Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[POMECZOWO] Tworzy się charakterna drużyna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice pewnie pokonał Wigry Suwałki. Nasza drużyna miała mecz pod kontrolą od pierwszej do ostatniej minuty. Szczególnie dobrze wyglądało to w drugiej połowie, a od drugiej bramki co najmniej bardzo dobrze. Mnie jednak cieszy, że powoli rodzi się fajna ekipa na Bukowej.

Mecz z Wigrami wygraliśmy bardzo pewnie. Rozmiar zwycięstwa nie oddaje naszej przewagi. Ciężko sobie przypomnieć spotkanie przy Bukowej, w którym GieKSa grałaby tak dobrze, a mecz był pod taką kontrolą, jak wczorajszy pojedynek z drużyną z Suwałk. Oczywiście można się zżymać, że w pierwszej połowie takich klarownych sytuacji nie było zbyt wiele; można marudzić, że piękne granie zaczęło się dopiero po bramce Adriana Błąda; szukać minusów w postaci dwóch groźnych sytuacji gości, które musiał ratować Pawełek — koniec końców chyba jednak nikt nie powie, że ten mecz mógł się skończyć inaczej niż naszą wygraną. Ba, obiektywny obserwator zwróci zapewne uwagę, że powinniśmy strzelić więcej bramek. Oczywiście też chciałbym, aby nasza drużyna wreszcie kogoś rozgromiła na Bukowej, ale… niech to będzie np. mecz z GKS-em Jastrzębie. Pamiętajmy też, że tak jak lepiej raz przegrać 0:4 niż cztery razy 0:1, tak samo lepiej wygrać 4 razy po 1:0 niż raz 4:0. To są oczywiście piłkarskie banały, ale zawierają w sobie trochę prawdy.

Musimy oczywiście pamiętać, kogo pokonaliśmy. W podcaście (kliknij tutaj, aby posłuchać) Błażej dobrze to opisał: „cieszmy się z wygranej, ale pamiętajmy, z kim graliśmy”. Zgadzam się w tym założeniem, ale… pamiętajmy też, że GieKSa przez wiele sezonów spędzonych w pierwszej lidze grała z wieloma słabszymi drużynami niż Wigry i często kończyła z porażką. Tak tylko przypomnę, że dostaliśmy lanie od MKS-u Kluczbork, który praktycznie dwiema nogami był w drugiej lidze. Dlatego zdanie mojego redakcyjnego kolegi rozszerzyłbym: „cieszmy się z wygranej, ale pamiętajmy, z kim graliśmy, choć nie zapominajmy, że w przeszłości często takie mecze przegrywaliśmy lub remisowaliśmy”. Wigry Suwałki przez lata w pierwszej lidze i pojedynki z naszą drużyną wyrobiły sobie opinię zespołu-pułapki. Nie raz, nie dwa byliśmy pewni wygranej, a potem zdarzały się przykre gongi. Mało tego, Wigry często skazywane bywały na pewny spadek, a mimo to potrafiły włączyć się nawet do wyścigu żółwi o awans. Tym razem jednak będą mieli duże problemy — zespół jest bardzo młody, jeszcze nieopierzony, ale… powinien się jednak w tej lidze utrzymać. I to, że te Wigry tak słabo zagrały, to też w jakimś stopniu nasza zasługa — nic nie dzieje się na boisku przypadkowo.

Bardzo często ganiony jest trener Paszulewicz za swoje decyzje. Czasem słusznie, czasem mniej, ale bardzo rzadko (wcale?) nie jest chwalony. A za wczoraj to i jemu należą się brawa, bo np. trafił idealnie ze zmianami — Woźniak wchodzący z marszu rozruszał linię ofensywną, a Łyszczarz pokazał, że nie odpuści walki z Tabisiem o pozycję „jedynki” wśród młodzieżowców. Utarło się takie przekonanie, że jest to szkoleniowiec jednej taktyki — totalna defensywa i kilka kontr w spotkaniu, z których trzeba wykorzystać jedną i potem bronić rezultatu. Tak grała GieKSa na wiosnę, ale pamiętajmy, jakich marnych i upośledzonych ofensywnie graczy, mieliśmy wtedy w kadrze. Sam spodziewałem się, że nasze mecze będą wyglądać w tym sezonie tak jak w Łodzi — jedna akcja, a później mądra defensywa. Bardzo pozytywnie jestem zaskoczony, że w ostatnich trzech spotkaniach wykreowaliśmy sobie wiele sytuacji do zdobycia bramek. Oczywiście, brakuje ciągle wykończenia, ale styl bardzo cieszy. Wygrywanie 1:0 po jednej kontrze też byśmy pewnie wzięli w ciemno, ale… zwycięstwa przy wielu sytuacjach smakują jednak lepiej. W końcu GieKSę chce się oglądać.

Warto zwrócić uwagę, że w meczu z Wigrami pozytywne akcenty rozkładają się na cały zespół. Nikt specjalnie nie odstawał od reszty. Jest to ważne, bo utrudnia pracę przeciwnikom — nie ma jednego, dwóch zawodników, których wyłączenie spowoduje, że nasza drużyna stanie. Cała jedenastka, która zagrała w sobotę plus dwóch rezerwowych (Łyszczarz, Woźniak) oraz kontuzjowani (Frańczak, Remisz, Michalik) spokojnie mogą walczyć o pierwszy skład. A przecież niedługo powinni do tej grupy dołączyć Anon i Wawrzyniak. Nie przesadzałbym, że mamy problem bogactwa, ale na pewno nasi rywale nie mają łatwego zadania w typowaniu naszego wyjściowego zestawienia. Pomyślcie sami, nie wiemy przecież, czy zagra Bronisławki, czy jednak Michalik; nie jesteśmy przekonani, czy Remisz po kontuzji od razu wskoczy do grania, skoro Midzierski z Kamińskim grają pewnie i skutecznie; rywalizacja Tabisia i Łyszczarza także jest ciekawa i co najważniejsze, nie grają tylko ze względu na status młodzieżowca; prawie niemożliwe jest wskazanie napastnika numer jeden. Jakby tego było mało, to trener Paszulewicz na konferencji powiedział, że nie wyklucza grania dwójką z przodu, co rozwiązywałoby problem Rumin czy Woźniak. Oj, będą mieli z nami problem w tej lidze.

To wszystko jest pozytywne, ale mnie najbardziej jednak cieszy, że tworzy się w szatni i na boisku fajna ekipa. Poczobut przyzwyczaił nas już do swojej zadziorności i waleczności na boisku. Błąd bardzo często irytuje grą w defensywie, zbyt wolnymi podaniami, głupimi uderzeniami z dystansu, ale… co jakiś czas zdarzają mu się fenomenalne przebłyski, jak wczoraj czy choćby w Opolu. Zresztą trudno go nie lubić, bo jest takim kibicowskim, normalnym gościem. Lisowski także pokazuje zadziorność na boisku, wczoraj mega radość po wygranej, ale mi najbardziej się spodobało, gdy na Twitterze zgasił jednego z kibiców ŁKS-u – kulturalnie, ale jednak zaczepnie, a nie pseudopoprawnie. Woźniak wczoraj na boisku, ale szczególnie w wywiadzie (kliknij tutaj, aby przeczytać) wywarł na mnie mega pozytywne wrażenie — nie bawił się w jakieś piękne słowa o „miedziowej” szatni, tylko wprost powiedział, że to jest GKS Katowice i on teraz będzie dawać z siebie 150 proc. na boisku. Warto też dodać, że wszyscy kibice Zagłębia Lubin wypowiadają się o nim w samych superlatywach, jeśli chodzi o to, jakim Arkadiusz jest człowiekiem. Dodajmy do tego doświadczonych — Pawełka, który pokazuje, że jest 100 proc. profesjonalistą; Wawrzyniaka — o którym wszyscy kibice klubów, w których grał, podkreślają, że jest normalnym i inteligentnym człowiekiem; Piesia, który ciągle jest trochę niedoceniany na Bukowej, a widać, że robi dobrą i czarną robotę na boisku i poza nim. Do tego te wszystkie młode „wilczki”, które cieszą się piłką i tym, gdzie się znaleźli. Porównajcie obecną ekipę do poprzedników — do ludzi może z jakimś tam talentem do piłki, ale leni patentowanych, ludzi udzielających wywiady generatorem „pierdolenia”, gwiazdorów grających wcześniej w klubach z 300 osobami na trybunach (z których 290 to ich rodzina) – toż to niebo a ziemia. Zawsze marzyliśmy o „bandzie świrów” i mam nadzieję, że takiej się wreszcie doczekamy. To duża zasługa, by w jednym okienku transferowym zrobić tak dużą zmianę pod kątem charakteru w szatni. Dyrektor Bartnik mówił, że zawodników do GieKSy ocenia pod kątem 21 kategorii, w której charakter i ambicja są jedną z nich. Patrząc na to, co na razie widzimy, to całkiem możliwe, że to jedna z najważniejszych kategorii i klucz do zrozumienia naszej polityki transferowej.

Po remisie z Tychami, ale dobrej grze, kibice na stadionie podziękowali piłkarzom za walkę. Padło słynne: „byliście lepsi”. Po przegranym, ale dobrym meczu w Nowym Sączu, zawodnicy dostali brawa pod sektorem gości i okrzyk: „dzięki za walkę”. Wczoraj były brawa i podziękowania. Idąc tym tropem może już czas, by w Częstochowie zaśpiewać wspólnie: „lidera mamy”?

Na koniec kamyczek do ogródka tych wszystkich, którzy nie będąc na meczu w Nowym Sączu, pisali na forum, social mediach i na naszej stronie o skończonym sezonie. O jakże śmiesznie jest poczytać te Wasze euforyczne posty z wczoraj i dziś, w których zastanawiacie się, w jakiej kolejce będziemy świętować awans. Istne chorągiewki na wietrze. Polecam jednak trzymać kciuki za zespół ciągle — niezależnie od rezultatu na boisku, bo piłkarze odpłacają nam tym, czego zawsze od nich wymagaliśmy, czyli walką. Osobiście uważam, że ta ekipa w przyszłym sezonie (przy małym liftingu) będzie faworytem do awansu. Obecnie takich upatruje w Niecieczy i Rakowie, ale… pozycja czarnego konia też jest dobra. O czym przekonała się dwa lata temu Sandecja, a sezon wcześniej Zagłębie. Róbmy swoje, czyli chodźmy na mecze, jeźdźmy na wyjazd, wspierajmy ekipę na boisku, a przede wszystkim cieszmy się tym, co mamy. Przecież o to nam chodziło?

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    Maciej

    19 sierpnia 2018 at 20:18

    Jak mówiłem ostatnio…zaczyna to naprawdę dobrze wyglądać…i jesli do konca sezonu chlopaki będą tak walczyć nie obraze sie jak nie bedzie awansu bo gra i zaangażowanie Przynajmniej jak do tej pory cieszy oko

  2. Avatar photo

    OLO64

    19 sierpnia 2018 at 21:51

    Super felieton… Nic dodać nic ująć, nie mam takiego talentu by to co myślę ująć w tekst ale napisałeś w punkt. Tak jak bym z Tobą siedział i razem tworzylibysmy tekst z przemyśleń po meczu… Brawo..

  3. Avatar photo

    Irishman

    20 sierpnia 2018 at 09:24

    Zgadzam się, felieton „w punkt”.

    Padają kolejne, związane z nami mity.
    Nieprawda, że Miasto, czy ktoś tam nie chce awansu, bo gdyby tak było to nie robilibyśmy takich transferów.
    Nieprawda, że nie mamy skautingu, bo niby skąd to wszystkie transfery, tych naprawdę ciekawych piłkarzy z niższych lig?
    Nieprawda, że trener Paszulewicz potrafi grać tylko jedną taktyka, co fajnie Kosa opisał.

    No więc jeśli tak, to może wreszcie padnie i ten mit, że awansujemy….jak prezesowi Bońkowi wyrośnie kaktus, co podobno kiedyś tam powiedział 😉 😉 😉 Oczywiście nie ma co pompować balona, bo za dwa dni możemy przegrać z bardzo silnym w tym sezonie Rakowem i zaczną się głupie komentarze rozczarowanych kibiców, którzy na wyrost zrobili sobie jakąś nadzieje. Poza tym mamy sporo młodych zawodników, a młodzież bywa nieobliczalna – tak in-plus, jak i in-minus. Ale trzeba też zauważyć, że po ostatnich transferach mamy chyba najsilniejsza od spadku z ekstraklasy drużynę. I tak jak to Kosa zauważył, ci ludzie mają jaja! Oczywiscie mamy też nie byle jakich przeciwników, znacznie silniejszych niż w poprzednim sezonie, czy dwa lata temu. Myślę jednak, że po ostatnich ruchach transferowych dołączyliśmy do trójki, która będzie się bić o awans. Powtarzam będzie się bić o awans, a nie, że go na pewno zrobi, więc spokojnie z nadmiernym entuzjazmem. Niemniej sama ta walka zapowiada się fascynująco!!!

  4. Avatar photo

    baxxi77

    20 sierpnia 2018 at 14:18

    Muszę przyznać bardzo lubie czytać te felietony,Kosa super robota,10/10 czas pracuje na naszą korzyść,poza tym to tylko piłka nożna,mecz można wygrać przegrać lub zremisować,ale dopóki walczysz wygrywasz…zauważyłem też że po bramkach jest jakby więcej wspólnej radochy niż wcześniej a to też coś znaczy,powiem tak podobno wszyscy mają nas dość w tej 1 lidze,zróbmy im przyjemność i wiadomo…ale o tym ciii..jadymy durś Ino GieKSa!

  5. Avatar photo

    kosa

    20 sierpnia 2018 at 22:59

    Dziękuję Panowie. Nieskromnie pisząc też mi się podoba ten felieton, a nie miałem jakoś do niego przekonania, gdy siadałem niewyspany po podcaście. Ale potem słowa już same zaczęły płynąć, a kilka wątków pominąłem – np. nie pochwaliłem Woźniaka za wejście z marszu do drużyny, które zaprzecza wszystkim banałom o potrzebie zgrania. Fajnie, że czytacie 🙂

  6. Avatar photo

    mzG

    21 sierpnia 2018 at 02:14

    Świetny felieton! Gdzie Bartnik wspominał o tych 21 kategoriach w ocenie piłkarzy? 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga