Piłka nożna
Trzy argumenty na tak, czyli za rok awans!
Jak doskonale wiemy, nasza GieKSa jest jednym z najdłużej występujących klubów na zapleczu ekstraklasy z obecnie występujących. Ta sytuacja się nie zmieni i w przyszłym sezonie nadal będziemy tu, gdzie jesteśmy, ponieważ nareszcie nie grozi nam spadek, a awans graniczy z cudem. Patrząc jednak na to, co wyprawiają drużyny czołówki 1. ligi, to wszystko się może jeszcze wydarzyć, nie ma sensu jednak pompować po raz kolejny balona i przesadnie się „napalać”. A w pompowaniu balona jesteśmy ostatnimi czasy bardzo dobrzy, a potem okazuje się, że boiskowi rywalu brutalnie te nasze zapędy tonują.
Tak sobie patrzę przez okno i nareszcie widzę trochę słońca, tego słońca coraz więcej zaczęło się pojawiać również wokół GKS-u, a wiadomo, jak długo na to czekaliśmy. Ustabilizowała się sytuacja organizacyjna w klubie, również stabilizacja sportowa poszła z tym natychmiast w parze. Jest trener, który pracuje w tym klubie już dość długo i jest krystalizująca się silna piłkarsko drużyna. Dlatego myślę, że czas postawić sprawę jasno, trzeba głośno powiedzieć, że ambicje GKS-u Katowice sięgają dużo wyżej niż środek tabeli 1. ligi. Ambicją tego klubu jest i zawsze będzie powrót do ekstraklasy, powrót tam, gdzie jest miejsce tego klubu. W przyszłym roku GieKSa świętować będzie swoje 50. urodziny, czy jest, zatem możliwy lepszy scenariusz niż awans na 50-lecie istnienia? Nie ma! To będzie sezon, w którym te obchody urodzin będą huczne i o których będzie się mówić częściej niż tylko w lutym, dlatego warto się zastanowić, co zrobić, żeby te obchody przeszły do historii. Co zrobić, żeby dostojny jubilat mógł świętować awans na „Abrahama”? Są naprawdę solidne podstawy pod to, aby tak daleko idący optymizm, jakim jest mowa o promocji przekształcić w realne wydarzenie. GieKSa od początku nowego sezonu musi zadeklarować, że celem jest awans.
Pierwszym argumentem za, jest to, o czym już wspominałem, czyli poprawa sytuacji finansowo – organizacyjnej klubu. Oczywiście do ideału jeszcze daleko i trzeba wciąż robić wszystko, aby ta organizacja wciąż szła do przodu. Jest jeszcze wiele do zrobienia w dziedzinie marketingu, informacji i poprawieniu stabilności finansowej. Z pomocą miasta nie powinno być jednak problemu w stworzeniu zadawalającego budżetu. Wszystko w rękach i głowach zarządu.
Drugim argumentem jest trener i drużyna. Trener, który jak na polskie warunki pracuje w klubie już bardzo długo i w końcu widać efekty, kiedy ma czystą głowę. W zespole jest kilku solidnych rutyniarzy z nazwiskami oraz niezwykle ciekawa młodzież, która już dziś z powodzeniem występuje w pierwszej jedenastce. Jeżeli dołożyć by do tej mieszanki jeszcze z trzech, czterech solidnych graczy, to myślę, że mamy drużynę na miarę walki o awans.
Argument trzeci, to ligowi rywali GieKSy. Spoglądając na drużyny 2. ligi, które walczą o awans, nie dostrzegam rywala, który jako beniaminek od razu będzie miał ambicje ekstraklasowe. Co się tyczy ekstraklasy, to jeżeli nie będziemy świadkami cudu, a pamiętamy z przeszłości co najmniej kilka kolejek cudów, to spadną do nas Podbeskidzie i Bełchatów. Z naszej ligi w tym sezonie awansują natomiast mimo wszystko Cracovia i Zawisza, a więc zespoły z dobrym zapleczem finansowym i organizacyjnym, oraz przede wszystkim kibicowskim. Zespoły, które po prostu zawsze będą miały za cel awansować. Nieciecza i Flota już udowodniły, że awans im nie na rękę, natomiast trudno spodziewać się, aby o ekstraklasie poważnie myślano w beniaminku z Tychów. Miedź z kolei jeszcze nie wygrała wiosną. Idąc tym tokiem rozumowania, stwórzmy największych rywali dla naszej GieKSy na przyszły sezon. Podbeskidzie z dużym wsparciem miasta oraz budową nowego stadionu, jest zespołem, który po spadku natychmiast będzie chciał wrócić i zaryzykuję stwierdzenie, że będzie faworytem 1. ligi. Odpada Bełchatów, który pozbawiony wsparcia PGE i z wciąż lecącą na łeb na szyję frekwencją, może popaść w syndrom Odry Wodzisław. Zostaje Miedź i Arka, a więc zespoły z ambicjami walki o awans, szczególnie tyczy się to Arkowców. Oczywiście pojawi się jeszcze ktoś, tzw. czarny koń, bo przecież zawsze i w każdych rozgrywkach, ktoś taki się pojawić musi. Może będzie to GKS Tychy, może Bogdanka, albo Sandecja lub jednak któryś z beniaminków? Najważniejsze jednak, żeby to GieKSa od początku pokazywała, że ten sezon będzie nasz, że to jest przełom. Koniec oglądania się na innych, niech inni oglądają się na nas. Czas na jasne deklaracje, że oto walczymy o awans, czas pokazać jaja na boisku, na trybunach w gabinetach prezesów i w magistracie. Wszyscy za rok musimy walczyć o awans do ekstraklasy, bo jest to doskonały moment, a kolejne niepowodzenie i zawód, znowu mogą wszystko zatrzymać na lata. Po prostu ta liga w przyszłym sezonie może być naprawdę do wygrania, najłatwiej od lat. Mamy położony solidny fundament pod solidny zespół, a w lidze nie będzie Korony, Zagłębia, Widzewa, ŁKS-u, Zawiszy, Cracovii czy Górnika. Będzie Podbeskidzie, Arka i Miedź, czyli zespoły, z którymi damy radę! Oczywiście są to tylko moje założenie hipotetyczne, ale naprawdę poparte zdroworozsądkowymi argumentami. Brak GieKSy liczącej się w przyszłym sezonie w walce o awans, będzie oznaczał ogromny zawód oraz fakt, że wciąż stoimy w miejscu, a kto stoi w miejscu ten się cofa.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

wnc64
8 kwietnia 2013 at 18:24
A ja liczę po cichutku na derby ze smrodami w pierwszej lidze w przyszłym roku. Po czym GieKSa awansuje, a chorzowscy zostają w 1 lidze.
GieKSiorz
8 kwietnia 2013 at 19:32
A to nic pewnego bo w tym roku gieksa tez moze awansowac, bo jest taka szansa, kto to wie. Miejmy nadzieje 😀
bonzo
8 kwietnia 2013 at 20:08
Kolega autor bardzo optymistycznie przedstawia perspektywy awansu pisząc, że zawsze można ze wszystkimi wygrać. Niestety „można”, a nie „wygrać” jest tutaj słowem kluczem. Mimo iż perspektywa awansu jest szumniej zapowiadana niż realizowana (hasło ekstraklasa albo śmierć można już mówić bardziej prześmiewczo niż serio), to niech autor wypowie się jak widzi ekstraklasowy byt.
Moim zdaniem, realnie patrząc, oprócz doświadczonego Pitrego i ogranego Rakelsa Gieksa nie posiada graczy formatu najwyższej klasy rozgrywkowej. Sezon na ich najwyższym szczeblu byłby jedynie zastrzykiem finansowym zapewnionym z transmisji w Canal+ na osłodę szybkiego spadku. Nie mamy ani ekstraklasowej drużyny, ani zaplecza, ani na dobrą sprawę stadionu.
xxx
8 kwietnia 2013 at 20:08
W sezonie, w którym pierwszy raz od niepamiętnych czasów wygramy pierwszy mecz i przejdziemy 1 rundę wyżej w pp (inaczej niż poprzednimi laty), awansujemy do ekstraklasy 😉 Zobaczycie 😉
marek
9 kwietnia 2013 at 00:26
A ja w odróżnienu od wnc liczę, że już z kurwami nie spotkamy się nigdy w histrii. I jeśli chodz o awans to wiem, że jestem odosobniony i naiwny, ale liczę na awans (choć wiem, że to tylko moje marzenia pewnie). A te pedały niech lecą w tym roku do drugiej ligi, a w następnych co rok niżej. Aż w końcu znikną z piłkarskiej i kibicowskiej mapy.
mózG
9 kwietnia 2013 at 00:34
W tym sezonie to od razu zdobedziemy ow Puchar 😉
A tak na poważnie 1 liga z roku na rok wygląda coraz smieszniej, tym razem zadna duza firma nie spadnie, nikt dobry nie awansuje. Mamy solidny zespol, trenera ktory przeszedl jeden z wiekszych kryzysow w naszej GieKSie.
Szatnia sie dogaduje co widać chocby po filmikach, mamy znakomite otoczkę: relacje radiowe, skroty, wywiady, całość ze soba wspolgra. Czekamy jeszcze na stabilnosc finansowa i uregulowanie spraw wlasnosciowych no i na nowy od lat oczekiwany stadion.
Kiedyś Uszok zakladal sie „kto bedzie pierwszy: GieKSa w (owczesnej) 1 lidze czy Nowy Stadion”. Do dzis zaklad nie zostal rozstrzygniety -.-
Luke Skywalker
9 kwietnia 2013 at 03:32
Szczerze to aż żal straconych pkt z jesieni, w której nie graliśmy przecież źle. 3 pkt z ŁKS-em, 3 pkt z Brzeskiem i 2 pkt z Olimpią Grudziądz, razem 8 pkt, niech każdy sobie dokończy…
Ale nie mamy co pompować balonika, nikt z nas przed sezonem nie wymagał awansu, calem było WYSTARTOWANIE w I lidze, a teraz mamy dobrą sytuację w tabeli, coraz lepiej zgrywający się zespół i niezłe perspektywy przed sobą.
Zagrajmy tą rundę najlepiej jak potrafimy, wyprostujmy do końca sytuację organizacyjną, miasto musi został większościowym właścicielem i możemy z nadziejami czekać na nowy sezon, oby ostatni w I lidze. .
marek
9 kwietnia 2013 at 14:00
Śmieszniej, nie śmieszniej. Całościowo to ciężko ocenić poziom ligi oraz skale trudności awansu. Wbrew pozorom łatwiej może być awansować z ligi gdie jest więcej silnych, ale wyrównanych drużyn. Wtedy nie potrzeba, aż tylu punktów bo przeciwnicy tracą je ze sobą, a trudniej, gdy są np tylko dwie silne i wszystko wygrywają. Wtedy trzeba się poprostu dostosować i również wszystko wygrywać nie pozwalając na wpadkę. A jeszcze śmieszniejsze są teksty oceniając poziom ligi czy spadły „duże”, czy małe firmy. To tak naprawdę od czegoś takiego w bardzo niewielkim stopniu zależy siła sportowa drużyny. Ktoś kto pisze o uznanej marce i odrazu zakłada, że jest poukładana sportowo sam się ośmiesza.
TOMIII
9 kwietnia 2013 at 20:42
znacie takie powiedzenie? – indyk myślał o niedzieli a w sobotę mu łeb ucieli … sprawdza się w życiu bardzo czesto . Grajcie a nie planujcie kiedy awansujemy
23456
9 kwietnia 2013 at 20:57
sądzicie ,ze z takimi pieniedzmi utrzymamy sie w ekstraklasie? chyba nie zdjecie sobie drogie dzieci sprawy…że potrzeba sponsora strategicznego na miare np takich firm jak comarch , reporter , iti
Jak wyniki beda za dobre to zarzad powie piłkarza zeby odpuscili ostatnie mecze po co awansowac zeby sie potem wycofywac z rozgrywek?
XXX
9 kwietnia 2013 at 22:21
Pomarzyć każdy może 😀
jarek
9 kwietnia 2013 at 23:07
No cóż, cele należy wyznaczać, najlepiej ambitne, bo inaczej osiada się na laurach. Jeśli utrzyma się stabilność finansowa, to na 1 ligę wystarczy, a myślę, że jak byśmy awansowali, to sponsor sam zapuka (lub łatwiej będzie go znaleść). Oby tylko skład w lato się nie rozleciał, bo zgrana drużyna to podstawa. No i w wypadku awansu można będzie realnie pomyśleć o przebudowie stadionu, bo na dzień dzisiejszy miasto nie ma najwyraźniej do tego motywacji. A wśród pierwszoligowców nie widzę osobiście drużyny, której by sie nie dało pokonać. Z tym składem awans jest realny, byle stabilna forma była i nie brakowało kasy.
23456
10 kwietnia 2013 at 00:52
no miasto by musiało zrezygnować z funkcjonowania i cała kase ładować w klub . Czy sponosr by zapukał ? nie jest to w momencie kryzysu takie pewne a końca syfu od dawna nie widać
ATAK!!!
10 kwietnia 2013 at 21:30
DAMY RADE! GIEKSA JEST TYKO JEDNA I ZOBACZĄ NAS W EKSTRAKLASIE!!! POZDRO DLA ZAŁEŻA;D
Cwirek
10 kwietnia 2013 at 23:50
Nie ma się co na siłę spinać. Lepiej spokojnie dograć jeszcze ten sezon, okrzepnąć i przy dobrych wiatrach (czytaj: jeszcze większa stabilność finansowa i organizacyjna) dopiero spoglądać w kierunku ekstraklasy w przyszłym sezonie. Tak jak Bonzo napisał, wiele nam brakuje do Ekstraklasy a chyba nikt by nie chciał od razu z niej spaść…
Ja optowałbym za tym aby teraz promocję uzyskała Cracovia i Zawisza a w przyszłym sezonie My i Podbeskidzie (z nowym stadionem). Oczywiście pięknie by było gdy z naszym obiektem ruszyło do przodu, bo spokój organizacyjny to przede wszystkim funkcjonalny stadion. Wszyscy już o tym wiedzą i oby Uszok również szybko to pojął.