Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Śliwa pod okiem, czyli nie musieli przegrać – media o meczu GieKSa-Miedź

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat spotkania GKS Katowice – Miedź Legnica. GieKSa przegrała z liderem rozgrywek 2:3 (1:1).

 

miedzlegnica.eu – Miedź zdobywa Katowice

Spore emocje towarzyszyły ostatniemu w bieżącym roku kalendarzowym wyjazdowemu pojedynkowi Miedzi.

Przed spotkaniem minutą ciszy uczczona została pamięć poległych górników z kopalni „Wujek”.[…] Już w 10 minucie odpowiedział Michał Kołodziejski. Jego strzał został zablokowany, ale piłka pozostała w polu karnym. Tam, kilka metrów od bramki dopadł do niej Grzegorz Janiszewski i umieścił futbolówkę w siatce.

Trzy minuty później po strzale Filipa Szymczaka katowiczanie mogli podwyższyć, ale Paweł Lenarcik dobrą interwencją przeniósł piłkę nad poprzeczką. Za moment uderzył Marcin Urynowicz, ale jego strzał okazał się wyraźnie niecelny. W 20 minucie nad bramką uderzył z dystansu Mehdi Lehaire. Miedź wyrównała dwie minuty później. Dośrodkowanie Patryka Makucha przeciął Dawid Kudła, ale piłka pozostała w szesnastce. W odpowiednim miejscu znalazł się Maxime Dominguez i pewnie trafił.

W 38 minucie zielono-niebiesko-czerwoni byli bliscy kolejnego gola. Ruben Hoogenhout uderzył tuż przy słupku po dograniu Makucha. Pięć minut później najskuteczniejszy gracz Miedzi znów wystawił piłkę koledze z drużyny. Tym razem obok bramki uderzył jednak Lehaire. Na przerwę obie drużyny schodziły więc przy remisie.

Drugą połowę znakomicie rozpoczęli gospodarze. W 49 minucie po strzale Arkadiusza Woźniaka piłkę niefortunnie odbił Jon Aurtenetxe i ta znalazła drogę do siatki. Chwilę później Woźniak minął Lenarcika, ale akcję przerwał hiszpański defensor. Z kolei w 52 minucie golkiper legniczan obronił groźny strzał Filipa Szymczaka. Chwilę później Miedź ponownie wyrównała. Kudła odbił przed siebie futbolówkę po strzale Makucha, dopadł do niej Śliwa i zdobył gola.

W 72 minucie strzał Woźniaka z prawej strony został zablokowany i skończyło się kornerem. Po dośrodkowaniu z rogu piłkę pewnie chwycił Lenarcik. W 84 minucie Makuch zagrał w polu karnym do Śliwy, ten minął bramkarza i dał Miedzi prowadzenie

 

sportdziennik.com – Śliwa pod okiem, czyli nie musieli przegrać

To już nie pierwszy raz w tym sezonie, kiedy GKS Katowice przegrywa mecz, którego przegrać nie musiał. I nie ma tu znaczenia, że rywalem był lider pierwszej ligi.

Gospodarzy można było za dużo rzeczy pochwalić. Dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, imponowali zorganizowaną defensywą, nie pozwalali Miedzi na wiele, sami raz na jakiś czas stwarzali zagrożenie. Jednak jak to w przypadku GieKSy bywa – zawsze jest jakieś „ale”.

[…] Problem był jednak taki, że legniczanie w obu przypadkach szybko doprowadzali do wyrównania. W obu też… pomagał im bramkarz GieKSy, Dawid Kudła. Przy pierwszym golu w niezrozumiały sposób „pofrunął” do dośrodkowania, odbijając futbolówkę prosto pod nogi Maxime Domingueza. Przy drugiej straconej bramce z kolei odbił strzał Patryka Makucha w taki sposób, że Maciej Śliwa bez problemu umieścił piłkę w siatce.

20-letni skrzydłowy był zresztą bohaterem Miedzi, utwierdzając wszystkich w przekonaniu, że listopad należy w pierwszej lidze do niego. W 84 minucie to właśnie Śliwa wykorzystał kompletną rozsypkę linii obronnej GKS-u, która – jak nigdy w tym meczu – kompletnie pogubiła się w swoim ustawieniu. Do przodu wybiegł Arkadiusz Jędrych, zostawiając ogromną lukę, Śliwę obserwował tylko Michał Kołodziejski, a linię spalonego złamał lekko Janiszewski. Każdy dał po trochu, co w połączeniu wywołało katastrofę.

[…] Co najmniej punkt w spotkaniu z liderem był na wyciągnięcie ręki, ale jak na złość – dwie niepewne interwencje Kudły i drzemka w obronie spowodowały, że beniaminek przegrał drugi mecz ligowy z rzędu. Z wrażenia pod koniec spotkania na Bukowej spadł nawet śnieg

 

1liga.org – Piątek w F1L: Remis w Łodzi i Bielsku, zwycięstwo Miedzi

[…] Zawodnicy z Legnicy już w pierwszej minucie stworzyli sobie pierwszą dogodną sytuację na zdobycie gola, jednak to gospodarze zdobyli pierwszego gola. Po zamieszaniu w polu karnym w 9. minucie meczu bramkę zdobył Grzegorz Janiszewski. Kilka minut później Patryk Szwedzik mógł wynik podwyższyć, jednak Miedź od utraty gola uratował bramkarz gości, Paweł Lenarcik. W 23. minucie Maxime Dominguez zdobywa gola wyrównującego, gdy Kudła piąstkował piłkę wprost pod nogi pomocnika legniczan. Ten sam zawodnik mógł w 38. minucie wyprowadzić legniczan na prowadzenie, jednak piłka minęła słupek Kudły o centymetry. Na początku drugiej połowy strzela Arkadiusz Woźniak i po rykoszecie piłka trafia do bramki Miedzi. Gospodarze próbowali podwyższyć wynik, jednak Lenarcik świetnie spisywał się w bramce, a po kontrze Maciej Śliwa ponownie wyrównuje. W 84. minucie po dobrej akcji całej drużyny trzeciego gola dla Miedzi zdobywa ten sam zawodnik i goście wygrywają już 3:2. Do końca meczu gospodarze nie potrafili doprowadzić do remisu i legniczanie wywożą z Katowic trzy punkty.

 

tulegnica.pl – Charakterna Miedź wygrała wymianę ciosów w Katowicach. Dublet Macieja Śliwy!

[…] Zgodnie z oczekiwaniami, to nie był łatwy mecz. Miedź jako lider tabeli była co prawda faworytem, ale GKS choć to walczący o utrzymanie beniaminek to jednak wyjątkowo niegościnny – do tej pory przegrał przy Bukowej tylko raz. W piątek poległ po raz drugi, bo trafił na zdeterminowaną, regularną i przede wszystkim bardzo mocną Miedź.[…] W Katowicach Miedź popełniała błędy, ale i tak sięgnęła po komplet punktów. Do piłkarskiej jakości dołożyła serce.- Pokazaliście charakter! – krzyczał do swoich piłkarzy trener Łobodziński, co słychać na hulającym w sieci filmiku z szatni. No i trudno się ze szkoleniowcem Miedzi nie zgodzić.

Miedź w Katowicach dwukrotnie przegrywała. Za każdym razem potrafiła jednak szybko zareagować. W pierwszej połowie wyrównał Maxime Dominguez, po przerwie będący ostatnio w wybornej formie Maciej Śliwa. 20-latek, który przed tygodniem napoczął Odrę Opole, tym razem był autorem gola na wagę zwycięstwa. Po raz drugi do bramki GKS-u trafił w końcówce spotkania.

Mecz w Katowicach miał też innego bohatera. To Patryk Makuch. Najlepszy strzelec Miedzi tym razem błyszczał podaniami. Asystował przy wszystkich bramkach!

 

dziennikzachodni.pl – Katowicki beniaminek postawił się liderowi, ale został bez punktów. Bukowa zdobyta

[…] Lider z Legnicy przyjechał na mecz z GieKSą z serią dziewięciu meczów bez porażki. Natomiast katowicki beniaminek mógł się pochwalić czterema spotkaniami bez przegranej na swoim stadionie (w tym trzy zwycięstwa). W piątek GKS zagrał przy Bukowej ostatni raz w tym roku.

[…] Katowiczanie w 10. minucie cieszyli z objęcia prowadzenia, gdy Grzegorz Janiszewski w zamieszaniu z kilku metrów trafił do bramki. Trzynaście minut później Dawid Kudła po wrzutce w pole karne wybił piłkę pod nogi Maxime Domingueza, który skorzystał z prezentu i było 1:1. Goście chcieli pójść za ciosem – niecelnie uderzali Ruben Hoogenhout i Mehdi Lehaire.

GieKSa szybko po przerwie znów prowadziła. Strzelił Arkadiusz Woźniak i piłka odbiła się jeszcze od Jona Aurtenetxe. Miedź ponownie wyrównała. Maciej Śliwa dopadł do piłki odbitej przez Kudłę i było 2:2.

Przy Bukowej walczono o każdy centymetr boiska i nie brakowało nerwów. W 75. minucie czerwoną kartkę dostał trener GieKSy Rafał Górak.W końcówce Miedź rozegrała kombinacyjną akcję, którą sfinalizował Śliwa. W samej końcówce GKS mógł wyrwać remis, jednak okazję zmarnował Filip Kozłowski źle uderzając głową.

 

e-legnickie.pl – Miedź panuje w I lidze. Wygrana w Katowicach!

[…] Miedź po raz 6. w sezonie wygrała mecz ligowy poza Legnicą. Rywal jednak nie był łatwy, bo na przeciw ekipie Wojciecha Łobodzińskiego stanął GKS Katowice, a więc zespół, który dotychczas w rozgrywkach ligowych przegrał na własnym ternie tylko raz – z Arką Gdynia. Teraz musiał uznać wyższość też Miedzi i to drugi raz w sezonie, bo w Legnicy Miedź triumfowała 1:0.

Pierwsi gola zdobyli gospodarze. Pawła Lenarcika pokonał Grzegorz Janiszewski po strzale z bliskiej odległości. To było w 10. minucie. Legniczanie wyrównali za sprawą trafienia Maxime’a Domingueza w 23. minucie. Szwajcarski pomocnik zdobył swojego szóstego gola w sezonie. Do przerwy był remis 1:1, choć oba zespoły miały okazje by wyjść na prowadzenie.

Po zmianie stron nadal ton dawały akcje ofensywne, a kibice nie mogli się nudzić. Już w 49. minucie zobaczyli drugie trafienie dla katowiczan. Gola strzelił Arkadiusz Woźniak, choć piłka odbiła się jeszcze od Jona Aurtenetxe. To kolejny raz pokazało trenerowi Łobodzińskiemu, że rywale na początku drugiej odsłony mają przewagę (tak było też w ostatnim starciu z Odrą Opole).

Na szczęście Miedź nie dała długo czekać swoim kibicom na okrzyk radości. W 53. minucie wyrównał Maciej Śliwa. Młody pomocnik legnickiej drużyny zdobył też zwycięskiego gola w 84. minucie.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Kato

    28 listopada 2021 at 11:33

    Nie było tak źle. Tyle tylko że nie zremisowaliśmy. Ale tak ogólnie to były sytuację radosne. Teraz mega spotkania. Ważne 6punktów do Katowic. GKS po zwycięstwo!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Podcasty

GieKSa 2025 – Trójkolorowa Połowa #89

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy Was do obejrzenia oraz odsłuchania podcastu „Trójkolorowa Połowa”, w którym Shellu, Błażej i kosa porozmawiali o GieKSie. Nie tylko o bieżącym sezonie (choć stanowi to z oczywistych względów główny temat audycji), ale ogólniej pisząc – całym 2025 roku.

Audycja miała premierę 20 grudnia o godzinie 12:00 na YouTubie. Poniżej tekstu zamieszczamy player Spotify i Spreaker. Oprócz tego posłuchasz nas w takich aplikacjach, jak iHeartRadio, Amazon Music / Audible, Castbox, Deezer, Podcast Addict i Podchaser.

Pierwszy odcinek trójkolorowego podcastu został nagrany 2 marca 2018 roku przez Błażeja i kosę. Po kilku audycjach dołączył Shellu i to te trzy osoby mogliście najczęściej usłyszeć (a czasami także zobaczyć) w „Trójkolorowej Połowie” i „Trójkolorowym Szpilu”. Ostatni raz w tym składzie nagrywaliśmy 23 czerwca… 2020 roku, a GieKSa szykowała się do bardzo ważnego meczu z Widzewem Łódź… w drugiej lidze. Tak, były kiedyś takie czasy, że GKS Katowice występował na trzecim poziomie rozgrywkowym, a co więcej – nie awansowaliśmy wtedy na zaplecze Ekstraklasy. Nie nagrywaliśmy więc przez ponad 5 lat. Z różnych powodów – zniechęcenia do wszystkiego, czego jako kibice doświadczaliśmy, ale także z bardziej przyziemnych tematów, jak po prostu braku przestrzeni na podcast, spowodowany natłokiem spraw prywatnych i zawodowych.

Od mniej więcej 1,5 roku, już w trakcie fantastycznej końcówki ostatniego sezonu w pierwszej lidze, chodził nam po głowie plan, by się spotkać i „coś” nagrać. Pomysł pojawiał się bardzo nieśmiało, rzucany w rozmowach mimochodem („fajnie byłoby”), ale nigdy nie poszły za tym czyny. Aż do grudnia 2025 roku. Nie składamy deklaracji, co dalej (i czy w ogóle), choć – jeśli przesłuchacie cały, prawie dwugodzinny podcast – to o kolejnej audycji (oby!) też tam mówiliśmy.

Za nami wspaniały rok, który następuje po równie wspaniałych poprzednich 12 miesiącach. Piękne dwa lata bajki, która oddaje nam wszystkim to, co przeżywaliśmy przez dwie dekady. Doceniajmy to, gdzie jesteśmy i co mamy. Podcast, przy którym świetnie się bawiliśmy, niech będzie naszym takim małym prezentem dla wszystkich Was – za to, że jesteście i że wspieracie nie tylko GieKSę, ale także nas. Na ogólniejsze życzenia świątecznej jeszcze przyjdzie czas, ale… GieKSiarze, spokojnych i trójkolorowych Świąt Bożego Narodzenia!

Shellu, Błażej i kosa

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Runda pełna absurdów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!

Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.

Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy

Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.

Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!

Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.

Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:

  1. With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
  2. W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
  3. Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje. 
  4. 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
  5. Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
  6. Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
  7. Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
  8. Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące. 
  9. Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
  10. W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
  11. Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
  12. W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
  13. Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.

Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.

Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.

Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.

Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?

Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.  

Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.

Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!

PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.

Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy! 

Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.

Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.

Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.

Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart). 

Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna. 

Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem. 

Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.

Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!

Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.

Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.

Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.

Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.


Honorable mentions

Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.

Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.

Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.

Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.

Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!

Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.

Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.

Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.

Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Pucharowa klątwa trwa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Krynicy, gdzie GieKSa mierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec w ramach Pucharu Polski. Niestety, kolejny raz odpadaliśmy w półfinale.  

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga