Piłka nożna
Trzy argumenty na tak, czyli za rok awans!
Jak doskonale wiemy, nasza GieKSa jest jednym z najdłużej występujących klubów na zapleczu ekstraklasy z obecnie występujących. Ta sytuacja się nie zmieni i w przyszłym sezonie nadal będziemy tu, gdzie jesteśmy, ponieważ nareszcie nie grozi nam spadek, a awans graniczy z cudem. Patrząc jednak na to, co wyprawiają drużyny czołówki 1. ligi, to wszystko się może jeszcze wydarzyć, nie ma sensu jednak pompować po raz kolejny balona i przesadnie się „napalać”. A w pompowaniu balona jesteśmy ostatnimi czasy bardzo dobrzy, a potem okazuje się, że boiskowi rywalu brutalnie te nasze zapędy tonują.
Tak sobie patrzę przez okno i nareszcie widzę trochę słońca, tego słońca coraz więcej zaczęło się pojawiać również wokół GKS-u, a wiadomo, jak długo na to czekaliśmy. Ustabilizowała się sytuacja organizacyjna w klubie, również stabilizacja sportowa poszła z tym natychmiast w parze. Jest trener, który pracuje w tym klubie już dość długo i jest krystalizująca się silna piłkarsko drużyna. Dlatego myślę, że czas postawić sprawę jasno, trzeba głośno powiedzieć, że ambicje GKS-u Katowice sięgają dużo wyżej niż środek tabeli 1. ligi. Ambicją tego klubu jest i zawsze będzie powrót do ekstraklasy, powrót tam, gdzie jest miejsce tego klubu. W przyszłym roku GieKSa świętować będzie swoje 50. urodziny, czy jest, zatem możliwy lepszy scenariusz niż awans na 50-lecie istnienia? Nie ma! To będzie sezon, w którym te obchody urodzin będą huczne i o których będzie się mówić częściej niż tylko w lutym, dlatego warto się zastanowić, co zrobić, żeby te obchody przeszły do historii. Co zrobić, żeby dostojny jubilat mógł świętować awans na „Abrahama”? Są naprawdę solidne podstawy pod to, aby tak daleko idący optymizm, jakim jest mowa o promocji przekształcić w realne wydarzenie. GieKSa od początku nowego sezonu musi zadeklarować, że celem jest awans.
Pierwszym argumentem za, jest to, o czym już wspominałem, czyli poprawa sytuacji finansowo – organizacyjnej klubu. Oczywiście do ideału jeszcze daleko i trzeba wciąż robić wszystko, aby ta organizacja wciąż szła do przodu. Jest jeszcze wiele do zrobienia w dziedzinie marketingu, informacji i poprawieniu stabilności finansowej. Z pomocą miasta nie powinno być jednak problemu w stworzeniu zadawalającego budżetu. Wszystko w rękach i głowach zarządu.
Drugim argumentem jest trener i drużyna. Trener, który jak na polskie warunki pracuje w klubie już bardzo długo i w końcu widać efekty, kiedy ma czystą głowę. W zespole jest kilku solidnych rutyniarzy z nazwiskami oraz niezwykle ciekawa młodzież, która już dziś z powodzeniem występuje w pierwszej jedenastce. Jeżeli dołożyć by do tej mieszanki jeszcze z trzech, czterech solidnych graczy, to myślę, że mamy drużynę na miarę walki o awans.
Argument trzeci, to ligowi rywali GieKSy. Spoglądając na drużyny 2. ligi, które walczą o awans, nie dostrzegam rywala, który jako beniaminek od razu będzie miał ambicje ekstraklasowe. Co się tyczy ekstraklasy, to jeżeli nie będziemy świadkami cudu, a pamiętamy z przeszłości co najmniej kilka kolejek cudów, to spadną do nas Podbeskidzie i Bełchatów. Z naszej ligi w tym sezonie awansują natomiast mimo wszystko Cracovia i Zawisza, a więc zespoły z dobrym zapleczem finansowym i organizacyjnym, oraz przede wszystkim kibicowskim. Zespoły, które po prostu zawsze będą miały za cel awansować. Nieciecza i Flota już udowodniły, że awans im nie na rękę, natomiast trudno spodziewać się, aby o ekstraklasie poważnie myślano w beniaminku z Tychów. Miedź z kolei jeszcze nie wygrała wiosną. Idąc tym tokiem rozumowania, stwórzmy największych rywali dla naszej GieKSy na przyszły sezon. Podbeskidzie z dużym wsparciem miasta oraz budową nowego stadionu, jest zespołem, który po spadku natychmiast będzie chciał wrócić i zaryzykuję stwierdzenie, że będzie faworytem 1. ligi. Odpada Bełchatów, który pozbawiony wsparcia PGE i z wciąż lecącą na łeb na szyję frekwencją, może popaść w syndrom Odry Wodzisław. Zostaje Miedź i Arka, a więc zespoły z ambicjami walki o awans, szczególnie tyczy się to Arkowców. Oczywiście pojawi się jeszcze ktoś, tzw. czarny koń, bo przecież zawsze i w każdych rozgrywkach, ktoś taki się pojawić musi. Może będzie to GKS Tychy, może Bogdanka, albo Sandecja lub jednak któryś z beniaminków? Najważniejsze jednak, żeby to GieKSa od początku pokazywała, że ten sezon będzie nasz, że to jest przełom. Koniec oglądania się na innych, niech inni oglądają się na nas. Czas na jasne deklaracje, że oto walczymy o awans, czas pokazać jaja na boisku, na trybunach w gabinetach prezesów i w magistracie. Wszyscy za rok musimy walczyć o awans do ekstraklasy, bo jest to doskonały moment, a kolejne niepowodzenie i zawód, znowu mogą wszystko zatrzymać na lata. Po prostu ta liga w przyszłym sezonie może być naprawdę do wygrania, najłatwiej od lat. Mamy położony solidny fundament pod solidny zespół, a w lidze nie będzie Korony, Zagłębia, Widzewa, ŁKS-u, Zawiszy, Cracovii czy Górnika. Będzie Podbeskidzie, Arka i Miedź, czyli zespoły, z którymi damy radę! Oczywiście są to tylko moje założenie hipotetyczne, ale naprawdę poparte zdroworozsądkowymi argumentami. Brak GieKSy liczącej się w przyszłym sezonie w walce o awans, będzie oznaczał ogromny zawód oraz fakt, że wciąż stoimy w miejscu, a kto stoi w miejscu ten się cofa.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

wnc64
8 kwietnia 2013 at 18:24
A ja liczę po cichutku na derby ze smrodami w pierwszej lidze w przyszłym roku. Po czym GieKSa awansuje, a chorzowscy zostają w 1 lidze.
GieKSiorz
8 kwietnia 2013 at 19:32
A to nic pewnego bo w tym roku gieksa tez moze awansowac, bo jest taka szansa, kto to wie. Miejmy nadzieje 😀
bonzo
8 kwietnia 2013 at 20:08
Kolega autor bardzo optymistycznie przedstawia perspektywy awansu pisząc, że zawsze można ze wszystkimi wygrać. Niestety „można”, a nie „wygrać” jest tutaj słowem kluczem. Mimo iż perspektywa awansu jest szumniej zapowiadana niż realizowana (hasło ekstraklasa albo śmierć można już mówić bardziej prześmiewczo niż serio), to niech autor wypowie się jak widzi ekstraklasowy byt.
Moim zdaniem, realnie patrząc, oprócz doświadczonego Pitrego i ogranego Rakelsa Gieksa nie posiada graczy formatu najwyższej klasy rozgrywkowej. Sezon na ich najwyższym szczeblu byłby jedynie zastrzykiem finansowym zapewnionym z transmisji w Canal+ na osłodę szybkiego spadku. Nie mamy ani ekstraklasowej drużyny, ani zaplecza, ani na dobrą sprawę stadionu.
xxx
8 kwietnia 2013 at 20:08
W sezonie, w którym pierwszy raz od niepamiętnych czasów wygramy pierwszy mecz i przejdziemy 1 rundę wyżej w pp (inaczej niż poprzednimi laty), awansujemy do ekstraklasy 😉 Zobaczycie 😉
marek
9 kwietnia 2013 at 00:26
A ja w odróżnienu od wnc liczę, że już z kurwami nie spotkamy się nigdy w histrii. I jeśli chodz o awans to wiem, że jestem odosobniony i naiwny, ale liczę na awans (choć wiem, że to tylko moje marzenia pewnie). A te pedały niech lecą w tym roku do drugiej ligi, a w następnych co rok niżej. Aż w końcu znikną z piłkarskiej i kibicowskiej mapy.
mózG
9 kwietnia 2013 at 00:34
W tym sezonie to od razu zdobedziemy ow Puchar 😉
A tak na poważnie 1 liga z roku na rok wygląda coraz smieszniej, tym razem zadna duza firma nie spadnie, nikt dobry nie awansuje. Mamy solidny zespol, trenera ktory przeszedl jeden z wiekszych kryzysow w naszej GieKSie.
Szatnia sie dogaduje co widać chocby po filmikach, mamy znakomite otoczkę: relacje radiowe, skroty, wywiady, całość ze soba wspolgra. Czekamy jeszcze na stabilnosc finansowa i uregulowanie spraw wlasnosciowych no i na nowy od lat oczekiwany stadion.
Kiedyś Uszok zakladal sie „kto bedzie pierwszy: GieKSa w (owczesnej) 1 lidze czy Nowy Stadion”. Do dzis zaklad nie zostal rozstrzygniety -.-
Luke Skywalker
9 kwietnia 2013 at 03:32
Szczerze to aż żal straconych pkt z jesieni, w której nie graliśmy przecież źle. 3 pkt z ŁKS-em, 3 pkt z Brzeskiem i 2 pkt z Olimpią Grudziądz, razem 8 pkt, niech każdy sobie dokończy…
Ale nie mamy co pompować balonika, nikt z nas przed sezonem nie wymagał awansu, calem było WYSTARTOWANIE w I lidze, a teraz mamy dobrą sytuację w tabeli, coraz lepiej zgrywający się zespół i niezłe perspektywy przed sobą.
Zagrajmy tą rundę najlepiej jak potrafimy, wyprostujmy do końca sytuację organizacyjną, miasto musi został większościowym właścicielem i możemy z nadziejami czekać na nowy sezon, oby ostatni w I lidze. .
marek
9 kwietnia 2013 at 14:00
Śmieszniej, nie śmieszniej. Całościowo to ciężko ocenić poziom ligi oraz skale trudności awansu. Wbrew pozorom łatwiej może być awansować z ligi gdie jest więcej silnych, ale wyrównanych drużyn. Wtedy nie potrzeba, aż tylu punktów bo przeciwnicy tracą je ze sobą, a trudniej, gdy są np tylko dwie silne i wszystko wygrywają. Wtedy trzeba się poprostu dostosować i również wszystko wygrywać nie pozwalając na wpadkę. A jeszcze śmieszniejsze są teksty oceniając poziom ligi czy spadły „duże”, czy małe firmy. To tak naprawdę od czegoś takiego w bardzo niewielkim stopniu zależy siła sportowa drużyny. Ktoś kto pisze o uznanej marce i odrazu zakłada, że jest poukładana sportowo sam się ośmiesza.
TOMIII
9 kwietnia 2013 at 20:42
znacie takie powiedzenie? – indyk myślał o niedzieli a w sobotę mu łeb ucieli … sprawdza się w życiu bardzo czesto . Grajcie a nie planujcie kiedy awansujemy
23456
9 kwietnia 2013 at 20:57
sądzicie ,ze z takimi pieniedzmi utrzymamy sie w ekstraklasie? chyba nie zdjecie sobie drogie dzieci sprawy…że potrzeba sponsora strategicznego na miare np takich firm jak comarch , reporter , iti
Jak wyniki beda za dobre to zarzad powie piłkarza zeby odpuscili ostatnie mecze po co awansowac zeby sie potem wycofywac z rozgrywek?
XXX
9 kwietnia 2013 at 22:21
Pomarzyć każdy może 😀
jarek
9 kwietnia 2013 at 23:07
No cóż, cele należy wyznaczać, najlepiej ambitne, bo inaczej osiada się na laurach. Jeśli utrzyma się stabilność finansowa, to na 1 ligę wystarczy, a myślę, że jak byśmy awansowali, to sponsor sam zapuka (lub łatwiej będzie go znaleść). Oby tylko skład w lato się nie rozleciał, bo zgrana drużyna to podstawa. No i w wypadku awansu można będzie realnie pomyśleć o przebudowie stadionu, bo na dzień dzisiejszy miasto nie ma najwyraźniej do tego motywacji. A wśród pierwszoligowców nie widzę osobiście drużyny, której by sie nie dało pokonać. Z tym składem awans jest realny, byle stabilna forma była i nie brakowało kasy.
23456
10 kwietnia 2013 at 00:52
no miasto by musiało zrezygnować z funkcjonowania i cała kase ładować w klub . Czy sponosr by zapukał ? nie jest to w momencie kryzysu takie pewne a końca syfu od dawna nie widać
ATAK!!!
10 kwietnia 2013 at 21:30
DAMY RADE! GIEKSA JEST TYKO JEDNA I ZOBACZĄ NAS W EKSTRAKLASIE!!! POZDRO DLA ZAŁEŻA;D
Cwirek
10 kwietnia 2013 at 23:50
Nie ma się co na siłę spinać. Lepiej spokojnie dograć jeszcze ten sezon, okrzepnąć i przy dobrych wiatrach (czytaj: jeszcze większa stabilność finansowa i organizacyjna) dopiero spoglądać w kierunku ekstraklasy w przyszłym sezonie. Tak jak Bonzo napisał, wiele nam brakuje do Ekstraklasy a chyba nikt by nie chciał od razu z niej spaść…
Ja optowałbym za tym aby teraz promocję uzyskała Cracovia i Zawisza a w przyszłym sezonie My i Podbeskidzie (z nowym stadionem). Oczywiście pięknie by było gdy z naszym obiektem ruszyło do przodu, bo spokój organizacyjny to przede wszystkim funkcjonalny stadion. Wszyscy już o tym wiedzą i oby Uszok również szybko to pojął.