Piłka nożna
[KONFERENCJA] „Dojrzałość, dojrzałość, dojrzałość…”
Na konferencji ze strony gości zjawił się Artur Derbin oraz Łukasz Grzeszczyk, natomiast nas reprezentował trener Górak oraz Rafał Figiel.
Artur Derbin: GKS pokazał się z dobrej strony, jeżeli chodzi o organizację. Trzeba powiedzieć, że dzisiaj Katowice bardzo dobrze funkcjonowały w obronie niskiej. Ciężko nam było konstruować ataki. Straciliśmy dwa razy piłkę przy budowaniu ataku i nieszczęście było gotowe. Jesteśmy tym rozczarowani, natomiast z kolei druga część wyglądała nieco inaczej. Zmusiliśmy, żeby przeciwnik bronił głębiej, nie stworzyliśmy dużo sytuacji, ale przyszły z pomocą stałe fragmenty gry. Jestem dumny z drużyny za drugą połowę i charakter, który pokazują od momentu, jak tu pracuję.
Łukasz Grzeszczyk: Spodziewaliśmy się ciężkiego spotkania, nie można patrzeć na tabele, bo to są derby, mecze specyficzne. GKS Katowice się bardzo cofnął w mojej ocenie i ciężko nam było stworzyć sytuacje. Na domiar tego straciliśmy szybko dwie bramki po stratach. Na szczęście mecz nie trwa 10, 15 czy 45 minut, tylko 90 i jestem z tego dumny, że na wyjeździe jesteśmy w stanie odrobić te straty i próbować nawet wygrać to spotkanie.
Pytanie 1: Czy był pan zaskoczony tym, jak traciliście gole?
Derbin: Mamy tego świadomość, było kilka cierpkich słów. Ja większe pretensje miałbym do zawodników o brak podejmowania wyzwań wyżej. Mamy zawodników, którzy są w stanie wchodzić w pojedynki. Po prostu dzisiaj taki moment nam się trafił, ciekawy materiał do analizy.
Pytanie 2: Słabym punktem Katowic jest chaos w polu karnym po długim zagraniu, bardzo rzadko stosowaliście te metody, z czego to wynikało?
Derbin: Nie jestem teraz w stanie tego ocenić, takich zachowań oczekiwaliśmy, przez co też tych okazji było jak na lekarstwo.
Pytanie 3: Jak ważna jest dla was seria bez przegranej?
Derbin: Po prostu chcemy robić swoje, mamy teraz troszkę więcej czasu na przygotowanie i regenerację. Przed nami Stomil i przygotowujemy się do analizy. Mamy swój plan i cel, chcemy to realizować.
***
Rafał Górak: Dobrze by było takie spotkanie kończyć zwycięstwem, natomiast nie ma co mówić. Trzeba ustrzec się błędów, to świadczy o dojrzałości drużyny. Z czasem takie mecze będziemy wygrywać i dokańczać. Kierunek jest dobry, zespół był dzisiaj w dobrej dyspozycji, stworzył wiele ciekawych sytuacji. Szkoda tych straconych dwóch punktów, natomiast graliśmy z bardzo dojrzałą drużyną, która gra mocno na wynik. Dzisiaj byliśmy na widelcu, mam nadzieje, że w każdym następnym spotkaniu będziemy się zbliżać do tego, żeby takie spotkania pewnie wygrywać. Dojrzałość, dojrzałość, dojrzałość.
Rafał Figiel: To był mecz, który powinniśmy dowieźć i zdecydowanie go wygrać. Nas to boli, bo to jest któryś z kolei meczów, w którym prowadzimy i nie udaje się dowieźć, jak w pierwszej kolejce. Martwiłbym się gdyby gra wyglądała źle, ale jest obecnie na dobrym poziomie. Mieliśmy przewagę i powinniśmy wygrać. Mam nadzieje, że to doświadczenie zaprocentuje. Teraz jesteśmy rozgoryczeni, ale szybka analiza i przygotowanie do następnego meczu.
Pytanie 1: Za głęboko się cofnęliśmy?
Górak: Nie, bramki padły ze stałych fragmentów. Mieliśmy 2-3 dogodne sytuacje w drugiej połowie i powinniśmy to wygrać.
Pytanie 2: Były okazje na to, żeby zdobyć więcej bramek?
Górak: Dzisiaj jestem zadowolony z postawy w defensywie, przez zaciśnięte zęby, ale to były stałe fragmenty. W tym meczu nie mieliśmy w defensywie problemów jak poprzednio. Błąd sekundowy przy stałym fragmencie i tracimy bramki.
Pytanie 3: Jak trener ocenia występ Szwedzika i Kozłowskiego?
Górak: Jestem zadowolony z ich występu, dali dużo jakości i można im pogratulować takiego meczu. Oby to wyglądało tak dalej, bo wyrównuje to siły w naszej kadrze.
Pytanie 4: Czy Szwedzik może coś więcej ugrać w swojej karierze?
Górak: Życzymy mu tego i mu kibicujemy. Wprowadzamy go spokojnie, byłoby już pewnie więcej dobrego gdyby nie uraz, bo cała runda poszła z wiatrem. Teraz jest nowe rozdanie. Bardzo walczy i cieszy mnie to, że dla siebie na alternatywnej pozycji zagrał bardzo dobrze.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kato
9 października 2021 at 15:58
Ten mecz był spokojnie do wygrania, a mało co go nie przegraliśmy.
No ale tak, graliśmy z doświadczeniem i ciągle się uczymy.
To ja proszę o odpowiedź ile trener ma zamiar się jeszcze uczyć.
Łukasz Z.
9 października 2021 at 16:41
Postęp w ostatnich meczach jest widoczny a tu ciągle marudzenie! Pewnie powinna być wygrana, ale dzisiaj byliśmy lepsi od czołowej drużyny tej ligi i to od dwóch sezonów. Do nas nie wróci trener Nawalka więc dajcie pracować Górakowi i tym gracza których aktualnie mamy. Mam nadzieję, że po tym meczu trener jeszcze bardziej postawi na Szwedzika a nie na stranieri z Lecha, bo bo to nam się po prostu opłaci! I koniecznie trzeba przedłużyć z nim kontrakt!
sołtys
9 października 2021 at 18:25
Górak wypad nieudaczniku
Marco64
9 października 2021 at 20:24
Dobry wynik!
AP
9 października 2021 at 21:45
Jak słyszę ze uczymy się ligi w której graliśmy naście lat to świadczy tylko o tym ze trener nie ogarnia. Zmianami przyczynił się do straty punktów
Gieksiorz
9 października 2021 at 21:51
Nie marudzić, wierzę że stać ich na środek tabeli, Gorak won mówicie a kto ma przyjść na jego miejsce?!chop gra takim składem na jaki pozwala zarząd, jako jedyny trener ma Gieksa w sercu a to ważne,dejcie mu spokojnie pracować
Gieksiorz
9 października 2021 at 21:53
Ten sezon ino się utrzymać,nic więcej
Łukasz Z.
9 października 2021 at 22:32
Tak ten sezon gramy na utrzymanie i to się uda! Możecie narzekać na prezesa ale dzisiaj remis z Tychami, wygrana z resowia a w hokeju wygrana z Podhalem czy to nie powód do radości?! Przy ograniczonym budtzecie to super wyniki. Może lepiej tak niż utopijne działania na awans które skończyły się spadkiem! Ino Gieksa!!!
Sas
9 października 2021 at 22:43
Jak można ściągnąć Szwedzika, który gra mecz życia i Figla, który jako jedyny potrafi przytrzymać piłkę??? Górak, który już raz przez cofnięcie drużyny do obrony, obrony która prezentuję taki, a nie inny poziom traci punkty. W tym sezonie Rzeszów i Tychy, w tamtym Siedlce, Pruszków. Gdybyśmy mieli trenera na poziom tej ligi byłby środek tabeli. Przy wybitnym trenerze baraże, przy Góraku będziemy drżeć o utrzymanie do końca. Ale co tam swój chłop, uczy się ligi i takie tam, spierdolmy sezon bo przecież swój chłop…
kosa
9 października 2021 at 22:44
@Lukasz Z. – budżet w każdej sekcji jest REKORDOWY, więc o jakim ograniczeniu piszesz?
Irishman
10 października 2021 at 09:34
„Słabym punktem Katowic jest chaos w polu karnym po długim zagraniu”
Smutno się czyta takie teksty! Już nas wszyscy dookoła rozgryźli, a my dalej jesteśmy bezradni….. 🙁
Łukasz Z.
10 października 2021 at 20:38
@kosa- piszę o tym, że pieniądze w sporcie co sezon są dużo większe a prezes Szczerbowski maksymalnie ogranicza wydatki i oszczędza na czym tylko się da! Co z tego, że pieniądze są większe jeżeli gros z nich idzie na spłatę zadłużenia co oczywiście cieszy, ale nie pcha nas do przodu. Czy według Ciebie wzmocnienia przed sezonem świadczą o tym, że naprawdę jesteśmy bogaci? Pisałem już o tym, że jak spadaliśmy z 1 ligi to nalezlismy do najbogatszych klubów tej ligi a teraz niskie stany średnie co najwyżej. Dajmy pracować trenerowi i piłkarza bo jakiś postęp jest a Giekse ci ludzie mają w sercu.
kosa
10 października 2021 at 20:50
@Lukasz
Jeśli prezes spłaca zaległości, to tylko takie, które sam zrobił.
Łukasz Z.
10 października 2021 at 21:07
@kosa- a ja myślę, że spłaca zaległości wynikłe z rozpasania gdy z hukiem spadliśmy z 1 ligi! Podobno to długi za kombinowanie przy starych kontraktach. A tak poza tym to ja nie jestem fanem prezesa bo to dla mnie wymysl naszych czasów czyli oszczędzanie na wszystkim co niestety nie sprzyja rozwojowi i krzywdzi wielu ludzi. Ale cóż jest jak jest i takie są realia.
kosa
10 października 2021 at 22:24
@Lukasz
Nie ma żadnych długów za kombinowanie. ZUS podważył kontrakty, GKS się z tym nie zgodził, ale rozprawa się nawet jeszcze nie zaczęła.
Natomiast rzeczywiście z ostatniej transzy (9 mln od miasta) spłacono pożyczki. Tylko zaciągnął je… obecny prezes.
Łukasz Z.
10 października 2021 at 23:43
@kosa-Aha czyli tak: prezes Szczerbowski narobił długów i miasto dało 9 milionów na jego spłatę. Następnie dostał rekordowy budżet na ten sezon a mimo to nie wydał konkretnych pieniędzy na wzmocnienia po awansie do pierwszej ligi. Nie rozumiem. Możesz wyjaśnić te paradoksy.
kosa
11 października 2021 at 19:31
@Łukasz
Takie są (oczywiście mniej więcej) fakty. A to dlaczego nie wydano pieniędzy na wzmocnienia, to już musiałby odpowiedzieć prezes (lub dyrektor sportowy, jeśli tak doradzał prezesowi).
W każdym razie zmierzam do tego, że nie ma żadnych powodów, by oceniać nasze wyniki w kontekście ograniczonego budżetu. Oceniajmy je po prostu takimi, jakimi są. Pieniędzy jest dosyć, może ktoś je źle wydaje (lub na coś innego).