Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Śliwa pod okiem, czyli nie musieli przegrać – media o meczu GieKSa-Miedź

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat spotkania GKS Katowice – Miedź Legnica. GieKSa przegrała z liderem rozgrywek 2:3 (1:1).

 

miedzlegnica.eu – Miedź zdobywa Katowice

Spore emocje towarzyszyły ostatniemu w bieżącym roku kalendarzowym wyjazdowemu pojedynkowi Miedzi.

Przed spotkaniem minutą ciszy uczczona została pamięć poległych górników z kopalni „Wujek”.[…] Już w 10 minucie odpowiedział Michał Kołodziejski. Jego strzał został zablokowany, ale piłka pozostała w polu karnym. Tam, kilka metrów od bramki dopadł do niej Grzegorz Janiszewski i umieścił futbolówkę w siatce.

Trzy minuty później po strzale Filipa Szymczaka katowiczanie mogli podwyższyć, ale Paweł Lenarcik dobrą interwencją przeniósł piłkę nad poprzeczką. Za moment uderzył Marcin Urynowicz, ale jego strzał okazał się wyraźnie niecelny. W 20 minucie nad bramką uderzył z dystansu Mehdi Lehaire. Miedź wyrównała dwie minuty później. Dośrodkowanie Patryka Makucha przeciął Dawid Kudła, ale piłka pozostała w szesnastce. W odpowiednim miejscu znalazł się Maxime Dominguez i pewnie trafił.

W 38 minucie zielono-niebiesko-czerwoni byli bliscy kolejnego gola. Ruben Hoogenhout uderzył tuż przy słupku po dograniu Makucha. Pięć minut później najskuteczniejszy gracz Miedzi znów wystawił piłkę koledze z drużyny. Tym razem obok bramki uderzył jednak Lehaire. Na przerwę obie drużyny schodziły więc przy remisie.

Drugą połowę znakomicie rozpoczęli gospodarze. W 49 minucie po strzale Arkadiusza Woźniaka piłkę niefortunnie odbił Jon Aurtenetxe i ta znalazła drogę do siatki. Chwilę później Woźniak minął Lenarcika, ale akcję przerwał hiszpański defensor. Z kolei w 52 minucie golkiper legniczan obronił groźny strzał Filipa Szymczaka. Chwilę później Miedź ponownie wyrównała. Kudła odbił przed siebie futbolówkę po strzale Makucha, dopadł do niej Śliwa i zdobył gola.

W 72 minucie strzał Woźniaka z prawej strony został zablokowany i skończyło się kornerem. Po dośrodkowaniu z rogu piłkę pewnie chwycił Lenarcik. W 84 minucie Makuch zagrał w polu karnym do Śliwy, ten minął bramkarza i dał Miedzi prowadzenie

 

sportdziennik.com – Śliwa pod okiem, czyli nie musieli przegrać

To już nie pierwszy raz w tym sezonie, kiedy GKS Katowice przegrywa mecz, którego przegrać nie musiał. I nie ma tu znaczenia, że rywalem był lider pierwszej ligi.

Gospodarzy można było za dużo rzeczy pochwalić. Dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, imponowali zorganizowaną defensywą, nie pozwalali Miedzi na wiele, sami raz na jakiś czas stwarzali zagrożenie. Jednak jak to w przypadku GieKSy bywa – zawsze jest jakieś „ale”.

[…] Problem był jednak taki, że legniczanie w obu przypadkach szybko doprowadzali do wyrównania. W obu też… pomagał im bramkarz GieKSy, Dawid Kudła. Przy pierwszym golu w niezrozumiały sposób „pofrunął” do dośrodkowania, odbijając futbolówkę prosto pod nogi Maxime Domingueza. Przy drugiej straconej bramce z kolei odbił strzał Patryka Makucha w taki sposób, że Maciej Śliwa bez problemu umieścił piłkę w siatce.

20-letni skrzydłowy był zresztą bohaterem Miedzi, utwierdzając wszystkich w przekonaniu, że listopad należy w pierwszej lidze do niego. W 84 minucie to właśnie Śliwa wykorzystał kompletną rozsypkę linii obronnej GKS-u, która – jak nigdy w tym meczu – kompletnie pogubiła się w swoim ustawieniu. Do przodu wybiegł Arkadiusz Jędrych, zostawiając ogromną lukę, Śliwę obserwował tylko Michał Kołodziejski, a linię spalonego złamał lekko Janiszewski. Każdy dał po trochu, co w połączeniu wywołało katastrofę.

[…] Co najmniej punkt w spotkaniu z liderem był na wyciągnięcie ręki, ale jak na złość – dwie niepewne interwencje Kudły i drzemka w obronie spowodowały, że beniaminek przegrał drugi mecz ligowy z rzędu. Z wrażenia pod koniec spotkania na Bukowej spadł nawet śnieg

 

1liga.org – Piątek w F1L: Remis w Łodzi i Bielsku, zwycięstwo Miedzi

[…] Zawodnicy z Legnicy już w pierwszej minucie stworzyli sobie pierwszą dogodną sytuację na zdobycie gola, jednak to gospodarze zdobyli pierwszego gola. Po zamieszaniu w polu karnym w 9. minucie meczu bramkę zdobył Grzegorz Janiszewski. Kilka minut później Patryk Szwedzik mógł wynik podwyższyć, jednak Miedź od utraty gola uratował bramkarz gości, Paweł Lenarcik. W 23. minucie Maxime Dominguez zdobywa gola wyrównującego, gdy Kudła piąstkował piłkę wprost pod nogi pomocnika legniczan. Ten sam zawodnik mógł w 38. minucie wyprowadzić legniczan na prowadzenie, jednak piłka minęła słupek Kudły o centymetry. Na początku drugiej połowy strzela Arkadiusz Woźniak i po rykoszecie piłka trafia do bramki Miedzi. Gospodarze próbowali podwyższyć wynik, jednak Lenarcik świetnie spisywał się w bramce, a po kontrze Maciej Śliwa ponownie wyrównuje. W 84. minucie po dobrej akcji całej drużyny trzeciego gola dla Miedzi zdobywa ten sam zawodnik i goście wygrywają już 3:2. Do końca meczu gospodarze nie potrafili doprowadzić do remisu i legniczanie wywożą z Katowic trzy punkty.

 

tulegnica.pl – Charakterna Miedź wygrała wymianę ciosów w Katowicach. Dublet Macieja Śliwy!

[…] Zgodnie z oczekiwaniami, to nie był łatwy mecz. Miedź jako lider tabeli była co prawda faworytem, ale GKS choć to walczący o utrzymanie beniaminek to jednak wyjątkowo niegościnny – do tej pory przegrał przy Bukowej tylko raz. W piątek poległ po raz drugi, bo trafił na zdeterminowaną, regularną i przede wszystkim bardzo mocną Miedź.[…] W Katowicach Miedź popełniała błędy, ale i tak sięgnęła po komplet punktów. Do piłkarskiej jakości dołożyła serce.- Pokazaliście charakter! – krzyczał do swoich piłkarzy trener Łobodziński, co słychać na hulającym w sieci filmiku z szatni. No i trudno się ze szkoleniowcem Miedzi nie zgodzić.

Miedź w Katowicach dwukrotnie przegrywała. Za każdym razem potrafiła jednak szybko zareagować. W pierwszej połowie wyrównał Maxime Dominguez, po przerwie będący ostatnio w wybornej formie Maciej Śliwa. 20-latek, który przed tygodniem napoczął Odrę Opole, tym razem był autorem gola na wagę zwycięstwa. Po raz drugi do bramki GKS-u trafił w końcówce spotkania.

Mecz w Katowicach miał też innego bohatera. To Patryk Makuch. Najlepszy strzelec Miedzi tym razem błyszczał podaniami. Asystował przy wszystkich bramkach!

 

dziennikzachodni.pl – Katowicki beniaminek postawił się liderowi, ale został bez punktów. Bukowa zdobyta

[…] Lider z Legnicy przyjechał na mecz z GieKSą z serią dziewięciu meczów bez porażki. Natomiast katowicki beniaminek mógł się pochwalić czterema spotkaniami bez przegranej na swoim stadionie (w tym trzy zwycięstwa). W piątek GKS zagrał przy Bukowej ostatni raz w tym roku.

[…] Katowiczanie w 10. minucie cieszyli z objęcia prowadzenia, gdy Grzegorz Janiszewski w zamieszaniu z kilku metrów trafił do bramki. Trzynaście minut później Dawid Kudła po wrzutce w pole karne wybił piłkę pod nogi Maxime Domingueza, który skorzystał z prezentu i było 1:1. Goście chcieli pójść za ciosem – niecelnie uderzali Ruben Hoogenhout i Mehdi Lehaire.

GieKSa szybko po przerwie znów prowadziła. Strzelił Arkadiusz Woźniak i piłka odbiła się jeszcze od Jona Aurtenetxe. Miedź ponownie wyrównała. Maciej Śliwa dopadł do piłki odbitej przez Kudłę i było 2:2.

Przy Bukowej walczono o każdy centymetr boiska i nie brakowało nerwów. W 75. minucie czerwoną kartkę dostał trener GieKSy Rafał Górak.W końcówce Miedź rozegrała kombinacyjną akcję, którą sfinalizował Śliwa. W samej końcówce GKS mógł wyrwać remis, jednak okazję zmarnował Filip Kozłowski źle uderzając głową.

 

e-legnickie.pl – Miedź panuje w I lidze. Wygrana w Katowicach!

[…] Miedź po raz 6. w sezonie wygrała mecz ligowy poza Legnicą. Rywal jednak nie był łatwy, bo na przeciw ekipie Wojciecha Łobodzińskiego stanął GKS Katowice, a więc zespół, który dotychczas w rozgrywkach ligowych przegrał na własnym ternie tylko raz – z Arką Gdynia. Teraz musiał uznać wyższość też Miedzi i to drugi raz w sezonie, bo w Legnicy Miedź triumfowała 1:0.

Pierwsi gola zdobyli gospodarze. Pawła Lenarcika pokonał Grzegorz Janiszewski po strzale z bliskiej odległości. To było w 10. minucie. Legniczanie wyrównali za sprawą trafienia Maxime’a Domingueza w 23. minucie. Szwajcarski pomocnik zdobył swojego szóstego gola w sezonie. Do przerwy był remis 1:1, choć oba zespoły miały okazje by wyjść na prowadzenie.

Po zmianie stron nadal ton dawały akcje ofensywne, a kibice nie mogli się nudzić. Już w 49. minucie zobaczyli drugie trafienie dla katowiczan. Gola strzelił Arkadiusz Woźniak, choć piłka odbiła się jeszcze od Jona Aurtenetxe. To kolejny raz pokazało trenerowi Łobodzińskiemu, że rywale na początku drugiej odsłony mają przewagę (tak było też w ostatnim starciu z Odrą Opole).

Na szczęście Miedź nie dała długo czekać swoim kibicom na okrzyk radości. W 53. minucie wyrównał Maciej Śliwa. Młody pomocnik legnickiej drużyny zdobył też zwycięskiego gola w 84. minucie.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Kato

    28 listopada 2021 at 11:33

    Nie było tak źle. Tyle tylko że nie zremisowaliśmy. Ale tak ogólnie to były sytuację radosne. Teraz mega spotkania. Ważne 6punktów do Katowic. GKS po zwycięstwo!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga