Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa wciąż niepokonana

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W rozgrywkach Orlen Ekstraligi trwa reprezentacyjna przerwa. Najbliższe spotkanie nasza drużyna rozegra na wyjeździe, pierwszego października z Pogonią Tczew. Mecz rozpocznie się o godzinie 12:00 Piłkarze przegrali swój mecz ligowy z Lechią Gdańsk 1:5 (1:1). Prasówkę na temat tego meczu znajdziecie TUTAJ. W rozpoczętym tygodniu piłkarze rozegrają dwa spotkania: w środę w ramach rozgrywek Pucharu Polski, z Górnikiem Zabrze oraz w sobotę, ligowe z Odrą Opole (wyjazd). Mecz pucharowy zostanie rozegrany na Bukowej, początek spotkania o 21:00. Spotkanie z Odrą rozpocznie się o godzinie 17:30. Klub podpisał kontrakt z Christianem Aleman.

Siatkarze przygotowują się do startu rozgrywek PlusLigi, w ubiegłym tygodniu zespół rozegrał dwa sparingi, oba z Projektem Warszawa. Pierwszy z nich drużyna przegrała 1:3, w drugim pokonała rywala 2:1. W najbliższy piątek zaplanowano sparing z Aluron CMC Wartą Zawiercie.

W dwóch rozegranych meczach ligowych w ubiegłym tygodniu  hokeiści odnieśli dwa zwycięstwa: z JKH GKS-em Jastrzębie (po rzutach karnych) 4:3 oraz 3:1 z STS-em Sanok. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra trzy spotkania, we wtorek z Podhalem Nowy Targ, w piątek z Energą Toruń oraz w niedzielę z Zagłębiem Sosnowiec. Dwa pierwsze będą meczami wyjazdowym, trzecie domowe. Spotkania rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00, 18:30 i 17:00.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Powrót na pierwszoligowe stadiony

Jeszcze przed piątkowym meczem z Lechią Gdańsk GKS Katowice postanowił się wzmocnić. Kontrakt z klubem podpisał Christian Aleman.

[…] Pomimo tego, że gra GKS-u naprawdę wygląda dobrze w tym sezonie, klub nie spoczywa na laurach. W środę ogłoszono, że nowym piłkarzem katowickiego zespołu został Christian Aleman. Ekwadorczyk znany jest z boisk pierwszoligowych. Od 2021 do 2022 roku reprezentował barwy Arki Gdynia. Na Pomorzu rozegrał 61 oficjalnych meczów. W nich zdobył 8 bramek i zaliczył 9 asyst. Ofensywny pomocnik był ważnym punktem Arki, jednak w 2023 roku postanowił wrócić do swojej ojczyzny. Od początku tego roku aż do teraz był piłkarzem klubu ekwadorskiej ekstraklasy SD Aucas.

– Tam jednak nie grał zbyt wiele, bo wystąpił w zaledwie jednym spotkaniu ligowym. Wrócił do Polski, po raz kolejny do pierwszej ligi, żeby znów pokazać się na europejskiej arenie. Jeszcze przed rozpoczęciem letniego okna transferowego sondowaliśmy możliwość pozyskania do naszego Klubu Christiana Alemana. Wówczas zawodnik był związany kontraktem z SD Aucas. Rozpoczęliśmy rozmowy z zawodnikiem, natomiast w tamtym momencie zbyt wiele czynników uniemożliwiało przeprowadzenie tego transferu. Jednym z założeń na letnie okno transferowe, po decyzjach kadrowych podjętych po zakończeniu ubiegłego sezonu, była zdefiniowana potrzeba pozyskania do drużyny dwóch ofensywnych pomocników. Latem dołączył do drużyny Mateusz Mak, a na ewentualną obsadę drugiego wakatu, cierpliwie czekaliśmy przyglądając się przede wszystkim naszej drużynie, a także sytuacji na rynku transferowym.

– Braliśmy pod uwagę wariant, w którym dodatkowy zawodnik do drużyny już nie dołączy. Pojawienie się natomiast w zespole kilku urazów, a także okoliczność rozwiązania przez Christiana Alemana kontraktu z poprzednim klubem, zbiegły się w czasie i te fakty zdeterminowały ponowne rozpoczęcie rozmów z zawodnikiem na temat transferu do naszego klubu. Mamy świadomość okresu, w jakim zawodnik dołącza do drużyny, a także tego, że z pewnością będzie on potrzebował czasu na aklimatyzację. Dlatego przed podjęciem decyzji o pozyskaniu zawodnika, bardzo dokładnie ze sztabem szkoleniowym zaplanowaliśmy cały proces, co ma przyspieszyć moment jego gotowości do gry w naszym klubie – powiedział po sprowadzeniu zawodnika z Ameryki Południowej dyrektor sportowy GKS-u Dawid Dubas. Trudno przypuszczać, że Ekwadorczyk już w piątek wyjdzie na murawę. Pomimo tego, że wciąż pod znakiem zapytania stoi występ wspomnianego przez dyrektora Dubasa Maka, Aleman raczej jeszcze nie będzie gotowy do gry.

Sam zainteresowany nie ukrywa, że poza GKS-em miał też oferty z innych klubów. Jednak ta wydawała się dla niego najbardziej odpowiednia.

– Miałem inne propozycje, ale widziałem, że klub dobrze sobie radzi w lidze i to również było czynnikiem motywującym, by dołączyć do drużyny. Spędziłem w Polsce dwa lata i bardzo dobrze je wspominam – stwierdził Christian Aleman po powrocie do kraju nad Wisłą.

 

weszlo.com – Szalony mecz w 1. lidze, problemy Marcina Kochanka. „Powinna się tym zająć Komisja Ligi”

Sędzia Marcin Kochanek w ostatnim czasie nie może się pochwalić świetną passą. W poprzedni weekend arbiter podjął kontrowersyjną decyzję o wyrzuceniu z boiska Michała Nalepy. Teraz Kochanek zszedł szczebel niżej i znów zamieszał, dokładając cegiełkę do szalonego spotkania Lechii Gdańsk z GKS-em Katowice.

– Mógłbym powiedzieć dużo o sędziowaniu, to skandal. Powinna się tym zająć Komisja Ligi – powiedział w pomeczowym wywiadzie Sebastian Bergier, napastnik GieKSy.

Co tak wzburzyło zawodnika drużyny gości? Decyzje Marcina Kochanka, którego w Gdańsku próbował ratować VAR, ale nawet wideoweryfikacja nie uchroniła arbitra przed kłopotami.

Weźmy bramkę na 1:0 dla Lechii Gdańsk. Zanim Luis Fernandez wygrał pojedynek powietrzny po rzucie rożnym, sędzia mógł odgwizdać faul w akcji poprzedzającej stały fragment gry. Sebastian Bergier stracił piłkę po ataku rywala, który wzbudzał kontrowersje. Arbiter grę puścił, Lechia wywalczyła korner i trafiła do siatki.

– Sędzia do mnie podchodzi, mówi: masz rację, był faul, powinienem to gwizdnąć. Ale nie gwizdnął — tłumaczył piłkarz GieKSy.

Im dalej w las, tym dla Kochanka gorzej. Kuriozalna była sytuacja, w której Marcin Wasielewski padł jak rażony piorunem w polu karnym. Obrońca zespołu z Katowic najpierw rywala ograł, potem się przewrócił, licząc na naiwność sędziego. Nie przeliczył się – mimo braku kontaktu Kochanek podyktował „jedenastkę”. Naprawił to dopiero VAR, który przywołał go do monitora, po czym sędzia główny zmienił swoją decyzję.

Słuszne w tym meczu były czerwone kartki dla zawodników GKS-u Katowice. Aż dwie, bo goście polowali na Luisa Fernandeza tak, jak w poprzednim sezonie często robili to rywale Wisły Kraków. Pod koniec spotkania arbiter znów jednak podjął przedziwną decyzję. Dawid Brzozowski zaatakował Davida Bugaja w polu karnym od tyłu, powtórki pokazały, że był to raczej atak w nogi, a nie w piłkę.

Marcin Kochanek stwierdził, że wręcz odwrotnie, czyściutko. Znów zawołano go do VAR-u, ale tym razem decyzji nie zmienił.

Koniec końców Lechia Gdańsk i tak wygrała wysoko, pewnie. Korzystając z przewagi dwóch zawodników, podopieczni Szymona Grabowskiego rozbili GKS Katowice, strzelając mu pięć bramek. Błyszczał Luis Fernandez, który zanotował dublet – gola numer dwa zdobył po strzale pod poprzeczkę, przy czym lekko pomógł rykoszet. Dwukrotnie do siatki trafiał również nowy nabytek klubu z Trójmiasta – Tomas Bobcek. Słowak miał kosztować Lechię 600 tysięcy euro i szybko postanowił zacząć się spłacać.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Jakub Jarosz: żeby wejść do ósemki, musi wydarzyć się wiele dobrego

– Dla takiego klubu jak nasz, żeby wejść do ósemki, musi wydarzyć się wiele dobrego w danym sezonie. Jedna rzecz – musimy grać bardzo dobrze, czyli wykrzesać ze swojego potencjału sto procent. Druga – muszą ominąć nas kontuzje. Trzecia rzecz to stworzenie fajnej grupy – mówił o celu GKS Katowice na nadchodzący sezon kapitan katowiczan Jakub Jarosz.

Jak idą przygotowania do sezonu?

Jakub Jarosz: – Zgodnie z planem, bo trenujemy ciężko, budujemy bazę siłowo-wytrzymałościową i techniczną na treningach siatkarskich. Pracujemy dużo, nie jest to przyjemny moment dla zawodników. Treningów jest sporo i są one ciężkie, ale nam niezwykle potrzebna jest ta praca. Wiemy, że sezon będzie bardzo szybko pędził – spotkań będzie wiele, więc będziemy grać co trzy dni. Teraz mamy czas, żeby tę bazę zbudować, żeby potem dać radę po prostu.

Jaka panuje atmosfera w drużynie?

– Wszystko w porządku, atmosfera jest dobra. Wszyscy są skoncentrowani na pracy. Wspólny wyjazd do Gdańska na PreZero Grand Prix był takim fajnym momentem na starcie przygotowań, że drużyna mogła spędzić więcej czasu razem. Myślę, że to też bardzo nam pomogło w kwestii wzajemnego poznania się, bo jednak to nowy zespół, wiele nowych twarzy się pojawiło. Cały czas się poznajemy.

Przed piątkowym, przegranym sparingiem odbyliście trening w siłowni. W sobotę już zwycięstwo nad Asseco Resovią Rzeszów, czy ono buduje morale?

– Przegraliśmy nie dlatego, bo rano mieliśmy siłownię. Po prostu przeciwnicy postawili trudne warunki i zagrali dużo lepiej od nas. To jest taki moment, że nie możemy prezentować tej formy, którą chcemy mieć w sezonie ligowym. Nie możemy wyglądać dobrze. Wyglądamy ociężale, bo ciężko trenujemy. Na pewno zawsze lepiej wygrywać i te zwycięstwa są potrzebne również w sparingowych meczach. Zawsze gramy o zwycięstwo.

Prezes GKS Katowice powiedział, że jest potencjał na play-off. Co trzeba zrobić, by wejść do ósemki?

– Dla takiego klubu jak nasz, żeby wejść do ósemki, musi wydarzyć się wiele dobrego w danym sezonie. Jedna rzecz – musimy grać bardzo dobrze, czyli wykrzesać ze swojego potencjału sto procent. Druga – muszą ominąć nas kontuzje. Trzecia rzecz to stworzenie fajnej grupy. Sporo jest więc tych elementów, które muszą zadziałać, byśmy osiągnęli dla naszego klubu cel, jakim jest gra w ósemce mistrzostw Polski. To jest taki cel wymarzony, postawiony wysoko. Liga jest bardzo trudna. W tej lidze nie ma słabych zespołów. PlusLiga jest jedną z, jeśli nie najsilniejszą ligą na świecie, więc być w ósemce to duży zaszczyt.

Pospekulujmy – która drużyna pana zdaniem wejdzie na pewno do ósemki, która aspiruje do gry w czubie PlusLigi?

– Trudno powiedzieć. Jest pewien stały zestaw drużyn, które na pewno będą się biły o mistrzostwo Polski. A lista drużyn walczących o ósemkę jest bardzo długa. Zawsze są też takie drużyny, które pragną po prostu utrzymać się w elicie. Z nazw nie chcę wymieniać na ten moment konkretnych drużyn, bo aktualnie większość drużyn nie trenuje w pełnych składach. Myślę jednak, że każdy wie, które drużyny celują w medale, a jakie mają inne cele.

 

Wyrównane sparingi GKS-u i Projektu w Błoniu

Kolejne ekstraklasowe zespoły sprawdzają swoją formę przed nadchodzącymi rozgrywkami PlusLigi w sezonie 2023/2024. Tym razem GKS Katowice i Projekt Warszawa zmierzyli się w dwóch sparingach w podwarszawskim Błoniu. W pierwszym meczu lepsi okazali się warszawscy siatkarze. W drugim katowiczanie się zrewanżowali.

W piątek, 22 września GKS Katowice i Projekt Warszawa rozegrali pierwszy sparing w Błoniu. W inauguracyjnym secie z bardzo dobrej stronie pokazali się siatkarze z Warszawy. W drugim walka jeszcze bardziej się zaostrzyła i po grze na przewagi lepszy był Projekt Warszawa. Trzecią partię udało się katowiczanom w końcówce przeciągnąć na swoją stronę. W czwartej odsłonie obie drużyny miały swoje szanse na wygraną. Ostatecznie zwycięstwo na swoim koncie zapisali podopieczni trenera Piotra Grabana.

W meczu z bardzo dobrej strony pokazał się niemiecki atakujący Projektu Warszawa – Linus Weber. Zawodnik zdobył 19 punktów i zaliczył 74 procent skuteczności. W GKS-ie najlepszym punktującym został Marcin Waliński.

Projekt Warszawa – GKS Katowice 3:1 (25:20, 27:25, 23:25, 25:23)

[…] W sobotę, 23 września zespoły rozegrały drugie spotkanie sparingowe, które według ustaleń trenerów miało obejmować jedynie trzy sety. Inauguracyjną partię lepiej rozpoczęli warszawianie, jednak katowiczanie szybko doprowadzili do wyrównania, a następnie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę siatkarze GKS-u. Druga partia miała niemal identyczny przebieg. Pierwotnie to Projekt prowadził, jednak w końcówce lepsi byli katowiczanie. W kolejnej odsłonie lepsi byli warszawiacy. Wykorzystali oni przestój, który dopadł zawodników GKS-u. Ostatecznie jednak mecz zakończył się zwycięstwem katowickiej drużyny 2:1.

Projekt Warszawa – GKS Katowice 1:2 (22:25, 22:25, 25:22)

 

HOKEJ

hokej.net – Przesądziły rzuty karne. Wygrana katowiczan i zmiana lidera

W rozgrywanym awansem meczu 5. kolejki TAURON Hokej Ligi JKH GKS Jastrzębie przegrał na własnym lodzie z GKS-em Katowice 3:4. Zwycięzcę wyłoniła dopiero seria rzutów karnych, które lepiej wykonywali mistrzowie Polski. Podopieczni Jacka Płachty objęli też prowadzenie w ligowej tabeli.

Pierwsze minuty spotkania upływały w charakterystycznej ostrożności ofensywnej i skupieniu się przede wszystkim na odpowiedzialności w osłanianiu własnej bramki. W 14. minucie w trakcie rozgrywania przez gości przewagi, na indywidualną akcję zdecydował się Filip Starzyński, który wprowadził krążek przed bramkę GieKSy, oddając strzał z bekhendu, z którym poradził sobie John Murray, jednak przy dobitce golkiper gości był już bez szans.

Jastrzębianie, chociaż kreowali sobie kolejne sytuacje, to nie mieli pomysłu na wykończenie swoich akcji, w związku z czym wynik po pierwszej tercji nie uległ już zmianie.

Na drugą tercję mistrzowie Polski wyszli ewidentnie zmotywowani do odrabiania strat. Chociaż Jastrzębianom udało się obronić 40 sekund osłabienia z pierwszej odsłony gry, to w 22. minucie byli już bezradni. Shigeki Hitosato przyspieszył rozegranie krążka do spółki z Jooną Monto, który trafił na kij Aleksiego Varttinena, a ten pewnym uderzeniem pokonał Macieja Miarkę.

Zdobyta bramka dodała otuchy drużynie Jacka Płachty, która zaczęła kontrolować wydarzenia na lodzie. W 28. minucie opieszałość obrońców JKH GKS-u wykorzystał Mateusz Michalski, który na raty umieścił krążek w bramce Macieja Miarki, wyprowadzając gości na prowadzenie.

Tercja upływała na szybkiej, twardej grze. Nie brakowało również emocji wynikających z bezpośrednich starć pomiędzy zawodnikami. W 38. minucie jastrzębianie doprowadzili do wyrównania za sprawą kolejnego trafienia Filipa Starzyńskiego.

W trzeciej odsłonie drużyny dały jasno do zrozumienia, że są zainteresowane pełną pulą punktów. Pierwszy cios w tej tercji wyprowadzili katowiczanie, którzy za sprawą trafienia Sama Marklunda z 48. minuty ponownie objęli prowadzenie. Stracona bramka podrażniła ambicje gospodarzy, którzy wraz z upływającym czasem rzucali coraz większe siły do odrabiania strat.

W 58. minucie rozgrywający przewagę gospodarze dopięli swego. Marcin Kolusz postanowił odegrać krążek wzdłuż niebieskiej linii do Rastislava Špirki, a doświadczony napastnik soczystym strzałem wyrównał wynik. Remis ewidentnie nie zaspokoił rozpędzonych gospodarzy, którzy jeszcze w końcowych sekundach szturmowali bramkę Johna Murraya, jednak reprezentacyjny golkiper nie dał się już więcej zaskoczyć.

Zebrani na trybunach Jastoru kibice byli świadkami dogrywki. Pierwsi do głosu doszli katowiczanie, jednak najpierw ze strzałem Iisakki poradził sobie Miarka, a dobijający uderzenie Monto z najbliższej odległości przeniósł gumę nad poprzeczką.

W 64. minucie GieKSa za sprawą Olssona i Sokaya wyprowadziła dwójkową kontrę, jednak strzał 26-letniego Kanadyjczyka wybronił Miarka. Do wyłonienia zwycięscy były zatem potrzebne karne.

Po stronie gospodarzy swój najazd wykorzystał jedynie Robert Arrak. Goście w tym elemencie okazali się skuteczniejsi, bowiem trafiali za sprawą Bartosza Fraszki i Mateusza Michalskiego.

 

GieKSa wciąż niepokonana. Sanoczanie odprawieni

Hokeiści GKS-u Katowice odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu. W niedzielne popołudnie mistrzowie Polski pokonali przed własną publicznością Marmę Ciarko STS Sanok 3:1.

W kadrze mistrzów Polski nieobecnego Mateusza Bepierszcza, zastąpił w pierwszej formacji Mateusz Michalski. Pierwszy raz w meczowej kadrze zobaczyliśmy również Davida Lebka. Katowiczanie od pierwszych minut spotkania chcieli potwierdzić swoją dobrą dyspozycję, jaką prezentują od początku rozgrywek. W pierwszych minutach krążek nie opuszczał tercji gości, którzy zostali zepchnięci do defensywy. Przed świetną okazją, do otwarcia wyniku spotkania stanął Mychajło Kowalczuk, który po szybkim rozegraniu stanął oko w oko z odsłoniętą przez Kristiana Tamminena bramką. 19-letni napastnik nie zdołał jednak po swoim strzale skierować krążka do bramki.

W 5. minucie na ławce kar zasiadł Ben Sokay, a my zaobserwowaliśmy scenariusz, jaki dobrze znamy z domowych spotkań GieKSy. Przewaga gości rozpoczęła się bowiem od kontry broniących osłabienia katowiczan. Mateusz Michalski pognał w kierunku bramki sanoczan, lecz stając oko w oko z Tamminen, zgubił „pod łyżwą” krążek i nie zdołał oddać strzału. Przebieg pierwszej tercji upływał w większości w tercji sanoczan, gdzie podopieczni Jacka Płachty pracowali na zamkniętej defensywie. Goście ograniczali się do pojedynczych ataków zakończonych strzałami, z którymi większych problemów nie miał John Murray. W 20. minucie mistrzowie Polski zdołali dopiąć swoich starań. Wynik spotkania otworzył Olli Issaka, który wykończył dokładnie rozegranie krążka pomiędzy Varttinenema Hitosato.

Druga odsłona spotkania rozpoczęła się na nieco mniejszej intensywności, jednak w dalszym ciągu pod kontrolą mistrzów Polski. Trójkolorowi pozostawali w posiadaniu krążka i w pełni decydowali o przebiegu wydarzeń na lodzie. Sanoczanie próbowali budować zalążek swoich akcji ofensywnych, jednak nie byli w stanie dyskutować z argumentami GieKSy w defensywie. W 31. minucie w pełni zasłużenie gospodarze podwyższyli swoje prowadzenie za sprawą bramki Hampusa Olssona. Drugie trafienie katowiczan nie zmieniło obrazu spotkania, które pozostawało pod ich pełną kontrolą. Najlepszą okazję do kontaktowego trafienia sanoczanie mieli w 39. minucie. Bezpański krążek w środkowej tercji padł łupem Sami Tamminena, który wyszedł „sam na sam” z Johnym Murrayem jednak kapitan drużyny z Podkarpacia w swoim wykończeniu nie zdołał zaskoczyć reprezentacyjnego golkipera.

Początek wydarzeń trzeciej tercji pozwalał sądzić, że sanoczanie nie składają broni i będą szukać sposobności aby złapać kontakt z gospodarzami. Zagęszczała się atmosfera przed bramką Johna Murraya, jednak goście wciąż nie potrafili bodnąć monolitu obronnego GKS-u. Uporczywość zawodników STS-u zaowocowała w 47. minucie. GieKSa straciła krążek podczas rozegrania w tercji neutralnej. Z gumą na bramkę katowiczan pomknął Szymon Fus i pozwolił swojej drużynie wrócić do meczu. Zdobyta bramka ożywiła poczynania gości, którzy zwietrzyli szansę na odrobienie strat. W 55. minucie na ławkę kar przez sędziów został oddelegowany Hampus Olsson, a 27 sekund później dołączył do niego Grzegorz Pasiut. Przed podopiecznymi Elmo Aittoli pojawiła się zatem perspektywa przeszło 90 sekund gry w podwójnej przewadze. Mistrzowie Polski wybronili się z opresji, a po wyrównaniu formacji przeszli do kontrofensywy. W 57. minucie losy spotkania rozstrzygnął Sam Marklund, który strzałem z bliskiej odległości ustalił wynik spotkania.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga