Dołącz do nas

Piłka nożna

[KONFERENCJA] „Jesteśmy ogromnie rozczarowani i nie jesteśmy z tego powodu szczęśliwi”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa przegrała 1:3 na Bukowej z Wisłą Kraków. W pomeczowej konferencji wzięli udział trenerzy obu drużyn: Radosław Sobolewski oraz Rafał Górak. 

Radosław Sobolewski: Przyjechaliśmy tu rozegrać dobre spotkanie i celem naszym były trzy punkty. Cieszę się że osiągnęliśmy tak naprawdę te dwa cele. Chciałem pogratulować zespołowi, że zagrał bardzo dojrzale i to mi się podobało, chcieliśmy od początku kontrolować ten mecz poprzez posiadanie piłki i naprawdę momentami wyglądało to nawet bardzo dobrze. Bardzo cenne trzy punkty na bardzo trudnym terenie i wiadomo to trzeba docenić. My musimy robić swoje zrobiliśmy kolejny krok. Kolejny krok za nami i tak jak mówię – co tydzień kolejny przed nami.

Pytanie 1: Chodzi o polowanie na Fernandeza. Widział pan tą sytuację z pierwszej połowy i czy rozmawiał pan z sędzią na temat tego, co się wydarzyło w środku boiska.

Sobolewski: Widziałem sytuację i troszeczkę w inny sposób bym to ocenił. Niestety. Uważam, że trzeba chronić takich piłkarzy jak Louis. I to tacy piłkarze są w każdym zespole i to tak naprawdę oni przyciągają kibiców przed telewizory, jak również na trybuny. W ostatnim czasie przepisy gry w piłkę nożną idą w tym kierunku, żeby jednak uważać na takich zawodników, żeby ich chronić no i mam nadzieję, że po prostu tak będzie.

Pytanie 2: Dzisiaj w podstawowym składzie James Igbekeme. Jak pan ocenia jego występ?

Sobolewski: James zagrał naprawdę poprawne zawody i to jest pierwszy mecz w zespole. Wiadomo jak to jest – zawsze pierwszy mecz bardzo trudny, nie znasz jeszcze do końca zespołu. Natomiast tak, jak powiedziałem, to się odnosi do wszystkich zawodników. Zagrał naprawdę dojrzale, bardzo odpowiedzialnie i to mi się właśnie podobało.

Pytanie 3: Wisła zadomowiła się w TOP 6 w ligowej tabeli i po porażce dzisiaj Chrobrego możecie trochę odetchnąć? 

Sobolewski: Odetchnę może trochę później. Na pewno cieszy mnie to, że realizujemy swój plan, bo mówiliśmy o tym, że chcemy się włączyć do walki. No i widać, że po tych czterech meczach zespół zaakcentował, że jednak chcę powalczyć o Ekstraklasę i to nie tylko jest mówienie, ale również czyny na boisku i to mnie bardzo cieszy. Ale powtarzam – jesteśmy dopiero po czterech meczach i jeszcze bardzo dużo ciężkich meczów przed nami i będziemy musieli co tydzień udowadniać.

Pytanie 4: Wisła chce się ustabilizować na pozycji 3-6? Czy będzie chciała walczyć o bezpośredni awans? 

Sobolewski: Skupiamy się na każdym kolejnym meczu i to jest dla nas najważniejsze, cała energia idzie w kolejny mecz. Jak się tabela ułoży, wiadomo nie wszystko zależy od nas. My musimy robić swoje. Oczywiście chwilę się troszeczkę pocieszymy po tych czterech meczach, po tym ostatnim meczu. Natomiast już od poniedziałku znowu przygotowania do kolejnego meczu – co przyszłość pokaże, to zobaczymy.

Pytanie 5: W pierwszych dwudziestu minutach GKS oddał inicjatywę. Pan mówił przed spotkaniem, że GKS się wyróżnia w ataku pozycyjnym. Zaskoczyło pana, że GieKSa skupiła się na defensywie? 

Sobolewski: Znaczy nie, tutaj też gdzieś byliśmy przygotowani,  że w momentach meczu GKS nawet z premedytacją odda nam piłkę, ale myślę, że od początku gdzieś chcieliśmy się przy tej piłce utrzymywać i to nie do końca to, że GKS nie chciał założyć wysokiego pressingu, tylko poprzez pewne rozwiązania dość umiejętnie uciekaliśmy spod tego pressingu, to gdzieś stwarzało problem dla przeciwnika, tylko dlatego gdzieś w początkowej fazie odbijaliśmy ten wysoki pressing i zmuszaliśmy GKS Katowice do grania coraz niżej. 

***

Rafał Górak: Dobry wieczór przegrałem spotkanie rzeczywiście 1:3. Druga połowa zdecydowanie i ten początek niestety za bardzo nam nie wyszedł. W pierwszej połowie wydawało mi się, że w obliczu tego i tej jakości Wisły, która na pewno w zespole jest, mój  zespół starał się realizować te założenia, które mieliśmy i wydawało mi się, że ta druga połowa w miarę upływy czasu może nawet przynieść, to co byśmy chcieli. Czyli to, że to mogliśmy i tak zamierzaliśmy, że to my możemy objąć prowadzenie. No niestety ten początek przespany przez nas i tutaj na pewno mam dużo pretensji do siebie i do zespołu, że te trzy bramki w tak krótkim odstępie czasu żeśmy stracili. Później rzecz, która dla mnie jakby istotna, czyli zmiana ustawienia i systemu i być może to jest kierunek na najbliższe spotkania. Dziękuję bardzo.

Pytanie 1: Taki moment przy 1:3, że trener wierzył, że to się uda jeszcze odwrócić i te zmiany dały trochę energii.  

Górak: Dały trochę energii i dlatego mówię nie sądzę, żeby ten mecz przeze mnie i przez nas przede wszystkim był traktowany tak, że to jest wynik 0:3 i nie mamy nic do powiedzenia. To był moment rzeczywiście, który nas strasznie zabolał i to są nasze błędy i tutaj się bije w pierś. Bo jak najbardziej to przecież też poniekąd moja wina, ale wierzyłem, bo w sytuacji 3:1 mieliśmy dużo momentów jeszcze takich naporu w polu karnym Wisły, ale niestety nic tam nie chciało się znaleźć w ramce, a to jest jakby solą tego wszystkiego. Ta dojrzałość w tych takich kluczowych momentach, kiedy rzeczywiście było gorąco pod bramką Wisły, jednak należała do zawodników Wisły i tym się obronili i zasłużyli na wygraną.

Pytanie 2: Czy z takim zespołem który ma posiadanie piłki na poziomie 65-70 proc. nie da się grać inaczej? 

Górak: Może się da, natomiast wielokrotnie widzimy, że procent posiadania piłki nie ma nic w stosunku do wyniku. Jeśli chodzi o sytuację podbramkowe czy ilość ataków w naszym polu karnym, to sytuacji nie było w takim odchyleniu, żeby powiedzieć że to jest 7o do 30 proc. Najważniejsze, co się dzieje w polu karnym i to jest bezpośrednie zagrożeniu bramki. Także posiadanie piłki posiadaniem. Tak, jak powiedziałem – Wisła dzisiaj może powiedzieć o tej ogromnej jakości, którą ma i nie bez przyczyny wygrała czwarty mecz w tej rundzie

Pytanie 3: Czy pownien być drugi karny za faul na Wasielewskim? 

Górak: Skoro zawodnik utrzymał równowagę i dalej kontynuował grę to okej, ale jakby Wasielewski upadł, to karny jest ewidentny, ale to by dopiero była druga bramka. Nie będę opowiadał, że byliśmy w stanie wygrać te spotkanie, natomiast rzeczywiście to było kluczowe. Nigdy nie namawiam i nigdy nie prowokuję sytuacji, że zawodnik ma cokolwiek udawać w polu karnym. Jeżeli była szansa, że się utrzymał na pewno chciał kontynuować grę i rzeczywiście znam tych moich zawodników i moim zdaniem akurat tej chęci, to im na pewno nie zabrakło.

Pytanie 4: Spodziewał się pan czerwonej kartki dla Jaroszka w pierwszej połowie?

Górak: W tej sytuacji spornej?  Nie. Wydaje mi się że tam było dużo przypadkowości i na pewno, jeżeli nawet kogoś nadepnął czy w jakiś sposób ta stopa spadła, to nie można byłoby chyba mówić o czerwonej kartce.

Pytanie 5: Co jeśli chodzi o Tanżyne? Dzisiejszy karny taki banalny.

Górak: Karny jest banalny i na pewno zawodnik będzie miał ogromne pretensje do siebie, że jednak ten karny sprowokował. Ja nie powiem, że mam pretensje, ale rzeczywiście sytuacja była całkowicie inaczej do rozegrania i tutaj Daniel się nam nie popisał.

Pytanie 6: Jak duże jest rozczarowanie po czterech meczach w tym roku?

Górak: Na pewno jest rozczarowanie, bo wydaje mi się, że jesteśmy bliżej tych drużyn, z którymi graliśmy. A graliśmy z zespołami niebanalnymi, bo te trzy zespoły jak Podbeskidzie, Termalica czy Wisła, to moim zdaniem zdecydowany TOP tej ligi. Wydawało się po tych dwóch pierwszych meczach, że zmierzamy w dobrym kierunku. No niestety w Sosnowcu przegraliśmy na własne życzenie. A dzisiaj dzisiaj oddaliśmy w sposób banalny te minuty, które zaważyły o zwycięstwie. Na pewno jesteśmy ogromnie rozczarowani i na pewno nie jesteśmy tutaj z tego powodu szczęśliwi, ale teraz przed przerwą reprezentacyjną musimy sobie zdać sprawę, że mamy dwa bardzo ważne mecze. Ten mecz, który zagramy w Niepołomicach z Sandecją i ten tutaj z Resovią, są dla nas bardzo istotne.

Pytanie 7: O co będziecie grali? Bo już jest siedem punktów straty do baraży.

Górak: Musimy się skoncentrować na tych dwóch najbliższych meczach, bo potem tak, jak powiedziałem, będzie przerwa reprezentacyjna. Ale granie właśnie z Sandecją w Niepołomicach i tutaj z Resovią, jest takim wyznacznikiem tego trendu, co się bedzie działo potem. Musimy wykorzystać maksymalnie czas następnego mikrocyklu, być dobrze przygotowanym psychicznie. Na pewno też będziemy musieli zespół podnieść, bo to nie są nigdy łatwe sprawy, kiedy się tak dwa prestiżowe mecze przegrywa.

Pytanie 8: Kontuzja Grzegorza Rogali?

Górak: No wiadomo Grzesiek to jest jeden z czołowych zawodników grających na lewej stronie i jeżeli taki zawodnik wypada, to trochę problemów jest. Graliśmy Wojciechowskim, ale wiadomo został znokautowany w Sosnowcu. Dzisiaj postanowiliśmy, że na tej lewej stronie wahadła zagra nominalny środkowy obrońca. Nie było najgorzej, natomiast ta pierwsza bramka to jednak spod kurateli Michała uciekł Fernandez na prawą stronę i rzeczywiście uderzył i ta piłka przeleciała. Ale to absolutnie nie jego wina. Grzesiek Rogala to zawodnik u nas kluczowy i tak, jak brakuje jego, tak i Adriana w tym ostatnim czasie na pewno również też brakowało. Są inni i powinni zastępować, wykorzystywać swoją szansę i pisać, jakby swój materiał na przyszłość. Różnie to bywa, ale nie ma co spuszczać głów na dół, trzeba głowy podnosić i po prostu przyjąć również ogromną skalę rozczarowania ludzi, bo sobie zdajemy sprawę, że nikt szczęśliwy nie jest.

Pytanie 9: Z czym był problem?

Górak: To jest problem, który wyniknął jakby z przeciążenia, chyba z intensywności i to jest mięsień. Natomiast tam nie ma przerwanej struktury mięśniowej tylko następują takie spięcia, takie efekty skurczowe. Mówi się, że nic bardziej banalnego, jak przeciążona struktura mięśniowa. Mam nadzieję, że już w takim okresie odpoczynku, w którym jest, bo to dzisiaj bodajże 12. dzień, to już będziemy w poniedziałek mieli go w treningu.

Pytanie 10: Czy jest deficyt lewonożnych zawodników? Bo Rogala z reguły gra od deski do deski.

Górak: Lewonożni zawodnicy zazwyczaj są deficytem. Tutaj tak, jak mówię, jest suma nieszczęść, bo Wojciechowski też nam wypadł, a Brzozowski dopiero co raczkuje w tej lidze. Także to są problemy no tak, jak powiedziałem, Grzegorz to nasz kluczowy zawodnik, który od pewnego czasu ma pewne miejsce w zespole i jego absencja na pewno utrudnia, ale zawodnicy powinni dać sobie z tym radę. Nawet jak Marcin Wasielewski jest na tej lewej stronie, to zawsze daje sobie radę i ogarnia. Ale to zawsze jest zadra, kiedy takiego zawodnika nie ma.

Pytanie 11: Jak po rozmowie pod Blaszokiem?

Górak: To nie są nigdy proste i fajne rzeczy. Nie sądzę, żeby ludzie będący na Blaszoku chcieli takie rozmowy prowadzić. Natomiast, kiedy ich frustracja narasta i oczekiwania są ich bardzo duże, to do takich rozmów dochodzi. Niekiedy warto wysłuchać każdej strony w tym momencie emocjonalnym i zanieść to ze sobą do domu i przemyśleć pewne rzeczy. Natomiast tak, jak powiedziałem, mamy swoją drogę, swoje rzeczy, które wykonaliśmy i absolutnie nie mamy się czego wstydzić i nie mam zamiaru się wstydzić i przepraszać, nigdy nie jestem szczęśliwy, gdy GieKSa przegrywa. Wprost przeciwnie – zawsze jestem tym zmartwiony. Wysłuchałem tego, co mieli kibice do powiedzenia i myślę o tym, żeby w poniedziałek przeprowadzić kolejny dobry cykl treningowy i działać w kwestii następnego meczu. Wydaje mi się, że w ostatnim czasie w GieKSie niestety było wiele niedopowiedzeń, trudnych momentów. Jeżeli ktoś dzisiaj ma do mnie jakiekolwiek pretensje, to na pewno wynika to z tego, że ja postanowiłem czegoś nie komentować. Ja zawsze będę miał to miejsce tam, gdzie mam i wiem, gdzie ono dla mnie jes. Jeżeli ktoś ocenia moją pracę po prostu trochę inaczej. Rozumiem, że są emocje po meczu i pewnego rodzaju żale i wyrzuty, ale tak, jak powiedziałem, zawsze celowałem w to żeby ciężko pracować i takiej swojej postawy nigdy nie zmienię,

Pytanie 12: Nowego wiceprezesa pan zdążył poznać? 

Górak: Króciutko, ale tak. Jeszcze wszystko przed nami, wszystko dynamicznie się dzieje. Także większe rozmowy prowadzi dyrektor niż ja. Ja jestem od tego, aby na dole przygotować zespół do meczu.

Pytanie 13: Co z Alanem Bródem?

Górak: Przedwczoraj na treningu jakiś początek, a wczoraj jakby kontynuacja. Był przygotowywany do tego, aby rozpoczynać mecz w pierwszym składzie, ale niestety tak to jest. Wczoraj jeszcze rozmawialiśmy, że taką szansę ma dostać, jednak na treningu zgłosił, że nie jest w stanie kontynuować zajęć i ten ból w okolicach przywodziciela na tyle narósł, że musiał zejść z treningu.    

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    Kato

    5 marca 2023 at 09:45

    Wieloletniej telenoweli ciag dalszy…

  2. Avatar photo

    PAVULON

    5 marca 2023 at 14:46

    TO JEST POZIOM B KLASY SORY NAWET TAM UMIEJA JEZDZIC NA DUPIE TUTAJ PANIENKI BOJA SIE ABY FRYZURKA SIE NIEPOPSUŁA

  3. Avatar photo

    Edson

    5 marca 2023 at 17:01

    Kto kontuzjowany , kto nie … przecież to wszystko jedno kto „gra” . Jeden przeciętniak bez motywacji czy inny . Gra bez stylu , bez pomysłu , bez celu .

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga