Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mediów na temat GKS-u: GieKSa zbiła ROW na koniec obozu. Kolejne nowe zawodniczki!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze GieKSy rozegrali w niedzielę mecz z Widzewem Łódź w którym padł remis 1:1 (1:0). Pomeczową prasówkę z tego spotkania przeczytacie tutaj. Piłkarki, siatkarze oraz hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami. W sekcji siatkarskiej został skompletowany skład na nowy sezon, u piłkarek i hokeistów trwa kontraktowanie zawodniczek/ów.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – To jest czarna magia
Rozmowa z Markiem Koniarkiem, byłym znakomitym napastnikiem GKS-u Katowice i Widzewa Łódź.
[…] W ostatnich latach klub nie osiągnął żadnego sukcesu. Kibice obawiają się spektakularnej powtórki.
Marek KONIAREK: – W Katowicach ciągle myślało się o ekstraklasie, o awansie, a nagle znaleźliśmy się w II lidze. To zaskakujące, skoro w klubie niczego nie brakuje, wszystko jest poukładane. Kolejne drużyny jakoś nie potrafią zaskoczyć. Na palcach jednej ręki można by wyliczyć ważne mecze z ostatnich lat rozstrzygnięte na korzyść.
Rewolucja goni rewolucję. Żaden zespół nie był tu budowany dostatecznie długo, by mógł zacząć się marsz w górę. W klubie sami muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak jest. Trener Górak i dyrektor Góralczyk to doświadczeni fachowcy i wierzę, że będzie im dane to zmienić. Oni wiedzą, o co w piłce chodzi. Nawet gdy nie awansują bezpośrednio, to jeszcze są baraże, choć wiadomo, że lepiej byłoby ich uniknąć. Różnie bywa. Powtarza się na przykład w kółko, że taka Olimpia nie chce awansować, ale potem jedzie z pięcioma młodzieżowcami w składzie do Łęcznej i okazuje się, że przegrywa tam po błędzie bramkarza, a wcale nie musiała. Elblążanie podobali mi się, braki nadrabiali ambicją, bieganiem. Dlatego baraże naprawdę nie będą łatwe.
tylkokobiecyfutbol.pl – Oficjalnie : Maciążka i Lizoń w GieKSie Katowice
Potwierdziły się nasze kolejne transferowe informacje. Z GieKSą Katowice umowami związały się Klaudia Maciążka i Aleksandra Lizoń.
Pierwsza to 19-letnia napastniczka, młodzieżowa reprezentantka Polski, która gola za golem strzelała w barwach pierwszoligowych Rysów Bukowina Tatrzańska. Aleksandra to 23-letnia pomocniczka lub boczna obrończyni, która ostatnio grała w TS ROW Rybnik. Obie będą dla GieKSy będą bardzo ciekawymi wzmocnieniem. Nowe piłkarki wraz z 15-letnią Oliwią Grzegorczyk z Akademii Młodej ‚GieKSy’ zostały dołączone do składu na obóz przygotowawczy w Kamieniu. Na jego zakończenie, już w najbliższą sobotę zespół zagra sparing z ROW-em Rybnik.
Oprócz tego sparingu katowicka drużyna zagra jeszcze ze SMS-em Łódź (25.7) i czeskim 1.FC Slovacko (1.8).
GieKSa zbiła ROW na koniec obozu. Kolejne nowe zawodniczki !
Na zakończenie zgrupowania w Kamieniu piłkarki katowickiej GieKSy rozegrały sparing z miejscowy ROW-em Rybnik. Podopieczne Witolda Zająca nie miały litości dla beniaminka i zaaplikowały mu aż pięć goli. Dublet zdobyła Kinga Kozak, a debiutanckiego gola w barwach katowickiego klubu zdobyła Klaudia Maciążka.
W obu ekipach zagrały nowe zawodniczki. W barwach GKS-u pojawiły się również trzy piłkarki, jeszcze nieogłoszone oficjalnie. Na zmiany weszły Anita Turkiewicz, Weronika Kłoda i Aleksandra Drąg. Pierwsza to była już zawodniczka AZS PWSZ Wałbrzych, etatowa boczna obrończyni. Kłoda i Drąg to młode pomocniczki, które nie przebiły się do pierwszego składu Górnika Łęczna. Z całą pewnością w GieKSie będzie łatwiej się im przebić do pierwszego składu.
Za tydzień ROW zagra sparing z Rolnikiem, a GKS-a dopiero 25 lipca zmierzy się ze SMSem Łódź. Początek rozgrywek Ekstraligi w pierwszy tydzień sierpnia.
TS ROW Rybnik vs GKS GieKSa Katowice 0:5
0:1 Klaudia Maciążka (14)
0:2 Kinga Kozak (27)
0:3 Kinga Kozak (52)
0:4 Kasandra Parczewska (57)
0:5 Zofia BUSZEWSKA (72)
GKS : Ludwiczak (30. Seweryn, 61. Klimek) – Hajduk (46. Tkaczyk), Konkol, Buszewska, Lizoń (68. Drąg), Stanović (58. Turkiewicz), Łasicka (78. Grzegorczyk), Koch (58. Kłoda), Parczewska, Maciążka, Kozak.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Trudny czas już za nami
Rozmowa z Janem Firlejem, rozgrywającym GKS-u Katowice.
[…] Udało się panu wyjechać na urlop?
Jan FIRLEJ: – Wakacje był krótkie, bo tylko tygodniowe. Na początku czerwca byłem nad naszym morzem. Udało się zrelaksować, odpocząć i trochę odizolować się od tego co nas dotknęło. Wszyscy jednak tęskniliśmy za powrotem do zajęć, ale wówczas nie wiedzieliśmy kiedy nastąpi. Najważniejsze, że nastąpiło to w miarę szybko niż niektórzy się spodziewali.
A trenerzy zadbali o zajęcia indywidualne?
Jan FIRLEJ: – Zareagowali błyskawicznie. Z chwilą otwarcia siłowni, czyli w drugim tygodniu czerwca, każdy z nas otrzymał plan i mogliśmy zacząć budować formę startową. Miarą tego co zrobiliśmy przed naszym pierwszym spotkaniem były testy oraz badania, jakie przechodziliśmy od poniedziałku do środy. Chyba wypadły nieźle, zważywszy na wspomnianą przerwę (trenerzy są zadowoleni nie tylko z testów, ale również badań przeprowadzonych na katowickiej AWF – przyp. red.). Ona spowodowała u nas „głód” treningu i grania. Do niedawna miałem z kolegami kontakt telefoniczny, ale teraz fajnie było się spotkać, wypić kawę… Już po pierwszych zajęciach w hali mogę stwierdzić, że dobrze się czujemy się ze sobą, rozumiemy i zajęcia traktujemy jako fajną zabawę. Oczywiście nie zawsze tak będzie, bo przecież przyjdą większe obciążenia, ale mnie to nie przeraża.
Lubi pan grać na plaży? Jakie ma pan zdanie o Letnim Grand Prix na piachu z udziałem zespołów PlusLigi i I-ligowców?
Jan FIRLEJ: – Lubię grać, bo plaża to miły przerywnik. Między sezonami halowymi – w większym lub mniejszym stopniu – staram się grać. Dwa lata temu z Jankiem Królem (do niedawna atakującym VERVY Warszawa – przyp. red.) podjęliśmy wyzwanie i zaliczyliśmy prawie wszystkie turnieje plażowe, łącznie z mistrzostwami Polski. Lubię grę na piachu, bo mogę również atakować. Niemniej występy na plaży oraz w hali to dwie różne siatkówki. Słyszałem różne głosy o Letnim Grand Prix, które zostanie rozegrane na przełomie lipca i sierpnia. Ten termin jest dość nieszczęśliwy. Będziemy po trzech tygodniach przygotowań, ale w najważniejszym okresie pracy fizycznej i wykuwaniu kondycji.
Na pewno będzie mniej siatkówki, a więcej budowania siły. W tej sytuacji nie będziemy wysoko skakali czy błyskawicznie reagowali na wydarzenia na boisku, bo naszym priorytetem są występy w PlusLidze. Turniej pewnie będzie ciekawy, bo rozgrywany po raz pierwszy i na dodatek w blasku jupiterów i w obecności kamer telewizyjnych. Nie ma co się teraz zastanawiać. Trzeba będzie wyjść na piach i zmierzyć się z rywalami. Nie wiem jaka będzie jakość gry oraz poziom, ale o tym przekonamy się niebawem. Tylko proszę pamiętać, że my będziemy rozliczani z sezonu halowego, ale nie z Letniego Grand Prix.
Sporo się ostatnio działo wokół GKS-u, ale ostatecznie dokonano zmiany tylko trzech zawodników. Jak pan ocenia te ruchy kadrowe?
Jan FIRLEJ: – Najważniejsze, że trzon zespołu pozostał, dzięki czemu okres zgrywania się będzie chyba nieco krótszy. Prawie wszyscy się znamy i mieliśmy już okazję ze sobą pracować. Te niewielkie roszady działają na naszą korzyść i powinny być naszym atutem.
Dokonano trzech ciekawych transferów i moi nowi koledzy pewnie szybko wkomponują się do tej ekipy. Naszą dotychczasową dewizą była walka o każdą piłkę, niezależnie od tego, kto stał po drugiej stronie. I niech tak pozostanie, a jestem przekonany, że tak będzie.
siatka.org – Grzegorz Słaby: wykonano ogromna pracę, by zespół mógł funkcjonować
Jeszcze nie tak dawno nie było wiadomo, jak potoczą się losy siatkarskiego GKS-u Katowice, jednak po porozumieniu z Dustinem Wattenem, Emanuelem Kohutem czy Adrianem Buchowskim wydaje się, że kryzys został zażegnany. W klubie nie chcą już wracać do tamtych wydarzeń.
[…] – W klubie wykonano ogromna pracę, by ten zespół mógł funkcjonować i na dodatek musieliśmy się poruszać w określonych warunkach finansowych – jasno podkreślił Grzegorz Słaby, który dotychczas był II trenerem.
[…] – Udało się skompletować, moim zdaniem, więcej niż przyzwoity skład. Oczywiście, odszedł Rafał Szymura, nasz niekwestionowany lider w tych najtrudniejszych momentach. W 10 wygranych meczach, 5 razy był MVP, a ponadto był naszym najlepiej punktującym zawodnikiem. Teraz dobrze funkcjonującym kolektywem będziemy go chcieli zastąpić, a być może wykreuje się kolejny lider. Dokonaliśmy chyba najmniej zmian wśród ligowców i postaraliśmy się o zawodników, którzy w swoich poprzednich I-ligowych zespołach odgrywali wiodące role. Na rynku transferowym byliśmy ostrożni, ale moim zdaniem dokonaliśmy właściwych wyborów – skomentował szkoleniowiec.
GKS Katowice był jednym z pozytywnych zaskoczeń minionego sezonu PlusLigi. Czy podobny rezultat uda się osiągnąć i tym razem?
– Teraz najważniejsze, by wykonać tak pracę, by efekty było widać podczas sezonu. Liga będzie na pewno ciekawa, bo pojawiło się kilku nowych zawodników. Z sezonu na sezon poziom się wyrównuje i sam jestem ciekaw jak zaprezentuje się kilku Brazylijczyków, którzy, z powodu kryzysu u siebie, pojawili się nie tylko u nas, ale w całej Europie – dodał Grzegorz Słaby
HOKEJ NA LODZIE
sportdziennik.com – Dwaj bramkarze w GieKSie
Działacze i trenerzy GKS-u Katowice mieli nadzieję, że zdołają zatrzymać szwedzkiego bramkarza Robina Rahma. Ten otrzymał kilka propozycji i ofertę ze swojego byłego klubu odrzucił.
W GKS-ie szybko rozwiązano problem z golkiperami i zaangażowano 28-letniego Słowaka Juraja Simbocha oraz młodzieżowego reprezentanta kraju, Maciej Miarka. Ten pierwszy jest byłym bramkarzem młodzieżowej reprezentacji Słowacji, w ostatnich dwóch sezonach grał w Nitrze, z którą katowiczanie rywalizowali w Pucharze Wyszehradzkim.
Umową z GKS-em związał się również 19-letni wychowanek ŁKH Łódź, Maciej Miarka, który ostatnio reprezentował młodzieżowy zespół JKH GKS Jastrzębie oraz SMS PZHL.
– Po tych transferach newralgiczna pozycja bramkarzy została rozwiązana – przekonuje dyrektor sekcji hokejowej, Roch Bogłowski. – Juraj to solidna firma, dbająca o formę. Natomiast Maciej jest utalentowanym i obiecującym zawodnikiem.
Do tego duetu dołączy Marcin Wyśnik, najmłodszy w tym towarzystwie. Działacze dokonają jeszcze dwóch transferów: obrońcy i napastnika. W sierpniu na testy już na lodzie pojawią się zawodnicy Naprzodu Janów, bo z tym klubem GKS podpisał umowę o współpracy. Dopiero w późniejszym terminie należy się spodziewać jeszcze ewentualnych transferów zagranicznych. Jednak one stoją pod znakiem zapytania.
hokej.net – Z Sosnowca do Katowic. Stoklasa i Cunik wzmacniają GieKSę
Filip Stoklasa i Matej Cunik, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, dołączyli do GKS-u Katowice. Obaj zawodnicy podpisali roczne kontrakty. Stoklasa był w poprzednim sezonie był liderem Zagłębia Sosnowiec. Trener Marcin Kozłowski w zasadzie od niego zaczynał ustalanie meczowego składu.
Czeski skrzydłowy odpłacał mu się w najlepszy możliwy sposób, bo strzelał gole jak na zawołanie i notował też wiele kluczowych zagrań. Dość powiedzieć, że „Stoki” był najlepszym strzelcem i najlepiej punktującym zawodnikiem sosnowiczan. W 46 meczach zdobył 48 punktów za 24 bramki i 24 asysty.
Warto zaznaczyć, że Filip Stoklasa jest w Polskiej Hokej Lidze postacią dobrze znaną i w każdym zespole, w którym grał, osiągał solidną zdobycz punktową. Zresztą znakomicie oddają to statystyki, wszak w 213 spotkaniach zdobył 94 gole i zanotował 95 kluczowych zagrań.
[…] Z kolei Matej Cunik, który w przeszłości był młodzieżowym reprezentantem Słowacji (do lat 18 i 20) w poprzednim sezonie był jednym z mocniejszych punktów defensywy Zagłębia. 33-letni zawodnik rozegrał 44 mecze, w których zdobył 11 punktów za 2 bramki i 9 asyst.
[…] Kadra GKS-u Katowice na sezon 2020/2021 została już niemal skompletowana. Po rozpoczęciu przygotowań do sezonu kilku młodych zawodników przejdzie testy. Jeśli pokażą się z dobrej strony, zostaną w zespole na dłużej.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze