Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Czołówka goni GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet w zaległym spotkaniu z 5. kolejki Ekstraligi wygrała 3:1 z Pogonią Dekpol Tczew. Po rundzie jesiennej zajmujemy 4. miejsce ze stratą 10 punktów do liderek Czarnych Sosnowiec (majac jeden mecz rozegrany mniej). Nie milkną echa po odwołanym spotkaniu z Jagiellonią. Kibicom, którzy licznie pojechali do Białegostoku, nasz klub postanowił przyznać voucher, który mogą wymienić na darmowy bilet na mecz Pucharu Polski z… Jagiellonią. Na kanale Tomasza Ćwiąkały w serwisie YouTube można obejrzeć rozmowę z Rafałem Górakiem.

Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali jedno spotkanie, w którym pokonali 3:0 Avię w Świdniku. Następny mecz rozegramy w piątek 28 listopadao o 18:00 z Astrą Nowa Sól na Arenie Katowice.

Hokeiści w niedzielę pokonali 6:3 JKH GKS Jastrzębie na wyjeździe. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra dwa spotkania – w piątek 28 listopada o 18:00 z Unią w Oświęcimiu oraz w niedzielę 30 listopada o 17:00 w Satelicie z Energą Toruń.

 

PIŁKA NOŻNA

katowice.tvp.pl – GKS Katowice zwycięża na zakończenie rundy jesiennej. Czołowa trójka jest blisko

W ostatnim spotkaniu rundy jesiennej Orlen Ekstraligi kobiet GKS Katowice podejmował na własnym stadionie Pogoń Dekpol Tczew — zespół, z którym piłkarki Karoliny Koch nie przegrały w pięciu poprzednich starciach.

Zaległy mecz 5. kolejki zapowiadał się jako okazja dla faworytek z Katowic do zdobycia kompletu punktów przy Bukowej. Strzelanie rozpoczęła w 29. minucie Aleksandra Nieciąg, która precyzyjną główką pokonała bramkarkę Pogoni i dała gospodyniom prowadzenie. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, a GKS schodził do szatni z jednobramkową przewagą.

Po wznowieniu gry inicjatywę przejęły jednak przyjezdne. W 65. minucie Annabel Hogan doprowadziła do wyrównania, dając swojej drużynie nadzieję na korzystny rezultat. Remis nie utrzymał się jednak długo — po nieudanym piąstkowaniu bramkarka Pogoni, Adriana Banaszkiewicz, niefortunnie skierowała piłkę do własnej bramki.

W doliczonym czasie gry wynik meczu ustaliła Victoria Kalaberowa, pieczętując zwycięstwo GKS Katowice 3:1. Tym samym zawodniczki Karoliny Koch kończą rundę jesienną pewnym triumfem i cennym kompletem punktów.

 

weszlo.com – Rafał Górak: „Każdy z Katowic odchodził zniszczony”

Rafał Górak to postać pomnikowa dla GKS-u Katowice. Prowadzi ten klub od 2019 roku i jest to już jego druga kadencja. To, co nie udało się innym, udało się właśnie jemu. Przełamał klątwę i wprowadził katowiczan do Ekstraklasy. Czekali na to dziewiętnaście lat, a przez dwanaście ugrzęźli na poziomie pierwszoligowym.

Gościem Tomasza Ćwiąkały był Rafał Górak, czyli szkoleniowiec GKS-u Katowice. W długim wywiadzie poruszył kilka ciekawych kwestii – wypowiedział się o pierwszej pracy w tym klubie, momencie, w którym zaufał statystykom, poświęceniu żony, trudnych momentach w życiu oraz o inspirującym wykładzie Marcelo Bielsy.

GKS Katowice bardzo długo robił za przykład klubu przyspawanego na dobre do pierwszej ligi. Spędził tam aż dwanaście lat. Nie był na tyle słaby, żeby spaść, ale też nie na tyle mocny, by wywalczyć awans. Górakowi udało się to, czego nie dokonali wcześniej inni.

– Po mnie pracowali świetni trenerzy – Moskal, Brzęczek, Skowronek, Paszulewicz. Wydawało mi się, że każdy stamtąd wychodzi totalnie zniszczony.

W jego drugiej kadencji pojawiły się też trudne momenty, jak chociażby ten, w którym GKS notował bardzo długą serię bez zwycięstwa, a trybuny domagały się zwolnienia szkoleniowca. Wtedy bardzo pomogła mu szatnia, która stała za nim murem:

– Mówimy o trzecim sezonie w pierwszej lidze i jedenastu meczach bez wygranej. Wtedy – nawet nie agresja – a zwykły hejt na mnie spadł i był on ogromny. To był moment, gdy zastanawiałem się, czy tego nie rzucić w diabły. Chyba szatnia to wyczuła. Była dla mnie zderzakiem. Oni odbili to ze zdwojoną siłą. Wsparcie zespołu było dla mnie kluczowe.

Rada drużyny powiedziała w końcu, żeby się nie wygłupiał i nie odchodził. Byli przekonani, że to wszystko „odpali”, a wyniki są totalnie niewspółmierne do gry. Górak wspomniał o statystyce – w pewnym momencie – siedmiu niestrzelonych karnych na dziesięć.

Dlaczego w ogóle drugi raz zdecydował się przejąć GKS Katowice?

– Za pierwszym razem dałem się zabrać na wycieczkę z ludźmi, którzy nie byli rzetelnymi partnerami w prowadzeniu klubu. Dałem się z tym trochę nabrać. Zadeklarowano mi, że to jest drużyna, która może zawalczyć o Ekstraklasę. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Zabrakło mi wtedy takiego doświadczenia w rozmowie. Dzisiaj bym takiego błędu nie popełnił.

Górakowi niedawno stuknęło 310 spotkań na ławce GKS-u Katowice, biorąc pod uwagę dwie kadencje. Przyznał, że kocha bycie trenerem i jest mu z tym wspaniale, natomiast… jest to bardzo trudne dla drugich połówek.

– Moja żona zawsze chciała się realizować i ja to czułem. Nigdy jej nie powiedziałem – słuchaj, ty się musisz zająć dziećmi, a ja na to wszystko zarobię. Nigdy nie miałem odwagi jej tak powiedzieć. Jak mnie poznała, to kończyła prawo i była w zaawansowanej ciąży, a kiedy w 2011 roku nie mieliśmy co do garnka włożyć, to ona walczyła na dwóch etatach. Dobrze, kiedy ta druga strona ma tyle siły, bo to napędza i nie jesteśmy w domu uwięzieni.

[…] Wielu szkoleniowców mocno naciska na sędziów, krytykuje ich, podważa decyzje. Rafał Górak nie. Jest w tej kwestii bardzo specyficzny, bo stara się wejść w głowę drugiej strony i przyznaje, że bez arbitra nie ma meczu.

– Kluby mają swoje racje, sędziowie też. Sytuacje są diametralnie jasne i łatwo wydać osąd. Najbardziej muszą poradzić sobie z tym sędziowie, ale oni bez naszego wsparcia nic nie zrobią, jeżeli będziemy tylko sypać piasek. Oni są też ludźmi i wydaje mi się, że nie mają żadnej złej intencji. Bez sędziego nie ma meczu, obojętnie na jakim poziomie. Wobec tego wszyscy musimy brać odpowiedzialność, żeby byli na jak najwyższym poziomie.

[…] Jednym z piłkarzy, których bardzo udało się rozwinąć Górakowi był Antoni Kozubal, który spędził w Katowicach rok na wypożyczeniu. Nie miał jednak łatwo, bo pierwsze pół roku siedział na ławce, a wtedy… zareagowała jego mama:

– Antka mama potrafiła zadzwonić w trosce o syna, nie miałem o to pretensji, ale to dla mnie pewien ciężar. Zadzwoniła z pretensjami, dlaczego on nie gra, skoro przyszedł z Lecha, martwi się, bo teraz ma też maturę.

Górak polecił mamie piłkarza, żeby była cierpliwa. Później rzeczywiście Kozubal zaczął grać, pomógł w awansie do Ekstraklasy. Wrócił do Lecha Poznań i stał się jego bardzo ważnym elementem. Trafił też do reprezentacji Polski. Trener GKS-u wspomniał o kilku cechach, które mu imponują u tego gracza:

– To chłopak, który swoją skromnością, cechami osobowymi sprawia, że nie powiesz, że będzie szefem. Spokojnie, będzie nim. Bardzo lubię liderów, którzy swoją ciszą potrafią oddziaływać na zespół. Moim zdaniem mamy zawodnika, który się rozwija. To normalne, że będzie miał wzloty i upadki.

Dużym echem odbiło się także odejście Sebastiana Bergiera, a właściwie nieprzedłużenie kontraktu z „GieKSą” i dołączenie do Widzewa. Napastnik opowiadał, że nie czuł się traktowany fair. Miał też pretensje o brak jasnego i klarownego komunikatu po kontuzji ręki. Na koniec zabrakło mu minut, by z automatu przedłużyła się jego umowa. Potrzebował 50%, których nie osiągnął. Miał żal, że schodził w 55., 60., 65., minucie i przez to jego zdaniem ich zabrakło. Co na to trener Górak?

– Wypowiedzi są niefortunne i tak to należy zakończyć. Znałem ten cały proces odejścia Sebastiana do Widzewa. Nie było tu żadnej winy klubu. To jest takie odbicie piłki nie wiadomo po co.

Dużo brutalniej za to Górak potraktował Tymoteusza Puchacza:

– Jeśli ktoś deklaruje chęć gry, warunki są zaakceptowane przez wszystkie strony, a agencja również potwierdza porozumienie, to dla mnie jest to zobowiązanie. Nie akceptuję sytuacji, w której ktoś nagle odrzuca wcześniej ustalone warunki, powołując się na nową ofertę. Takie słowa z jego strony nie padły. Puchacz zadeklarował grę w GKS-ie Katowice – podkreślił.

 

Sprawdzamy: czy mecz Jagiellonia – GKS można było uratować?

Mecz Jagiellonii Białystok z GKS-em Katowice został odwołany przez opady śniegu, ale zdaje się, że wciąż sporo osób ma wątpliwości co do tej decyzji. Sprawdziliśmy więc jak to wyglądało w kuluarach i zaraz odpowiemy na najważniejsze pytania, które mogą was nurtować.

Dlaczego nie zagrano?

Przez śnieg! A poważnie – stan płyty skrajnie uniemożliwiał rozegranie tego spotkania. Piłkarze nie mogliby swobodnie poruszać się po boisku, dryblować, robić zwrotów, piłka też nie była specjalnie widoczna. Uznano, że ryzyko kontuzji w takich warunkach jest za duże i lepiej będzie, jeśli zawodnicy Jagiellonii i GKS-u rozegrają to spotkanie kiedy indziej na uczciwych i bezpiecznych zasadach.

Dlaczego nie odśnieżano boiska?

To pewnie kibiców dziwi najbardziej – dlaczego kamery nie mogły pokazać choćby rozpaczliwych prób „łopatowania”, żeby na końcu wszyscy mogli powiedzieć: „spróbowaliśmy”? Otóż na spotkaniu przed meczem zarządzono, że przy takich opadach, jakie wówczas miały miejsce, spotkanie się odbędzie, ale mecz będzie co jakiś czas przerywany – po to, by ogarniać linie na boisku, dość kluczowe w piłce nożnej. Niestety od tego czasu opady przybrały na sile i sama murawa przestała być już zdatna do gry, więc odśnieżanie linii na niewiele by się zdało.

Przekazano nam, że według prognoz, Białystok dopiero wchodzi w chmurę największych opadów śniegu, tak więc z biegiem minut w mieście ma być tylko gorzej (nawet jeśli teraz nie pada).

Dlaczego podgrzewana murawa nie stopiła śniegu?

To często powtarzany mit – skoro murawa jest podgrzewana, no to powinna bez problemu topić śnieg. Ale to przecież bzdura – gdyby ją „podkręcić” na tyle, że radziłaby sobie ze śniegiem, to przecież jednocześnie paliłaby trawę. Naprawdę, to nie jest jakiś grill, który i stopi śnieg, i upiecze kiełbaskę. Lata mijają, takie sytuacja się powtarzają, a ludzie wciąż wierzą w ten system jak w kaloryfer. To tak nie działa i tyle.

Co ze słowami Rafała Góraka, który powiedział: „Można było zrobić dużo więcej, żeby grać”?

W zasadzie odpowiedzi zawierają się też w poprzednich punktach. Rzecznik Jagiellonii, zapytany nas o to zdanie trenera drużyny przeciwnej, nie chciał się do niego bezpośrednio odnosić, ale zauważył, że trener Górak był obecny na spotkaniu z sędzią i nie powinien być zaskoczony taką, a nie inną decyzją oraz jej powodami.

Chyba trzeba sporo złej wiary, by wierzyć, że dało się to spotkanie uratować. Człowiek regularnie przegrywa z naturą, po prostu przegrał i tym razem. Jakieś wątpliwości może budzić decyzja o braku odśnieżania samej płyty, a nie tylko linii, niemniej skoro i tak ma padać coraz bardziej i bardziej… Niewiele by to dało.

Najbardziej szkoda kibiców – szczególnie tych z Katowic, którzy przecież do Białegostoku najbliżej nie mieli.

 

GKS Katowice nagrodził kibiców, którzy byli w Białymstoku

Niedzielny mecz GKS-u Katowice na stadionie Jagiellonii Białystok nie doszedł do skutku. Spadł śnieg, gospodarze ewidentnie nie zrobili wszystkiego, żeby przynajmniej spróbować zagrać i sędzia zdecydował, że spotkanie się nie odbędzie. Najbardziej pokrzywdzeni byli kibice GieKSy, którzy w liczbie przekraczającej tysiąc wybrali się na drugi koniec Polski.

Trener Rafał Górak przed kamerami Canal+ Sport wyraźnie sprawiał wrażenie kogoś, kto wolałby ten mecz rozegrać. Jako jeden z argumentów podawał właśnie sympatyków jego drużyny, którzy poświęcili cały weekend, żeby dotrzeć na Podlasie, a w praktyce zaliczyli pusty przelot.

GKS Katowice nagradza kibiców, którzy pojechali na przełożony mecz do Białegostoku

Klub jednak docenił poświęcenie kibiców. W oficjalnym komunikacie obwieścił, że wszyscy, którzy wybrali się do Białegostoku otrzymają darmowe bilety na najbliższy mecz Pucharu Polski. 4 grudnia GKS zmierzy się u siebie właśnie z Jagiellonią.

Prosty gest, a wiele znaczący, czemu w komentarzach dali wyraz sami kibice. Również tak można wzmocnić tożsamość z klubem.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Zacięta walka o PlusLigę. Czołówka goni GKS Katowice

W przedostatni weekend listopada dobiegła końca 11. kolejka, która rozgrywana była od czwartku. W sobotę każdy z faworytów wyszedł obronną ręką i bez straty punktowej. Wciąż na szczycie utrzymują się niepokonani katowiczanie.

[…] Nie ma mocnych na GKS Katowice, którzy od startu sezonu, czyli jedenastu kolejek pozostają niepokonani. Tym razem podejmowała go Avia Świdnik. W poprzednim tygodniu ekipie z lubelskiego udało się przełamać Stal Nysę. Drugi spadkowicz PlusLigi jednak się nie dał.

Dużą przewagą katowiczan był blok. W tym elemencie zdobyli aż 11 punktów, tyle samo razy zanotowali też wybloki. Większą pewność mieli też w polu serwisowym. Pierwsze skrzypce grał Wojciech Włodarczyk, który razem z Gonzalo Quirogą stworzył po raz kolejny duet nie do zdarcia. Tak naprawdę świdniczanie mieli szansę na przełamanie tylko w drugiej partii, choć i tak kontrolę mieli cały czas gracze GKS-u.

PZL LEONARDO Avia Świdnik – GKS Katowice 0:3 (17:25, 22:25, 15:25)

MVP: Wojciech Włodarczyk

 

HOKEJ

hokej.net – Ostre strzelanie i bokserskie starcia. GKS Katowice wygrał po atrakcyjnym widowisku

To nie był mecz dla ludzi o słabych nerwach. W spotkaniu, które miało pozwolić JKH GKS Jastrzębie zrównać się punktami z liderem tabeli, górą okazali się goście z Katowic. Kibice zobaczyli aż dziewięć bramek, gole w osłabieniach, bójki i twardą walkę do ostatnich sekund. GKS Katowice wygrywa 6:3 i pnie się w górę tabeli.

Stawka niedzielnego spotkania była wysoka. Jastrzębianie walczyli o fotel współlidera Ekstraligi, natomiast katowicka GieKSa szukała punktów, by wskoczyć do czołowej czwórki. Do składu gospodarzy wrócili kluczowi zawodnicy, co zapowiadało wyrównane widowisko, jednak początek należał do przyjezdnych.

Mecz rozpoczął się nerwowo z obu stron, ale optyczną przewagę szybko zyskali goście. Katowiczanie częściej gościli w tercji obronnej JKH, a ich starania przyniosły efekt w 12. minucie, choć wydatnie pomógł im w tym bramkarz gospodarzy. Karolus Kaarlehto podjął ryzykowną decyzję o wyjściu z bramki, by wybić krążek, ale zrobił to niedokładnie. Błąd bezlitośnie wykorzystał Joona Monto, otwierając wynik spotkania. Końcówka pierwszej tercji przyniosła ogromne emocje, nie tylko te sportowe. Najpierw doszło do bokserskiego starcia między Maciejem Urbanowiczem a Travisem Vervedą, za co posypały się kary. Gdy wydawało się, że Katowice zejdą do szatni z prowadzeniem, grając w przewadze liczebnej, gospodarze zadali niespodziewany cios. Na dwie sekundy przed syreną, Jakub Ślusarczyk wykorzystał świetne podanie Szymona Kiełbickiego i bierność obrony gości, wyrównując na 1:1 w osłabieniu!

Druga odsłona to prawdziwa wymiana ciosów, z której zwycięsko wyszli goście. Już w 21. minucie, wciąż grając w przewadze, Aleksi Varttinen huknął z dystansu, a zasłonięty Kaarlehto musiał skapitulować. Chwilę później było już 1:3 – w sytuacji sam na sam zimną krew zachował Ian McNulty. Jastrzębianie próbowali wrócić do gry. Nadzieję w serca kibiców wlał w 32. minucie Fredrik Forsberg, wykorzystując grę w przewadze potężnym strzałem pod poprzeczkę. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Najpierw Grzegorz Pasiut przywrócił dwubramkowe prowadzenie gości, a kluczowy moment nastąpił w 38. minucie. Grający w osłabieniu Juho Koivusaari przeprowadził fenomenalną indywidualną akcję, mijając obrońców i bramkarza, podwyższając wynik na 2:5. To trafienie w osłabieniu wyraźnie podcięło skrzydła gospodarzom.

W trzeciej tercji JKH rzuciło się do odrabiania strat. Sygnał do ataku dał kapitan Maciej Urbanowicz, który w 46. minucie wykorzystał okres gry w podwójnej przewadze (5 na 3), zmniejszając dystans do 3:5. Gospodarze naciskali, a trener Rafał Bernacki zdecydował się na bardzo odważny manewr, ściągając bramkarza już w 57. minucie. Jastrzębianie zamknęli rywali w zamku, ale nie zdołali pokonać Eliassona. Kropkę nad „i” postawił Stephen Anderson, który na półtorej minuty przed końcem skierował krążek do pustej bramki, ustalając wynik na 3:6. Zwycięstwo w Karwinie to cenna zdobycz dla GKS-u Katowice, który potwierdził swoje aspiracje do czołowych lokat. JKH GKS, mimo ambitnej walki, musi obejść się smakiem i odłożyć plany o pozycji lidera na później.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga