Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Przegląd doniesień mass mediów po meczu z Widzewem: Duże emocje i remis na szczycie II ligi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:0).

 

sportdziennik.com – GieKSa – Widzew 1:1. Duże emocje i remis na szczycie II ligi

Bardzo emocjonujący mecz o wielkiej stawce zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów. Na trzy kolejki przed końcem sezonu GieKSa pozostała w strefie premiowanej nie bezpośrednim awansem do I ligi, a barażem. W najbliższym tygodniu czekają ją dwa trudne wyjazdy.

Nie było w ten weekend na polskich boiskach ważniejszego meczu. Konfrontacja dwóch największych drugoligowych firm miała zadecydować, kto na trzy kolejki przed końcem sezonu znajdzie się w strefie premiowanej awansem, a komu przed oczami stanie coraz realniejsza perspektywa barażu, grożącego tym, że sezon zostanie stracony.

Mimo obostrzeń i ograniczonej frekwencji przy Bukowej odczuwalna była atmosfera piłkarskiego święta, a już na kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem wokół stadionu mieniły się żółte koszulki, do których zakładania mobilizowali się wzajemnie kibice.

[…] Na ustach kibiców po pierwszej połowie znalazł się jednak nie Pavlas, a drugi ze skrzydłowych. Szymon Kiebzak, najlepszy asystent w szeregach GieKSy, w 29. minucie wprawił Bukową w euforię. Uderzył z linii pola karnego, a piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki.

[…] W pierwszej połowie ekipa Rafała Góraka wykorzystała, co miała. Z gry na pewno nie ustępowała łodzianom, ale gdy przychodziło co do czego, to oni byli pod bramką groźniejsi.

[…] GKS nie grał jakiegoś wielkiego meczu, ale mogło podobać się to, jak mocno jest pod prądem, jak bardzo nie było dla niego straconych piłek. To powodowało, że momentami iskrzyło. Na początku II połowy żółtą kartkę ujrzał nawet trener Górak.

W porównaniu do pierwszej odsłony nie zmieniło się to, jak niebezpieczni byli łodzianie przy dośrodkowaniach ze stojącej piłki. W 56. minucie z kornera zacentrował Kosakiewicz, a piłkę do siatki wpakował głową Tanżyna, dokonując tego, co nie udało mu się w I połowie. Już wtedy uprzedził Mrozka, który na przedpolu nie zdołał sięgnąć piłki. Drugie takie wyjście okazało się boleśniejsze.

[…] Katowiczanom wyrównanie nie podcięło skrzydeł. Próbowali, mogli odzyskać prowadzenie, gdy nieznacznie – oczywiście po stałym fragmencie – spudłował Jędrych. Łodzianie odpowiedzieli próbami z dystansu Gutowskiego, Możdżenia czy Radwańskiego.

Im bliżej było końcowego gwizdka, tym bardziej na murawie robiło się nerwowo. Momentami jakby gubił się sędzia, szafujący kolejnymi żółtymi kartkami. W 82. minucie niezmordowany Kiebzak, rozgrywający najlepsze w tym roku spotkanie, wyłożył piłkę Stefanowiczowi. Jego strzał zablokował Rudol (katowiczanie reklamowali zagranie ręką), a próbę dobitki Marcina Urynowicza w ostatniej chwili udaremnił Wojciech Pawłowski.

W 84. minucie Widzew miał piłkę meczową. Po podaniu Radwańskiego sam na sam z Mrozkiem wyszedł Robak, ale strzelił lewą nogą obok bramki! Emocji było pod dostatkiem. Trybuny poderwały się w 89. minucie, gdy Pawłowski odbił piłkę po próbie Urynowicza – i to by było na tyle.

W tabeli status quo, a walka o awans trwa.

 

weszlo.com –Status quo w II lidze zachowany. GKS na remis z Widzewem

Remis w przypadku takich meczów określa się zazwyczaj mianem: dwóch rannych zamiast jednego zabitego. To jest po części prawda, bo ani katowiczanie, ani łodzianie, płakać nad jednym punktem raczej nie będą. Zarazem jedni i drudzy mogą sobie pluć w brodę, bo trzy punkty i o wiele mocniejsza sytuacja w tabeli była na wyciągnięcie ręki. Mecz GKS-u z Widzewem może nie olśnił jakością, ale na brak emocji do ostatnich sekund nie można było narzekać.

[…] GKS grał trochę tak, jakby chciał dać się Widzewowi wyszumieć – widać było w tym trochę wyrachowania. I chyba się opłaciło. Czyhali na błąd, a defensywa RTS-u nie należy, delikatnie mówiąc, do tych bezbłędnych.

W końcu stało się: banalna strata na środku boiska, piłkę znakomicie wyłuskuje Błąd. Rudol próbuje faulu taktycznego, byleby tylko zatrzymać zawodnika GKS-u. I to nie wystarcza, piłka trafia do Kiebzaka. Znowu obrońcy Widzewa zbyt statycznie, Kiebzak ma czas i miejsce by uderzyć – trzeba mu oddać, że strzał świetny, mierzony, choć oddany gdzieś z linii szesnastki. Pawłowski nie miał najmniejszych szans.

[…] GKS grał po zmianie stron to, co przyniosło mu prowadzenie. Nie zamierzał szczególnie szarżować, raczej wolał pozwolić, by Widzew męczył się z atakiem pozycyjnym, a nuż gdzieś pojawi się szansa na kolejną kontrę. To, trzeba przyznać, przez dziesięć minut sprawdzało się katowiczanom bardzo dobrze. Ale potem przyszedł kolejny stały fragment gry, które Widzew bił dobrze. Wrzuca Kosakiewicz z rzutu rożnego, Mrozek wychodzi źle – Tanżyna pewnie do siatki. 1:1.

Nie powiemy, że od tej pory zaczęła się regularna strzelanina – były momenty przestojów. Natomiast zarówno GKS jak i Widzew mogą sobie wyrzucać stuprocentowe okazje. W GKS-ie bohaterem mógł być Urynowicz, który dwa razy miał czystą sytuację strzelecką, ale dobrze dysponowany był dziś Pawłowski. Blisko gola był też Januszewski, a strzał Stefanowicza świetnie zatrzymał Rudol. W Widzewie najlepsze sytuacje zmarnował Robak – raz uderzał po wrzutce głową, gdzie wygrał walkę o pozycję, ale uderzył prosto w Mrozka. Druga szansa to już marzenie – kapitan Widzewa wychodzi sam na sam po podaniu Radwańskiego, a jednak nawet nie trafia w światło bramki. Robak walczył dzisiaj mocno, nawet na własnej połowie notował udane wślizgi, ale celownik zdecydowanie rozregulowany.

Do ostatnich sekund, w doliczonym czasie, obie strony szukały szansy. Dla GKS-u to drugi trudny mecz, który kończą z punktami. Kto wie, może mogą mieć nawet pretensje do arbitra Lizaka za niektóre dzisiejsze decyzje, choć to trzeba by dokładnie przeanalizować.

 

interia.pl – GKS Katowice – Widzew Łódź 1-1 w hicie 2. Ligi

GKS Katowice miał szansę wyprzedzić Widzew Łódź i zająć okupowane przez niego drugie miejsce, dające bezpośredni awans na zaplecze PKO Ekstraklasy, ale mimo prowadzenia tylko zremisował z zespołem naszpikowanym gwiazdami Ekstraklasy.

 

se.pl – GKS Katowice nie zepchnął Widzewa Łódź do strefy barażowej! Remis na Śląsku

W absolutnym hicie 31. kolejki 2. Ligi, GKS Katowice zremisował na własnym stadionie 1:1 z Widzewem Łódź. Dzięki takiemu obrotowi spraw, na trzy serie gier przed końcem zmagań łodzianie utrzymali pozycję wicelidera tabeli, która oznacza bezpośredni awans na zapleczy PKO Ekstraklasy. Wciąż są więc w tej kwestii zależni tylko od siebie.

 

infokatowice.pl – Remis w meczu na szczycie

GieKSa zagrała najlepszy mecz w tym roku, ale tylko zremisowała z Widzewem Łódź 1:1.

W wyjściowym składzie GieKSy zobaczyliśmy Pavlasa, który zastąpił pauzującego za kartki Woźniaka. Katowiczanie przez całe pierwsze 45 min. grali z dużą determinacją i walczyli o każdy centymetr murawy. Choć ich gra mogła się podobać, długo jednak nie potrafili stworzyć zagrożenia po łódzką bramką. Widzew rzadziej przedzierał się pod pole karne GieKSy, jego akcje były jednak znacznie groźniejsze. Goście mogli objąć prowadzenie już w 10 min., kiedy Mrozek podczas dośrodkowania minął się z futbolówką. Na szczęście jednak piłka uderzona przez jednego z zawodników przeleciała minimalnie obok słupka. Kilkadziesiąt sekund później dał o sobie znać Robak, którego strzał głową o centymetry minął katowicką bramkę. W 29 min. było już jednak 1:0 dla gospodarzy. Kontrę wyprowadził Błąd, który został sfaulowany przed polem karnym. Sędzia nie przerwał jednak akcji, bo do piłki dopadł Kiebzak, który wbiegł w szesnastkę gości i strzelił precyzyjnie, tuż obok słupka. Od tego momentu przyjezdni ruszyli do ataku, ale ani Robak, ani Ojamaa nie byli w stanie zaskoczyć Mrozka.

Drugą połowę Trójkolorowi rozpoczęli cofnięci, licząc na kontrataki, a łodzianie atakowali dążąc do wyrównania. Ta sztuka udała im się już w 57 min., kiedy po raz kolejny w ostatnich meczach błąd popełnił Mrozek, który po rzucie rożnym minął się z piłką, a Tanżyna nie miał żadnych problemów ze skierowaniem jej głową do siatki. Chwilę później goście powinni prowadzić, gdy po kolejnym dośrodkowaniu przy biernej postawie obrońców piłkę głową z bliskiej odległości uderzył Robak, ale trafił prosto w bramkarza. Gra GKS-u w tym fragmencie nie wyglądała dobrze, na szczęście Widzew nie był w stanie tego wykorzystać. Końcówka spotkania była pełna emocji. GieKSa dwukrotnie była blisko przechylenia losów meczu na swoją korzyść. Najpierw Pawłowskiego mógł zaskoczyć Stefanowicz, ale jego strzał odbił obrońca, a dobitka Urynowicza trafiła w golkipera. W 88 min. z woleja uderzył ponownie Urynowicz, ale Pawłowski popisał się dobrą interwencją. Widzew także miał okazję do zadania decydującego ciosu. W sytuacji sam na sam z Mrozkiem znalazł się Robak, ale minimalnie spudłował.

 

dziennikzachodni.pl – Remis w hicie II ligi

[…] Hit na Bukowej był ciekawym widowiskiem i zakończył się podziałem punktów, który sprawił, że GieKSa dalej zajmuje w tabeli trzecie miejsce i nie ma bezpośredniego awansu do Fortuna 1. Ligi.

[…] GieKSa też często wykonywała rzuty wolne i rożne, ale nie stwarzała po nich żadnego zagrożenia. Jeszcze raz okazało się jednak, że katowiczanie najgroźniejsi są, gdy atakują z kontry. Po takiej właśnie szybkiej akcji Adriana Błąda gospodarze objęli prowadzenie. Kapitan zespołu był faulowany przez rywala, ale sędzia zastosował przywilej korzyści, a Kiebzak przejął piłkę i korzystając z zawahania się Tanżyny precyzyjnie strzelił zza linii pola karnego nie dając szans Wojciechowi Pawłowskiemu.

Po przerwie z dużo większą determinacją wyszli na boisko łodzianie. Goście atakowali i w końcu doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu z rogu Łukasza Kosakiewicza Tanżyna uprzedził wychodzącego do piłki Mrozka i głową z 6 m trafił do siatki. Chwilę później Widzew mógł wyjść na prowadzenie, bo 100 procentową okazję miał Robak, lecz jego uderzenie obronił bramkarz GKS.

Katowiczanie w końcówce starali się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Najpierw groźniej w zamieszaniu strzelał Arkadiusz Jędrych, ale trafił w kolegę z zespołu. Później z 12 m przymierzył Maciej Stefanowicz, lecz jego strzał klatką piersiową zablokował Sebastian Rudol. Uderzenie z woleja rezerwowego Marcina Urynowicza obronił bramkarz łodzian. Widzew miał sytuację sam na sam Robaka, lecz były król strzelców ekstraklasy strzelił obok słupka i mecz na Bukowej zakończył się remisem, z którego najbardziej ucieszył się prowadzący w tabeli Górnik Łęczna.

 

widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:0)

Mnóstwo emocji przyniósł dzisiejszy hit na szczycie tabeli II ligi pomiędzy GKS Katowice a Widzewem Łódź. Wynik w pierwszej połowie otworzył Szymon Kiebzak, ale goście w drugiej części spotkania wyrównali za sprawą Daniela Tanżyny i ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1. Status quo został więc utrzymany!

[…] W kolejnych fragmentach gra się bardzo zaostrzyła. Trzy razy faulował Bartłomiej Poczobut, a po ostatnim z tych przewinień arbiter postanowił napomnieć byłego zawodnika GKS, dla którego dzisiejsze starcie miało bardzo ambicjonalny charakter.

[…] Niestety, choć gra Widzewa wyglądała nieźle, to bramkę zdobyli gospodarze. W środku pola błąd popełnił Marcel Gąsior, akcję faulem próbował jeszcze przerywać Rudol (całe szczęście, nie dostał drugiej żółtej kartki), ale nie zrobił tego skutecznie, bo futbolówka dotarła do Szymona Kiebzaka. Skrzydłowy GKS bardzo precyzyjnym strzałem po ziemi, odbitym jeszcze od słupka, nie dał najmniejszych szans Wojciechowi Pawłowskiego.

Strata gola nie zniechęciła widzewiaków, którzy cały czas starali się grać swoje. W 35. minucie niesygnalizowanego strzału z trzydziestu metrów spróbował Kosakiewicz, ale najlepszą okazję do wyrównania miał tuż przed zejściem do szatni Henrik Ojamaa. Gąsior dograł na lewą stronę do Kornela Kordasa, ten dokładnie wrzucił, ale uderzenie Estończyka było zbyt lekkie i poradził sobie z nim Bartosz Mrozek.

[…] Po zmianie stron obraz gry wcale się nie odmienił i to Widzew dużo częściej utrzymywał się przy piłce. Łodzianie mieli też sporo stałych fragmentów gry, ale nic z nich nie wychodziło. Aż do 57. minuty! Przy dorzuceniu Kosakiewicza jeden z katowiczan zderzył się głowami z Tanżyną, a piłka wyszła na róg. „Dixon” błyskawicznie pozbierał się i to właśnie on doszedł do dośrodkowania prawego obrońcy, wyrównując stan spotkania, a jednocześnie dając swojej drużynie drugie życie!

Już cztery minuty mogło być 2:1 dla gości! Kosakiewicz ponownie świetnie dośrodkował, tym razem z rzutu wolnego. Piłka trafiła na głowę Robaka, ale jego uderzenie niestety powędrowało wprost w ręce Mrozka. Później mecz się bardzo wyrównał, a Widzew – wzorem kilku wcześniejszych spotkań – niepotrzebnie cofnął się, dając więcej z gry gospodarzom. Ci mogli wyjść na prowadzenie w 73. minucie, na szczęście strzał Grzegorza Janiszewskiego powędrował obok słupka.

Na kwadrans przed końcem obraz gry uległ całkowitej zmianie. To GKS się cofnął, a łodzianie akcja za akcją starali się nękać golkipera. Swoje okazje mieli Gutowski, który uderzył minimalnie nad poprzeczką, wprowadzony po przerwie Mateusz Możdżeń, którego strzał zza pola karnego był zbyt lekki, a także Radwański, który strzelił zbyt lekko.

Prawdziwy rollercoaster miał jednak miejsce w ostatnich pięciu minutach! Najpierw swoją kapitalną okazję mieli katowiczanie – Stefanowicz uderzył wprost w stojącego tuż przed linią bramkową Rudola, a z dobitką Marcina Urynowicza poradził sobie Pawłowski. Już w kolejnej akcji to Widzew powinien jednak rozstrzygnąć losy spotkania na swoją korzyść! Radwański zagrał prostopadle do Robaka, ale ten, w sytuacji sam na sam, strzelił minimalnie obok słupka… Tuż przed końcem kolejną szansę miał jeszcze Urynowicz, na szczęście kapitalnie interweniował golkiper.

 

sportowefakty.wp.pl – II liga: GKS Katowice zremisował na szczycie. Widzew Łódź bliżej awansu

Nie doszło do diametralnej zmiany na szczycie tabeli. GKS Katowice zremisował 1:1 z Widzewem Łódź i to drużyna Marcina Kaczmarka pozostaje wiceliderem z większą szansą na bezpośredni awans.

Droga obu drużyn na zaplecze PKO Ekstraklasy jest kręta. Z 31 dotychczasowych meczów wygrały tylko nieco ponad połowę – 16. Biorąc pod uwagę poprzednich pięć kolejek GKS Katowice i Widzew Łódź zdobyli komplet punktów w dwóch. Potknięć, rozczarowań nie brakowało. Nie zmieniało to faktu, że podopieczni Rafała Góraka i Marcina Kaczmarka mają największy potencjał w lidze i są głównymi kandydatami do awansu.

[…] Tempo rywalizacji na szczycie tabeli było przyzwoite, choć można było mieć zastrzeżenia co do liczby strzałów celnych. Częściej interweniował Bartosz Mrozek niż Wojciech Pawłowski i generalnie przyjezdni byli bardziej energiczni po powrocie z szatni na boisko. Widzew chciał zdobyć pełną pulę po wyrównaniu. Wielką szansę na gola dla gości miał Marcin Robak, a dużą na gola dla gospodarzy Maciej Stefanowicz. Nikomu nie udało się rozstrzygnąć meczu. Problemu z precyzją nie udało się rozwiązać do końca.

 

widzewiak.pl – Nie wykorzystali okazji powrotu na pozycję lidera

[…] Do przerwy więcej powodów do zadowolenia mieli katowiczanie. Mogli być dumni z tego, że popisali się stuprocentową skutecznością. Oddali jeden celny strzał na bramkę gości i zdobyli prowadzenie. W 30 min. w kontrataku gospodarze wykazali więcej zdecydowania, od próbujących im przeszkadzać łodzian i Szymon Kiebzak pokonał z 16 metrów Wojciecha Pawłowskiego płaskim strzałem w dolny róg.

[…] Od początku drugiej połowy widać było, że ekipa RTS powalczy przynajmniej o wyrównanie. Łodzianie przejęli inicjatywę i przeważali mimo kilku słabo dysponowanych zawodników.

[…] Wyrównująca bramka zrobiła wrażenie na katowickim zespole i uciszyła kibiców. Łodzianie atakowali nadal i gdyby Marcin Robak miał lepszy dzień, to odzyskanie pozycji lidera byłoby faktem. Kapitan łodzian zmarnował znakomite sytuacje bramkowe w 61 min, gdy główkował wprost w bramkarze oraz w 85 min, gdy strzelił lewą nogą tuż obok słupka.

Lecz trzeba przyznać, że w końcówce goście mieli nie tylko pecha, ale też sporo szczęścia. Po rażącym błędzie Kornela Kordasa bramkarz wybiegiem uratował łodzian od utraty bramki. Także Pawłowski w doliczonym czasie gry obronił groźny strzał lewą nogą z 16 metrów Marcina Urynowicza.

W sumie remis jest zasłużony, a sam zacięty hit kolejki trudny do jednoznacznej oceny. Można tylko stwierdzić, że teraz szanse łodzian na bezpośredni awans są większe niż katowiczan.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga