Dołącz do nas

Kibice Klub Piłka nożna Stadion

Nie tak miało to wyglądać… [RELACJA]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nareszcie nadszedł ten długo wyczekiwany dzień. Po 23 latach nasza GieKSa rozegrała spotkanie o punkty z Zagłębiem Sosnowiec. Mecz ten zyskał miano „Meczu Sezonu” i był bardzo poważnie traktowany przez oby dwie ekipy kibicowskie. Piękna słoneczna pogodna, pełny trybuny i świetna atmosfera – to był idealny dzień na mecz z rywalem zza Brynicy.

Przypomnijmy sobie jeszcze składy w jakich rozpoczęły ten mecz oby dwie ekipy:

GKS: Dobroliński- Pietrzak, Kamiński, Jurkowski, Czerwiński- Szołtys, Leimonas, Pielorz, Bębenek, Burkhardt, Goncerz.

Ławka rezerwowych: Kuchta, Wołkowicz, Zapotoczny, Duda, Frańczak, Trochim, Ciechański.

ZAGŁĘBIE: Gąsiński, Ninković, Sierczyński, Fidziukiewicz, Markowski, Ryndak, Dudek, Pribula, Mizgała, Matusiak, Budek.

Ławka rezerwowych: Fabisiak, Sołowiej, Fonfara, Arak, Margol, Tylec, Zaradny.

GieKSa od początku spotkania wyszła agresywny pressingiem co zwiastowało, że to będzie mecz walki. W pierwszej minutach dłużej przy piłce utrzymywało się Zagłębie, ale nie mieli sposobu na agresywnie grającą GieKSe. Oby dwie drużyny grały nie dokładnie przez co w pierwszych minutach meczu nie byliśmy świadkiem żadnej akcji podbramkowej. Pierwszy strzał w tym meczu oddało Zagłębie w 9 minucie, którego autorem był Łukasz Matusiak. Pierwszy celny strzał w tym meczu oddało Zagłębie, ale strzał był w sam środek bramki i pewnie obronił Rafał Dobroliński. Po kilku minutach walki w środku boiska, odważną akcją w ekipie gości popisał się Mizgała wywalczając rzut rożny dla swojego zespołu. Chwilę później GieKSa przeprowadziła groźną akcję, ale Bębenkowi nie wyszła centra w pole karne, która wylądowała za bramką Gąsińskiego. Bardzo groźnie było po strzale zawodnika Zagłębia, ale Dobroliński sparował piłkę i tylko szybka interwencja obrońcy zapobiegła bramce dla Zagłębia. Niestety zaraz potem z rzutu rożnego bramkę dla Zagłębia zdobył Konrad Budek. Dało się zauważyć, że to Zagłębie jest bardziej zdeterminowane by zdobyć bramkę co udało im się w 24minucie. Piłkarze GieKSy starali się szybko odrobić straty, ale strzał Leimonasa z główki był niecelny. Zagłębie nie rezygnowało z dalszym ataków czego efektem była bardzo ładna akcja zakończona strzałem z główki Fidziukiewicza. Piłkarze GieKSy nie poddawali się szczególnie widoczni byli Leimonas oraz Burkhardt, który oddał kąśliwy strzał w 36 minucie, ale niestety niecelny. GieKSa z minuty na minutę co raz bardziej się rozkręcała i w końcu udało się oddać pierwszy celny strzał, którego autorem był Filip Burkhardt. W pierwszej połowie nie wydarzyło się już nic ciekawego i to drużyna Zagłębia schodziła do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.

Przed drugą połową byliśmy świadkami jednej zmiany w GieKSie. Boisko opuścił Maciej Bębenek w jego miejsce pojawił się Adrian Frańczak. Początek drugiej połowy także nie był rewelacyjny w przypadku GieKSy, dalej mnożyły się niedokładne podania do partnerów. Dało się zauważyć, że w szatni GieKSy padły ostre słowa, ponieważ to katowiczanie przejęli inicjatywę w tym meczu i prowadzili grę z której na razie nie wiele wynikało. Zagłębie jednak dalej było groźne a nasza obrona nie grała tak jak tego byśmy oczekiwali czego efektem był bardzo groźny strzał Fidziukiewczia. w 62 minuty byliśmy świadkami drugiej zmiany w GieKSie słabo grającego Szołtysa zmienił Daniel Ciechański. W 73 minucie Zagłębie przeprowadziło pierwszą zmianę Mizgałę zmienił Margol. Mijały minuty a w grze GieKSy nie można było dostrzec jakiś pozytywów. Zagłębie wyraźnie się cofnęło na własną połowę i grali z kontry. W 82 minucie byliśmy świadkami zmian w oby dwóch ekipach. W Zagłębiu zszedł z boiska Fidziukiewicz w jego miejsce pojawił się Arak. Natomiast w GieKSie Leimonasa zmienił Wojciech Trochim. GieKSa starała się zagrozić bramce Zagłębia, ale strzały katowiczan były za słabe by mogły stworzyć trudności Gąsińskiemu. W 85 minucie Zagłębie przeprowadziło ostatnią zmianę. Na boisku pojawił się dobrze znany w Katowicach Grzegorz Fonfara, który zmienił Dudka. Piłkarze GieKSy w końcówce wzięli się do roboty, ale po strzale głową Grzegorza Goncerza piłka uderzyła w słupek bramki Zagłębia. Wejście Trochima na boisko ożywiło całą drużynę GieKSy jak i trybuny, które już chyba przestawały wierzyć w zwycięstwo. Gra z kontry Zagłębia mogła dać im bramkę, ale z 7 metrów piłkarz Zagłębia nie trafił w ogóle w bramkę strzeżoną przez Dobrolińskiego. GieKSa w końcowych momentach grała znacznie odważniej przez co w polu karnym Zagłębia można było zobaczyć Kamińskiego. W doliczonym czasie gry znakomitą akcję GieKSy zepsuł Frańczak dogrywając zbyt wysoko do partnerów. Niestety pomimo dalszych ataków GieKSy nie udało się strzelić bramki rywalom. GieKSa w marnym stylu przegrywa z Zagłębiem Sosnowiec 1:0.

Niestety po 23 latach GieKSa przegrywa z rywalem zza Brynicy 1:0. Zagłębie okazało się rywalem bardziej zdeterminowanym i lepszym piłkarsko zespołem. W naszej grze było zbyt dużo niedokładności oraz złych decyzji. Pozostaje nam czekać tylko na rewanż na Stadionie Ludowym.

 

10 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

10 komentarzy

  1. Avatar photo

    carra23

    8 sierpnia 2015 at 20:55

    Szkoda godac!!!

  2. Avatar photo

    rudi

    8 sierpnia 2015 at 20:58

    Brawo pajace z sektora C . Rzucać listewkami i racami każdy umie .Może byście tak pomogli innym ekipom na dzielnicach jak jesteście takie kozaki i siła was rozpiera . Wystarczy popytać . W klubie się nie przelewa a będą kary finansowe . Nie mówiąc że prawdopodobnie nie pojedziemy do Gdyni .

    Rudi (34 sezony na GieKSie)

  3. Avatar photo

    lukasz

    8 sierpnia 2015 at 21:15

    Przylaczam sie do Rudiego. „BOHATEROWIE” z sektora C, za to co zrobiliscie zakaz dozywotni na GieKSe. Rzucac flagami klubowymi i Herbem Kozaki poteaficie, Wypierdalac z B1 !!! Kary beda jak nic ale przekaz poszedl na Polske ze banda kilku niedorozwinietych idiotow moze zaczac rzucac racami a potem walic jak barany w plot i rzucac flagami w ochrone. Jestescie Popierdoleni i to przez takich jak Wy klub bedzie stac w miejscu !!! A do pozostalych na Blaszoku – jesli wiece kto to byl to nalezy spuscic taki wpierdol zeby wiecej ta zaraza na mecz nie przyszla….. Odnosnie gry bez komentarza …

  4. Avatar photo

    lukasz

    8 sierpnia 2015 at 21:20

    i jeszcze jedno – takie zachowania nalezy pietnowac bo pilkarzy rozliczac umiemy a kibivcowsko przez tych pojebow niestety mimo zajebistej oprawy, wiekszosc zapamieta z powodu rzucanych rac i proby sforsowania ogrodzenia. Zaplacic za te wyrwane krzeselka !!!

  5. Avatar photo

    Jarecki

    8 sierpnia 2015 at 21:25

    Grali mizernie po zmianach ciut lepiej.Caly zespol na wielki wielki minus. Morze pracy przed zawodnikami.
    Ps. Deptac SWOJE barwy to jest juz szczyt debilizmu. Jestescie z siebie zadowoleni?! Jeztescie z tego dumni?! Banda debili baz kszty rozunu

  6. Avatar photo

    roberto

    9 sierpnia 2015 at 12:36

    dziekowac kibicom bo pokazali sie na prawde z dobrej strony przez kilku debili zamkna nam stadion policja wnioskujo o zamkniecie na 3 mecze i na pewno wojweoda zamknie Dzieki

  7. Avatar photo

    tom

    9 sierpnia 2015 at 12:47

    Jaka drużyna tacy kibice.

  8. Avatar photo

    Gieksiarz

    10 sierpnia 2015 at 09:28

    Burkhardt w jednym z wywiadów dla GieKSy mówił, iż dziwi się, że z tak młodym zespołem mamy ambicje ekstraklasy … wszystko w temacie.

  9. Avatar photo

    Gieksiarz

    10 sierpnia 2015 at 09:34

    potwierdza się stara maksyma, iż lepsza jest jakość (2,5 tys Kibiców i Sympatyków GiekKSy na szpilu) niż ilość (pełny stadion Kibiców i Sympatyków GieKSy + kilku debilów nie wiadomo skąd) .Swoką drogą miało być śiwto na B1 a jak zwykle kilku debili prócz piłkarze GieKSy zepsuli wszystko.

  10. Avatar photo

    Gieksiarz

    10 sierpnia 2015 at 09:35

    potwierdza się stara maksyma, iż lepsza jest jakość (2,5 tys Kibiców i Sympatyków GiekKSy na szpilu) niż ilość (pełny stadion Kibiców i Sympatyków GieKSy + kilku debilów nie wiadomo skąd). Swoją drogą miało być święto na B1 a jak zwykle kilku debili plus piłkarze GieKSy zepsuli wszystko.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga