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga