Kibice Piłka nożna
[RELACJA KIBICOWSKA] „Jesteśmy ze Śląska, a Śląsk to też Polska”
Wypady do Bielska, bo wyjazdami tego nazwać nie można, są ciekawą odskocznią od wojaży po całej Polsce. Jest blisko, nowy stadion z dobrą akustyką, zero problemów organizacyjnych, a na dodatek po prostu tam wygrywamy. Nie inaczej było wczoraj.
Dokładnie 900 kibiców GieKSy pojawiło się w Bielsku w tym kilku zakazowiczów. W tej liczbie było także wsparcie 42 fanów Górnika Zabrze i 7 Banika Ostrava. Pod stadion dotarliśmy na mniej niż 45 minut przed meczem, ale dzięki sprawnej organizacji gospodarzy udało nam się wszystkim wejść już na pierwszy gwizdek. Od pierwszych minut ruszyliśmy z dobrym dopingiem, a zdecydowana większość ubrana była w żółte koszulki. Zajęliśmy tego dnia górne sektory. W drugiej połowie została zaprezentowana oprawa, o której więcej niżej. Po meczu wspólnie z piłkarzami świętowaliśmy wygraną. Widać, że efekt rozmów z Bytowa (przypomnijmy, że odbyły się z inicjatywy piłkarzy) przyniósł efekt. Miejscowi uformowali młyn po przeciwnej stronie boiska (ale w innym miejscu niż zazwyczaj) i dopingowali całe spotkanie, ale z racji akustyki nie byli u nas w ogóle słyszalni.
Spotkanie odbywało się w przeddzień Święta Niepodległości, które w tym roku było na dodatek jubileuszowe, bo w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Z tej okazji mieliśmy wiele akcentów patriotycznych — przed meczem został odśpiewany hymn Polski, piłkarze grali z biało-czerwonymi opaskami, a kibice przygotowali patriotyczne oprawy. Fani GieKSy wywiesili okazały transparent w narodowych barwach: „Jesteśmy ze Śląska, a Śląsk to też Polska” z herbem GKS Katowice i godłem Polski. Choreografię uzupełniały biało-czerwone machajki, a cały sektor odśpiewał wszystkie cztery zwrotki hymnu.
Najprawdopodobniej zakończyliśmy wyjazdowy rok w wykonaniu kibiców GieKSy, bo mimo braku zakazu wyjazdowego nasze szanse na wejście do tyskich oceniane są dość nisko. Może czeka nas miła niespodzianka?
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Alvaro
11 listopada 2018 at 17:55
Kiedys sie spiewało Polska bez Sląska…
Kamel
11 listopada 2018 at 18:50
Slonsk niy es polska,kompletnie juz sie we tym klubie popierdolyuo,kompromitujcie sie somi.skuli tokich cyrkuw frekfencjo no bloszoku es 300 sztuk.
Supporterwnc
12 listopada 2018 at 01:26
Przez te patriotyczne hasła na blaszok łazi garstka. Jo się z nimi nie identyfikuja i z tymi gimbusami-przeciepami też nie. Jeszcze 5 lot nazod lotali po placu we treskach śląskich, a dzisiok srogie poloki-przeciepy lotajom we treskach „śmierć zdrajcom ojczyzny”. Śmiech na sali. No ciule, czyste ciule. Jo mom kręgosłup śląski- nie zegniecie mnie. A wy jak te fany na lufcie- albo, jak to piszecie „machajki”- jak fuknie tak się nasztelujecie. Polski honor…ehh. Kaj te czasy…
Supporterwnc
12 listopada 2018 at 02:08
Dopisza ino jeszcze, że jo na Blaszok niy łaża od czasu wywieszenia oprawy ” Polski honor, sląska duma”. Ta oprawa pozbawiła mnie części mojej tożsamości- I nie ino mojej. Narzuciła mi pewne nowe porządki, na które się nie zgodzę. Nie może być tak, że zapomnę kim jestem, a nowi powiedzą kim mam być. Nie jestem ” machajką”, nie jestem Polakiem. Jestem obywatelem Rzeczpospolitej- w miarę lojalnym i uczciwym, szanujacym innych. O Ruchu nie boję się napisać z dużej litery- nie mam z ich powodu żadnych kompleksów. Nie łaża po nocach i nie kryklom na murach ” jebać ruch”- Ale jak mie jedyn w robocie znerwowoł to dostoł w sznupa ofen- nie zza winkla. Żodyn mi niy bydzie godoł kim jestech i skąd, bo zdradzilbych siebie, swój klub, swój hajmat. Niy mom polskiego honoru, mom ślasko duma.
Irishman
12 listopada 2018 at 10:03
Serce rosło, jak się to oglądało!!!
WIELKI SZACUNEK!!!
BRAWO!!!
Tauzyniok
12 listopada 2018 at 14:44
po co robicie podziały na GieKSie zowżdy bolo miejsce dla kożdego
ślonzok polok krajcok niemiec po co te podziały jo sie pytom?
MY SOM GIEKSA i tyle
PanGoroli
12 listopada 2018 at 16:09
No rzeczywiście fana do bani. Gorole, to gorole, A Ślonzoki, to Ślonzoki. Trzeba się szanować, ale nie trzeba se do rzici włazić. A prawda, obiektywna, jest taka, że Śląsk jest tyle samo polski, co niemiecki, słowacki, morawiański, cygqański, czy żydowski. Śląsk jest najbardziej, po prostu śląski. I nie ma co mieć kompleksy. Np wiecie, ze więcej jest noblistow ze Śląska, niż z Polski? Tu zawsze była wyższa kultura, bardziej rozwinięta cywilizacja. Wystarczy się choć trochę zainteresowac swoją historią.
A gorole najpierw powinni przeprosić Ślązaków za 50 lat dyskryminacji, pranie dzieci w szkołach po pyskach, rabunkową gospodarkę, za Zgodę, Mysłowice i Auschwitz po wojnie.
michał
13 listopada 2018 at 09:05
Modzi niy pamiyntajom sławnego szpilu z Jastrzembiym sprzed 10 lot, jak Jastrzembioki śpiywali Mazurka Dąbrowskiego, a cołki Blaszok ich wygwizdoł – podkreślom WYGWIZDOŁ – i śpiywoł GÓRNY śLUNSK. Byłech bo som żech gwizdoł. Bestóż na Blaszok sie dugo, dugo niy wybiera. PYRSK.
Zdzichu
17 listopada 2018 at 15:56
Michal- to na chuj tu burzysz? Nie pojawisz się na blaszoku to chuj ci w pizde.Nikogo to nie rusza.
Zorientowany
13 listopada 2018 at 15:06
Wszyscy folksdojcze którym nie odpowiada Polska i polskość która w przepiękny sposób została pokazana w Bielsku-Białej niech spróbują się odnaleźć na cichej 6. I jeszcze jedno jak tak bardzo chcecie wracać w przeszłość to wam przypomnę że to właśnie na Gieksie powiewała flaga z „hakynkrojcym”. Całe szczęście że młodzi naprawiają to co tzw. starzy zapierd……. Czołem Wielkiej Polsce.
PanGoroli
13 listopada 2018 at 17:06
Jak tak kochasz poloków, to napisz coś po śląsku choćby na 90minut, i zobaczymy, jak cię poloki kochają. Śląska duma, to jezcze za mało – trzeba mieć jeszcze ślaski honor.
Kamel
14 listopada 2018 at 03:21
widza co mode kolegi poradzom niy ino no trybunach a i we dyskusji zagwarantowoc akcent humorystyczny.brawo,smiech es zdrowy. 1.u mie personolnie niy volks ino reichs(:D). 2.polsko okupacjo Slonska es historyczno anomalio. 3.ci co czujom sie niykomfortowo no slonsku niych sprubujom sie odnojsc no stadionie ludowym. 4.hakenkreuz es we noszyj historii i niy bydymy hoby poloki falszowoc historio co niby som my perfekcyjni,a patologie to ino kajindziyj. 5.fana „katowice” we biouo czeronych farbach es tak idiotyczno co ani skroic nikt jom niy chce(jak ino odnoduo sie no cichyj 6 to jom wom oddoli). mimo to winszuja modym stowiojoncym no elitarnosc(300 ludkuw no mlynie)kolegom coby zreperowoli to co spierdolyli tzw.starzy.
Tauzyniok
14 listopada 2018 at 16:07
hakenkreuz to niy est niemiecki symbol
Jaca
19 listopada 2018 at 14:00
To widza, że niy ino jo łod czasu łoprawy ”Polski honor, sląska duma” niy łaża na blaszok. Co wiyncy, niy wciepuja tyż nic na łoprawy. Smutne, ale zaczónłech sie czuć łobco na swoim stadionie. A jak ftoś pisze, że te, co im sie niy podobo Polska to folksdojcze to niy mom pytań… Kompromitacja! Żeby niy umieć rozróznić Ślonska łod Niymiec? Jestech ze Ślonska, a Ślonsk to NIY Polska. Choć som my pod polskom okupacjom.
MyGKS
12 listopada 2020 at 17:30
To jest baner wstydu. Śląsk to nigdy nie był, nie jest I nie będzie Polska, Niemcy czy Czechy jak to się nam starają wmówić. Na GKS chodzę od trzydziestu lat I po raz pierwszy zwątpiłem. Mam tyko nadzieję, że jest to tylko wybryk małej kibicowskiej, oderwanej od korzeni grupy I że większość kibiców GieKSy to ludzie świadomi, spadkobiercy tradycji śląskiej, a nie krajòw ościennych.