Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Powrót do PlusLigi to priorytet
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyna kobiet ze względu na mecze reprezentacji miała przerwę w rozgrywkach ligowych. Najbliższe spotkanie zespół rozegra na Bukowej 2 listopada o 12:00 z Grotem SMS Łódź. Rozlosowano pary 1/16 Pucharu Polski – zmierzymy się z Rekordem Bielsko-Biała. Mecze tej rundy zostaną rozegrane w dniach na 15/16 listopada. GieKSa będzie gospodarzem meczu. Piłkarze w sobotę pokonali na Arenie Katowice Koronę Kielce 1:0 (0:0). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W bieżącym tygodniku drużyna rozegra dwa spotkania: w ramach 1/16 finału Pucharu Polski na wyjeździe z ŁKS-em (wtorek, 28.10 o 17:30) oraz ligowe również na wyjeździe z Bruk-Betem Nieciecza (piątek, 31.10 o 18:00). Jak się okazuje GieKSa ma kibiców również w Zambii…
Siatkarze pokonali na wyjeździe Lechię Tomaszów Mazowiecki 3:0 i prowadzą w ligowej tabeli. W następnej kolejce zmierzymy się we wtorek w Katowicach ze Spartą Grodzisk Mazowiecki.
Hokeiści rozegrali w ubiegłym tygodniu trzy spotkania, z których dwa przegrali: z Unią (w Satelicie) 2:6 oraz z Energą (na wyjeździe) 4:5. W niedzielę w Katowicach nasz zespół pokonał Cracovię 7:2. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się na wyjeździe z Zagłębiem (w piątek 31 października) oraz w niedzielę w Satelicie z STS-em Sanok (2 listopada). Oba mecze rozpoczną się o 17:00.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Rozlosowano 1/16 finału Orlen Pucharu Polski
Dnia 23 października odbyło się losowanie 1/16 finału Orlen Pucharu Polski.
Mecze 1/16 finału zostały zaplanowane na weekend 15/16 listopada, czyli tydzień po zakończeniu ligowych zmagań na szczeblu centralnym.
Pary 1/16 finału Orlen Pucharu Polski
GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała
wkatowicach.eu – Kibice GieKSy w Zambii? Misjonarz ks. Mateusz Gamza dopinguje GKS Katowice z dziećmi z Masansy
„Misja Korona” – pod takim hasłem GKS Katowice zachęca kibiców, by dopingowali piłkarzy na Arenie Katowice w czasie meczu z Koroną Kielce. Skoro misja, to do akcji dołączył także… misjonarz. Ksiądz Mateusz Gamza wraz z dziećmi z Zambii dopinguje katowicką drużynę.
Księdza Mateusza Gamzę dobrze wspominają parafianie z kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i św. Herberta na os. Witosa. To tam ks. Mateusz posługiwał, zanim udał się na misje do Zambii. Na początku października kapłan archidiecezji katowickiej rozpoczął pracę w Masansie.
Oprócz codziennej pracy duszpasterskiej, dla ks. Mateusza ważna jest także… piłka nożna. Jak się okazuje, kibicem GieKSy z Katowic można być nie tylko na osiedlu Witosa, ale także 10 tys. km od Katowic – w afrykańskiej Zambii. Księdzu Mateuszowi udało się szybko przekonać młodych mieszkańców Masansy, by wraz z nim kibicowali GKS-owi Katowice. Efektami podzielił się w mediach społecznościowych.
Księdzu Mateuszowi życzymy wielu sukcesów – i sportowych, i duszpasterskich!
SIATKÓWKA
siatka.org – Powrót do PlusLigi to priorytet. Lider tabeli wciąż niepokonany
W siódmej kolejce rozgrywek do tej pory nie było zaskakujących rozstrzygnięć. Faworyci wygrywali swoje mecze za pełną pulę, a ekipy z dolnej części tabeli zostawały z niczym. W weekend kolejne punkty do kolekcji zanotowały kluby z Jaworzna, Bielska-Białej, Kluczborka, Katowic oraz Nowej Soli. Wciąż niepokonany zostaje lider tabeli.
[…] Siódme już zwycięstwo odniósł GKS Katowice, który na wyjeździe pokonał w weekend Lechię Tomaszów Mazowiecki. Szczególnie drugi set był czystą dominacją niedawnych spadkowiczów z PlusLigi. W nim katowiczanie wygrali przewagą aż dwunastu punktów. Choć ekipa gospodarzy nie grała źle, to popełniła więcej błędów własnych. W ataku brakowało Lechii skuteczności Tytusa Nowika, podczas gdy po stronie GKS-u rozgrywający miał w czym wybierać. Michał Superlak i Gonzalo Quiroga ciągnęli zespół w ofensywie, dobre zawody rozegrał też Bartosz Schmidt.
Lechia Tomaszów Mazowiecki – GKS Katowice 0:3 (21:25, 13:25, 18:25)
HOKEJ
hokej.net – Kuriozalny gol i piorunująca pierwsza tercja! Lider lepszy od wicemistrza Polski
Sporo walki, hokejowej jakości i bramek. W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów 14. kolejki TAURON Hokej Ligi Unia Oświęcim pokonała na wyjeździe GKS Katowice aż 6:2. Dzięki temu zwycięstwu biało-niebiescy utrzymali się na pozycji lidera.
W przekroju całego spotkania podopieczni Róberta Kalábera pokazali dojrzalszy i lepiej poukładany hokej. Zaprezentowali więcej hokejowych konkretów, płynniejszych akcji i naprawdę dobrą skuteczność.
Swoje w bramce zrobił też Igor Tyczyński, który kolejny raz zastąpił zmagającego się z urazem Linusa Lundina. Obronił 42 strzałów imiał też sporo szczęścia, bo uderzenia Jeana Dupuya i Grzegorza Pasiuta zatrzymały się na słupku.
Na pierwszego gola nie trzeba było długo czekać. Już w 106 sekundzie wynik spotkania w nieco nietypowych okolicznościach otworzył Samuel Petráš. Słowacki napastnik został trafiony krążkiem w głowę przez Iana McNulty’ego i guma wtoczyła się do bramki.
Katowiczanie mogli odpowiedzieć podczas gry w przewadze, ale nie zdołali znaleźć sposobu na Igora Tyczyńskiego.
W 11. minucie goście podwyższyli na 2:0. Lewym skrzydłem pognał Erik Ahopelto, który wyłożył gumę Łukaszowi Krzemieniowi, a ten pewnym uderzeniem z nadgarstka zaskoczył Jespera Eliassona.
Szwedzki golkiper 54 sekundy później znów musiał przełknąć gorzką pigułkę. Tym razem zaskoczył go Ołeksandr Peresunko, który popisał się soczystym i bardzo precyzyjnym uderzeniem spod linii niebieskiej. Chwilę później miejsce pomiędzy słupkami bramki GieKSy zajął Michał Kieler i – broniąc bardzo pewnie – dał zespołowi nowy impuls do walki. Wynik do końca pierwszej odsłony już się nie zmienił.
Tuż po przerwie „Kiler” popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. Zatrzymał kąśliwe strzały Miki Partanen, Daniela Olssona Trkulji i Reece’a Scarletta.
Chwilę później wicemistrzowie Polski w końcu odpowiedzieli w ofensywie. W 25. minucie kontrę Patryka Wronki i Grzegorza Pasiuta celnym uderzeniem w odsłoniętą część bramki zwieńczył Bartosz Fraszko.
„Fracho” był aktywny i podczas gry swojego zespołu w osłabieniu wyprowadził kolejny kontratak. Tym razem zagrał wzdłuż bramki do Aleksiego Varttinena, który próbował złapać na przemieszczeniu Tyczyńskiego. Golkiper Unii popisał się świetną interwencją, a kibice GieKSy aż złapali się za głowy.
Niezwykle ciekawie było w samej końcówce tej tercji, kiedy to w odstępie 31 sekund guma znalazła się w obu bramkach. Najpierw na 4:1 podwyższył Joe Morrow, który popisałsię fenomenalnym uderzeniem z lewego bulika w samo okienko. Tuż przed syreną gumę pod poprzeczką oświęcimskiej bramki ulokował Patryk Wronka.
W trzeciej odsłonie oba zespoły miały okazję grać w przewadze. Gospodarze nie wykorzystali jednak żadnego z czterech takich okresów, a oświęcimianie zamienili na gola jeden z trzech power playów. Uczynił to Mika Partanen, który z lewego koła bulikowego przymierzył pod poprzeczkę.
Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Jacek Płachta poprosił o przerwę na żądanie, a następnie zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on zamierzonego efektu, a gościom pozwolił położyć pieczęć na zwycięstwie. Gumę w pustej bramce ulokował Ołeksandr Peresunko.
Jak się działo, to seriami! Gol za golem i wielkie zdziwienie po decyzjach sędziów
Nie zabrakło emocji na Tor-Torze w piątkowym meczu 15. kolejki TAURON Hokej Ligi. Hokeiści KH Energi Toruń pokonali GKS Katowice 5:4 a wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Dodatkowych emocji, których już nie brakowało na tafli dorzucili sędziowie.
Pierwszego gola w tym spotkaniu zdobyli gospodarze, którzy koronkową akcję zakończyli celnym trafieniem do siatki Eliassona. Idealnie Mikołaj Syty zagrał do Rusłana Baszyrowa a ten dokonał formalności.
Wynik tego chwilowego prowadzenia szybko odwrócili katowiczanie. W przeciągu 44 sekund zdobyli dwie bramki. Najpierw Bartosz Fraszko wykończył strzałem przy słupku podanie Albina Runessona, a następnie zza bulika huknął potężnie Jean Dupuy zaskakując Antona Svenssona.
Torunianie się nie poddali i gdy grali w przewadze w 16. minucie celnym strzałem z klepy uderzył z bulika Robert Arrak, zdobywając 10. bramkę w tym sezonie.
W drugiej odsłonie mieliśmy kolejny cios za cios. Na dwie bramki najpierw odskoczyli gospodarze. W 28. minucie Daniil Kulintsev lekkim strzałem z niebieskiej zaskoczył zasłoniętego Jespera Eliassona. Niespełna minutę później Mikołaj Syty strzelił z klepy przy słupku po dobrym zagraniu na dłuższy słupek Andrija Denyskina.
Katowiczanie się nie poddali. Jeszcze w drugiej tercji w 31. minucie Stephen Anderson wykorzystał podanie zza bramki od Mateusza Bepierszcza i zdobył kontaktowego gola.
W trzeciej odsłonie Jean Dupuy na szybkości minął defensywę i bramkarza a następnie ulokował gumę po lodzie do pustej bramki.
Po raz trzeci na prowadzenie wyszli torunianie w 45. minucie gdy Mateusz Zieliński uderzył spod niebieskiej a lot gumy zmienił Ołeksij Worona. Sędziowie po protestach katowiczan, sprawdzili jeszcze zapis wideo, ale zdania nie zmienili i wskazali na środek uznając gola.
Od 50. minuty pogubili się rozjemcy piątkowego spotkania sypiąc z rękawa kary za karą a po jednej z nich Jean Dupuy nie mógł uwierzyć, że coś zrobił. Na powtórkach również nie widać, aby zawinił zbyt wysoko uniesionym kijem, jednak sędzia Paweł Breske był nieugięty a kolejne nałożone wykluczenia były już tego pokłosiem.
Do końca spotkania nie udało się żadnej ze stron zdobyć gola, nawet jak Eliasson zjechał z bramki to Syty uderzył w słupek. Katowiczanie natomiast nie mieli pomysłu na sforsowanie toruńskiej defensywy i pokusić się o doprowadzenie do remisu.
Koncertowa gra Kanadyjczyka. Czapki z głów! Trzy wygrane tercje faworyta
GKS Katowice, grając koncertowo na własnym lodowisku, rozgromił Comarch Cracovię 7:2 w 16. kolejce THL. Mimo że kanadyjski napastnik Ian McNulty ostatecznie nie skompletował hat tricka, jego występ był imponujący – dwa gole i asysta przyczyniły się do przełamania złej passy GieKSy. Katowiczanie, dominując w każdej z trzech tercji, pogłębili kryzys „Pasów”.
Spotkanie w Satelicie rozpoczęło się od zdecydowanego natarcia gospodarzy. Już w czwartej minucie Grzegorz Pasiut, kapitan GKS-u, otworzył wynik, finalizując świetną akcję. Cracovia zdołała odpowiedzieć, wykorzystując pierwszą przewagę liczebną – w dziewiątej minucie Eetu Mäki precyzyjnie trafił do siatki, doprowadzając do remisu.
Był to jednak ledwie epizod. Katowiczanie natychmiast wrócili na prowadzenie: w 11. minucie Patryk Wronka z bliska zmienił tor lotu krążka po strzale Lundegårda. Chwilę później, w przewadze liczebnej, swojego strzeleckiego wieczoru start nadał Ian McNulty, który błyskawicznie dobił krążek.
Gdy w 14. minucie Maksymilian Dawid potężnym strzałem w okienko podwyższył na 4:1, trener „Pasów” musiał zareagować zmianą bramkarza – Klimowski zastąpił Lipiäinena. Wynik po pierwszej tercji 4:1 jasno odzwierciedlał dominację GieKSy.
Druga tercja, choć bardziej wyrównana, również padła łupem GKS-u (2:1). Już w 23. minucie Ian McNulty po raz drugi trafił do bramki, wykorzystując grę w przewadze. Było 5:1 i gospodarze pewnie kontrolowali mecz. „Pasy” zdołały jednak wykazać wolę walki.
W kolejnej przewadze liczebnej, po świetnie rozegranej akcji i szybkich podaniach, Damian Kapica zniwelował straty do trzech bramek (5:2), dając krakowianom nadzieję na nawiązanie kontaktu. Ta nadzieja nie trwała długo. Pod koniec tercji, w 39. minucie, po strzale z niebieskiej linii, krążek odbił się jeszcze od Mateusza Michalskiego, który został ostatecznym autorem szóstego trafienia dla GKS-u.
Ostatnia odsłona była prowadzona w wolniejszym tempie, z wyraźną przewagą katowiczan. Cracovia, pomimo usilnych prób, nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego Eliassona. W 52. minucie kibice GKS-u wstrzymali oddech, kiedy McNulty był bardzo blisko skompletowania hat tricka, jednak krążek po jego strzale minimalnie minął bramkę.
W 60. minucie, na 17 sekund przed syreną, GKS wykorzystał ostatnią przewagę liczebną, podwyższając wynik na 7:2. Początkowo wydawało się, że to Ian McNulty po raz trzeci pokonał Klimowskiego. Choć kibice rzucili czapki na lód w geście uznania dla Kanadyjczyka, analiza wideo wykazała, że krążek ostatecznie zmienił tor lotu po dotknięciu przez Stephena Andersona. To jemu zapisano ostatnie trafienie, a McNulty zakończył mecz z imponującym dorobkiem dwóch goli i jednej asysty.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze