Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

[WYWIAD] Wojciech Cygan: Szatnia wymagała zmian

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jesteśmy już bliżej kolejnego sezonu niż poprzedniego – za niecałe dwa tygodnie startujemy meczem Pucharu Polski. Tym razem nie od razu po zakończeniu sezonu, ale właśnie po pewnym czasie – już na chłodno – porozmawialiśmy szczerze z prezesem GKS Katowice Wojciechem Cyganem – na temat zarówno zakończonych miesiąc temu rozgrywek, jak i bliższej oraz dalszej przyszłości klubu. Jaka jest diagnoza prezesa dotycząca przyczyn klęski w poprzednim sezonie? Co sądzi o zachowaniu piłkarzy GieKSy w Grudziądzu? Co zadecydowało o wyborze trenera Mandrysza? A jaką ma opinię o „odlotowych” wypowiedziach trenera Brzęczka? I najważniejsze – na czym mamy opierać nadszarpnięte zaufanie i optymizm w nadchodzącym sezonie? Odpowiedzi na te wszystkie i wiele innych pytań otrzymacie czytając poniższy wywiad. Zapraszamy!

Po meczu z Kluczborkiem złożyłeś rezygnację – czy to było działanie bardziej wizerunkowe czy rzeczywiście na tamten moment miałeś już dość pracy w klubie?

W GKS-ie jest bardzo dużo kwestii wizerunkowych, więc działania zarządu podejmującego takie decyzje tylko dla wizerunku byłoby słabe. Wraz z Marcinem Janickim wpisaliśmy w cele strategiczne awans do ekstraklasy i podjęliśmy decyzję, że w przypadku braku realizacji tych celów ta rezygnacja będzie miała miejsce. Mieliśmy dość długie rozmowy między sobą, ale także z właścicielem, czyli Miastem, któremu bardzo zależało na tym awansie. Doszliśmy do wniosku, że rezygnacja – nie wizerunkowa, tylko faktyczna – może da jakiś impuls dla nas wszystkich, a przynajmniej wywoła dyskusję na temat – co dalej z GKS?

Czy taka dyskusja rzeczywiście została wywołana?

Tak, rozmawialiśmy z Radą Nadzorczą, z właścicielem. My też pewne rzeczy przez kilka dni przemyśleliśmy – bo to też nie wyglądało tak, że jesteśmy w blokach startowych, że za chwilę wrócimy. Prezes Janicki miał swoje propozycje, jeśli chodzi o przyszłość, ja miałem przemyślenia, co do swojej. W ciągu kilku dni po rozmowach z przedstawicielami Miasta doszliśmy do wniosku, że jeśli chodzi o organizację i całą sferę, za którą odpowiedzialny jest Zarząd, nie ma większych uwag. Uwagi dotyczyły wyniku sportowego i postawy piłkarzy i nad tym celem musimy teraz jeszcze mocniej popracować, mając doświadczenia z ubiegłego sezonu.

Cała sytuacja wywołała jednak pewne zamieszanie. Nie uważasz, że błędem była sama deklaracja odejścia złożona dwa lata temu?

Być może to było trochę na wyrost, może cel był nazbyt ambitny. Zdaję sobie sprawę, że w ostatnim sezonie byliśmy bardzo blisko awansu, natomiast nie uważam – jak niektórzy sądzą – że przeszliśmy obok tej sytuacji obojętnie, że brak awansu nas nie zabolał. Nie udajemy, że nie była to nasza zawodowa porażka, bo tak właśnie było. Też nie było tak, że Miasto nie chciało awansu, a my tę wolę wykonaliśmy. Chcieliśmy zarówno my, jak i Miasto, ale na skutek różnych okoliczności to się nie udało. Analizę przeprowadziliśmy i wyciągnęliśmy wnioski, co w najbliższych tygodniach będzie widoczne.

Nie będziemy cię pytać, dlaczego GKS nie awansował do ekstraklasy, ale zastanawiamy się, gdzie został popełniony błąd, bo wydawało się, że jesteśmy na prostej drodze, torowanej przez inne drużyny pierwszej ligi. Czy dało się zapobiec tej katastrofie, bo przecież wystarczyło tylko kilka remisów zamiast porażek i bylibyśmy w ekstraklasie…?

Nie trzeba mieć jakichś wyższych umiejętności logicznego myślenia, żeby spojrzeć na wyniki rundy wiosennej i zobaczyć te mecze, w których przy delikatnie lepszej postawie czy bardziej konsekwentnej postawie w obronie, te remisy mogłyby nas doprowadzić do upragnionego celu. Być może sytuacja, w której żaden z rywali wyraźnie nam nie odskoczył nas uspokoiła. To też było elementem, który powodował, że nie podejmowaliśmy radykalnych decyzji – będąc cały czas w grze. Patrząc też na same wyniki, to gdy działo się źle, to nagle GKS wygrywał na wyjeździe lub notował dwa takie zwycięstwa z rzędu albo remisował w nadzwyczajnych okolicznościach w Mielcu. Nie było więc sytuacji, w której ta czara się przelewała, traciliśmy kontakt z czołówką i musieliśmy takie decyzje podejmować. Z perspektywy czasu i pamiętając, że Górnik wygrał sześć meczów z rzędu, Sandecja awansowała już wcześniej, każdy może powiedzieć, że mogliśmy podjąć decyzję o zmianach w trakcie rundy. Zdaje sobie jednak sprawę, że takie nasze działanie w kwietniu lub maju mogłoby spowodować komentarze, że było ono nieprzemyślane i przy braku realizacji celu w czerwcu byłby to główny argument, czemu nie awansowaliśmy… Zarządzanie klubem sportowym nie jest takie proste, jak się czasem może wydawać. To jest masa decyzji podejmowanych każdego dnia – decyzji, które czasem mają swoje skutki od razu, a czasem dopiero po kilku miesiącach. Nie da się wszystkiego przewidzieć. Mieliśmy doświadczenia z czasów walki o ekstraklasę za trenera Moskala i myślę, że z tamtego okresu wyciągnęliśmy wnioski. Zarówno w kwestii przygotowań do rundy wiosennej, jak i ilości wzmocnień – bo co do jakości to akurat inna sprawa. Wówczas przyszli Skrzypczak i Sylwestrzak, ale generalnie trener nie chciał żadnych większych wzmocnień. Okres przygotowawczy też nie był wtedy zbyt intensywny. Teraz powiedzieliśmy sobie OK, zrobimy tak, jak trener sobie wymarzył – przygotowania, obóz zagraniczny, wzmocnienia, takie jakich chce szkoleniowiec. Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że wzmocnienia ostatniej zimy nie tyle były złe, co było ich po prostu za dużo. Nie skorzystaliśmy z nich w tym stopniu, w którym moglibyśmy, co oczywiście też jest kwestią do analizy.

W Katowicach zazwyczaj obowiązuje hasło „Tu jest GieKSa, tu jest presja”, natomiast w rundzie wiosennej było ono przez kibiców zawieszone. Nawet po kilkukrotnych porażkach u siebie nie było z trybun jakichś negatywnych okrzyków, które przecież w poprzednich sezonach co jakiś czas się pojawiały. Można było odnieść wrażenie, że i wy jako zarząd na piłkarzach takiej presji nie wywarliście – mowa o twardej ręce w stosunku do zespołu. Nie było widocznych decyzji, które mogłyby coś zmienić – piłkarze sobie grali i przegrywali ważne mecze, aż do ostatecznej klęski na koniec sezonu. Czy mając taką naukę, w przyszłym sezonie w podobnej sytuacji można spodziewać się bardziej radykalnego działania?

Ciężko to na dzisiaj powiedzieć, bo nie wiadomo, czy sytuacja się powtórzy. Na tyle, na ile poznałem piłkarzy – nie tylko GKS – liczy się dla nich czynnik ekonomiczny i to jest największa motywacja. W postaci premii za awans, rzeczy, które można zagwarantować w przypadku awansu, a które były na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o postawę kibiców, to nie mam innego stanowiska niż wy. Tak samo uważam, że ten sezon był wyjątkowy, bardzo dobry jeśli chodzi o relację na linii kibice – klub. Nie przepadam za słowem „presja”, bo tak naprawdę ma ją każdy z nas wykonujący dany zawód. Piłkarz wychodząc na boisku musi sobie zdawać sprawę, że presja wyniku powinna w nim być, bo to świadczy o jego profesjonalizmie. Jeżeli takiej presji nie odczuwa, a wychodzi na boisko, by sobie pokopać, to może to robić, ale z kolegami na podwórku i nie za pieniądze. Jeżeli może zarobić całkiem konkretne pieniądze, zagwarantować sobie przyszłość w ekstraklasie, z podwyżką – to właśnie nawet taką presję powinien w sobie zawodnik wytworzyć. My ze strony klubu zrobiliśmy chyba wszystko, jednak piłkarze w jakiś sposób tego nie udźwignęli, czego przykładem był katastrofalny mecz z Kluczborkiem, w którym do 17. minuty prowadziliśmy 2:0, a piłkarze gości nie potrafili wymienić trzech celnych podań. Jednak nasza pewność siebie i przeświadczenie, że Kluczbork nie jest w stanie na wyjeździe wygrać, spowodowała, że szybko strzelili na 2:1, a zaraz po przerwie 2:2, potem próbujemy coś strzelić i już się to nie udaje. Czy presja zjadła piłkarzy? Być może, nie wiem. Odnoszę się do meczu z Kluczborkiem, ale też chcę powiedzieć, że to nie ten mecz zadecydował o braku awansu. Zadecydowała cała runda. Nie mam przekonania, że wygrana z Kluczborkiem niosłaby za sobą zwycięstwo w Grudziądzu. Nie byliśmy – zawodnicy i klub – na tyle silni psychicznie, by to unieść. Uważam też, że gdybyśmy w pierwszych dwóch meczach na wiosnę dowieźli prowadzenie do końca, wszystko potoczyłoby się inaczej. To co zdarzyło się w rundzie wiosennej, to był splot tylu różnych okoliczności, których nie da się tak łatwo rozwikłać. Pewnie błędy ze strony trenera, doborze kadry i także ze strony zarządu, bo nie będę ukrywał, że analiza rozpoczęła się od nas samych. Długo rozmawialiśmy o tym, co mogliśmy wcześniej zrobić, czy mogliśmy dokonać roszad na ławce czy jeśli chodzi o zawodników. Zdecydowaliśmy się zachować spokój i nie iść drogą Zagłębia Sosnowiec, gdzie podskórnie czuje się, że zaraz coś się wydarzy. Ta taktyka na finiszu sezonu nie zdała jednak wymarzonego rezultatu.

Mówimy o pierwszych meczach, jak choćby ten ze Stomilem, w którym prowadzimy dwukrotnie, a niegrający nic Stomil dwa razy wyrównuje czy w Sosnowcu, gdzie gnieciemy słabe Zagłębie, a jednak to rywale wygrywają mecz. Pytanie, czy analizowaliście z trenerem Mandryszem przyczyny tego, że GKS wielokrotnie przegrał mecz, którego przegrać się nie dało, a wręcz powinno się wygrać. Trudno te porażki tłumaczyć tylko czysto sportowym spadkiem formy – działo się po prostu coś dziwnego, co nie pozwalało zdobyć punktów.

Wybór trenera Mandrysza miał też związek z tym, że miał on największe pole do obserwacji, choćby z częstych wizyt na Bukowej. Naturalnie też interesował się losem syna. Miał swoje przemyślenia, które w dużym stopniu są zbieżne z naszymi. Zresztą trener Brzęczek również doszedł do takich wniosków, że po prostu zabrakło nam wyrachowania. Jak choćby w meczu z Miedzią, w którym – nie mówię już o sytuacji Pawła Mandrysza – do 75. minuty nie jesteśmy gorsi od rywala. Dowieźć 0:0 do końca i Miedź ma wtedy dwa punkty mniej, my jeden więcej. Tak samo moglibyśmy analizować mecz z Podbeskidziem. Być może w przerwie zimowej za bardzo do głowy wbiliśmy sobie hasło, że strzelamy za mało bramek i musimy grać bardziej ofensywnie. Bo tak było rzeczywiście – wygrywaliśmy po 1:0. Poszliśmy za tym, trochę zapominając o obronie, która na wiosnę grała już słabiej – zarówno na bokach, jak i w środku. My natomiast zamiast czasem zagrać spokojnie, nawet spróbować w 75. minucie powiedzieć sobie „dowieźmy 0:0”, to jeszcze próbowaliśmy. Mecz z Miedzią mnie bardzo zabolał, bo przez większość spotkania może nie demolowaliśmy rywali, ale powiedzmy mieliśmy lekką przewagę, nagle następuje moment, w którym Oli popełnia głupi błąd – drugi bardzo podobny po kilku minutach – Wojtek Łobodziński wchodzi jak w masło i Miedź strzela gola, a my już jesteśmy rozwaleni, najlepiej niech sędzia gwizdnie i zakończy zawody… Zabrakło nam podejścia, że jeśli wygramy będzie super, ale jeśli zremisujemy, to świat się nie zawali, a tabela się nie przewróci do góry nogami. Bo jeśli remisujemy z naszym bezpośrednim rywalem do awansu, to zachowujemy dystans, a w bezpośrednich meczach czasem wychodzimy na tym lepiej. To wszystko może nie było główną przyczyną braku awansu, natomiast dla mnie jako osoby, która od kilku lat bardzo uważnie ogląda mecze GKS, to było coś, co rzucało się w oczy. Brakowało chłodnej głowy i może na boisku też kogoś kto powie „Panowie, jest 0:0, trzymamy się z tyłu, próbujemy zagrać na kontrę”. A my myśleliśmy, że skoro ładnie gramy, to za tym w parze muszą przyjść wyniki.

A jak ty radzisz sobie z presją? Czytasz forum i opinie na swój temat? Po złożeniu rezygnacji i pozostaniu na stanowisku pojawiły się komentarze mówiące choćby o tym, że jesteś przyspawany do stołka.

Gdy siedem lat temu zaczynałem, czytałem wszystko i to były miłe czasy, bo dzięki pomocy miasta Katowice i życzliwości Prezydenta spłacaliśmy zobowiązania, wychodziliśmy na prostą i człowiek był chwalony. Potem już czasami tak miło nie było, bo awans za trenera Moskala się nie udał i wtedy po pewnym czasie przestałem czytać. Pojawiały się głosy, z którymi radykalnie się nie zgadzałem, bo ja mam swoje spostrzeżenia na temat swojej pracy, a osobami, które mogą mnie obiektywnie oceniać są ci, którzy wiedzą, jak to funkcjonuje. Jeśli ktoś, kto nie ma o tym pojęcia przypisuje mi pewne rzeczy, to mogę z tym polemizować. Od pewnego czasu zupełnie więc przestałem czytać forum, co oczywiście nie oznacza, że nie docierają do mnie głosy, że coś zostało tam napisane. Staram się też nie czytać komentarzy na Facebooku, bo zdarzały się przypadki, że ktoś do mnie czy na mnie pisał jakieś złe rzeczy, a dzień czy dwa później mnie przepraszał i tłumaczył to emocjami. Media społecznościowe powodują, że ktoś komentuje natychmiast, a to jest komentarz taki jak na stadionie, czyli nacechowany emocjami. Jeśli schodzę gdzieś na trybunie i ktoś coś krzyczy, to rozumiem to, ale nie wchodzę w dyskusję. Rozumiem, że nawet osoby chłodno oceniające rzeczywistość, po takim meczu jak z Kluczborkiem są w stanie wyrzucić z siebie masę emocji, bo piłka jest przecież dla emocji. Jesteśmy natomiast z Prezesem Janickim zarządem otwartym, ja jestem prawie na każdym sparingu i na każdym meczu i jeśli ktoś ma chęć porozmawiania ze mną, to ja nie widzę problemu. Gdybym czytał wszystkie komentarze, to pewnie bym stracił resztki włosów i siedziałbym teraz bez pomysłu co dalej, zastanawiając się jaka będzie kolejna reakcja kibiców. Kibice mają prawo do swojej oceny, mogę się z tym zgadzać lub nie i zawsze można ze mną porozmawiać, ja mam żadnej obawy przed takim spotkaniem czy rozmową.

Wróćmy do sytuacji po meczu w Grudziądzu. Nie pytamy cię nawet o opinię na temat zdarzenia, interesują nas natomiast twoje osobiste odczucia – jako osoby, która wypruwa sobie żyły i stara się od wielu lat, żeby ten klub funkcjonował, a piłkarze nie dość, że spektakularnie przegrali awans, to jeszcze robią coś takiego.

Nie byłem na meczu, gdyż było to chwilę po złożeniu rezygnacji. Gdy zobaczyłem zdjęcie na którymś z portali społecznościowych, byłem przekonany, że jest to zdjęcie z jakiegoś innego meczu, może sprzed lat. Nie byłem w stanie uwierzyć, że to zdjęcie zostało wykonane w Grudziądzu. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś tak po ludzku ucieszył się, że jednak jesteśmy czegoś warci, potrafimy wygrać z Grudziądzem, który walczył o ekstraklasę. Natomiast ekspresja i pokazywanie tej radości na zewnątrz było nie tyle nieporozumieniem, co świadczyło o nieprzystosowaniu tej grupy ludzi do celu, który został przed nimi postawiony.

Czasem można odnieść wrażenie, że zależy tak naprawdę wszystkim – wam, trenerom, kibicom – a jedyną grupą, której nie zależy są piłkarze. Wniosek taki nasuwa się choćby z zachowań po meczach czy z wypowiedzi do mediów. Czy na podstawie znajomości wielu piłkarzy możesz ocenić, że jest to na tyle ambitna grupa społeczna, że można ją obdarzyć zaufaniem?

W każdej grupie społecznej znajdziemy różne charaktery. W piłce jest tak samo. Są ludzie w szatni GKS, do których nie mam żadnych zastrzeżeń i którzy mogą być wzorem, jeśli chodzi o zaangażowanie, ambicję i chęć odniesienia sukcesu. Jednak oceniając ogólnie piłkarze są często również osobami, co do postawy których można mieć duże zastrzeżenia, także w kwestii aktywności medialnej. Mają swoje wyświechtane sformułowania, taka mowa-trawa. Zazwyczaj piłkarze mówią, że się starają, że będą chcieli, nic straconego, jesteśmy ambitni… Dlatego nawet nie czytam czy nie wsłuchuję się we wszystkie wypowiedzi, bo w dużej mierze są one bardzo podobne, a jeśli ktoś powie coś spektakularnego, to od razu jest to wychwytywane. Jeśli chodzi o analizę poprzedniego sezonu to niewątpliwie szatnia wymagała zmian także w aspekcie cech wolicjonalnych. Nawet odnosząc się do słów Dariusza Motały wypowiedzianych w kontekście Dawida Abramowicza – jeśli ktoś nie chce być w GKS Katowice, to niech nie będzie. Na pewno nie będziemy nikogo prosić, błagać, by w GKS Katowice grał. Jeśli ktoś nie czuje się tutaj dobrze – to droga wolna. Ja pamiętam czasy GKS sprzed 5-6 lat, kiedy my prosiliśmy piłkarzy, żeby do nas przyszli. Jeśli nie masz pieniędzy, masz problemy finansowe, to prosisz, obiecujesz coś więcej, bo chcesz ich przekonać, że warto. Nie jesteśmy już w tym momencie. Teraz zawodnicy się do nas zgłaszają – grający na poziomie pierwszej ligi czy nawet ekstraklasy, którzy chcieliby grać w GKS Katowice, bo im się podoba taka perspektywa czy słyszeli dobre opinie. GKS jest klubem ustabilizowanym, twardo stąpającym po ziemi, z zapleczem miejskim i sponsorskim. Taki zawodnik jeśli ma do wyboru – nie obrażając nikogo – Puszczę Niepołomice czy Pogoń Siedlce, a z drugiej strony GKS Katowice, to ja go nie mogę przekonywać finansami. Ta osoba po prostu ma czuć, że GKS to marka ze swoją historią i tradycją.

Trudno uwierzyć, że piłkarze GKS byli tak słabi, żeby przegrać tyle meczów. Nie wnikając głęboko w przyczyny tych porażek (kwestie wolicjonalne), to masz czasem poczucie, że cała praca PR-owa, marketingowa itd. jest zniweczona przez piłkarzy i działają oni na szkodę klubu?

To jest dla mnie koronny argument przeciw tezom, że zarząd przechodzi nad wynikami obojętnie. Dla nas każdy negatywny wynik sportowy to masa pracy, którą to my musimy dodatkowo włożyć, żeby pewne rzeczy zasłonić, inaczej pokazać. To nie jest tak, że Cygan załatwia pieniądze w ten sposób, że idzie do Urzędu Miasta, prosi o nie i je dostaje. To jest kwestia analizy, przygotowania realnego planu, dotyczącego potrzeb, pokazania też tego, co samodzielnie udało nam się załatwić. Każdy dobry wynik sportowy jest czymś, co możemy pokazać i jest to dla nas ułatwienie. I odwrotnie – złe wyniki są dla nas obciążeniem. Nawet z takiego punktu widzenia wolałbym jako prezes mieć taki klub, który odnosi sukcesy, bo wtedy wszystko jest łatwiejsze i lepiej się układa. Sponsorzy sami się wtedy zgłaszają. Tymczasem teraz jest tak, że wszyscy mówią „fajny klub, fajnie rozwinięta siatkówka, piłka kobieca, tenisiści, szachiści, tylko ci piłkarze…”. Niestety albo stety wszyscy patrzą właśnie głównie na to jak spisują się piłkarze, bo to jest sekcja dominująca. Jeśli więc słyszę, że zarząd nie chciał awansować, to to jest coś, co najbardziej mnie może obrazić. Tak przy okazji to czasem myślę sobie, żeby zrobić czasem taką akcję „dzień w fotelu prezesa”. Taki dzień rozpoczyna się od spotkania w temacie siatkówki, potem następne w temacie hokeja, następne o piłce nożnej, później znów siatkówka itd. W ciągu dnia podejmuje się kilkanaście czy kilkadziesiąt decyzji – od bardzo małych dotyczących wydatków rzędu kilkuset złotych, po podpisywanie kontraktów na duże kwoty. Do tego przygotowanie ofert, taktyki negocjacyjnej itd. Więc jeszcze raz powtórzę, jeśli ktoś powie, że podjąłem złą decyzję, to OK, natomiast jeśli ktoś zarzuci, że celowo zrobiłem coś np. żeby nie awansować, to jest to dla mnie największa obraza.

W klubie pozostało kilku zawodników, którzy mieli istotny wpływ na grę zespołu w poprzednim sezonie. Między innymi Grzegorz Goncerz, zawodnik bardzo ważny od kilku lat, kapitan, który jednak w ostatnim czasie grał bardzo słabo. Czy możesz powiedzieć, że ten zawodnik cię zawiódł?

Każdy z zawodników z poprzedniego sezonu w jakiś stopniu mnie zawiódł, bo stanowili drużynę, która nie spełniła zakładanego celu. I w tym znaczeniu Grzegorz także mnie zawiódł. Ma jednak ważny kontrakt i przed nim bardzo ciężkie zadanie. Może się okazać, że przy taktyce trenera Mandrysza Grzegorz nie będzie miał tak łatwej sytuacji i pewności miejsca w składzie. Będzie miał zadanie do wykonania i będzie musiał umieć pokazać, czy ma ten charakter konieczny do walki o miejsce czy odpuści i uzna, że miejsce na ławce czy na trybunach jest dla niego w porządku. Bardzo kibicuję mu, by z tego testu wyszedł na plus. Jeśli on udowodni wszystkim – nam, ale także kibicom – że to jest ten Grzegorz Goncerz, którego nosiliśmy na rękach, dawaliśmy koronę i kwiaty, to będę się tylko z tego cieszył.

Myślisz, że Gonzo mógł w niektórych meczach grać tylko dlatego, że był kapitanem?

To bardziej pytanie do sztabu szkoleniowego. Na pewno grał dużo z racji tego, że Tomek Foszmańczyk grał na boku. Jeżeli Tomek będzie grał na dziesiątce, a sparingi pokazują, że może tak być, będzie rywalizował o jedną pozycję i będzie mu jeszcze trudniej. Może więc stać się tak, że Gonzo z ikony ostatnich lat może stać się zawodnikiem rezerwowym. Więc w tej rundzie musi pokazać i udowodnić, że jednak warto na niego postawić. To jest ambitny chłopak, pamiętam jak wrócił do składu w którymś meczu jeszcze za Rafała Góraka, ale złapał kolejną kontuzję i ze złości uderzał pięścią o murawę. To są obrazki, których się nie zapomina. Pamiętam jedyne negocjacje, które prowadziłem z zawodnikiem w szpitalu – właśnie z Grzegorzem. Ustalaliśmy pewne rzeczy – że dam mu szansę, ale pod pewnymi warunkami, jeśli chodzi o kwestie finansowe, na co się zgodził. Mam więc sentyment do tego zawodnika, ale ma teraz bardzo ważny test przed sobą. Ten test były dużo łatwiejszy, gdybyśmy awansowali, a może nawet nie mówilibyśmy o żadnym teście. Jednak nie awansowaliśmy, a on był kapitanem.

Trochę już wspomniałeś o trenerze Jerzym Brzęczku, jednak czy był wiosną moment, w którym zastanawiałeś się nad zmianą szkoleniowca?

Był taki moment i to była przerwa w meczu w Mielcu. Nie mówię kategorycznie, że gdybyśmy ten mecz przegrali, to takie działanie zostałoby podjęte. Natomiast chcę żebyście wiedzieli, że pracując z kilkoma sekcjami daję tym sekcjom autonomię w działaniu – oczywiście w tak ważnej kwestii jak zmiana szkoleniowca ostatecznie jako zarząd bylibyśmy decydującym ogniwem, natomiast zawsze chcę wysłuchać, jakie mają stanowiska – np. w siatkówce Darka Łyczki, w piłce – Darka Motały. Rozmawiałem z nim wracając z Mielca. Jeśli cały mecz wyglądałby tak jak pierwsza połowa, to pewnie dyskusja na temat zmiany szkoleniowca miałaby miejsce.

Jerzy Brzęczek cały czas mówił o braku szczęścia, chwalił zawodników, mówił o tym, że GKS dominuje i pechowo przegrywa. Nie miałeś poczucia, że po którymś przegranym meczu jest to lekki „odlot” szkoleniowca, zamiast rzetelnego podejścia, że coś jest nie tak?

Trener Brzęczek przyjął taką politykę informacyjną, że na konferencjach prasowych będzie prezentował właśnie taki przekaz, jednak w szatni ten przekaz był inny. Podsumowywał mecz w innych zupełnie słowach i czasem byłem tego świadkiem. Mówiliśmy o piłkarzach, którzy nie za bardzo wiedzą, co mówią, ale to jest też pewnie przywara wielu polskich trenerów. Nie mówię tutaj o trenerze Brzęczku, ale słyszałem na przykład wypowiedź trenera Banasika po meczu Zagłębia z nami, który mówił, że gra Zagłębia w pierwszej połowie, to była jego taktyka na ten mecz. Kto widział to spotkanie wie, że to nie była zbyt fortunna wypowiedź, bo jeśli faktycznie przyjął taką taktykę, to równie dobrze mógł jedenastu chłopaków ściągnąć z boiska. Rozumiem więc trochę trenera Brzęczka – choć ten przekaz mógł być nieco zmodyfikowany – że na zewnątrz chciał pokazać taką wiarę w chłopaków i w to, że wszystko idzie w dobrą stronę, bo pewnie cały czas myślał, że kiedyś to zaskoczy, że nastąpi przełamanie – taki mecz, który spowoduje, że pójdziemy do przodu. Myślę, że na konferencjach nie chciał wchodzić w analizę poszczególnych składowych tego, co się działo w trakcie meczu. W rozmowach ze mną natomiast miał rzetelny osąd sytuacji.

Trener nawet po meczu z Górnikiem mówił, że wierzy, że GKS wygra trzy mecze, co będzie równoznaczne z awansem, a po Kluczborku stwierdził, że widocznie na ten awans nie zasłużyli. Ciekawa zmiana optyki w ciągu jednego tygodnia…

Paradoksem jest to, że trener miał rację i rzeczywiście trzy wygrane ten awans by dały. Mecz z Kluczborkiem zabolał mnie też z jeszcze jednego powodu. Spotkaliśmy się z trenerem przed meczem i właśnie to samo mówił, że jest przekonany, że trzy wygrane dadzą awans, a ja odpowiedziałem, że też mi się tak wydaje. Oczywiście nie wiadomo, czy gdybyśmy zaczęli zdobywać punkty, wyniki innych meczów ułożyłyby się tak, jak się ułożyły i czy na przykład Zagłębie bardziej by się nie zmobilizowało. Pamiętam jednak po meczu z Zabrzem, gdy trener Brosz powiedział mi, że gramy najlepszą piłkę w lidze. Oczywiście może to było z kurtuazją, ale też to, co się działo na boisku utwierdzało nas w przekonaniu, że mamy szansę na awans. Mecz z Sandecją był bardzo słaby, powiedzmy sobie szczerze. Z Górnikiem natomiast wcale tak słabo nie było – ale Kopacz uderza piłkę, ta odbija się od Prokića i wpada do bramki. To był taki mecz na remis, a kto strzelił jedną bramkę ten wygrał. Jednak po Kluczborku ta wiara mogła odżyć, to też mógł być mecz na przełamanie – wygralibyśmy i czekały nas dwa mecze do końca. Jednak nie wygraliśmy i pewnie rzeczywiście na ten awans w tych okolicznościach nie zasłużyliśmy.

Wspomniałeś, że za wyborem trenera Mandrysza przemawiało m.in. to, że miał szansę – z racji obecności na miejscu – najszybciej zdiagnozować problem. Czy to było decydujące? Wiemy bowiem, że byli jeszcze inni kandydaci.

Tak, jednym z nich był Ireneusz Mamrot, obecny trener Jagiellonii. Rzeczywiście, wspomniany argument był tym, który mocno przeważał za trenerem Mandryszem. Są to też trenerzy, którzy preferują zupełnie inny styl. Po moim powrocie do spółki podjąłem pewne decyzje dotyczące funkcjonowania sekcji piłkarskiej. Powiedziałem, że teraz wyłącznie trener jest odpowiedzialny za szatnię i my się w te tematy nie wtrącamy, menadżer ma to w jakiś sposób nadzorować, ale dalej z autonomią trenera, a ja to mam akceptować, znajdować środki finansowe i załatwiać sprawy organizacyjne. Chcieliśmy mieć w związku z tym trenera, który ma silny charakter i osobowość, który będzie potrafił zapanować nad szatnią, z wiedzą o tym, że praktycznie z połową składu się rozstajemy. Chcieliśmy trenera z doświadczeniem. Trener Mamrot mimo bardzo wysokiej naszej oceny tak naprawdę jest pewną niewiadomą, bo w Głogowie wykonywał bardzo dobrą pracę – radząc sobie mimo częstych zmian personalnych jeśli chodzi i piłkarzy, jednak z tego Głogowa wcześniej się nie wyrwał. Jeśli chodzi o trenera Mandrysza, chodziło też o uspokojenie – że nie jest to eksperyment na zasadzie: dajemy szansę młodemu, zdolnemu, tylko jest to człowiek ze zbudowanym autorytetem, a my ten autorytet będziemy wzmacniać i na pewno nie dopuścimy do sytuacji takiej, jak w Sosnowcu. Zresztą rozmawiałem z trenerem o tamtej sytuacji, znam szczegóły i myślę, że historia najlepiej pokazała i zweryfikowała całą sprawę, bo zawodnika Zagłębia ostatecznie usunięto z drużyny.

Dariusz Motała w rozmowie z nami przyznał, że był na rozmowie w klubie z ekstraklasy – konkretnie w Zagłębiu Lubin. Jak ważną rolę pełni on w klubie i czy nie uważasz, że na takim stanowisku powinna być osoba, która jednak wiążę swoją przyszłość z klubem na dłużej?

W jakiś sposób rozumiem, że skoro skontaktował się z nim klub z ekstraklasy, to udał się na rozmowę. Jego umowa dobiegała końca. Sam fakt spotkania się z kimś innym przy końcu kontraktu nie jest czymś negatywnym, podobnie robią piłkarze. Problem pojawiłby się pewnie wtedy, gdyby kontaktował się z którymś z naszych przeciwników w pierwszej lidze. Natomiast oczywiście zgadzam się, że osoba na funkcji menadżera czy dyrektora sportowego nie powinna być na okres jednego roku czy półtora, tylko zdecydowanie dłużej. Ta osoba powinna stopniowo wdrażać swoją wizję, systematyczną pracą pewne rzeczy zmieniać i ja uważam, że w Dariuszu Motale to jest. Ma swoje spostrzeżenia, doświadczenie, bo to nie tylko Lech Poznań, ale też staże czy kontakty, które posiada. Na pewno odciążył zarząd od pewnych zadań, takich których ten zarząd nie mógłby wykonywać przy wielosekcyjności.

Czy w takim razie nie warto zawierać takich umów na dłuższy okres?

Tamta umowa była podpisana na taki okres, gdyż wiązała się z projektem pt. awans do ekstraklasy pod wodzą Jerzego Brzęczka. Miało być tak, że gdy ten awans nastąpi, to trener dostanie przedłużenie i menedżer również. Ktoś powie, że może trzeba było dać dłuższą umowę, a może to był właśnie ten czynnik, który miał motywować do wytężonej pracy. W chwili obecnej menedżer dalej jest w klubie, a umowę przedłużyliśmy. Nie wiem, jak dalej ta praca będzie wyglądała, ale założyliśmy sobie, że nie schodzimy z obranego kursu. Nie mówimy, że przyszły sezon ma być oczyszczeniem, a za dwa sezony może pójdziemy na awans. Ja słyszałem wypowiedź trenera Mandrysza o tym, że nie ma celu w postaci awansu, ale też pamiętam, jakie było pytanie – czy w kontrakcie ma postawiony za cel właśnie awans. W kontrakcie takiego celu nie ma. Natomiast trener ma te cele postawione jasno – wie, o co gramy, pod jakim kątem budujemy kadrę i wie, co się będzie działo, jeśli ten awans nastąpi. To, że umowa została podpisana na dwa lata nie oznacza, że pierwszy sezon będziemy się sobie tylko przyglądać. W GKS takiego sezonu nie może być i choćby ktoś po raz kolejny zarzucił mi, że niepotrzebnie używam słowa awans, to powiem, że nie będę może tego słowa nadużywał, ale wprost mówię, że tak – celem w tym sezonie jest awans i taki cel przed klubem postawiło Miasto Katowice. Ale na tym kończmy – to co powiedział trener, że awanse się robi, a nie o nich mówi jest bardzo mądre i tego się trzymajmy.

Czy boli cię nos po pstryczku od GKS Tychy, które skorzystało z klauzuli i wykupiło Dawida Abramowicza?

Wiadomo, że jeśli ubywa nam zawodnik, którego odejścia nie zakładaliśmy, to w pierwszym momencie krew się może burzyć. Jednak z perspektywy czasu i patrząc na to, że GKS Tychy nie podjął żadnych negocjacji, tylko po prostu wpłacił te pieniądze, runda wiosenna była już słabsza w wykonaniu Dawida niż jesienna, a na tę pozycję szukaliśmy wzmocnień, to nie odbieram tego jako pstryczek. Dziwne to było o tyle, że nikt nie zadzwonił, żeby pewne rzeczy dogadać, tylko potraktował to mniej jako transfer do Tychów, a bardziej jako transfer z GKS Katowice. Życzę Dawidowi wszystkiego najlepszego, ale to co powiedział Dariusz Motała to była najszczersza prawda – nikogo nie będziemy trzymać na siłę, by grał w GKS Katowice.

Jesteś zadowolony z dotychczasowych wzmocnień? Czy udało się pozyskać tych zawodników, których chcieliśmy?

Zobaczymy, co się podzieje w najbliższych dniach [wywiad został przeprowadzony 6 lipca, autoryzacja 9 lipca – przyp. red.]. Testowany był Danielewicz, w sparingu zagrał napastnik z Czech, jest temat Dawida Plizgi. Być może coś się podzieje w temacie lewej obrony. Wyjazd na zgrupowanie jest tym momentem, w którym chcielibyśmy już domknąć kadrę, może z jednym jeszcze wolnym miejscem. Patrzę jednak spokojnie, bo odeszło jedenastu zawodników, przyszło pięciu. Wiadomo, że z podstawowego składu ubył przede wszystkim Alan Czerwiński, który poszedł do ekstraklasy, Mikołaj Lebedyński i Dawid Abramowicz. Jeśli chodzi o zastąpienie Alana, to postać Tomasza Mokwy może być pozytywnym zaskoczeniem dla tych, którzy mniej entuzjastycznie odnieśli się do tego transferu. Jeśli chodzi o zastępstwo dla Dawida, to zobaczymy jak wypadnie Mateusz Mączyński, choć jak wspomniałem, jeszcze szukamy alternatywy, a jest przecież jeszcze Frańczak czy Zejdler, który może tam zagrać. Mamy Midzierskiego, który grał w Miedzi z najlepszą defensywą, jeśli chodzi o liczbę straconych bramek. Również i z Lukasa Klemenza możemy mieć dużo pożytku, bo to chłopak zadziorny i ambitny. W przypadku braku Mikołaja będziemy jeszcze musieli wzmocnić przód, choć tak jak wspomniałem wcześniej – będzie on już automatycznie wzmocniony przesunięciem do środka Tomasza Foszmańczyka. Dodatkowo chcemy wzmocnić środek pola, myślimy też o młodzieżowcu. Kadra, którą mam w głowie na podstawie rozmów, wydaje mi się, że będzie mocniejsza niż w poprzednim sezonie, ale to oczywiście zweryfikuje boisko.

Czy sprawa Mikołaja Lebedyńskiego jest już definitywnie zamknięta?

Nie jest zamknięta o tyle, że Mikołaj wie, że chcielibyśmy go zatrzymać i jest dla niego miejsce, ale też tego miejsca nie będziemy trzymać w nieskończoność.

A jeśli uda się sprowadzić napastnika, to temat Mikołaja upadnie?

Tak, bo będzie przecież jeszcze Wojtek Kędziora, Grzesiek Goncerz czy Andreja Prokić. Poza tym szczerze mówiąc, nie widzę w Mikołaju takiej agresywnej, przemożnej chęci bycia w GKS. To jest raczej takie podejście, że zobaczymy, co się podzieje. Wiadomo też, jaka jest sytuacja w Płocku i pewnie te zawirowania też mają wpływ. Mikołaj wie, na co może liczyć w GKS, ale ma ważny kontrakt w Płocku. Zawodnik sam powiedział, że sytuację rozwiąże. Nie możemy jednak czekać, a potrzebujemy dobrej rywalizacji z przodu.

Pojawiła się informacja o przedłużeniu kontraktu z Pawłem Szołtysem. Co przemawia za tym zawodnikiem, że klub zdecydował się na taki krok?

Paweł Szołtys jest specyficznym zawodnikiem, a ta specyfika polega na tym, że wszyscy kolejni trenerzy GKS dostrzegają w nim potencjał, tylko ten potencjał nie przeradza się w wymierne efekty. My kontrakt z Pawłem przedłużyliśmy z jednego powodu. Ma jeszcze rok bycia młodzieżowcem i wie, że dla niego to ostatnia szansa. Przepis o młodzieżowcu ma swoje plusy i minusy. Minusem jest to, że masa zawodników gra tylko dlatego, że są młodzieżowcami, a gdy tracą ten status, to świat o nich zapomina. Paweł ma przed sobą ten rok, w którym albo udowodni, że jest przydatny, albo właśnie świat o nim zapomni. Jeśli okaże się, że przez pół roku nic nam nie da, to wiadomo, że są możliwości, żeby albo ten kontrakt rozwiązać, albo go gdzieś wypożyczyć. Dajemy mu szansę, bo to jest chłopak stąd, od kilku lat aplikuje do pierwszej drużyny, ale gra mało. Chcemy, żeby miał możliwość ostatecznie pokazania tego, czy jest w nim potencjał, który potrafi z siebie wydobyć czy już zawsze będziemy mówić o talencie, który kiedyś tutaj był.

Pięciokrotnie mogliśmy wiosną wskoczyć na pozycję lidera, a ostatecznie zakończyliśmy na pozycji, na której nie byliśmy praktycznie przez cały sezon. Po kompromitacji zespołu w całej rundzie wiosennej pojawia się pytanie, czy jest coś, na czym możemy opierać optymizm jeśli chodzi o nadchodzące rozgrywki, patrząc też na to, że jednak rdzeń zespołu pozostał, jak np. Kamiński czy Foszmańczyk?

Kamiński rozegrał bardzo przyzwoity sezon, a Foszmańczyk chyba najlepszy w karierze. Co do optymizmu, to nie da się go wywołać. Optymizm musi być przekonaniem, że odchodzą zawodnicy w większości z szerokiego tła, a zastępują ich ci, którzy mają walczyć o pierwszy skład. Może się okazać, że na pierwszy mecz z Siedlcami wyjdzie połowa zawodników z poprzedniego sezonu, a reszta będzie zupełnie nowa. Optymizm możemy opierać na tym, że trener Mandrysz ma swoje doświadczenie i może pewne rzeczy zaszczepić u chłopaków, ale też na tym, że cały klub jako organizacja wyciągnął wnioski z poprzedniego sezonu. Głupotą byłoby, gdybym prosił teraz – przyjdźcie na mecz, dajmy sobie szansę. Nie, to nie tędy droga. Jeśli ktoś wierzy, że GKS jest klubem silnym i stale się rozwijającym, a takich osób myślę jest wcale nie mało, to będą one w stanie ocenić choćby transfery, ale nie medialnie, tylko poprzez obserwację zawodników na boisku – i kupić karnet. A co do oceny samych piłkarzy to można przywołać przykład Mateusza Abramowicza, który pojawił się w GKS, niektóre osoby natomiast przesyłały filmiki z bramkami, jakie puszczał w Śląsku Wrocław i twierdziły, że to kompromitacja zatrudniać takiego zawodnika. A za chwilę Mateusz odbierał Złotego Buka za Odkrycie Roku. Swoją drogą patrzę na ruchy transferowe w innych klubach i nie widzę takiego klubu, który wzmocnił się wyrastając ponad inne. W niektórych klubach jest sporo tych ruchów – vide GKS Tychy – oznacza to jednak tyle, że z poziomu 12-13 miejsca w poprzednim sezonie, teraz chcąc walczyć o awans muszą dokonać gruntownej przebudowy zespołu. My z drużyny, która w zeszłym sezonie walczyła o awans, chcemy zrobić ekipę, która będzie silniejsza i miała jeszcze większe papiery na to, aby ten awans wywalczyć.

Zdajesz sobie sprawę, że presja ze strony kibiców będzie od pierwszej kolejki większa i nie będzie już tak bezgranicznego wsparcia, jak w poprzednich rozgrywkach, a krytyka zespołu po – nie daj Boże – słabszym początku może bardzo szybko przekuć się na frekwencję?

Nie chciałbym roztaczać teraz wizji, co będzie. Życie zweryfikuje to bardzo szybko. Pamiętam poprzedni sezon, kiedy wszystko fajnie się układało, a przecież w pierwszej kolejce przegraliśmy z Wigrami i w stronę piłkarzy poleciały jakieś kubki czy słonecznik. Atmosfera po tym meczu była niepokojąca, ale potem udało się zbudować to zaufanie, był mecz z Podbeskidziem itd. Koronnym argumentem, by zbudować to zaufanie będą pierwsze mecze. To będą te spotkania, które wiele nam powiedzą. Wymieniamy zawodników, ale robimy to racjonalnie. Oliego Prażnovskyego zastępujemy Tomkiem Midzierskim. Tomka Wisio zastępujemy Lukasem Klemenzem. To nie są zmiany oderwane od rzeczywistości. Bierzemy chłopaka z Piasta Gliwice, który rozegrał kilkadziesiąt meczów w ekstraklasie, a grał w tym Piaście, gdy zespół zdobywał wicemistrzostwo Polski. Ściągamy Mączyńskiego, który za czasów trenera Mandrysza w Tychach był gorącym towarem jeśli chodzi o lewą obronę. Nie idziemy więc na wariata, że robimy 25 zmian, ale też nie idziemy powoli, wykonując trzy roszady i licząc, że to wypali.

Jak wygląda u nas wysokość wynagrodzeń na tle innych pierwszoligowców?

Spotkania prezesów klubów pierwszoligowych polegają w dużej mierze na obnoszeniu się biedą. Każdy mówi, że ma budżet milion, że za chwilę się wycofa, świat się zawali, a zawodnikom płacą najwyżej trzy-cztery tysiące. To jest bujda. Dlatego gdy czytam budżety publikowane np. w Przeglądzie Sportowym, to pusty śmiech mnie ogarnia, bo to jest kabaret i nie róbmy sobie żartów z ludzi – no chyba, że te kluby zakładają, że nie będą płaciły lub mają zewnętrzne źródła finansowania. Natomiast jeśli zejdziemy na ziemię i będziemy mówić o kwotach realnych, to GKS na pewno nie był klubem najlepiej płacącym w lidze, ale plasował się gdzieś w pierwszej piątce. Czasem czytam opinie, że ktoś rywalizuje z nami mając jedną trzecią naszego budżetu, to to jest bzdura. To jest przywara takich spotkań, że kluby się trochę wzajemnie oszukują. Każdy chce pokazać, że może wszystko zrobić taniej, a i tak jest na tym samym poziomie sportowym. Piłkarze mają swoje wymagania. Kiedyś mówiłem o barierze 10 tysięcy złotych, a w GKS w owym czasie nie było takich wynagrodzeń. Czasy się zmieniły i teraz zakładam, że poza pojedynczymi przypadkami, w prawie każdym klubie jest przynajmniej jeden zawodnik, który zarabia powyżej 10 tysięcy.

Prawdą jest, że piłkarze przez to, że awansowali do ekstraklasy stracili milionową premię?

Kwota, którą klub musiałby zapłacić na rzecz szatni w przypadku awansu była wyższa niż milion złotych.

Czy coś się zmieni w tej kwestii?

Regulamin premiowania to rzecz ustalana z piłkarzami, sztabem, dyrektorem – na razie nie ma takowego, ale na pewno będzie ustalony przed pierwszym meczem pucharowym. Na pewno nie będzie premii dla drużyny za pojedyncze mecze, już wyleczyliśmy się z tego jakiś czas temu. Premia będzie za zrealizowanie celu. Nie interesuje mnie trzecie miejsce, bo za taką lokatę nie dopuszczą nas przecież do połowy czy jednej trzeciej meczów ekstraklasy. Cóż nam po tym, że zajmiemy trzecie miejsce, nawet jeśli zabraknie jednego punktu?…

O celu związanym z ligą mówiliśmy, a jaki mamy cel związany z Pucharem Polski? W poprzednich sezonach z różną powagą podchodziło się do tych rozgrywek.

Pamiętam sezon, w którym odpadliśmy z Cracovią. To był moment, w którym odpadnięcie klubu pierwszoligowego było czymś naturalnym – mogło się zdarzyć. Chciałbym, żebyśmy grali z rywalem z ekstraklasy, chciałbym, żebyśmy o to trofeum zawalczyli, bo po to się gra w danych rozgrywkach, żeby w nich wygrywać. Nawet jeśli ktoś by miał takie podejście, że tego pucharu nie zdobędziemy, to są takie mecze, które po prostu trzeba wygrywać. Znając trenera Mandrysza na pewno nie ma hasła, że cokolwiek odpuszczamy.

Fatalny wynik w poprzednim sezonie odniosły rezerwy. Można odnieść wrażenie, że druga drużyna została już skreślona i spisana na straty. A jak jest rzeczywiście?

Przed nami bardzo trudna decyzja dotycząca analizy tego, czy występowanie rezerw w klasie okręgowej daje nam jakiekolwiek korzyści. To jest temat, który się przewija i będzie rozstrzygnięty. Pytanie bowiem, czy slogan „utrzymywanie rytmu meczowego zawodników pierwszej drużyny” ma jakiś sens w tej klasie rozgrywkowej. Nie jest tak, że ten temat odrzuciliśmy po spadku. Rozmawiamy o tym i rozważamy, czy utrzymujemy zespół w tej klasie rozgrywkowej, ale już z pewnymi zmianami czy idziemy w stronę klubów, którzy likwidują swoje drugie drużyny. Tę decyzję podejmiemy bardzo szybko. Wiele zależy od tego, co za stosowne uzna trener – czy mając kadrę 25 zawodników będzie chciał, żeby jednak oni mieli gdzie grać – i wtedy też zastanowimy się czy konieczny jest udział drugiej drużyny w lidze czy na przykład co jakiś czas nie zorganizować sparingu dla tych zawodników, którzy nie grają w pierwszym zespole. Też trzeba spojrzeć na to, jacy zawodnicy są w rocznikach młodzieżowych, którzy mogliby w tych rezerwach grać. Bo to też nie chodzi o to, żebyśmy się ośmieszali. Z drugiej strony zejście jedenastu zawodników z pierwszej drużyny po to, by kopać się na jakimś boisku-kartoflisku pewnie nie ma sensu.

Czyli to nie ma żadnego związku z czynnikiem ekonomicznym?

Zupełnie nie. Jak czytam, ze jakaś drużyna zrezygnowała z rezerw ze względu na finanse, śmiech mnie bierze. To, co zaoszczędziliby na rezerwach mogliby w tej samej ilości zaoszczędzić zabierając jednemu zawodnikowi jedną trzecią wynagrodzenia. Jeśli oni grają w czwartej lidze, to przecież tam nie ma kontraktów płaconych w tysiącach złotych. Koszty dojazdu też nie stanowią wielkiego problemu, bo i tak przecież jeżdżą koło Katowic.

Mamy Akademię Młoda GieKSa, która funkcjonuje od kilku lat, ale ciągle nie daje ona zawodników do pierwszego zespołu i żaden wychowanek nie zaznacza swojej obecności w rozgrywkach seniorskich. Monitorujecie to w taki sposób, że możecie powiedzieć, że za kilka lat będą efekty?

W szkoleniu młodzieży są dwie rzeczy, które są trudne do połączenia, a jednak trzeba je połączyć – powszechność i jakość. Dla niektórych liczy się właśnie powszechność i nie stawiają na poziom szkolenia, tylko mogą powiedzieć, że fajnie jest, że 650 dzieciaków w Katowicach interesuje się GieKSą, piłką, lepiej lub gorzej im to wychodzi, ale fajnie, że są i że buduje nam to bazę pod kątem kibiców i całej otoczki. My natomiast jako klub zawodowy musimy patrzeć na jakość. Tę jakość można weryfikować wynikami nawet młodszych grup – co sprawdzamy i progres następuje. Natomiast jeśli chodzi o starszych zawodników, to jednak z każdym rokiem ten argument o braku wymiernych efektów działania fundacji – w postaci dostarczenia zawodników do pierwszego zespołu lub awansu do Centralnej Ligi Juniorów – będzie nawarstwiał presję, która wkrótce będzie się kumulowała już nie tylko przy moim biurku, ale też przy biurku zarządu fundacji. Bo ktoś powie – OK, Akademia jest poukładana, ale efekt jest tylko w postaci powszechności. Nie ma natomiast tego efektu, na który łożymy, bo to jest wymierna kwota, która jest przeznaczana choćby na wynagrodzenia dla trenerów. Nie ukrywam, że czeka nas dyskusja i po 2-3 latach porządkowania tego tematu jest czas na postawienie celów – albo wspomnianych drużynowych w postaci awansu do CLJ, albo indywidualnych w postaci wypromowania zawodników do kadry okręgu, Śląska czy nawet Polski. Takie cele zostaną rozpisane. Samej Akademii nie mamy co się wstydzić. Jest 650 dzieciaków, kilkanaście drużyn, wielu trenerów. Pamiętam czas, kiedy na spotkanie przychodziło sześciu trenerów i każdy mówił o sześciomiesięcznych zaległościach. Teraz Akademia jest poukładana i czas postawić takie cele, dzięki którym będziemy mogli osiągać wymierne korzyści.

Od jakiegoś czasu udzielasz się w PZPN, PLP, mówiłeś o wielosekcyjności. Czy przez ilość obowiązków nie jest tak, że cierpi na tym piłka nożna?

Jeśli chodzi o PLP czy PZPN to jest to kontakt też związany z piłką, bo rozmawiamy o rzeczach, które się wydarzą za jakiś czas właśnie w piłce czy konkretnie w pierwszej lidze. Ci którzy patrzą na funkcjonowanie klubu, widzą że ludzie pracujący w klubie, to ludzie z pasją, nie pracujący tu tylko po to by odbębnić 8 godzin. Dlatego te tematy są dla mnie dodatkowe, robię to z chęcią i sympatią, natomiast to nie jest tak, że jesteśmy gośćmi w klubie i mamy jakieś tam swoje inne, „ważniejsze” rzeczy. Ja zawiesiłem praktycznie swoją działalność zawodową, zajmuję się tylko klubem. Raz na miesiąc pojawia się wyjazd na posiedzenie zarządu PZPN, jeszcze rzadziej w PLP. To jest ten poziom zaangażowania – nie powoduje to, że co dzień lub co tydzień muszę zajmować się ligą czy PZPN. Natomiast siatkówka czy hokej dołożyły nam masę codziennych obowiązków, ale nie spowodowały, że piłka odeszła na dalszy plan. Piłka dalej jest sportem dominującym w tym klubie. Siatkówka to fajny produkt, piłkarki osiągnęły sukces, ale nadal najważniejsza jest piłka nożna. Na pewno nie cierpi ten aspekt klubu, natomiast cierpią inne wspomniane aktywności, jak wspomniana działalność adwokacka czy życie prywatne.

Dużo negatywnych rzeczy słyszy się o hokeju – długo nie było trenera, słychać o zaległościach, przepłacaniu, ciągle niewyjaśniona jest sprawa dyrektora Pawlika, który sprzyja GKS Tychy itd. Masz na to jakiś wpływ z racji pełnionej funkcji w KH GKS Katowice?

Kwestia oceny przydatności zawodnika do drużyny hokejowej leży w gestii zarządu hokejowej GieKSy. Natomiast bycie przewodniczącym Rady Nadzorczej niesie za sobą poczucie odpowiedzialności. Mam swoje uwagi na temat działalności hokeja, jesteśmy w momencie, kiedy hokej kończy pierwszy rok swojego funkcjonowania. Są plany na następny rok i dalszą działalność i my jako Rada Nadzorcza i właściciel musimy podjąć pewne decyzje. Swoje uwagi przekazuję na bieżąco pozostałym członkom Rady Nadzorczej czy członkom zarządu. Czas postawić cele sportowe. Mam nadzieję też, że będzie to sezon, w którym także kibice pokażą, że zależy im na hokeju pojawiając się w większej liczbie na meczach. A my pokażemy, że sekcja hokejowa jest podmiotem transparentnym, który nie ma rzeczy niewyjaśnionych, a zarząd pozostaje w prawidłowych relacjach z kibicami. Pierwszy sezon możemy odciąć, bo wiem w jakiej sytuacji ta drużyna była montowana. Teraz jednak ten argument upadł, są transfery, wizja budowy drużyny, która będzie walczyć o wyższe cele. Co do dyrektora Pawlika, to myślę, że posiedzenia zarządu czy Rady Nadzorczej są lepszym miejscem, w którym pewne sprawy powinny być omawiane.

W czasach „Bukowej” mieliśmy taki zwyczaj, że prosiliśmy rozmówcę o skierowanie kilku słów do kibiców. To chyba dobry moment, abyś po trudnym poprzednim sezonie, a w przededniu nowego – zwrócił się do sympatyków GieKSy – czy jest coś co chciałbyś za pośrednictwem naszych mediów im przekazać?

Zdaję sobie sprawę, że poprzedniego sezonu nie da się tak łatwo wymazać z pamięci. Chciałbym, żeby kibice pamiętając, co się wydarzyło, potrafili uwierzyć, że to co złe, buduje naszą siłę na przyszłość, a my jesteśmy bogatsi o to, co nam się nie udało. Po to robimy zmiany, aby ten cel osiągnąć – i nie są to zmiany pozorne. Chodzi o wynik sportowy piłkarzy, którzy mają doszlusować do wyników piłkarek czy siatkarzy pokazując, że idea wielosekcyjnej, mocnej GieKSy ma sens – podobnie jak wsparcie w realizacji tej inicjatywy ze strony władz Miasta, w tym także osobiście Prezydenta Krupy. Wierzę, że kibice, którzy pojawią się na meczach zobaczą te zmiany i zaangażowanie i z meczu na mecz ta wiara będzie większa, a ludzie bardziej gremialnie będą pojawiać się na stadionie. Głęboko w to wierzę i wiem, że ludzie w szatni zrobią wszystko by kibice mogli się koncentrować już tylko na bieżącej rywalizacji. A Wam życzę tego byście mogli to opisywać i by GieKSa.pl stała się portalem samych dobrych informacji. Mam też wielką nadzieję, że tym wywiadem odkreślamy poprzedni sezon i patrzymy do przodu. Nie obrażamy się i razem zmierzamy do celu całą energię poświęcając na to by GieKSa była silniejsza, bo na tym nam wszystkim zależy.

Rozmawiali: Kosa, Shellu

20 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

20 komentarzy

  1. Avatar photo

    psz

    10 lipca 2017 at 12:51

    Błagam zmieńcie zarząd i radę nadzorczą na pisane z małych liter. To nie PR-owa papka!

  2. Avatar photo

    psz

    10 lipca 2017 at 12:53

    I rozbijcie wypowiedzi Cygana na akapity…

  3. Avatar photo

    psz

    10 lipca 2017 at 13:06

    A tak bardziej merytorycznie, to mam wrażenie, że nam nie tyle brakuje trenera, który wie, jak się robi awans, ale prezesa, który to by wiedział…

  4. Avatar photo

    Berol

    10 lipca 2017 at 17:42

    jak minimum jeszcze z 3 ,4 konkret zawodników nie przyjdzie to raczej blado widze ten sezon, narazie to ten obronca z Miedzi wydaje sie byc tylko konkret wzmocnieniem.

  5. Avatar photo

    Piotr

    10 lipca 2017 at 18:24

    Kurwa prezes klubu ktory ma awansowac di ekstraklasy a tu sue zaczyna pytamie pytanie na ty!!!!!!!jaki ma byx dla cygana szacunek

  6. Avatar photo

    Piotr

    10 lipca 2017 at 18:30

    Poczytalembdo polowy reszty juz nievbostandardowo pierdolenie jak zawsze

  7. Avatar photo

    Tomek

    10 lipca 2017 at 18:50

    Fakt, że na rynku transferowym zobaczymy „co się podzieje” mówi wszystko o możliwościach (chęciach?) zarządu/miasta walki o awans. Tymczasem piłkarze o których my się staramy wybierają bez zawahania opcję gry w Tychach, Chojniczance(!), rezerwach Wisły Płock. Nawet na Plizgę nas nie stać i woli czekać aż zgłosi się po niego jakaś Bytovia i da parę groszy więcej. Nie wspominając o tych, których od razu nam sprzątneli a nie zdążyły paść nawet nazwiska. Żadnych wyciągniętych wniosków przez tyle lat. Mam wrażenie że o piłce w tym klubie nikt nie ma zielonego pojęcia, Żal Mandrysza bo podjął misję nie do wykonania i tylko popsuje sobie notowania na giełdzie trenerskiej. Mam wrażenie że mój ukochany klub od paru lat istnieje tylko po to żeby spokojnie grać sobie w tej zasranej I lidze. I to jest cel miasta, zarządu, trenerów, piłkarzy. A całe pierdolenie o reszcie to tylko alibi. Niestety coraz mniej naiwnych wśród kibiców. Nie wierzę w awans w tym roku. Nadal pozostaje wiernie czekać na „dobrą zmianę”.

  8. Avatar photo

    Berol

    10 lipca 2017 at 19:00

    co do Pilzgi jestem zdecydowanie na nie ,to już nie jest ten zawodnik którego z dawnych czasów pamietamy i mamy sentyment , nic dobrego do klubu nie wniesie mym zdaniem jak obserwuje jego ostatnie lata w innych klubach

  9. Avatar photo

    Berol

    10 lipca 2017 at 19:38

    Obym sie mylił i Mandrysz był cudotwórca ale na teraz jestesmy wrecz słabsi majac krótsza ławke rezerwowych z transferów pozytywne wrazenie robi narazie ten niechciany w Miedzi obronca Mizierski , byc może chimeryczny Klemenz który moze wypali moze nie reszta to raczej uzupełnienia niz wzmocnienia …. Mączynski sredni gracz z GKS Tychy , Mokwa niechciany w Piascie czy sedziwy Kedziora który przyszedł popykac jak Wisio do piłkarskiej emerytury to nie jest szczyt marzen jak idzie o przebudowe drużyny obym sie mylił, naprawde chce sie mylic ale czarno to widze, znów druzyna na srodek tabeli

  10. Avatar photo

    Paweł

    10 lipca 2017 at 21:28

    Nie da się na trzeźwo tych bzdur czytać. Robienie wody z mózgu. Brak konkretów i kolejne mydlenie oczu.

  11. Avatar photo

    Paweł

    10 lipca 2017 at 21:33

    Prawdziwy Prezes był tylko jeden… Marian Dziurowicz. Cygan to marionetka i robiony miękkim ch… Pasował to Brzeczka. Obaj są bez temperamentu. Ciepłe kluchy.

  12. Avatar photo

    Tomek

    10 lipca 2017 at 22:29

    Tak jak Berol napisał, drużyna osłabiona, a skoro Midzierski, który po prostu juz byl niechciany w Miedzi to nasze największe wzmocnienie to środek tabeli murowany. Chyba że cudotwórca Mandrysz ale tez już wątpie, predzej skonczy się jak w S-cu. Też jestem na nie dla Plizgi ale to że nawet on nie chce wrracać do swojego rodzimego klubu an bezpieczna emeryture to tylko świadectwo tego gdzie jesteśmy. W dupie. Za niecałe 3 tyg.liga, piłkarze ktorzy mieli przyjść mieli być „nie do testowania”. Nikt nie przyszedł a testujemy Danielewicza i nawet on spierdala do Chojnic. Jest w kadrze 15 zawodników z pola do gry, ciekawe jak Mandrysz ma z tego przygotować na obozie drużyn.

  13. Avatar photo

    kris

    10 lipca 2017 at 23:07

    Wypowiedz Cygana bez konkretów wszystko co wiemy.Wywiad po to żeby niebyło się odbył i po prostu na odczepke.Powiem tyle z takimi transferami sciąganiem takiego szrotu znowu nie pojawie sie na Bukowej.Według mnie atak na Ekstraklase zacznie sie wtedy gdy stadion bedzie w trakcie budowy nie wczesniej, pozdro dla kumatych.

  14. Avatar photo

    kosa

    11 lipca 2017 at 00:48

    @Piotr

    Szacunku do osoby nie określa to, czy zwracasz się do niej na „pan”, czy na „ty”. Brak szacunku pokazałeś Ty, gdy napisałeś nazwisko naszego prezesa z małych liter.

  15. Avatar photo

    psz

    11 lipca 2017 at 08:13

    Oby nadchodzący sezon był na przekór wszystkim znakom, które go zapowiadają… Po lekturze wywiadu mam wrażenie, że z Cyganem u steru nie awansujemy nigdy…

  16. Avatar photo

    stefan

    11 lipca 2017 at 08:16

    Berol , ja tam Plizdze dałbym szanse , tymbardziej przy Mandryszu , który już go prowadził . Piszecie ze nie mamy kim grac , a odrzucamy Plizge ?
    Włsnie ma cos do udowodnienia , a gra w Górniku bym się nie przejmował , jedynie sobie tam wrogów narobił którzy teraz mąca z jego przyjściem Cyganowi.
    Szkoda ze prezes nie powiedział konkretnie kto odpowiada za transfery ?
    Zostało kilka dni obozu , plus P.P. w którym musimy awansować.
    Mandrysz może jest ciezki we współpracy , ale takiego dokładnie trenera musimy mieć , co pokazal ostatni rok i cipowaty Brzeczek.

  17. Avatar photo

    janusz

    11 lipca 2017 at 12:34

    BYŁEM NA SPARINGU , obraz nędzy i rozpaczy, rozmawiałem z prezesem powiedział że woli żeby ligę wygrywali/ja też/ale to trzeba grać a nie biegać w niewiadomym kierunku,momentami miałem wrażenie że mają problem z błędnikiem i się im piepszy w którą stronę bramka przeciwnika.Do 70 minuty nie oddaliśmy ani jednego strzału na bramkę w sumie do końca meczu takie naciągnięte 3 strzały.Posiłki ściągnięte do wzmocnienia drużyny to sami obrońcy wygląda na to że w tym sezonie strzelać na bramkę nie będziemy.Nie mam nic przeciwko prezesowi ale jego wypowiedź to same okólniki,ciekawy jestem co będzie mówił po drugiej, trzeciej kolejce.
    Bardzo mało powiedziane na temat naszych piłkarek/a chyba na to zasługują/są w pierwszej lidze powinny grać na Bukowej jakoś nic o tym nie słychać.A na mecze i tak będę chodził, tylko jeszcze nie wiem czy po meczu wychodząc z Bukowej/a tam się urodziłem/będę patrzył w niebo czy na asfalt.

  18. Avatar photo

    Irishman

    11 lipca 2017 at 17:50

    Ale marudzicie!
    No i serio nie wiem, jaki w tym macie cel? A może żadnego… tylko, żeby se po prostu pomarudzić???

    Kurde, no przecież nasza drużyna w ubiegłym sezonie należała kadrowo do najlepszych. Ja do tej pory nie mogę zrozumieć jak trener mógł to spieprzyć.

    Ale olać, było – minęło. Teraz mamy za trenera fachowca, który zrobił już kilka awansów, który ma wolną rękę, aby ułożyć wszystko pod siebie. W szatni zrobiliśmy NARESZCIE prawdziwa rewolucję wywalając prawie wszystkie „słabe ogniwa”.
    Mamy już teraz drużynę znacznie mocniejszą od tej, która i tak była już mocna oraz świetnego trenera.

    NO WIĘC K…..A SKĄD TEN LAMENT?????

  19. Avatar photo

    Berol

    11 lipca 2017 at 20:06

    wszystkich nas łaczy jedno 🙂 miłosc do tego klubu i chcemy dobrze mimo iz narzekamy a raczej ujałbym to inaczej martwimy sie….Może jednak nie bedzie tak zle wszystko zalezy jak trener to poukłada i czy chłopom bedzie sie chciało zapieprzac bo na tym ta pierwsza liga polega tu wygrywa ten komu bardziej chce sie biegac po boisku nie kto na papierze ma silniejsza kadre . Faktycznie od wczoraj pare kontraktów wiecej w sumie poza Czerwinskim wielkch ubytków nie ma po których jakis zal , reszta do zastapienia może nie bedzie tak zle wszystko wyjdzie w praniu :)byleby im sie chciało za piłka gonic a nie tylko byc pracownikiem zobaczymy, moze ci zmiennicy maja wieksze jaja jak poprzednicy, czas pokaże OBY MIELI !!!!

  20. Avatar photo

    Berol

    11 lipca 2017 at 20:45

    w miare dobrym składzie wiekszego gówna chyba nie da sie juz zaserwowac z wynikami jak nasi zrobili to na wiosne tu juz nawet nie chodzi o sam awans a zrobienie z kibiców posmiewiska wiec gorzej chyba nie bedzie z tym składem mam nadzieje

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna Piłka nożna kobiet

Runda pełna absurdów #2

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie będziemy ukrywać, że wraz z redaktorem Flifenem po naszym jesiennym artykule liczyliśmy na nieco spokojniejszą wiosnę i w efekcie krótszy wpis, pozwalający na wakacyjny odpoczynek. Nasze przewidywania okazały się jednak równie skuteczne jak Mileta Rajović… Zapraszamy zatem do obszernej lektury naszej selekcji najzabawniejszych absurdów z wiosny sezonu 2025/26!

Boże miej tę ligę w opiece

Lechia wcale nie spadła (PZPN ich nienawidzi, zobacz jak) – Niektóre kluby do ostatniej kolejki biją się o utrzymanie, co bardziej temperamentne jeszcze kilka dni po zakończeniu sezonu próbują odwoływać się od jakiejś niezrozumiałej decyzji sędziowskiej. Lechia Gdańsk poszła o krok dalej, w oświadczeniu jasno dając do zrozumienia, że utrzymała się w lidze i odebranie jej punktów było wręcz nielegalne. Kto wie – być może jeszcze o tym wątku usłyszymy na starcie sezonu, gdy Lechia będzie domagała się przywrócenia do Ekstraklasy?

Lechia jest bezczelna – Szanowny spadkowicz uraczył swoich fanów prozaicznym wytłumaczeniem kolejnych odejść z klubu – to przez ten krwiożerczy PZPN! Cały sezon Lechia była o włos od utrzymania i sami pracownicy klubu mówili, że nie przejmują się tą karą. Po spadku nagle wszystko się odmieniło, powrócił zakaz transferowy, a zza kulis znów zaczęły wychodzić informacje o pustce w kasie. Trudno wyobrazić sobie rozprawę, gdzie dorośli ludzie będą próbowali pozwać ligę za to, że spłaciła za nich ich własne długi i przymykała oko na dantejskie sceny za kulisami. Z drugiej strony, Paolo Urfer jest prawnikiem i nawet sam Pan Bóg pewnie nie wie, czy Lechia jednak nie zagra w tegorocznej Lidze Mistrzów.

Oświadczenia nad oświadczeniami – Był kiedyś pewien europoseł o imieniu Janusz, który każde wystąpienie kończył słowami “a poza tym sądzę, że…”. Lechia Gdańsk publikuje komunikaty niemal żywcem wyjęte z jego wypowiedzi: “Odszedł ten i ten, z powodu tego i tego, dziękujemy. A poza tym PZPN poniesie odpowiedzialność za bestialskie zrujnowanie naszego klubu i powinien zostać zniszczony, nie dziękujemy”.

Źródło: Strona Główna Klubu i Akademii – Lechia Gdańsk

Przerwanie meczu po odpaleniu 10 rac przez Legię na Arenie Katowice – Pan Damian Sylwestrzak na chwilę wstrzymał grę za sprawą dymu ogarniającego murawę na stadionie, w trosce o zdrowie zawodników i poziom widowiska. Nie udało się niestety ustalić, jaki stadion został zadymiony, bowiem piłkarze nie potrafili doszukać się rzekomej chmury uniemożliwiającej działanie naszego niezawodnego systemu wideoweryfikacji. Jak się okazało, obawy arbitra były jednak słuszne – VAR nie mógł zauważyć Kacpra Tobiasza rzucającego się z uściskami na Szkurina podczas akcji ofensywnej.

Rzut za trzy punkty Kowalczyka z Termalicą – Są różne style piłkarskie: misterne Catenaccio, morderczy Gegenpressing czy też sławetna Tiki-taka. Mateusz Kowalczyk postanowił wprowadzić jednak element innej dyscypliny, po wrzucie z autu zapisując sobie niemalże bezpośrednią bramkę, jedynie z przyczyn legislacyjnych uznanych za samobójczą. Miny dziennikarzy i kibiców zasiadających na trybunach, którzy zobaczyli ten ewenement na skalę światową – bezcenne. Europa nie jest gotowa na nasze sztuki piłkarskie!

Kolejny trener Widzewa, ale tym razem to już naprawdę ostatni! – Każdy z nas w swoim życiu kupił nieco zbyt dużą paczkę chrupek “bo będzie na dwa dni”. Włączamy mecz, a kilka chrupnięć później okazuje się, że paczka już jest pusta. Nieco podobnie miał pan Dobrzycki z kupnem trenerów, bowiem od 2025 roku w Widzewie pracowało już 5 wyszukanych szkoleniowców na lata, każdy z coraz to lepszą argumentacją i CV. Ostatecznie skończyło się na panicznym zatrudnieniu żelaznego Ako Vukovicia, który przyszedł, wywalił ego “gwiazd” tej ligi na bruk i kazał wypierniczać wszystkie piłki w kosmos. Od jednego chrupnięcia na weselu Widzew niemal spadł z ligi, a to byłoby całkiem spore osiągnięcie jak na miliardera.

Bergier kopiący rożne jako najlepszy strzelec Widzewa – Inni trenerzy go nienawidzą, zobacz jak! Poprzednik Vukovicia miał dość niecodzienny plan na Widzew Łódź, wszak wysyłanie walczaka i najlepszego strzelca do kopania rzutów rożnych przy okienku transferowym za miliony monet brzmi jak żart primaaprilisowy. Sęk w tym, że szanowny Pan Czapeczka nawet nie zdołał do tegoż kwietniowego dnia dotrwać, a taki absurdalny pomysł mógł mu tylko w tym pomóc. 

Gesty Sebastiana “zwykłego chłopaka” Bergiera do kibiców Korony – W zaledwie kilka sekund skutecznie odświeżył niechęć kibiców do swojej osoby. Gdyby ten gest był jeszcze spontaniczny i szybko się opanował, mógłby to wytłumaczyć jakąś prowokacją, co i tak było już głupie i obelżywe. Wszystko odbyło się już jednak w dość spokojnych jak na wyjazd warunkach po meczu. Zawodnik uskutecznił *machanie ręką na wysokości bioder jednoznacznym gestem* kilka razy, dla pewności szyderczo się uśmiechnął i splunął na murawę. Ech… WIDEO

Najdroższy rozdawacz kwiatów w historii – Cała liga przeżyła szok po pierwszych transferach Widzewa Łódź, a szczególnie po wydaniu ponad 5 milionów euro na Osmana Bukariego, skrzydłowego prosto z MLS. Okazało się, że Osman w warunkach polskiej ligi odnajduje się co najwyżej przeciętnie, a kiedy w Łodzi pojawił się Vuko, to Ghańczyk został wysłany na trybuny. Klub znalazł mu nowe zajęcie zgodnie z kwalifikacjami – na dzień kobiet został zatrudniony do rozdawania paniom kwiatów przed stadionem. 

Kapaudi zatrzymany przez prezydenta, a Bukari przez wizę – Obrońca Widzewa regularnie jest zawodnikiem szerokiego składu Demokratycznej Republiki Konga, nie powinno więc nikogo dziwić, że w marcu pojechał on do swojej ojczyzny pomóc jej w awansie na Mistrzostwa Świata. Misja została zakończona sukcesem, a DRK awansowała na mundial po raz pierwszy od ponad 50 lat! Sukces okazał się tak wielki, że aż prezydent zwołał spotkanie z piłkarzami na tydzień po historycznym meczu. Problem w tym, że według reguł FIFA reprezentacje muszą “oddać” zawodników klubom w przeciągu dwóch dni, a tutaj minął ponad tydzień. W tym samym czasie Bukari walczył w polskim konsulacie w Nigerii o uzyskanie pozwolenia na pracę.

Dawid Szwarga kapituluje – Trener Dawid Szwarga znany jest z nowinek technologicznych i ma łatkę analityka, choć czasem mówi się o jego brakach w budowaniu szatni. W jego ostatnim starciu jako trener Arki Gdynia z Koroną Kielce kamery wychwyciły, jak rzucił soczyste “Pie***lę to” i ostentacyjnie usiadł na ławce. Oficjalnym powodem rozstania był rozjazd wizji budowy klubu, co wcale nie wyklucza prawdziwości dwóch mocnych słów trenera.

Arka Gdynia (i nie tylko) bojkotuje groundkeeperów – Raczej nikt nie wyobraża sobie meczów NBA rozgrywanych na betonie, jazdy na łyżwach po bruku, czy gry w piłkę na kartoflisku. Ten aspekt został zakwestionowany przez parę ekip, które wpadły na to samo pytanie: “Jak kiepska może być murawa?”. I w ten sposób Arka Gdynia rozegrała parę kolejek na kretowisku, murawa Poznania w Pucharze Polski wyglądała, jakby nikt jej przez miesiąc nie podlewał, a w Radomiu z tego powodu nawet odszedł trener. Niby tylko zwykła trawa, a tyle z nią kłopotów.

Krzykliwa reklama Legii z OyakatąW ciągu istnienia każdego klubu zdarzają się takie momenty, że wszystkim sympatykom aż chce się krzyczeć ze złości. Takie emocje mogły towarzyszyć kibicom Legii, gdy na horyzoncie realnie pojawiło się widmo spadku, chociaż jeszcze przed chwilą zespół brał udział w europejskich pucharach. Ewidentnie tym kierowali się marketingowcy klubu ze stolicy, kiedy w ramach reklamy pewnej zupki instant kazali aktorowi z całej siły krzyknąć pośrodku niczego i… zacząć przygotowywać tę właśnie zupkę. Tych, których ta reklama ominęła, zapraszamy do seansu, bo tego nie można przegapić. WIDEO

Bezlitosny Excel sprzedał Kapaudiego – Dwóch wytrwale zarabiających klubowych dyrektorów sportowych zadało sobie pytanie – po co mieć jakiegokolwiek obrońcę? Marek Papszun zdołał jeszcze złapać zawodnika za rękę przy podpisywaniu kontraktu z Cremonese i przywrócić go do drużyny, by usłyszeć że…i tak muszą go sprzedać, bo nie ma pieniędzy. Zawodnik przeszedł do Widzewa, Legia i tak miała czerwony Excel, a obronę zapełniał pomocnik Rafał Augustyniak z mędrcem Arturem Jędrzejczykiem. Rotacje, zmiany, rezerwy? Wychodzi na to, że to chyba jakieś pojęcia motoryzacyjne.

Wyprzedaż w Legii – Jakby tego było mało, na koniec sezonu budżet stołecznego klubu zaczął pękać w szwach. Nie było to jednak z powodu przepełnienia, a z powodu nerwowego szukania ostatnich monet przez kolejnych dyrektorów. Błyszczący na początku sezonu Nsame ponoć bardzo chciał zostać i zejść z pensji, aprobował to nawet sam Marek Papszun – nic z tego nie wyszło, zawodnik odszedł za darmo do Pogoni Szczecin. Z klubu odeszło (stan na 4 lipca) aż 14 zawodników, a sensowne pieniądze otrzymano jedynie za Barcię i Leszczyńskiego. Z Urbańskim nawet (proszę usiąść) rozwiązano umowę, choć jego przyjście było owiane sporym sukcesem. Żeby było zabawniej, po tej fali i wcześniejszych zmianach w szkółce młodzi zawodnicy podobno zaczęli wypytywać o możliwość zmiany klubu. Gratulujemy Legii konsekwencji – od mistrza do klasy średniej, w końcu cel osiągnięty!

Odwołana kartka Rafała Augustyniaka – Wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby sędzia pokazał po taktycznym faulu żółty kartonik i zaznaczył, że następny taki faul poskutkuje wylotem z boiska. Piotr Lasyk zapewne taki miał zresztą zamiar, jednak po konsultacjach z VAR-em zmieniono to na czerwoną kartkę. Marek Papszun wyszedł na konferencję, niejako wymanifestował jej anulowanie i… PZPN anulował kartonik, nie przyznając w zamian nawet prawidłowej żółtej kartki. Skoro tak sztywno trzymamy się przepisów, jest jedna drużyna, która z powodu zaległości finansowych powinna już dawno znajdować się na niższych szczeblach rozgrywkowych – ich też czeka anulowanie sezonu?

Rajović strzela w swoją drugą nogę przed pustą bramką – Tu nawet nie ma o czym pisać, to trzeba zobaczyć. Jak to mawia młodzież: przednia zabawa, że hoho! WIDEO

PZPN przenoszący Superpuchar przed ostatnią kolejką – Polski Związek Piłki Nożnej (lub czegoś w tym rodzaju) bardzo chciał oddać Wrocławiowi to, co udało się koncertowo zepsuć w poprzednim sezonie zakończonym spektakularnym spadkiem. Dodatkowo miała to być chyba też kara za niewpuszczenie kibiców Wisły Kraków. Oprócz reprezentacji miał się tam pojawić… Wróć, w żadnym momencie nie miał się tam pojawić Superpuchar Polski. Niektórym “baronom” taki pomysł przyszedł do głowy, ale społeczności Górnika i Lecha Poznań bardzo szybko dały znać, że nie będą brać udziału w takiej degrengoladzie i albo jadą do Poznania, albo na wakacje. Nie ma to jak bohaterskie tworzenie problemów, by potem po cichu się z nich wycofywać.

Bitwa pod Gołębnikiem – Derby w polskiej piłce rzadko kiedy odbywają się w neutralnej atmosferze, ale wszystko ma swoje granice. Te zostały przekroczone, kiedy po meczu Radomiaka Radom z Koroną Kielce kibic gospodarzy wtargnął na stadion i ruszył na Tamara Svetlina, którego chronić musiał Konrad Cebula. W międzyczasie butelka rzucona przez innego kibica Radomiaka znalazła dyrektora marketingu Korony, który z całą zakrwawioną głową musiał opuścić boisko. Skończyło się na symbolicznej karze i braku konsekwencji, bo już kilka kolejek później radomscy kibice chwalili się na Twitterze wnoszonymi małpkami.

Kiko Ramires i herb Radomiaka – Ja wiem, co wielu z Was sobie pomyśli: przecież jeszcze niedawno Radomiak nie miał swojego herbu! Tamta sprawa została jednak rozwiązana, o czym prawdopodobnie nie usłyszał pewien były trener Radomiaka. Kiko Ramires, bo o nim mowa, wrzucił na swojego Twittera (nowomowa: X) piękną grafikę z pożegnalną wiadomością skierowaną do kibiców z Radomia. Większość osób skupiła się jednak nie na samej treści, której nic zarzucić nie można, a na stworku w lewym górnym rogu oraz w tle posta. Po chwili Kiko zrozumiał swój błąd i wrzucił poprawioną wersję – a przynajmniej tak to sam ochrzcił, bo nie wyglądało to dużo lepiej. Losowe artefakty, wrzucona cyrylica… Sami rzućcie okiem na te dzieła wprost z profili społecznościowych szkoleniowca.

Źródło: Twitter Kiko Ramiresa

Gonçalo Feio, przygód część kolejna – Mecz 24. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Radomiakiem Radom a GieKSą nie jest czymś, co postronny kibic będzie wspominał z wypiekami na twarzy. Zresztą, prawdopodobnie już poza sprzymierzeńcami obu ekip nikt już o jego przebiegu nie pamięta. Kolorytu temu dniu nadał za to znany z tego, że nadaje kolorytu wielu dniom, Goncalo Feio. Znany z rzucania biurowymi przedmiotami ówczesny trener Radomiaka tym razem wdał się w polemikę na temat stanu murawy z miejscowym radnym. W pewnym momencie politykowi siadły nerwy i przyłożył Portugalczykowi, na co ten zareagował rzuceniem papierów. Tak zakończyła się kolejna przygoda Feio w Polsce, ponownie rzuceniem – kuwetą w Motorze, ofertą Legii i teraz papierami.

Minimalistyczny Motor Lublin – Przez ostatnie pocovidowe lata w Ekstraklasie tendencja w rozwoju ligi oraz w ilości wydawanych w niej pieniędzy była raczej wzrostowa. Czasem jednak zdarzają się jednostki, które muszą się przeciwstawić wszystkim trendom, tym razem tę rolę przejął Zbigniew Jakubas. Po sezonie przez Lublin przeszło tornado, zabierające ze sobą aż 12 piłkarzy pierwszego składu. Całe szczęście, że Bright Ede nie uległ pokusie milionowej oferty z Chelsea, inaczej Motor musiałby radzić sobie także bez niego. Po drodze z klubu wywiało też Mateusza Stolarskiego, a powstały w ten sposób wakat został od razu zajęty przez Mariusza Misiurę. Były trener Wisły Płock jest bardzo ceniony przez pana Jakubasa, co objawiało się już wcześniej, gdy prezes dyskutował z nim o grze Motoru… kiedy trenerem był jeszcze Stolarski.

Kibole Lecha, kible Widzewa – To nie jest przypadek, że prawie za każdym razem to są toalety. Tym razem obsługa sanitariów przerosła kibiców Lecha Poznań, którzy pozostawili po sobie widok jak na załączonym obrazku. Szkody pozostawione przez fanatyków łódzki klub wycenił na kilkaset tysięcy złotych, a fani z Poznania zadeklarowali się, że uregulują wszystkie koszta. Dobre chociaż to, lecz może warto zainwestować w edukację od podstaw i rozdawanie przed wyjazdami skróconych instrukcji obsługi toalet. Panowie kibole – porcelana da się lubić!

Thomasberg mówiący, że jego piłkarze bali się wygrać z Termalicą – Nie regulujcie odbiorników, to najprawdziwsze słowa trenera Pogoni Szczecin! Po lutowym remisie z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza szkoleniowiec rzucił nowe światło na kwestię formy Pogoni – jego piłkarze po prostu żyli w strachu przed zdobyciem trzech punktów. “Pojawiła się obawa przed zwycięstwem, to nie powinno się wydarzyć” – to brzmi bardziej jak cytat z twórczości Walaszka, niż słowa poważnego trenera na konferencji prasowej po remisie z ostatnią drużyną ligi.

Juwara na wagarach w Berlinie Miasto, w którym na każdej ulicy leży 60 Euro, może wydawać się wszystkim atrakcyjnym miejscem. Czasem jednak przed pojechaniem tam powinno się sprawdzić, czy na następny dzień nie gra się spotkania w Ekstraklasie. O tej części zapomniał Musa Juwara, który służbowym autem oznaczonym jego nazwiskiem (!) przejechał się do stolicy kraju Autobahn. W efekcie skrzydłowy został odsunięty od składu pierwszej drużyny Pogoni. To znaczy, oficjalnie został przesunięty z powodu drobnego urazu, lecz od tego czasu (czyli połowy lutego) reprezentant Gambii ani razu nie wszedł na boiska Ekstraklasy. Plotki głoszą, że klub już w tym okienku spróbuje pozwolić zawodnikowi iść swoją ścieżką.

O takim Alexie H., co chciał wpłacić na zbiórkę   Pomysły Pana Prezesa są zasadniczo po prostu skrajne: tu zwyzywa kogoś od sodomity służącego siłom ciemności, tu osobiście przyjdzie pogratulować kibicom rywali zwycięstwa. Pod koniec kwietnia postanowił, powiedzmy… Dołączyć? W każdym razie coś w tym stylu, do zbiórki Patryka Łatwoganga na Fundację Cancer Fighters. Skąd nasze zawahanie w doborze słowa? Prezes podrzucił do internetu cennik, za każdy kolejny wygrany mecz Pogoni dorzucając coraz więcej do puli. To jest, obiecując dorzucenie, bowiem już w ostatnich minutach pierwszego starcia zakończyła się szalona passa zwycięstw w liczbie 0, powodując lawinę szydery na social mediach.

PROSZĘ ODDAĆ NASZA DZIAŁKA! – Zarząd pod właścicielstwem Roberta Platka, składający się z Murata Colaka i Davida Amdurera sprezentował dość specyficzną konferencję prasową. Mocno podkreślono totalny brak profesjonalizmu byłej prezes Filipiak przy nagłym rozstaniu z Cracovią, bardzo ładnie prosząc (i to w języku polskim!) o zwrot srebra rodowego, jakim jest działka Cracovii. Została ona sprzedana za ułamek ceny firmie Pani Filipiak, a zarządzający podkreślali gotowość nie tylko do walki prawnej, ale też do odkupienia gruntów dla klubu. Z plusów, przynajmniej za działkę nie zapłaciła Ekstraklasa – doceniamy!

6 zespołów mających w 29. kolejce po 37 punktów (ta liga nie jest poważna) – W innych ligach jedni kibice emocjonują się walką o puchary i mistrza, drudzy każdego dnia wstają z przerażeniem spoglądając w tabelę niższej ligi. W Polsce postanowiono opatentować coś zupełnie nowego, nielimitowane emocje dla każdego. Czy Twój klub spadnie, awansuje, a może zbankrutuje? Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie, a sytuację w tabeli śledzili ze śmiechem nawet zagraniczni użytkownicy Twittera. Walka o spadek – legendarne motto wszystkich klubów Ekstraklasy.

Nosił Podolski razy kilka – Słyszysz: boiskowy bandytyzm, myślisz: Podolski. W tej rundzie ponownie nowy właściciel Górnika Zabrze stracił kontakt z bazą – tym razem uderzył z pięści Ameyawa w brzuch. Kiedy z kolei to Braut Brunes bez ceregieli zameldował się na jego kostce, był pierwszym, który uspokajał swoją drużynę i w wywiadzie po meczu rzucił: „Czasami są emocje, tak to jest. Ja to rozumiem. Trzymanie się własnych zasad Lukasa jest godne uznania, lecz chyba nie na tym powinien polegać futbol, by trofea zdobywać kosztem zdrowia innych.

Sebastian Madejski nie zostanie skoczkiem wzwyż – Początek kwietniowego spotkania, niby nic groźnego. Katastrofalnie nieudane dośrodkowanie (a może i nawet strzał?) już ma przekuć się w kontrę, gdy wtem… Kamil Kosowski wykrzykuje: “Dał się zrobić jak junior!”. Piłka z 17. metra na wprost bramkarza powędrowała w jego rękawice, Madejski jednak był nieco zaskoczony i wypiąstkował pionowo do góry. Samo to nie skończyłoby się feralnym golem, gdyby później nie zatoczył się przy ocenie toru lotu piłki i nie wskoczył wprost w plecy napastnika, który bezproblemowo skierował piłkę głową do siatki. WIDEO

Nieuznana bramka po samosfaulowaniu się – Zremisowany mecz 31. kolejki z Piastem przez Koronę Kielce nie pozwolił drużynie oddalić się od miejsc premiowanych spadkiem, choć w końcówce aż huczało od kontrowersji. Arbitrzy odgwizdali faul jednej nogi obrońcy na drugiej, nie czekając na finał akcji i ewentualny udział VAR-u, a szkoleniowiec Korony otrzymał za prostesty czerwony kartonik: WIDEO

Trenerowi Zielińskiemu biją piłkarza, ale klub mówi, że nieSzkoleniowiec Korony stwierdził po tym spotkaniu na konferencji prasowej, że jeden z jego piłkarzy został pobity przez kibiców. Nie zgodził się z tym stwierdzeniem… sam klub, wydając oświadczenie, aby nie wierzyć takim informacjom latającym po mediach. Zapomnieli jednak dopisać, że źródłem tego newsa jest ich własny trener. Koniec końców okazało się, że racja była po stronie klubu – nietykalność cielesna żadnego z piłkarzy nie została naruszona, a interpretacja sytuacji przez Jacka Zielińskiego była efektem kilku niefortunnych zdarzeń. 

#SzacunekDlaArbitra – Proponujemy #litościdlakibiców. Wymyślanie takiej akcji po absurdalnie tragicznym roku sędziowania i tuż przed feralną 21. kolejką… Brzmiało to po prostu jak szukanie tanich wymówek i niedostrzeganie prawdziwego problemu obecnego sędziowania Ekstraklasy. Można by było w końcu wytłumaczyć przepis o zagraniu ręką (chyba że naprawdę losuje go żółw na wozie VAR), upublicznić komunikację sędziowską, poprawić szkolenie nowych sędziów – albo poprosić, żeby fani siedzieli cicho na czterech literach, bo co ich to obchodzi, a może i nawet przeprosili.

Sędziowskie koło fortuny w 21. kolejce Cały świat został opanowany przez nowoczesne technologie usprawniające sędziowanie… Cały? Nie, jest jedna osada dzielnie stawiająca opór! Pan Adam Lyczmański doszukał się po tej kolejce aż 6 znaczących błędów sędziowskich, całkiem niezły wynik. Sędziowie na cały weekend zupełnie zapomnieli, jak i za co dyktuje się rzuty karne, co poskutkowało wypaczeniem wyników kilku spotkań. To wszystko chwilę po akcji opisanej powyżej…

Spalony z rzutu rożnego w 22. kolejce – Przepisy Gry jasno stanowią, jak profesjonalni sędziowie powinni prowadzić profesjonalne mecze profesjonalnej ligi profesjonalnej piłki nożnej. Ciągle okazuje się jednak, że równie dobrze sędziować mógłby legendarny Franciszek Smuda „na czuja”, bowiem przepisy są dość luźno – o ile w ogóle – rozumiane i stosowane. Jeden z takich śmiesznych podpunktów w tej księdze tłumaczy pozycję spalonego i jest tam napisane czarno na białym – nie można podyktować spalonego po zagraniu stojącej piłki spod chorągiewki. Chwila… Nie można? To patrz teraz! W meczu Piasta Gliwice arbitrowi udało się spłatać takiego psikusa, normalnie wszyscy śmiali się i dokazywali.

Honorable mentions

Zagłębie “XD” Sosnowiec – Pewnie wielu z czytelników pamięta czasy, gdy to Zagłębie występowało w Ekstraklasie, a jeszcze nie tak dawno zapowiedziało wielki projekt i budowę klubu na miarę Europy. Po 13. kolejce zespół był o włos od czołówki i wygrał cztery mecze z rzędu. Jak się okazało, były to niemal ostatnie zwycięstwa w tym sezonie, przez następnych 18 odbytych spotkań udało się Sosnowiczanom zwyciężyć aż zawrotny raz i z hukiem się spie… Spiesznie spaść z ligi. Szykawka, Sobczak (z kontraktem na czołówkę 1. Ligi, został odsunięty od składu po czterech miesiącach), Janiszewski, Rakels; nazwiska przecież okazałe jak na szczebel rozgrywkowy, a nie dały rady mocarnemu Sokołowi Kleczew i skompromitowały się 1:7 z Olimpią Grudziądz. Serdecznie gratulujemy wyniku sportowego, a ciekawskich kibiców zapraszamy na derby ze Spartą Katowice!

Trenerzy legendarnego spadkowicza – A propos „iścia” na dno, sportowa próba reakcji na katastrofalną formę nadeszła aż trzykrotnie. Marek Gołębiewski nie zanotował wyśnionych rezultatów, Wojciech Łobodziński (na chwilę) poprawił sytuację punktową, w marcu przyszedł na 2,5 roku (tak naprawdę to ledwie trzy tygodnie, szybko poszło) Grzegorz Bąk, a spadek przypieczętował Tomasz Łuczywek. Tomasz Łuczywek jest już 25. szkoleniowcem (nie licząc duetów) w ostatniej dekadzie, co daje nowego szkoleniowca co 4 miesiące. Czas wprowadzić jakiś limit szkoleniowców w jednym sezonie, inaczej Zagłębiu niedługo zabraknie nowych nazwisk.

TEN spalony Dżesiki Jaszek z Czarnymi Sosnowiec – Gdyby ktoś kiedyś próbował Wam wmówić, że VAR nie jest potrzebny, prosimy o pokazanie mu tej stopklatki. Sędzia oczywiście ma prawo do pomyłki, jednak przy tak świetnej widoczności i ustawieniu odgwizdanie pozycji spalonej jest równoznaczne, co typowanie Cracovii do wygrania ligi po dwóch tygodniach rozgrywek. Czy obie te rzeczy się zdarzyły w tym sezonie? Zgadza się, i za to kochamy naszą polską piłkę!

Źródło: TVP Sport

Dwie twarze Sandecji Nowy Sącz według Rafała Wolsztyńskiego: Rafał Wolsztyński był bezkonkurencyjnie najlepszym strzelcem Sandecji, mimo to klub zdecydował się podobnież wymusić na nim odejście przed końcem umowy i nie wypłacał mu pensji, co upublicznił sam zainteresowany. Finalnie okazało się, że zawodnik otrzymał część pieniędzy i… postępowanie dyscyplinarne do kompletu. Zakończyło się na niesmaku wśród kibiców, przeprosinach Wolsztyńskiego “za możliwe wprowadzenie w błąd” i odejściu zawodnika. A po czyjej stronie ostatecznie leżała wina? Dobre pytanie.

Sprzedaż kobiecego WKS-u, ale tak w sumie to nie – W marcu punkt kulminacyjny osiągnęły pogłoski o przeniesieniu struktur WKS-u do innego zespołu żeńskiego futbolu. Sfrustrowane piłkarki wystosowały oświadczenie już po spotkaniu, na którym i tak zabrakło osób decyzyjnych: “Usłyszałyśmy, że decyzja o sprzedaży została już podjęta. (…) W tym przypadku zostałyśmy potraktowane skrajnie przedmiotowo.” A na czym się zakończyło? Rzecz jasna na oświadczeniu, tym razem Jacka Sutryka: “Nigdy nie było niczyim zamiarem ani intencją instytucjonalne osłabianie lub likwidacja sekcji żeńskiej Śląska (…) Moi współpracownicy nie zrealizowali postawionych przed nimi zadań.” No i fajnie, tylko szkoda, że szczerze poinformować można było dopiero po upublicznieniu całej sprawy – inaczej jeszcze ktoś mógłby posądzać kogoś o uczciwość, czy nawet przyzwoitość.

Liga Legia plus ekstra po meczu Lech – Legia – 4:0, totalna anihilacja i praktycznie już przyklepany tytuł mistrzowski. Kibice z Poznania z niecierpliwością pewnie czekali na analizę i pochwały w studio po spotkaniu, jednak skończyło się na kolejnym odcinku pt. Studio Łazienkowska. Cóż, może kiedyś Legia była na ustach większości Polski, ale pora na pogodzenie się z faktem, że w naszej lidze są też inne zespoły. Serio!

Termalica Bruk-Bet “pogromca Pomorzan” Nieciecza – Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na słoniu – w piękny rejs… Drużyny z Trójmiasta bardzo zasmuciły się na wieść o spadku Termalici, nie dopuszczając do gry słoników o nic w ostatnich kolejkach. Dogadały się na wynik 2:3 w dwóch ostatnich potyczkach i jako gest dobrej woli przekazały im po trzy punkty, jednak bezczelna Termalica odwdzięczyła się jedynie ograbieniem ich z szans na utrzymanie, kto to widział! W efekcie cała trójka spadła z ligi, a to właśnie ta Termalica grająca już o przysłowiową pietruszkę schodziła ze sceny z najszerszym uśmiechem.

Nagroda dla wytrwałych 

Jeśli udało Wam się dotrzeć aż tutaj, doceniamy wytrwałość i zapraszamy do kącika ornitologicznego – Pan Alex Haditaghi znalazł nowego dyrektora VAR! TWITTER 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice

VII Turniej „Tasi CUP”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z VII Turnieju „Tasi Cup”. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.  

Kontynuuj czytanie

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga