Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Wykartkowana GieKSa dostała lanie nad morzem. „To jest skandal!”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania Lechia Gdańsk – GKS Katowice 5:1 (1:1).

 

sportdziennik.com – GieKSa rozbita w Gdańsku

[…] Pierwszych kilka minut spotkania było trochę chaotyczne. Jednak to GKS zaczynał być coraz bardziej konkretny i próbował rozgrywać piłkę na połowie gospodarzy. Lechia starała się wyprowadzać swoje akcje długimi podaniami. I to dość szybko dało gospodarzom prowadzenie. Bardzo dobrze wykonany rzut rożny, piłka posłana idealnie na głowę Luisa Fernandeza, który umieścił ją w bramce katowiczan. Dawid Kudła nie miał szans na złapanie piłki.

Po stracie bramki katowiczanie ruszyli do natarcia i Sebastian Bergier z prawej strony pola karnego posłał piłkę w długi róg i GKS wyrównał. To była ładna akcja podopiecznych Rafała Góraka. Co prawda przez chwilę prawidłowość gola była sprawdzana w wozie VAR, ale spalonego nie było.

Lechia po stracie bramki nie ruszyła do przodu. Długie rozgrywanie piłki na własnej połowie. Katowiczanie starali się grać dość wysokim pressingiem i przez to ciężko było gospodarzem dostać się w pobliże pola karnego GieKSy. Wyjątkiem w tej fazie gry, była prosta strata piłki przez gości, co pozwoliło Fernandezowi na oddanie bardzo mocnego strzało w światło bramki, ale Kudła złapał piłkę, choć moc uderzenia na pewno poczuł.

Bergier mógł dać prowadzenie GKS-wi, gdy przejął piłkę na środku boiska i popędził w kierunku bramki gdańszczan. Próbował strzelić, ale był spychany przez Eliasa Olssona. Nie miał też komu podać, bo jego koledzy nie spieszyli się, by go wesprzeć i dać mu okazję do przekazania komuś piłki.

Akcje GieKSy sprawiały kłopoty gospodarzom. Obrońcy Lechii trochę za wolno reagowali na zbliżające się zagrożenie. Chciał to wykorzystać Adrian Błąd, ale huknął tak mocno, że piłka przeleciała na dużej wysokości obok bramki gospodarzy. Po wznowieniu gry gdańszczanie nie potrafili skutecznie wyprowadzić piłki na połowę GKS-u. Zwłaszcza, jak próbowali robić to prawą stroną. Zagrywali wyjątkowo nieumiejętnie.

Potem wyglądało to lepiej i Kudła znowu miał okazję do obrony trudnego strzału. Tym razem Conrado przedarł się przez linie defensywne GieKSy podając ją do Bobcka.

W doliczonym czasie Marcin Wasielewski padł w polu karnym gdańszczan. Sędzia wskazał na jedenastkę, ale sytuację sprawdzał VAR. Trudno to ocenić, bo w powtórkach nie wydawało się, aby piłkarz GieKSy był zahaczony nogą obrońcy. Sęzia Marian Kochanek długo oglądał moment upadku Wasielewskiego na monitorze. Ostatecznie piłkarz z Katowic dostał żółtą kartkę za symulowanie faulu.

Potem wyglądało to lepiej i Kudła znowu miał okazję do obrony trudnego strzału. Tym razem Conrado przedarł się przez linie defensywne GieKSy podając ją do Bobcka.

W doliczonym czasie Marcin Wasielewski padł w polu karnym gdańszczan. Sędzia wskazał na jedenastkę, ale sytuację sprawdzał VAR. Trudno to ocenić, bo w powtórkach nie wydawało się, aby piłkarz GieKSy był zahaczony nogą obrońcy. Sęzia Marian Kochanek długo oglądał moment upadku Wasielewskiego na monitorze. Ostatecznie piłkarz z Katowic dostał żółtą kartkę za symulowanie faulu.

Druga część spotkania źle zaczęła się dla katowiczan. Shibata niebezpiecznie zagrał wysoko uniesioną nogą i sędzia pokazał mu żółtą kartkę. Pierwszą dostał w pierwszej części meczu i musiał opuścić boisko.

Gra w dziesiątkę nie zdeprymowała katowiczan. Grali ofensywnie i szukali okazji do zdobycia zwycięskiego gola. Ta taktyka była w tym momencie dobra, bo Lechia musiała grać na własnej połowie, a nie zagrażać bramce GieKSy. Szkoda tylko, że stracili w pewnym momencie i poszła szybka kontra w kierunku bramki pilnowanej przez Dawida Kudłę. Fernandez otrzymał podanie i pięknym strzałem w okienko dał prowadzenie Lechii Gdańsk.

Po chwili Bergier miał okazję na wyrównanie, ale bramkarz gospodarzy piłkę złapał, choć nie bez trudności. Gdy wydawało się, że GieKSa może wyrównać, gdyż nieźle radziła sobie z rozgrywaniem darzył się brutalny faul Arkadiusza Jędrycha na Fernandezie. Sędzia oglądnął to na monitorze VAR i podjął decyzję o czerwonej kartce dla zawodnika GKS-u. Od tej chwili goście musieli grać w dziewięciu.

Lechia szybko to wykorzystała i Tomas Bobcek skorzystał z odbitej piłki w polu karnym gości i umieścił ją w bramce GKS-u Katowice. Goście w tej sytuacji przyjęli wariant obronny i grali cofnięci. Próby przejścia na drugą stronę boiska czasami udawały się, ale niewiele to dawało okazji do zmiany wyniku. Katowiczanie wyraźnie stracili koncepcję, jak grać w takim osłabieniu.

Piłkarze Lechii to wykorzystali. Zamykali gości w hokejowym zamku i strzelali. W jednej z takich akcji, po dużym zamieszaniu piłkę w siatce umieścił Olsson. Sytuacja GieKSy robiła się coraz trudniejsza, a kolejne bramki wisiały w powietrzu. Następna padła po ładnej akcji gdańszczan. Tym razem piłkę w okienko posłał kolejny raz Bobcek.

Pod koniec meczu znowu było zamieszanie z analizą VAR. Po faulu obrońcy na zawodniku gospodarzy sędzia chciał podyktować rzut karny. Jednak zrezygnował z tej decyzji i zakończył spotkanie.

 

sportowefakty.wp.pl – Lechia rozbiła GKS. W drugiej połowie nie było czego zbierać

Lechia Gdańsk zdemolowała GKS Katowice. Piłkarze ze Śląska po nieodpowiedzialnych faulach w drugiej połowie spotkania grali przez długi czas w dziewiątkę i ostatecznie mecz zakończył się mało piłkarskim wynikiem – 5:1.

Atmosfera meczu Lechia Gdańsk – GKS Katowice niestety była daleka od optymalnej. Przez karę dla kibiców Lechii, pomimo odwołania ze strony gdańskiego klubu podtrzymana została decyzja piłkarskich organów i mecz zobaczyło na żywo nieco ponad tysiąc fanów.

Od samego początku inicjatywę przejęli piłkarze Lechii Gdańsk. W 8. minucie ciekawą akcję przeprowadził Camilo Mena, któremu jednak zabrakło jednak decyzyjności w polu karnym rywala. Po chwili jednak, po rzucie rożnym gospodarzy gola głową strzelił Luis Fernandez. Goście nie czekali długo na odpowiedź. Po tym, jak linię spalonego złamał Dawid Bugaj, już po czterech minutach od bramki Lechii, gola dla GKS-u pewnym strzałem od słupka zdobył Sebastian Bergier.

Po tej sytuacji obie drużyny miały swoje szanse, jednak zarówno Bergier, jak i Tomas Bobcek tym razem nie potrafili oddać precyzyjnych strzałów na bramki rywali. Później niestety mecz się zaostrzył i arbiter, który początkowo pozwalał na więcej częściej musiał używać gwizdka.

W doliczonym czasie gry doszło do kuriozalnej sytuacji. W polu karnym Marcin Wasielewski padł jak porażony po tym, jak piłkę próbował zabrać mu Conrado. Powtórki jasno pokazały, że zawodnik GKS-u „nurkował”, jednak arbiter potrzebował około 6 minut, by odwołać pierwotną decyzję o karnym i przyznać żółtą kartkę zawodnikowi gości.

Do przerwy był remis 1:1, a już w jednej z pierwszych akcji drugiej połowy katowiczanie grali w dziesiątkę. Za drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę do szatni zszedł Shun Shibata. Pomimo straty jednego piłkarza, GKS był stroną przeważającą. Goście jednak nie zabezpieczyli odpowiednio tyłów i po szybkiej kontrze, w 55. minucie gola na 2:1 zdobył Luis Fernandez.

Hiszpan był notorycznie faulowany przez zawodników GKS-u i katowiczanie już od 61. minuty grali w dziewiątkę! Po ostrym faulu od tyłu na Fernandezie Arkadiusza Jędrycha, arbiter początkowo odgwizdał tylko faul, ale po interwencji VAR-u pokazał piłkarzowi ze śląskiego klubu bezpośrednią czerwoną kartkę.

Grająca w podwójnej przewadze Lechia już tylko kontynuowała „dzieło zniszczenia”. W 65. minucie świetną akcję przeprowadził kolejny raz Fernandez, piłka trafiła przypadkowo w napastnika Lechii i Tomas Bobcek wykońćzył akcję doskonale, podwyższając na 3:1.

Lechia była głodna kolejnych bramek. Po zmianach, które dokonał Szymon Grabowski gola na 4:1 zdobył z najbliższej odległości Elias Olsson. GKS próbował grać w piłkę w dziewięcioosobowym składzie i nie był to najlepszy pomysł. W końcówce kolejnego gola strzelił Tomas Bobcek, a już w doliczonym czasie gry po raz trzeci w tym meczu sędzia Marcin Kochanek znów przez kilka minut analizował powtórki, po których nie dopatrzył się rzutu karnego dla Lechii.

 

dziennikzachodni.pl – Wykartkowana GieKSa dostała lanie nad morzem. „To jest skandal!”

Mecz odbył się przy prawie pustych trybunach, ze względu na karę jaką dostała Lechia za zachowanie jej kibiców. GieKSa po czerwonych kartkach od 46. minuty grała w dziesiątkę, a od 61. minuty – w dziewiątkę.

[…] Gospodarze objęli prowadzenie w 9. minucie po rzucie rożnym. Luis Fernandez urwał się obrońcą i z narożnika pola bramkowego głową umieścił piłkę w bramce.

GieKSa szybko się podniosła po tym ciosie i doprowadziła do wyrównania. Katowiczanie rozegrali składną akcję, Shun Shibata zagrał w pole karne, a Sebastian Bergier strzelił po ziemi z ostrego kąta. Sytuację sprawdził jeszcze VAR, który potwierdził prawidłowo zdobytego gola.

Mecz był otwarty, nie brakowało czasami chaosu i błędów, z których wynikały kolejne okazje po obu stronach.

Przed przerwą w Lechii nastąpiła wymuszona zmiana – z urazem z boiska zszedł Camilo Mena, którego zastąpił Dominik Piłka.

W trzeciej minucie doliczonego czasu sędzia Marcin Kochanek podyktował rzut karny, oceniając, że Conrado faulował Marcina Wasielewskiego. Najpierw długo sytuację analizował VAR, następnie arbiter podbiegł do monitora i w ósmej doliczonej minucie anulował karnego, a na dodatek ukarał żółtą kartką zawodnika GieKSy za symulację.

Druga połowa bardzo źle zaczęła się dla gości. Już w 46. minucie Shibata dostał drugą żółtą kartkę i w konsekwencji czerwoną. Sędzia ocenił, że Japończyk miał za wysoko podniesioną nogę w walce o piłce z Janem Biegańskim. Zawodnik Lechii złapał się za twarz, choć telewizyjne powtórki nie potwierdzały, aby Shibata tam trafił stopą.

Podrażniony GKS jakby na przekór ruszył do ataku, jednak stracił drugiego gola w momencie, kiedy chyba nikt się tego nie spodziewał. Fernandez strzelił zza pola karnego, a Dawid Kudła bezradnie patrzył jak piłka po rykoszecie od Oskara Repki wpada do siatki.

Jakby było mało nieszczęść, to w 61. minucie z boiska wyleciał po czerwonej kartce Arkadiusz Jędrych. Kapitan gości ostro sfaulował Fernandeza. Sędzia został wezwany przed VAR do monitora i ukarał Jędrycha. Tym razem powtórki potwierdzały, że decyzja była słuszna.

W 65. minucie Tomas Bobcek przytomnie zachował się w polu karnym i posłał piłkę między nogami bramkarza GKS-u.

GieKSa przyjęła też czwarty, gdy z bliska piłkę do bramki skierował Elias Olsson. To nie był koniec, bo Lechia strzeliła na 5:1 po… kontrze, a drugiego gola w tym meczu strzelił Bobcek.

W doliczonym czasie znów do akcji wkroczył VAR i sędzia ponownie podbiegł do monitora. Analizowano atak Dawida Brzozowskiego, który wybijał piłkę spod nóg Dawida Bugaja. Jedenastka tym razem nie została podyktowana.

– Nie chcę mówić o sędziowaniu, ale to jest skandal! Powinna się tym zająć Komisja Ligi – nie krył złości Sebastian Bergier przed kamerą Polsatu Sport.

 

dziennikbaltycki.pl – Pięć goli biało-zielonych, dwie czerwone kartki dla gości. Szalony mecz w Gdańsku!

Lechia Gdańsk rozbiła GKS Katowice 5:1. Były emocje, dwie czerwone kartki dla zespołu z Katowic, zwycięstwo zespołu biało-zielonych. Biało-zieloni wykorzystali swoją szansę, że rywal przez ponad pół godziny miał dwóch zawodników mniej na boisku. Nie dostosował się do tego sędzia, który musiał korzystać z podpowiedzi VAR.

Lechia wygrała wysoko i pewnie, ale trudno ocenić grę i dyspozycję biało-zielonych. Drużyna z Katowic fatalnie weszła w drugą połowę. Już po kilkudziesięciu sekundach drugą żółtą i w efekcie czerwoną kartką ukarany został Shun Shibata. Minął kwadrans, a Arkadiusz Jędrych – trochę przypadkowo, ale brutalnie – sfaulował Luisa Fernandeza. Sędzia obejrzał sytuację na monitorze i ukarał czerwoną kartką obrońcę GKS. Goście od 61 minuty musieli grać w „dziewiątkę” i postawili się w niesamowicie trudnej sytuacji.

Jeszcze po pierwszej czerwonej kartce goście grali odważnie i można było się zastanawiać, kto gra w osłabieniu. Później już na boisku była tylko jedna drużyna. To był szalony mecz, ale na pewno nie popisał się sędzia Marcin Kochanek z Opola, który we wszystkich kluczowych sytuacjach musiał liczyć na analizę VAR. Tak było w pierwszej połowie, kiedy podyktował rzut karny dla GKS, a potem zmienił swoją decyzję. W drugiej połowie potrzebował obejrzenia sytuacji na monitorze, żeby dać czerwoną kartkę Jędrychowi i nie podyktować karnego dla Lechii w samej końcówce spotkania, choć faul na Dawidzie Bugaju był ewidentny. Mało tego, Jędrychowi w ogóle nie pokazał kartki za faul i dopiero VAR musiał mu podpowiedzieć.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga