Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: Sroga lekcja od wicemistrza Polski
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich pięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki w drugiej kolejce spotkań odniosły drugie zwycięstwo, tym razem nad nad beniaminkiem Resovią 7:0 (5:0). Kolejne spotkanie nasza drużyna rozegra na wyjeździe z ekipą Skry Częstochowa – w sobotę 24 sierpnia od godzinie 16:00. Piłkarze rozegrali w ramach 5. kolejki PKO BP Ekstraklasy spotkanie z Motorem Lublin. Drużyny podzieliły się punktami – odnotowano wynik 0:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Kolejne spotkanie piłkarze rozegrają na Bukowej w niedzielę 25 sierpnia o 14:45 z Mistrzem Polski Jagiellonią Białystok. W zapowiadanych sparingach ze Stalą Nysa padły dwukrotnie wyniki remisowe 2:2. Na czwartek i piątek zaplanowano dwa test-mecze z Wartą Zawiercie. W trakcie turnieju o Puchar RT Torax nasza drużyna kolejno wygrała z AZ Havirov 2:0, w następnym spotkaniu przegrała z HC RT Torax Poruba 2:5. W ostatnim swoim meczu GieKSa zmierzyła się z JKH GKS Jastrzębie ulegając 1:3. Od najbliższego piątku do niedzieli zaplanowano dziennie po jednym sparingu, odpowiednio z HK Dukla Michalovice, HK Poprad oraz z Unią Oświecim.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Jednostronne starcie w Katowicach
W Katowicach wicemistrzynie Polski – mające apetyt na powtórzenie zwycięskiego sezonu 2022/23 – podejmowały beniaminka z Rzeszowa. Choć rzeszowianki w debiutanckim spotkaniu w Ekstralidze zaprezentowały się dobrze, w starciu z podopiecznymi Karoliny Koch nie miały wiele do powiedzenia. Katowiczanki dominowały przez cały mecz, który ostatecznie zakończył się wynikiem 7:0.
Resovia zaczęła mecz ambitnie, starając się przetrwać napór katowiczanek i szukać okazji do kontry, co w 8.minucie zakończyło się strzałem z rzutu wolnego, który nieznacznie minął bramkę Kingi Seweryn. To najwyraźniej rozjuszyło zawodniczki Gieksy, już bowiem dwie minuty później Klaudia Słowińska zakończyła kombinacyjną akcję katowiczanek. Kibice zebrani przy stadionie na Bukowej jeszcze nie zdążyli ochłonąć, a wynik już podwyższyła Amelia Bińkowska. Od tego momentu na boisku dominował zespół Gieksy. Anita Turkiewicz, Gabriela Grzybowska i Marlena Hajduk wykańczały bramkami ładne, przemyślane akcje katowiczanek, często rozpoczętych po błędach drużyny z Rzeszowa, która nie mogła znaleźć pomysłu na coraz bardziej rozpędzone podopieczne Karoliny Koch. Po przerwie obraz gry się nie zmienił i najpierw Klaudia Maciążka, a potem ponownie Grzybowska podwyższyły wynik spotkania. Szanse na kolejne bramki nie zostały przez katowiczanki wykorzystane (w 75.minucie Dominika Misztal umieściła piłkę w siatce, ale była na pozycji spalonej) i katowiczanki zakończyły mecz wynikiem 7:0.
Za tydzień Gieksa udaje się do Częstochowy na starcie z drugim z beniaminków Ekstraligi, natomiast rzeszowianki podejmą drużynę z Łodzi.
nowiny24.pl – GKS Katowice wysoko pokonał Resovię. Sroga lekcja od wicemistrza Polski
Rzeszowianki w Katowicach zderzyły się ze ścianą i od wicemistrza Polski przywożą siedem straconych bramek.
Wicemistrzynie Polski od pierwszych minut mocno przycisnęły rzeszowianki i już w piątej minucie omal nie zdobyły gola. Bińkowska ostemplowała spojenie słupka z poprzeczką. Chwilę później niestety gospodynie już nie pomyliły się i Klaudia Słowińska otworzyła wynik meczu. Trzy minuty później GKS podwyższył wynik meczu, tym razem dośrodkowała była zawodniczka Resovii Karolina Bednarz, a Amelia Bińkowska dopełniła tylko formalności. Miejscowe nie miały zamiaru odpuszczać Resovii i w 28 minucie. Anita Turkiewicz w sytuacji sam na sam dołożyła kolejne trafienie dla katowiczanek. Chwilę później przed stratą czwartej bramki po strzale Bińkowskiej, Resoviaczki uratował słupek. Przed przerwą GKS trafił jeszcze dwa razy po strzałach Gabrieli Grzybowskiej i Marleny Hajduk. Druga połowa rozpoczęła się od gola Klaudii Maciążki, już po trzech minutach grania, a chwilę później Gabriela Grzybowska podwyższyła i tak już wysokie prowadzenie gospodyń. Do końca meczu mimo kolejnych okazji dla gospodyń bramki już nie padły.
24kato.pl – Zuzanna Błaszczyk w młodzieżowej kadrze Polski. Powołanie dla bramkarki GKS Katowice
Kolejne powołanie do młodzieżowej kadry Polski otrzymała bramkarka GKS Katowice Zuzanna Błaszczyk.
Od 1 do 11 września w Pruszkowie i bośniackim mieście Trebinje odbędzie się zgrupowanie reprezentacji Polski U-19. Według informacji podanej przez PZPN będzie tam również bramkarka GKS Katowice Zuzanna Błaszczyk. W tym czasie Polki U-19 zagrają dwa mecze ze swoimi rówieśniczkami z Bośni i Hercegowiny 8 września o godzinie 14:00 oraz 10 września o godzinie 10:00.
SIATKÓWKA
gkskatowice.eu – Sparing ze Stalą na remis
W swoim drugim przedsezonowym sparingu GKS Katowice zagrał w hali OS Szopienice z PSG Stalą Nysa. W drużynie GKS-u wystąpił tego dnia trenujący z naszym zespołem siatkarz reprezentacji Ukrainy, Jewhenij Kisiliuk. Pierwszy set starcia GieKSy z nysanami był bardzo wyrównany, katowiczanie byli w stanie przełamać dobrze atakujących rywali i doprowadzić na remisu 10:10 po akcji Aymena Bouguerry, a potem wyjść na prowadzenie 15:14 po bloku Łukasza Usowicza. Zacięta walka punkt za punkt, która stała pod znakiem dobrej współpracy rozgrywających i środkowych po obu stronach siatki, zakończyła się ostatecznie wygraną gości 25:23 po udanym bloku i ataku z drugiej linii naszych rywali.
Gracze z Nysy wyszli w drugim secie na solidne prowadzenie 10:4, korzystając z mocnej kierunkowej zagrywki, GKS-owi udało się zniwelować stratę do przeciwnika do trzech „oczek”, co nie uszło uwadze trenera Daniela Plińskiego, który skorzystał z czasu przy wyniku 14:11 dla swojego zespołu. GKS zaczął częściej korzystać z niedokładności po stronie nysan i po jakimś czasie strata wynosiła tylko dwa punkty, a po czujnym bloku Krulickiego na środku siatki remisowaliśmy po 21 i wszystko mieliśmy w naszych rękach. Ostatecznie doszło do gry na przewagi, którą PSG Stal zakończyła udanym blokiem na 26:24. W trzeciej partii siatkarze z Nysy wyszli na prowadzenie 7:3 po udanych zagrywkach Remigiusza Kapicy i przełamywaniu naszego bloku, co nie uszło uwadze trenera Grzegorza Słabego, który skorzystał z przerwy na żądanie. Weszliśmy szybko na właściwy poziom gry i po bloku Hudzika (7:8) traciliśmy do rywala tylko punkt, a chwilę potem wyszliśmy na prowadzenie do udanych obronach i atakach Damiana Domagały.
Tym samym walczyliśmy z przyjezdnymi punkt za punkt (15:15). Kluczem do naszego sukcesu w końcówce seta była skuteczna gra blokiem, dzięki której prowadziliśmy 22:18, a seta zakończyliśmy wygraną do 21 po ataku Bouguerry z szóstej strefy. Walka między GieKSą a Stalą była bardzo interesująca w czwartym secie, w którym wynik oscylował wokół remisu (7:7). Mogliśmy na skrzydłach liczyć zarówno na przyjmujących, jak i Domagałę, którzy sprawnie obijali nyski blok. Po asie Bouguerry GKS prowadził już 15:11, ale przeciwnik odpowiedział udanym zrywem i asem Kapicy (16:15). Szybko odskoczyliśmy punktowo, wracając do agresywnej zagrywki i punktowego bloku, co pomogło nam w wygraniu czwartego seta i zremisowaniu sparingowego starcia. Mecz zakończył się po ataku Bouguerry po bloku rywala (25:19).
GKS Katowice – PSG Stal Nysa 2:2 (23:25, 24:26, 25:21, 25:19)
Kolejny sparingowy remis
W drugim sparingu z PSG Stalą Nysa, jaki tym razem rozgrywaliśmy na terenie rywala, w wyjściowej szóstce pojawili się Bartosz Gomułka na ataku i Krzysztof Gibek na przyjęciu. Rywale w pierwszym secie objęli prowadzenie 7:3 po dobrych akcjach na środku siatki i bloku na Jewheniju Kisiliuku. Po przerwie, z której skorzystał trener Grzegorz Słaby, strata GKS-u powiększyła się do sześciu punktów, jako że nysanie utrzymywali wysoki poziom skuteczności w ofensywie, a do tego swoje zagrywką dołożył Kapica. Nasza sytuacja poprawiła się po serwisach Bartłomieja Krulickiego (17:13), jako że w tym okresie seta odzyskiwaliśmy swój rytm gry. Ważne punkty w przedłużonych wymianach dołożył Bartosz Gomułka i remisowaliśmy po 19! Przeciwnicy przybliżyli się do wygranej w secie po wykorzystaniu naszych problemów w przyjęciu; obroniliśmy pierwszą piłkę setową po bloku Usowicza, ale druga padła łupem Dulskiego (25:23).
W drugiej partii to GKS zaczął od prowadzenia po atakach Bartosza Gomułki, do którego szybko dołączył skuteczny na lewej stronie siatki Aymen Bouguerra (7:11). Utrzymywaliśmy cztery punkty przewagi i w ważnym momencie partii prowadziliśmy już 19:14, bazując na dokładności i powtarzalności. Skorzystaliśmy z przerwy przy wyniku 20:17 dla GieKSy, starając się zatrzymać serię nysan. GKS kontrolował sytuację do wyniku 23:18, wtedy przydarzył nam się przestój, który ostatecznie nie zaważył na losach seta. Katowiczanie dość spokojnie wygrali 25:21 po błędzie odbicia po stronie przeciwnika. Rozpoczęcie trzeciego seta dwoma punktowymi blokami pokazało, że GKS dostał duży zastrzyk energii po zasłużenie wygranym secie (4:8). Dzięki sprawnej grze w ataku po obronie i korzystaniu z najlepszych opcji w ataku na skrzydłach spokojnie utrzymywaliśmy korzystny wynik (11:16), Gomułka wyrożniał się w finalizowaniu akcji w trudnych sytuacjach, do tego świetnie wyglądała współpraca Fenoszyna z Usowiczem. Po pomyłce Gierżota w ataku i dłuższej wymianie zakończonej blok-autem Bouguerry pokonaliśmy nysan w trzecim secie 25:20.
Podrażnieni gospodarze sparingu rozpoczęli czwartego seta od prowadzenia 5:4, obie drużyny postawiły na mocny serwis i odważnie zagrania w ataku. Po asie Gibka i dobrym ataku Kisiliuka z prawej flanki GKS prowadził 12:10 i starał się sprawić nysanom jak najwięcej problemów w obronie i przyjęciu. Po asie Bouguerry było już 16:11 dla GieKSy, od tego momentu gracze trenera Daniela Plińskiego ruszyli do odrabiania strat i wyszli na prowadzenie po serii punktów Dawida Dulskiego, na co musieliśmy szybko zaregować. Rozpędzeni gracze klubu z Nysy wykorzystali swój dobry moment i wyszli na prowadzenie 21:18, które szybko zostało wyrównane po serwisach Krzysztofa Gibka. Do samego końca trudno było przewidzieć, kto wygra seta, ostatecznie w grze na przewagi lepsi okazali się nysanie po asie Dulskiego.
PSG Stal Nysa – GKS Katowice 2:2 (25:23, 21:25, 20:25, 28:26)
HOKEJ
hokej.net – Udana inauguracja GieKSy. Zwycięstwo i czyste konto Murray
Od zwycięstwa zmagania w Turnieju o Puchar RT Torax rozpoczęli zawodnicy GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski pokonali 2:0 AZ Hawierzów. Premierowe trafienie w zespole Jacka Płachty zaliczył debiutujący Stephen Anderson, zaś pieczęć na zwycięstwie katowiczan postawił Igor Smal.
Spotkaniem GKS-u Katowice z AZ Hawierzów zainaugurowane zostały zmagania tegorocznej odsłony Turnieju o Puchar RT Torax w Porubie. Dla GieKSyspotkanie z czeskim trzecioligowcem było jednocześnie inauguracją serii letnich gier sparingowych.
Trener Jacek Płachta wkomponowując nowych zawodników do swojego zespołu, nie uciekał od rozwiązań, które w ubiegłym sezonie były znakiem jakości GKS-u. Spotkanie między słupkami rozpoczął John Murray. W pierwszej formacji ataku pozostał flagowy duet Pasiut-Fraszko, który uzupełnił Mychajło Kowalczuk, zaś za ich plecami zestawiona została para defensorów Kostek-Runesson. Nierozłączny pozostał również duet Varttinen-Koponen, przez wielu uważany za najlepszą formację defensywną zeszłego sezonu TAURON Hokej Ligi.
Spotkanie miało przebieg charakterystyczny dla gier kontrolnych w letnim okresie przygotowawczym. W grze obu ekip można było dotrzeć docierającą się współpracę pomiędzy poszczególnymi formacjami.
Autorem debiutanckiego trafienia dla GKS-u Katowice w sezonie 2024/2025 w 33. minucie został Stephen Anderson. Chwilę wcześniej w boksie kar zameldował się Mychajło Kowalczuk. Podopieczni Marka Pavlačkinie roztropnie jednak budując akcję w tercji katowiczan, stracili krążek z którym na czeską bramkę pomknął Anderson. Kanadyjczyk z zimną krwią umieścił gumę w siatce, otwierając wynik spotkania.
O końcowym wyniku przesądziły wydarzenia trzeciej odsłony. Drugie trafienie dla GKS-u poprzedziła dobra praca podopiecznych Jacka Płachty w forecheckingu, co sprawiło, że przeciwnicy mieli coraz większe problemy, aby wyprowadzić krążek do tercji rywala. Zwieńczeniem tego dobrego okresu gry było trafienie Igora Smala w 48. minucie, który zachowując czujność pod bramką Šimonů zaadresował krążek do bramki.
Czesi pokonują GieKSę i wygrywają turniej
Drużyna HC RT TORAX Poruba kolejny raz okazała się poza zasięgiem polskiego zespołu. W swoim drugim spotkaniu w Turnieju o Puchar RT TORAX w Porubie podopieczni Jiříego Režnara pokonali GKS Katowice 5:2. Wicemistrzowie Polski swój udział w turnieju w Ostrawie zwieńczą jutrzejszym pojedynkiem przeciwko JKH GKS-owi Jastrzębie.
Pierwsi do głosu w ofensywie doszli gospodarze, którzy częściej zapuszczali się w tercję GKS-u, szukając okazji, aby sprawdzić gotowość Michała Kielera. Podopieczni Jiříego Režnara zdołali szybkimi podaniami w tercji neutralnej inicjować groźne ataki, z którymi musieli radzić sobie katowiccy defensorzy.
Dobra okazja dla wicemistrzów Polski, aby odpowiedzieć na ataki zespołu z Poruby, nastąpiła w 5. minucie, gdy do boksu kar, za grę wysokim kijem został oddelegowany Tomáš Šoustal. Trener Płachta do rozgrywania przewagi zdecydował się zadysponować swój flagowy duet Pasiut-Fraszko, który uzupełniał Stephen Anderson, Dante Salituro oraz Albin Runesson. Sporą aktywność w ostatnich sekundach przewagi GKS-u wykazywał Razmuz Engback. Na 3 sekundy przed końcem kary Šoustala, otrzymał on mocne dogranie z prawego skrzydła od Santeriego Koponena, które przytomnie zdołał zamienić na otwierające wynik spotkania trafienie.
Stracona bramka w żaden sposób nie wpłynęła na morale zawodników Poruby, którzy w dalszym ciągu pozostawali usposobieni ofensywnie, dobrze czując się na krążku w tercji GKS-u. W 10. minucie katowickich obrońców zaczarował Lukáš Doudera, który po chwili świetnie dostrzegł na prawym buliku Martina Hermanna. Ten zaś, strzałem w samo okienko, nie dał najmniejszych szans na interwencję Michałowi Kielerowi. W 11.minucie Herrmann sprytnie wyłuskał krążek podczas walki na bandzie, następnie wrzucił go w światło bramki, gdzie jego lot przeciął Jakub Kotala, podwyższając prowadzenie gospodarzy. W 26. minucie po soczystym strzale spod niebieskiej linii Koponena, krążek zatrzepotał w bramce gospodarzy. Radość katowickiej drużyny okazała się jednak przedwczesna, gdyż sędziowie podjęli decyzję o nieuznaniu bramki, w związku z grą wysokim kijem ze strony GKS-u Katowice. Grający w przewadze gospodarze, nie mieli większych skrupułów, podwyższając swoje prowadzenie za sprawą strzału spod niebieskiej linii Augusta Nilssona. W 30. minucie popis indywidualnych umiejętności zaprezentował Frenks Razgals, który najeżdżając zza bramki znalazł sobie dobrą pozycje strzelecką, a następnie precyzyjnym strzałem z nadgarstka pokonał Kielera.
Wraz z początkiem trzeciej tercji z gry został wykluczony Lukáš Doudera, okres gry w liczebnej przewadze, nie pomógł zawodnikom GKS-u zmniejszyć straty do rywala. W kolejnych minutach obie strony dążyły do wykreowania sobie okazji strzeleckich, jednak na drodze krążka do siatki, stawały obramowania bramki, bądź dobrze dysponowani bramkarze. Więcej zapału kolejny raz przejawili gospodarze. W 57. minucie autorem piątego trafienia dla Poruby stał się Michal Vachovec. Ostatni akcent dzisiejszego spotkania należał jednak do GKS-u Katowice. W 59. minucie swoim firmowym uderzeniem z lewego skrzydła popisał się Aleksi Varttinenen, posyłając krążek poza zasięgiem interweniującego Daniela Dolejša.
JKH GKS lepszy od GieKSy w Ostrawie
Na zwieńczenie rywalizacji w Turnieju o Puchar RT Torax, JKH GKS Jastrzębie pokonał GKS Katowice 3:1. Z dobrej strony pokazał się Szymon Kiełbicki, który zdobył bramkę oraz asystował przy trafieniu Martina Kasperlíka.
Spotkanie rozpoczęło się w przyjemnej dla oka intensywności. Nie brakowało bezpośredniej walki o krążek w środkowej tercji, jednak bez wyraźnego zarysowywania się przewagi którejś ze stron.
W 10. minucie zawodnicy JKH podjęli próbę szybkiego rozegrania. Długie podanie z własnej tercji w strefie neutralnej padło łupem Zdenka Krála. Wygrywając walkę o krążek, Král wyciągnął z linii obrony Arkadiusza Kostka, czym napędził dwójkową akcję swojego zespołu. Szymon Kiełbicki idealnie w tempo obsłużył Martina Kasperlíka, który uderzeniem z bekhendu otworzył wynik spotkania.
W 14. minucie zespół Jacka Płachty zmuszony był zmierzyć się z grą w podwójnym osłabieniu. Jastrzębianie błyskawicznie przeszli do sposobności, aby liczebną przewagę zamienić na bramkę. Dobrze dysponowany między słupkami był jednak John Murray. W 15. minucie zawodnicy JKH dopięli swego. Po przyspieszeniu rozegrania, strzałem przy krótkim słupku na listę strzelców tym razem osobiście wpisał się Szymon Kiełbicki.
Wicemistrzowie Polski w drugiej odsłonie starali się przejąć inicjatywę nad wydarzeniami na lodzie, dążąc do utrzymywania się w grze na krążku. W 26. minucie odwróciły się role z pierwszej tercji i to GieKSa dostąpiła możliwości gry w podwójnej przewadze. Koronkowe rozegranie krążka nie przełożyło się jednak na zmianę wyniku spotkania. Najbliżej szczęścia był Albin Runesson, gdy po jego strzale krążek wybrzmiał na poprzeczce jastrzębskiej bramki.
W 30. minucie katowiczanie pozostawili zdecydowanie zbyt dużo swobody swoim rywalom. Maciej Urbanowicz zza bramki przytomnie dostrzegł najeżdżającego na bramkę Jana Sołtysa, któremu udało się skierować gumę do bramki Murraya.
W trzeciej odsłonie z dobrej strony pokazali się w bramkach John Murray oraz Maciej Miarka, za sprawą których w kolejnych minutach wynik nie uległ zmianie. Ostatnim akcentem dzisiejszego spotkania były wydarzenia z 58. minuty. GKS Katowice zdołał wykorzystać okres gry w przewadze. Na uderzenie z prawego skrzydła zdecydował się Pontus Englund. Zasłonięty Maciej Miarka, nie miał większych szans na interwencję i po chwili krążek znalazł się w siatce jego bramki.
Polskie zespoły za plecami gospodarzy. Nietypowe nagrody dla najlepszych zawodników
Zakończyły się zmagania w Turnieju o Puchar RT Torax. Najlepszą ekipą zawodów w Porubie okazali się gospodarze. Przedstawiciele TAURON Hokej Ligi: JKH GKS Jastrzębie oraz GKS Katowice zajęli odpowiednio drugą oraz trzecią lokatę.
Podopieczni Jiříego Režnara okazali się poza zasięgiem pozostałych drużyn, z kompletem punktów plasując się na pierwszym miejscu. Trzeba przyznać, że czeski pierwszoligowiec na tle pozostałych drużyn imponował jakością w najbardziej efektywnych elementach hokejowego rzemiosła. Gospodarze zaprezentowali niezwykle ofensywne usposobienie. Będąc na krążku dążyli do błyskawicznego przenoszenia gry w tercję rywala, gdzie za sprawą kilku podań potrafili wypracować doskonałe pozycje strzeleckie. Z dobrej strony w ekipie z Ostrawy zaprezentował się jeden z najnowszych nabytków drużyny – Rory Herrman. 25-latek który w zeszłym sezonie imponował statystykami w barwach Milton Keynes Lightning trzykrotnie wpisał się na listę strzelców. Polskim kibicom nie pozwolił również o sobie zapomnieć były zawodnik GKS-u Tychy August Nilsson.
O zajęciu drugiej lokaty zadecydował polski pojedynek, z którego górą wyszli podopieczni Róberta Kalábera. Jak na standardy spotkania sparingowego, obie ekipy potrafiły zaprezentować momenty gry prowadzonej na wysokiej intensywności. Jastrzębianie niczym wytrawny pięściarz wypunktowali błędy wicemistrzów Polski, co zapewniło im zwycięstwo.
Organizatorzy turnieju docenili postawę zawodników obu polskich zespołów. Najlepszym bramkarzem turnieju wybrano Macieja Miarkę, zaś najlepszym obrońcą Santeriego Koponena. Skład najlepszej trójki turnieju uzupełnił napastnik ekipy weteran w składzie Poruby – Ondrej Roman.
Najlepsi zawodnicy otrzymali nietypowe nagrody, a mianowicie sześciopaki złotego napoju.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Najnowsze komentarze