Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Powrót do PlusLigi to priorytet
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyna kobiet ze względu na mecze reprezentacji miała przerwę w rozgrywkach ligowych. Najbliższe spotkanie zespół rozegra na Bukowej 2 listopada o 12:00 z Grotem SMS Łódź. Rozlosowano pary 1/16 Pucharu Polski – zmierzymy się z Rekordem Bielsko-Biała. Mecze tej rundy zostaną rozegrane w dniach na 15/16 listopada. GieKSa będzie gospodarzem meczu. Piłkarze w sobotę pokonali na Arenie Katowice Koronę Kielce 1:0 (0:0). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W bieżącym tygodniku drużyna rozegra dwa spotkania: w ramach 1/16 finału Pucharu Polski na wyjeździe z ŁKS-em (wtorek, 28.10 o 17:30) oraz ligowe również na wyjeździe z Bruk-Betem Nieciecza (piątek, 31.10 o 18:00). Jak się okazuje GieKSa ma kibiców również w Zambii…
Siatkarze pokonali na wyjeździe Lechię Tomaszów Mazowiecki 3:0 i prowadzą w ligowej tabeli. W następnej kolejce zmierzymy się we wtorek w Katowicach ze Spartą Grodzisk Mazowiecki.
Hokeiści rozegrali w ubiegłym tygodniu trzy spotkania, z których dwa przegrali: z Unią (w Satelicie) 2:6 oraz z Energą (na wyjeździe) 4:5. W niedzielę w Katowicach nasz zespół pokonał Cracovię 7:2. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się na wyjeździe z Zagłębiem (w piątek 31 października) oraz w niedzielę w Satelicie z STS-em Sanok (2 listopada). Oba mecze rozpoczną się o 17:00.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Rozlosowano 1/16 finału Orlen Pucharu Polski
Dnia 23 października odbyło się losowanie 1/16 finału Orlen Pucharu Polski.
Mecze 1/16 finału zostały zaplanowane na weekend 15/16 listopada, czyli tydzień po zakończeniu ligowych zmagań na szczeblu centralnym.
Pary 1/16 finału Orlen Pucharu Polski
GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała
wkatowicach.eu – Kibice GieKSy w Zambii? Misjonarz ks. Mateusz Gamza dopinguje GKS Katowice z dziećmi z Masansy
„Misja Korona” – pod takim hasłem GKS Katowice zachęca kibiców, by dopingowali piłkarzy na Arenie Katowice w czasie meczu z Koroną Kielce. Skoro misja, to do akcji dołączył także… misjonarz. Ksiądz Mateusz Gamza wraz z dziećmi z Zambii dopinguje katowicką drużynę.
Księdza Mateusza Gamzę dobrze wspominają parafianie z kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i św. Herberta na os. Witosa. To tam ks. Mateusz posługiwał, zanim udał się na misje do Zambii. Na początku października kapłan archidiecezji katowickiej rozpoczął pracę w Masansie.
Oprócz codziennej pracy duszpasterskiej, dla ks. Mateusza ważna jest także… piłka nożna. Jak się okazuje, kibicem GieKSy z Katowic można być nie tylko na osiedlu Witosa, ale także 10 tys. km od Katowic – w afrykańskiej Zambii. Księdzu Mateuszowi udało się szybko przekonać młodych mieszkańców Masansy, by wraz z nim kibicowali GKS-owi Katowice. Efektami podzielił się w mediach społecznościowych.
Księdzu Mateuszowi życzymy wielu sukcesów – i sportowych, i duszpasterskich!
SIATKÓWKA
siatka.org – Powrót do PlusLigi to priorytet. Lider tabeli wciąż niepokonany
W siódmej kolejce rozgrywek do tej pory nie było zaskakujących rozstrzygnięć. Faworyci wygrywali swoje mecze za pełną pulę, a ekipy z dolnej części tabeli zostawały z niczym. W weekend kolejne punkty do kolekcji zanotowały kluby z Jaworzna, Bielska-Białej, Kluczborka, Katowic oraz Nowej Soli. Wciąż niepokonany zostaje lider tabeli.
[…] Siódme już zwycięstwo odniósł GKS Katowice, który na wyjeździe pokonał w weekend Lechię Tomaszów Mazowiecki. Szczególnie drugi set był czystą dominacją niedawnych spadkowiczów z PlusLigi. W nim katowiczanie wygrali przewagą aż dwunastu punktów. Choć ekipa gospodarzy nie grała źle, to popełniła więcej błędów własnych. W ataku brakowało Lechii skuteczności Tytusa Nowika, podczas gdy po stronie GKS-u rozgrywający miał w czym wybierać. Michał Superlak i Gonzalo Quiroga ciągnęli zespół w ofensywie, dobre zawody rozegrał też Bartosz Schmidt.
Lechia Tomaszów Mazowiecki – GKS Katowice 0:3 (21:25, 13:25, 18:25)
HOKEJ
hokej.net – Kuriozalny gol i piorunująca pierwsza tercja! Lider lepszy od wicemistrza Polski
Sporo walki, hokejowej jakości i bramek. W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów 14. kolejki TAURON Hokej Ligi Unia Oświęcim pokonała na wyjeździe GKS Katowice aż 6:2. Dzięki temu zwycięstwu biało-niebiescy utrzymali się na pozycji lidera.
W przekroju całego spotkania podopieczni Róberta Kalábera pokazali dojrzalszy i lepiej poukładany hokej. Zaprezentowali więcej hokejowych konkretów, płynniejszych akcji i naprawdę dobrą skuteczność.
Swoje w bramce zrobił też Igor Tyczyński, który kolejny raz zastąpił zmagającego się z urazem Linusa Lundina. Obronił 42 strzałów imiał też sporo szczęścia, bo uderzenia Jeana Dupuya i Grzegorza Pasiuta zatrzymały się na słupku.
Na pierwszego gola nie trzeba było długo czekać. Już w 106 sekundzie wynik spotkania w nieco nietypowych okolicznościach otworzył Samuel Petráš. Słowacki napastnik został trafiony krążkiem w głowę przez Iana McNulty’ego i guma wtoczyła się do bramki.
Katowiczanie mogli odpowiedzieć podczas gry w przewadze, ale nie zdołali znaleźć sposobu na Igora Tyczyńskiego.
W 11. minucie goście podwyższyli na 2:0. Lewym skrzydłem pognał Erik Ahopelto, który wyłożył gumę Łukaszowi Krzemieniowi, a ten pewnym uderzeniem z nadgarstka zaskoczył Jespera Eliassona.
Szwedzki golkiper 54 sekundy później znów musiał przełknąć gorzką pigułkę. Tym razem zaskoczył go Ołeksandr Peresunko, który popisał się soczystym i bardzo precyzyjnym uderzeniem spod linii niebieskiej. Chwilę później miejsce pomiędzy słupkami bramki GieKSy zajął Michał Kieler i – broniąc bardzo pewnie – dał zespołowi nowy impuls do walki. Wynik do końca pierwszej odsłony już się nie zmienił.
Tuż po przerwie „Kiler” popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. Zatrzymał kąśliwe strzały Miki Partanen, Daniela Olssona Trkulji i Reece’a Scarletta.
Chwilę później wicemistrzowie Polski w końcu odpowiedzieli w ofensywie. W 25. minucie kontrę Patryka Wronki i Grzegorza Pasiuta celnym uderzeniem w odsłoniętą część bramki zwieńczył Bartosz Fraszko.
„Fracho” był aktywny i podczas gry swojego zespołu w osłabieniu wyprowadził kolejny kontratak. Tym razem zagrał wzdłuż bramki do Aleksiego Varttinena, który próbował złapać na przemieszczeniu Tyczyńskiego. Golkiper Unii popisał się świetną interwencją, a kibice GieKSy aż złapali się za głowy.
Niezwykle ciekawie było w samej końcówce tej tercji, kiedy to w odstępie 31 sekund guma znalazła się w obu bramkach. Najpierw na 4:1 podwyższył Joe Morrow, który popisałsię fenomenalnym uderzeniem z lewego bulika w samo okienko. Tuż przed syreną gumę pod poprzeczką oświęcimskiej bramki ulokował Patryk Wronka.
W trzeciej odsłonie oba zespoły miały okazję grać w przewadze. Gospodarze nie wykorzystali jednak żadnego z czterech takich okresów, a oświęcimianie zamienili na gola jeden z trzech power playów. Uczynił to Mika Partanen, który z lewego koła bulikowego przymierzył pod poprzeczkę.
Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Jacek Płachta poprosił o przerwę na żądanie, a następnie zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonego efektu, a gościom pozwolił położyć pieczęć na zwycięstwie. Gumę w pustej bramce ulokował Ołeksandr Peresunko.
Jak się działo, to seriami! Gol za golem i wielkie zdziwienie po decyzjach sędziów
Nie zabrakło emocji na Tor-Torze w piątkowym meczu 15. kolejki TAURON Hokej Ligi. Hokeiści KH Energi Toruń pokonali GKS Katowice 5:4 a wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Dodatkowych emocji, których już nie brakowało na tafli dorzucili sędziowie.
Pierwszego gola w tym spotkaniu zdobyli gospodarze, którzy koronkową akcję zakończyli celnym trafieniem do siatki Eliassona. Idealnie Mikołaj Syty zagrał do Rusłana Baszyrowa a ten dokonał formalności.
Wynik tego chwilowego prowadzenia szybko odwrócili katowiczanie. W przeciągu 44 sekund zdobyli dwie bramki. Najpierw Bartosz Fraszko wykończył strzałem przy słupku podanie Albina Runessona, a następnie zza bulika huknął potężnie Jean Dupuy zaskakując Antona Svenssona.
Torunianie się nie poddali i gdy grali w przewadze w 16. minucie celnym strzałem z klepy uderzył z bulika Robert Arrak, zdobywając 10. bramkę w tym sezonie.
W drugiej odsłonie mieliśmy kolejny cios za cios. Na dwie bramki najpierw odskoczyli gospodarze. W 28. minucie Daniil Kulintsev lekkim strzałem z niebieskiej zaskoczył zasłoniętego Jespera Eliassona. Niespełna minutę później Mikołaj Syty strzelił z klepy przy słupku po dobrym zagraniu na dłuższy słupek Andrija Denyskina.
Katowiczanie się nie poddali. Jeszcze w drugiej tercji w 31. minucie Stephen Anderson wykorzystał podanie zza bramki od Mateusza Bepierszcza i zdobył kontaktowego gola.
W trzeciej odsłonie Jean Dupuy na szybkości minął defensywę i bramkarza a następnie ulokował gumę po lodzie do pustej bramki.
Po raz trzeci na prowadzenie wyszli torunianie w 45. minucie gdy Mateusz Zieliński uderzył spod niebieskiej a lot gumy zmienił Ołeksij Worona. Sędziowie po protestach katowiczan, sprawdzili jeszcze zapis wideo, ale zdania nie zmienili i wskazali na środek uznając gola.
Od 50. minuty pogubili się rozjemcy piątkowego spotkania sypiąc z rękawa kary za karą a po jednej z nich Jean Dupuy nie mógł uwierzyć, że coś zrobił. Na powtórkach również nie widać, aby zawinił zbyt wysoko uniesionym kijem, jednak sędzia Paweł Breske był nieugięty a kolejne nałożone wykluczenia były już tego pokłosiem.
Do końca spotkania nie udało się żadnej ze stron zdobyć gola, nawet jak Eliasson zjechał z bramki to Syty uderzył w słupek. Katowiczanie natomiast nie mieli pomysłu na sforsowanie toruńskiej defensywy i pokusić się o doprowadzenie do remisu.
Koncertowa gra Kanadyjczyka. Czapki z głów! Trzy wygrane tercje faworyta
GKS Katowice, grając koncertowo na własnym lodowisku, rozgromił Comarch Cracovię 7:2 w 16. kolejce THL. Mimo że kanadyjski napastnik Ian McNulty ostatecznie nie skompletował hat tricka, jego występ był imponujący – dwa gole i asysta przyczyniły się do przełamania złej passy GieKSy. Katowiczanie, dominując w każdej z trzech tercji, pogłębili kryzys „Pasów”.
Spotkanie w Satelicie rozpoczęło się od zdecydowanego natarcia gospodarzy. Już w czwartej minucie Grzegorz Pasiut, kapitan GKS-u, otworzył wynik, finalizując świetną akcję. Cracovia zdołała odpowiedzieć, wykorzystując pierwszą przewagę liczebną – w dziewiątej minucie Eetu Mäki precyzyjnie trafił do siatki, doprowadzając do remisu.
Był to jednak ledwie epizod. Katowiczanie natychmiast wrócili na prowadzenie: w 11. minucie Patryk Wronka z bliska zmienił tor lotu krążka po strzale Lundegårda. Chwilę później, w przewadze liczebnej, swojego strzeleckiego wieczoru start nadał Ian McNulty, który błyskawicznie dobił krążek.
Gdy w 14. minucie Maksymilian Dawid potężnym strzałem w okienko podwyższył na 4:1, trener „Pasów” musiał zareagować zmianą bramkarza – Klimowski zastąpił Lipiäinena. Wynik po pierwszej tercji 4:1 jasno odzwierciedlał dominację GieKSy.
Druga tercja, choć bardziej wyrównana, również padła łupem GKS-u (2:1). Już w 23. minucie Ian McNulty po raz drugi trafił do bramki, wykorzystując grę w przewadze. Było 5:1 i gospodarze pewnie kontrolowali mecz. „Pasy” zdołały jednak wykazać wolę walki.
W kolejnej przewadze liczebnej, po świetnie rozegranej akcji i szybkich podaniach, Damian Kapica zniwelował straty do trzech bramek (5:2), dając krakowianom nadzieję na nawiązanie kontaktu. Ta nadzieja nie trwała długo. Pod koniec tercji, w 39. minucie, po strzale z niebieskiej linii, krążek odbił się jeszcze od Mateusza Michalskiego, który został ostatecznym autorem szóstego trafienia dla GKS-u.
Ostatnia odsłona była prowadzona w wolniejszym tempie, z wyraźną przewagą katowiczan. Cracovia, pomimo usilnych prób, nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego Eliassona. W 52. minucie kibice GKS-u wstrzymali oddech, kiedy McNulty był bardzo blisko skompletowania hat tricka, jednak krążek po jego strzale minimalnie minął bramkę.
W 60. minucie, na 17 sekund przed syreną, GKS wykorzystał ostatnią przewagę liczebną, podwyższając wynik na 7:2. Początkowo wydawało się, że to Ian McNulty po raz trzeci pokonał Klimowskiego. Choć kibice rzucili czapki na lód w geście uznania dla Kanadyjczyka, analiza wideo wykazała, że krążek ostatecznie zmienił tor lotu po dotknięciu przez Stephena Andersona. To jemu zapisano ostatnie trafienie, a McNulty zakończył mecz z imponującym dorobkiem dwóch goli i jednej asysty.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze