Dołącz do nas

Piłka nożna

Patałachy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

4.04.2015 Suwałki
Wigry Suwałki – GKS Katowice 2:0
Bramki: Moneta (15), Adamek (84)
Wigry: Salik – Bogusz (46. Widejko), Adamek, Moneta (79. Tarnowski), Rafalskis, Wichtowski, Bartkowski, Valskis (64. Biel), Hirsz, Kopczyński, Jarzębowski.
GKS: Bucek – Czerwiński, Kamiński, Pielorz, Pietrzak – Frańczak (46. Ceglarz), Cholerzyński, Wieczorek (71. Duda), Pitry, Wołkowicz (77.  Januszkiewicz)- Goncerz.
Z.kartki: Bogusz, Valskis, Adamek – Cholerzyński, Frańczak, Goncerz
Cz.kartki: 
Sędzia: Tomasz Radkiewicz (Łódź)

37 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

37 komentarzy

  1. Avatar photo

    Pyjter

    4 kwietnia 2015 at 17:29

    Piłkarze wrócą i znów będzie ta gadka co juz słucham od paru lat…”ze znów się nie udało,ze bardzo chcemy,w szatni padły mocne słowa,ze w następnym meczu będziemy walczyć o 3punkty…i znowu się nie udało”

  2. Avatar photo

    Marcin

    4 kwietnia 2015 at 17:54

    Brak słów po prostu tak bardzo naszej GIEKSIĘ się kibicuje a tu od kilku lat to samo 6-10 miejsce w tabeli,nie ma już sił. .

  3. Avatar photo

    MarianoItaliano

    4 kwietnia 2015 at 18:10

    Jeszcze jeden mecz przegrany i myśle że koniec z Panem Skowronkiem 🙂

  4. Avatar photo

    achim

    4 kwietnia 2015 at 18:27

    Skowronki dopiyro przylatujom, a nasz chyba poleci!

  5. Avatar photo

    MarianoItaliano

    4 kwietnia 2015 at 18:29

    Myślę że powinien już dawno polecieć po nas pogrąży jak żydzew

  6. Avatar photo

    zygzak

    4 kwietnia 2015 at 18:39

    Wszyscy powinni wylecieć z prezesem Cyganem wyłącznie,Gieksa to nie jest już ten waleczny klub co kiedyś,teraz to są chłopcy do bicia.Gieksą powinni rządzić byli piłkarze tego klubu a nie ludzie którzy nie mają zielonego pojęcia o piłce.Niestety w Katowicach sport powoli umiera.

  7. Avatar photo

    MarianoItaliano

    4 kwietnia 2015 at 18:44

    Zgadzam się z kolegą niżej niestety każdy chce do koryta

  8. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 18:48

    wek skowronek i to jak najszybciej wypad z bukowej

  9. Avatar photo

    Gregi

    4 kwietnia 2015 at 18:48

    Umiecie zje.bać Świeta panowie grajki..Skowron i Cygan out!

  10. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 18:49

    wek skowronek wypad z bukowej

  11. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 18:50

    az sie trzese z nerwow tyle lat za ta nasza gieksa a tu nadal dupa wolowa wek skowronek z bukowej

  12. Avatar photo

    Anty GRZYB

    4 kwietnia 2015 at 18:52

    Nie wiem o ktorej godzinie te pilkarzyki wracaja ale mam ochote chocby w nocy jechac pod stadion i spojrzec tys skurwysynom nierobom w oczy. KURWA KURWA KURWA

  13. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 18:53

    wypad skowronek

  14. Avatar photo

    Tom

    4 kwietnia 2015 at 18:53

    Żałość żałość żałość i wielka szkoda że to tak wszystko się toczy , po co stadion i te głupie nadęte gadanie …..

  15. Avatar photo

    Marcin

    4 kwietnia 2015 at 18:55

    Nie no to już jest kulminacja wszystkiego, taki blamaż z wigrami. Przecież my sie musimy ostro brać do utrzymania!!!!!!!!!!!! K.. mać ile lat będziemy czekać na ekstraklasę !? Mamy już tego dość. Prezes,trener itd wont z Bukowej!!!

  16. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 18:55

    tyle lat kurwa za granica a tu nadal WIELKIE ZERO ZE SKOWRONKIEM NA CZELE

  17. Avatar photo

    Anty GRZYB

    4 kwietnia 2015 at 18:57

    MY TERAZ MUSIMY MYSLEC O UTRZYMANIU A CO KURWA Z AWANSEM? POSZEDL SIE JEBAC WIEC NIECH JUZ TERAZ ROZPIERDOLA TO DRUZYNE I NIECH GRAJA MALOLACI BO JAK ZLECIMY TO KURWA BEDZIE NA KOGO Z WALIC. Z BYTOWIA ZA TYDZIEN MAJA PRZEJEBANE

  18. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 18:59

    ZAMIAST NA SPACER Z RODZINA TO ZAWSZE TUTAJ CALY CZAS KLOTNIE ZRODZINA KLOTNIE Z KOBIETA I POCO BO KOCHAM GIEKSE OD DZIECKA A TU ZERO GOWNO NIC A SKOWRONEK FURGA NIECH LECI W PIZDU

  19. Avatar photo

    BOLO

    4 kwietnia 2015 at 18:59

    JAKI PREZES TAKI TRENER,JAKI TRENER TAKI PILKARZ,JAKI PILKARZ TAKIE GOWNO NA BOISKU.
    JAK BYL SP.DZIUROWICZ TO WSZYSCY CHODZILI JAK W ZEGARKU,TERAZ WIOSKI NAS OSMIESZAJA KURWA KONIEC Z TYM AZYLEM DLA PADALCOW ,WON Z TYM CHERLAWYM GOWNEM W NASZYCH BARWACH.
    W TYM KLUBIE TYLKO BAJTLI MOZNA OGLADAC .

  20. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 19:02

    ZGADZAM SIE Z BOLO SZACUN DLA CIEBIE

  21. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 19:04

    SKOWRONEK WYPAD Z GIEKSY NATYCHMIAST NAWET DZIS JAK MASZ ODROBINE HONORU

  22. Avatar photo

    Marcin

    4 kwietnia 2015 at 19:05

    Nie zazdroszczę wam piłkarzom na następnym meczu na Bukowej, macie prz…ne nie zdziwie sie jak dostaniecie wpierdol! My w Katowicach potrzebujemy ekipy z Błękitnych, tych którzy Lechowi wpierdolili 3;1 !!!

  23. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 19:07

    PITRY CHOLERZYNSKI GONZO WOLEK POSTAWCIE SIE WYJEBAJCIE TEGO FLETA ZWANEGO TRENEREM PANEM KURWA SKOWRONKIEM

  24. Avatar photo

    Marcin

    4 kwietnia 2015 at 19:16

    Skowronki wiadomo do wyjebczenia, prezes też nie ma pojęcia o robocie udawało mu sie do tej pory nie wylecieć. Takie wyniki mamy co roku że aż wstyd na całą Polskę, cały chorzów sie z nas śmieje!

  25. Avatar photo

    damian nederland

    4 kwietnia 2015 at 19:17

    SKOWRONEK NIEMA HONORU

  26. Avatar photo

    sławek

    4 kwietnia 2015 at 19:35

    PIERDOLONE panienki zrobili nom zajebisty prezent na święta niech wypierdalają z Katowic teraz czas na młodzież.A te chuje zajebane do roboty.

  27. Avatar photo

    Bartolo

    4 kwietnia 2015 at 19:41

    Prezes-człowiek z urzędu miasta-pierdolić ten układ.Oni nie chcą silnego klubu!Chcą tego co jest teraz i mieć święty spokój.Już lepiej grać w 3 lidze i rządzić się samemu-Stowarzyszenie kibiców

  28. Avatar photo

    BOLO

    4 kwietnia 2015 at 19:47

    W TYM KLUBIE KAZDEMU JEST DOBRZE TYLKO NIE KIBICOM KASA Z MIASTA LECI I WSZYSCY SA SZCZESLIWI TYLKO NAS RABIA W CHUJA.NAWET NAJLEPSZY TRENER NIC TU NIEZROBI BO TU JEST PRZYZWOLENIE NA CHUJOGRAJSTWO .CI ZAWODNICY TO GRZECZNE MODELE Z OKLADKI A NAM TRZEBA CHAMOW I BANDYTOW BOISKOWYCH TAKICH JAK LEDEK ,SWIR ,NAPIERALA ITD INACZEJ ZAWSZE BEDA NAS JEBAC W RYJ.

  29. Avatar photo

    kazik

    4 kwietnia 2015 at 20:00

    c o to kurwa jest dyrekcja wypad prawdziwych kibicow maja w dupie zawodnicy tez.wszyscy sie z nas smieja ze na bukowej nikomu niechce sie grac cieple posadki kasiora czy ktos bedzie z nich robil spolecznie nie sadze bo kibice byli sa i beda ale jak tak beda grac to bedzie pusto zawodnik dzis jest jutro tam aby zawsze tu jestesmy na dobre i zle widac co zropbili z hokejem w katowicach

  30. Avatar photo

    tyta

    4 kwietnia 2015 at 20:06

    … Skowronek nazot do Radzionkowa z całą drużyną i prezesem na czele

  31. Avatar photo

    sławek

    4 kwietnia 2015 at 20:12

    PIERDOLENIE O KONSEKWENCIACH i nadal nic w tym temacie trzeba zacząć od prezesa wymienia trenerów jak skarpety a som grzeje stołek i za chuja go nie puści a skowronek i tak odejdzie .JAŚIU FURTOK na trenera to im wstawi w pizde

  32. Avatar photo

    gieksiarz

    4 kwietnia 2015 at 20:16

    … z tymi piłkarzami żaden trener nie potrafi nic zrobić (prócz Nawałki ale to już inna bajka). Moskal odszedł do Krakowa i co … radzi sobie bo ma materiał a u nas po prostu jak było 15 lat temu tak jest do tej pory… dno. Kibice walczyli za każdym razem o ten klub do upadłego ale przyszli inni ludzie i nic nie potrafią od tylu lat zrobić. Czas się pożegnać i dać szansę nowym z pasją i wiarą w GKS KATOWICE!!!. Prezes, trener, piłkarze – wam już dziękujemy, choćby zacząć od drugiej ligi ale już bez was. BOLO trudno się z tobą nie zgodzić – czas wywalić ten niedobry łańcuszek.

  33. Avatar photo

    Kristofer

    4 kwietnia 2015 at 20:43

    Panom z zarzadu dziekujemy.Potrzebny jest manager a nie prezesina ktora na stolki stawia ludzi pod publike co nic nie wnosza.Potrzebny od zaraz gosc ktory to wszystko ogarnie i wywali pseudo pilkarzy.Wstyd na calo polske tyle lat pieprza jedno i to samo a nawet nikomu nie chce sie poszukac powaznego sponsora!!!!Takim grajkom dziekujemy juz DOSC!!!

  34. Avatar photo

    kibic

    4 kwietnia 2015 at 20:49

    Czas skończyć z tą farsą ! miasto ma na nas wyj…! Może pora wyjść na ulice centrum miasta i pokazać że w hu… się robić nie damy !!

  35. Avatar photo

    BOLO

    4 kwietnia 2015 at 21:41

    I ZADNYCH BOJKOTOW BO IM O TO CHODZI .NIC NIEWIDZIELI, NIC NIEPOWIEDZA A PILKARZE SIE WYTLUMACZA ZE BYLO ZIMNO I DESZCZ PADAL TRZEBA JEBNAC REKA W STOL PRESJA MUSI BYC KTO SIE POSRA TO ZNACZY ZE NIEGODZIEN NOSIC NASZYCH BARW

  36. Avatar photo

    wlodek

    5 kwietnia 2015 at 08:17

    mamy 3 piłkarzy Pietrzak Pitry Goncerz reszta banda patałachów prezes brak słow do tego cygan kłamie jak najety co rok sie zbroimy i stawiamy na młodych i sciaga nam petarzy itp.
    Pamietacie jak walczyli z Cracovia (dom/wyjazd) na mrozie kurwa najlepszy mecz jaki był skład . teraz sie w dupach poprzewracało nawet trener chujowy Moskala nie słuchali to beda skowronka .
    Zero jakiejs gry a ambicji te KURWY to dawno nie mają .

  37. Avatar photo

    gober

    5 kwietnia 2015 at 08:43

    Ten zarząd co mamy /wiekowo/powinien prowadzić UKS Katowice ana dodatek 30-letni bokser dyr. sportowym-proszę na trzeżwo pomyśleć co oni mają do powiedzenia w szatni tym niby co się nazywają piłkarzami.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga