Dołącz do nas

Piłka nożna

[RELACJA] Sędzia zabił ten mecz

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W Wielki Czwartek na Bukowej zmierzyły się dwie drużyny, które chcą awansować do Ekstraklasy. Mecz zapowiadał się bardzo ekscytująco i od początku spodziewaliśmy się dobrego widowiska. Trenerzy zdecydowali się, że na murawie od pierwszej minuty wystąpią następujące 11-tki:

GKS: M.Abramowicz – Czerwiński, Kamiński, Prażnowski, Frańczak – Mandrysz, Kalinkowski, Sapała, Foszmańczyk – Lebedyński, Goncerz
Miedź: Kapsa – Bartczak, Midzierski, Trifonoc, De Amo, Garguła, Barreno, Forsell, Łobodziński, Rasak, Pennanen

Początek spotkania nie był wybitnym widowiskiem. Głównie była to wina arbitra, który przy każdym kontakcie z przeciwnikiem używał gwizdka i dyktował rzut wolny, ponadto w obu drużynach panował chaos i błędy w rozgrywaniu. Pierwsza dogodna sytuacja miała miejsce w 11. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego do piłki doszedł Goncerz, jednak uderzył z ostrego kąta tylko w boczną siatkę bramki. Kilka minut później Mandrysz wygrał pojedynek biegowy z przeciwnikiem, niestety jego strzał bez problemu obronił Kapsa. GieKSa z każdą minutą stawała się co raz to groźniejsza, brakowało jedynie celnego ostatniego podania. Miedź też szukała swoich okazji, w jednej z sytuacji Marcos Garcia Barreno wygrał starcie na skrzydle, lecz jego strzał był minimalnie niecelny. W 33. minucie po rzucie rożnym katowiczanie strzelili bramkę, niestety sędzia odgwizdał faul Praznovskiego na rywalu. Kilka minut później Mandrysz zmarnował 300% sytuację. Foszmańczyk odebrał piłkę rywalowi na jego połowie, podał do naszego młodego pomocnika a ten będąc sam na sam z bramkarzem uderzył niecelnie. To powinien być gol. Katowiczanie nie poddawali się i dalej napierali na przeciwnika, niestety brakowało dokładności.

Druga połowa rozpoczęła się od kilkuminutowej przerwy, ponieważ kibice rzucili na murawę serpentyny. GieKSa od początku chciała narzucić na rywala swój styl gry i zepchnąć przeciwnika do defensywy. Ta sztuka się udała i już w pierwszych minutach katowiczanie zagrozili bramce rywala. Najpierw celne dośrodkowanie Foszmańczyka nie zostało wykorzystane przez Goncerza, a chwile później Foszmańczyk przedarł się w pole karne i trafił wprost w bramkarza. W 54. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego szanse miał Mandrysz, jednak uderzył mocno niecelnie.  Rywale również byli groźni ze stałych fragmentów gry. Po jednym z nich Łobodziński będąc metr od bramki trafił w Abramowicza. W tym momencie należy znów zaznaczyć, że sporo kontrowersji w tym spotkaniu wzbudzał arbiter, który sędziował po aptekarsku. Brzęczek widząc, że gra zwolniła tempa dokonał zmian w składzie Mandrysza zmienił Jóźwiak, a kilka minut później Prokić został wprowadzony za Lebedyńskiego.  Niestety zmiany nic nie dały i to rywal przejął inicjatywę. W 76. minucie piłkę na 15 metr rywalowi wyłożył Praznovky, na całe szczęście Abramowicz zdołał wybić strzał przeciwnika na rzut rożny. Kolejna akcja gości i znów błąd Olivera, który dał się ograć rywalowi. Niestety tym razem Miedź wykorzystała sytuację i Damian Rasak z najbliższej odległości pokonał Abramowicza. Chciałoby się powiedzieć, że GieKSa w tym momencie rzuciła się na przeciwnika, lecz byłoby to kłamstwem. Katowiczanie w dalszym ciągu byli bezradni i w 86. minucie stracili drugą bramkę. Dośrodkowanie z prawego skrzydła wykorzystał Jakub Vojtus. GKS nie odrobił strat i niestety trzecia porażka w tym roku stała się faktem.

Dużo można by było powiedzieć złego o sędziowaniu w dzisiejszym meczu, jednak jak nie wykorzystuje się swoich sytuacji to nawet z pomocą sędziego spotkania się nie wygra.

21 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

21 komentarzy

  1. Avatar photo

    tomek

    13 kwietnia 2017 at 22:48

    Brzeczek wypierdalaj nieudaczniku

  2. Avatar photo

    Alan

    13 kwietnia 2017 at 22:53

    ooo jest pierwszy komentarz o zwolnieniu trenera 🙂 Zatrudnijmy Murinio

  3. Avatar photo

    Eda67

    13 kwietnia 2017 at 22:58

    Co tu napisać po takim meczu? Gieksa znów zagrała jak przed dwoma wyjazdowymi zwycięstwami. Tragedia po prostu. Drużyna która u siebie nie wygrywa nie może awansować. Cudów nie ma. Sapała to jakaś kompletna porażka. Skąd go wytrzaśli? Gdzie Szołtys i Stanik? Sprowadzają gorolstwo z całej Polski a im zależy na Gieksie jak na zeszłorocznym śniegu.

  4. Avatar photo

    hajna

    13 kwietnia 2017 at 23:00

    Nie ma co zwalać na sędziego gorsi sędziowali na Bukowej ten przynajmniej nie kartkowal za to gra Goncerza i Foszmanczyka to dno na pozycji Goncerza powinien grać Prokic a Foszmanczyk pozbywal się piłki szybciej od błyskawicy niestety Franczak to bardzo dobry pomocnik nie obrońca zdjęcie Lebedynskiego miast Goncerza to był klucz do porażki Gieksy i tu wielkie brawa dla trenera za znajomość drużyny i kolejne stracone punkty.

  5. Avatar photo

    łowca hanysów

    13 kwietnia 2017 at 23:06

    Buhahaha zaczarowałem gieksę 😀 i przepowiedziałem porażkę 😀

  6. Avatar photo

    Marcin

    13 kwietnia 2017 at 23:07

    .. powiem jedno jak w drużynie nie będzie rodowitych Gieksiarzy i ludzi stąd to możemy pomarzyć o awansie bo ci co są to ino zaglądają nakonto czy coś przybyło…

  7. Avatar photo

    Markus

    13 kwietnia 2017 at 23:09

    To chyba mój ostatni karnet jaki kupiłem. Pierwszy powód to pieprzone terminy rozgrywania meczy, z powodu polsatu gramy w czwartki, piatki a przeciez ludzie pracują na zmiany. Drugi to zaangażowanie naszych pilkarzy, kurwica mnie bierze jak gorole z sosnowca smieja mi sie w pysk ze nasi znowu zagrali na takim poziomie. Może inne gry im wychodzą lepiej np. w fortunie ale na pewno nie na boisku.

  8. Avatar photo

    janmir

    13 kwietnia 2017 at 23:11

    Żenada i tyle. Miasto powinno zakończyć finansować tych amatorów.

  9. Avatar photo

    Berol

    13 kwietnia 2017 at 23:24

    brak słów kur… kolejny mecz gdzie przeciwnik nic wielkiego nie gra co grozniejsza akcja wpada im wszystko…sedzia wkurzajacy wszysto im gwizdał ale to zadne wytłumaczenie dla nas kolejny mecz spartolony i zepsuty humor na swieta .Człek jedzie na mecz z nadzieja a tu znów brutalny real i strzał w ryj od piłkarzy z wynikiem .Jest niepowtarzalna okazja by wyrwac sie z tego szamba pierwszej ligi a tu zapowiada sie ze znów z tego bedzie wielki murzynski ch….i znów lata marazmu . Normalnie mnie zdołowali dzis jak na chwile znów wiara wróciła po ostatnich 2 meczach to dzis ja znów zgasili z ta gra nic z tego nie bedzie co sie stało z nasza obrona ?jak wczesniej był to najpewniejszy pt zespołu tak teraz co grozniejsza akcja przeciwnika to nasza siata trzepoce. Zdrowych Swiat wszystkim naszym kibicom bo wesołe niestety raczej nie beda 🙁

  10. Avatar photo

    kejta

    13 kwietnia 2017 at 23:30

    A wiec wyglada to tak wedlug mnie:
    Przed sezonem: macie nie awansiwac bo nas jeszcze na to nie stac. Stadionu nie bedzie. I liga na sponsora troche dorobimy awans sie nie oplaca. Oczywiscie wszystkim wmawaimy ze celem jest awans ake macie zajac miejsca 3-5 zeby kazdy czul ze probowalismy ale przez brak szczescia i sedziow sie nie udalo.
    Pierwsze 3 mecze silni rywale to nie mozecie wygrac nikt nic nie powie. Posypia sie hejty kazdy bedzie chcial zwolnic trenera ale pozniej macie 2 mecze z ulomami wiec macie wygrac wysoko zeby widzial ze walczymy a pozniej miedz u siebie nie mozecie wygrac bo wtedy bedzie 8pkt przewagi i moga juz was nie dogonic. Wiec przegrajcie kibice z czasem zapomna wiecej ich juz i tak na bukowej nie bedzie wiec nie ma po co nowego stadionu budowac 🙂

  11. Avatar photo

    GieKSiorz

    14 kwietnia 2017 at 00:49

    Dzieki kopacze za zjebany humor na swieta,sam nie wiem co już o tym myslec,moze oni nas w huja laduja i specjalnie pompują atmosferę żeby ludzi naciagnac a potem graja żeby nie awansować bo kasy nie maja,albo im nie zależy bo to maja w dupie bo nie czuja się związani z tym klubem?nie wygrywa się meczy u siebie nie ma awansu proste.moze Panu Krupie tez nie zależy na tym awansie bo by musial stadion budowac,a tak robi ludzi w ciula?moze to lepiej grac w tej 1 lidze,bo boje się ze z taka gra i braku kasy na dobre wzmocnienia moglo by być o GieKSie glosno np.0-10 z legia albo lechem.i tak na GieKSe chodza fanatycy tylko,ja będę chodzil bo to mój klub,ale niech nas nie robia w ciula,powiedza gramy o jak najlepsze miejsce i tyle

  12. Avatar photo

    GieKSiorz

    14 kwietnia 2017 at 01:00

    WSZYSTKIM KIBICOM GIEKSY ZDROWYCH WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!!GieKSa TO MY!!!!!

  13. Avatar photo

    tombotleg

    14 kwietnia 2017 at 01:08

    Brzęczek Fc Truskolasy to szczyt twoich trenerskich umiejętności, kolejny sezon w dupie, więcej się k. nie będę produkował nie warto.

  14. Avatar photo

    Igor

    14 kwietnia 2017 at 02:05

    Sędzia sie gubił, ale nie wypaczył wyniku. Ci piłkarze (najlepsi jakich mamy od 10 lat) nie zagrają lepiej, bo… nie ma tu trenera. Brak taktyki na trudne momenty. Obawiałem się, że po dwóch wygranych z kelnerami, będzie zderzenie z murem… No i dobrze się obawiałem.

  15. Avatar photo

    banik12

    14 kwietnia 2017 at 06:36

    Przestańcie jechać na trenera i pseudokoaczy.To Cygan ta spasiona świnia i jego koleżka Krupa nie chcą awansu.

  16. Avatar photo

    Tomek

    14 kwietnia 2017 at 07:43

    Cygan pokaż jaja i ratuj ten sezon. Wywal brzeczka natychmiast bo to czlowiek katastrofa. Nie ma wyników nie ma trenera. Pamietaj Cygan że brak awansu to twoja decyzja. Obiecałeś to wiec albo zaczynac sie pakowac albo zacznij coś konkretnego robić

  17. Avatar photo

    Jarosław

    14 kwietnia 2017 at 09:06

    Cygan dostaje grubą grubą grubą kasę za rządzenie całą pierwszą liga, więc jak awansuję to korytko uschnie. Awansu nie będzie!!!! Przynajmniej nie teraz!!! Tak będę chodził na GiekSę i mocno się wkurwiał piwa się napiję. Dopinguję ponad 25 lat od 13 r.ż. części tych grajków nie było na świecie a część waliła do nocnika. Jak będzie film o GieKSie to OBOWIĄZKOWO NIECH OBECNE GRAJKI ZOBACZĄ JAK SIĘ GRAŁO!!!!
    Wczoraj wpadł jeden kibic do szatni……grajcie tak dalej……..

  18. Avatar photo

    Gieksiorz

    14 kwietnia 2017 at 10:48

    Łowca hanysow: wypierdalaj stad bo z ciebie łowca hanysow jak z koziej dupy trąba normalnie kurwa inaczej byś uciekł ze strachu tylko kozaczy na internecie gorolu jebany! Co do Gieksy szkoda gadać specjalnie przyjechałem na mecz po zwycięstwo i zaś w ciuła mi zrobili :/. Co sie z nimi stało poprostu pozostawiam bez komentarza bo kasy z nas mamy inne przypuszczenia ze poprostu są słabi albo porostu im sie nie chce awansować czy chuj wie co. Pozdro Gieksiarze!

  19. Avatar photo

    ...

    14 kwietnia 2017 at 11:10

    Jak pisałem przed rundą wiosenną,że awansu nie będzie to mi wykasowali komentarze(będę to powtarzał do znudzenia).Kejta-z pewnością taka rozmowa była,co do tego nie ma żadnej wątpliwości.Te gówniarze(piłkarze,działacze,trenerzy) zarabiają po naście tysi/ms,więc robienie w h..a kibiców to dla nich przyjemna i dochodowa zabawa…..tyle….

  20. Avatar photo

    Brynowianin

    14 kwietnia 2017 at 16:11

    DO ROBOTY DOSTAJECIE WPIER…. OD KAZDEGO KTO PRZYJEŻDZA NA BUKOWĄ
    zmienic wszystkich fieksa to my kibice a wy tylko wstyd na przynosicie
    atak który miał byc siła jest po praostyu dramatem
    Do roboty maciie wszystko pieniadze, sponsora, kibiców o co WAM CHODZI

  21. Avatar photo

    tyyyybeeeekk

    14 kwietnia 2017 at 21:42

    Piłkarze nie chcą awansować bo wiedzą że wraz awansem połowa straci robotę i wyląduje w niższych ligach. Dlatego właśnie to nie wina Brzeczka a konspirujacych piłkarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga