Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Znamy półfinalistów zaplecza PlusLigi
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki, ze względu na przerwę reprezentacyjną, następny mecz ligowy rozegrają 25 kwietnia z Pogonią Szczecin. Wcześniej, bo 21 kwietnia zmierzy się na wyjeździe w półfinale Pucharu Polski z Lechem/UAM Poznań. Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa mecze: w półfinale Pucharu Polski z Rakowem oraz ligowy z Lechem. Z Medalikami zespół przegrał po rzutach karnych 2:4. W regulaminowym czasie był wynik 3:3, a po dogrywce 4:4. W Poznaniu padł remisy 3:3 (1:0). Prasówkę po tych meczach przeczytacie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. W piątek 17 kwietnia od godziny 18:00 drużyna zagra na Arenie Katowice z Motorem.
W ćwierćfinale 1 ligi siatkarze pokonali dwukrotnie KPS Siedlce 3:0 i 3:1. W półfinale play-off zespół zmierzy się z Mickiewiczem Kluczbork. Pierwsze spotkanie zostanie rozegrane w sobotę 18 kwietnia o 17:00 w hali w Szopienicach. Do finału awansuje drużyna, która wygra dwa mecze.
W meczu nr 3 i 4 finału THL hokeiści przegrali z GKS-em Tychy 0:4 i 2:7, zdobywając tym samym srebrne medali Mistrzostw Polski. Prezydent Katowic Marcin Krupa i kibice spotkali się z wicemistrzami Polski w Arenie Katowice. Do drużyny narodowej na zgrupowanie i dwa mecze zostało powołanych trzech naszych zawodników.
PIŁKA NOŻNA
transfery.info – GKS Katowice zdał test charakteru. „Trzeba brać życie w ręce i nie tłumaczyć się zmęczeniem”
Niedzielny mecz Lecha Poznań z GKS-em Katowice przyniósł wiele emocji. Ostatecznie po ostatnim gwizdku na tablicy wyników widniał rezultat 3:3, co zdaniem Rafała Góraka i tak należy traktować jako sukces. Szkoleniowiec przypomniał, że jego drużyna w tygodniu w dramatycznych okolicznościach pożegnała się z Pucharem Polski.
[…] Powrót „GieKSy” do zmagań w Ekstraklasie również nie przyniósł nudy. Podopieczni Rafała Góraka trzykrotnie wychodzili na prowadzenie w meczu z Lechem, ale ostatecznie wywieźli z Poznania tylko punkt.
Zdaniem szkoleniowca remis 3:3 i tak jest powodem do dumy. Na konferencji pomeczowej 53-latek pochwalił swój zespół za to, że nie zwątpił w swoje możliwości po odpadnięciu z Pucharu Polski.
– Porażka w karnych, 120 minut i mecz z mistrzem Polski nie miały nas załamać mentalnie, nie mogliśmy o tym myśleć. Trzeba brać życie w ręce i nie tłumaczyć się zmęczeniem. To jest budujące, jak zagrali moi chłopacy, byliśmy świetni w pierwszej połowie. Nie mam poczucia, że uciekły nam trzy punkty, Lech ma potężną ławkę rezerwowych, trzeba być naprawdę dobrym, by zdobyć punkty w Poznaniu – zaznaczył.
– Taki mecz jak z Lechem Poznań pomógł nam odbić się po Rakowie. Przed tyloma kibicami strzeliliśmy trzy bramki i czujemy niedosyt, bo jednak trzy razy prowadziliśmy. Dobrze zareagowaliśmy na czwartkowy mecz, zawodnicy musieli z podniesioną głową wrócić do Częstochowy i mogą dziś wrócić do Katowic z Poznania – wyraził radość trener.
Pozytywną informacją dla drużyny Góraka jest także to, że wciąż może myśleć o walce o europejskie puchary. „GieKSa” zajmuje w tabeli Ekstraklasy siódmą lokatę i traci tylko trzy punkty do czwartego Górnika Zabrze.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice nie bez problemów otworzył ćwierćfinały
PLS 1. Liga weszła w decydującą fazę. W pierwszym meczu ćwierćfinałowym na zapleczu PlusLigi GKS Katowice podejmował KPS Siedlce. Choć ósma ekipa po rundzie zasadniczej nie poddała się bez walki, nie zdołała ugrać nawet seta w Katowicach.
[…] Po błędzie Wojciecha Włodarczyka KPS Siedlce prowadził 5:3. Siedlczanie jednak również nie ustrzegli się pomyłek. Kolejne ataki Damiana Hudzika wyrównały wynik (7:7). Z czasem uaktywnił się również Michał Superlak i to GKS odskoczył na 11:9. W kontratakach nie odpuszczał Michał Grabek i na tablicy wyników ponownie pojawił się remis (14:14). Po fragmencie zaciętej walki ponownie do głosu doszli goście. Po asie Grabka interweniował trener Siewiorek (17:18). Do końca wynik oscylował wokół remisu, choć częściej zagrywki psuli goście. To właśnie po nieudanej zagrywce Wójcika GKS miał kolejne piłki setowe. Drugą z nich wykorzystał Superlak.
W drugiej odsłonie szybko to Katowiczanie przejęli inicjatywę. Po kolejnym kontrataku Superlaka interweniował trener Chwastyniak (9:6). Choć nie brakowało przedłużonych wymian, padały one głównie łupem gospodarzy. Gdy asa dołożył Superlak było już 15:9. Kolejne błędy Siedlczanie popełniali również w ataku, trener KPS-u sięgnął po zmiany (17:9). Te jednak nie przyniosły oczekiwanych skutków. Po bloku na Grabku GKS zwiększył przewagę do 9 punktów. Błąd Czetowicza dał kolejne piłki setowe Katowiczanom. Pierwszą z nich obronił Mikołaj Miszczuk, ale w kolejnej akcji Libera popsuł zagrywkę.
Z nową energią w trzeciego seta wszedł KPS. Po sprytnym zagraniu Grabka było 4:1 dla gości. Mimo skutecznych ataków Bartłomieja Krulickiego to przyjezdni pozostawali na prowadzeniu. Ręki w ataku nie wstrzymywał Grabek. Z czasem gospodarze zaczęli kończyć kontrataki i po celnym zagraniu Gonzalo Quirogi o czas poprosił Witold Chwastyniak (11:11). Choć przez własne błędy KPS stracił prowadzenie, szybko ponownie wyrównał (14:12, 14:14). Coraz skuteczniej punktował Przemysław Kupka. Swoje akcje wciąż kończył Grabek a na jego zagrania odpowiadał Superlak (19:19). Po zagrywce w siatkę Superlaka zawodników do siebie przywołał trener Siewiorek (19:20). Do końca toczyła się walka na styku. Ponownie jednak decydujące akcje należały do gospodarzy. Kropkę nad i postawił atakiem z prawego skrzydła Quiroga.
MVP: Michał Superlak
GKS Katowice – KPS Siedlce 3:0 (25:23, 25:16, 25:23)
Jest sensacja w ćwierćfinale! Nie będzie trzecich meczów
[…] KPS Siedlce bardzo wysoko postawił poprzeczkę GKS-owi Katowice. Choć w mecz dobrze weszli goście, gospodarze szybko zniwelowali straty. Gra obu ekip była nierówna. Po kontrataku Kupki KPS miał dwie piłki setowe, ale Katowiczanie doprowadzili do walki na przewagi. W niej blok na Superlaku rozstrzygnął wynik. W drugiej partii po serii zagrywek Wójcika KPS odskoczył na 15:10. Gospodarze grali konsekwentnie… do pewnego momentu. Celne zagrywki Włodarczyka i kolejne kontrataki Domagały sprawiły, że z 20:15 zrobiło się 20:21. Dopiero atak Grabka pozwolił zrobić przejście (21:22). Do końca to GKS dyktował warunki i po kontrataku Quirogi wygrał do 22.
W trzeciej odsłonie Katowiczanie poszli za ciosem. Tym razem seria bloków KPS-u sprawiła, że wynik zaczął się odwracać (11:15, 14:15). Dopiero błąd zagrywającego Kozłowskiego zakończył efektowną serię Siedlczan (16:16). Do końca trwała walka punkt za punkt. Zepsuta zagrywka Quirogi i błąd Fenoszyna dały nawet piłkę setową KPS-owi (25:24), ale ostatecznie po bloku na Grabku to GKS wygrał. Od początku czwartej partii KPS gonił wynik. Gra GKS-u nie była bezbłędna a kolejne ataki kończył Miszczuk i zrobiło się po 11. Dopiero po skutecznych kontratakach Włodarczyka i Superlaka GKS ponownie wyszedł na prowadzenie – 19:17. W końcówce emocji nie brakowało, ale wynik rozstrzygnął as Quirogi.
MVP: Bartłomiej Krulicki
KPS Siedlce – GKS Katowice 1:3 (27:25, 22:25, 26:28, 22:25)
Znamy półfinalistów zaplecza PlusLigi. Duży nieobecny
PLS 1. Ligi mężczyzn weszła w najbardziej emocjonującą fazę. O jeden bilet do PlusLigi walczy kilka zespołów. Z tego wyścigu dość niespodziewanie wypadła Stal Nysa. Faworytami do walki w finale pozostają GKS Katowice i CUK Anioły Toruń.
[…] W pierwszej półfinałowej parze lider po rundzie zasadniczej – GKS Katowice zmierzy się z Mickiewiczem Kluczbork. Choć KPS Siedlce starał się napsuć krwi spadkowiczowi, to jednak ekipa z Katowic postawiła kropkę nad i. Po raz drugi z rzędu w półfinale zameldowali się Kluczborczanie. Mickiewicz w swoim ćwierćfinale rywalizował z innym spadkowiczem – Nowak-Mosty MKS-em Będzin. Będzinianie byli blisko doprowadzenia do trzeciego spotkania. Prowadzili we własnej hali już 2:0 i od tego momentu ich gra się zacięła. Mickiewicz wygrał spotkanie po tie-breaku i dopiero w półfinale ponownie rozegra mecz we własnej hali, choć tym razem już na pewno tylko jeden.
W tym sezonie starcia GKS-u z Mickiewiczem przyniosły już wiele emocji. Oba rozstrzygnęły się dopiero w tie-breakach. Za każdym razem wygrywali gospodarze. W półfinałowej rywalizacji to GKS będzie miał atut własnej hali, bo to właśnie w Katowicach rozegra się ewentualny trzeci mecz.
[…] W półfinałach – podobnie jak w ćwierćfinałach, gra toczy się do dwóch zwycięstw. Pierwsze i ewentualne trzecie spotkanie grane będzie na terenie rywala wyżej rozstawionego po rundzie zasadniczej. PLS jeszcze nie podał ostatecznych terminów i godzin spotkań. Prawdopodobnie mecze będą grane 18 kwietnia (sobota), 22 kwietnia (środa) i ewentualny 3. mecz 25 kwietnia (sobota). Wygrani z tych rywalizacji zmierzą się w finale, który grany będzie do trzech zwycięstw. Gra o 3. miejsce ponownie toczyć się będzie do dwóch wygranych.
GKS Katowice – Mickiewicz Kluczbork
CUK Anioły Toruń – BBTS Bielsko-Biała
HOKEJ
hokej.net – Zabójcza skuteczność. Nokaut w drugiej tercji, Fučík niczym ściana!
Niezwykle ważne zwycięstwo odnieśli hokeiści GKS-u Tychy. Podopieczni Pekki Tirkkonena w trzecim meczu finału play-off pokonali na własnym lodzie GKS Katowice 4:0 i tylko krok dzieli ich od obrony tytułu mistrzowskiego. Znakomita w wykonaniu Tyszan była druga tercja, w której strzelili trzy gole.
Ekipa z piwnego miasta znów rozegrała bardzo solidne spotkanie. Popełniła mniej błędów, zaprezentowała większą cierpliwość w obronie, skuteczność w ataku, a także miała ogromne wsparcie w osobie Tomáša Fučíka. Reprezentant Polski pewnie strzegł swojego posterunku i znów nie dał się pokonać, broniąc 28 uderzeń rywali. Warto podkreślić, że Katowiczanie nie mogą go pokonać od 123 minut i 44 sekund!
Losy spotkania rozstrzygnęły się w drugiej odsłonie. Gospodarze przetrzymali trudne momenty i zadali trzy ciosy. Skutecznymi dobitkami popisali się Mateusz Bryk i Mark Viitanen, a później trochę finezji pokazał Alan Łyszczarczyk, który efektownie przełożył sobie na bekhend i umieścił gumę pod poprzeczką katowickiej bramki.
Zespół dowodzony przez Pekkę Tirkkonena we wtorek może rozpocząć świętowanie mistrzostwa Polski. Jest jednak jeden warunek – musi pokonać GieKSę, a ostatni krok zazwyczaj jest tym najtrudniejszym.
Goście zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Wiedzieli, że aby sforsować dobrze zestrojony zespół GKS-u Tychy, muszą z większą werwą zagrać w ataku. Agresywniej i co najważniejsze skuteczniej.
Ekipa ze stolicy województwa śląskiego była bardzo aktywna, dobrze chroniła dostęp do swojej bramki, częściej strzelała (8-4) i wykreowała sobie kilka dobrych okazji. Tę najdogodniejszą, w 7. minucie, zmarnował Bartosz Fraszko, który dobijał uderzenie Albina Runessona. Tomáš Fučík popisał się jednak świetnym refleksem i wysłał sygnał, że pokonać go będzie bardzo trudno.
Po zmianie stron podopieczni Pekki Tirkkonena wrzucili wyższy bieg i sprawiali coraz większe problemy Katowiczanom, którzy zaczęli coraz mocniej się gubić.
W 31. minucie wynik spotkania otworzył Mateusz Bryk, który po przechwycie i wycofaniu krążka przez Jusso Jämsena uderzył pod poprzeczkę sprzed lewego bulika. Dodajmy, że chwilę wcześniej tyskim obrońcom urwał się Fraszko, ale Fučík zrobił to, co do niego należy.
Zdobyty gol uskrzydlił Tyszan, którzy dwie minuty później podwyższyli prowadzenie. Jesper Eliasson obronił uderzenie Bartłomieja Pociechy, ale przy dobitce Marka Viitanena był już bezradny.
Tuż przed zakończeniem drugiej części gry trzeciego gola dołożył Alan Łyszczarczyk, który – po sprytnym dograniu Henriego Knuutinena – sprytnie i co najważniejsze precyzyjnie uderzył z bekhendu.
Zwycięzcy sezonu zasadniczego starali się ratować sytuację, ale tyska bramka była dla nich jak zaczarowana. Nie udało im się wykorzystać okresu gry w przewadze (na ławce kar odpoczywał Mateusz Bryk), choć groźnie uderzali Jean Dupuy, Stephen Anderson i Sam Coatta.
Później sposobu na tyskiego golkipera nie znaleźli jeszcze Runesson i Fraszko, a czas pracował na korzyść gospodarzy.
W 57. minucie na ławkę kar trafił jeszcze Filip Komorski, a trener Jacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Jednak nie przyniósł on zamierzonego efektu. Gdy kapitan GKS-u Tychy zakończył odsiadywanie swojego wykluczenia, pieczęć na zwycięstwie postawił Dominik Paś, umieszczając gumę w pustej bramce.
Znowu to zrobili! Totalna dominacja. Mistrz Polski ponownie dla Tyszan!
Drugie z rzędu i siódme w historii mistrzostwo Polski zdobył właśnie GKS Tychy, pokonując w decydującym meczu GKS Katowice 7:2 i tym samym wygrywając tę rywalizację 4:0!
Trójkolorowi do tego spotkania przystąpili w niezmienionym składzie względem poniedziałkowego meczu numer trzy. GieKSa z kolei musiała sobie radzić bez Błażeja Chodora i tym samym grać na zaledwie pięciu obrońców.
Od pierwszych minut było widać, że Tyszanie nie zamierzają zostawiać żadnych złudzeń. Gospodarze narzucili wysokie tempo, grali agresywnie w odbiorze i bardzo konkretnie w ofensywie. Już w 8. minucie wynik otworzył Filip Komorski, który wykorzystał moment zawahania defensywy GieKSy.
Chwilę później było już 2:0. Gra w przewadze przyniosła efekt, a Jusso Jämsen z najbliższej odległości wpakował krążek do siatki. Katowiczanie mieli swoje momenty, ale brakowało im skuteczności i spokoju w wykończeniu akcji. Tyszanie natomiast byli bezlitośni i w 15. minucie Henri Knuutinen podwyższył na 3:0 i już wtedy było jasne, że gospodarze mają ten mecz pod pełną kontrolą.
Po zmianie stron GKS Katowice próbował wrócić do gry. Nową energię zespołu miał dać Michał Kieler, który zastąpił Jespera Eliassona. I to przyniosło efekty, bowiem do siatki trafił Stephen Anderson, co wlało odrobinę nadziei w szeregi gości.
Jednak każda próba odrabiania strat była natychmiast gaszona przez świetnie dysponowanych Tyszan. W 35. minucie Alan Łyszczarczyk wykończył składną akcję i przywrócił trzybramkowe prowadzenie. Gospodarze kontrolowali tempo meczu, grali dojrzale i nie pozwalali rywalom na rozwinięcie skrzydeł.
Trzecia tercja była już formalnością, choć nie brakowało w niej emocji. GieKSa wciąż próbowała odrobić straty i udało się je zminimalizować po trafieniu Grzegorza Pasiuta na 4:2, ale był to jedynie chwilowy przebłysk. Co prawda Jacek Płachta spróbował manewru z wycofaniem bramkarza, lecz przyniosło to odwrotne skutki.
Najpierw Hannu Kuru trafił do pustej bramki, a chwilę później, grając w podwójnej przewadze, Mark Viitanen podwyższył na 6:2. Dzieła zniszczenia dopełnił Valtteri Kakkonen, ustalając wynik na 7:2 i rozpoczynając świętowanie.
Tytuły MVP tego spotkania natomiast powędrowały doTomáša Fučíka, golkipera GKS-u Tychy i Patryka Wronki, napastnika GKS-u Katowice.
Najpierw prezydent, potem kibice. Wyjątkowy finał sezonu w Arenie Katowice
Hokeiści GKS Katowice zakończyli sezon ze srebrnymi medalami. W finale play-off TAURON Hokej Ligi katowiczanie musieli uznać wyższość GKS Tychy, przegrywając rywalizację 0:4, a w środę – w Arenie Katowice – spotkali się z prezydentem miasta i kibicami.
Mimo jednostronnego wyniku finałowej serii, w stolicy województwa śląskiegopanuje poczucie dobrze wykonanej pracy. W klubie wicemistrzostwo zostało odebrane jako sukces, a zawodnicy mogli liczyć na ciepłe przyjęcie po powrocie. Najpierw spotkali się z prezydentem miasta, a następnie z kibicami w Arena Katowice, gdzie wspólnie podsumowano sezon.
– Czasami nie wszystko działa tak, jakbyśmy chcieli. Ale jestem mega dumny z hokeistów, tym bardziej że jest to sport, który wymaga ogromnej determinacji, siły i kondycji. Nie ma, że coś boli – podkreślił Marcin Krupa, prezydent Katowic, który zwrócił też uwagę na przebieg finałowej rywalizacji.
Nie odbiegaliśmy zbytnio od drużyny tyskiej, ale jej mocnym punktem był na pewno bramkarz. To on zdobył jej mistrzostwo – ocenił.
Swoimi refleksjami podzielił się także Stephen Anderson, jeden z liderów zespołu. Kanadyjczyk w 57 spotkaniach zdobył 23 bramki i zanotował 21 asyst i okazał się najlepszym strzelcem ekipy z alei Korfantego.
– Cały czas byliśmy razem. Nie skończyło się tak, jakbyśmy chcieli. W końcówce mieliśmy problemy z kontuzjami i ogólnym zmęczeniem. Jednak nawet w ostatnim meczu, przegrywając trzema bramkami, byliśmy w stanie nawiązać walkę. Jestem dumny, że jestem częścią tego zespołu. Czuliśmy się jak jedna wielka rodzina – zaznaczył Anderson.
Finaliści dołączyli do kadry! Oto wybory selekcjonera
Trener Pekka Tirkkonen ogłosił składającą się z 28 zawodników kadrę na mecze przeciwko Węgrom. Grono kadrowiczów uzupełnili występujący w finale play-off hokeiści z Tychów oraz Katowic. Biało-czerwoni zmierzą się z Węgrami w dniach 16-17 kwietnia w Budapeszcie.
Spotkania przeciwko Węgrom, to kolejny etap przygotowań do Mistrzostw Świata Dywizji IA w Sosnowcu. Przypomnijmy, że biało-czerwoni udanie rozpoczęli przygotowania, pokonując Litwinów 3:0, 3:1. Kolejnym etapem przygotowań będą wyjazdowe potyczki przeciwko Węgrom. Odbędą się one w dniach 17-18 kwietnia w Budapeszcie. Przed własną publicznością Polacy rozegrają dwumecz przeciwko Słowenii 24 i 25 kwietnia w Tychach. Natomiast 29 kwietnia zmierzą się z Francją w Bytomiu.
Bramkarze:
Tomáš Fučík (GKS Tychy), Michał Kieler (GKS Katowice), Maciej Miarka (ECB Zagłębie Sosnowiec)
Obrońcy:
Olaf Bizacki, Mateusz Bryk, Bartłomiej Pociecha (wszyscy GKS Tychy), Karol Biłas, Bartosz Ciura, Michał Naróg, Jakub Wanacki (wszyscy ECB Zagłębie Sosnowiec), Kamil Górny (BS Polonia Bytom), Eryk Schafer (KH Energa Toruń)
Napastnicy:
Sebastian Brynkus, Aron Chmielewski (obaj ECB Zagłębie Sosnowiec), Mateusz Gościński, Filip Komorski, Alan Łyszczarczyk, Dominik Paś (wszyscy GKS Tychy), Szymon Kiełbicki, Jakub Ślusarczyk (obaj JKH GKS Jastrzębie), Patryk Krężołek (szuka klubu), Jakub Lewandowski, Mikołaj Syty (obaj KH Energa Toruń), Krzysztof Maciaś (HC Vitkovice Ridera), Mateusz Michalski, Patryk Wronka (obaj GKS Katowice), Christian Mroczkowski (BS Polonia Bytom), Kamil Wałęga (Vlci Żylina).
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze