Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów na temat GKS-u: GieKSa zbiła ROW na koniec obozu. Kolejne nowe zawodniczki!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze GieKSy rozegrali w niedzielę mecz z Widzewem Łódź w którym padł remis 1:1 (1:0). Pomeczową prasówkę z tego spotkania przeczytacie tutaj. Piłkarki, siatkarze oraz hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami. W sekcji siatkarskiej został skompletowany skład na nowy sezon, u piłkarek i  hokeistów trwa kontraktowanie zawodniczek/ów.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – To jest czarna magia

Rozmowa z Markiem Koniarkiem, byłym znakomitym napastnikiem GKS-u Katowice i Widzewa Łódź.

[…] W ostatnich latach klub nie osiągnął żadnego sukcesu. Kibice obawiają się spektakularnej powtórki.

Marek KONIAREK: – W Katowicach ciągle myślało się o ekstraklasie, o awansie, a nagle znaleźliśmy się w II lidze. To zaskakujące, skoro w klubie niczego nie brakuje, wszystko jest poukładane. Kolejne drużyny jakoś nie potrafią zaskoczyć. Na palcach jednej ręki można by wyliczyć ważne mecze z ostatnich lat rozstrzygnięte na korzyść.

Rewolucja goni rewolucję. Żaden zespół nie był tu budowany dostatecznie długo, by mógł zacząć się marsz w górę. W klubie sami muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak jest. Trener Górak i dyrektor Góralczyk to doświadczeni fachowcy i wierzę, że będzie im dane to zmienić. Oni wiedzą, o co w piłce chodzi. Nawet gdy nie awansują bezpośrednio, to jeszcze są baraże, choć wiadomo, że lepiej byłoby ich uniknąć. Różnie bywa. Powtarza się na przykład w kółko, że taka Olimpia nie chce awansować, ale potem jedzie z pięcioma młodzieżowcami w składzie do Łęcznej i okazuje się, że przegrywa tam po błędzie bramkarza, a wcale nie musiała. Elblążanie podobali mi się, braki nadrabiali ambicją, bieganiem. Dlatego baraże naprawdę nie będą łatwe.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Oficjalnie : Maciążka i Lizoń w GieKSie Katowice

Potwierdziły się nasze kolejne transferowe informacje. Z GieKSą Katowice umowami związały się Klaudia Maciążka i Aleksandra Lizoń.

Pierwsza to 19-letnia napastniczka, młodzieżowa reprezentantka Polski, która gola za golem strzelała w barwach pierwszoligowych Rysów Bukowina Tatrzańska. Aleksandra to 23-letnia pomocniczka lub boczna obrończyni, która ostatnio grała w TS ROW Rybnik. Obie będą dla GieKSy będą bardzo ciekawymi wzmocnieniem. Nowe piłkarki wraz z 15-letnią Oliwią Grzegorczyk z Akademii Młodej ‚GieKSy’ zostały dołączone do składu na obóz przygotowawczy w Kamieniu. Na jego zakończenie, już w najbliższą sobotę zespół zagra sparing z ROW-em Rybnik.

Oprócz tego sparingu katowicka drużyna zagra jeszcze ze SMS-em Łódź (25.7) i czeskim 1.FC Slovacko (1.8).

 

GieKSa zbiła ROW na koniec obozu. Kolejne nowe zawodniczki !

Na zakończenie zgrupowania w Kamieniu piłkarki katowickiej GieKSy rozegrały sparing z miejscowy ROW-em Rybnik. Podopieczne Witolda Zająca nie miały litości dla beniaminka i zaaplikowały mu aż pięć goli. Dublet zdobyła Kinga Kozak, a debiutanckiego gola w barwach katowickiego klubu zdobyła Klaudia Maciążka.

W obu ekipach zagrały nowe zawodniczki. W barwach GKS-u pojawiły się również trzy piłkarki, jeszcze nieogłoszone oficjalnie. Na zmiany weszły Anita Turkiewicz, Weronika Kłoda i Aleksandra Drąg. Pierwsza to była już zawodniczka AZS PWSZ Wałbrzych, etatowa boczna obrończyni. Kłoda i Drąg to młode pomocniczki, które nie przebiły się do pierwszego składu Górnika Łęczna. Z całą pewnością w GieKSie będzie łatwiej się im przebić do pierwszego składu.

Za tydzień ROW zagra sparing z Rolnikiem, a GKS-a dopiero 25 lipca zmierzy się ze SMSem Łódź. Początek rozgrywek Ekstraligi w pierwszy tydzień sierpnia.

TS ROW Rybnik vs GKS GieKSa Katowice 0:5
0:1 Klaudia Maciążka (14)
0:2 Kinga Kozak (27)
0:3 Kinga Kozak (52)
0:4 Kasandra Parczewska (57)
0:5 Zofia BUSZEWSKA (72)

GKS : Ludwiczak (30. Seweryn, 61. Klimek) – Hajduk (46. Tkaczyk), Konkol, Buszewska, Lizoń (68. Drąg), Stanović (58. Turkiewicz), Łasicka (78. Grzegorczyk), Koch (58. Kłoda), Parczewska, Maciążka, Kozak.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Trudny czas już za nami

Rozmowa z Janem Firlejem, rozgrywającym GKS-u Katowice.

[…] Udało się panu wyjechać na urlop?

Jan FIRLEJ: – Wakacje był krótkie, bo tylko tygodniowe. Na początku czerwca byłem nad naszym morzem. Udało się zrelaksować, odpocząć i trochę odizolować się od tego co nas dotknęło. Wszyscy jednak tęskniliśmy za powrotem do zajęć, ale wówczas nie wiedzieliśmy kiedy nastąpi. Najważniejsze, że nastąpiło to w miarę szybko niż niektórzy się spodziewali.

A trenerzy zadbali o zajęcia indywidualne?

Jan FIRLEJ: – Zareagowali błyskawicznie. Z chwilą otwarcia siłowni, czyli w drugim tygodniu czerwca, każdy z nas otrzymał plan i mogliśmy zacząć budować formę startową. Miarą tego co zrobiliśmy przed naszym pierwszym spotkaniem były testy oraz badania, jakie przechodziliśmy od poniedziałku do środy. Chyba wypadły nieźle, zważywszy na wspomnianą przerwę (trenerzy są zadowoleni nie tylko z testów, ale również badań przeprowadzonych na katowickiej AWF – przyp. red.). Ona spowodowała u nas „głód” treningu i grania. Do niedawna miałem z kolegami kontakt telefoniczny, ale teraz fajnie było się spotkać, wypić kawę… Już po pierwszych zajęciach w hali mogę stwierdzić, że dobrze się czujemy się ze sobą, rozumiemy i zajęcia traktujemy jako fajną zabawę. Oczywiście nie zawsze tak będzie, bo przecież przyjdą większe obciążenia, ale mnie to nie przeraża.

Lubi pan grać na plaży? Jakie ma pan zdanie o Letnim Grand Prix na piachu z udziałem zespołów PlusLigi i I-ligowców?

Jan FIRLEJ: – Lubię grać, bo plaża to miły przerywnik. Między sezonami halowymi – w większym lub mniejszym stopniu – staram się grać. Dwa lata temu z Jankiem Królem (do niedawna atakującym VERVY Warszawa – przyp. red.) podjęliśmy wyzwanie i zaliczyliśmy prawie wszystkie turnieje plażowe, łącznie z mistrzostwami Polski. Lubię grę na piachu, bo mogę również atakować. Niemniej występy na plaży oraz w hali to dwie różne siatkówki. Słyszałem różne głosy o Letnim Grand Prix, które zostanie rozegrane na przełomie lipca i sierpnia. Ten termin jest dość nieszczęśliwy. Będziemy po trzech tygodniach przygotowań, ale w najważniejszym okresie pracy fizycznej i wykuwaniu kondycji.

Na pewno będzie mniej siatkówki, a więcej budowania siły. W tej sytuacji nie będziemy wysoko skakali czy błyskawicznie reagowali na wydarzenia na boisku, bo naszym priorytetem są występy w PlusLidze. Turniej pewnie będzie ciekawy, bo rozgrywany po raz pierwszy i na dodatek w blasku jupiterów i w obecności kamer telewizyjnych. Nie ma co się teraz zastanawiać. Trzeba będzie wyjść na piach i zmierzyć się z rywalami. Nie wiem jaka będzie jakość gry oraz poziom, ale o tym przekonamy się niebawem. Tylko proszę pamiętać, że my będziemy rozliczani z sezonu halowego, ale nie z Letniego Grand Prix.

Sporo się ostatnio działo wokół GKS-u, ale ostatecznie dokonano zmiany tylko trzech zawodników. Jak pan ocenia te ruchy kadrowe?

Jan FIRLEJ: – Najważniejsze, że trzon zespołu pozostał, dzięki czemu okres zgrywania się będzie chyba nieco krótszy. Prawie wszyscy się znamy i mieliśmy już okazję ze sobą pracować. Te niewielkie roszady działają na naszą korzyść i powinny być naszym atutem.

Dokonano trzech ciekawych transferów i moi nowi koledzy pewnie szybko wkomponują się do tej ekipy. Naszą dotychczasową dewizą była walka o każdą piłkę, niezależnie od tego, kto stał po drugiej stronie. I niech tak pozostanie, a jestem przekonany, że tak będzie.

 

siatka.org – Grzegorz Słaby: wykonano ogromna pracę, by zespół mógł funkcjonować

Jeszcze nie tak dawno nie było wiadomo, jak potoczą się losy siatkarskiego GKS-u Katowice, jednak po porozumieniu z Dustinem Wattenem, Emanuelem Kohutem czy Adrianem Buchowskim wydaje się, że kryzys został zażegnany. W klubie nie chcą już wracać do tamtych wydarzeń.

[…] – W klubie wykonano ogromna pracę, by ten zespół mógł funkcjonować i na dodatek musieliśmy się poruszać w określonych warunkach finansowych – jasno podkreślił Grzegorz Słaby, który dotychczas był II trenerem.

[…] – Udało się skompletować, moim zdaniem, więcej niż przyzwoity skład. Oczywiście, odszedł Rafał Szymura, nasz niekwestionowany lider w tych najtrudniejszych momentach. W 10 wygranych meczach, 5 razy był MVP, a ponadto był naszym najlepiej punktującym zawodnikiem. Teraz dobrze funkcjonującym kolektywem będziemy go chcieli zastąpić, a być może wykreuje się kolejny lider. Dokonaliśmy chyba najmniej zmian wśród ligowców i postaraliśmy się o zawodników, którzy w swoich poprzednich I-ligowych zespołach odgrywali wiodące role. Na rynku transferowym byliśmy ostrożni, ale moim zdaniem dokonaliśmy właściwych wyborów – skomentował szkoleniowiec.

GKS Katowice był jednym z pozytywnych zaskoczeń minionego sezonu PlusLigi. Czy podobny rezultat uda się osiągnąć i tym razem?

 – Teraz najważniejsze, by wykonać tak pracę, by efekty było widać podczas sezonu. Liga będzie na pewno ciekawa, bo pojawiło się kilku nowych zawodników. Z sezonu na sezon poziom się wyrównuje i sam jestem ciekaw jak zaprezentuje się kilku Brazylijczyków, którzy, z powodu kryzysu u siebie, pojawili się nie tylko u nas, ale w całej Europie – dodał Grzegorz Słaby

 

HOKEJ NA LODZIE

sportdziennik.com – Dwaj bramkarze w GieKSie

Działacze i trenerzy GKS-u Katowice mieli nadzieję, że zdołają zatrzymać szwedzkiego bramkarza Robina Rahma. Ten otrzymał kilka propozycji i ofertę ze swojego byłego klubu odrzucił.

W GKS-ie szybko rozwiązano problem z golkiperami i zaangażowano 28-letniego Słowaka Juraja Simbocha oraz młodzieżowego reprezentanta kraju, Maciej Miarka. Ten pierwszy jest byłym bramkarzem młodzieżowej reprezentacji Słowacji, w ostatnich dwóch sezonach grał w Nitrze, z którą katowiczanie rywalizowali w Pucharze Wyszehradzkim.

Umową z GKS-em związał się również 19-letni wychowanek ŁKH Łódź, Maciej Miarka, który ostatnio reprezentował młodzieżowy zespół JKH GKS Jastrzębie oraz SMS PZHL.

– Po tych transferach newralgiczna pozycja bramkarzy została rozwiązana – przekonuje dyrektor sekcji hokejowej, Roch Bogłowski. – Juraj to solidna firma, dbająca o formę. Natomiast Maciej jest utalentowanym i obiecującym zawodnikiem.

Do tego duetu dołączy Marcin Wyśnik, najmłodszy w tym towarzystwie. Działacze dokonają jeszcze dwóch transferów: obrońcy i napastnika. W sierpniu na testy już na lodzie pojawią się zawodnicy Naprzodu Janów, bo z tym klubem GKS podpisał umowę o współpracy. Dopiero w późniejszym terminie należy się spodziewać jeszcze ewentualnych transferów zagranicznych. Jednak one stoją pod znakiem zapytania.

 

hokej.net – Z Sosnowca do Katowic. Stoklasa i Cunik wzmacniają GieKSę

Filip Stoklasa i Matej Cunik, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, dołączyli do GKS-u Katowice. Obaj zawodnicy podpisali roczne kontrakty. Stoklasa był w poprzednim sezonie był liderem Zagłębia Sosnowiec. Trener Marcin Kozłowski w zasadzie od niego zaczynał ustalanie meczowego składu.

Czeski skrzydłowy odpłacał mu się w najlepszy możliwy sposób, bo strzelał gole jak na zawołanie i notował też wiele kluczowych zagrań. Dość powiedzieć, że „Stoki”  był najlepszym strzelcem i najlepiej punktującym zawodnikiem sosnowiczan. W 46 meczach zdobył 48 punktów za 24 bramki i 24 asysty.

Warto zaznaczyć, że Filip Stoklasa jest w Polskiej Hokej Lidze postacią dobrze znaną i w każdym zespole, w którym grał, osiągał solidną zdobycz punktową. Zresztą znakomicie oddają to statystyki, wszak w 213 spotkaniach zdobył 94 gole i zanotował 95 kluczowych zagrań.

[…] Z kolei Matej Cunik, który w przeszłości był młodzieżowym reprezentantem Słowacji (do lat 18 i 20) w poprzednim sezonie był jednym z mocniejszych punktów defensywy Zagłębia. 33-letni zawodnik rozegrał 44 mecze, w których zdobył 11 punktów za 2 bramki i 9 asyst.

[…] Kadra GKS-u Katowice na sezon 2020/2021 została już niemal skompletowana. Po rozpoczęciu przygotowań do sezonu kilku młodych zawodników przejdzie testy. Jeśli pokażą się z dobrej strony, zostaną w zespole na dłużej.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga