Piłka nożna Prasówka
Święta wojna i rekord frekwencji na Bukowej
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec.
1liga.org – Zapowiedź 8. kolejki Fortuna 1 Ligi
Po przerwie związanej z meczami reprezentacji narodowych piłkarze Fortuna 1 Ligi wracają do rywalizacji o punkty. Ciekawych spotkań na pewno nie zabraknie. Na wielu stadionach emocji powinno być pod dostatkiem.
[…] GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec, piątek 15 września, godz. 20:30
Drugie piątkowe spotkanie to bardzo ciekawie zapowiadający się pojedynek, w którym GKS Katowice podejmować będzie Zagłębie Sosnowiec. Gospodarze tego meczu to drużyna z czołówki, która do lidera traci tylko dwa punkty. GKS w ostatniej kolejce na wyjeździe zremisował 1:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Zagłębie natomiast przed przerwą w rozgrywkach odniosło bardzo ważne dla siebie zwycięstwo. Klub z Sosnowca pokonał 5:2 Lechię Gdańsk. Dla Zagłębia był to pierwszy triumf w rozgrywkach ligowych w tym sezonie. W obu zespołach przed tym meczem motywacji nie powinno brakować. Początek spotkania o godzinie 20:30.
gol24.pl – GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec: Święta wojna i rekord frekwencji na Bukowej
W piątek 15 września o godz. 20.30 GKS Katowice podejmować będzie na swoim stadionie Zagłębie Sosnowiec. Pojedynek 8. kolejki Fortuna 1. Ligi rozgrywany będzie trochę w cieniu Wielkich Derbów Śląska wyznaczonych na tę samą porę, ale i tak budzi po obu stronach oddzielającej Śląsk od Zagłębia rzeki Brynicy, ogromne emocje.
Pojedynki sąsiadów zza miedzy nazywane są „Świętą wojną” i po obu stronach Brynicy budzą ogromne emocje. Bilety na ten mecz sprzedają się bardzo dobrze – w Katowicach sprzedano już ponad 3 tysiące wejściówek – i w piątkowy wieczór na pewno padnie rekord frekwencji w tym sezonie Fortuna 1. Ligi na Bukowej. Na widowni zasiądzie około 5 tysięcy kibiców, w tym 409 fanów Zagłębia, choć chętnych na bilety wśród kibiców z Sosnowca było kilka razy więcej niż dostępnych miejsc.
Za faworyta zaplanowanej na piątek 15 września derbowej potyczki uchodzą podopieczni trenera Rafała Góraka. Katowiczanie w 7. kolejkach zdobyli 14 pkt – niemal trzy razy więcej niż sosnowiczanie, którzy mają na koncie tylko 5 „oczek” – a u siebie wygrali w obecnych rozgrywkach wszystkie trzy spotkania strzelając w nich aż 10 bramek. Za GKS przemawia też historia, bo to gospodarze triumfowali w trzech ostatnich pojedynkach na Bukowej z Zagłębiem.
Sosnowiczanie po raz ostatni zdobyli komplet punktów w Katowicach w 2015 r. Początek obecnego sezonu mieli fatalny, ale po przejęciu drużyny przez Artura Derbina Zagłębie jeszcze nie przegrało i jego kibice właśnie w nowym szkoleniowcu upatrują swojej szansy. Na spotkaniu fanów z trenerem i kapitanem zespołu oraz działaczami, które odbyło się we wtorek na Stadionie Ludowym, sympatycy sosnowiczan podkreślali, że pojedynek z Katowicami jest dla nich najważniejszym w sezonie i nie wy-obrażają sobie, by piłkarze nie walczyli w nim do upadłego.
Goście przyjadą na Bukową bez kontuzjowanych Antonio Pavicia, Vedrana Dalicia i Tymoteusza Klupsia. Gospodarze zagrają natomiast w piątkowy wieczór w najsilniejszym składzie.
sportdziennik.com – Magia Derbina po 8 latach?
W piątek przy Bukowej mecz GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec. Z góry można założyć, że czeka nas ciekawe spotkanie.
Już w piątek na Bukową przyjedzie zespół z Sosnowca. Piłkarze z Zagłębia po słabym początku sezonu ostatnio pewnie wygrali z Lechią Gdańsk 5:2. Można przyjąć, że to przyjście nowego trenera Artura Derbina wpłynęło w tak pozytywny sposób na Zagłębie. Jednak wyprawa do Katowic z pewnością nie będzie dla niego łatwą.
GKS jest mocny. Udowodnił to w tym sezonie przede wszystkim meczami u siebie. Katowiczanie wciąż nie stracili punktów na swoim terenie, a przy okazji strzelają sporo bramek. Piąte miejsce w tabeli przed najbliższą kolejką i tylko dwa „oczka” straty do lidera dobrze pokazują to, w jakim momencie jest GieKSa. Nawet ostatni remis z Podbeskidziem na wyjeździe nie powinien być rozpatrywany jako szybkie wyczerpanie się działającej formuły. Szczególnie dlatego, że były fragmenty, w których widać było to, co podopieczni Rafała Góraka mają najlepszego do zaoferowania.
Co ciekawe, Zagłębie ostatni raz na Bukowej wygrało w 2015 roku. Był to sezon świeżo po awansie na zaplecze ekstraklasy. W sierpniu tamtego roku sosnowiczanie przyjechali do Katowic i udało im się zwyciężyć 1:0. Gola strzelił wtedy Konrad Budek. Ważniejsze jednak jest to, kto w tamtym momencie był szkoleniowcem Zagłębia, a był nim… Artur Derbin. Czy magia tego lubianego w Sosnowcu szkoleniowca zadziałała także w najbliższy piątek?
zaglebie.sosnowiec-pl – Przed meczem w Katowicach
Zagłębie po raz ostatni wygrało na Bukowej ponad osiem lat temu. Niewykluczone, że w piątek nasz zespół stanie przed ostatnią w historii szansą zwycięstwa na tym obiekcie.
8 sierpnia 2015, w gorący sobotni wieczór, po bramce Konrada Budka Zagłębie wygrało wyjazdowy mecz z GKS-em Katowice. Trenerem sosnowieckiego zespołu był wówczas Artur Derbin, dla którego było to pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach I ligi. Teraz Derbin po raz drugi w historii poprowadzi Zagłębie w meczu na Bukowej i miejmy nadzieję, że w roli szkoleniowca naszego zespołu odniesie już trzecie zwycięstwo nad katowiczanami, bo w sezonie 2015/2016 sosnowiczanie pokonali GKS także na Stadionie Ludowym, a bohaterem tamtej potyczki był Michał Fidziukiewicz, który w końcówce meczu strzelił dwie bramki i z 0:1 zrobiło się 2:1.
Od wspomnianego już meczu w 2015 roku Zagłębie grało na Bukowej cztery razy, za każdym razem pod kierownictwem innego trenera i nie odniosło ani jednego zwycięstwa. W sezonie 2016/2017 za Jacka Magiery sosnowiczanie wrócili z jednym punktem po bezbramkowym remisie (wtedy rzutu karnego nie wykorzystał Sebastian Dudek), a trzy kolejne wyprawy do Katowic zakończyły się porażkami – 0:1 w sezonie 2017/2018 za Dariusza Dudka, 2:3 w sezonie 2021/2022 za Kazimierza Moskala i 1:3 w sezonie 2022/2023 za Artura Skowronka.
Artur Derbin pozostaje więc ostatnim trenerem pod wodzą którego Zagłębie wygrało mecz na Bukowej i wiele wskazuje na to, że może być ostatnim szkoleniowcem, który poprowadzi sosnowiczan na tym stadionie. W Katowicach trwa bowiem budowa nowego stadionu na Załęskiej Hałdzie i jego oddanie do użytku jest przewidziane na drugą połowę 2024, więc nawet gdyby obie drużyny grały w tej samej lidze także w przyszłym sezonie, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że to spotkanie odbyłoby się już na nowym obiekcie.
Piątkowy mecz będzie pierwszym od ośmiu lat meczem GKS-u z Zagłębiem, w którym udział wezmą kibice obu zespołów. Po incydentach do jakich doszło w 2015, przed trzema kolejnymi meczami na Bukowej wojewoda na wniosek policji zamykał sektor gości. Z kolei gdy przed rokiem fani Zagłębia mogli pojawić się na meczu w Katowicach, „Blaszok” był pusty, bo kibice GKS-u prowadzili protest przeciwko działalności ówczesnego prezesa klubu Marka Szczerbowskiego i bojkotowali domowe mecze.
Artur Derbin swoją drugą kadencję na stanowisku trenera Zagłębia rozpoczął niespełna trzy tygodnie temu. Z kolei szkoleniowiec GKS-u Rafał Górak prowadzi swoją drużynę nieprzerwanie od czerwca 2019, gdy przejął spadkowicza do II ligi po Dariuszu Dudku. Od tamtej pory Dudek dwukrotnie był zatrudniany i zwalniany przez Zagłębie, a w naszym klubie oprócz obecnego szkoleniowca i wspomnianego Dudka pracowało pięciu innych pierwszych trenerów (Radosław Mroczkowski, Krzysztof Dębek, Kazimierz Moskal, Artur Skowronek i Marcin Malinowski).
Spotkanie w Katowicach będzie dla Zagłębia szansą na wyjście ze strefy spadkowej. Zespół Artura Derbina przystąpi do starcia na Bukowej podbudowany wygraną 5:2 z Lechią Gdańsk, ale do sukcesu na stadionie GKS-u konieczne będzie przede wszystkim odwrócenie fatalnej serii na wyjazdach. W tym sezonie sosnowiczanie z czterech meczów poza domem wrócili z zaledwie jednym punktem, a biorąc pod uwagę cały rok 2023, Zagłębie wygrało na wyjeździe tylko jeden mecz (2:1 w Krakowie z Wisłą w 33. kolejce poprzedniego sezonu), a w aż ośmiu z jedenastu meczów naszej drużynie nie udało się strzelić bramki.
O tym, że GKS Katowice nie będzie dla Zagłębia łatwym rywalem, świadczą jego dokonania w bieżących rozgrywkach. Podopieczni Rafała Góraka z 14 punktami w dorobku zajmują w tabeli 5. miejsce i są niepokonani w sześciu kolejnych meczach. Jedynej porażki w tym sezonie GKS doznał w pierwszej kolejce, gdy w Legnicy przegrał z Miedzią 0:1. Katowiczanie są jedyną drużyną w Fortuna I lidze, która zdobyła komplet punktów w meczach u siebie. Z Bukowej na tarczy wyjechali Chrobry Głogów (3:1), Wisła Płock (4:1) i Resovia (3:0). W poprzedniej kolejce GKS zremisował 1:1 na wyjeździe w Bielsku-Białej i tym samym przerwał serię trzech kolejnych zwycięstw.
Katowiczanie mogą pochwalić się największą liczbą strzelonych bramek w Fortuna I lidze – aż 14, tyle samo ma także Bruk-Bet Termalica Nieciecza, a także najlepszym stosunkiem bramkowym wśród wszystkich pierwszoligowców (14:5, +9). Dwa z tych trafień dopisał do swojego dorobku były obrońca Zagłębia Arkadiusz Jędrych, który jest jednym z trzech ex-Zagłębiaków w obecnej kadrze GKS-u. Dwaj pozostali to bramkarz Dawid Kudła i napastnik Jakub Arak. GKS przewodzi w I lidze także w jeszcze jednej klasyfikacji, ale to akurat nie jest powodem do dumy. W sezonie 2023/2024 katowiczanie zmarnowali wszystkie trzy rzuty karne. Pechowymi strzelcami byli Jakub Arak, Sebastan Bergier i Arkadiusz Jędrych. Także w rozegranym w przerwie reprezentacyjnej sparingu z Rakowem Częstochowa GKS nie wykorzystał „jedenastki”. Tym razem spudłował Adrian Błąd.
Piątkowy mecz będzie 41. w historii spotkaniem Zagłębia z GKS-em. Sosnowiczanie byli górą w 14 meczach, w tym w spotkaniu rozegranym 25 lutego 2023 na otwarcie stadionu ArcelorMittal Park. Nasz zespół wygrał wtedy 2:1 po trafieniach Meika Karwota i Adriana Trocia. Honorową bramkę dla gości zdobył Arkadiusz Jędrych. GKS wygrał 15 meczów z Zagłębiem, a 11 razy zanotowano remis.
zaglebie.eu – 41. „Święta Wojna”. Chodzi nie tylko o 3 punkty, ale prestiż i dumę…
„Święta Wojna”, czyli rywalizacja Hanysów z Gorolami zapowiada się niezwykle ekscytująco. To będzie spotkanie ligowe nr 41 i dla kibiców z obu stron Brynicy chodzi nie tylko o 3 punkty, ale przede wszystkim prestiż i dumę…
W piątek gramy na Bukowej, gdzie po raz ostatni Zagłębie wygrało 8 lat temu. Statystyka nie jest po stronie sosnowiczan, którzy na boisku GKS-u przegrali ostatnie 3 ligowe gry. Ale już ostatni mecz tych drużyn, który miał miejsce 25 lutego 2023 roku był wielkim wydarzeniem dla kibiców Zagłębia, którzy mogli się cieszyć nie tylko z wielkiego otwarcia nowego stadionu, ale także zwycięstwa 2:1. Przypomnijmy, że historycznego gola na ArcelorMittal Park zdobył Meik Karwot, a później – druga bramkę strzelił Adrian Troć. Gol z rzutu karnego Arkadiusza Jędrycha nieznacznie osłodził katowiczanom gorycz porażki. Ale to już historia, w nowy sezon znacznie lepiej weszli piłkarze „GieKSy”, natomiast nasz zespół dopiero po zmianie na ławce trenerskiej zaczął punktować.
Zagłębie przed przerwą na mecze reprezentacji Polski odniosło bardzo ważne dla siebie zwycięstwo. Sosnowiczanie pokonali po dramatycznym spotkaniu 5:2 Lechię Gdańsk, tworząc wspólnie z rywalem wielkie widowisko. Dla Zagłębia był to pierwszy triumf w rozgrywkach ligowych w tym sezonie. Z kolei ekipa z Bukowej to drużyna z czołówki Fortuna 1. Ligi, która do lidera traci tylko dwa punkty. GKS w ostatniej kolejce na wyjeździe zremisował 1:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała, prezentując ciekawy futbol nastawiony na ofensywę. W obu zespołach przed tym meczem motywacji nie powinno brakować. Przypominamy – początek spotkania na Bukowej o godzinie 20:30.
Arturowi Derbinowi sen z powiek spędzają z pewnością problemy z kontuzjami, które najbardziej uderzyły w formację defensywną. Z powodu urazów nie mogą zagrać Vedran Dalić i Antonio Pavić, więc do linii obrony szkoleniowiec musi przesuwać kapitana drużyny Maksymiliana Rozwandowicza. Ponadto kontuzja mięśniowa eliminuje z występów Tymoteusza Klupsia. Są też i dobre wiadomości, po operacji długiej rekonwalescencji wraca do gry inny defensor Marcel Ziemann. Jego pierwszy występ po kilkumiesięcznej przerwie miał miejsce w Rącznej pod Krakowem, gdzie Zagłębie grało w minioną sobotę towarzyskie spotkanie z Cracovią.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Najnowsze komentarze