Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Szok tlenowy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu Jagiellonia Białystok – GKS Katowice.
weszlo.com – Jagiellonia – GKS
Jagiellonia walczy o pozycję lidera PKO BP Ekstraklasy. GKS chce na dobre oddalić się od strefy spadkowej, nad którą ma w tym momencie zaledwie 1 oczko zapasu. Bardzo ważne spotkanie dla obu zespołów w kontekście miejsca w tabeli.
Jaga po 2 ligowych porażkach wróciła na zwycięską ścieżkę przed przerwą reprezentacyjną za sprawą niesamowitego Oskara Pietuszewskiego. Bramka młodego skrzydłowego zapewniła zwycięstwo w Szczecinie, a trzeba przyznać, że Pogoń postawiła twarde warunki wiceliderowi ligi. W tym momencie, dzięki remisowi Górnika z Wisłą Płock, Duma Podlasia posiada wielki komfort, ponieważ ma do rozegrania zaległe spotkanie i mecz 16. kolejki przed sobą. Podopieczni Siemieńca mają wszystko we własnych rękach.
GKS piął się w górę, był na fali i po mistrzowsku przerżnął derby z Piastem. Coś, co nie miało prawa się wydarzyć, patrząc nie tylko na dotychczasową formę obu zespołów, ale także na jakość prezentowaną przez GieKSę w ostatnich tygodniach, wydarzyło się. Katowiczanie mimo wszystko zanotowali spory progres względem początku sezonu i muszą go potwierdzić w kolejkach poprzedzających przerwę zimową.
Wydaje się, że nie będą jednak mieli za dużo do powiedzenia w Białymstoku. Jagiellonia jest zespołem, który w tym momencie ma wszystkie karty po swojej stronie i na pewno nie odpuści walki o fotel lidera. Imaz i spółka okupują 2. miejsce nie bez powodu. GieKSa jest dobra, ale Jaga lepsza.
[…] Jaga odbudowała się po serii słabszych rezultatów zapoczątkowanych przez fatalne sędziowanie Bartosza Frankowskiego. Wygrana z Pogonią przyszła w dramatycznych okolicznościach, ale pokazała, że Duma Podlasia ma instynkt zwycięzcy. GieKSa nadal nie jest zbyt pewna w swoich poczynaniach. Wydawało się, że po serii wygranych weszła na optymalne tory, jednak porażka z Piastem znów zaburzyła pozytywny obraz zespołu.
sport.tvp.pl – Jagiellonia Białystok zagra z GKS Katowice. Adrian Siemieniec: czasami nie mamy czasu na trening
Przed Jagiellonią Białystok ostatnia prosta do zakończenia roku piłkarskiego. Żółto-czerwonych czeka maraton ośmiu meczów, w tym trzech spotkań domowych. Szkoleniowiec Jagi Adrian Siemieniec przyznaje, że pomocna w przygotowaniu zespołu do zakończenia rundy była przerwa reprezentacyjna.
Jagiellonia Białystok od momenty, gdy rywalizuje na trzech frontach, czyli w rozgrywkach ligowych, Pucharze Polski i Lidze Konferencji, mierzy się często z brakiem czasu na standardowe treningi piłkarskie. Sztab szkoleniowy klubu często ma czas wyłącznie na odprawę i rozruch. Z pomocą przychodzą wówczas przerwy reprezentacyjne.
Przed tygodniem żółto-czerwoni rozegrali mecz sparingowy z pierwszoligową Pogonią Grodzisk Mazowiecki, którą pokonali 5:1. Piłkarze otrzymali też kilka dni wolnego, a ostatnie dni spędzili na doszkoleniu tych elementów gry, w których konieczną poprawę zauważył trener Adrian Siemieniec.
[…] Teraz przed żółto-czerwonymi próba wskoczenia na fotel lidera PKO BP Ekstraklasy. Jagiellonia traci do Górnika Zabrze dwa punkty, ale ma przed sobą jeszcze zaległy mecz ligowy z Motorem Lublin. Zanim jednak spotkanie z Motorem, to białostoczanie zmierza się w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy z GKS Katowice.
– My przez okres przygotowań naprawdę proporcjonalnie mało rozmawiamy o przeciwniku, a dużo rozmawiamy o sobie i staramy się pracować mocno nad swoim sposobem gry, nad pracą nad swoimi deficytami i też nad tym, by pewne rzeczy rozwijać, urozmaicać, dokładać. Bo co nie zmienia faktu, że nie ma tego procesu za dużo, no to trzeba pamiętać o tym, że klub i drużyna muszą się rozwijać, muszą iść do przodu i nie wystarczy tylko dbać o to, żeby fajnie być przygotowanym do meczu, ale też musimy rozwijać drużynę i rozwijać piłkarzy w tym czasie. Natomiast element analizy przeciwnika to jest element przygotowania do meczu i takie przygotowania też w tym kierunku poczyniliśmy – mówił Siemieniec.
– Jeżeli chodzi o GKS Katowice, no to myślę, że jak ktoś obserwuje polską Ekstraklasę, pracę trenera Góraka i to, jak ten zespół funkcjonuje zarówno w Ekstraklasie, jak i funkcjonował na poziomie pierwszej ligi, to jedno słowo się nasuwa… To konsekwencja, powtarzalność, ciągłość procesu. Myślę, że najlepszą wizytówką dla GKS-u jest to, że doskonale wiemy, czego się po nich spodziewać. Myślę, że to jest chyba najlepszy komplement, jaki można użyć w kierunku drużyny i trenera, który pracuje z tą drużyną. No bo to dobrze świadczy o procesie, dobrze świadczy o konsekwencji działania i o kierunku. I chyba tak bym to pozostawił, nie wchodząc w szczegóły związane z organizacją gry. Bo to, co powiedziałem, jeżeli ktoś obserwuje polską Ekstraklasę, to doskonale wie, jaką drużyną jest GKS Katowice i jakiej drużyny może się spodziewać w niedzielę w Białymstoku – zakończył szkoleniowiec.
jagiellonia.net – Szok tlenowy
Jagiellonia Białystok spotkała się dotychczas z GKS Katowice równo 10 razy i wszystkie te mecze miały miejsce na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce (kiedyś I liga, teraz „ekstraszkapa”).
Bilans, jeśli chodzi o wyniki, jest nieznacznie korzystniejszy dla katowiczan, którzy triumfowali 4-krotnie, a „Jaga” była w tych pojedynkach górą 3 razy. W tylu samo spotkaniach padł remis. Wprost tragicznie dla „Żółto-Czerwonych” przedstawia się natomiast bilans bramkowy tych potyczek – 16:6 dla katowiczan. Jest to głównie wynikiem jednego spotkania rozegranego w sezonie 1992/93, kiedy to nasz klub żegnał się z I ligą. W rozgrywanym w Katowicach meczu przegraliśmy aż 1:7, czyli „GieKSa” zaaplikowała nam w nim niemal połowę wszystkich strzelonych „Jadze” bramek!
W ubiegłym sezonie pierwsze starcie Jagiellonii, ówczesnego mistrza Polski, z beniaminkiem z Katowic miało miejsce przy Bukowej w stolicy Górnego Śląska. Dodajmy – starej Bukowej, bo w trakcie rozgrywek „GieKSa” przeniosła się na nowy, imponujący stadion Arena Katowice (przy ul. Nowa Bukowa 1), mogący pomieścić trochę ponad 15 000 widzów. Niestety, pożegnanie białostoczan z historycznym „Blaszokiem” nie było udane. „Jaga” przechodziła na tym etapie rozgrywek mały kryzys i przerżnęła mecz koncertowo 1:3. Gola dla naszej drużyny zdobył niezawodny Afi, a dla gospodarzy jedna z bramek padła po strzale Oskara Repki. Widać, że pomocnik ten lubi strzelać gole „Jadze”, bo w tej rundzie w Białymstoku uczynił to 2-krotnie, będąc już zawodnikiem „Madalieros” z Częstochowy! Na wiosnę wzięliśmy na katowiczanach skromny rewanż, wygrywając 1:0 po golu wracającego po kontuzji Tarasa Romanczuka. Aha, w tym spotkaniu zagrał przeciwko gospodarzom niejaki Dawid Drachal :-)! I o mały włos w II połowie nie wpisał się na listę strzelców. Mam nadzieję, że zrobi to w najbliższą niedzielę, ale do przeciwnej bramki :-)!
W ubiegłych rozgrywkach katowiczanie, zwani popularnie „Blaszokami”, stanowili jedną z pozytywnych niespodzianek ligi, zajmując z 49 punktami na koniec rozgrywek 8. miejsce, czyli o jedno niżej od innego beniaminka – Motoru Lublin (tyle samo punktów, ale lepszy bilans spotkań bezpośrednich). Prezentowali przy tym ładny i odważny futbol, który zyskiwał im sympatię w niemal całym kraju. W tym sezonie coś się jednak w Katowicach „zatło”. „Blaszoki” są aktualnie na 13. miejscu w tabeli (razem z „Papricones”, „pykniętych” 2 tygodnie temu w Szczecinie przez naszych dzielnych Jagiellończyków) z bilansem 5 zwycięstw, 2 remisów i 8 „zbiorów w cymbał”. W bramkach 21:27. Należy jednak przypomnieć, iż tak „wysoką” lokatę zawdzięczają też temu, że na wstępie rozgrywek gdańska Lechia została ukarana odjęciem 5 punktów. Gdyby nie to, „GieKSa” byłaby w tabeli bezpośrednio nad strefą spadkową! A tak pięknie miało być, wywiady miały być, wizyty w zakładach pracy…
Co więc poszło u naszych niedzielnych przeciwników nie tak? Otóż DLA mnie się wydaje, że nie tak poszły u nich transfery. Przede wszystkim szeregi katowiczan opuścili zawodnicy, którzy pod koniec sezonu niemal samotnie ciągnęli za uszy ich ofensywę. Mam na myśli wspomnianego Repkę i Sebastiana Bergiera, który teraz robi to samo, ale dla „Czerwonoarmiejców” z łódzkiego Widzewa. Oprócz nich ze zdrowym śląskim powietrzem pożegnali się Filip Szymczak (powrót do poznańskich „Ishaków”) i Dawid Drachal, który chyba przechodzi w związku z tą sytuacją szok tlenowy na Podlasiu ;-). Może cała jego była drużyna także przeżyje szok tlenowy po przybyciu do Białegostoku ;-)? Niby tych odejść było więcej, ale umówmy się, że nie byli to „kopacze” stanowiący o sile „GieKSy” w sezonie minionym.
To jednak połowa problemu. Bo drugą stanowią ci, którzy powstałą wyrwę mieli załatać. No ale jak usiłuje się to uczynić za pomocą piłkarza Rosołka – Macieja zresztą – to gratulacje. Albo „proroka” Ilyi, Shkurina zresztą… Za niego katowiczanie musieli (będą musieli?) zapłacić „zabużanom” nawet 700 000 „jurków”! Taki Filip Rejczyk wielkim „talentem” był. I nawet kiedyś, z tego co pamiętam, to Jagiellonią wzgardził, przenosząc się do „Kapibarojadów” z Wrocławia. I jakoś tej wielkości potwierdzić po raz kolejny, tym razem już w „GieKSie”, nie może! Fajnie prezentował się kiedyś Aleksander Paluszek, także pozyskany z „Breslau”. I Kacper Łukasiak, który przybył z grodu „pana Krzysztofa Jarzyny”. Tylko co z tego, skoro całe to „fajnie”, co dotyczy tych piłkarzy, odnosi się do minionych sezonów lub do pobożnych życzeń ich menedżerów? Tak po prawdzie jedynym transferem na zdecydowany plus było wykupienie Mateusza Kowalczyka z Brøndby IF. Zawodnik ten był wcześniej do GKS wypożyczony i nawet chodziły słuchy o możliwości jego zawitania do Białegostoku. No ale nie za milion „jurków”, które podobno „GieKSa” za niego „wybecelowała”!
W kadrze GKS ciągle nie brakuje solidnych piłkarzy, ale może też i liga troszkę się nauczyła ich dość „siermiężnego” systemu gry? Dość powiedzieć, że w ostatniej kolejce katowiczanie zebrali „bęcki” 1:3 na własnym stadionie od „przepotężnego” Piasta, dla którego był to dopiero drugi wygrany mecz w bieżących rozgrywkach! Na kogo musimy jednak uważać? Skoro lubią nam gole strzelać nasi byli zawodnicy, to z całą pewnością może to zrobić Lukas Klemanz, który ostatnio ochoczo ładuje do każdej bramki, pod którą się znajduje. A że jako obrońca dość często znajduje się pod własną… Przy SFG trzeba też koniecznie uważać na innego środkowego obrońcę – Arkadiusza Jędrycha.
Pomoc GKS oparta jest na trójce doświadczonych zawodników. Prym w tej formacji wiodą Hiszpan Borja Galán, Marcin Wasilewski i – oczywiście – najgroźniejszy zawodnik w całej ekipie z Katowic – Bartosz Nowak (4 gole i 5 asyst w tym sezonie). Potężnym uderzeniem z dystansu dysponuje ten, który raz ukąsił nas w ubiegłym roku w Katowicach, czyli „bezbłędny” Adrian Błąd. W ataku natomiast zazwyczaj biega Słowak Adam Zrelak (2 bramki i asysta). Trenerem katowiczan od 2019 roku (!!!) jest Rafał Górak, który ze śląską ekipą zaliczył wszelkie możliwe awanse w drodze do „ekstraklapy”. Szacun.
Do niedawna „piętą achillesową” Jagiellonii była gra w meczach rozgrywanych po przerwie na spotkania reprezentacji. Wprawdzie kilku naszych piłkarzy (Pietuszewski, Drachal, Mazurek, Rallis) udało się na zgrupowania swoich zespołów narodowych, ale trzon Jagiellonii pozostał w Białymstoku, gdzie – w ramach gry kontrolnej – rozprawił się bezlitośnie 5:1 z Pogonią „Grodziszcze” Mazowieckie, było nie było wiceliderem I ligi. Z powodu żółtych kartek w niedzielę w naszych szeregach nikt nie będzie pauzował, więc cała kadra powinna być do dyspozycji trenejro. Tak więc jakoś w tę „reprezentacyjną klątwę” nie chce mi się wierzyć.
Ja wiem, że każdego przeciwnika trzeba doceniać i że jeszcze nikt przed meczem nie wygrał, a wielu przegrało, piłka jest okrągła, a bramki są dwie i takie tam inne… Ale gramy w swoim DOMU przy Słonecznej i mamy wypoczętych piłkarzy, którzy właśnie pokazali, że wiedzą, jak się strzela bramki słabszym drużynom. Dużo bramek. Za nimi stanie żółto-czerwona ściana, która da im dodatkową moc rykiem niemal 20 tysięcy gardeł!
zagranie.com – Będzie niespodzianka?
[…] Jagiellonia Białystok w ostatnich tygodniach nie miała aż tak dobrej formy, ale dalej jest to drużyna, która nie ma większych kryzysów. Zdarzy im się stracić punkty, ale ostatecznie i tak wychodzą potem na prostą i nie gubią aż tyle co inne ekipy. Jest to bardzo istotne w kontekście ligowej tabeli, bo takie zespoły jak Lech, Legia czy Pogoń nie są nawet blisko bycia w top 4. Jagiellonia mierzy się z zespołami, które raczej nie utrzymają tak dobrej formy przez cały sezon, bo zarówno Górnik jak i Wisła Płock mają raczej ograniczony potencjał. Jagiellonia tak naprawdę rywalizuje na ten moment tylko i wyłącznie ze sobą, bo jako jedyna ekipa z czołówki ma możliwości by utrzymać formę przez cały sezon, co trener Siemienic pokazywał już nie raz. Jagiellonia u siebie radzi sobie bardzo dobrze i w lidze przegrali jedynie 2 spotkania, a wygrali aż 5.
[…] GKS Katowice walczyć w tym sezonie będzie raczej jedynie o utrzymanie lub o solidną pozycję w środku tabeli. Na ten moment mają jedynie punkt przewagi nad strefą spadkową, a w dole tabeli jest spory ścisk. Warto zwrócić też uwagę, na takie ekipy jak Pogoń, Widzew czy Legia, które mają po 17 punktów i raczej nie będą się biły na koniec sezonu o utrzymanie. GKS Katowice musi zacząć w takim razie zdobywać punkty, żeby realnie nie wpaść do strefy spadkowej, z której czasem naprawdę jest ciężko wyjść. Piast czy Lechią są w tej strefie od dłuższego czasu i dalej walczą o to by wyjść na prostą. W GKS Katowice główną postacią jest Bartosz Nowak, który ma już udział przy 9 bramkach ligowych w tym sezonie. Jest to centralna postać całej ofensywny, na której GKS w tym sezonie po prostu stoi. Gdyby nie ten zawodnik, to drużyna niemal na pewno byłaby w tym momencie w strefie spadkowej. Strzelili w tym sezonie 21 bramek, ale stracili aż 27. Przy tak słabej obronie będzie im bardzo ciężko się utrzymać, dlatego muszą nadrabiać w ataku. Co ciekawe, spory udział przy bramkach w tej drużynie mają środkowi obrońcy. Klemenz ma 4 bramki, Zrelak ma 2, a Alan Czerwiński ma 3 asysty. GKS Katowice na wyjazdach wygrał tylko 2 spotkania i ma bilans bramkowy 10:14.
[…] GKS Katowice nie radzi sobie zbyt dobrze w tym sezonie, ale ostatnio mają formę zwyżkową. Wygrali aż 4 z 5 ostatnich spotkań i teoretycznie wyglądają całkiem nieźle. Grali jednak na bardzo przeciętnych rywali. Jagiellonia będzie na zdecydowanie wyższym poziomie, a do tego mają przewagę własnego boiska. W poprzednim sezonie Jagiellonia wygrała bezpośrednie spotkanie 1:0, ale rywal nie miał też zbyt wielu okazji. GKS Katowice oddał 1 strzał celny w tamtym starciu i w głównej mierze byli raczej bezradni. GKS Katowice w ostatnim czasie pokonał ŁKS, Termalice, Korone czy Motor. W ostatniej kolejce przegrali natomiast z Piastem Gliwice. Myślę, że Jagiellonia będzie dla nich po prostu zbyt niewygodnym rywalem, zwłaszcza patrząc na to jak słabą ma defensywę ekipa z Katowic.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze