Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Przegląd mediów: „Duklička” o włos przegrała z silnymi Katowicami
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W trakcie przygotowań do sezonu 2022/23 piłkarze przebywali na krótkim zgrupowania na Słowacji, gdzie rozegrali dwa sparing. W pierwszym z nich GieKSa pokonała wicemistrza Słowacji MFK Ružomberok 2:0 (0:0). W drugim nasza drużyna wygrała z beniaminkiem słowackiej ekstraklasy MFK Dukla Bańska Bystrzyca 2:1 (0:0). Materiały prasowe ze stron słowacki zostały przetłumaczone za pomocą Google Translatora i dodatkowo skorygowane :-). Decyzją prezesów klubów oraz Rady Nadzorczej PlusLigi zadecydowano o zmianach w regulaminie rozgrywek: m.in w rozgrywkach play-off gra toczyć się będzie do trzech wygranych, do ligi została dołączona drużyna z Ukrainy, Volley Club Barkom Lwów. Pierwsze spotkanie w lidze siatkarze zagrają w pierwszy weekend października, na wyjeździe z Jastrzębskim Węglem.
Do drużyny hokeistów dołączył nowy zawodnik, Shigeki Hitosato z Japonii. W opublikowanym europejskim rankingu hokejowych drużyn klubowych GieKSa zajmuje 144 miejsce.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Najstarszy w szatni
Będzie pierwszym od dłuższego czasu zawodnikiem w szatni GieKSy urodzonym w latach 80. Daniel Tanżyna, który w listopadzie wejdzie w „wiek chrystusowy”, ma okazać się poważnym wzmocnieniem środka katowickiej defensywy przed nowym sezonem Fortuna 1. Ligi.
– Powiem szczerze, że dyrektor Góralczyk i trener Górak byli bardzo konkretni. Spotkaliśmy się, dyrektor przedstawił mi cały plan na nowy sezon, kto dołączy, zapewnił, że będzie budowana mocna kadra. Namówił mnie bardzo szybko. Dziś jestem w GieKSie i chcę pomóc klubowi – mówi 32-latek, który podpisał przy Bukowej kontrakt do 30 czerwca 2024 roku.
Poprzednie 3,5 sezonu spędził w Widzewie Łódź, z którym świętował awanse najpierw do I ligi (kosztem m.in. GKS-u), a następnie – do ekstraklasy. Przyczynił się do niego głównie jesienią, bo wiosnę stracił z powodu kontuzji. W marcu przeszedł operację pleców, w tym roku zdążył rozegrać jedynie 2 mecze. W sobotnim sparingu z Górnikiem Polkowice (1:0) zmienił w 71 minucie Bartosza Jaroszka i było to nie tylko jego przywitanie z Bukową, ale i zarazem pierwszy występ od blisko 4 miesięcy.
– Ze zdrowiem jest coraz lepie. Od operacji minęło 3,5 miesiąca, normalnie trenuję z drużyną. Mam nadzieję, że będę gotowy na pierwszy mecz na ŁKS-ie – mówi „Dixon”, który szybko odnalazł się w katowickiej szatni.
– Pochodzę ze śląskiej ziemi, z okolic Wodzisławia, dlatego Katowice są mi bardzo dobrze znane. Kojarzyłem wcześniej jakieś 90 procent chłopaków z GieKSy, rywalizowaliśmy na boiskach pierwszej i drugiej ligi. Kojarzę wiele twarzy – nie kryje Tanżyna. Tego lata katowiczanie rozstali się z Hubertem Sadowskim, który wylądował w Skrze Częstochowa, a on dołączył do grona stoperów stanowionych przez Arkadiusza Jędrycha, Michała Kołodziejskiego i Grzegorza Janiszewskiego, z którymi będzie walczył o miejsce w trójce, bo takie ustawienie preferuje trener Górak.
– Zdrowa rywalizacja jeszcze nikomu nie zaszkodziła. To wyjdzie na dobre zespołowi, klubowi – mówi środkowy obrońca, któremu zwykle dobrze grało się przy Bukowej. Wpisywał się tu na listę strzelców dwukrotnie w barwach GKS-u Tychy (2018 rok) i raz Widzewa (2020).
– Rzeczywiście, trochę meczów tu rozegrałem, trochę bramek zdobyłem. Zawsze megadobrze się tu grało, panuje na tym stadionie klimat piłkarski, jest fajny doping. Mam nadzieję, że nadal będę strzelał na Bukowej, nadal będzie mi się tu dobrze grało, ale już z korzyścią dla GieKSy – zaznacza Daniel Tanżyna.
mfkruzomberok.sk – Porażka z Katowicami w próbie generalnej
Ostatni mecz przygotowawczy Liptáka przed startem w pierwszej rundzie eliminacyjnej Europejskiej Ligi Konferencyjnej UEFA rozegrano podczas upałów. Goście pierwszą okazję mieli w 11. minucie, kiedy z pustej bramki po rzucie rożnym piłkę wybił Bobček. Osiem minut później Luterán przechwycił akcję gości, ale po jego strzale piłka trafiła w poprzeczkę.
[…] Goście rozpoczęli drugą połowę w znacznie zmienionym składzie, a drużyna pod wodzą Čebráta nie dokonała żadnej zmiany. Katowice były bardziej aktywne. W 48. minucie Krajčírik obronił strzał Szwedzika po rzucie rożnym. Po dziesięciu minutach Luterán miał szansę po przeciwnej stronie, ale zamiast strzału z wybrał podanie do rozpędzonego Bobčka, który został zablokowany przez powracającego obrońcę. W 71. minucie goście trafili, gdy podanie Bróda z prawej strony dotarło do Roginicia. Po czterech minutach Mojžis zablokował niebezpieczny strzał na bramkę Brzozowskiego.
[…] Ostatecznie goście byli bardziej aktywni, a gra toczyła się głównie na naszej połowie boiska. Szwedzik strzelił gola na koniec meczu i Ružomberok przegrał z Katowicami 0:2.
sportdziennik.com – GieKSa lepsza od wicemistrza!
W urokliwym sąsiedztwie tatrzańskich szczytów, niespełna 200 km od Katowic, GKS odniósł w piątek wieczorem zwycięstwo, które mimo sparingowego statusu można uznać za dość prestiżowe.
Pierwszoligowiec pokonał wicemistrza Słowacji, na głównej płycie jego stadionu. Dla zespołu MFK była to próba generalna przed startem europejskich pucharów. Za 6 dni zmierzy się u siebie z litewskim Żalgirisem Kowno w ramach eliminacji Ligi Konferencji UEFA.
Katowiczanie oba gole strzelili w ostatnich 20 minutach, a do siatki trafiali Marko Roginić i Patryk Szwedzik. Drugi występ w barwach GieKSy zanotował Daniel Tanżyna.
Na Słowację nie pojechał z zespołem Danian Pawlas. Lewy wahadłowy otrzymał wolną rękę na poszukiwanie nowego klubu, podobnie jak kilka tygodni temu Jakub Karbownik.
bystricoviny.sk – „Duklička” o włos przegrała z silnymi Katowicami
Piłkarze Bańskiej Bystrzycy Dukli rozegrali czwarty mecz przygotowawczy przed nadchodzącym sezonem 2022/2023. Tym razem zagrali u siebie w Štiavničkách, gdzie testowano system VAR. Niestety, przed zbliżającym się Olimpijskim Festiwalem Młodzieży Europy EYOF 2022, Wojskowe Centrum Sportu VŠC Dukla ze względów bezpieczeństwa nie pozwoliło klubowi piłkarskiemu Dukla na grę na wyremontowanym stadionie z widzami.
[…] Początek meczu był ostrożny, nasi zawodnicy mieli lekką przewagę, ale nie wykorzystali okazji z dwóch rzutów rożnych. Goście jako pierwsi groźniej zaatakowali w piętnastej minucie, kiedy Brzozowski uderzył z krawędzi pola karnego, a Hruška musiał interweniować. Cztery minuty później Bystrica miała dobrą okazję. Po podaniu Záhumenský’ego z prawej strony, zza pola karnego strzelał Polievka. Po przeciwnej stronie niemal naśladował go Urynowicz, który otrzymał celne podanie także z prawej strony.
[…] Kapitan Dukla Polievka spróbował strzału wprost z rzutu rożnego, dośrodkowaniem nad głową w bliższy słupek i piłka poszłaby w bramkę, Szczuka miał spore problemy z obroną. Pod koniec połowy Polacy mieli jeszcze dwie opcje, kiedy Błąd mocno strzelił zza pola karnego i sprawdził Hruškę, a kilka sekund później Repka głową nad poprzeczką.
Początek drugiej połowy przebiegał pod dyktando Dukli. Záhumenský […] posłał piłkę w lewą stronę w pole karne do Slaninka, który strzelił upadając i bramkarz gości musiał popisać się kunsztem. W 50. minucie Martin Slaninek odniósł sukces w swojej drugiej próbie. Wykorzystał dobre dośrodkowanie Polievki z prawej strony […] i było 1:0. Po starconej bramce Katowice włączyły wyższy bieg i zdołały wyrównać. Stromecki spróbował uderzenia z większej odległości w sześćdziesiątej minucie, a piłka po rykoszecie jednego z dukielskich piłkarzy trafiła tuż pod słupek. Jednak sędzia Prešinský uznał, że wcześniej był faul, więc zarządził rzut wolny z 16 metrów, a Arak wyrównał. Posłał piłkę pod skaczących na krawędzi muru, choć Záhumenský leżał na ziemi i starał się zablokować uderzenie. Piłka w końcu trafiła obok lewego słupka, Hruška nie miał szans – 1:1. Katowice poszły za ciosem. Mogli prowadzić po szybkiej akcji, gdy Dudziński strzelił z lewej strony. Bystrzycy mogli odpowiedzieć po dośrodkowaniu Poliewki, […] ale Kojnok chybił o centymetr.
[…] Goście po raz kolejny doszli do głosu, w 81. minucie, kiedy po ładnej kombinacyjnej akcji Rogala oddał celny strzał z lewej strony pola karnego. W końcu spotkania Duklist próbował wyrównać, młodzi Köröš i Kandal mieli kilka sytuacji, ale najbliżej gola był Prikryl po uderzeniu z rzutu wolnego z prawie 25 metrów. Wprawdzie posłał piłkę przez mur, ale trafiła ona w środek bramki, polski bramkarz zdołał interweniować.
dziennikzachodni.pl – Dukla Bańska Bystrzyca – GKS Katowice 1:2. Wygrana na koniec obozu na Słowacji
Piłkarze GKS Katowice ostatnie trzy dni spędzili na Słowacji. Podopieczni trenera Rafała Góraka przebywali na krótkim obozie w Rużomberoku w trakcie którego rozegrali dwa mecze sparingowe.
W pierwszym spotkaniu w czwartek wieczorem katowiczanie pokonali wicemistrza Słowacji MFK Rużomberok 2:0, a w sobotnie południe na zakończenie mini zgrupowania wygrali w Bańskiej Bystrzycy z Duklą 2:1.
W sobotnim meczu pierwsza gola strzeliła Dukla, która jest beniaminkiem słowackiej ekstraklasy. Do remisu doprowadził po przerwie Jakub Arak precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego. To był pierwszy gol pozyskanego z Rakowa Częstochowa napastnika w barwach GieKSy.
O zwycięstwie katowiczan zadecydował gola strzelony w końcówce przez Grzegorza Rogalę. Po tym spotkaniu piłkarze Rafała Góraka wrócili do domów. Ostatni mecz kontrolny w letnim okresie przygotowawczym rozegrają za tydzień. 9 lipca zmierzą się z GKS Tychy.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – PlusLiga sezonu 2022/2023 startuje w pierwszy weekend października
Prezesi klubów PlusLigi w trakcie spotkania w Uniejowie ustalili kluczowe zasady dotyczące sezonu 2022/2023 Ligi Mistrzów Świata. Sezon startuje 1 października, a prezesi jednogłośnie zmienili system rozgrywania fazy play-off. Każda runda będzie toczyła się do trzech zwycięstw.
W trakcie spotkania przedstawicieli klubów PlusLigi ustalono najważniejsze punkty dotyczące sezonu 2022/2023. Udziałowcy jednogłośnie zmienili system rozgrywania fazy play-off, a awans do kolejnej rundy wywalczy zespół, który wygra trzy mecze – w każdej rundzie będzie ona toczona do trzech zwycięstw.
[…] Ustalony kalendarz rozgrywek zakłada, że mistrza Polski poznamy najpóźniej 17 maja 2023 roku. Prezesi klubów podjęli także decyzję – wynikiem 13:2 – że w ćwierćfinale rozgrywek TAURON Pucharu Polski 2023 wystąpi sześć najwyżej sklasyfikowanych drużyn po zakończeniu pierwszej rundy fazy zasadniczej PlusLigi oraz dwie najlepsze ekipy z wcześniejszych rund.
[…] W ramach nowego kalendarza rozgrywek zostawione są rezerwowe terminy, w razie konieczności odrabiania zaległości wynikających z sytuacji pandemicznej. – Mamy pewien zapas na ewentualne mecze zaległe, które trzeba by było nadrabiać, wydaje mi się że wszystkie kluby są zadowolone z wypracowanego kompromisu – podkreśla Adam Gorol, prezes Jastrzębskiego Węgla.
Ustalono, że po zakończeniu fazy zasadniczej rozgrywek ostatnia, szesnasta drużyna opuści szeregi PlusLigi, awans do Ligi Mistrzów Świata wywalczy mistrz TAURON 1. Ligi.
W pierwszej kolejce (po raz pierwszy w historii zmieniono zasady rozstawiania ekip w poszczególnych kolejkach, numery z którymi drużyny występują w rozgrywkach zostały rozlosowane, mistrz i wicemistrz Polski były rozstawione) zagrają:
1. kolejka sezonu PlusLigi 2022/2023:
Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice
Ukraińska drużyna ze Lwowa oficjalnie w PlusLidze sezonu 2022/2023
Rada Nadzorcza Polskiej Ligi Siatkówki jednogłośnie podjęła uchwałę w sprawie dopuszczenia do udziału w rozgrywkach PlusLigi ukraińskiego klubu Volley Club Barkom Lwów w sezonie 2022/2023 oraz mistrza TAURON 1 Ligi BBTS-u Bielsko-Biała.
[…] Przypomnijmy, że według ustalonych wcześniej zasad, Volley Club Barkom Lwów będzie mógł powalczyć o medale mistrzostwa Polski, jednocześnie tak samo opuści PlusLigę, jeśli zajmie ostatnie miejsce na koniec fazy zasadniczej. Ograniczona jest za to możliwość gry w europejskich pucharach – tutaj Barkom nie będzie brany pod uwagę, nawet jeśli zajmie miejsce premiowane awansem do rozgrywek w Europie. Poza tym w zespole Barkomu Ukraińcy grają na takich zasadach jak Polacy w PlusLidze, czyli minimum trzech musi znajdować się jednocześnie na boisku, pozostali gracze są traktowani jak obcokrajowcy.
HOKEJ
hokej.net – Drugie wzmocnienie mistrzów Polski. To reprezentant Japonii!
Szefostwo GKS-u Katowice dokonało drugiego transferu przed rozpoczęciem sezonu 2022/2023. Do ekipy mistrzów Polski dołączył Japończyk Shigeki Hitosato, który podpisał roczny kontrakt.
Shigeki Hitosato (168 cm, 77 kg) ma 27 lat i urodził się w miejscowości Tomakomai, które zlokalizowane jest w południowej części wyspy Hokkaido. Może występować na każdej pozycji w ataku.
Japoński hokeista rozegrał pięć sezonów w barwach Tohoku Free Bladers, w którym był jednym z najważniejszych zawodników.
W ostatnich dwóch edycjach Pucharu Japonii (te rozgrywki zastąpiły odwołaną z powodu pandemii koronawirusa Ligę Azjatycką) Hitosato imponował formą, zdobywając w nich łącznie aż 72 punkty, na które złożyło się 27 goli i 45 asyst.
Warto zaznaczyć, że Hitosato występował w reprezentacji Japonii, na ostatnich Mistrzostwach Świata Dywizji IB, które rozegrano w Tychach. W czterech występach strzelił 3 bramki oraz zaliczył 4 asysty. Lepszym dorobkiem punktowym w ekipie „Samurajów” mógł pochwalić się jedynie Yushiroh Hirano (6 G + 4 A).
Na sam koniec dodajmy, że Shigeki Hitosato jest pierwszym Japończykiem w historii katowickiego klubu, a trzecim, który do tej pory grał w Polskiej Hokej Ligi. Przed nim barwy polskiego klubu reprezentowali Jo Araya (Polonia Bytom) i Denis Akimoto (Zagłębie Sosnowiec, GKS Tychy).
Ranking klubów europejskich: Najwięcej polskich drużyn od wielu lat
Najwyższa w XXI wieku liczba polskich drużyn znalazła się w rankingu 250 najlepszych klubów europejskich. Większość polskich przedstawicieli zaliczyła znaczące awanse.
Aż 6 drużyn z polskiej ligi znalazło się wśród 250 najlepszych w Europie w tradycyjnym rankingu francuskiego portalu „Hockey Archives”. To najlepszy wynik od 2000 roku, gdy Polska była w tej klasyfikacji reprezentowana przez 7 przedstawicieli.
W tegorocznej edycji tego zestawienia sklasyfikowane zostały: GKS Katowice, JKH GKS Jastrzębie, Re-Plast Unia Oświęcim, Comarch Cracovia, GKS Tychy i KH Energa Toruń.
Najwyżej z polskich zespołów znalazła się GieKSa. Mistrzowie Polski zostali umieszczeni na 144. miejscu. Oznacza to awans aż o 89 pozycji w porównaniu z rankingiem sprzed dwóch lat. Przed rokiem zestawienie nie było przedstawiane ze względu na pandemiczny sezon, który storpedował rozgrywki niektórych lig i puchary europejskie.
144. miejsce klubu z Katowic to najlepszy wynik polskiego zespołu od 2004 roku, kiedy na 126. była Unia Oświęcim. GKS znalazł się w klasyfikacji tuż za 4. drużyną ostatniego sezonu słowackiej ekstraklasy HC Koszyce, a tuż przed 11. zespołem szwedzkiej drugiej ligi Vita Hästen Norrköping.
[…] Miejsca rywali GKS-u Katowice z grupy Hokejowej Ligi Mistrzów:
3. Rögle Ängelholm (Szwecja)
12. Zürich Lions (Szwajcaria)
90. AV19 Székesfehérvár (Węgry/ICEHL)
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze