Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka Szachy
Wielosekcyjny przegląd mediów: Wasko Hetman GKS Katowice drużynowym wicemistrzem Polski w szachach
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji szachów, piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W miniony weekend piłkarze pauzowali w rozgrywkach II ligi. Korzystając z przerwy drużyna zagrała sparing w piątek z I ligową ekipą OKS-u Odry Opole. GieKSa wygrała 2:0 (2:0). Drużyna żeńska przegrała na wyjeździe z Śląskiem Wrocław 0:2 (0:2).
Siatkarze i hokeiści przygotowują się do startu rozgrywek sezonu 2020/21 – pierwsze mecze w sezonie zostaną rozegrane w tym tygodniu. Siatkarze w minionym tygodniu wzięli udział w turnieju w Częstochowie w którym wygrali. W sekcji hokeja na lodzie działacze zakontraktowali dwóch zawodników: Mateusza Adamus i Szymona Skrodziuk.
SZACHY
ekstraliga2020.pzszach.pl – Runda 9: Polonia Wrocław mistrzem!
Na podium Ekstraligi stanęli: Polonia Wrocław, Hetman Katowice i Stilon Gorzów. To drugi tytuł mistrzowski wrocławian w historii klubu. Hetman Katowice zwycięstwami w dwóch ostatnich rundach weszli na drugi stopień podium, zaś Stilon Gorzów pokonał bezpośredniego rywala w walce o brąz, czyli Wieżę Pęgów. Najlepszy wynik indywidualny osiągnął Stepan Zilka (Wieża Pęgów) zdobywając 7,0/9,0 na 4 desce.
krakow.pl – Drużynowe Mistrzostwa Polski w Szachach – Kraków 2020
Od 26 sierpnia do 3 września trwały Drużynowe Mistrzostwa Polski w szachach. W rozgrywkach, które w tym roku odbyły się w Krakowie, zmierzyło się dziesięć najlepszych ekip z kraju.
Drużynowe Mistrzostwa Polski w Szachach to jedna z najbardziej prestiżowych imprez szachowych organizowanych w Polsce. Wzięło w nich udział ponad czterdziestu arcymistrzów, a wśród nich Jan Krzysztof Duda (Wasko Hetman GKS Katowice-przyp. red.) – czołowy zawodnik świata i pogromca Mistrza Świata Magnusa Carlsena. W mistrzostwach zmierzyło się dziesięć najlepszych drużyn z całej Polski, wśród których była jedna krakowska ekipa – Klub Szachowy Dwie Wieże Kraków, prowadzony przez Fundację Gens Una Sumus, organizatora mistrzostw.
Pierwsze miejsce zdobyła drużyna z Wrocławia, drugie – z Katowic, a trzecie ekipa z Gorzowa.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – GKS Katowice. Sparingi wygrywają…
W jedynym przed startem sezonu sparingu GieKSa rozgromiła przy Bukowej imiennika z Jastrzębia 5:1, a w piątek pokonała innego I-ligowca, tyle że tego z Opola.
Bramki jeszcze przed przerwą zdobyli obrońcy: Arkadiusz Jędrych i Grzegorz Rogala. Kibice w Katowicach życzyliby sobie, by tak samo było w meczach o stawkę, a te na razie w tej rundzie zupełnie drużynie nie wychodzą, bo w słabym stylu przegrała dwukrotnie w Krakowie: najpierw pucharowo z Garbarnią (0:1), a następnie II-ligowo z Hutnikiem (2:3).
Piątkowy sparing z Odrą odbył się bez udziału publiczności, a goście, którzy zmagania na zapleczu ekstraklasy zaczęli od domowej porażki (0:4) z ŁKS-em, nie chcieli nawet publikować pełnego składu. W ich szeregach zadebiutował Dawid Kort, zakontraktowany w tym tygodniu 25-letni pomocnik mający na koncie blisko 80 występów w ekstraklasie, który ostatnio bronił barw innego I-ligowca, Miedzi Legnica.
tylkokobiecyfutbol.pl – Dublet Iwaśko. Śląsk już w czołówce
Ekipa Śląska miała udowodnić, że poprzednie zwycięstwa to nie przypadek i zrobiła to w świetnym stylu. Pokonała 2:0 GieKSę i w tabeli awansowała na czwarte miejsce, zrównując się punktami z Medykiem Konin.
Pierwsze minuty były bardzo wyrównane. Pressing przyjezdnych dał jednak strzały Kozak i Turkiewicz. Śląsk jednak ‚trzymał gardę’ i szukał swoich szans w kontratakach. W 9. minucie po wrzutce Karolina Iwaśko pokonała głową Klimek. Podopieczne Jagieły szukały podwyższenia okazji, lecz się to nie udawało. GieKSa próbowała wyrównać, lecz strzały Stanović i Kozak nie były celne. Wszystko to znów wykorzystały gospodynie. Po dośrodkowaniu z rożnego dublet głową ustrzeliła Iwaśko.
GieKSa dalej próbowała, lecz nie potrafiła złamać obrony rywalek. Nie pomogła im nawet czerwona kartka w 60. minucie dla Małgorzaty Kordy. Przewaga liczebna nie dała nic. Jeszcze w końcówce Iwaśko miała doskonałą okazję do skompletowania hattricka, lecz jej strzał był niecelny.
dolfutbol.pl – Brawo dziewczyny! Piłkarski Śląska mimo osłabienia wygrały z GKS-em Katowice
Piłkarki Śląska Wrocław nie przestają zaskakiwać. W meczu 5. kolejki Ekstraligi wygrały 2:0 z GKS-em Katowice, mimo że ponad pół godziny grały w osłabieniu. Wrocławianki, nowa drużyna w najwyższej lidze kobiet, rozpoczęły sezon bardzo udanie.
[…] Dziś podejmowały na stadionie na Kłokoczycach GKS Katowice, czyli drużynę mającą tyle samo – czyli 7 – punktów na koncie. Na papierze przyjezdne może były faworytkami, ale zawodniczki Śląska nie po raz pierwszy pokazały, że nie kalkulują z kim grają. Mimo dobrego początku katowiczanek, szybko przejęły inicjatywę i w 9 min. cieszyły się z prowadzenia po pięknym strzale głową w okienko w wykonaniu Karoliny Iwaśko. Ta sama zawodniczka w 32 min. podwyższyła na 2:0, również strzałem głową.
Warto dodać, że gospodynie przez większość spotkania starały się grać wysokim pressingiem i nie zmieniły swojego stylu nawet, gdy od 60 min. grały w osłabieniu po drugiej żółtej kartce dla Małgorzaty Kordy. Oczywiście, wtedy przyjezdny osiągnęły znaczną przewagę, ale bardzo ambitnie walczące wrocławianki nie pozwoliły im na wiele. Katowiczanki nie stworzyły praktycznie żadnej stuprocentowej sytuacji, a wszystkie inne strzały czy dośrodkowania padały łupem pewnie broniącej Anny Bocian.
Zawodniczki Śląska mądrze się broniły i groźnie kontratakowały. Bliska hat-tricka była Iwaśków, ale w idealnej sytuacji minimalnie chybiła. Oczywiście głową.
Wrocławianki dowiozły prowadzenie 2:0 do końca po raz kolejny pokazując wielki hart ducha. Ale nie tylko. Zwyciężyły przede wszystkim dzięki swoim umiejętnościom, dobrej organizacji gry oraz taktyce nakreślonej przez trenera Jagiełę.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS z MKS-em w finale turnieju w Częstochowie
W Częstochowie trwa turniej, w którym obok Norwida występują trzy drużyny plusligowe. W pierwszym półfinale MKS Będzin po tie-breaku pokonał Stal Nysę. W drugim z piątkowych meczów GKS Katowice wywiązał się z roli faworyta, pokonując gospodarzy bez straty seta.
[…] Autowy atak Damiana Koguta rozpoczął drugi półfinał. Gdy GKS ustawił skuteczny blok, katowiczanie odskoczyli na 4:1 i o czas poprosił trener Lebioda. Nie pomogło to jego zespołowi, wciąż tempo gry narzucali przyjezdni. Po autowym ataku Łukasza Usowicza drugą przerwę wykorzystał szkoleniowiec gospodarzy (2:8). Trwały problemy z przyjęciem zagrywek Miłosza Zniszczoła (2:10). Kolejne roszady składzie nie pomagały (2:12).Dopiero mocny atak Usowicza przerwał passę (3:12). W akcjach nie brakowało przypadkowości. Katowiczanie raz za razem kończyli kontrataki – 20:8. W końcówce trener Lebioda zmienił niemal cały skład, z wyjściowej szóstki został tylko Wasilewski. To również nie zmieniło obrazu jednostronnego seta, które po długiej akcji zamknął blok na Mateuszu Demcio.
Pierwsze dwie akcje drugiego seta należały do Norwida, punkt dla gości zdobył dopiero Zniszczoł (2:1). Katowiczanie popełniali proste błędy. Mocno atakował Szymański, po drugiej stronie ręki nie wstrzymywał Paweł Cieślik (9:7). Chociaż częstochowianie nie odpuszczali, GKS stopniowo niwelował dystans aż doprowadził do remisu (12:12). Skutecznie atakował Jakub Jarosz. Obaj rozgrywający często posyłali piłki do swoich środkowych (15:15). W końcówce katowiczanie wzmocnili atak, po asie Jarosza GKS odskoczył na 19:17, ale nie utrzymał tej przewagi i po zagraniu Usowicza ponownie był remis (19:19). Tym razem to częstochowianie nie poszli za ciosem, a po autowym ataku Koguta o czas poprosił trener Lebioda (19:21). Tej przewagi plusligowiec nie wypuścił i po mocnym ataku po skosie Kamila Kwasowskiego wygrał do 21.
W trzecim secie trener Słaby desygnował do gry drugą szóstkę, na boisko weszli Nowosielski, Kohut, Stolc, Musiał, Buchowski i Ogórek. Początkowo wynik utrzymywał się na styku (6:6). Trwała zacięta wymiana ciosów. Dopiero problemy z przyjęciem zagrywek Wiktora Musiała sprawiły, że GKS wyszedł na prowadzenie 14:13 i o czas poprosił trener Lebioda. Przełamanie Norwidowi dał mocnym atakiem Damian Kogut (14:15). W kolejnych akcjach to katowiczanie kontrolowali grę, stopniowo zwiększając dystans. Przy stanie 19:15 dla GKS-u ostatnią przerwę wykorzystał szkoleniowiec częstochowian. Przyjezdni dobrze grali w obronie, wykorzystując kontrataki. Po bloku na Tomaszu Kryńskim katowiczanie mieli serię piłek meczowych (18:24). Mecz zakończył mocnym atakiem Wiktor Musiał.
Exact Systems Norwid Częstochowa – GKS Katowice 0:3 (12:25, 21:25, 19:25)
GKS Katowice najlepszy w Częstochowie
Dobiegł końca częstochowski turniej, w którym obok Norwida rywalizowały plusligowe zespoły. Zgodnie z przewidywaniami najniższy stopień podium zajęła Stal Nysa. W finale GKS-owi Katowice wystarczyły trzy sety, by pokonać MKS Będzin. Nagrody dla najlepszych zawodników poszczególnych zespołów odebrali Jan Firlej, Rafał Sobański, Patryk Szczurek i Damian Kogut.
[…] Finał od mocnego ataku rozpoczął Jakub Jarosz. Pierwsze akcje toczyły się punkt za punkt. Przy stanie 7:8 kontuzji doznał Artur Ratajczak i został zniesiony z boiska. Środkowego zastąpił Bartosz Gawryszewski. W szeregach będzinian zdarzały się błędy, a gdy dodatkowo mocne zagrywki zaczął posyłać Kamil Kwasowski katowiczanie odskoczyli na 13:8 i o czas poprosił trener Bednaruk. Na siatce bardzo dobrze prezentował się Jakub Szymański, po jego pojedynczym bloku na Michale Godlewskim GKS prowadził 16:11. Chociaż gra katowiczan nie była pozbawiona błędów, nie mieli problemów z utrzymywaniem się na prowadzeniu. W końcówce będzinianie obronili kilka piłek setowych, ale autowa zagrywka Rafała Sobańskiego zakończyła seta.
Z wysokiego c w drugiego seta weszli będzinianie, przy stanie 4:0 o czas poprosił trener Słaby. Niemoc katowiczan przerwał efektownym atakiem na czystej siatce Miłosz Zniszczoł. Siatkarze GKS-u mieli problem ze skończeniem ataku, kolejną serię MKS zaliczył przy zagrywkach Godlewskiego – 9:2. Będzinianie raz za razem posyłali mocne serwisy. Na lewym skrzydle sytuację drużyny z Katowic starał się ratować Kamil Kwasowski, jednak dopiero przy zagrywkach tego przyjmującego GKS zaczął odrabiać straty. Po ataku z przechodzącej piłki o czas poprosił trener Bednaruk (11:14). Przerwa nie wybiła z rytmu Kwasowskiego, który posłał kolejnego asa. W następnych akcjach GKS poprawił skuteczność na siatce, a po asie Adriana Buchowskiego na tablicy wyników pojawił się remis (16:16). W końcówce ponownie w grę katowiczan zaczęły wkradać się błędy (19:20). Decydujące akcje to walka punkt za punkt (22:22, 25:25). Długą walkę na przewagi zakończył dopiero nieudanym atakiem Godlewski.
W trzeciej partii na nowo rozgorzała zacięta walka, siatkarze obu zespołów nie odpuszczali, jednak na prowadzeniu pozostawali będzinianie (6:4). Remis na tablicy wyników pojawił się, gdy asa posłał Wiktor Musiał (10:10). W kolejnych akcjach stopniowo to katowiczanie zaczęli budować przewagę, w czym pomagały im błędy rywali (13:16). GKS grał bardziej konsekwentnie, a ręki w polu zagrywki nie wstrzymywał Jan Firlej. Serię przeciwników atakiem przez środek zakończył Bartosz Schmidt (14:18). Będzinianie nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie Kwasowskiego. Po podwójnym bloku na lewym skrzydle katowiczanie mieli kolejne piłki meczowe, a Adrian Buchowski wykorzystał już pierwsza z nich.
Najlepszym zawodnikiem w szeregach triumfatorów turnieju został Jan Firlej, zaś w MKS-ie statuetkę odebrał Rafał Sobański.
finał:
MKS Będzin – GKS Katowice 0:3 (19:25, 28:30, 16:25)
PlusLiga przed sezonem: Stabilność GKS-u przepisem na sukces?
GKS Katowice w minionym sezonie osiągnął najlepszy, historyczny wynik – waleczni siatkarze zajęli ostatecznie 6. miejsce w PlusLidze. Sukces nie spowodował jednak, że klub ominęły problemy finansowe związane z pandemią, a skutkowało to konfliktami zarządu z zawodnikami i rozwiązywaniem kontraktów. Ostatecznie trudności udało się przezwyciężyć, a w zespole pozostała większość wcześniejszego składu. Czy stabilność okaże się gwarancją dobrych wyników w nadchodzącym sezonie?
[…] Rozegraniem w zespole niezmiennie zajmie się Jan Firlej, a o miejsce w pierwszej szóstce rywalizować z nim będzie Jakub Nowosielski, były już zawodnik pierwszoligowej Gwardii Wrocław. Na pozycji atakującego pozostaje duet Jakub Jarosz – Wiktor Musiał, natomiast na środku siatki wciąż występować będą Jan Nowakowski, czwarty najlepiej blokujący siatkarz minionego sezonu, Emanuel Kohut, Miłosz Zniszczoł oraz Kamil Drzazga. Przyjmującymi GKS-u pozostają Adrian Buchowski, Kamil Kwasowski i Jakub Szymański, a dołączy do nich Sławomir Stolc, który do PlusLigi powraca po pięcioletniej przerwie. W minionym sezonie bronił barw pierwszoligowej LUK Politechniki Lublin. Skład zamykają libero – Dustin Watten, a także powracający do Katowic po rocznej przerwie w Lechii Tomaszów Mazowiecki, Dawid Ogórek. Na stanowisko pierwszego trenera powraca natomiast Grzegorz Słaby, który poprowadził GKS do zwycięstwa na parkietach 1. ligi i awansu do ekstraklasy w sezonie 2015/2016.
Okres sparingowy nie rozpoczął się dla katowiczan najlepiej – najpierw przegrali 1:3 z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, natomiast później ulegli 0:4 i 1:2 Aluronowi CMC Warta Zawiercie. Następnie ponownie zmierzyli się z kędzierzynianami, ponosząc kolejną porażkę, tym razem 0:4. Na turnieju rozgrywanym u siebie najpierw zmierzyli się z Asseco Resovią Rzeszów, z którą przegrali 0:3. W końcu wkroczyli jednak na zwycięską ścieżkę i w meczu o 3. miejsce pokonali Cuprum Lubin 3:2.
Podopieczni trenera Grzegorza Słabego triumfowali we wszystkich pozostałych spotkaniach towarzyskich – wygrali 3:1 ze Stalą Nysa, a na Turnieju o Puchar zielona-energia.com w trzech setach okazali się lepsi od gospodarzy – Exact Systems Norwida Częstochowa. W finale pokonali MKS Będzin również 3:0. Zmagania w Częstochowie były ostatnimi sparingami zaplanowanymi dla GKS-u w sezonie przygotowawczym.
Sztab szkoleniowy i zawodnicy nie mówią głośno o celach na nadchodzący sezon, jednak niewielkie zmiany w składzie, który osiągnął najlepszy wynik w historii, mogą sugerować, że dla klubu minimum to obrona miejsca z minionej edycji rozgrywek. Zgranie i dobra atmosfera w drużynie z pewnością będą atutem katowiczan, a już wcześniej pokazali, że mają wielką wolę walki, którą nadrabiają brak wielkich nazwisk w ekipie. To połączenie sprawia, że zajęcie co najmniej 6. pozycji jest dla nich jak najbardziej realne.
– W tym sezonie mamy nowy zespół, nowego trenera, ale gorąco wierzę w to, że duch walki z poprzedniego sezonu wciąż w nas jest. Jestem pewien, że to pokażemy – powiedział Jakub Jarosz. – Osobiście jestem zadowolony z obecnej postawy, przepracowaliśmy ostatnie dwa miesiące naprawdę ciężko i niezmiennie walczymy o swoje – dodał Kamil Kwasowski.
GKS Katowice na inaugurację sezonu czeka daleka podróż – w sobotę, 12 września, rozegrają wyjazdowy mecz ze Ślepskiem Malow Suwałki. Tydzień później natomiast zmierzą się u siebie z beniaminkiem Stalą Nysa.
HOKEJ
hokej.net – Dwóch napastników dołączyło do GieKSy
Działacze GKS-u Katowice na tydzień przed rozpoczęciem sezonu pozyskali dwóch zawodników. Umowy z GieKSą podpisali Mateusz Adamus i Szymon Skrodziuk.
– Przez ostatni miesiąc testowaliśmy obu zawodników. Zdaniem sztabu zarówno Szymon Skrodziuk, jak i Mateusz Adamus pokazali się na treningach z dobrej strony i zapracowali na to, by w kolejnym sezonie reprezentować barwy naszej drużyny – wyjaśnia Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GKS-u Katowice.
Adamus ma 33 lata i jest wychowankiem Unii Oświęcim. Ma na swoim koncie 436 meczów w Polskiej Lidze, w których zdobył 149 punktów za 51 goli i 98 asyst.
– Propozycja trenera Piotra Sarnika, by podjąć treningi z GKS-em była dla mnie lekkim zaskoczeniem. Starałem się pokazać na nich z jak najlepszej strony. Bardzo się cieszę, że trafiam do dobrej i ambitnej drużyny. W GieKSie spotkałem wiele znajomych twarzy. Liczę na dobry sezon w naszym wykonaniu – zaznacza Mateusz Adamus.
Z kolei Szymon Skrodziuk w poprzednim sezonie występował w Naprzodzie Janów. W 39 meczach zdobył 3 bramki i zaliczył 3 kluczowe zagrania. Wcześniej reprezentował barwy Orlika Opole.
– Bardzo się ucieszyłem z możliwości dołączenia do GKS-u. Moje testy wyszły na tyle dobrze, że przekonałem do siebie cały sztab. Drużyna jest zbudowana naprawdę dobrze, mamy reprezentantów Polski i jakościowych obcokrajowców. Pracujemy ciężko, ale wszystko jest bardzo dobrze przemyślane – mówi Skrodziuk.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.


Najnowsze komentarze