Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka Szachy
Wielosekcyjny przegląd mediów: Wasko Hetman GKS Katowice drużynowym wicemistrzem Polski w szachach
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji szachów, piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W miniony weekend piłkarze pauzowali w rozgrywkach II ligi. Korzystając z przerwy drużyna zagrała sparing w piątek z I ligową ekipą OKS-u Odry Opole. GieKSa wygrała 2:0 (2:0). Drużyna żeńska przegrała na wyjeździe z Śląskiem Wrocław 0:2 (0:2).
Siatkarze i hokeiści przygotowują się do startu rozgrywek sezonu 2020/21 – pierwsze mecze w sezonie zostaną rozegrane w tym tygodniu. Siatkarze w minionym tygodniu wzięli udział w turnieju w Częstochowie w którym wygrali. W sekcji hokeja na lodzie działacze zakontraktowali dwóch zawodników: Mateusza Adamus i Szymona Skrodziuk.
SZACHY
ekstraliga2020.pzszach.pl – Runda 9: Polonia Wrocław mistrzem!
Na podium Ekstraligi stanęli: Polonia Wrocław, Hetman Katowice i Stilon Gorzów. To drugi tytuł mistrzowski wrocławian w historii klubu. Hetman Katowice zwycięstwami w dwóch ostatnich rundach weszli na drugi stopień podium, zaś Stilon Gorzów pokonał bezpośredniego rywala w walce o brąz, czyli Wieżę Pęgów. Najlepszy wynik indywidualny osiągnął Stepan Zilka (Wieża Pęgów) zdobywając 7,0/9,0 na 4 desce.
krakow.pl – Drużynowe Mistrzostwa Polski w Szachach – Kraków 2020
Od 26 sierpnia do 3 września trwały Drużynowe Mistrzostwa Polski w szachach. W rozgrywkach, które w tym roku odbyły się w Krakowie, zmierzyło się dziesięć najlepszych ekip z kraju.
Drużynowe Mistrzostwa Polski w Szachach to jedna z najbardziej prestiżowych imprez szachowych organizowanych w Polsce. Wzięło w nich udział ponad czterdziestu arcymistrzów, a wśród nich Jan Krzysztof Duda (Wasko Hetman GKS Katowice-przyp. red.) – czołowy zawodnik świata i pogromca Mistrza Świata Magnusa Carlsena. W mistrzostwach zmierzyło się dziesięć najlepszych drużyn z całej Polski, wśród których była jedna krakowska ekipa – Klub Szachowy Dwie Wieże Kraków, prowadzony przez Fundację Gens Una Sumus, organizatora mistrzostw.
Pierwsze miejsce zdobyła drużyna z Wrocławia, drugie – z Katowic, a trzecie ekipa z Gorzowa.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – GKS Katowice. Sparingi wygrywają…
W jedynym przed startem sezonu sparingu GieKSa rozgromiła przy Bukowej imiennika z Jastrzębia 5:1, a w piątek pokonała innego I-ligowca, tyle że tego z Opola.
Bramki jeszcze przed przerwą zdobyli obrońcy: Arkadiusz Jędrych i Grzegorz Rogala. Kibice w Katowicach życzyliby sobie, by tak samo było w meczach o stawkę, a te na razie w tej rundzie zupełnie drużynie nie wychodzą, bo w słabym stylu przegrała dwukrotnie w Krakowie: najpierw pucharowo z Garbarnią (0:1), a następnie II-ligowo z Hutnikiem (2:3).
Piątkowy sparing z Odrą odbył się bez udziału publiczności, a goście, którzy zmagania na zapleczu ekstraklasy zaczęli od domowej porażki (0:4) z ŁKS-em, nie chcieli nawet publikować pełnego składu. W ich szeregach zadebiutował Dawid Kort, zakontraktowany w tym tygodniu 25-letni pomocnik mający na koncie blisko 80 występów w ekstraklasie, który ostatnio bronił barw innego I-ligowca, Miedzi Legnica.
tylkokobiecyfutbol.pl – Dublet Iwaśko. Śląsk już w czołówce
Ekipa Śląska miała udowodnić, że poprzednie zwycięstwa to nie przypadek i zrobiła to w świetnym stylu. Pokonała 2:0 GieKSę i w tabeli awansowała na czwarte miejsce, zrównując się punktami z Medykiem Konin.
Pierwsze minuty były bardzo wyrównane. Pressing przyjezdnych dał jednak strzały Kozak i Turkiewicz. Śląsk jednak ‚trzymał gardę’ i szukał swoich szans w kontratakach. W 9. minucie po wrzutce Karolina Iwaśko pokonała głową Klimek. Podopieczne Jagieły szukały podwyższenia okazji, lecz się to nie udawało. GieKSa próbowała wyrównać, lecz strzały Stanović i Kozak nie były celne. Wszystko to znów wykorzystały gospodynie. Po dośrodkowaniu z rożnego dublet głową ustrzeliła Iwaśko.
GieKSa dalej próbowała, lecz nie potrafiła złamać obrony rywalek. Nie pomogła im nawet czerwona kartka w 60. minucie dla Małgorzaty Kordy. Przewaga liczebna nie dała nic. Jeszcze w końcówce Iwaśko miała doskonałą okazję do skompletowania hattricka, lecz jej strzał był niecelny.
dolfutbol.pl – Brawo dziewczyny! Piłkarski Śląska mimo osłabienia wygrały z GKS-em Katowice
Piłkarki Śląska Wrocław nie przestają zaskakiwać. W meczu 5. kolejki Ekstraligi wygrały 2:0 z GKS-em Katowice, mimo że ponad pół godziny grały w osłabieniu. Wrocławianki, nowa drużyna w najwyższej lidze kobiet, rozpoczęły sezon bardzo udanie.
[…] Dziś podejmowały na stadionie na Kłokoczycach GKS Katowice, czyli drużynę mającą tyle samo – czyli 7 – punktów na koncie. Na papierze przyjezdne może były faworytkami, ale zawodniczki Śląska nie po raz pierwszy pokazały, że nie kalkulują z kim grają. Mimo dobrego początku katowiczanek, szybko przejęły inicjatywę i w 9 min. cieszyły się z prowadzenia po pięknym strzale głową w okienko w wykonaniu Karoliny Iwaśko. Ta sama zawodniczka w 32 min. podwyższyła na 2:0, również strzałem głową.
Warto dodać, że gospodynie przez większość spotkania starały się grać wysokim pressingiem i nie zmieniły swojego stylu nawet, gdy od 60 min. grały w osłabieniu po drugiej żółtej kartce dla Małgorzaty Kordy. Oczywiście, wtedy przyjezdny osiągnęły znaczną przewagę, ale bardzo ambitnie walczące wrocławianki nie pozwoliły im na wiele. Katowiczanki nie stworzyły praktycznie żadnej stuprocentowej sytuacji, a wszystkie inne strzały czy dośrodkowania padały łupem pewnie broniącej Anny Bocian.
Zawodniczki Śląska mądrze się broniły i groźnie kontratakowały. Bliska hat-tricka była Iwaśków, ale w idealnej sytuacji minimalnie chybiła. Oczywiście głową.
Wrocławianki dowiozły prowadzenie 2:0 do końca po raz kolejny pokazując wielki hart ducha. Ale nie tylko. Zwyciężyły przede wszystkim dzięki swoim umiejętnościom, dobrej organizacji gry oraz taktyce nakreślonej przez trenera Jagiełę.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS z MKS-em w finale turnieju w Częstochowie
W Częstochowie trwa turniej, w którym obok Norwida występują trzy drużyny plusligowe. W pierwszym półfinale MKS Będzin po tie-breaku pokonał Stal Nysę. W drugim z piątkowych meczów GKS Katowice wywiązał się z roli faworyta, pokonując gospodarzy bez straty seta.
[…] Autowy atak Damiana Koguta rozpoczął drugi półfinał. Gdy GKS ustawił skuteczny blok, katowiczanie odskoczyli na 4:1 i o czas poprosił trener Lebioda. Nie pomogło to jego zespołowi, wciąż tempo gry narzucali przyjezdni. Po autowym ataku Łukasza Usowicza drugą przerwę wykorzystał szkoleniowiec gospodarzy (2:8). Trwały problemy z przyjęciem zagrywek Miłosza Zniszczoła (2:10). Kolejne roszady składzie nie pomagały (2:12).Dopiero mocny atak Usowicza przerwał passę (3:12). W akcjach nie brakowało przypadkowości. Katowiczanie raz za razem kończyli kontrataki – 20:8. W końcówce trener Lebioda zmienił niemal cały skład, z wyjściowej szóstki został tylko Wasilewski. To również nie zmieniło obrazu jednostronnego seta, które po długiej akcji zamknął blok na Mateuszu Demcio.
Pierwsze dwie akcje drugiego seta należały do Norwida, punkt dla gości zdobył dopiero Zniszczoł (2:1). Katowiczanie popełniali proste błędy. Mocno atakował Szymański, po drugiej stronie ręki nie wstrzymywał Paweł Cieślik (9:7). Chociaż częstochowianie nie odpuszczali, GKS stopniowo niwelował dystans aż doprowadził do remisu (12:12). Skutecznie atakował Jakub Jarosz. Obaj rozgrywający często posyłali piłki do swoich środkowych (15:15). W końcówce katowiczanie wzmocnili atak, po asie Jarosza GKS odskoczył na 19:17, ale nie utrzymał tej przewagi i po zagraniu Usowicza ponownie był remis (19:19). Tym razem to częstochowianie nie poszli za ciosem, a po autowym ataku Koguta o czas poprosił trener Lebioda (19:21). Tej przewagi plusligowiec nie wypuścił i po mocnym ataku po skosie Kamila Kwasowskiego wygrał do 21.
W trzecim secie trener Słaby desygnował do gry drugą szóstkę, na boisko weszli Nowosielski, Kohut, Stolc, Musiał, Buchowski i Ogórek. Początkowo wynik utrzymywał się na styku (6:6). Trwała zacięta wymiana ciosów. Dopiero problemy z przyjęciem zagrywek Wiktora Musiała sprawiły, że GKS wyszedł na prowadzenie 14:13 i o czas poprosił trener Lebioda. Przełamanie Norwidowi dał mocnym atakiem Damian Kogut (14:15). W kolejnych akcjach to katowiczanie kontrolowali grę, stopniowo zwiększając dystans. Przy stanie 19:15 dla GKS-u ostatnią przerwę wykorzystał szkoleniowiec częstochowian. Przyjezdni dobrze grali w obronie, wykorzystując kontrataki. Po bloku na Tomaszu Kryńskim katowiczanie mieli serię piłek meczowych (18:24). Mecz zakończył mocnym atakiem Wiktor Musiał.
Exact Systems Norwid Częstochowa – GKS Katowice 0:3 (12:25, 21:25, 19:25)
GKS Katowice najlepszy w Częstochowie
Dobiegł końca częstochowski turniej, w którym obok Norwida rywalizowały plusligowe zespoły. Zgodnie z przewidywaniami najniższy stopień podium zajęła Stal Nysa. W finale GKS-owi Katowice wystarczyły trzy sety, by pokonać MKS Będzin. Nagrody dla najlepszych zawodników poszczególnych zespołów odebrali Jan Firlej, Rafał Sobański, Patryk Szczurek i Damian Kogut.
[…] Finał od mocnego ataku rozpoczął Jakub Jarosz. Pierwsze akcje toczyły się punkt za punkt. Przy stanie 7:8 kontuzji doznał Artur Ratajczak i został zniesiony z boiska. Środkowego zastąpił Bartosz Gawryszewski. W szeregach będzinian zdarzały się błędy, a gdy dodatkowo mocne zagrywki zaczął posyłać Kamil Kwasowski katowiczanie odskoczyli na 13:8 i o czas poprosił trener Bednaruk. Na siatce bardzo dobrze prezentował się Jakub Szymański, po jego pojedynczym bloku na Michale Godlewskim GKS prowadził 16:11. Chociaż gra katowiczan nie była pozbawiona błędów, nie mieli problemów z utrzymywaniem się na prowadzeniu. W końcówce będzinianie obronili kilka piłek setowych, ale autowa zagrywka Rafała Sobańskiego zakończyła seta.
Z wysokiego c w drugiego seta weszli będzinianie, przy stanie 4:0 o czas poprosił trener Słaby. Niemoc katowiczan przerwał efektownym atakiem na czystej siatce Miłosz Zniszczoł. Siatkarze GKS-u mieli problem ze skończeniem ataku, kolejną serię MKS zaliczył przy zagrywkach Godlewskiego – 9:2. Będzinianie raz za razem posyłali mocne serwisy. Na lewym skrzydle sytuację drużyny z Katowic starał się ratować Kamil Kwasowski, jednak dopiero przy zagrywkach tego przyjmującego GKS zaczął odrabiać straty. Po ataku z przechodzącej piłki o czas poprosił trener Bednaruk (11:14). Przerwa nie wybiła z rytmu Kwasowskiego, który posłał kolejnego asa. W następnych akcjach GKS poprawił skuteczność na siatce, a po asie Adriana Buchowskiego na tablicy wyników pojawił się remis (16:16). W końcówce ponownie w grę katowiczan zaczęły wkradać się błędy (19:20). Decydujące akcje to walka punkt za punkt (22:22, 25:25). Długą walkę na przewagi zakończył dopiero nieudanym atakiem Godlewski.
W trzeciej partii na nowo rozgorzała zacięta walka, siatkarze obu zespołów nie odpuszczali, jednak na prowadzeniu pozostawali będzinianie (6:4). Remis na tablicy wyników pojawił się, gdy asa posłał Wiktor Musiał (10:10). W kolejnych akcjach stopniowo to katowiczanie zaczęli budować przewagę, w czym pomagały im błędy rywali (13:16). GKS grał bardziej konsekwentnie, a ręki w polu zagrywki nie wstrzymywał Jan Firlej. Serię przeciwników atakiem przez środek zakończył Bartosz Schmidt (14:18). Będzinianie nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie Kwasowskiego. Po podwójnym bloku na lewym skrzydle katowiczanie mieli kolejne piłki meczowe, a Adrian Buchowski wykorzystał już pierwsza z nich.
Najlepszym zawodnikiem w szeregach triumfatorów turnieju został Jan Firlej, zaś w MKS-ie statuetkę odebrał Rafał Sobański.
finał:
MKS Będzin – GKS Katowice 0:3 (19:25, 28:30, 16:25)
PlusLiga przed sezonem: Stabilność GKS-u przepisem na sukces?
GKS Katowice w minionym sezonie osiągnął najlepszy, historyczny wynik – waleczni siatkarze zajęli ostatecznie 6. miejsce w PlusLidze. Sukces nie spowodował jednak, że klub ominęły problemy finansowe związane z pandemią, a skutkowało to konfliktami zarządu z zawodnikami i rozwiązywaniem kontraktów. Ostatecznie trudności udało się przezwyciężyć, a w zespole pozostała większość wcześniejszego składu. Czy stabilność okaże się gwarancją dobrych wyników w nadchodzącym sezonie?
[…] Rozegraniem w zespole niezmiennie zajmie się Jan Firlej, a o miejsce w pierwszej szóstce rywalizować z nim będzie Jakub Nowosielski, były już zawodnik pierwszoligowej Gwardii Wrocław. Na pozycji atakującego pozostaje duet Jakub Jarosz – Wiktor Musiał, natomiast na środku siatki wciąż występować będą Jan Nowakowski, czwarty najlepiej blokujący siatkarz minionego sezonu, Emanuel Kohut, Miłosz Zniszczoł oraz Kamil Drzazga. Przyjmującymi GKS-u pozostają Adrian Buchowski, Kamil Kwasowski i Jakub Szymański, a dołączy do nich Sławomir Stolc, który do PlusLigi powraca po pięcioletniej przerwie. W minionym sezonie bronił barw pierwszoligowej LUK Politechniki Lublin. Skład zamykają libero – Dustin Watten, a także powracający do Katowic po rocznej przerwie w Lechii Tomaszów Mazowiecki, Dawid Ogórek. Na stanowisko pierwszego trenera powraca natomiast Grzegorz Słaby, który poprowadził GKS do zwycięstwa na parkietach 1. ligi i awansu do ekstraklasy w sezonie 2015/2016.
Okres sparingowy nie rozpoczął się dla katowiczan najlepiej – najpierw przegrali 1:3 z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, natomiast później ulegli 0:4 i 1:2 Aluronowi CMC Warta Zawiercie. Następnie ponownie zmierzyli się z kędzierzynianami, ponosząc kolejną porażkę, tym razem 0:4. Na turnieju rozgrywanym u siebie najpierw zmierzyli się z Asseco Resovią Rzeszów, z którą przegrali 0:3. W końcu wkroczyli jednak na zwycięską ścieżkę i w meczu o 3. miejsce pokonali Cuprum Lubin 3:2.
Podopieczni trenera Grzegorza Słabego triumfowali we wszystkich pozostałych spotkaniach towarzyskich – wygrali 3:1 ze Stalą Nysa, a na Turnieju o Puchar zielona-energia.com w trzech setach okazali się lepsi od gospodarzy – Exact Systems Norwida Częstochowa. W finale pokonali MKS Będzin również 3:0. Zmagania w Częstochowie były ostatnimi sparingami zaplanowanymi dla GKS-u w sezonie przygotowawczym.
Sztab szkoleniowy i zawodnicy nie mówią głośno o celach na nadchodzący sezon, jednak niewielkie zmiany w składzie, który osiągnął najlepszy wynik w historii, mogą sugerować, że dla klubu minimum to obrona miejsca z minionej edycji rozgrywek. Zgranie i dobra atmosfera w drużynie z pewnością będą atutem katowiczan, a już wcześniej pokazali, że mają wielką wolę walki, którą nadrabiają brak wielkich nazwisk w ekipie. To połączenie sprawia, że zajęcie co najmniej 6. pozycji jest dla nich jak najbardziej realne.
– W tym sezonie mamy nowy zespół, nowego trenera, ale gorąco wierzę w to, że duch walki z poprzedniego sezonu wciąż w nas jest. Jestem pewien, że to pokażemy – powiedział Jakub Jarosz. – Osobiście jestem zadowolony z obecnej postawy, przepracowaliśmy ostatnie dwa miesiące naprawdę ciężko i niezmiennie walczymy o swoje – dodał Kamil Kwasowski.
GKS Katowice na inaugurację sezonu czeka daleka podróż – w sobotę, 12 września, rozegrają wyjazdowy mecz ze Ślepskiem Malow Suwałki. Tydzień później natomiast zmierzą się u siebie z beniaminkiem Stalą Nysa.
HOKEJ
hokej.net – Dwóch napastników dołączyło do GieKSy
Działacze GKS-u Katowice na tydzień przed rozpoczęciem sezonu pozyskali dwóch zawodników. Umowy z GieKSą podpisali Mateusz Adamus i Szymon Skrodziuk.
– Przez ostatni miesiąc testowaliśmy obu zawodników. Zdaniem sztabu zarówno Szymon Skrodziuk, jak i Mateusz Adamus pokazali się na treningach z dobrej strony i zapracowali na to, by w kolejnym sezonie reprezentować barwy naszej drużyny – wyjaśnia Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GKS-u Katowice.
Adamus ma 33 lata i jest wychowankiem Unii Oświęcim. Ma na swoim koncie 436 meczów w Polskiej Lidze, w których zdobył 149 punktów za 51 goli i 98 asyst.
– Propozycja trenera Piotra Sarnika, by podjąć treningi z GKS-em była dla mnie lekkim zaskoczeniem. Starałem się pokazać na nich z jak najlepszej strony. Bardzo się cieszę, że trafiam do dobrej i ambitnej drużyny. W GieKSie spotkałem wiele znajomych twarzy. Liczę na dobry sezon w naszym wykonaniu – zaznacza Mateusz Adamus.
Z kolei Szymon Skrodziuk w poprzednim sezonie występował w Naprzodzie Janów. W 39 meczach zdobył 3 bramki i zaliczył 3 kluczowe zagrania. Wcześniej reprezentował barwy Orlika Opole.
– Bardzo się ucieszyłem z możliwości dołączenia do GKS-u. Moje testy wyszły na tyle dobrze, że przekonałem do siebie cały sztab. Drużyna jest zbudowana naprawdę dobrze, mamy reprezentantów Polski i jakościowych obcokrajowców. Pracujemy ciężko, ale wszystko jest bardzo dobrze przemyślane – mówi Skrodziuk.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Najnowsze komentarze