Kibice Klub Piłka nożna Stadion
Miasto Katowice nie odebrało projektu stadionu miejskiego od wykonawcy
Dziś na skrzynkę mailową naszej redakcji trafiła informacja prasowa z Urzędu Miasta Katowice, która dotyczy (nie) budowy nowego stadionu dla GKS Katowice. Prezentujemy ją w całości poniżej. Wnioski niech każdy wyciągnie sam.
W styczniu 2018 roku Miasto Katowice ogłosiło konkurs na wykonanie koncepcji urbanistyczno-architektonicznej kompleksu sportowego stadionu miejskiego w Katowicach. Realizatorem konkursu było Stowarzyszenie Architektów Polskich SARP Oddziała Katowice, które czuwało nad poprawnością przebiegu konkursu i wyborem zwycięskiej pracowni. W skład kompleksu miał wchodzić m.in. obiekt piłkarski na 12000 widzów z opcją rozbudowy do 15000, hala do siatkówki o pojemności 2500-3000 widzów oraz 6 boisk treningowych. Konkurs wygrała pracownia RS ARCHITEKCI Sp. z o.o., z którą Miasto Katowice podpisało 28 września 2018 roku umowę na projektowanie. Prace projektowe dobiegły końca w listopadzie tego roku.
– Należy podkreślić, że jednym z głównych założeń na etapie projektowania była kwota, w ramach której miał zostać zbudowany stadion z otoczeniem. Pracownia RS ARCHITEKCI Sp. z o.o. na etapie konkursu określiła ją na poziomie 184,5 mln zł. W podobnej kwocie w Polsce zrealizowano i realizuje się inwestycje tego typu – można więc stwierdzić, że to cena rynkowa. Co ważne właśnie taka kwota została precyzyjnie zdefiniowana w umowie podpisanej z pracownią RS ARCHITEKCI Sp. z o.o., co oznacza, że wykonawca był zobowiązany do przygotowania projektu właśnie o takim koszcie budowy – podkreśla wiceprezydent Katowic Bogumił Sobula.
Jeszcze na początku tego roku przedstawiciel RS ARCHITEKCI Sp. z o.o. powołał się w wywiadzie prasowym na kwotę tego rzędu. W wywiadzie opublikowanym 24 stycznia 2019 roku w Gazecie Wyborczej, Damian Radwański, współzałożyciel, powiedział, że „Inwestor założył ok. 170 milionów i tego chcemy się trzymać. Oczywiście nie wiemy, jakie będą ceny materiałów i usług budowlanych w okresie, kiedy stadion będzie budowany. Doświadczenie pokazuje, że te mogą się zmieniać nawet w krótkim czasie o kilka-kilkanaście procent. Trudno dzisiaj precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, jak będzie wyglądał rynek budowlany w Polsce za rok, dwa”.
W listopadzie zakończyły się trwające czternaście miesięcy prace projektowe. Wraz z projektem wykonawczym powstała dokumentacja geologiczno-inżynierska kompleksu sportowego. Pracownia RS ARCHITEKCI Sp. z o.o. przekazała 28 listopada dokumentację wraz z kosztorysem wykonawczym na kwotę ponad 561 mln zł. – Kwota kosztorysu rażąco przekracza kwotę określoną w umowie. Tym samym otrzymane przez nas dzieło jest niezgodne z umową zawartą z RS ARCHITEKCI Sp. z o.o. Należy podkreślić, że przez ostatnie 14 miesięcy, a więc podczas etapu projektowania, nie otrzymaliśmy od projektanta żadnej informacji, która by mówiła o ta dużej zmianie w zakresie kwoty widniejącej w kosztorysie wykonawczym – podkreśla Bogumił Sobula, wiceprezydent Katowic. – Rozumiemy, że sytuacja na rynku budowlanym w ostatnich latach, związana m.in. ze wzrostem kosztów m.in. robocizny i materiałów budowlanych, mogła doprowadzić do podwyższenia kosztorysu. Ponadto po wyłonieniu zwycięskiej pracowni prezydent Marcin Krupa, kierując się oczekiwaniami środowisk sportowych, podjął decyzję, że stadion zostanie zaprojektowany od razu na 15 tys. miejsc. Warto jednak podkreślić, że zmiana ta oznaczała de facto dodanie nowych krzesełek – ponieważ konstrukcja stadionu, wszelkie rozwiązania logistyczna, zaplecza techniczne itp. byłyby tak czy inaczej projektowane na 15 tys. miejsc. Nie widzimy więc żadnego uzasadnienia dla 294% wzrostu kosztów budowy obiektu – podkreśla wiceprezydent Bogumił Sobula.
W sprawie tak wysokiego kosztorysu głos zabrali także przedstawiciele katowickiego oddziału SARP. „Stowarzyszenie Architektów Polskich Oddział Katowice wyraża głębokie zaniepokojenie otrzymaną informacją o około trzykrotnym przekroczeniu kwoty realizacji zadania „Budowa stadionu miejskiego w Katowicach” wynikającą z opracowanej projektowej dokumentacji wykonawczej” – czytamy w piśmie arch. Mikołaja Machulika, Prezesa Oddziału, skierowanym do Urzędu Miasta Katowice. „Nagrodzone prace dawały dużą szanse na realizację w preliminowanym przez Zamawiającego budżecie. Przedstawione rozwiązania konstrukcyjne, które w tym przypadku są głównym składnikiem kosztów inwestycji, należały do rozwiązań typowych nie budzących wątpliwości ekonomicznych. Trudno ocenić niespotykany dotąd z naszego doświadczenia w przygotowaniu inwestycji, organizacji konkursów, tak drastyczny wzrost kosztów rozwiązań projektowych przedstawionych przez autorów dokumentacji projektowej”.
W związku z powyższym 9 grudnia Miasto Katowice wezwało Wykonawcę do poprawienia w terminie 21 dni przedłożonej dokumentacji w taki sposób, aby była zgodna z zapisami umowy, gdzie jako maksymalny planowany łączny koszt realizacji inwestycji wskazana jest kwota 184,5 mln zł brutto.
Przedstawiciele władz miasta podkreślają, że po ustosunkowaniu się RS ARCHITEKCI Sp. z o.o. do wspomnianego wezwania zostaną podjęte decyzje, co do dalszych decyzji w tej sprawie. – W projekcie budżetu miasta na 2020 rok oraz w Wieloletniej Prognozie Finansowej na lata 2021-2022 są zabezpieczone środki na budowę stadionu miejskiego w kwocie 204 mln zł. Zgodnie z planem zamierzaliśmy w pierwszym kwartale 2020 roku ogłosić przetarg na prace budowlane – dodaje wiceprezydent Bogumił Sobula.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

PNWK
10 grudnia 2019 at 08:44
Myślę że będą nas zwodzić jak Śmierdzieli (rosnące koszty budowy)
I co za tym idzie brak zgody na rozpoczęcie prac. Tak teraz się kupuje czas, na nic nie robienie.
Osobiście rozbudowałbym B1 do 4 trybun jak było w 1 projekcie
Erbst
10 grudnia 2019 at 09:03
Gry na czas ciąg dalszy. Jaja sobie z nas robią i tyle. Jak nie zawalczymy ostrzej o ten stadion to przyszłość klubu na lata jest max w 1 lidze.
KaTe
10 grudnia 2019 at 09:55
Nihil novi sub sole.
Ekipa pana Krupy nie zaskakuje.
Od początku było dziwne, że nie chcieli realizować projektu, który wygrał chyba pięć lat temu. Tzw. „żółta bryła” wszystkim się podobała.
Niestety, przyjacielowi deweloperów nie po drodze z fussbalem…
SErCE KrWAWI
10 grudnia 2019 at 14:23
Czekam na konfe z tymi architektami, niech się wytlumacza dlaczego tak drogo. Miasto bogate ale są granice uczciwości
tombotleg
10 grudnia 2019 at 17:04
A jak zabudują już wszystkie lasy i parki w Katowicach to się wezmą za stadion, mafia developerska Katowice Rules!!!!!!.
ursus
10 grudnia 2019 at 18:06
Rosomaki już pewnie pod UM i biurem projektantów. To się nie może dziać naprawdę – napiszcie, że to tylko spóźniony Prima Aprilis z tym kosztorysem.
pablo eskobar
10 grudnia 2019 at 18:38
A ja sie pytam dlaczego niemozna na B1 zbodowac dwoch trybun i to zadaszyc zrobic stadion na 20k ludzi i kasa na to to mysle ze ze 100m by wystarczylo no ale poco jak mozna nic nierobic i grac z nami w ciu..a
pablo eskobar
10 grudnia 2019 at 18:46
Sprawa druga mianowicje stadionik na 12k ludzi przeciez to jest smiech na sali jakby druzyna weszla do extrlaklasy to taki mecz z gornikiem to ze 20k by ludzi sokojnie przyszlo samych przyjezdnych by bylo z 4.5k jak widac miasto niezamieze doprowadzic do tego aby w Katowicach byla pilka na dobrym poziomie extraklasowym
Januszek
11 grudnia 2019 at 08:03
Kwota jaką UM Katowice chciał przeznaczyć na budowę stadionu już na wstępie była nierealna. Sądzę, że władze zdawały sobie z tego sprawę.
Nie trzeba daleko szukać. Sosnowiec buduje swój stadion na kwotę ok. 350 mln zł. Arena w Gliwicach też na wstępie kosztować miała ok. 360 mln zł (budowa rozpoczęła sie w 2013 r.!) a finalnie koszty zamknęły się w kwocie 420 mln zł. Obecnie mamy 2019 r. a ceny za usługi i materiały co roku stają się droższe. Wyciągnijcie sami wnioski.
Alojzy Gupek
11 grudnia 2019 at 15:57
Stadiun na 15tausenò to kpina jak zagramy z Bytovią Bytów to bydzie nos ze 35 tausenów..takie z nas hahary co śrydniom momy na 1356 kiboli
Paderewa
11 grudnia 2019 at 18:13
Krupa raczej nie jest typem lubiacy jakikolwiek sport.Szkoda bo Katowice zasługuja swa wielkoscia na piekny stadion w dobrym połozeniu.Szkoda bo wszystko jest w miescie.Brakuje tylko stadionu.No żal straszny.
GieKSiorz
12 grudnia 2019 at 00:15
Brak stadionu dla GieKSy oznacza R.I.P,klub bez zaplecza jest klubem amatorskim i wyzej niz w 1 lidze nie zagra,albo pierdolniemy reka w stol i skonczymy z tym zeby nas w chuja robili albo koniec,ludzie zaczna jezdzic na Górnik,juz duzo jezdzi tylko na Gornik a nie na Gks.WSTY ZEBY MIASTO WOJEWODZKIE NIE MIALO STADIONU NA POZIOMIE 21 WIEKU,CHUJ Z TAKIM MIASTEM,RZYGAC SIE CHCE.sadzilem ze zacznie to zmierzac w dobra strone po spadku a tu chujni ciag dalszy,mialem kupic koszulke meczowa,gazety ale odechciewa sie po co ,zastanawiam sie czy na mecze lazic bo strach ze sie ten nasz „camp nou ” zawali kiedys,a z drugiej strony po co,zeby byc robionym w ciula,a mlodzi nic zero nacisku na miasto,kiedys to by ciagle pikiety byly,a tak krupa 2 kadencje pogra w ciula i nara frajerzy taka smutna prawda
Arnold
12 grudnia 2019 at 10:24
GieKSiorz święta prawda. Jeśli nie zaprotestujemy to znaczy że GKS Katowice nie ma już kibiców. Czekam na poważną odpowiedź Stowarzyszenia. Czy bez pieniędzy miasta czy z pieniędzmi i bez stadionu skazujemy się na niebyt…
tomassi
12 grudnia 2019 at 21:16
Tylko przeciw komu tu protestować?
Bo miasto wiadomo swoje za „uszami” ma ale…
Wygrać konkurs a potem o tyle zawyżyć koszt to chyba trochę śliska sprawa.
Są ludzie którzy powinni coś zadecydować, bo kimś trzeba delikatnie wstrząsnąć
po takiej informacji
KaTe
13 grudnia 2019 at 11:52
Polityczne gierki. Pan Krupa rozłoży ręce i powie: „chcieliśmy, ale sami widzicie, że przy takich kwotach nie damy rady. Musicie wybrać mnie w kolejnej kadencji, a ja obiecuję Wam stadion już w 2028r.”
Hurrra!!!!
Kolo
13 grudnia 2019 at 14:31
Ludzie, nie widzicie, że to jest po prostu ordynarna ustawka?!
GieKSiorz
13 grudnia 2019 at 21:45
na pewno trzeba oddac sprawe do prokuratury jesli to sciema,ktos za te projekty wzial grube miliony,to co wyrzucone publiczne pieniadze?!
pr1982
16 grudnia 2019 at 08:21
Ja się tylko zastanawiam, co za IDIOTA robi kosztorys w Excel’u…Żenada na całej linii Miasto – projektnaci….
Robson
14 lutego 2020 at 17:44
Też uważam że to wstyd że Stolica Ślaska miasto wojewódzkie nie ma porządnego stadionu! Fakt że teraz musi być awans bo inaczej ciężko będzie znaleźć argumenty i zmobilizować ludzi na poziomie 5-6k na trybunach