Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Punkt GieKSy w Łęcznej mimo beznadziejnej połowy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Górnik Łęczna – GKS Katowice 2:2 (2:0).

 

1liga.org – Sobota w F1L: Stal Rzeszów pokonuje Wisłę Kraków!

[…] Już w 4. minucie meczu Dawid Kudła został po raz pierwszy przetestowany przez Damiana Zbozienia, którego strzał instynktownie obronił. W 23. minucie Dawid Kudła przy wznowieniu podał piłkę tak, że dopadli do niej zawodnicy Górnika, a Damian Gąska skorzystał z nadarzającej się okazji i zdobył gola. Piłkarze górnika nie zwolnili tempa i chwilę później golkiper GieKSy musiał ponownie wyciągnąć się jak struna, aby piłka nie wpadła do bramki. W 34. minucie Serhii Krykun podwyższył wynik na 2:0, tym razem bramkarz gości był bez szans. W drugiej połowie zawodnicy GKS-u częściej znajdowali się przy piłce, jednak konkretnego zagrożenia bramki gospodarzy trudno było szukać. Dopiero w 70. minucie po zamieszaniu w polu karnym gola kontaktowego zdobył Michał Kołodziejski. Kilka minut później przed wyborną okazją był Jakub Arak, jednak górą był Maciej Gostomski. W 82. miuncie po podaniu w pole karne Grzegorza Rogali wystarczyło, że Marko Roginić dołożył nogę, by zdobyć gola wyrównującego. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry silny strzał zza pola karnego mógł zaskoczyć Kudłę, ten jednak odbija piłkę, a poza boisko posłał ją Kołodziejski.

 

sportdziennik.com – Punkt GieKSy w Łęcznej mimo beznadziejnej połowy

[…] Serię trzech wyjazdów GieKSa zaczęła w Szczecinie (2:0 z Pogonią II w Pucharze Polski), kontynuowała w Opolu (1:0), a zakończyła w sobotni wieczór w Łęcznej. Zremisowała 2:2, odrobiła dwubramkową stratę, ale mimo wszystko muszą towarzyszyć jej ambiwalentne odczucia i pewien niesmak, bo w pierwszej połowie zaprezentowała się po prostu skandalicznie. Nie dość, że katowiczanie nie mieli wtedy nic do zaproponowania w ofensywie – odnotować można jedynie strzał Rafała Figiela z rzutu wolnego w środek bramki – to jeszcze sami popełniali proste błędy w defensywie. Pierwszego straconego gola poprzedziło złe zagranie Dawida Kudły, który wybił piłkę w środek pola pod nogi Damiana Gąski. Ten wymienił podania z Łukaszem Grzeszczykiem, by następnie trafić w dolny róg, radząc sobie z Arkadiuszem Jędrychem i Michałem Kołodziejskim. Niedługo potem było już 2:0, gdy po dośrodkowaniu z prawej flanki Serhij Krykun bez trudu poradził sobie z pasywnymi Bartoszem Jaroszkiem i Oskarem Repką, uderzając przy słupku. Nic nie wskazywało na to, że GKS może wywalczyć na Lubelszczyźnie korzystny rezultat, nawet zważywszy na fakt, że gospodarze dołują, wygrali tylko 1 mecz i usiłują odskoczyć od strefy spadkowej tabeli. W ostatnich tygodniach drużyna prowadzona przez Ślązaka Marcina Prasoła notuje progres, była w stanie rozbić Odrę Opole czy wyeliminować Arkę z Pucharu Polski (i to w Gdyni), stoczyła też zacięty (2:3) bój z ŁKS-em w Łodzi. W sobotę paliwa nie wystarczyło jej na pełne 90 minut. Do drugiej połowy GKS przystąpił z trzema zmianami – szybko dokonana została też czwarta – i zaprezentował się nieporównywalnie lepiej, za co został nagrodzony. W 70. minucie kontaktową bramkę zdobył Kołodziejski, trafiając z bliska po rożnym Figla i zgraniu Arkadiusza Jędrycha. Potem do wyrównania mógł doprowadzić Jakub Arak, czyli jeden ze zmienników, ale nie doczekał się przełamania i premierowego trafienia w barwach GieKSy, bo jego strzał obronił Maciej Gostomski. Co nie wyszło Arakowi, wyszło Marko Roginiciowi. Chorwat dopełnił tylko formalności po podaniu Grzegorza Rogali z lewej strony. Była 81. minuta, wydawało się, że to łęcznianie są na łopatkach i GKS może pójść za ciosem, ale w końcówce i czterech doliczonych przez sędziego minutach nawet goręcej było za sprawą ataków gospodarzy, którzy złapali jeszcze ostatni oddech. Po ostatnim gwizdku zadowolony nie mógł być nikt.

 

dziennikwschodni.pl – Dwie kompletnie różne połowy

Górnik Łęczna prowadził do przerwy z GKS Katowice 2:0 i wszystko wskazywało na to, że zapisze drugą w tym sezonie wygraną. Jednak po zmianie stron „zielono-czarni” mocno spuścili z tonu i zamiast kompletu punktów dopisali na swoje konto tylko jeden.

[…] Podopieczni trenera Marcina Prasoła zaczęli starcie z „Gieksą” z dużym animuszem. Już w czwartej minucie groźny strzał oddal Sergiej Krykun, ale Dawid Kudła nie dał się zaskoczyć. Potem tempo nieco spadło, ale w 23 minucie Górnik wyszedł na prowadzenie. Goście popełnili fatalny błąd w wyprowadzeniu piłki. W efekcie ta trafiła po przechwycie do Damiana Gąski, a ten  płaskim strzałem w długi róg otworzył wynik spotkania. Dwie minuty później przyjezdni znów popełnili prosty błąd podczas konstruowania akcji. Piłkę na środku boiska przejął Łukasz Grzeszczyk lecz zamiast zagrywać do Gąski zdecydował się na indywidualne zakończenie akcji i jego strzał odbił bramkarz GKS. W 35 minucie gospodarze wygrywali już 2:0. Futbolówkę w polu karnym gości otrzymał Krykun, po czym „zatańczył” pomiędzy obrońcami z Kartowic i mocnym strzałem po ziemi podwyższył prowadzenie łęcznian. Ekipa trenera Rafała Góraka zagroziła łęcznianom w 40 minucie. Wówczas z rzutu wolnego mocno huknął Rafał Figiel, a Maciej Gostomski instynktownie odbił piłkę przed siebie.

W przerwie goście przeprowadzili aż trzy zmiany, a jednym z zawodników, którzy weszli na murawę był były piłkarz Chełmianki Chełm Dawid Brzozowski. Rotacje w ekipie gości przyniosły skutek bo GKS zaczął stopniowo przejmować inicjatywę. W 54 minucie z dystansu uderzył Grzegorz Rogala, ale Gostomski nie miał problemów z obroną strzału. Trzy minuty później groźnie z ostrego kąta strzelał Grzeszczyk, a chwilę potem strzał Dawida Tkacza przeleciał nad poprzeczką. Jednak później łęcznianie zostali zepchnięci na własną połowę i 70 minucie rywale zdobyli gola kontaktowego. Po rzucie rożnym piłkę z bliska do bramki skierował Michał Kołodziejski. GKS zwietrzył szansę i szukał kolejnej bramki. W 76 minucie Gostomski wygrał pojedynek z Jakubem Arakiem, ale pięć minut później nie miał nic do powiedzenia, kiedy Marko Roginić wpakował z bliska piłkę do siatki po bardzo dobrym dograniu od Grzegorza Rogali i mecz zakończył się podziałem punktów.

 

kurierlubelski.pl – Górnik Łęczna wypuścił z rąk komplet punktów. Remis z GKS Katowice

Po pierwszym gwizdku sędziego Górnik od razu ruszył do ataku i szybko uzyskał przewagę. Już w czwartej minucie gospodarze zmusili do ofiarnej interwencji bramkarza GKS, Dawida Kudłę. Obrońcy gości nie mieli czasu na wytchnienie, bo łęcznianie co chwila wrzutkami w pole karne szukali okazji do oddania strzału. Natomiast piłkarze z Katowic tylko sporadycznie przedostawali się pod bramkę Macieja Gostomskiego. Najczęściej ich próby były przerywane przez defensorów Górnika.

Przewagę zielono-czarnych w końcu udokumentował Damian Gąska, który wykorzystał karygodny błąd rywali. Bramkarz GKS krótko wybił piłkę, czym zaskoczył swoich kolegów. Futbolówkę przejął Gąska, po czym zbiegł w prawo i strzałem z jedenastu metrów pokonał Kudłę. Gąsce nie przeszkodziło nawet dwóch próbujących go powstrzymać zawodników GKS. Dwie minuty później Kudłę chciał zaskoczyć Łukasz Grzeszczyk, ale przy jego strzale golkiper GieKSy wykazał się udaną interwencją. Z kolei próba strzału głową Victora Lykhovydki okazała się minimalnie niecelna.

W 35. minucie Górnik zadał drugi cios. Sergiej Krykun otrzymał podanie na piąty metr i chociaż został otoczony przez kilku obrońców, to nie pozwolił odebrać sobie piłki. Obrócił się i płaskim strzałem trafił przy dalszym słupku. To trzeci gol ukraińskiego pomocnika w tym sezonie.

W przerwie trener gości dokonał trzech zmian, a jego drużyna w drugiej połowie odważniej zabrała się za odrabianie strat. Gra częściej przenosiła się z połowy katowiczan pod bramkę zielono-czarnych. Wciąż jednak podopieczni trenera Marcina Prasoła zagrażali bramce przeciwnika i kilka razy próbowali trafić do siatki. Ale przyjezdni czuli się coraz pewniej i w końcu dopięli swego. Gola kontaktowego, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, zdobył w 70. minucie Michał Kołodziejski. Rafał Figiel podał na bliższy słupek, gdzie głową lot piłki przedłużył Arkadiusz Jędrych i futbolówka spadła pod nogi Gostomskiego i w tym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Kołodziejski, który z najbliższej odległości „wepchnął” piłkę za linię bramkową. Zdobyta bramka podziała mobilizująco na zespół trenera Rafała Góraka. Następne ataki były jeszcze groźniejsze. Kolejny ostrzegawczy strzał oddał Jakub Arak, ale Gostomski świetnie zachował się w tej sytuacji. Goście nacierali i w 81. minucie z prawej strony piłkę wstrzelił Grzegorz Rogala, a dopadł do niej pozostawiony bez opieki Marko Roginić.

 

gol24.pl – Katowiczanie po przerwie uratowali punkt

Piłkarze GKS Katowice pojechali do Łęcznej po dwóch kolejnych wygranych. Katowiczanie chcieli podtrzymać dobrą passę w spotkaniu ze spadkowiczem z PKO Ekstraklasy, który kiepsko rozpoczął sezon. Niestety podopieczni trenera Rafała Góraka do przerwy dali sobie strzelić dwie bramki i po zmianie stron musieli się sporo natrudzić, by nie wracać do domu z pustymi rękami.

Gospodarze objęli prowadzenie po zbyt krótkim wybiciu piłki przez Dawida Kudłę. Górnik przejął piłkę przed polem karnym i Damian Gąska precyzyjnym strzałem zaskoczył bramkarza GKS.

Łęczna poszła za ciosem i wynik jeszcze w I połowie podwyższył Serhij Krykun. Ukrainiec po serii zwodów w polu karnym wypracował sobie czystą pozycję i ją wykorzystał.

Katowiczanie próbowali odpowiedzieć uderzeniem z rzutu wolnego Rafała Figiela, ale Maciej Gostomski złapał piłkę. To była najlepsza sytuacja GieKSy do przerwy.

Po I połowie zanosiło się na drugą w sezonie wygraną spadkowicza, ale po zmianie stron goście byli już bardziej skuteczni. Trener Górak dokonał trzech zmian w składzie i katowiczanie ruszyli do odrabiania strat. Marko Roginić dwa razy minimalnie chybił celu, ale w końcu do siatki rywali trafił Michał Kołodziejski, który wykorzystał zagranie Arkadiusz Jędrycha.

GieKSa mogła wyrównać chwilę później, ale Jakub Arak przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Górnika. Później bliski szczęścia był Dawid Brzozowski, ale dopiero na 10 minut przed końcem do remisu doprowadził Roginić kończąc wślizgiem zespołową akcję gości.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga