Kibice Piłka nożna
Głos kibiców po spotkaniu z Okocimskim
Na niespełna 24 godziny przed rozpoczęciem meczu z Okocimskim, kibicom ciśnienie podniósł wojewoda, który to zamknął „Blaszok”.
To nie był jednak koniec złych wiadomości na ten weekend.
GieKSa po raz pierwszy w lidze przegrała przy Bukowej i to z ostatnią drużyną w tabeli 0-1.
Mając na uwadze fakt, że GKS Katowice mierzy w awans do ekstraklasy wynik ten jest nie małą sensacją.
Jak przyjęli go katowiccy fani?
Przeczytajcie.
SKalpel
Wyładowując swoje emocje , powiem KURWA MAĆ , zarazem dziękując piłkarzom za profesjonalizm (Fortunę itp) oraz szybkie wyleczenie ze złudzeń …
Czy mógłby ktoś zapodać kursy u buka GieKSa-Okocimski (2) oraz Bełchatów-Chojniczanka (2) .
Teraz już mogę oficjalnie napisać , awansuje Bełchatów i Łęczna (chyba że z tych klubów wycofają się niespodziewanie sponsorzy)
JACA
Niech dzisiejszy dzien bedzie nauczka dla wszystkich tych którzy pisali o jednostce treningowej, o intensywnym treningu strzeleckim i ile to goli strzelimy ogorkom z Brzeska.I moze do niektórych w końcu dojdzie że z tym składem personalnym mrzonki o awansie to tylko sfera zyczeń kibiców jednak z realizmem nie ma to nic wspólnego.
żywiec
Ochłonąłem ( nie do końca ale …)
Nigdy tego o naszych kopaczach nie napisałem ( 20 lat na bukową chodzę) ale ten mecz został oddany ( ustawiony w STS ) !!!
Oni nawet przez 1 minute nie próbowali walczyć !!! Karny był dla nich szokiem i go spie…..li !!! Ostatnie minuty a oni grają do tyłu !!!
Brzesko to jeden z najgorszych zespołów jaki gościł w tej dekadzie na Bukowej – w 4 Lidze połowa grała lepiej, a mimo to oni to przegrali !!!
Dramat !!!!
Bhoy
Wołkowicz wolniejszy ode mnie. Napa kopie sie po czole, Skrzypczak statystuje, Wróbel biega ale celności zero. Pitry potyka się o własne nogi i piłkę. Kurwa płakać sie chce!! Z przodu to jest paraolimpiada..
Dziki
Wiedziałem, że jestem przesadnie pierdolnięty na punkcie GieKSy, ale dziś cierpię w sposób niewyobrażalny. Od dwóch godzin gapię się w monitor, czytam i nic kurwa nie rozumiem… Przez 20 lat wkurwiony po meczach GKS-u byłem wielokrotnie… Ale takiego zawodu, po takim oczekiwaniu sobie nie przypominam… Co się kurwa stało?!
kattowitz
DRAMAT!! Banda ciuli z naszych piłkarzy. Mecz, który mieli wygrać i to wysoko totalnie olali, nawet nie próbowali atakować. Dostali karnego, a i tak udało im sie go spartaczyć. Nawet w juniorach uczą, że tak się karnych nie strzela. Myślałem, że od początku meczu będą atakować, a tu ZERO akcji, przewracali się o własne nogi, podania nie wiadomo do kogo, brak przyjęcia piłki, wykonywanie rzutów rożnych beznadziejne itd. Jak dla mnie mecz specjalnie oddany bez walki i to z ostatnią drużyną w tabeli!. Za tydzień Bełchatów rozjedzie tych pajaców. Szkoda tylko, że z nas zrobili sobie dzisiaj jaja i w tym szczególnym roku gdy obchodzimy 50-lecie, popsuli nam taki fajny jubileusz. Jeżeli ktoś po blamażu w Nowym Sączu liczył jeszcze na awans to teraz może liczyć o walke przed spadkiem. Drużyna nic nie warta.
Scarface WNC
Tej kopaniny nie dało się oglądać!
Zero jakiegoś pomysłu i brak zaangażowania.
Ich bieganie po boisku ( bo inaczej tego nie można nazwać) to wyglądało jakby pierwszy raz ze sobą grali!
Indywidualnie to nawet nie ma po co każdego oceniać, po prostu ZERO!
A co do przyszłego meczu z Bełchatowem to trzeba ich odwiedzić na treningu i postawić jasne ultimatum na te niedzielne spodkanie…
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

elo
17 marca 2014 at 11:13
po pierwszej połowie trybuny powinny byc puste bo to były jaja a nie gra i to w chuj duze jak nie chca grac to won
banik12
17 marca 2014 at 15:46
Następnym razem ta banda skurwieli niech da znać kiedy BĘDZIE CHCIAŁA mecz przegrać,też się do bukmachera wybiore,sprzedawczyki i basta
gobert
17 marca 2014 at 16:33
Do tych komentarzy nic już nie trzeba dodawać chodzę na GieKSę _35 lat ale takiego zaangażowania w grę piłkarzy nie widziałem, tu można pisać różne rzeczy ale o ile to ktoś z nich przeczyta oni robią sobie jaja z kibiców i klubu.
MAJCK
17 marca 2014 at 19:35
Dz za komentarze nic dodać nic ująć myślę że przeczytali to nasi piłkarze jak i władza GIEKSY .P.BERNARD może ma rację nie ma po co przychodzić na bełchatów.:)
hanys
18 marca 2014 at 08:09
Witam, ciekawi mnie tylko o co chodzi z tą ich grą czy jest to konflikt z trenerem i chcą się go pozbyć czy faktycznie ten mecz był ustawiony bo nie chce mi się wierzyć żeby byli aż tak słabi. Ruszali sie jakby całą zimę przesiedzieli przed telewizorami. Może oni nie chcą awansować moze starzy wyjadacze jak Pitry, Fonfara ,Gancarczyk, Wróbel, boja sie o swoje miejsca w drużynie na wypadek awansu …
gobert
18 marca 2014 at 09:31
Lechu do meczu z Lęczna tylko juniorzy i rezerwa mnie interesuje tam będe-po trzech wyjazdach pierwszej drużyny zobaczymy ich grę i ilość punktów
Macher
18 marca 2014 at 13:58
Może warto by podsumować kibiców… bo moim zdaniem to była żenada na 5 i 6 sektorze(byłem na 5). Aż mi się kurwa nie chciało drzeć jak widziałem wokół piknik. Rozumie że blacha była zamknięta ale to nie zwalnia od dopingu. Najgłośniej to chyba było na koniec meczy jak były gwizdy… to ma być wsparcie dla piłkarzy? Przerwy minutowe, Brzesko głośniejsze od nas, nawet bajtle były głośniejsze…
masi74
18 marca 2014 at 19:02
Cześć Wam wszystkim.Jestem również już wieloletnim i stałym kibicem Gieksy.Zgadzam się z moimi kolegami co do meczu.Był on do d..y.A co do ustawiania meczów to jest już standard i to nie tylko w Gieksie.Mecz był do przewidzenia bo przecież jak tu nie dać wygrać i dostać za to kasę skoro w Gieksie jej niema a Urząd Miasta nie chce dać a i goście od marketingu lub menadzerowie klubu albo kto się tym całym bajzlem zajmuje nie kwapią się,żeby w ogóle pozyskiwać nowych sponsorów bo po co.Nie chce tu obrażać klubu moimi słowami ale trzeba być ślepym,żeby tego nie zauważyć.Niech od razu prezes Cygan powie,że Ekstraklasie mają w tym lub przyszłym roku w d…e i tyle.A co do piłkarzy jak nie chce im się grać bo płaczą,że nie dostają pełnego wynagrodzenia to niech idą na kopalnie z………ć na dole.Bo na więcej ich nie stać i żaden z nich Ronaldo nie będzie taką grą.Żeby nie strzelić karnego!Ok!Ronaldo,Messi mogą się na to pozwolić bo ich na to piłkarsko stać ale Gieksa,która chce wejść do Ekstraklasy raczej nie.Ale co do karnego.To nie był strzał to była kpina i oddanie go Brzesku.Każdy głupi by to zauważył.Mój 9 letni syn by to lepiej strzelił ale jemu by zależało i nie musiał by sprzedawać meczu.Chętnie porozmawiał by z członkami klubu i może ja nie jestem gościem do marketingu ale szybciej załatwiłbym Gieksie sponsora niż oni.Ja nikogo nie oskarżam ani nie posądzam tylko stwierdzam co myślę ja i mój 9 letni syn i kibice tutaj na forum.Dziękuję i proszę o komentarze do mojej wypowiedzi.
mzG
19 marca 2014 at 01:30
pan niżej chyba zachłał 🙂
jak można powiedzieć, że klub nie stara się o sponsora kiedy od kilku miesięcy pozyskujemy ich więcej niż na przestrzeni ostatnich kilku lat?
Co do karnego to w przerwie lepiej strzelał jeden z kibiców. To co zrobił Duda to parodia i powód do wywalenia ze składu.
na szczęście do zdrowia wrócił Adrian Jurkowski a Pietrzak nie zagra i może w końcu coś się uda zdziałać. niestety na ten moment Napierała -ławka!