Dołącz do nas

Piłka nożna

Post scriptum do meczu ze Śląskiem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz we Wrocławiu uradował nas bardzo. Dobra gra i zwycięstwo przed świętami było jak znalazł. Liga jednak się toczy, więc zamykamy temat meczu ze Śląskiem tradycyjnym post scriptum i teraz myślimy już tylko o sobotnim spotkaniu z Legią Warszawa.

1. Obecna kolejka została rozłożona nietypowo, gdyż liga nie grała w Wielki Piątek, ani Wielkanoc. W związku z tym cztery mecze odbyły się w Wielką Sobotę, cztery w Poniedziałek Wielkanocny, a przed nami jeszcze starcie w Mielcu. Nam przypadła gra w Wielką Sobotę i to o rozsądnej godzinie. Cieszyliśmy się, że nie mamy meczu w święto.

2. Z racji niedalekiej odległości nie musieliśmy wyjeżdżać z Katowic skoro świt. W ogóle wyjazdy w tym sezonie były takie, że nie startowaliśmy np. o szóstej. Te dalekie bowiem graliśmy o dość późnej godzinie dnia: 17.30, 19.00 czy 20.15, jak na Legii. Wiązało się to natomiast z późnymi powrotami do domu, dlatego często wracaliśmy do Katowic po drugiej czy nawet trzeciej.

3. Wyruszyliśmy w trójkę: ja, Patryk i Magda. Innym osobom obowiązki świąteczne przeszkodziły w wyjeździe. Wyjechaliśmy o 10:30 i prościutką drogą, autostradą zmierzaliśmy do Wrocławia.

4. Po drodze mijaliśmy wiele aut z kibicami GKS Katowice, którzy tłumnie wybrali się na ten niezbyt odległy wyjazd. Co rusz były w samochodach widoczne barwy klubowe czy żółty kolor. Wiedzieliśmy, że atmosfera na stadionie będzie bardzo dobra.

5. Kibice jak to kibice na wyjazdach, czasem stawali za potrzebą. Mnie szczególną uwagę przykuł na poboczu załatwiający pewną sprawę kibic z numerem 4 na plecach i nazwiskiem Jędrych. Przez ułamek sekundy miałem mały mindfuck – „dlaczego Arek to robi?”. Koszulki kapitana sprzedają się dobrze.

6. Droga przebiegła szybko i (prawie) sprawnie, czasem musieliśmy gwałtownie hamować, bo kolumna poruszała się tak, a nie inaczej, a policja kilkukrotnie wjeżdżała w środek i powodowała pewne zamieszanie na drodze.

7. Po dwóch godzinach dojechaliśmy do Wrocławia. Skorzystaliśmy ze stacji benzynowej, a uwagę zwrócił pewien jegomość, który wyszedł z budynku stacji i prowadził rower, ale prowadził go będąc do niego on face, czyli de facto pchał go do tyłu. Magda skwitowała to słusznym „tutaj rowery prowadzi się odwrotnie”.

8. Po chwili byliśmy pod stadionem, którą mijaliśmy niedawno, gdy jechaliśmy chyba do Poznania. Stadion z zewnątrz prezentuje się… nieładnie. Narzucony jakiś wór niczym te plandeki na rusztowaniach remontowanych budynków, do tego sprawiający wrażenie brudnego. No i to logo Tarczyński Arena – centralnie. No nie prezentuje się to jakoś estetycznie i w ogóle nie widać na początku, że to stadion.

9. To co zawsze jest mile przez nas widziane to możliwość wjazdu na stadionowy parking. Nie zawsze jest to oczywistością, a tutaj wjazdówka była zapewniona. Dlatego komfortowo mogliśmy zostawić samochód i udać się do wejścia.

10. Pewnym mankamentem jest to, że akredytacje wydawane są na zaledwie godzinę przed meczem. Na większości stadionów wejściówki te można odebrać wcześniej, a właśnie dużo wcześniej jesteśmy w tym sezonie zawsze.

11. No ale trudno, jest taki hol, poczekalnia ze stolikami i krzesłami, więc przynajmniej jest gdzie usiąść w oczekiwaniu. I tak sobie siedzieliśmy ponad pół godziny i ostatecznie akredytacje przyszły… o 13:20, czyli i tak 25 minut przed zapowiadanym czasem.

12. Same plakietki na różnych stadionach są większe, mniejsze, czasem zalaminowane, czasem nie, ze smyczką lub bez. Tutaj trzeba przyznać, że akredytacja była jedną z najładniejszych na polskich stadionach. Estetyczna, z dużymi herbami obu drużyn. No i i zalaminowana i ze smyczką. Widać, że klub przykłada wagę do takich rzeczy. A na ściance były też wzory wszystkich wejściówek z objaśnieniem kto, gdzie może wchodzić. Wszystko przejrzyste.

13. Na dole zrobiłem zdjęcie loginu i hasła do WiFi. I tutaj kolejna pochwała dla Śląska, bo internet stadionowy, na przecież dużym stadionie, działał bez zarzutu cały mecz. Dzięki temu nie musieliśmy kombinować z naszymi internetami. To znacznie ułatwiało pracę.

14. Wjechaliśmy windą na czwarte piętro, czyli już było wiadomo, że będziemy wysoko. Gdy wyszliśmy na trybunę oczom naszym ukazał się potężny jak na polskie warunki obiekt. Ponad czterdzieści tysięcy miejsc, przy czym miejsce to widziało już taką frekwencję na meczach ligowych. Prawdziwy kocioł. I bardzo wysokie trybuny.

15. Miałem okazję być na tym stadionie dwa razy, w którychś eliminacjach (chyba za Waldemara Fornalika) na meczu z Mołdawią i przede wszystkim na ostatnim meczu fazy grupowej Euro 2012 z Czechami. Choć bilet na ten mecz było zdobyć zdecydowanie najtrudniej z wszystkich trzech meczów grupowych – udało się. Polska przegrała 0:1, grając niestety ultradefensywnie. Co ciekawe w samej końcówce na murawie pojawił się Tomas Pekhart, obecny zawodnik Legii Warszawa.

16. W tamtym meczu mijałem między sektorami panów Krysiaka i Bryłkę. Pamiętacie tych ancymonów? Dobrze, że to zamierzchłe czasy.

17. Przeszliśmy na prasówkę, która była obok. I naprawdę była godna, a stanowisk mnóstwo, z dużymi blatami. No w końcu musieli pomieścić telewizje z całego świata na Euro. Dzięki temu teraz nie ma problemu z miejscami prasowymi.

18. Widoczność – idealna. Niby daleko, bo wysoko, a jednak ma się wrażenie, że boisko jest na wyciągnięcie ręki, właśnie dzięki stromym trybunom. Już było wiadomo, że relacjonowanie tego meczu to będzie czysta przyjemność.

19. No, może poza moim samopoczuciem, które było fatalne, na święta złapała mnie jakaś infekcja, która nie była na tyle silna, żeby zrezygnować z wyjazdu, jak jesienią na Cracovię, i nie na tyle słaba, by… dobrze się czuć. Przez cały mecz towarzyszył mi silny ból głowy, a podczas nagrywek jakieś problemy z gardłem były. No ale praca to praca.

20. Zanim zasiedliśmy na stanowiskach, na stoliczku na trybunie można było sobie zrobić herbatę lub kawę. To super rozwiązanie w kontekście, że jakiś tam poczęstunek pewnie był dopiero niedługo przed meczem i na parterze, więc daleko. Dla mnie osobiście fakt, że na prasówce była moja ulubiona herbata, czyli czarny Lipton Earl Grey, by dodatkowym plusem. Magda też zachwalała, że mieli jej ulubioną kawę – Jacobs.

21. Mając tak dużo czasu do meczu odpaliłem końcówkę meczu Piast – Korona. Niebywałe, ale zawodnik totalnie marginalny zarówno w Piaście, jak i GieKSie strzelił wyrównującego gola i miał swój moment chwały. W GKS Katowice rozegrał tylko sześć meczów. Z Piastem Mistrz Polski, ale w dziesięć sezonów rozegrał około sto meczów.

22. Bardzo fajnym pomysłem jest studio przedmeczowe na telebimie. Co prawda mało było ono poświęcone meczowi, ale zawsze coś. Najpierw jakiś pan opowiadał o koniach i evencie z końmi w roli głównej. Skwitował to tym, że będzie „końska dawka emocji”. A potem była jakaś kobieta chyba z Urzędu Miasta. Fajne urozmaicenie.

23. Podczas rozgrzewki piłkarze obu drużyn byli w koszulkach „Szwaniu jesteśmy z Tobą”. Ta solidarność z nietypowo kontuzjowanym Petrem Schwarzem całej ligi – był m.in. film z wypowiedziami piłkarzy każdego klubu – jest naprawdę godna uwagi. Także i nasz trener przed kamerami Canal Plus był w tejże koszulce.

24. W końcu wyszli na boisko główni aktorzy tego widowiska. Przy 20-tysięcznej publiczności rozpoczął się mecz – dla nas o kolejny dobry wynik, dla Śląska – o potrzebne jak tlen ligowe punkty. Gospodarze muszą wygrywać, jeśli chcą się utrzymać.

25. Ciekawi byliśmy występu Sebastiana Bergiera, który po raz pierwszy miał okazję zagrać we Wrocławiu przeciw Śląskowi. Zawodnik miał kilka okazji, jedną nawet bardzo dobrą, choć jak mówił w wywiadzie, dobić wyplutą przez Leszczyńskiego piłkę było trudno, bo mało było miejsca. Hm… brak miejsca nie przeszkadzał napastnikowi w Częstochowie, kiedy posłał futbolówkę do mysiej dziury 😉

26. Mimo stadionu wypełnionego w połowie, młyn i sektor gości prezentowały się bardzo godnie. Siedzieliśmy na środku i mieliśmy wrażenie, że głośniejsi są kibice GieKSy. Zewsząd zresztą chwaleni za postawę w tym meczu, zarówno przez kibiców Śląska, jak i w całej Polsce. Żółta Armia w dużych liczbach znakomicie prezentuje się na ekstraklasowych stadionach.

27. Za dobrym dopingiem poszła świetna gra naszych piłkarzy w pierwszej połowie. I dwie bramki. Dobrze, że w końcu trafił Oskar Repka, bo brakowało jego goli ostatnio, a wiemy przecież, że zawodnik raz na jakiś czas wpisuje się na listę strzelców.

28. Za to po świetnej akcji Mateusza Kowalczyka (wykupić!) Petkow wpakował piłkę do własnej siatki. Istny to pechowiec, bo przecież w poprzednim meczu na Cracovii również pokonał własnego bramkarza. Rzadka sytuacja. Co prawda do Mateusza Kamińskiego, który też na Dolnym Śląsku pokonał swojego golkipera dwa razy w meczu nieco mu brakuje, ale niewiele.

29. W przerwie podostrzył w wywiadzie Adrian Błąd, który zapytany przez Cezarego Olbrychta o kwestię lubińską powiedział, że cieszy się, że może pomóc Zagłębiu Lubin w utrzymaniu. Dobry gagatek 😉 A Zagłębie pomogło samo sobie wygrywając w Białymstoku.

30. A Śląsk czekają derby z Zagłębiem już za dwa tygodnie i to również będzie kluczowy mecz, jeśli chodzi o pozostanie w lidze.

31. My natomiast musieliśmy mały sprint zrobić do salki, w której częstowali żurkiem. Patryk nic tego dnia nie jadł, ja ze względu na infekcję miałem zwiększone łaknienie, więc też byłem fest głodny. Żureczek – pierwsza klasa. Gęsty, pożywny, kiełbasa, jajko. Nie poprzestałem na jednej miseczce. Bardzo sympatyczna sprawa i co najlepsze – w mailu potwierdzającym akredytację zapowiadana, więc wiedzieliśmy, że możemy się tego spodziewać.

32. Druga połowa była już z atakami Śląska, ale pudłował bardzo Arnau Ortiz. Al-Hamlawi też na szczęście ostatnio nie jest sobą. Za to niektórzy uważają, że ostatnio jest sobą Rafał Leszczyński. Przemilczymy to.

33. GieKSa grała ofiarnie i choć druga połowa była trudna, to nie musieliśmy jakoś rozpaczliwie się bronić, aby dowieźć wynik. Katowiczanie zachowali czyste konto i po czterech wyjazdowych porażkach w końcu zgarnęli w delegacji trzy punkty.

34. Po niedosycie z meczu z jesieni, kiedy Śląsk był w kryzysie, tym razem GKS wygrał. Cztery punkty sumarycznie z wicemistrzem Polski, ale też drużyną ze strefy spadkowej to ostatecznie dobry wynik.

35. Piłkarze świętowali z kibicami, na co na wyjeździe czekali od meczu z Rakowem. W końcu GieKSa wygrała przy dużej publice, bo wszelkie mecze, które graliśmy przy publiczności w granicach 20 tysięcy lub więcej, były przegrywane. Także i jest to pierwsze zwycięstwo przy tak licznie wypełnionym sektorze gości.

36. Gdy kibice śpiewali po meczu można było wyczuć na tym wielkim stadionie vibe wielkiej piłki. Przez lata wielkim sukcesem wszystkich polskich klubów była frekwencja w granicach 10 tysięcy, bo takie też były stadiony. I ten doping też brzmiał inaczej. Tutaj dwa tysiące ryknęło i naprawdę to był inny wydźwięk, niż gdy ryknie dwieście.

37. Zjechaliśmy na dół, Patryk poszedł do mix zony, ja na konferencje prasową. Salka bardziej przypomina salkę kinową z jakiegoś kina studyjnego niż konferencyjną. Zamocowane miękkie fotele w rzędach (akurat te fotele mają vibe PRL-u), mnóstwo, naprawdę mnóstwo miejsc. Trenerzy przyszli dość szybko.

38. Trener Rafał Górak życzył wszystkim wesołych świąt, a Ante Simundza wypowiadał się za pomocą tłumaczki. Trochę dziwne wrażenie wywarł albo raczej nie wywarł. Szkoleniowiec przecież był mistrzem kraju z Mariborem czy Łudogorcem, grał w Lidze Mistrzów, gdzie remisował z Schalke, Chelsea czy Sportingiem, a tutaj wydał się taki mało charyzmatyczny.

39. Oczywiście to tylko maleńki wycinek i pierwsze wrażenie. Faktem jest, że musi mieć coś w sobie, skoro odmienił Śląsk z rundzie wiosennej. Ciekawe, jak to się dalej potoczy, bo utrzymanie Śląska może być większym sukcesem niż te tytuły.

40. Ze stadionu zebraliśmy się szybciej niż zwykle, bo wiedzieliśmy, że kibice jeszcze nie wyjechali, więc chcieliśmy wjechać przed nimi, aby uniknąć potem spowolnień. Z mojej strony więc padła jeszcze szybka miska chłodnego już żurku (nie może się zmarnować) i ruszyliśmy w drogę powrotną.

41. W Katowicach byliśmy około dwudziestej, jeszcze za widna. Bardzo szybko i bardzo wcześnie, czym byliśmy ukontentowani.

42. Warunki dla mediów na stadionie Śląska są doskonałe, więc z tego miejsca serdeczne podziękowania dla WKS za tak sprawną i miłą obsługę. Jeśli Śląsk utrzyma się w ekstraklasie, z przyjemnością ponownie zawitamy na ten stadion.

43. No i w parze poszedł wynik. Brawo GieKSa!

44. Czekamy na wynik z Mielca. Jeśli Górnik nie wygra, wyprzedzimy zabrzan w tabeli. Zrównaliśmy się też punktami z Cracovią i mamy lepszy mecz bezpośredni.

45. Legio, bój się!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga