Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna Siatkówka Stadion

[STADION] Ogłoszono przetarg na wybór wykonawcy stadionu GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ogłoszono przetarg na wybór wykonawcy stadionu miejskiego w Katowicach.

  1. Kompleks sportowy to obiekt piłkarski dla prawie 15 tys. widzów, hala dla prawie 3 tys. widzów oraz zaplecze treningowe
  2. Ogłoszono przetarg na wykonawcę prac budowlanych dla I etapu inwestycji
  3. Pierwsza łopata na budowie stadionu w Katowicach w przyszłym roku
  4. Wykonawca robót budowlanych będzie miał 36 miesięcy na ukończenie I etapu inwestycji
  5. Finansowanie kompleksu sportowego będzie pochodziło z budżetu miasta oraz obligacji, która jest aktualnie optymalną formą pozyskania środków

Kompleks sportowy z obiektem piłkarskim, halą do siatkówki, koszykówki i piłki ręcznej oraz treningowymi boiskami piłkarskimi będzie największą inwestycją sportową realizowaną w Katowicach. Proces inwestycyjny osiągnął kolejny kamień milowy. Dzisiaj opublikowano przetarg na wykonawcę prac budowlanych, który „pierwszą łopatę” powinien wbić jeszcze w przyszłym roku.

Przypomnijmy, że kompleks sportowy będzie realizowany w pobliżu autostrady A4 – w obszarze zbiegu ul. Upadowej, Załęskiej Hałdy i Bocheńskiego, którego dodatkowym atutem jest możliwość rewitalizacji kolejnego obszaru miasta. W tym roku miasto Katowice w wyniku przetargu zakupiło działkę za kwotę 302 tys. zł, a także złożono wnioski o pozwolenie na budowę, a także zakończono ważny proces projektowania inwestycji. Za projekt kompleksu sportowego odpowiada firma RS Architekci. W skład kompleksu wejdą m.in. stadion piłkarski z 14893 krzesełkami oraz hala do siatkówki mogąca jednorazowo gościć 2792 widzów. – Mając na uwadze potrzebę zapewnienia odpowiednich warunków dla szkolenia kadry juniorów – w tym m.in. kilkuset podopiecznych Akademii Piłkarskiej „Młoda GieKSa” – oraz zwiększenie miejskiej bazy sportowej podjąłem decyzję, że stworzymy także dwa pełnowymiarowe boiska treningowe. Takie rozwiązanie będzie także korzystne dla mieszkańców poszczególnych dzielnic Katowic, korzystających z obiektów dzielnicowych. Obecnie dzielą się obiektami z klubami sportowymi. Chcemy, żeby w dzielnicach było więcej czasu na rozgrywki amatorów – mówi Marcin Krupa, prezydent Katowic. – Budujemy wielką, wielosekcyjną GieKSę. Dlatego swoje miejsce w kompleksie ma również hala dla siatkarzy, którzy Katowice reprezentują w Plus Lidze. Wiem, że środowisko sportowe czekało na informację, że przetarg na wybór wykonawcy kompleksu sportowego w Katowicach jest ogłoszony – mówi Marcin Krupa. Przypomnijmy, że w barwach klubu GKS grają piłkarze, piłkarki, siatkarze, hokeiści, szachiści, a także dzieci i młodzież. Oprócz stadionu i kompleksu boisk przewidziano też lokalizację odpowiedniej ilości miejsc parkingowych, stworzenie ciągów pieszych, elementów małej architektury i oświetlenia.

Kompleks sportowy będzie realizowany etapami. Ogłoszony przetarg dotyczy 1 etapu. – W pierwszej kolejności realizowany będzie etap I inwestycji obejmujący budowę obiektu sportowego stadionu miejskiego, w skład którego wchodzi stadion piłkarski (wymiary boiska: 105 m x 68 m), hala sportowa, dwa boiska treningowe, droga dojazdowa oraz parkingi. Natomiast w II etapie inwestycji będą realizowane roboty budowlane obejmujące budowę kolejnych 4 boisk treningowych, pola treningowego dla bramkarzy, drogi oraz dodatkowych miejsc parkingowych. Etapowa realizacji inwestycji pozwoli nam zachować wszystkie zaplanowane funkcje obiektu. Obecnie ogłosiliśmy przetarg, który pozwoli nam wyłonić wykonawcę robót budowlanych. Prace w terenie powinniśmy rozpocząć w drugiej połowie przyszłego roku, a zakończą się po 36 miesiącach od podpisania umowy z wykonawcą – mówi Ewa Lipka, rzecznik prasowy urzędu miasta. W ramach ogłoszonego przetargu firmy budowlane mogą składać oferty do 11.03.2021 roku. Z uwagi na zakres inwestycji wyłonienie wykonawcy może potrwać do kilku miesięcy. Po podpisaniu umowy wykonawca będzie miał 36 miesięcy na realizację I etapu inwestycji. Drugi etap ma gotowy projekt, natomiast będzie realizowany po zmianie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Projekt zakłada, że pierwszy etap inwestycji to wartość prawie 230 mln zł, natomiast drugi – 42,5 mln zł. Ostateczną wartość oczywiście poznamy po zakończeniu prac budowlanych i rozliczeniu inwestycji. Finansowanie kompleksu sportowego będzie pochodziło z budżetu miasta oraz obligacji, która jest aktualnie optymalną formą pozyskania środków. Ten sposób finansowania został uchwalony większością głosów Rady Miasta Katowice – 21 radnych było za, 3 przeciw, a 4 wstrzymało się. Jest to narzędzie często wykorzystywane przez duże miasta. Warto podkreślić, że przy aktualnych, rekordowo niskich stopach procentowych – emisja obligacji jest wyjątkowo opłacalnym narzędziem pozyskania środków na inwestycje. Emisja obligacji nie wymaga stosowania trybu zamówień publicznych – tym samym może służyć finansowaniu różnych zadań – także wcześniej nie wskazanych. Obecnie projekt Wieloletniej Prognozy Finansowej środki z emisji przeznacza na finansowanie budowy Stadionu Miejskiego odpowiednio w latach: 2021 – 15 mln, 2022 – 66 mln, 2023 – 69 mln. Pozostałe środki na realizację inwestycji będą środkami własnymi.

...

Opracowanie: Wydział Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Katowice

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    Roh

    23 grudnia 2020 at 16:34

    Mam takie pytanie do kibiców GKS i mieszkańców Katowic. Czy nie wydaje się Wam, że lokalizacja stadionu jest na zadupiu?
    Ja nie znam tej cześci miasta w której będzie budowany nowy stadion, ale sprawdzając mape wygląda mi to na jakieś zadupie.
    Czy możecie też mi powiedzieć czy dojazd tam konunikacją miejską jest łatwy? I czy znajduja się obok nowej lokalizacji stadionu jakieś osiedla?
    No i czy wydaje się Wam że może chodzić tam wiecej kibiców niż na Bukową?

  2. Avatar photo

    Kato

    23 grudnia 2020 at 17:42

    Niestety, lokalizacja przy Kościuszki jest już zajęta.
    W centrum było by najlepiej.
    Tyle lat można było zagospodarować ten teren pod Stadion, a teraz to już po sprawie.

    • Avatar photo

      Roh

      23 grudnia 2020 at 18:43

      Ale cze mógłbyś odpowiedzieć na moje pytania?

  3. Avatar photo

    Mecza

    23 grudnia 2020 at 19:19

    Wy poważnie? Lepszej lokalizacji poza obecną (tylko ze względu na sentyment) bym nie wymyślił. A4, średnicówka, planowana rozbudowa komunikacji miejskiej. Bajka.

    • Avatar photo

      Roh

      23 grudnia 2020 at 19:58

      Piszac zadupie chodzilo mi bardziej o brak osiedli wokól nowego stadionu niż łatwy dojazd, na mapie ich nie widze, co wiąze się z brakiem potencjalnych miejscowych kibicow, chodzi mi o tych, którzy mieszkaliby blisko stadionu.

  4. Avatar photo

    Kato

    23 grudnia 2020 at 19:49

    Ja tam widzę Stadion w centrum miasta.
    Ale i tak jest już po sprawie.
    Jak wypadnie planowana lokalizacja to się nie wypowiadam,
    bo jest to wielka dla mnie niewiadoma.
    Jeszcze nie widziałem planów rozbudowy drogowej i komunikacji.

    • Avatar photo

      Mecza

      23 grudnia 2020 at 20:17

      @Kato pod stadion jest potrzebna przestrzeń – parkingi, drogi dojazdowe z dużą przepustowością. Zapomnij o centrum. Do tego boiska treningowe. @Roh żadne zadupie, naprawę świetna lokalizacja. Do tego gdzieś czytałem nowa stacja PKP Katowice Stadion/Załęże. Komunikacja super.

  5. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    23 grudnia 2020 at 22:29

    @Roh Rozumiem że Ty jesteś nie tutejszy więc wyjaśniam Weź do ręki jeszcze raz tą mapę i spójrz co jest po drugiej stronie A4 czyli rzut beretem od stadionu. Ano jest jedno z większych osiedli czyli Witosa, jedna z naszych najbardziej fanatycznych dzielnic, prawdziwy bastion, z drugiej strony Brynów i Stara Ligota (też naszpikowane po brzegi GieKSiarzami). @Mecza Zgadzam się z Tobą że lokalizacja jest bardzo dobra, z tym że z tą stacją kolejową Stadion-Zależę to lekko przesadziłeś bo przecież stacja PKP w Załężu dawno już istnieje i bardziej służyć będzie kibicom przyjezdnym na której zawsze wysiadali z tą różnicą że teraz idą z niej na północ a później będą szli na południe chyba odrobinę krócej pod sam stadion . Kiedyś czytałem o planie zagospodarowania przestrzennego i ponoć Bocheńskiego ma być wydłużona do Ligoty także dojazd będzie świetny że wszystkich stron. Co do komunikacji miejskiej to wiadomo na dzień dzisiejszy jest to zadupie ale to na pewno się zmieni i puszczą tamtędy jakieś linie autobusowe (dziś jedzie tam jedna-70-tka). Oby tylko to wszystko powstało bo nie wiem czy widzicie jaki zrobił się teraz hejt pod wszystkimi artykułami związanymi z tą inwestycją. Zaczynam się zastanawiać czy aby komuś żal dupy nie ściska i wypuszcza TrOLI w internet (to tak oczywiście z lekkim przymrużeniem oka. Wesołych świąt

    • Avatar photo

      Roh

      23 grudnia 2020 at 23:00

      Dzięki za obszerne wytłumaczenie:)

    • Avatar photo

      Mecza

      24 grudnia 2020 at 08:03

      Czytałem że stacja PKP Załęże miała być przeniesiona bliżej tak aby można było lepiej skomunikować ten stadion. Udogodnienie też pod kątem kibiców przyjezdnych. Ten pomysł chyba upadł ze względu na koszty okołostadionowe.

  6. Avatar photo

    3 kolory

    23 grudnia 2020 at 22:57

    PoludnioweK-ce …100 % racji jakbym siebie słyszał ????

  7. Avatar photo

    GKS Siemce

    24 grudnia 2020 at 02:01

    Południowe-ce myślę że zamknąłeś usta wszystkim swoim komentarzem odnoście lokalizacji i tak samo uważam że jest super a my raczej pomyślmy się zastanowić co zrobić aby zapełnić te 15 koła krzesełek bo jak nie to tak samo marnie będzie wyglądało jak na Tychach albo Podbeskidziu

  8. Avatar photo

    Kato

    24 grudnia 2020 at 23:09

    Jak już pisałem wcześniej, miejsce jest już zaklepane.
    Więc nie ma co dalej pisać, bo i po co. Jak wybudują, to się zobaczy.

  9. Avatar photo

    kosa

    27 grudnia 2020 at 15:13

    Panowie co do stacji kolejowej, to chodziło chyba o stację Katowice-Brynów, na którą docelowo mają przyjeżdżać kibice gości. Ona znajduje się bliżej stadionu niż stacja Katowice-Załęże (która też ma być remontowana, ale w innym zadaniu publicznym).

  10. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    28 grudnia 2020 at 11:47

    Stacja w Załężu już od jakiegoś czasu jest wyremontowana podobnie jak i ta na Brynowie gdzie też przeszła pewną renowacje, po za tym wydaje mi się że wszelkie zmiany i remonty przystanków lub ich zmiana należą do kompetencji PKP a nie samego miasta. Z resztą czy to jest najważniejsze..My jako kibice chyba powinniśmy skupić się głównie na tym na co mamy wpływ czyli frekwencji i powinni zacząć myśleć jak ten stadion zapełnić przynajmniej w połowie żeby faktycznie nie wyglądało to komicznie jak na niektórych prawie pustych stadionach. Pozdrawiam

  11. Avatar photo

    Daro

    28 grudnia 2020 at 17:21

    Na początku to stadion sam się zapełni bo będą chcieli zobaczyć jak to wygląda i na pierwszych meczach po otwarciu raczej będzie blisko kompletu.
    Jeżeli mamy go zapełnić to po pierwsze musi być awans do 1 ligi i walka o awans do ekstraklasy (takie minimum) plus do tego dobra gra bo inaczej szanse są zerowe aby go zapełnić. Po drugie to akcja promocyjna klubu aby zachęcić bo stali kibice raczej będą chodzić i trzeba przekonać ino tych co zwątpili plus zwerbować nowych do tego aby zechciało im się ruszyć na stadion.

  12. Avatar photo

    Kato

    28 grudnia 2020 at 18:52

    Jeszcze nie wbili łopaty.
    A dla kibiców honorowe krzesełka, co ostatnie sezony chodzili na mecze i oglądali … dalej nie kończe.
    Stała, wierna brać kibicowska.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga