Piłka nożna
Podsumowanie 3. kolejki
Zdecydowanie ciekawszy przebieg miała 3. kolejka 1. ligi, niż ta środowa. Przede wszystkim, na każdym stadionie kibice oglądali bramki, a to w futbolu przecież najważniejsze. Ciekawostką jest fakt, że tylko jedno spotkanie zakończyło się wygraną gospodarzy, w dodatku wydarzenie to miało miejsce, w meczu kończącym tę serię gier. Na stadiony przyszło więcej kibiców niż w środę, a zachęcała do tego chociażby słoneczna pogoda, którą obdarzona została praktycznie cała Polska. Świetny początek ligi zalicza Flota, która z kompletem punktów i bez straty gola przewodzi ligowej tabeli, przebudziła się Nieciecza i Zawisza, a fatalnie wystartowała Bogdanka. Zapraszamy do zapoznania się z krótkim podsumowaniem, wszystkich meczów 3. kolejki 1. ligi.
Okocimski KS Brzesko – Kolejarz Stróże 1:1
Dość nudny przebieg miał mecz w Brzesku, w którym bramkowych sytuacji było jak na lekarstwo. Przewagę z początku mieli goście, jednak z każdą minutą Okocimski lepiej kontrolował grę. Pierwsza połowa, dużo gorsza niż druga. W drugiej odsłonie, znów zaczęli śmielej goście i dzięki temu w 53. minucie Maciej Kowalczyk wyprowadził podopiecznych trenera Cecherza na prowadzenie. W 83. minucie Gryźlak za drugą żółtą kartkę, wyleciał z boiska i goście kończyli w osłabieniu. Okocimski znów pokazał, że warto grać do końca i tak oto w 89. minucie Paweł Pyciak mocnym strzałem zza pola karnego, doprowadził do wyrównania. Widzów: 1000
GKS KATOWICE – Cracovia Kraków 1:1
Szeroki opis wydarzeń z tego spotkania, znajdziecie w innym miejscu na naszej stronie. Widzów: 2500
Sandecja Nowy Sącz – Flota Świnoujście 0:2
Mimo dobrej gry w pierwszych trzech kwadransach zespołu gospodarzy, do szatni z jednobramkowym prowadzeniem schodzili przyjezdni. Po dośrodkowaniu z kornera, piłkę głową do siatki wbił Olszar w 44. minucie meczu. Druga połowa, miała identyczny przebieg. Aktywna i atakująca Sandecja, oraz tylko jeden gol, gol na 2:0 Arifovica w 65. minucie. W zespole gospodarzy szaleli Wiśniewski i Makuch, jednak ich strzały albo minimalnie były niecelne, albo znakomicie interweniował będący w świetnej formie, Grzegorz Kasprzik. Flota znów wygrywa, natomiast „Sączersi” bez punktu i gola u siebie. Widzów: 2500
Dolcan Ząbki – ŁKS Łódź 1:1
Miejscowi byli z pewnością typowani na zwycięzców w tym pojedynku, jednak zadowolić muszą się tylko jednym punktem. Zawodnicy trenera Podolińskiego zapomnieli bowiem ,że mecz piłki nożnej trwa 90 minut i dzieli się na dwie połowy. Gracze spod warszawskich Ząbek, dobrze zagrali tylko do przerwy. Dolcan atakował, a łodzianie nie mieli pomysłu na grę. Taki obraz pierwszej połowy, przyniósł gola Macieja Tataja, który głową wpakował futbolówkę, do bramki Wyparły w 20. minucie spotkania. Mimo kolejnych okazji, więcej bramek nie padło w pierwszej odsłonie. Po gwizdu arbitra, oznajmiającym początek drugiej odsłony, inicjatywę przejęli goście. Dolcan został chyba w szatni. Determinacja ŁKS-u przyniosła skutki w 68. minucie, kiedy to gola zdobył Jakub Więzik, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kaczmarka. Dolcan na chwilę się obudził i stworzył sobie, jeszcze jedną dogodną okazję, w 79. minucie z zamieszania w polu karnym, obronną ręką wyszli przyjezdni. W 88. minucie zawodnik gospodarzy niezadowolony z wyniku, postanowił wyżyć się na rywalu, brutalny faul Grzegorza Piesio i czerwona kartka. Gospodarze kończyli w „10”, wynik już się jednak nie zmienił. Dolcan tylko zremisował, ale pamiętajmy, że podopieczni trenera Podolińskiego nie zaznali jeszcze smaku porażki. Cenny punkt dla ŁKS-u. Widzów: 900
Miedź Legnica – Zawisza Bydgoszcz 1:2
Mecz toczył się w potwornym upale i duchocie. Mimo, to pierwsza połowa stała na wysokim poziomie. Była to swoista wymiana ciosów, jednak im dalej w mecz, tym bardziej było widać postępujące u piłkarzy zmęczenie. Wszystkie bramki w Legnicy padły w pierwszych 22 minutach spotkania. Już w 5, Paweł Abbot płaskim strzałem w długi róg, wyprowadził „niebiesko-czarnych” na prowadzenie. W 13. minucie za zagranie w polu karnym ręką przez Klepacza, sędzia podyktował karnego dla „Miedzianki”. Pewnym strzałem z wapna popisał się Grzegorzewski i był znów remis. 9 minut później o losach meczu przesądził drugim trafieniem Abbot, który wbił piłkę do bramki, po niepewnej interwencji Aleksandra Ptaka. Początek drugiej odsłony, to przewaga Zawiszy, jednak z każdą minutą częściej do głosu dochodzili, pragnący wyrównać gospodarze. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem zawodników, prowadzonych przez Jurija Szatałowa. Miedź przegrywa drugi mecz z rzędu. Widzów: 4500
GKS Tychy – LKS Nieciecza 0:3
Tradycyjnie już nudny mecz z udziałem Tyszan. Mało sytuacji w pierwszej połowie, choć dla jednych i drugich to bardzo ważny mecz. Bardzo solidna gra w destrukcji obu zespołów, które przed wszystkim starały się nie stracić gola. Ta sztuka nie udała się GKS-owi, gdyż Jakub Biskup w 44. minucie pokonał Misztala i Nieciecza na przerwę schodziła prowadząc. Widać, że taka sytuacja bardzo zmotywowała zawodników Kazimierza Moskala, którzy już w pierwszej akcji drugiej połowy, zdobyli gola na 2:0. Bramkę strzelił Szymon Sobczak. Tychy bez większego pomysłu na doprowadzenie do remisu, cały czas osamotniony z przodu był Dawid Jarka, kryty przez dwóch graczy LKS-u. Troszkę ożywienia wniósł w szeregi Tyszan Krzysztof Bizacki, jednak goście umiejętnie kontrolowali grę. Arbiter tego meczu, podobnie jak w było w Legnicy, kilka razy przerwał grę, pozwalając zawodnikom uzupełnić płyny. Upał dał się we znaki dziś w wielu miejscach Polski. W 83. minucie Bizacki trafił w słupek, jednak od tego momentu to Nieciecza rzuciła się do ataku. Przyniosło to efekt bramkowy w 88. minucie, na 3: 0 strzelił Piotr Ceglarz. Tychy wciąż bez wygranej, a Nieciecza zrehabilitowała się za porażkę z Sandecją. Widzów: 300
Polonia Bytom – Olimpia Grudziądz 1:2
Polonistów w pierwszej połowie stać było na dwa groźne ataki, goście mieli więcej do powiedzenia i byli stroną przeważającą. Najdogodniejszą okazję do zdobycia gola, zmarnował w doliczonym już czasie pierwszej połowy, zawodnik gości Piotr Ruszkul. Jego strzał głową, minimalnie minął bramkę Miki. W przerwie, na boisku pojawił się legendarny piłkarz, trener i działacz Polonii Walter Winkler. Otrzymał on czek, na 10 tysięcy złotych, na nową protezę. Pieniądze zebrali fani Polonii, za co szacunek. Druga połowa, to ataki Olimpii i dwie świetne interwencje Miki. Pomiędzy akcjami gości, swoją szansę mieli też gospodarze, jednak bramkarz Olimpii stanął na wysokości zadania. Zasłużony gol dla podopiecznych trenera Asensyego, padł w końcu, w 61. minucie, wtedy to, Adrian Cieśliński wykorzystał dobre dogranie Grischoka. Polonia bez animuszu, coś próbuje zmontować, tymczasem gospodarzy w 80. minucie pogrąża Ruszkul. 2:0 dla gości, po zabójczym kontrataku. Do końca nie wiele ciekawego na murawie i to mimo kontaktowej bramce Walesy w 89. minucie. Polonia przegrała 2 na 2 mecze, zaś Olimpia wykonała zadanie, jakie stawiano przed nią w tym spotkaniu. Widzów: 1000
Stomil Olsztyn – Warta Poznań 0:2
Do 3 razy sztuka! Warta w swoim 3 wyjeździe tego sezonu w końcu wygrała. Pierwsza odsłona tego meczu nie zachwyciła, wprawdzie obie ekipy miały swoje szanse, ale daleko im było do perfekcji. Pod koniec przewagę objęli gospodarze. Druga połówka słaba w wykonaniu Stomilu, a Warciarze wykorzystując głównie swoje doświadczenie, wypunktowali Olsztynian. Bramki zdobyli w 49. minucie Bartłomiej Pawłowski i w 54. Wojciech Trochim. Stomil poległ po raz drugi, natomiast Warcie, do kolekcji brakowało tylko wygranej. Teraz piłkarze Czesława Owczarka, mogą złapać wiatr w żagle, bo drużyną są ciekawą. Stomil znów przegrał u siebie. Widzów: 2000
Arka Gdynia – Bogdanka Łęczna 2:0
Jedyni zwycięzcy gospodarze, to piłkarze Arki. Długo się jednak na to nie zapowiadało, bowiem pierwsza połowa naprawdę nie zachwyciła. Zero 100% okazji, a w ogóle mało akcji strzeleckich. Druga połowa, to absolutna dominacja Arki Gdynia i zasłużone 3 punkty. W 63. minucie bramkę zdobył Radosław Pruchnik, który wykorzystał dobrze wykonany rzut wolny przez Marcina Radzewicza. Stadiony świata w 68. minucie! Dwójkowa akcja gospodarzy, Szwoch – Da Silva, to kilka świetnie wymienionych podań i bramka Da Silvy piętą z 11 metrów! Cudny gol i euforia na trybunach. Arka pauzowała w poprzedniej kolejce, jednak teraz znów wygrywa u siebie i znów do zera. Łęczna z zerowym dorobkiem, zamyka ligową tabelę, co trzeba przyznać jest sporą niespodzianką. Oby podopieczni Piotra Rzepki nie przełamali się za tydzień, bo jak wiemy podejmować będą naszą GieKSę. Widzów: 5509
Upał towarzyszył 3. kolejce ligowych zmagań na zapleczu ekstraklasy. Na wielu stadionach, głównie w niedzielę, arbitrzy zarządzali trwające 2-3 minuty przerwy na uzupełnienie płynów. Liderem pozostaje Flota, która wygrywa na razie wszystko jak leci, podopieczni trenera Dominika Nowaka wyprzedzają w tabeli Zawiszę i Arkę. W tej serii gier padło 21 bramek, co daje nam średnią 2,3 gola na mecz. 9. meczów 3. kolejki, przyciągnęło na stadiony w sumie 18209 widzów, co daje nam średnią 2023 ludzi na mecz.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze