Dołącz do nas

Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Motorem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Motorem Lublin to już historia. Były emocje, były bramki, niestety wróciliśmy do Katowic bez punktu. W opiniach kibiców przeważa zadowolenie z postawy zespołu, wiadomo jednak, że zwracają oni uwagę na błędy w obronie i niewykorzystane sytuacje. To jednak zadanie dla trenerów i piłkarzy. My jeszcze rozpatrzmy ten mecz okiem redakcji i myślimy już tylko o starciu z Mistrzem Polski – w niedzielę w Białymstoku.

1. Mecz w poniedziałek to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Trzeba kombinować z wolnym, robić całą logistykę, a dodatkowo powrót w środku nocy przed kolejnym dniem roboczym też jest problematyczny.

2. W związku z tym udaliśmy się do Lublina w trójkę – ja, Patryk i Magda. Z Katowic wyjechaliśmy o godzinie 13:00, czyli na sześć godzin przed meczem.

3. Droga przebiegła bardzo szybko, spokojnie i sprawnie. Poza pogodą. Okresowo nieprzyjemnie padało, no i był spora mgła. Nawet zastanawialiśmy się, czy przypadkiem taka mgła będzie w Lublinie. Od razu przypomniał mi się mecz we Wronkach, sprzed wielu, wielu lat, gdzie katowiczanie rywalizowali z Amiką w anormalnych warunkach. W transmisji TV nie było widać prawie nic.

4. W Lublinie jednak się przejaśniło, choć było szaro, buro i brzydko. Byliśmy tak około godziny 17:00. Mając sporo czasu, chcieliśmy coś jeszcze zjeść w centrum, jednak mieliśmy problem z zaparkowaniem, więc udaliśmy się bezpośrednio na stadion.

5. Prawie bezpośrednio, bo GPS samochodowy nas wyprowadzał na manowce, bo nie uwzględnia zakazów, podwójnych ciągłych i prowadził nas tak, jakby była włączona opcja „p…ol przepisy, jedź na przełaj”. Przez to musieliśmy trochę setek metrów nadłożyć.

6. A na czarną godzinę zaopatrzyliśmy się w miejscowym Lidlu, przy czym nigdy nie może być za prosto – najpierw panu seniorowi przede mną przy kasie nie chciało zważyć pomidorów. Przyszła druga ekspedientka, rozmontowała to ustrojstwo (wagę i skaner), zadziałało. Po chwili pan jednak powiedział, że pomidory miały być w promocji, a nie są. „Co ja mogę?” – odpowiedziała kasjerka. Na szczęście mnie obsłużyła.

7. Dojechaliśmy do stadionu, który z zewnątrz prezentuje się bardzo ładnie. Położony na takim pustkowiu, jest dużo parkingów. Ładnie oświetlony. Ogólnie – stadion w punkt.

8. Dla mnie była to pierwsza wizyta na nowym obiekcie. Na starym stadionie byłem w Lublinie trzy razy i choć sypał się strasznie i był rodem z czwartej ligi – dobrze go wspominałem, bo GieKSa wygrała tam dwa razy 2:0 i raz był bezbramkowy remis. Pamiętam swój jednoosobowy wyjazd – pociągiem do Warszawy, a potem do Lublina i z powrotem tak samo. To było w czasach, kiedy jeszcze filmowałem mecze.

9. Pamiętam, że opowiadałem o swoich perypetiach trenerowi Nawałce, licząc że może wezmą mnie na pokład powrotny, ale przyszły selekcjoner – jak to on – życzył po prostu szerokiej drogi i tyle 😉

10. Odbiór akredytacji przebiegł bez problemu, szybko je wzięliśmy i klatką schodową udaliśmy się na trzecie piętro, gdzie było wyjście na trybunę prasową.

11. Od razu wiedziałem, że będzie dobrze, gdy zobaczyłem szerokie blaty. Co prawda rozkładane, ale na sztywno, a nie jak te studenckie plastikowe stoliczki na wielu stadionach. Dodatkowo miejsca prasowe były w dwóch rzędach, ale na całej długości boiska. Bardzo ciekawe rozwiązanie.

12. Problem jedynie mógł być z krzesłami, bo nie było tam zamontowanych siedzisk, tylko takie dość toporne, ale luzem krzesła na kółkach. I po prostu było ich dużo mniej niż stanowisk. Dlatego dobrze, że byliśmy tak wcześnie, bo po prostu mogliśmy sobie miejsce zająć. Potem przychodziły osoby, dla których już tych krzeseł zabrakło. No ale w sumie to pewnie nie problem, bo i tak nic nie robiły. W ogóle to jest jakaś zmora prasówek, że często jest na nich masa osób, które mają akredytację, a nic nie robią, tylko oglądają mecz. Tzw. cwaniaki.

13. Choć na czarną godzinę miałem jakieś wypieki, potrzebowałem zjeść coś konkretniejszego. Motor reklamował, że na tym meczu będzie gięta z bułce, ale to co było w tym kontekście problemem, to fakt, że prasówka była kompletnie oddzielona od sektorów kibicowskich, na których była ta gastronomia. W zasadzie loża prasowa była na takim podwyższeniu, wysoko ponad sektorami kibiców. Nie było przemieszania. Musiałem więc się obejść smakiem.

14. Mimo to chciałem trochę poszukać, a nuż. Trafiłem na pierwszej piętro, wszedłem w jakieś drzwi i znalazłem się przypadkiem przy sali konferencyjnej i Media Roomie. I przez szklaną ścianę zobaczyłem kanapki – ucieszyłem się bardzo.

15. Co prawda kanapki był na jedną modłę, z jakąś wędliną, startym serem i sosem. Ale przede wszystkim były smaczne i dużo, bo aż trzy patery. Mogłem więc bez krępacji nabrać tych kalorii, tak potrzebnych na przewidywane emocje piłkarskie.

16. Gdy wracałem, postanowiłem skorzystać z windy, ale nie dało się wbić 3. piętra. Próbowałem i nic. W końcu winda ruszyła i pojechała na parter, bo ktoś ją wezwał. To był chyba jakiś pracownik klubu i mówiłem mu, że chcę wjechać na trzecie. On zaczął w tym momencie wbijać jakieś kody, niby do combosów w Mortal Kombat. Jakieś kombinacje z prędkością światła 2#412 czy 3#2124. Jednak nie udawało mu się. Powiedział, że winda nie dojeżdża ot tak na trzecie piętro, bo była potrzebna do dojazdu na 1. i 2. dla VIP-ów czy coś takiego. Dojechałem z nim na drugie, a resztę pokonałem schodami.

17. Ten mankament z niedostępnością gastronomii stadionowej wynikał jednak z czegoś większego, co akurat było super sprawą. Uwierzcie, jest bardzo niekomfortowe relacjonowanie meczu, jeśli macie nad głową kibiców, którzy jeszcze robią bydło jak na Legii. I to kibiców przeciwnej drużyny. Zaglądają ci w ekran, robią jakieś podśmiechujki. Wielokrotnie się z tym spotykaliśmy. Tutaj był bardzo duży komfort i mogliśmy się skupić tylko na pracy.

18. Widoczność – super. Pozostało tylko kontynuować relację LIVE – którą rozpocząłem, gdy dojeżdżaliśmy na stadion. Przy okazji zapraszam do tych naszych relacji – bo jesteśmy LIVE na długo przed meczem i po spotkaniu i na bieżąco piszemy, co mówią trenerzy. Jest dużo smaczków, kulisów, trochę na żywo możecie zobaczyć pracę redakcji. Dodatkowo raz lub dwa w trakcie danej połowy nagrywam głosówkę z podsumowaniem dotychczasowych wydarzeń. Naprawdę warto nas śledzić. A my będąc nieopodal komentatorów Canal Plus mogliśmy od razu spoglądać na powtórki sytuacji, choć swoją drogą – transmisję mamy też odpaloną na laptopie (z tym że jest tu kilkudziesięciosekundowe opóźnienie).

19. Przed meczem Rafał Górak przechadzał się po murawie, sprawdzając jej stan i przywitał się z kibicami. Dobrze, że ta dobra krew między kibicami, a szkoleniowcem jest i po tych wszystkich trudnych czasach, nie ma już ani śladu.

20. Kibice dopisali. Zarówno Motoru, jak i GieKSy i z obu stron był bardzo dobry doping. I szkoda trochę, że w ramach neutralnych stosunków, w maju, gdy obie ekipy awansowały w Gdyni, było dużo wzajemnej życzliwości. Potem Motorowcy zaczęli się bratać zza Brynicą i wszystko prysło. Choć to lublinianie zaczęli podczas meczu obrażać GKS w sposób żenujący. GieKSiarze nie pozostali dłużni.

21. Przed meczem uhonorowano niesamowicie Rafała Króla, legendę Motoru, który rozegrał 290 meczów w barwach tego zespołu. Zawodnik pamięta pojedynki z GieKSą z lat 2008-10. Dość powiedzieć, że ja mogłem go obserwować w jego pierwszym sezonie w Motorze właśnie podczas jednego z tych meczów GKS w Lublinie. Bramki dla naszego zespołu zdobyli wtedy… Sebastian Gielza i Damian Sadowski.

22. Piłkarze GKS zachowali się z klasą i utworzyli wraz z zawodnikami Motoru szpaler. Sympatycznie. Tak powinno się honorować swoich wybitnych zawodników.

23. Już w 18. sekundzie GKS miał na koncie dwa celne strzały. Najpierw Bartosz Nowak, a potem Adrian Błąd uderzali na bramkę, ale Kacper Rosa świetnie bronił i pokazał, że w tym meczu nasi zawodnicy ofensywni będą mieli trudno. Potem Sebastian Bergier strzelił bramkę i wydawało się, że gra GieKSy daje duże szanse na zwycięstwo. Niestety szybko – po naszych błędach – rywale zdobyli dwa gole i na przerwę schodziliśmy z debetem. Jedną z bramek zdobył nasz były zawodnik – Piotr Ceglarz.

24. GieKSa się nie poddawała i szybko Borja Galan wyrównał. W końcu! Zawodnik ostatnio gra coraz lepiej i w końcu strzelił swoją pierwszą bramkę w lidze. Będziemy mieli z niego dużo pożytku – naprawdę miło patrzyło się na grę Hiszpana. A zapowiedzi trenera, że Borja wskoczy na dobry poziom, ziszczają się.

25. Motor znów wyszedł na prowadzenie i nie oddał go do końca, mimo że GKS walczył. Po emocjonującym meczu, katowiczanie przegrali w Lublinie 2:3.

26. Po nagrywce pomeczowej uciąłem sobie jeszcze pogawędkę z Michałem Żewłakowem, który z Rafałem Dębińskim komentował ten mecz w Canal Plus. Tak jak pisałem w felietonie – był reprezentant Polski bardziej obarczył naszych zawodników ofensywnych, a nie obrońców, za to, że GKS tego meczu nie wygrał. W jego opinii GieKSa była lepsza.

27. Ogólnie fajne jest w tej ekstraklasie, że przez to, że jest tak, medialna, możemy w końcu spotkać znane postaci ze świata piłki i nie tylko. Oczywiście w niższych ligach też jest to możliwe, ale raczej jedynie wtedy, gdy dana osoba ściśle jest związana z danym klubem.

28. Udaliśmy się na salę konferencyjną, a Patryk poszedł po wywiad. Sala konferencyjna ma kilometr długości, naprawdę nie przypominam sobie tak długiego pokoju tego typu. Żeby dojrzeć trenerów, trzeba mieć lunetę.

29. A na sali konferencyjnej, celebryta – mianowicie Fornal – jeśli nie kojarzycie, to taki znany Youtuber, który recenzuje różne gastronomiczne miejsca, typu kebaby itd. Ma ten swój charakterystyczny gest „zapraszania do środka”. Boże jaki ten Fornal jest potężny. Dawno nie widziałem tak dużego człowieka. Widać, że ma zamiłowanie do jedzenia, choć tutaj akurat nie jadł (pewnie dlatego, że już nic nie było). Sączył sobie tylko herbatkę.

30. Na konferencję się naczekaliśmy. Popełniłem strategiczny błąd, że usiadłem daleko z tyłu (bo tam był stolik), a głośniki działały tylko gdzieś do połowy sali. Musiałem więc wytężyć słuch, żeby móc notować, co mówią trenerzy.

31 .O ile Rafał Górak dość zwięźle i szybko odpowiedział na pytania, to rozanielony Mateusz Stolarski rozwijał się i mówił kwieciście, zahaczając niemal o patos. Trwało to i trwało, ale widać było, że ciśnienie po ostatnich meczach z niego zeszło. Przypomniało mi się podobne rozanielenie Jana Urbana i Goncalo Feio po meczu z nami. Dosłownie czuć, jak po takich meczach z jednego czy drugiego trenera zeszła presja.

32. A my, jak to my, zostaliśmy na sali konferencyjne jeszcze z godzinę. Magda robiła galerię, Patryk wrócił z wywiadu z Arkadiuszem Jędrychem, ja doszlifowywałem konferencję. Lubię te nasze posiedzenia, gdy salki się wyludniają, jesteśmy wtedy bardzo mocno skupieni na pracy, jest wesoło i materiały pojawiają się na stronie szybko.

33. Pobawiliśmy się tytułami i kompletnie niecelowo i niezależnie wyszła fajna zbitka tytułów – relacji pomeczowej, konferencji i galerii 😉

34. Zebraliśmy się około godziny 23:00. Czekała nas długa podróż do domu. Jeszcze wyjeżdżając ze stadionu ujrzeliśmy flagę, która była na trybunach dla Rafała Króla – teraz była wywieszona przed stadionem, by oznajmiać Lublinowi, jaka legenda w ich klubie grała.

35. Droga powrotna przebiegła nam spokojnie, choć też było mgliście. Ja zdążyłem napisać felieton pomeczowy, z czego bardzo się cieszyłem, bo nie wiem, kiedy bym znalazł czas, żeby go gdzieś wcisnąć. Podobnie jest z tym post scriptum. Ale udaje się. Ku chwale GieKSy.

36. W Katowicach byliśmy po trzeciej. To pierwszy daleki wyjazd w tej rundzie i zapowiedź tego, co nas czeka. Białystok, Szczecin, Gdańsk… i parę średnich jak Łódź, Kielce czy ekspresowy Wrocław.

37. Aha, dodam, że wczoraj w głowie sobie patrzyłem na GKS na wyjazdach w tym sezonie. W ośmiu z jedenastu meczów katowiczanie strzelali bramki. W trzech meczach piłkarze zdobyli po jednej, w trzech po dwie bramki, a po razie trafiali cztery i sześć razy. To naprawdę niezła statystyka goli wyjazdowych.

38. W Lublinie było dobrze, tylko z błędami. Nie ma co psioczyć. Zespół idzie w bardzo dobrym kierunku i ten rozwój jest aż nadto widoczny.

39. Do zobaczenia w Białymstoku!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga