Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Wykartkowana GieKSa dostała lanie nad morzem. „To jest skandal!”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania Lechia Gdańsk – GKS Katowice 5:1 (1:1).

 

sportdziennik.com – GieKSa rozbita w Gdańsku

[…] Pierwszych kilka minut spotkania było trochę chaotyczne. Jednak to GKS zaczynał być coraz bardziej konkretny i próbował rozgrywać piłkę na połowie gospodarzy. Lechia starała się wyprowadzać swoje akcje długimi podaniami. I to dość szybko dało gospodarzom prowadzenie. Bardzo dobrze wykonany rzut rożny, piłka posłana idealnie na głowę Luisa Fernandeza, który umieścił ją w bramce katowiczan. Dawid Kudła nie miał szans na złapanie piłki.

Po stracie bramki katowiczanie ruszyli do natarcia i Sebastian Bergier z prawej strony pola karnego posłał piłkę w długi róg i GKS wyrównał. To była ładna akcja podopiecznych Rafała Góraka. Co prawda przez chwilę prawidłowość gola była sprawdzana w wozie VAR, ale spalonego nie było.

Lechia po stracie bramki nie ruszyła do przodu. Długie rozgrywanie piłki na własnej połowie. Katowiczanie starali się grać dość wysokim pressingiem i przez to ciężko było gospodarzem dostać się w pobliże pola karnego GieKSy. Wyjątkiem w tej fazie gry, była prosta strata piłki przez gości, co pozwoliło Fernandezowi na oddanie bardzo mocnego strzało w światło bramki, ale Kudła złapał piłkę, choć moc uderzenia na pewno poczuł.

Bergier mógł dać prowadzenie GKS-wi, gdy przejął piłkę na środku boiska i popędził w kierunku bramki gdańszczan. Próbował strzelić, ale był spychany przez Eliasa Olssona. Nie miał też komu podać, bo jego koledzy nie spieszyli się, by go wesprzeć i dać mu okazję do przekazania komuś piłki.

Akcje GieKSy sprawiały kłopoty gospodarzom. Obrońcy Lechii trochę za wolno reagowali na zbliżające się zagrożenie. Chciał to wykorzystać Adrian Błąd, ale huknął tak mocno, że piłka przeleciała na dużej wysokości obok bramki gospodarzy. Po wznowieniu gry gdańszczanie nie potrafili skutecznie wyprowadzić piłki na połowę GKS-u. Zwłaszcza, jak próbowali robić to prawą stroną. Zagrywali wyjątkowo nieumiejętnie.

Potem wyglądało to lepiej i Kudła znowu miał okazję do obrony trudnego strzału. Tym razem Conrado przedarł się przez linie defensywne GieKSy podając ją do Bobcka.

W doliczonym czasie Marcin Wasielewski padł w polu karnym gdańszczan. Sędzia wskazał na jedenastkę, ale sytuację sprawdzał VAR. Trudno to ocenić, bo w powtórkach nie wydawało się, aby piłkarz GieKSy był zahaczony nogą obrońcy. Sęzia Marian Kochanek długo oglądał moment upadku Wasielewskiego na monitorze. Ostatecznie piłkarz z Katowic dostał żółtą kartkę za symulowanie faulu.

Potem wyglądało to lepiej i Kudła znowu miał okazję do obrony trudnego strzału. Tym razem Conrado przedarł się przez linie defensywne GieKSy podając ją do Bobcka.

W doliczonym czasie Marcin Wasielewski padł w polu karnym gdańszczan. Sędzia wskazał na jedenastkę, ale sytuację sprawdzał VAR. Trudno to ocenić, bo w powtórkach nie wydawało się, aby piłkarz GieKSy był zahaczony nogą obrońcy. Sęzia Marian Kochanek długo oglądał moment upadku Wasielewskiego na monitorze. Ostatecznie piłkarz z Katowic dostał żółtą kartkę za symulowanie faulu.

Druga część spotkania źle zaczęła się dla katowiczan. Shibata niebezpiecznie zagrał wysoko uniesioną nogą i sędzia pokazał mu żółtą kartkę. Pierwszą dostał w pierwszej części meczu i musiał opuścić boisko.

Gra w dziesiątkę nie zdeprymowała katowiczan. Grali ofensywnie i szukali okazji do zdobycia zwycięskiego gola. Ta taktyka była w tym momencie dobra, bo Lechia musiała grać na własnej połowie, a nie zagrażać bramce GieKSy. Szkoda tylko, że stracili w pewnym momencie i poszła szybka kontra w kierunku bramki pilnowanej przez Dawida Kudłę. Fernandez otrzymał podanie i pięknym strzałem w okienko dał prowadzenie Lechii Gdańsk.

Po chwili Bergier miał okazję na wyrównanie, ale bramkarz gospodarzy piłkę złapał, choć nie bez trudności. Gdy wydawało się, że GieKSa może wyrównać, gdyż nieźle radziła sobie z rozgrywaniem darzył się brutalny faul Arkadiusza Jędrycha na Fernandezie. Sędzia oglądnął to na monitorze VAR i podjął decyzję o czerwonej kartce dla zawodnika GKS-u. Od tej chwili goście musieli grać w dziewięciu.

Lechia szybko to wykorzystała i Tomas Bobcek skorzystał z odbitej piłki w polu karnym gości i umieścił ją w bramce GKS-u Katowice. Goście w tej sytuacji przyjęli wariant obronny i grali cofnięci. Próby przejścia na drugą stronę boiska czasami udawały się, ale niewiele to dawało okazji do zmiany wyniku. Katowiczanie wyraźnie stracili koncepcję, jak grać w takim osłabieniu.

Piłkarze Lechii to wykorzystali. Zamykali gości w hokejowym zamku i strzelali. W jednej z takich akcji, po dużym zamieszaniu piłkę w siatce umieścił Olsson. Sytuacja GieKSy robiła się coraz trudniejsza, a kolejne bramki wisiały w powietrzu. Następna padła po ładnej akcji gdańszczan. Tym razem piłkę w okienko posłał kolejny raz Bobcek.

Pod koniec meczu znowu było zamieszanie z analizą VAR. Po faulu obrońcy na zawodniku gospodarzy sędzia chciał podyktować rzut karny. Jednak zrezygnował z tej decyzji i zakończył spotkanie.

 

sportowefakty.wp.pl – Lechia rozbiła GKS. W drugiej połowie nie było czego zbierać

Lechia Gdańsk zdemolowała GKS Katowice. Piłkarze ze Śląska po nieodpowiedzialnych faulach w drugiej połowie spotkania grali przez długi czas w dziewiątkę i ostatecznie mecz zakończył się mało piłkarskim wynikiem – 5:1.

Atmosfera meczu Lechia Gdańsk – GKS Katowice niestety była daleka od optymalnej. Przez karę dla kibiców Lechii, pomimo odwołania ze strony gdańskiego klubu podtrzymana została decyzja piłkarskich organów i mecz zobaczyło na żywo nieco ponad tysiąc fanów.

Od samego początku inicjatywę przejęli piłkarze Lechii Gdańsk. W 8. minucie ciekawą akcję przeprowadził Camilo Mena, któremu jednak zabrakło jednak decyzyjności w polu karnym rywala. Po chwili jednak, po rzucie rożnym gospodarzy gola głową strzelił Luis Fernandez. Goście nie czekali długo na odpowiedź. Po tym, jak linię spalonego złamał Dawid Bugaj, już po czterech minutach od bramki Lechii, gola dla GKS-u pewnym strzałem od słupka zdobył Sebastian Bergier.

Po tej sytuacji obie drużyny miały swoje szanse, jednak zarówno Bergier, jak i Tomas Bobcek tym razem nie potrafili oddać precyzyjnych strzałów na bramki rywali. Później niestety mecz się zaostrzył i arbiter, który początkowo pozwalał na więcej częściej musiał używać gwizdka.

W doliczonym czasie gry doszło do kuriozalnej sytuacji. W polu karnym Marcin Wasielewski padł jak porażony po tym, jak piłkę próbował zabrać mu Conrado. Powtórki jasno pokazały, że zawodnik GKS-u „nurkował”, jednak arbiter potrzebował około 6 minut, by odwołać pierwotną decyzję o karnym i przyznać żółtą kartkę zawodnikowi gości.

Do przerwy był remis 1:1, a już w jednej z pierwszych akcji drugiej połowy katowiczanie grali w dziesiątkę. Za drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę do szatni zszedł Shun Shibata. Pomimo straty jednego piłkarza, GKS był stroną przeważającą. Goście jednak nie zabezpieczyli odpowiednio tyłów i po szybkiej kontrze, w 55. minucie gola na 2:1 zdobył Luis Fernandez.

Hiszpan był notorycznie faulowany przez zawodników GKS-u i katowiczanie już od 61. minuty grali w dziewiątkę! Po ostrym faulu od tyłu na Fernandezie Arkadiusza Jędrycha, arbiter początkowo odgwizdał tylko faul, ale po interwencji VAR-u pokazał piłkarzowi ze śląskiego klubu bezpośrednią czerwoną kartkę.

Grająca w podwójnej przewadze Lechia już tylko kontynuowała „dzieło zniszczenia”. W 65. minucie świetną akcję przeprowadził kolejny raz Fernandez, piłka trafiła przypadkowo w napastnika Lechii i Tomas Bobcek wykońćzył akcję doskonale, podwyższając na 3:1.

Lechia była głodna kolejnych bramek. Po zmianach, które dokonał Szymon Grabowski gola na 4:1 zdobył z najbliższej odległości Elias Olsson. GKS próbował grać w piłkę w dziewięcioosobowym składzie i nie był to najlepszy pomysł. W końcówce kolejnego gola strzelił Tomas Bobcek, a już w doliczonym czasie gry po raz trzeci w tym meczu sędzia Marcin Kochanek znów przez kilka minut analizował powtórki, po których nie dopatrzył się rzutu karnego dla Lechii.

 

dziennikzachodni.pl – Wykartkowana GieKSa dostała lanie nad morzem. „To jest skandal!”

Mecz odbył się przy prawie pustych trybunach, ze względu na karę jaką dostała Lechia za zachowanie jej kibiców. GieKSa po czerwonych kartkach od 46. minuty grała w dziesiątkę, a od 61. minuty – w dziewiątkę.

[…] Gospodarze objęli prowadzenie w 9. minucie po rzucie rożnym. Luis Fernandez urwał się obrońcą i z narożnika pola bramkowego głową umieścił piłkę w bramce.

GieKSa szybko się podniosła po tym ciosie i doprowadziła do wyrównania. Katowiczanie rozegrali składną akcję, Shun Shibata zagrał w pole karne, a Sebastian Bergier strzelił po ziemi z ostrego kąta. Sytuację sprawdził jeszcze VAR, który potwierdził prawidłowo zdobytego gola.

Mecz był otwarty, nie brakowało czasami chaosu i błędów, z których wynikały kolejne okazje po obu stronach.

Przed przerwą w Lechii nastąpiła wymuszona zmiana – z urazem z boiska zszedł Camilo Mena, którego zastąpił Dominik Piłka.

W trzeciej minucie doliczonego czasu sędzia Marcin Kochanek podyktował rzut karny, oceniając, że Conrado faulował Marcina Wasielewskiego. Najpierw długo sytuację analizował VAR, następnie arbiter podbiegł do monitora i w ósmej doliczonej minucie anulował karnego, a na dodatek ukarał żółtą kartką zawodnika GieKSy za symulację.

Druga połowa bardzo źle zaczęła się dla gości. Już w 46. minucie Shibata dostał drugą żółtą kartkę i w konsekwencji czerwoną. Sędzia ocenił, że Japończyk miał za wysoko podniesioną nogę w walce o piłce z Janem Biegańskim. Zawodnik Lechii złapał się za twarz, choć telewizyjne powtórki nie potwierdzały, aby Shibata tam trafił stopą.

Podrażniony GKS jakby na przekór ruszył do ataku, jednak stracił drugiego gola w momencie, kiedy chyba nikt się tego nie spodziewał. Fernandez strzelił zza pola karnego, a Dawid Kudła bezradnie patrzył jak piłka po rykoszecie od Oskara Repki wpada do siatki.

Jakby było mało nieszczęść, to w 61. minucie z boiska wyleciał po czerwonej kartce Arkadiusz Jędrych. Kapitan gości ostro sfaulował Fernandeza. Sędzia został wezwany przed VAR do monitora i ukarał Jędrycha. Tym razem powtórki potwierdzały, że decyzja była słuszna.

W 65. minucie Tomas Bobcek przytomnie zachował się w polu karnym i posłał piłkę między nogami bramkarza GKS-u.

GieKSa przyjęła też czwarty, gdy z bliska piłkę do bramki skierował Elias Olsson. To nie był koniec, bo Lechia strzeliła na 5:1 po… kontrze, a drugiego gola w tym meczu strzelił Bobcek.

W doliczonym czasie znów do akcji wkroczył VAR i sędzia ponownie podbiegł do monitora. Analizowano atak Dawida Brzozowskiego, który wybijał piłkę spod nóg Dawida Bugaja. Jedenastka tym razem nie została podyktowana.

– Nie chcę mówić o sędziowaniu, ale to jest skandal! Powinna się tym zająć Komisja Ligi – nie krył złości Sebastian Bergier przed kamerą Polsatu Sport.

 

dziennikbaltycki.pl – Pięć goli biało-zielonych, dwie czerwone kartki dla gości. Szalony mecz w Gdańsku!

Lechia Gdańsk rozbiła GKS Katowice 5:1. Były emocje, dwie czerwone kartki dla zespołu z Katowic, zwycięstwo zespołu biało-zielonych. Biało-zieloni wykorzystali swoją szansę, że rywal przez ponad pół godziny miał dwóch zawodników mniej na boisku. Nie dostosował się do tego sędzia, który musiał korzystać z podpowiedzi VAR.

Lechia wygrała wysoko i pewnie, ale trudno ocenić grę i dyspozycję biało-zielonych. Drużyna z Katowic fatalnie weszła w drugą połowę. Już po kilkudziesięciu sekundach drugą żółtą i w efekcie czerwoną kartką ukarany został Shun Shibata. Minął kwadrans, a Arkadiusz Jędrych – trochę przypadkowo, ale brutalnie – sfaulował Luisa Fernandeza. Sędzia obejrzał sytuację na monitorze i ukarał czerwoną kartką obrońcę GKS. Goście od 61 minuty musieli grać w „dziewiątkę” i postawili się w niesamowicie trudnej sytuacji.

Jeszcze po pierwszej czerwonej kartce goście grali odważnie i można było się zastanawiać, kto gra w osłabieniu. Później już na boisku była tylko jedna drużyna. To był szalony mecz, ale na pewno nie popisał się sędzia Marcin Kochanek z Opola, który we wszystkich kluczowych sytuacjach musiał liczyć na analizę VAR. Tak było w pierwszej połowie, kiedy podyktował rzut karny dla GKS, a potem zmienił swoją decyzję. W drugiej połowie potrzebował obejrzenia sytuacji na monitorze, żeby dać czerwoną kartkę Jędrychowi i nie podyktować karnego dla Lechii w samej końcówce spotkania, choć faul na Dawidzie Bugaju był ewidentny. Mało tego, Jędrychowi w ogóle nie pokazał kartki za faul i dopiero VAR musiał mu podpowiedzieć.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga