Dołącz do nas

Hokej Kibice Klub Piłka nożna Siatkówka SK 1964 Społecznie Szachy Zapasy

Apel sportowców do kibiców i informacje z miasta – koronawirus

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Koronawirus coraz mocniej utrudnia życie nam wszystkim. Poniżej prezentujemy apel sportowców GKS Katowice do kibiców oraz informacje przesłane nam przez Urząd Miasta Katowice z prośbą o rozpropagowanie wśród wszystkich sympatyków GieKSy.

„Jest nam przykro, że zagramy bez kibiców”. Sportowcy GKS-u Katowice z apelem do fanów

​- Sytuacja nie jest dla nas szczęśliwa i każdemu z nas jest przykro, że będzie musiał zagrać przy pustych trybunach. Jednak zdajemy sobie sprawę, że sytuacja panująca na całym świecie jest poważna. Nie zmienia to faktu, że wciąż będziemy starać się o zwycięstwa – przekonywał w specjalnym materiale naszego klubu Jakub Jarosz, kapitan siatkarskiej drużyny GKS-u Katowice. Ze względu na ostatnie wydarzenia związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Polsce i na całym świecie podjęto szereg działań mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19. Jednym z nich było odwołanie imprez masowych na terenie naszego kraju, co odbiło się na całym polskim sporcie.​

Na tę chwilę wiadomo, że piłkarki, piłkarze i siatkarze GKS-u Katowice rozegrają swoje najbliższe spotkania bez udziału publiczności. Zmagania w sezonie 2019/2020 zakończyli natomiast hokeiści GieKSy; Zarząd Polskiej Hokej Ligi po konsultacji z klubami, które awansowały do półfinałów play-off Polskiej Hokej Ligi, postanowił zakończyć z dniem 11 marca br. sezon rozgrywkowy i przyznać miejsca medalowe według punktacji, którą kluby uzyskały po fazie zasadniczej i meczach ćwierćfinałowych PHL. GKS Katowice zakończył rozgrywki na trzecim miejscu ex aequo z JKH GKS-em Jastrzębie. – To ciężka decyzja dla nas, jak i dla włodarzy ligi. Jest w pełni zrozumiała i podjęta z rozsądkiem – mówił kapitan hokejowej drużyny GKS-u Katowice Grzegorz Pasiut.

https://www.facebook.com/GKSKatowice/videos/542064576433433/

. Jeśli film się nie wyświetla kliknij tutaj.j

Komunikat Prezydenta Miasta Katowice Marcina Krupy o bieżącej sytuacji dotyczącej Katowic
w kontekście koronawirusa [stan na 11 marca (środa), godzina 12.00]

W Katowicach aktualnie nie ma żadnej osoby hospitalizowanej w kierunku koronawirusa. Wszelkie służby
w Katowicach są postawione w stan szczególnej gotowości. Także Komenda Miejska Policji w Katowicach, jak i Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach są przygotowane, by w razie konieczności wspierać służby medyczne i Sanepid w realizacji ich zadań. Za działania epidemiologiczne odpowiada administracja rządowa.

Obecnie kluczowe znaczenie mają szeroko zakrojone działania profilaktyczne, przestrzeganie wydawanych zaleceń oraz zachowanie spokoju. W trosce o zdrowie mieszkańców i porządek publiczny Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa wydał szereg zaleceń, które przedstawiamy poniżej wraz z ogólnymi zaleceniami służb sanitarnych.

EDUKACJA

Decyzją Ministra Edukacji Narodowej od 12 do 25 marca br. funkcjonowanie jednostek systemu oświaty zostaje czasowo ograniczone. Oznacza to, że w tym okresie przedszkola, szkoły i placówki oświatowe zarówno publiczne, jak i niepubliczne nie będą prowadziły zajęć dydaktyczno-wychowawczych. 12 i 13 marca to dni przejściowe, w których w przedszkolach i szkołach podstawowych nie będą odbywały się zajęcia dydaktyczno-wychowawcze, a działania opiekuńcze.
Od 12 marca br. uczniowie szkół ponadpodstawowych nie przychodzą do szkół. Od poniedziałku, 16 marca wychowankowie i uczniowie nie przychodzą do przedszkoli i szkół. Zawieszenie dotyczy funkcjonowania szkół, przedszkoli oraz placówek pracy pozaszkolnej. Wszystkie szkolne spotkania, imprezy, zebrania, zajęcia pozalekcyjne od 12 marca włącznie zostają odwołane. Katowickie placówki opieki nad dziećmi w wieku do lat 3, w tym: żłobki publiczne i niepubliczne oraz kluby dziecięce, będą zamknięte od 12 marca (czwartek) włącznie!

KULTURA

Decyzją Prezydenta Miasta Katowice do odwołania zostaje zawieszona działalność kulturalna miejskich instytucji kultury (łącznie z ich filiami/oddziałami) tj.: Katowice Miasto Ogrodów – Instytucja Kultury im. K. Bochenek, Śląski Teatr Lalki
i Aktora „Ateneum”, Zespół Śpiewaków Miasta Katowice Camerata Silesia, Muzeum Historii Katowic, Galeria Sztuki Współczesnej BWA, MDK Ligota, MDK Koszutka, MDK Bogucice – Zawodzie, MDK Szopienice – Giszowiec, MDK Południe. Ponadto Miejska Biblioteka Publiczna wstrzymuje wypożyczanie książek. Czytelnikom nie będą naliczane kary za nieterminowe zwroty.

POLITYKA SPOŁECZNA, POMOC SPOŁECZNA

Urząd Miasta Katowice wydał poniższe zalecenia dla realizatorów zadań zlecanych przez Miasto Katowice na rzecz mieszkańców. W przypadku wszelkich zapytań należy kontaktować się z konkretnymi podmiotami prowadzącymi daną działalność.

  • Ograniczenie spotkań, zajęć, imprez dla seniorów, w tym w szczególności zawieszenie działalności klubów seniora,  uniwersytetów trzeciego wieku, zajęć sportowych dla seniorów, programu „ złota rączka”.

  • Zaleca się częściowe zawieszenie działalności dziennych domów pomocy społecznej, za wyjątkiem udzielania posiłków na miejscu i na wynos.

  • Zawieszenie zajęć dla niepełnosprawnych mieszkańców miasta Katowice, w tym w szczególności udział
    w Warsztatach Terapii Zajęciowej, Środowiskowych Domach Samopomocy, Ośrodkach dla Osób Niepełnosprawnych, Ośrodkach 24+, zajęć popołudniowych dla osób niepełnosprawnych.

  • Zawieszenie działalności placówek wsparcia dziennego, w tym świetlic i klubów młodzieżowych oraz placówek pracy podwórkowej prowadzonych zarówno przez MOPS w Katowicach, jak i organizacje pozarządowe.

  • Wstrzymanie odwiedzin w publicznych i niepublicznych domach pomocy społecznej, całodobowych placówkach opiekuńczo-wychowawczych, mieszkaniach chronionych, placówkach dla bezdomnych, innych placówkach całodobowej pomocy społecznej.

  • Ograniczenie do minimum wyjść na zewnątrz, tylko w szczególnie uzasadnionych przypadkach, podopiecznych
    z publicznych i niepublicznych domów pomocy społecznej, placówek opiekuńczo-wychowawczych, mieszkań chronionych, placówek dla bezdomnych, innych placówek całodobowych pomocy społecznej.

W przypadku kwestii dotyczących pomocy społecznej należy kontaktować się z MOPS Katowice, tel. 32 251 69 00.

SPORT

W związku z rekomendacją Ministerstwa Sportu i Turystyki, w celu zapobiegania rozprzestrzenianiu się koronawirusa, ograniczenia jego skutków zdrowotnych i społecznych, zaleca się podmiotom prowadzącym i organizującym działalność w zakresie sportu, odwołanie wszystkich imprez i zajęć sportowych. Rozgrywki sekcji sportowych GKS Katowice odbywać się będą bez udziału publiczności.

URZĄD MIASTA KATOWICE – OBSŁUGA MIESZKAŃCÓW

Urząd Miasta Katowice (wraz ze swoimi jednostkami) prowadzi normalną obsługę mieszkańców przy jednoczesnym wdrożeniu działań mających na celu zminimalizowanie ryzyka ewentualnej infekcji.

  • Została znacząco zwiększona częstotliwość czyszczenia/dezynfekcji budynków urzędu – a w szczególności miejsc najczęściej używanych/dotykanych przez Klientów Urzędu – w tym klamki, blaty, poręcze.

  • Przy stanowiskach obsługi Klienta zostaną zamontowane panele plexi minimalizujące kontakt pracowników
    z Klientami Urzędu.

  • Apelujemy do Klientów Urzędu o ograniczenie do niezbędnego minimum wizyt osobistych w Urzędzie i siedzibach jednostek. Przypominamy o możliwości załatwienia spraw w formie elektronicznej, telefonicznej, drogą pocztową lub poprzez e-PUAP i SEKAP. Zgodnie z zaleceniami Głównego Inspektora Sanitarnego przy bezpośredniej obsłudze należy zachować odpowiedni dystans zarówno od pracowników, jak również innych osób oczekujących na obsługę.

  • Pracownicy Urzędu Miasta Katowice ograniczają do niezbędnego minimum spotkania, konferencje, podróże służbowe, wydarzenia z udziałem większej ilości osób – na rzecz pracy zdalnej i komunikacji telefonicznej lub mailowej czy też w formie wideokonferencji.

DODATKOWE ZALECENIA PROFILAKTYCZNE POZWALAJĄCE MINIMALIZOWAĆ RYZYKO ZARAŻENIA:

  • Apelujemy o częste mycie rąk ciepłą wodą z mydłem przez 30 sekund oraz unikanie dotykania ust, oczu i nosa.

  • Apelujemy o unikanie dużych skupisk ludzi, miejsc publicznych. W szczególności zalecenie to dotyczy seniorów, dzieci i osób, które cierpią na inne choroby wpływające na osłabienie odporności.

  • Apelujemy o regularne dezynfekowanie telefonów komórkowych

  • Apelujemy do mieszkańców o niekorzystanie z suszarek do rąk w toaletach (w miejscach publicznych, centrach handlowych itp.) – a jednocześnie apelujemy do gospodarzy obiektów o wyłączenie tych urządzeń.

  • W przypadku stwierdzenia u siebie objawów, które mogą przypominać objawy koronawirusa (głównie: gorączka, suchy kaszel, duszności, bóle mięśni) należy w pierwszej kolejności skontaktować się z Powiatową Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną (kontakt telefoniczny: pn – pt od godz. 7.00 do godz. 15.00 tel: 32 253 24 61, 32 253 24 99, 32 253 24 58; całodobowa infolinia: 660 686 917). Na podstawie rozmowy i oceny indywidualnej sytuacji zostaną podjęte decyzje co do dalszych działań. Kontaktować powinny się także osoby wracające z krajów, w których istnieją zwiększone ogniska koronawirusa (w szczególności: Chiny, Włochy, Francja, Niemcy, Iran, Korea Południowa, Hiszpania, USA, Szwajcaria, Japonia, Norwegia, Wielka Brytania, Holandia, Dania, Szwecja, Austria).

  • Apelujemy do pracodawców o niedopuszczanie do pracy pracowników wracających z krajów zagrożonych koronawirusem – tacy pracownicy powinni w pierwszej kolejności kontaktować się z Powiatową Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną i przestrzegać zaleceń.

  • Apelujemy do organizatorów zgromadzeń publicznych, by w miarę możliwości odwoływali tego typu wydarzenia.

  • Apelujemy do zarządców budynków mieszkalnych, obiektów komercyjnych i biurowych o zwiększenie częstotliwość mycia/dezynfekowania elementów często dotykanych przez ludzi (np. poręcze, klamki itp.).

  • Apelujemy o załatwianie wszelkich spraw (urzędowych, zawodowych, osobistych) w miarę możliwości – telefonicznie lub drogą elektroniczną (mail, telekonferencja).

  • W zakresie bieżących informacji apelujemy o korzystanie wyłącznie z oficjalnych źródeł – są to m.in. ogłoszenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego (www.gis.gov.pl) oraz Ministerstwa Zdrowia (www.gov.pl/koronawirus). W Internecie rozpowszechnianych jest wiele nieprawdziwych informacji, które pozostają w sprzeczności z faktami naukowymi.

  • Noszenie maseczek jest uzasadnione wyłącznie w przypadku osób chorych, które kaszlą i kichają (maseczka pozwala ograniczyć rozpowszechnianie się wirusa). Zdrowe osoby nie powinny nosić maseczek.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Od razu humor lepszy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wygrać z Widzewem to zawsze coś pięknego. W mojej próżności kibicowskiej co jakiś czas pojawia się jakaś drużyna, z której niepowodzeń cieszę się szczególnie. Nie chce mi się udawać tutaj jakiejś wielkiej klasy i kreować się na nie wiadomo kogo. Jako ludzkość tak mamy w swojej specyfice, że tzw. schadenfraude istnieje i jedyne, co z tym ktoś może zrobić – i wiele ludzi robi – to po prostu mydli oczy całemu światu kreując się właśnie na kogoś innego. Oczywiście zawsze lepszego, niż jest w rzeczywistości. Kibicowanie jest stosunkowo bezpiecznym miejscem, żeby realizować swoje różne ciemne uczucia. Wszelkie antagonizmy, szowinizmy to danie upustu swoim historiom i nieraz może być grubo i gorąco. Problem pojawia się, kiedy ktoś to zaczyna traktować śmiertelnie poważnie. I wiemy, że oczywiście takie osoby są. Futbol to zabawa, choć poważna. Najbardziej poważna z niepoważnych rzeczy tego świata.

Te moje radości z niepowodzeń innych nie są jednak zawsze typowe dla kibica GKS. Na przykład niespecjalnie mnie cieszą porażki czy niepowodzenia Ruchu Chorzów. Mam kompletnie do tego neutralny stosunek. No może na jakiś minimalny minusik. Ale jeśli awansowaliby do ekstraklasy i mielibyśmy się z nimi mierzyć – nie martwiłbym się z tego powodu. Może też dlatego, że nie sądzę, by awansowali.

Po pamiętnych „brudnych pazurach” takim klubem była też dla mnie Arka Gdynia. Więc fajnie było, jak po porażce z nami w barażu nie awansowali do ekstraklasy, no i szkoda, że później awans nastąpił. Ale „karencja” w moich emocjach się zakończyła i w trakcie sezonu wrócił neutralny stosunek do gdynian. Nie cieszyłem się z ich spadku jakoś szczególnie. Podobnie było z Wisłą Kraków, ale teraz widząc jak ten zespół dobrze gra i jest bardzo sensownie prowadzony – również nie mam specjalnie negatywnych odczuć. I czeka nas trudne zadanie w grudniu.

Widzew to sytuacja szczególna. Poziom zadufania łódzkich kibiców, tzw. fanbazy i przeświadczenie o swojej wielkości jest (a w zasadzie chwilowo: był) tak wielki, że po prostu miło się patrzy na to systematyczne sprowadzanie na ziemię. GieKSa w Łodzi przegrała w dwóch poprzednich sezonach i ileż to ja tam się nasłuchałem o tym, jak to Widzew zaraz zaatakuje puchary, a wręcz się będzie włączał do walki o mistrzostwo. Wydawało się, że po zwycięstwie z GKS są już dosłownie o krok od Ligi Mistrzów. Uzasadniać to miały oczywiście wielkie pieniądze i wspaniałe transfery. No bo przecież ściąganie takich piłkarzy jak Mariusz Fornalczyk, który brylował w Koronie czy Sebastian Bergier, artystów pokroju Kornviga czy Leragera, a jakiś czas temu reprezentantów – Drągowskiego, Wiśniewskiego czy Świderskiego pokazywało, że w Łodzi tworzy się prawdziwy dream team. Niestety – jak się okazało – był to tylko wet dream.

(Boże, jak ja nie lubię tego określenia, ale tu mi pasuje do gry słów).

Dlatego to zderzanie się z rzeczywistością łódzkiego klubu jest miłe dla oka. Po prostu jak ktoś cwaniakuje i uważa się za lepszego od innych i że z urzędu mu się wszystko ułoży jak w bajce, to potem przychodzi proza życia, ciężka harówa i to, że jak mawiał klasyk „nazwiska w piłce nie grają”. Pieniądze też. I w życiu również nie grają pozory. Mogą one na chwilę zaciemnić obraz, ale zawsze na końcu wybiją się po prostu prawdziwe, merytoryczne wartości.

Oczywiście obecnie te opinie są biegunowo inne, bo przecież kibice Widzewa widzą, co się dzieje. Jedno zwycięstwo w trzynastu meczach, często dość kuriozalne tracenie punktów, ich straty w końcówkach meczów (zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz) sprawiają, że Łodzianie znów kręcą się w okolicach strefy spadkowej. Ich szczęściem jest to, że raczej remisują niż przegrywają i te ciułane punkciki ostatecznie jednak dużo dają w kwestii pałętania się w ogonie tabeli.

Tak więc sumarycznie, jeśli ktoś uzna to moje podejście za małostkowe, proszę bardzo. Jest takie.

Oczywiście to mniej istotny aspekt sobotniego meczu. Ważniejszym miało być po prostu zwycięstwo GieKSy. Po ostatnich porażkach potrzebowaliśmy trzech punktów jak tlenu – nie tylko do tabeli, ale także dla morale zespołu i kibiców.

Przyjechał Widzew, który – no właśnie – to co napisałem o zderzaniu się z rzeczywistością to jeden aspekt. Drugim jest to, że jednak ta jedna wygrana w sezonie to też jest pewna anomalia jak na tę kadrę. Widzew nie jest przecież aż tak słaby, żeby wygrać zaledwie raz na dwanaście (stan przed meczem z GKS). Widziałem wszystkie mecze RTS w tym sezonie, oprócz tego z pierwszej kolejki z Motorem. Fakt, że Łodzianie większość meczów zremisowali też nie bierze się z niczego. Dodatkowo potrafili mieć sporo dobrych momentów w tych meczach. Ze Śląskiem grając praktycznie cały pojedynek w dziesiątkę strzelili na wyjeździe trzy bramki i byli bliscy zwycięstwa. Z Lechem toczyli bardzo wyrównany bój i klops Drągowskiego zadecydował o porażce. Zagrali bardzo dobry mecz na Legii. Ostatni u siebie z Górnikiem też był niezły.

Więc Widzew to też nie są żadne ogóry. Uważam, że stać ich na normalny środek tabeli, a może nawet minimalnie górną połówkę.

I to też goście pokazali w Katowicach. Dla GieKSy był to mecz piekielnie trudny. Nasz zespół miał pewien problem z wejściem w to spotkanie, gra była w pierwszej połowie jakaś niemrawa, nie stwarzaliśmy zagrożenia pod bramką rywala. Widzew był aktywny, potrafił wyjść spod pressingu, dobrze rozprowadzali piłkę po bokach czy prostopadle. Do tego byli dynamiczni. Ewidentnie brakowało im jakości w wykończeniu, więc po ananasach typu Akere czy Bukari, teraz kibice z Łodzi muszą patrzeć na wyczyny niejakiego Biuka.

Mieliśmy trochę szczęścia. Znów – jak ostatnio w każdym meczu – Pau Resta miał momenty nieogarnięcia i rywal stwarzał zagrożenie. Przeciwnik był jednak mocno nieskuteczny, na posterunku był też Gabriel Kobylak, który jednak trzeba powiedzieć, że jest naprawdę pewnym punktem drużyny.

Na szczęście w pewnym momencie zaczęliśmy atakować śmielej. Była ta centra z wolnego Nowaka na głowę Galana i słupek, a zaraz potem Ilja strzelał prosto w bramkarza. No i wisienka – nomen omen – pierwszej połowy, czyli kapitalna akcja bramkowa. Kacper Łukasiak zapatrzył się chyba na Bartka z Zabrza, bo zagrał na Ilję Szkurina bardzo podobną piłkę. Tym razem nasz napastnik jednak nogą, a nie głową – wyprzedził Drągowskiego i wystawił Nowakowi do pustej bramki, a nasz najlepszy zawodnik tylko dołożył nogę. Wykorzystaliśmy włoską wiedzę Przemysława Wiśniewskiego, bo jak mawia legenda, w Italii uczono go, by w takiej sytuacji stać jak słup soli i podziwiać kunszt Pana Bartosza Nowaka.

Prowadziliśmy do przerwy, choć wcale prowadzić nie musieliśmy. Dlatego ten wynik był tak bardzo cenny.

Na początku drugiej połowy, również wybronił nas strażnik Gabriel, bo niestety dalej nie ustrzegaliśmy się błędów w defensywie. Na szczęście ofensywa robiła show. Tak jak pisałem po Koronie, brakuje nam często tych soczystych dośrodkowań w pole karne. Tym razem Mateusz Kowalczyk – ponawiając atak – z powietrza kopnął piłkę na tyle mocno, że dał szansę przejścia futbolówce przez większość piłkarzy. Ta trafiła do Bartka, a ten już wiedział, co z nią zrobić. Przy wydatnej pomocy Papanikolaou piłka wpadła do bramki, a gdyby wzrok mógł zabijać, to Drągowski byłby istnym Bazyliszkiem dla Greka. Po chwili kolejną kapitalną akcję rozpoczął Nowak, Sebastian Milewski piętą odegrał do Szkurina, Ilja dwukrotnie strzelał i w zamieszaniu podbramkowym Bartek na spółkę z Kapuadim wepchnęli piłkę do siatki.

Dodam tylko jeszcze w kwestii tego dośrodkowania Kowala. Jak pisałem niedawno, jest trochę irytujące, jak Marcin Wasielewski nie decyduje się na centrę tylko ciągle szuka jakiegoś kolegi z tyłu, najczęściej Alana Czerwińskiego. Tymczasem jak Marcin już się na to dośrodkowanie zdecyduje, to wychodzą naprawdę niezłe kopnięcia. I tak było w końcówce, gdy zacentrował na głowę Szkurina. Więc zachęcałbym do większej ilości takich prób, bo jestem przekonany, że zaraz ten zawodnik może mieć asystę.

Wyniku 3:0 nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach, a już tym bardziej przy niezłej do tej pory przecież postawie Widzewa. Mecz układał się kapitalnie.

Niestety znów dopadł nas meltdown. Sytuacja po rzucie rożnym – cóż, zdarza się. Choć jak przyglądam się powtórkom to myślę, że Kapuadi zawiesił się na Klemenzie i można by było tę sytuację rozpatrywać. VAR jednak nie za bardzo drgnął w tej sytuacji. No a potem mieliśmy kolejny błąd Resty, czyli niekontrolowane dość odbicie głową piłki, która trafiła pod nogi Świderskiego. Fakt, że ulubieniec Jana Urbana zachował się w tej sytuacji jak rasowy snajper i strzelił kapitalnie.

Znaleźliśmy się w piekielnie ciężkim położeniu. Niby GKS Katowice nadal prowadził, ale z dużego spokoju zrobiła się nerwówka. A Widzew zyskał (miał zyskać) wiatr w żagle, wiadomo, że taki moment wpływa na psychikę bardzo dobrze. I obawiałem się, że Łodzianie z animuszem na nas ruszą, a w związku z naszymi błędami w obronie będziemy oglądać niesłychaną remontadę skutkującą utratą być może nie tylko zwycięstwa, ale nawet wszystkich punktów.

I za ten fragment do końca meczu należy się naszym zawodnikom duża pochwała. Nie spanikowali, utrzymali chłodną głowę i nie dopuszczali rywala do groźnych sytuacji strzałowych. Uważam, że od utraty drugiej bramki do końca meczu, czyli przez ok. 20 minut, to był najlepszy defensywnie moment tego meczu. A sama końcówka, czyli trzymanie piłki daleko od własnego pola karnego, to przytrzymywanie Ilji było klasowe. Widzewiacy mogli tylko krzyczeć i machać rękami, łapiąc jedną kartkę za drugą. Katowiczanie w końcówce doprowadzili gości do całkiem konkretnej frustracji. Bardzo dobrze rozegrane i można powiedzieć, że wyrównali te swoje błędy świetną grą na koniec.

Cieszy to, że znów byliśmy bardzo skuteczni z przodu. No i właśnie – dwa gole strzeliliśmy po grze bardziej bezpośredniej i prostej. Trzecia to już było rozklepanie obrony rywala. Dobrze by było, żeby te nasze działania było różnorodne, bo tak naprawdę przeciwnik zawsze będzie z tego tytułu miał więcej problemów.

O Bartku Nowaku nie ma co się rozpisywać, bo znów udowodnił, że jest wybitny.

Mamy ciągle nad czym pracować. Znów straciliśmy bramkę, znów gubiliśmy się w obronie, oprócz tej końcówki. Gdyby Widzew był bardziej ogarnięty i skuteczny, mógł w pierwszej połowie spokojnie prowadzić w tym spotkaniu. A na początku drugiej wyrównać. Skorzystaliśmy mocno z ich indolencji w ofensywie, ale też wykorzystaliśmy do maksimum ich słabość w obronie. W sumie, czy nie na tym polega piłka?

Nadal musimy się nad kilkoma postaciami zastanowić. Pau Resta naprawdę musi się ogarnąć, bo nawet jeśli w większości gra poprawnie, to i tak w każdym meczu zalicza jakieś klopsy.

Ostatnio trener wystawia w pierwszej jedenastce Marcela Wędrychowskiego. Nie sądzę, że zawodnik tę pozycję utrzyma. Niestety po raz kolejny Marcel wypadł słabo – gubił piłkę, źle podawał w dobrych sytuacjach, przewracał się. To niestety nadal nie jest ten poziom, którego byśmy oczekiwali. Nawet jak mu czasem wyjdzie jakiś mecz, to potem popada w dużą – delikatnie mówiąc – przeciętność. W przeciwieństwie do swojego kumpla Kacpra Łukasiaka, który gra coraz lepiej. Kacper jeszcze mógłby się wstrzelić w tę bramkę, bo choć nie jest to jego głównym zadaniem, to prawie w każdym meczu oddaje jakiś strzał. Na pewno dodałoby mu to jeszcze większej pewności siebie. Ale i tak jest naprawdę dobrze.

Ostatecznie GieKSa pokazała, że solą piłki są bramki i to one zadecydowały o zwycięstwie. Do maksimum nasz zespół wykorzystał swoje atuty i słabość przeciwnika.

Dzięki temu zwycięstwu ta cała nieszczęsna Łęczna, gdzieś tam lekko odeszła za mgłę. To jest dokładnie to, o czym pisałem przed meczem. Im będziemy lepiej grać i punktować, tym jakieś wcześniejsze nieudane mecze coraz bardziej będą odchodzić w niepamięć. Piłka przecież nie znosi próżni i naprawdę nietrudno jest pewne rzeczy nadrobić czy nadpisać.

Dlatego po sporej dawce krytyki, jaką dałem po ostatnich dwóch meczach, tym razem chcę powiedzieć, że zespół przysporzył mi naprawdę sporo radości i za sporo rzeczy można naszą ekipę pochwalić.

A że jeszcze dzięki GieKSie Widzew miał się z pyszna – to już miód na moje GieKSiarskie serce.

PS Zapomniałem napisać wcześniej, a nie chce mi się już wplatać w tekst. Decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Wiśniewskiego to kuriozum. Domyślam się, że u siedzącego na VAR Szymona Marciniaka to jest żaden argument o chowaniu ręki, tylko pewnie, że piłka najpierw odbiła się od biodra/brzucha, zanim trafiła Wiśnię w rękę. Sytuacja o tyle absurdalna, że to była tak minimalna zmiana toru lotu, że i tak by w tę rękę dostał. A ruch ręką do piłki był i nie zmienia tego fakt, że w ostatnim momencie „niby” tę rękę cofał. Dla mnie to jest ewidentny rzut karny i nie rozumiem, dlaczego Wojciech Myć nie został nawet wezwany do monitora. Znaczy wiem. Szymon Marciniak wie wszystko najlepiej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga