Piłka nożna Prasówka
Media o wczorajszym meczu: Kapitalny mecz w Częstochowie
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania półfinałowego Pucharu Polski Raków Częstochowa – GKS Katowice.
weszlo.com – Raków wstał niczym feniks z popiołów! To nie czas, by go skreślać
Poznaliśmy drugiego finalistę Pucharu Polski! Drugiego maja na Stadionie Narodowym z Górnikiem Zabrze zmierzy się Raków Częstochowa, który pokazał, że awans można wywalczyć, mimo absolutnie fatalnych 45 minut. Piłkarze Łukasza Tomczyka w imponujący sposób wstali z kolan i odwrócili losy rywalizacji, tworząc przy tym naprawdę kapitalne widowisko.
[…]Gra Medalików też często w ostatnich tygodniach pozostawiała wiele do życzenia, więc po pierwszej połowie półfinału z GieKSą większość – w tym także i my – raczej już skreślała wicemistrzów Polski.
Zwyczajnie nie było argumentów, przemawiających za tym, że Raków będzie w stanie jeszcze się podnieść. A jednak, zamknął nam usta i w kilkanaście minut przerwy, jakby stał się całkowicie nową drużyną. Ekipa spod Jasnej Góry po fenomenalnym boju wywalczyła awans do finału, ale jednocześnie dokonała czegoś może i bardziej istotnego – udowodniła, że to zdecydowanie za szybko, by ją skreślać.
[…] A GKS częściej się bronił, ale gdy już wychodził z atakiem, to praktycznie za każdym razem robiło się gorąco pod bramką Oliwiera Zycha. Zwłaszcza w pierwszych minutach bazował na szybkich atakach i stałych fragmentach. Po jednym z nich bardzo ładne uderzenie z dystansu oddał Sebastian Milewski, którym mocno postraszył bramkarza rywala.
Z biegiem czasu Katowiczanie coraz chętniej decydowali się także na próby odbiorów bliżej bramki Rakowa i to okazało się niezwykle skuteczne. Piłkarze gospodarzy popełniali kolejne błędy, gubili się, byli mocno niedokładni, a przeciwnicy skrzętnie z tego korzystali. Pierwszy gol to właśnie odbiór na połowie rywala, świetne zachowanie Nowaka, który podał do pozostawionego bez opieki Jirki. W polu karnym zdążył przyjąć piłkę, jeszcze ją sobie poprawić, spojrzeć jak ustawiony jest bramkarz i wciąż bez nacisku ze strony przeciwnika oddać strzał. Podobnie jak w kilku poprzednich meczach, wyjątkowo bierna postawa defensorów Medalików.
Tych strat Rakowa na własnej połowie było jednak znacznie więcej. Po fatalnym zachowaniu Iviego Lopeza, w doskonałej okazji znalazł się Nowak, ale jakby litując się nad byłym zespołem, uderzył niecelnie. Kolejna zbliżona sytuacja, to kąśliwy strzał Jirki, z którym zdołał poradzić sobie Zych.
W końcu gospodarze się doigrali, a to za sprawą Oskara Repki. Były piłkarz GieKSy najpierw przez swoją nieuwagę w bardzo prosty sposób stracił piłkę, a chwilę później był mocno spóźniony, przy próbie powstrzymania Nowaka. Bezsprzeczny karny, który pewnie został wykorzystany przez Arkadiusza Jędrycha.
Po przerwie mogliśmy odnieść wrażenie, jakby w czerwonych koszulkach na boisko wybiegli kompletnie inni piłkarze, niż ci, którzy grali przez pierwsze 45 minut. Raków wyglądał jakby w przerwie sztab szkoleniowy użył czarodziejskiej różdżki i stworzył całkiem nowy zespół. To błyskawicznie dało efekty. Najpierw – w końcu – szybka, składna akcja, kilka wymienionych podań i po dobrym wykończeniu Brunesa gospodarze złapali kontakt.
Chwilę później niezwykle ambitnie powalczył Paweł Dawidowicz i udało mu się wywalczyć rzut rożny dla swojego zespołu. Dośrodkowanie Ameyawa, główka Racovitana i drugie trafienie Medalików. Nie minęło nawet pięć minut drugiej połowy, a już znów tablica wyników pokazywała taką samą wartość dla obu stron.
Kolejne fragmenty drugiej połowy pokazały, że te dwa trafienia nie były dziełem przypadku, tylko rzeczywiście, na boisku jest już kompletnie inny Raków. Już nie notował tylu strat, nie pozwalał rywalowi na tak wiele i zaczął znacznie lepiej radzić sobie w ataku. Całkowicie przejął kontrolę i regularnie niepokoił Dawida Kudłę. GKS był bezradny niczym Raków w pierwszej odsłonie i tylko odpierał kolejne ataki. Była choćby kolejna dobra próba Brunesa.
Piłkarze Łukasza Tomczyka w końcu dopięli swego. Mocno pechowa interwencja Martena Kuuska, ale ręka i podyktowany rzut karny nie podlegał dyskusji. Piłkę uderzoną z 11. metra przez Brunesa odbił Kudła, tyle że szczęście znów było po stronie gospodarzy. Dobitkę wykorzystał Lamine Diaby-Fadiga. Mimo sporych wątpliwości, sędziowie VAR uznali, że bramka została zdobyta zgodnie z przepisami.
Raków naprawdę grał dobrze, mógł się podobać, wydawało się, że w pełni kontroluje przebieg spotkania, ale zemściło się to, jak słabo wyglądał w pierwszej części. Gdyby nie tylko jeden gol przewagi, to nie musiałby do samego końca drzeć o końcowy wynik. A tak, wystarczyło, że w polu karnym rywala świetnie odnalazł się Adam Zrelak. Po jego uderzeniu znów mieliśmy remis.
GKS był nawet o krok, by w doliczonym czasie gry zadać decydujący cios. W polu karnym po kontakcie z Racovitanem upadł Borja Galan. Sędzia początkowo odgwizdał spalonego, jednak po analizie VAR okazało się, że ofsajdu nie było, ale przewinienia rumuńskiego stopera gospodarzy również. Tylko to spowodowało, że kwestia awansu do finału w podstawowym czasie pozostała nierozstrzygnięta.
Długo się wydawało, że w dogrywce oba zespoły będą grały już na przeczekanie. Przeważy stawka spotkania i zmęczenie, które było mocno widoczne u wielu zawodników. W pierwszej części dokładnie tak to wyglądało. Tylko że ostatni kwadrans tej 120-minutowej rywalizacji znów dostarczył kolejne wielkie emocje tego wieczoru. Najpierw po rzucie wolnym trafił Leonardo Rocha – swoją drogą, niezwykle symboliczne, że akurat on – ale to zamiast podłamać GieKSę, dało jej sporo animuszu do ataku.
Goście rzucili wszystkie siły do ofensywy i to w końcu dało oczekiwany rezultat. Kapitalne uderzenie z dystansu Emana Markovicia sprawiło, że oglądaliśmy już ósmą bramkę w tym meczu i jednocześnie doprowadziło to do serii rzutów karnych.
W końcowej batalii Raków pokazał swoją wyższość. Gospodarze pewnie wykorzystali wszystkie swoje próby, a bohaterem tego widowiska został Oliwier Zych. Najpierw przez 120 minut kilkukrotnie swoimi interwencjami ratował zespół, a w serii jedenastek popisał się kolejnymi dwoma skutecznymi paradami. Wyczuł interwencję Erika Jirki oraz Sebastiana Milewskiego, czym wprowadził wicemistrzów Polski do wielkiego finału Pucharu Polski.
dziennikzachodni.pl – Dramatyczny bój i zwroty akcji w półfinale STS Pucharu Polski. Zadecydowały karne
W rozegranym 9 kwietnia meczu półfinałowym STS Pucharu Polski Raków Częstochowa rywalizował z GKS Katowice. Spotkanie było bardzo dramatyczne i obfitowało w zwroty akcji, a kibice zobaczyli w nim aż osiem bramek. Zwycięzcę wyłoniły dopiero rzuty karne.
[…] Czwartkowy mecz w Częstochowie był znacznie ciekawszy niż ostatni ligowy pojedynek na tym stadionie. Obie drużyny grały otwarty futbol, a kibice wypełniający trybuny kameralnego obiektu nie mogli narzekać na nudę oglądając dramatyczny bój pełny zwrotów akcji, który zakończył się konkursem rzutów karnych.
Gospodarze musieli radzić sobie na ławce bez trenera Łukasza Tomczyka, który pauzował za czerwoną kartkę obejrzaną w PP w Świdniku jeszcze w ubiegłym roku, gdy prowadził Polonię Bytom. Młody szkoleniowiec oglądał spotkanie z wysokości trybun.
Na początku spotkania bramkarza Rakowa postraszył uderzeniem Sebastiana Milewskiego z woleja, ale Oliwier Zych zdołał odbić piłkę. Częstochowianie odpowiedzieli strzałem Iviego Lopeza z rzutu wolnego, z którym poradził sobie Dawid Kudła.
Podopieczni trenera Rafała Góraka objęli prowadzenie po golu Erika Jirki. Słowak prezcyjnie uderzył z 10 m w długi róg, a asystę przy tym trafieniu zaliczył Bartosz Nowak. Były pomocnik Częstochowian po stracie Iviego Lopeza mógł podwyższyć wynik, ale będąc sam na sam z bramkarzem strzelił obok słupka.
Nowak dał o sobie znać jeszcze przed przerwą, gdy w polu karnym Rakowa sfaulował go były gracz Katowiczan Oskar Repka. Sędzia odgwizdał jedenastkę, którą pewnie wykorzystał kapitan GieKSy Arkadiusz Jędrych.
W I połowie GieKSa była zespołem lepszym bezlitośnie wykorzystując błędy Rakowa. W przerwie w szatni Częstochowian musiało być gorąco, bo po zmianie stron na boisko wyszedł odmieniony zespół gospodarzy, który błyskawicznie odrobił straty. Najpierw po podaniu Jeana Carlosa do siatki trafił Jonatan Braut Brunes, a 2 minuty później po centrze z rogu Michaela Ameyawa główką do wyrównania doprowadził Bogdan Racovitan.
Teraz to Katowiczanie popełniali proste błędy. Wprowadzony w II połowie na boisko Marten Kuusk bezsensownie dotknął piłki ręką w polu karnym i tym razem jedenastkę mieli gospodarze. Strzał Brunesa obronił Kudła, ale wobec dobitki Lamine Diaby-Fadigi był już bezradny. Sędziowie VAR długo analizowali czy piłkarze przy karnym nie wbiegli wcześniej w szesnastkę, ale ostatecznie uznali gola.
Emocje były ogromne, a piłkarzom puszczały nerwy, czego efektem były przepychanki Zycha z Jędrychem w bramce Częstochowian. Sędzia doliczył do regulaminowego czasu gry aż osiem minut i w czwartej z nich po akcji rezerwowych goście doprowadzili do dogrywki. Po centrze Emana Markovicia wyrównał Adam Zrelak.
W dogrywce gola dla Rakowa strzelił rezerwowy Leonardo Rocha muskając piłkę głową po dośrodkowaniu Karola Struskiego. Katowiczanie atakowali jednak do końca i Eman Marković doprowadził do karnych. W nich lepsi okazali się Częstochowianie, bo jedenastek nie wykorzystali Jirka i Milewski.
Pięć gorących wniosków po dramatycznym półfinale Pucharu Polski Rakowa z GKS Katowice
W czwartek 9 kwietnia Raków Częstochowa grał w półfinale STS Pucharu Polski z GKS Katowice. Walka o awans do finału, w którym czekał już Górnik Zabrze, była bardzo zacięta. Zobacz pięć gorących wniosków po dramatycznym meczu Raków – GKS Katowice.
Półfinały mecz STS Pucharu Polski Rakowa z GKS Katowice dostarczył ponad 5 tysięcy kibiców na zondacrypto Arenie i setkom tysięcy przed telewizorami ogromnych emocji. Spotkanie było bardzo dramatyczne, a sytuacja na boisku zmieniała się jak w kalejdoskopie. Ostatecznie po rzutach karnych do finału PP awansowali Częstochowianie i 2 maja zagrają na PGE Narodowym z Górnikiem o to trofeum oraz 5 mln zł premii.
Zobacz pięć gorących wniosków po pojedynku Rakowa z GKS Katowice:
1. Wspaniałe widowisko w Częstochowie. O tym meczu będzie się bardzo długo pamiętać. Emocje były ogromne, a kibice obejrzeli przez 120 minut aż osiem bramek. Dramaturgia i zwroty akcji sprawiły, że fani zagryzali palce z nerwów, a na koniec obejrzeli rzuty karne, bo to dopiero one wyłoniły zwycięzcę pojedynku dwóch drużyn z województwa śląskiego.
2. Ważna rola rezerwowych we współczesnej piłce. Trzeciego gola dla Rakowa strzelił zawodnik, który wszedł na boisko po przerwie, a wyrównanie dla GieKSy padło po akcji zmienników. W dogrywce również do siatki trafili rezerwowi zdobywając w sumie połowę bramek w tym spotkaniu. To dobrze świadczy o nosie szkoleniowców, którzy trafili ze zmianami, nawet jeśli nie każdy z nich mógł siedzieć na trenerskiej ławce i jak Łukasz Tomczyk musiał dyrygować zespołem z trybun.
3. Za dużo sędziowskich kontrowersji. To był kolejny mecz w Częstochowie, w którym bardzo dużo mówiło się o pracy arbitrów. Nie wszystkie decyzje Karola Arysa były zrozumiałe, mimo wsparcia dla sędziego ze Szczecina z wozu VAR, a tłumaczenie, że Lamine Diaby-Fadiga dobijając karnego Jonatana Brunesa co prawda wbiegł w pole karne, ale nie dotknął nogą trawy, choć jest zgodne z przepisami gry w piłkę nożną, jest po prostu kuriozalne. Najwyższa pora uprościć zalecenia dla arbitrów, a nie je komplikować.
4. Raków ma patent na GKS Katowice. To był trzeci w tym sezonie mecz tych dwóch klubów i po raz trzeci lepsze okazały się „Medaliki”. W PKO Ekstraklasie Częstochowianie pokonali Katowiczan różnicą jednej bramki zarówno na wyjeździe jak u i siebie po trafieniach Jonatana Brauta Brunesa. Teraz Norweg też trafił do siatki, ale o sukcesie gospodarzy zadecydowała seria jedenastek.
5. Oliwier Zych bohaterem Częstochowian. Bramkarz Rakowa puścił w tym spotkaniu cztery gole, a jednak to on został jego bohaterem broniąc rzut karny Erika Jirki. Wypożyczony z Aston Villi golkiper stracił ostatnio miejsce w składzie „Medalików”, ale Kacper Trelowski w pojedynku z Widzewem doznał kontuzji i Zych w wielkim stylu wrócił między słupki.
Kibice GieKSy dopingowali swój zespół w Częstochowie. Fani z Katowic wypełnili sektor gości
W czwartkowe popołudnie 9 kwietnia Raków grał w półfinale STS Pucharu Polski z GKS Katowice. Fani Katowiczan wypełnili sektor gości na zondacrypto Arenie i głośno dopingowali swój zespół w Częstochowie.
Półfinałowe starcie Rakowa z GKS Katowice cieszyło się dużym zainteresowaniem kibiców. Sympatycy futbolu wypełnili trybuny kameralnego stadionu w Częstochowie.
Na zondacrypto Arena pojawili się też fani GieKSy, którzy szczelnie zapełnili sektor gości. Katowiczanie dostali na to spotkanie 300 biletów i właśnie tylu kibiców drużyny trenera Rafała Góraka pojawiło się pod Jasną Górą.
Ubrani w klubowe barwy sympatycy GKS tworzyli w sektorze za bramką prawdziwą „żółtą ścianę”. Goście głośno dopingowali swój zespół starając się wspierać piłkarzy z Katowic walczących o pierwszy od blisko 30 lat awans do finału Pucharu Polski.
Po pierwszej połowie przyjezdni mieli świetne humory, bo ich drużyna prowadziła 2:0, ale w drugiej odsłonie nie mieli powodów do radości, gdyż w po przerwie gospodarze z nawiązką odrobili straty. W doliczonym czasie gry ku ich wielkiej radości Adam Zrelak doprowadził jednak do dogrywki, ale po rzutach karnych zasmuceni wracali na Śląsk.
gol24.pl – Sędziowie przekręcili GKS Katowice w półfinale z Rakowem Częstochowa? Kontrowersje w meczu o finał na PGE Narodowym
W środę, Górnik Zabrze został pierwszym tegorocznym finalistą Pucharu Polski. Zabranie ograli Zawiszę Bydgoszcz 1:0. W czwartek odbędzie się drugi półfinał. Raków Częstochowa zmierzy się z GKS-em Katowice. Jeśli wygrają goście, w Warszawie dojdzie do Śląskiego Klasyka!
[…] W drugim półfinale Raków Częstochowa zmierzy się z GKS-em Katowice. Dla Rakowa będzie to szansa na czwarty finał Pucharu Polski w ostatnich sześciu latach!
Lekkim faworytem jest Raków, ale GKS Katowice nie jest łatwym rywalem. W tabeli PKO Ekstraklasy, oba kluby ze sobą sąsiadują. Medaliki są na 6. miejscu, a Katowiczanie na 7. miejscu w tabeli. Mają identyczną liczbę punktów – po 39. Raków wyprzedza rywali o jedną bramkę i przez dwie wygrane w tym sezonie, oba po 1:0. Raków w ostatnich pięciu meczach z GKS-em wygrał cztery razy. Jedyna porażka miała miejsce w lutym 2025 roku 1:2.
Jeśli wygra GKS Katowice, to w wielkim finale w Warszawie dojdzie do starcia dwóch ekip ze Śląska.
No i mamy dwie kontrowersje w półfinale STS Pucharu Polski. Sędzia nie zdecydował się po analizie VAR przyznać rzutu karnego dla GKS Katowice za rzekomy faul na Borjy Galanie. Wcześniej pojawiły się także wątpliwości dotyczące wcześniejszego wbiegnięcia w pole karne Lamine’a Diaby’ego Fadigi podczas skutecznej próby dobitki rzutu karnego.
– Dobra decyzja sędziego głównego, faulu nie było, spalonego też nie było – mówił w studiu TVP Sport ekspert i były reprezentant Polski Jakub Wawrzyniak. Co dokładnie wydarzyło się w ostatnich minutach przed dogrywką? Chodzi o sytuację, w której Racovitan wpadł w rywala, a następnie trącił go lekko uniesioną nogą.
Ja te sytuacje widziałem inaczej. Nie rozumiem dlaczego nie było dla nas karnego w ostatniej akcji czasu regulaminowego. Nie wiem dlaczego gol Fadigi został uznany. Boli mnie to, ale gratuluję Rakowowi – tłumaczył z kolei po meczu oburzony trener gości Rafał Górak, który kontrowersyjne sytuacje widział zupełnie inaczej..
– Jestem dumny z drużyny i pokazu śląskiego charakteru. Porażki uczą. Jestem dumny z chłopaków. Dziękuję im, dziękuję kibicom – zakończył na konferencji prasowej (cytat za Kamilem Głębockim).
Kontrowersją było też wyraźne wcześniejsze wbiegnięcie Lamine’a Diaby’ego Fadigi w pole karne podczas wykonywania rzutu karnego przez Jonatana Brauta Brunesa, którego uderzenie obronił i odbił przed siebie stojący w bramce przyjezdnych Dawid Kudła. – Wbieganie „bez dotykania stopą”: Przepisy dotyczą pozycji zawodnika, a nie tylko miejsca pierwszego kontaktu z podłożem. Jeśli część ciała zawodnika znajduje się nad linią pola karnego lub za nią przed strzałem, jest to traktowane jako przewinienie, o ile ma wpływ na grę – przypomniał przepisy na portalu X użytkownik Kamil Wilk.
– Ja Ci wyjaśnię, po prostu błąd sędziego, VAR-u i wszystkich świętych. Tutaj nie można uznać bramki – dodał swoje trzy grosze Zbigniew Boniek.
sportowefakty.wp.pl – Raków w finale Pucharu Polski! Kapitalny mecz w Częstochowie
Kapitalne starcie w półfinale Pucharu Polski w Częstochowie. Po dogrywce Raków zremisował GKS-em Katowice 4:4. W rzutach karnych lepsi okazali się gospodarze.
[…] W Częstochowie faworytem był Raków, ale swoje ambicje miał dobrze grający GKS. I to właśnie ekipa z Katowic jako pierwsza zaczęła zagrażać Oliwierowi Zychowi. W 6. minucie Sebastian Milewski uderzył z dystansu. Bramkarz końcami palców wybił piłkę na rzut rożny.
Gospodarze odpowiedzieli po niewiele ponad kwadransie. Ivi Lopez uderzył z rzutu wolnego z ok. 30 metrów. Dawid Kudła wybił piłkę ponad poprzeczkę. Osiem minut później cieszyć mogli się goście. W polu karnym piłkę zgrał Bartosz Nowak. Przyjął ją Erik Jirka i niepilnowany z ok. dziesięciu metrów pokonał Zycha.
Częstochowianie po stracie gola pogubili się. W 28. minucie podali piłkę… Nowakowi, który w sytuacji sam na sam uderzył tuż obok słupka. Po chwili groźnie z dystansu przymierzył Jirka. Zych kolejny raz uratował swój zespół.
W 36. minucie błąd w tyłach popełnili z kolei goście. Przed szansą stanął Jonatan Braut Brunes. Kudła odbił piłkę, po chwili ponad poprzeczką uderzył Mateusz Struski.
Trzy minuty później Raków miał kolejny problem. Oskar Repka nadepnął w polu karnym Nowaka. Sędzia podyktował rzut karny, którego na gola pewnym strzałem zamienił Arkadiusz Jędrych.
Po zmianie stron gospodarze potrzebowali zaledwie czterech minut, aby wyrównać. W 47. minucie precyzyjny, płaski strzał z ok. 20 metrów oddał Brunes. Kudła nie był w stanie sięgnąć piłki.
Kilkadziesiąt sekund później Lamine Diaby-Fadiga dośrodkował, a niepilnowany Bogdan Racovitan głową z sześciu metrów pokonał Kudłę. Gospodarze poczuli siłę, GKS pogubił się. Gospodarze szukali swojego pierwszego w meczu prowadzenia. Brakowało im jednak zimnej krwi pod bramką gości.
[…] W dogrywce dużo mniej działo się pod bramkami. Piłkarze już nie mieli tylu sił i nie zamierzali odkrywać się przed rywalem. Dopiero w 110. minucie gospodarze stanęli przed szansą na zdobycie zwycięskiej bramki. Fadiga uderzał z siedmiu metrów, ale przestrzelił.
Chwilę później padł gol dla gospodarzy. Karol Struski dośrodkował z rzutu wolnego, a Leonardo Rocha głową wpakował piłkę do bramki strzeżonej przez Dawida Kudłę. Raków nie dowiózł jednobramkowego prowadzenia. W 116. minucie Eman Markovic uderzył z dystansu. Nie do obrony!
O wszystkim zadecydować miały rzuty karne. W nich w 3. serii strzał Erika Jirki obronił Zych. W 4. kolejce bramkarz Rakowa odbił strzał Sebastiana Milewskiego. Gospodarze byli bezbłędni.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze