Piłka nożna
[POMECZOWO] Ziemia do trenera Paszulewicza
Wielu z was na forum czy to w prywatnych telefonach zaraz po meczu pytało „Jak to tam wyglądało?” Wiadomo, że z uwagi na zakaz kibicowski mecz obejrzała dosłownie garstka kibiców GieKSy – my jako redakcja plus kibice, którzy akurat przebywali na wakacjach w okolicach. Na początek więc mała analiza tego, jak to tam wyglądało dla wszystkich. Posłużę się do tego relacją z konferencji prasowej.
Paszulewicz: Myślę, że kibice zobaczyli bardzo dobre spotkanie (bardzo przeciętne I ligowe spotkanie) i poziom tego widowiska stał na wysokim średnim poziomie. Obydwa zespoły dążyły do rozstrzygnięcia spotkania na swoją korzyść (od 75. minuty). Oba zespoły chciały wygrać – Chojnice, bo grały u siebie, my, bo po ostatnich spotkaniach chcieliśmy się odbudować po dwóch porażkach (zgoda). Myślę, że zagraliśmy dobre spotkanie i jak na ironię podnosząc jakość gry ofensywnej (po tym jak wprowadziłem Michalika czyli od 73. minuty), jesteśmy karani porażką (na własne życzenie). Uważam, że kluczowe były dziś dwa momenty – strata pierwszej bramki oraz czerwona kartka Poczobuta.
.

To zadecydowało, że nie mamy punktów dzisiaj w mojej opinii (zadecydowało co innego). Za walkę do końca i jakość w grze dziękuję zespołowi. Brakuje nam ciągle punktów i jest to niepokojące (jest to bardzo niepokojące). Kolejny raz wypromowaliśmy bramkarza do „11” kolejki (skoro nie jesteśmy skuteczni i nie mamy za wielu okazji do 75. minuty to co się dziwić).
Ciężko się zgodzić z trenerem Paszulewiczem, że było to dobre spotkanie z obu stron. Było to bardzo przeciętne spotkanie dwóch bardzo średnich tego dnia drużyn. Na stadionie w Chojnicach byliśmy już kilka razy i uczciwie trzeba przyznać, że to była najsłabsza Chojniczanka, jaką widzieliśmy. Zwykle były to twarde pojedynki, gdzie gospodarze niekiedy z furią naciskali na nasz zespół. Tutaj mecz momentami przypominał niedzielne granie na stadionie w Wodzisławiu – zapach kiełbasek, cisza na stadionie itd.
W meczu z Rakowem popełniono błędy ze składem oraz taktyką, z Jastrzębiem ustawienie personalne trener wziął na siebie. W Chojnicach? W Chojnicach zabrakło po prostu planu. Zabrakło odwagi trenerowi i reakcji na wydarzenia boiskowe. Mecz nam się idealnie otworzył szybką bramką, Chojnice nic nie grały i przy lepszej grze w pierwszej połowie powinno być 2:0. Co robimy w drugiej połowie? Według trenera „Można było liczyć, że tak doświadczony zespół nie popełni błędów i uda się strzelić w końcówce drugą bramkę” – trenerze – no można było liczyć, ale po co? Dlaczego nie można było grać swojej piłki, dlaczego nie można było iść do ataku i szybko strzelić drugiego gola? Dlaczego ciągle musimy bazować na obronie gdzie już wejście Michalika i stworzenie czterech akcji w 15 minut (dogodnych) pokazało, jak Chojnice były słabe i jak szybko można było ten mecz zakończyć, zamiast bawić się w bronienie wyniku? Zamiast szukać rozwiązań, by pomóc zespołowi się rozwijać na boisku w czasie spotkania, to my szukamy sposobu by „przetrwać” a nuż się uda…. no nie udało się, trzeci raz z rzędu.
Równie dobrze można odpowiedzieć „można się było spodziewać, że tak doświadczony zespół, jak Chojniczanka obudzi się w końcówce i strzeli bramkę”, co też się stało. Nie rozumiemy więc po raz kolejny, dlaczego ciągle czekamy?
Dlaczego mówi Pan o tym, że Chojnice to trudny teren i doświadczona drużyna – oczywiście można się z tym zgodzić, ale w ten sposób nie zbudujemy pewności tego zespołu, nie zbudujemy tych nowych, czasem młodych zawodników, bo ciągle z tyłu głowy będzie świtać im myśl „byle nie stracić, byle nie stracić”. Trenerze! Czas zacząć budować ten zespół w ataku, a nie tylko skupiać się na obronie.
Czas zacząć pracować nad atakiem, a nie gadać ciągle o przygotowaniu fizycznym i motoryce, bo jak to powiedziała niejedna osoba „Skoro konikiem trenera jest przygotowanie fizyczne, to niech zostanie trenerem od przygotowania fizycznego. Teraz potrzebujemy trenera od piłki nożnej”. To, co najbardziej boli to fakt, że ten zespół na papierze ma zawodników, którzy mogą i potrafią grać ofensywnie. Czas skończyć ze schematami i ustawieniami w obronie a pozwolić im grać w przodzie, pozwolić im rozwijać się w ataku. I trener może się obrażać na słowa „Trener Paszulewicz ma tylko jedną taktykę i jest to gra z kontry”, ale prawda jest taka, że póki co tak to wygląda, że planu na grę w ataku pozycyjnym jak nie było, tak nie ma. Mimo iż wymieniliśmy wszystkich ofensywnych zawodników.
Słów, że kluczowa była czerwona kartka dla Poczobuta aż szkoda komentować, bo chyba nikt poza Panem nie rozumie, w jakim sensie była to kluczowa sytuacja skoro była 90. minuta, było po 10 na boisku, a Pan miał dwie zmiany do wykorzystania.
Czas się obudzić trenerze, czas porozmawiać z zespołem z radą drużyny co można zmienić, co poprawić. Mamy dwa tygodnie przerwy na wyciągnięcie mitycznych wniosków. Może jakieś mini zgrupowanie, może jakaś impreza integracyjna dla wszystkich, może te słynne „zamknięcie się w pokoju i niech każdy powie co mu leży na wątrobie i sercu”?
To nie czas na obrażanie się, na szukanie winnych w zawodnikach – choć pewnie też krytyka im się należy za brak skuteczności. To czas na głęboką analizę własnych działań, własnych słów i wypowiedzi oraz tego, co można zmienić, by było lepiej. Skoro drugi trener Dawid Szwarga tak pięknie analizuje grę zachodnich piłkarzy, to może jest to również czas, by dłużej popracował z Ruminem i spółką.
Działania 7/11 bez piłki. Pedro wykonał więcej działań bez piłki w kilka sekund niż część skrzydłowych we wczorajszym meczu Legii przez cały mecz. Dla mnie największa różnica między TOPOWYM, a przeciętnym graczem. pic.twitter.com/L3fGs5VBKM
— Dawid Szwarga (@Szwari) 17 sierpnia 2018
Krytyka, jaka wylewa się na trenera Paszulewicza, w moim odczuciu jest zasłużona. Zupełnie nie pomaga drużynie i zawodnikom swoimi decyzjami w ostatnich spotkaniach. Bilans, jaki mamy jest fatalny, a strata do góry tabeli jest już bardzo duża, biorąc pod uwagę, że za nami osiem spotkań.
Jedni powiedzą, że trenera trzeba teraz zmienić, inni, że zostawić i dać pracować. Przyznam szczerze, że w tym momencie w obu opcjach widzę plusy i minusy i ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, jakie decyzje byłyby lepsze dla klubu i drużyny. Tą na siebie musi po raz kolejny podjąć dyrektor Bartnik i prezes Janicki.
Miało być jeszcze słowo o piłkarzach, ale szczerze mówiąc, dajmy im pracować. Niech wykorzystają te dwa tygodnie, by poprawić to co w grze szwankowało, czy to pod okiem trenera Paszulewicza, czy być może już pod okiem innego szkoleniowca.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Mecza
2 września 2018 at 19:16
Dwa tygodnie przerwy to idealny moment na zmianę, póki nie ma jeszcze straty do bezpiecznego miejsca gwarantującego pozostanie w lidze. Ta liga jest zbyt wyrównana aby GKS nie mógł spaść z tym trenerem.
Mecza
2 września 2018 at 19:22
Dodam, że mi nawet nie chodzi o wyniki trzech ostatnich meczów ale o podejście trenera o którym pisze Błażej. Trener przestraszony i zespół też. Jakby grali do przodu, widać byłoby jakiś pomysł w ofensywie to można byłoby czekać.
Ronny64
2 września 2018 at 19:24
Przez długi czas byłem za tym aby Paszulewicz dostał czas na zbudowanie druzyny ale po ostatnich dziwnych roszadach coraz bardziej myślę że on nie ma pomysłu jak zbudować solidna ekipę.
kasia
2 września 2018 at 20:01
Nie ma co sie bawic w kotka i myszka. Paszulewicz do domu janicki i bartnik tak samo. Sezon i tak juz raczej stracony. Po co trzymac tych ludzi skoro nic nie daja.
Rafał
2 września 2018 at 20:11
Nie wiem co robi Prezes, ŚPI?!?!?!?! czy w kulki se leci, 23 chłopów WYMIENIŁ bez mrugnięcia a trenera kopnąć w d..pe nie umie. Ten nieudacznik niema HONORU by sam odejść. To trzeba go zwolnić puki jest sposobność i znaleść trenera który umie i potrafi ułożyć drużynę. PASZULEWICZ WON!!!!!!!!!!
Marcin C.
3 września 2018 at 06:06
To chyba wygląda tak, jak powiedział kiedyś Janicki, że on rolę prezesa widzi tak: on się zajmuje finansami, a za sferę sportową odpowiada dyrektor sportowy. Czyli się nie wtrąca. Bartnik naściagał zawodników, którzy całościowo mogą dać dużo zespołowi. Problem tkwi w tym, że trener jakoś nie potrafi wykorzystać ich umiejętności. Zwolnienie Paszula teraz, chyba nie. Ps. Byłem zwolennikiem pożegnania się z wieloma zawodnikami. Tak się stało. Co teraz, tylko cierpliwość. Do kiedy? Moim zdaniem na pewno w przerwie zimowej, jeśli nie zaczniemy wygrywać. Boję się tego, że nowy trener powie, ten i ten mi nie pasują do koncepcji… I znowu „w koło Macieju”.
PanGoroli
2 września 2018 at 20:57
A ja zgadzam się z trenerem – ten zespół potrzebuje więcej jakości. Natychmiast. Na pozycji trenerskiej. Reszta da sobie radę. To nie orkiestra fałszuje, tylko dyrygent krzywo macha.
q2
2 września 2018 at 21:26
Mecza i Pan goroli, błagam nie piszcie już nic więcej. Przegrywamy z kretesem, przy pozwoleniu góry a wy zajmujcie się szatnią i trenerem. Problem leży gdzie indziej.
kasia
2 września 2018 at 21:57
q2 ja im to tlumacze juz dlugo niestety bez efektu.
1964
2 września 2018 at 22:04
Ewidentnie miastu nie na ręke ta męska kopana w KATO!
KosaEir
2 września 2018 at 22:20
Takie rzeczy https://sportdziennik.pl/skandaliczne-zachowanie-gieksy/
Gryfny
3 września 2018 at 07:00
Poprawcie bo kłuje w oczy „a nóż” bo to nie chodzi o taki do krojenia tylko „a nuż” gdy ma się nadzieję…
Mirek
3 września 2018 at 07:16
Mam nadzieje dzisiaj przeczytać: Trener Paszulewicz odchodzi z GKS. Dość tego wuefisty w naszej GIEKSIE.
Firek
3 września 2018 at 07:45
Błażej na trenera!;) A poważnie: drużyna na boisku nie powinna w ogóle patrzeć na wynik. Czy jest 0:0, 0:3, czy 3:0 – po prostu gramy swoje, czyli w defensywie walka o przejęcie każdej piłki, a w ofensywie próba zagrania fajnej akcji. Nie piszę nawet o próbie strzelenia bramki, bo to przyjdzie samo. Jasne, że czasem taka taktyka sprawi, że stracimy i zremisujemy (lub przegramy), ale statystycznie na pewno rzadziej, niż przy próbach „obrony Częstochowy” mając 1:0…
Mecza
3 września 2018 at 09:37
„Ziemia do trenera Paszulewicza” Nawet jeśli ktoś nie czyta artykułu to chyba tytuł przynajmniej czy od razu do komentarzy? Odniosłem się do tego co napisał Błażej, to nie był wpis o zarządzaniu, Janickim czy Bartniku. Jeśli jesteście tak spragnieni swojej prawdy proszę bardzo, chłopaki cały czas zachęcają kibiców do pisania felietonów.
cross
3 września 2018 at 12:42
Przez takich działaczy , trenerow,zawodników klub traci kibiców.To widać po trybunach.To już tyle lat,czy to przypadek czy komuś to na rękę???
PanGoroli
3 września 2018 at 12:47
Trochę myślenia – jeśli odgórne zadanie jest nie awansować, to poprzednia ekipa perfekcyjnie wywiązywala się z takiego zadania. Więc jeśli macie racje, że 'góra’ nie chce awansu, to po co zmieniali ekipę, która gwarantowała, ze awansu nie będzie?
GieKSiorz
3 września 2018 at 15:59
Po to zmieniali żeby zamydlić nam oczy,oraz żeby przyciągnąć na stadion naiwniaków
Rafał
3 września 2018 at 18:14
Góra się kompromituje od końca sezonu trzymając PASZULEWICZA dalej jako trenera tego nie dojdę. PREZES JESTEŚ tam?? SKORO 23 facetów wyleciało i śmiało mówiłeś o nowej jakości i przewietrzeniu szatni to chyba CI coś PREZESIE nie wyszło a tylko zaszkodziło. To teraz czas Trenera zmienić bo KOMPLETNIE NIC NIE ROBI NIERÓB JEDEN A TYLKO KASE KASUJE PRZYCHLAST W GARNIAKU!!!!!! WYMIANA TRENERA TU I TERAZ!!!!!!! A MOŻE CAŁĄ GÓRĘ BY WYMIENIĆ RAZEM Z TRENEREM BO TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI??? TRENER WON MI STĄD!!!!!
kasia
3 września 2018 at 18:42
Janickiego z bartnikiem trudno zrozumiec. Zakup Śpiaczki ma byc rozwiazaniem problemu. Niby w jaki sposób jak przyczyna lezy gdzie indziej. Oj latwo sie wydaje nie swoje pieniadze latwo.Na logike to trudno zrozumiec argument tu podawany ze miasto nie chce awansu i chce placic pieniadze za anty promocje. Jesli jednak posluchac innych i zobaczyc jakie dzialania podejmuje wlasciciel to faktycznie tak to wyglada. Jezeli miasto toleruje takie marnotrastwo i nieudolnosc to o cos musi chodzic. W normalnym toku spraw po calej trojce juz tylko smrod bysmy wachali. Zadziwiajacy tez jest brak jakiejkolwiek komunikacji z kibicami ze strony zarzadu. zachowuja sie tak jakby problemu nie bylo. Tymczasem problem robi sie bardzo powazny.Zarzad zamiast podjac jakies kroki w celu jego rozwiazania zachowuje sie jak wycofana pierdola ktora ze strachu schowala sie do kata. Dokladnie tak samo bylo z Cyganem. Taktyka i pomysl jest prosty ze moze po przerwie cos sie uda wygrac i znowu bedzie kredyt zaufania. Tylko w oparciu o co nawet tak bzdurna dorazna strategie budowac. Bezjajeczni nie potrafia podjac decyzji a ona jest oczywista. Paszulewicz nie ma umiejetnosci aby ten zespol gral na miare mozliwosci ktore bez watpienia ma. Ten facet co podkreslal we wszystkich wyiadach ktore czytalem stawia na bieganie. Gdyby samym bieganiem mecz sie wygrywalo to jeszcze bym zrozumial. Problem w tym ze pilka nozna to bardziej zlozny sport. Jak lubi bieganie to niech trenuje maratonczykow.Po co zostal kupiony Spiaczka. Trzeba bylo kupic kreatywnego pomocnika bo to jest widoczne golym okiem ze nie ma kto rozgrywac. Sorry ale ja juz w ta cala trojke nie wierze. Swoim zarzdzaniem doprowadziliscie do sytuacji ze 1000 na bukowej to bedzie rekord ale co was to obchodzi kase i tak wezmiecie
Rafał
3 września 2018 at 22:31
A gdzie jest właściciel Klubu czyli prezydent miasta Katowice, Halo za nasze pieniądze zostawili durnego trenera a ja się nie godzę by za nasze pieniądze ten trener trenował tą drużyne gdzie jest prokuratura posadzić całą trójkę z zarządu za sprzeniewierzenie piniędzy buplicznych które daje miasto, czyli my podatnicy. Skoro prezes nie umie słuchać to czas go do odpowiedzialności pociągnąć i wywalić razem z dyrektorem sportowym i trenerem. A im szybciej ktoś się tym zajmie tym szybciej się pozbędziemy chwastów z zarządu który jest jescze w MKSie i ciekawe czy wyprowadza pinądze z kasy GKSu do swojego MKS gdzie prokurator i gdze PREZYDENT Miasta się pytam?? CZAS NA PORZĄDKI PANIE PREZYDENCIE KRUPA JUŻ CZAS!!!