Piłka nożna Prasówka
Piłkarskie szachy! GKS Katowice bezbramkowo zremisował z drugim beniaminkiem Motorem Lublin
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Motor Lublin w którym padł remis 0:0.
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice znów nie zobaczyli zwycięstwa. Zespół Rafała Góraka zremisował z Motorem Lublin
GKS Katowice w starciu beniaminków zremisował z Motorem Lublin 0:0. W trzecim domowym meczu zespół Rafała Góraka zdobył pierwszy punkt, ale poczucie niedosytu było wręcz dojmujące.
Po dwóch domowych porażkach kibice GKS Katowice tłumnie stawili się na Bukowej, wierząc, że mecz z Motorem Lublin przyniesie pierwsze zwycięstwo. Stawką bezpośredniego starcia beniaminków były bowiem nie tylko punkty, ale także dość głęboki oddech w walce o oddalenie się od strefy spadkowej. Ich przekonanie zostało też wyrażone na oprawie, na której widniała łacińska sekwencja „Vincit qui patitur”, czyli „Zwycięży ten, kto wytrwa”.
Rafał Górak wystawił najmocniejszą – przynajmniej „na papierze” – jedenastkę. Do składu wrocili piłkarze nieobecni w świetnym poprzednim spotkaniu w Gliwicach z Piastem (2:2), co też stanowiło atut biorąc pod uwagę fakt, że obie konfrontacje dzieliły tylko cztery doby. Z drugiej jednak strony Motor miał aż dwa tygodnie przerwy.
W pierwszej połowie sytuacji podbramkowych było jednak niewiele, a te, które się zmaterializowały, najczęściej kończyły się strzałami, po których piłka przelatywała obok bramek. W 42 minucie stało się jednak coś, co zmroziło optymizm gospodarzy. Motor wyprowadził piłkę długim podaniem sprzed własnego pola karnego, przejął ją Mbaye Jacques Ndiaye, który łatwo pokręcił Lukasem Klemenzem i równie łatwo pokonał Dawida Kudłę. Radość gości szybko zamieniła się w niepewność, a poczucie winy obrońcy GKS-u w nadzieję, bo sędzia Patryk Gryckiewicz zasygnalizował potrzebę sprawdzenia ewentualnego spalonego. Analiza trwała długo, ale zakończyła się wybuchem katowickiej radości, gdy trafienie oficjalnie anulowano.
Lublinianie poczuli siłę. Na początku drugiej połowy pod bramką Kudły dwukrotnie było bardziej niż gorąco. Piotr Ceglarz nie trafił jednak w idealnej sytuacji w piłkę odbitą przez golkipera wprost pod jego nogi, a Samuel Mraz przestrzelił wślizgiem z pięciu metrów. W rewanżu GKS zamknął gości w ich polu karnym, ale każda z kilku prób była, czasem zupełnie przypadkowo, blokowana przez ofiarnie interweniujących obrońców. Wreszcie było więc ciekawie.
Im dalej w las, tym wyraźniej widać było przewagę Motoru, który potrafił zamknąć katowiczan głęboko na ich połowie. Rafał Górak dokonywał zmian, ale wciąż to goście byli bliżsi zdobycia gola oznaczającego zwycięstwo.
gol24.pl – Piłkarskie szachy! GKS Katowice bezbramkowo zremisował z drugim beniaminkiem Motorem Lublin
GKS Katowice tylko bezbramkowo zremisował w meczu dwóch beniaminków na początek 5. kolejki PKO Ekstraklasy. Drugie piątkowe starcie z Motorem Lublin nie rozpieszczało długimi momentami kibiców zebranych przy Bukowej. Piłka raz jednak zatrzepotała w siatce, lecz sędzia Patryk Gryckiewicz gola nie uznał. Dlaczego? Dopatrzył się spalonego przy golu dla przyjezdnych. Spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0.
Drugie piątkowe starcie 5. kolejki PKO Ekstraklasy już było mniej ekscytujące dla przeciętnego kibica polskiej piłki. W pierwszej połowie najlepszą okazję dla przyjezdnych z Motoru Lublin miał Samuel Mraz. Słowak uderzył jednak prosto w stojącego bramce GKS-u Katowice – Dawida Kudłę.
Przed końcem pierwszej połowy goście prowadzeni przez jednego z najmłodszych trenerów PKO Ekstraklasy Mateusza Stolarskiego umieścili piłkę w siatce. Jednak jak się okazało arbiter z drobną pomocą wozu VAR dopatrzył się minimalnego ofsajdu i trafienie senegalskiego atakującego, Mbaye N’Diaye’a nie mogło zostać uznane.
W drugiej połowie tak samo nieskuteczny był Mraz, dlatego też Stolarski wzmocnił ofensywę wprowadzając Kaana Caliskanera. Niemiec zmienił Krzysztofa Kubicę, który również próbował w meczu przy Bukowej, ale nie mógł się wstrzelić i trafić między słupki Kudły.
GKS w tym czasie mało sobie stwarzał z gry.
Swojej szansy upatrywał się w drugiej połowie również Marcin Wasielewski, który zmienił Grzegorza Rogalę. Ten jednak uderzył tylko w boczną siatkę Motoru Lublin.
Końcówka meczu była pod dyktando Motoru. Co i rusz Piotr Ceglarz wraz z wprowadzonym Caliskanerem próbowali nękać pole karne GieKSy, a co za tym idzie bramkę Kudły. Zwłaszcza dało się zauważyć wzmożoną aktywność tego pierwszego. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem i piątek w 5. kolejce zamknęliśmy przeciętnym meczem przy Bukowej.
sportowefakty.wp.pl – Klincz GKS-u Katowice i Motoru Lublin. Trenerzy mówili o przyczynach
Konfrontacja GKS-u Katowice z Motorem Lublin nie tylko nie przyniosła gola, ale również nie była napakowana sytuacjami podbramkowymi. Trenerzy Rafał Górak i Mateusz Stolarski przyznali, że podział punktów jest sprawiedliwym efektem.
Konfrontacja GKS-u Katowice z Motorem Lublin nie tylko nie przyniosła gola, ale również nie była napakowana sytuacjami podbramkowymi. Trenerzy Rafał Górak i Mateusz Stolarski przyznali, że podział punktów jest sprawiedliwym efektem.
GKS Katowice zakończył pierwszą połowę meczu bez celnego strzału w statystykach. Poprawił się po zmianie stron, ale nie na tyle, żeby zapewnić sobie pierwsze zwycięstwo przy Bukowej po powrocie do PKO Ekstraklasy. GKS sprawdził kilkakrotnie czujność Ivana Brkicia i obrońców Motoru Lublin, a ci poradzili sobie z wszystkimi problemami.
– To było wyrównane spotkanie na wysokiej intensywności. Trzeba oddać, że to był taki mocny mecz, ale czystych sytuacji podbramkowych nie było za wiele. Powinniśmy być ciut bardziej konkretni pod bramką Motoru, ale przeciwnik wysoko zawiesił nam poprzeczkę organizacją w obronie. Bierzemy punkt z pokorą i pracujemy dalej. Nie ma mowy o rozczarowaniu – opowiada na konferencji prasowej Rafał Górak, trener katowiczan.
– Nie jestem zadowolony z pięciu punktów w tabeli. Widziałem szanse na większy dorobek. Zdobyliśmy już bagaż doświadczeń w ekstraklasie, chociaż czujemy niedosyt. Nie ma jednak co tragizować, ponieważ ważne jest to co przed nami. Czekamy na pierwsze zwycięstwo u siebie i to jest pewne – ocenia Rafał Górak.
Najgorętszym momentem meczu było nieuznanie gola Mbaye N’Diaye w końcówce pierwszej połowy. Ostatecznie wideo weryfikacja doprowadziła do anulowania trafienia w powodu minimalnego spalonego w momencie podania Sebastiana Rudola z rzutu wolnego. Motor obszedł się smakiem gola „do szatni”.
– Najbardziej żałuję wejścia w drugą połowę, ponieważ weszliśmy w nią dość mocno i powinniśmy objąć prowadzenie na „dzień dobry”. Później GKS przejął inicjatywę i także miał swoją szansę na gola. Wybroniliśmy to, a skoro nie możesz zdobyć bramki, to jej nie strać. Nie przegraliśmy trzeciego meczu z rzędu i liczę, że w kolejnym starciu z Puszczą będziemy skuteczniejsi – dodaje szkoleniowiec.
kurierlubelski.pl – Bez bramek, ale i bez nudy. Motor zremisował na wyjeździe z GieKSą
Centymetry dzieliły Motor Lublin od zwycięstwa w Katowicach. Tak wynika z wyrysowanej przez VAR linii spalonego, która sprawiła, że nieuznany został piękny gol Mbaye Jacquesa N’Diaye. A była to jedyna sytuacja, w której piłka wpadła do siatki.
[…] Kwadrans gry co prawda goli nie przyniósł, ale przy Bukowej oglądaliśmy otwarte i ciekawe widowisko. Oprócz wspomnianych wyżej graczy gości, wyróżniającą się postacią był także kapitan Piotr Ceglarz.
W 24. minucie do wysiłku Kudłę zmusił Samuel Mraz, który uderzał jednak w środek. W odpowiedzi zaatakowali gospodarze, ale szybką akcję strzałem ponad poprzeczką kończył Adrian Błąd.
Pod koniec połowy popis swoich umiejętności dał N’Diaye. Kilkudziesięciometrowe podanie niemal przez całe boisko posłał Sebastian Rudol. Senegalczyk świetnie je opanował, złamał akcję do środka, po czym strzałem z okolic 16. metra nie dał szans bramkarzowi gości. Kibice w Lublinie na taką akcję swojego ulubieńca czekali od początku sezonu. Goście fetowali, ale… wkroczył VAR. Analiza trwała długo. Finalnie sędziowali zdecydowali, że N’Diaye był na pozycji spalonej. Zespoły udały się do szatni przy wyniku 0:0.
Drugą odsłonę drużyny rozpoczęły w identycznych zestawieniach personalnych (pierwszej zmiany dokonał Mateusz Stolarski, zastępując Krzysztofa Kubicę Kaanem Caliskanerem w 59. minucie). Zdecydowanie lepiej czuli się na boisku goście. Już w 47. minucie niebezpiecznie uderzał Mraz. Piłkę odbił Kudła, ale prosto w stronę nadbiegającego Ceglarza. Ten jeden nie trafił w futbolówkę, która jeszcze skozłowała. Chwilę później „Cegi” próbował otworzyć wynik technicznym strzałem z narożnika pola karnego, lecz nieco spudłował.
Gospodarze nie chcieli być dłużni. Z obrębu szesnastki Brkicia próbował zaskoczyć Bartłomiej Nowak, ale Chorwat piątkowego wieczoru emanował pewnością i spokojem. W 54. minucie ucierpiał po starciu we własnym polu karnym z Mathieu Scaletem. A cała akcja GKS-u mocno pachniała golem. Dzięki ofiarnym interwencjom piłkarzy i bramkarza udało się jednak temu zapobiec.
dziennikwschodni.pl – Dobry występ Motoru w Katowicach, zabrakło tylko gola
W poprzednim sezonie mecze z GKS Katowice nie były specjalnie udane dla Motoru Lublin. W piątkowy wieczór, już na poziomie PKO BP Ekstraklasy podopieczni Mateusza Stolarskiego pokazali się jednak na stadionie przy Bukowej z bardzo dobrej strony. Goście byli lepsi, groźniejsi i chyba można powiedzieć, że bezbramkowy remis z GieKSą, to był remis ze wskazaniem na żółto-biało-niebieskich.
Starcie beniaminków lepiej rozpoczął Motor. Goście już w… 23 sekundzie przeprowadzili pierwszą, ofensywną akcję. Piotr Ceglarz dośrodkował w pole karne z lewego skrzydła, ale bramkarz rywali był szybszy przy futbolówce. Szybko z dystansu odpowiedział Adrian Błąd i pierwszy, ale nie ostatni raz nie trafił w bramkę.
Nie minęło jeszcze 10 minut, a kolejne okazje mieli: Bartosz Wolski po podaniu Jacquesa Ndiaye oraz Mathieu Scalet. „Wolo” zdecydował się na uderzenie po ziemi, ale nie trafił w bramkę. Defensywny pomocnik ekipy z Lublina dopadł za to do piłki przed szesnastką i chociaż miał sporo miejsca i czasu, to huknął bardzo wysoko nad poprzeczką.
Później lepszy fragment miała GieKSa, która przejęła inicjatywę i potrafiła dłużej utrzymać się przy piłce. W 13 minucie po akcji prawą flanką piłka trafiła na dalszy słupek do Grzegorza Rogali. Ten długo zbierał się jednak do strzału i został zablokowany. Naprawdę dobra okazja na gola pojawiła się w 24 minucie. Wolski zagrał w pole karne do Samuela Mraza. Wydawało się, że Słowak źle zabrał się z piłką, ale szczęśliwie jej nie stracił i strzelił po ziemi, a Dawid Kudła obronił tę próbę nogą. Minęło kilkadziesiąt sekund i już byliśmy pod drugim polem karnym, gdzie Alan Czerwiński wycofał piłkę do kolegi, a Błąd po raz kolejny huknął z dystansu niecelnie.
W 33 i 35 minucie gdyby gospodarze zachowali się ciut lepiej, to znaleźliby się w bardzo dobrych sytuacjach. Najpierw groźną akcję złym przyjęciem zepsuł Bartosz Nowak. Po chwili Zrelak uderzył głową źle i niecelnie. Tuż przed przerwą kapitalną, indywidualną akcję przeprowadził Ndiaye. Senegalczyk dostał długie podanie od Sebastiana Rudola, świetnie przyjął, balansem ciała uwolnił się spod opieki obrońcy i z 15 metrów świetnym strzałem przymierzył do siatki. Niestety, po analizie VAR okazało się, że „Żak” był na minimalnym spalonym i bramka nie została uznana.
Podrażniony tą sytuacją Motor ruszył do ataku od razu po zmianie stron. I w przeciągu kilkudziesięciu sekund wypracował sobie trzy znakomite okazje. Najpierw bardzo ładnie w środku pola pograli Wolski i Ndiaye. Piłkę dostał Mraz, uderzył z narożnika pola karnego w Dawida Kudłę, a ten odbił futbolówkę prosto pod nogi Ceglarza, który jakimś cudem w nią nie trafił. Za chwilę kapitan żółto-biało-niebieskich „złamał” akcję z lewego skrzydła do środka i uderzył do rogu, ale nie „dokręcił” tej próby. Na koniec świetnie z prawej flanki podał Krzysztof Kubica, ale Mraz z bliska ponownie spudłował.
W 53 minucie to przyjezdni wrócili z bardzo dalekiej podróży. GKS bardzo ładnie rozprowadził piłkę do lewej strony. Grzegorz Rogala nie strzelał tylko dogrywał do Adama Zrelaka, ale sytuację uratował Scalet, który wpadł przy okazji w Ivana Brkicia. Po chwili z bliska Mateusz Kowalczyk mógł dać prowadzenie miejscowym, ale został zablokowany.
Kolejne fragmenty? Niby inicjatywa była po stronie drużyny Mateusza Stolarskiego. Kilka akcji można było jednak rozwiązać dużo lepiej. Brakowało jednak ostatniego podania. W końcówce to gospodarze przenieśli grę na połowę rywali, ale też niewiele z tego wynikało. W trzeciej dodatkowej minucie szansę miał Mateusz Marzec, ale jak cała „Gieksa” w piątkowy wieczór – nie miał dobrze ustawionego celownika i nie trafił. Zespół Rafała Góraka oddał w sumie 15 strzałów, ale tylko jeden celny.
– To nie był typowy mecz na 0:0, sytuacje były z obu stron, ale nikt ich nie wykorzystał. Awans zrobiliśmy całym zespołem, tak samo wywalczyliśmy punkt w Katowicach. Z jednej strony to tylko punkt, ale z drugiej aż punkt – oceniał przed kamerami Canal Plus Sport 3 Bartosz Wolski.
motorlublin.eu – Bezbramkowy remis w Katowicach
[…] Pierwsza okazja spotkania należała do Motorowców. Wycofanie Jacquesa Ndiaye próbował wykończyć Bartosz Wolski, jednak jego strzał przeszedł obok słupka Dawida Kudły. W 24. minucie swoją szansę miał Samuel Mráz, który po podaniu Wolskiego znalazł się w polu karnym, ale jego strzał zatrzymał bramkarz gospodarzy. W odpowiedzi dwukrotnie głową niecelnie uderzał Adam Zrelak. 42 minuta Jacques
W 42. minucie wydawało się, że Motorowcy dopięli swego. Ładne zejście do środka Jacques Ndiaye zakończył mocnym i celnym uderzeniem. Po kilkuminutowej analizie VAR sędziowie podjęli decyzję, że nasz skrzydłowy znajdował się na pozycji spalonej i w konsekwencji anulowali bramkę. Na przerwę zespoły schodziły więc przy bezbramkowym remisie.
Po zmianie stron aktywniejsi byli żółto-biało-niebiescy. Już dwie minut po wznowieniu gry mocny strzał Samuela Mráza z trudem obronił Dawid Kudła, a dosłownie chwilę później Słowak po dośrodkowaniu uderzył niecelnie. Dla gospodarzy próbował z kolei Bartosz Nowak, ale na posterunku był Ivan Brkic. Gorąco zrobiło się pod bramką Chorwata też w 54. minucie, ale z chaosu i kilku strzałów ze strony Katowiczan nic ostatecznie nie wynikło.
katowickisport.pl – Remis w meczu beniaminków. GKS zdobył jeden punkt
Tylko remis w meczu GKS-u Katowice.
GKS Katowice zremisował z Motorem Lublin. Obie drużyny zawiązały kilka składnych akcji, ale najlepszą okazję miał piłkarz gości. Jacques Ndiaye, bo o nim mowa zdobył przepiękną bramkę. Trafienie nie zostało uznane, bo był na spalonym.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze